Dodaj do ulubionych

Wyczytane z cienia

23.09.06, 00:11
Czytam sobie właśnie "Cień Poego", i trafiłem na taki passus:

"Zawsze mnie bowiem wprawiało w najwyższą irytację, że powodzenie tylu dzieł
pisarza przyćmiewa jego sławę. Ileż osób spotkałem, zdolnych z pamięci
recytować całość "Kruka" i kilka popularnych wierszy, [...], a nie znających
nazwiska autora? Poe intrygował czytelników, którzy go jednak CENIĆ nie
umieli; rzec można, utwory jego wchłonęły go w zupełności"

A gdyby to odnieść nie tylko do wspomnianego EAPa, potraktować sprawę szerzej?
Których pisarzy pamiętamy z nazwiska najpierw, z jakiegoś ich świata, klimatu
czy innych aspektów twórczości, a które dzieła - jak we wspomnianym passusie -
dominują nad postacią twórcy?

Mnie najpierw przychodzą na myśl Kafka i Bułhakow. "Mistrza i Małgorzatę"
można oderwać od Bułhakowa, zresztą tak chyba jest, że wielu zna MiM, a z
przypomnieniem sobie autora mogłoby mieć pewne kłopoty. Kafka zaś egzystuje
sobie i bez dzieł, myślę, jako piewca pewnych klimatów...

Z twórcami w innych dziedzinach chyba też taki podział dałoby się przeprowadzić.

Zatem, co o tym myślicie? Grosik za mądre słowo :P
Obserwuj wątek
    • kubissimo Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 00:28
      mysle, ze Oskar Wilde bardziej egzystuje (o ile egzystuje) w zbiorowej
      swiadomosci jako barwna postac, a dopiero potem jako autor. i to chyba dotyczy
      wszystkich jednostek z niebanalna biografia ;)

      a generalnie to taki podzial w literaturze zaklada, ze mamy do czynienia z
      ludzmi choc troche czytajacymi. ciekawiej byloby chyba w przypadku sztuk
      wizualnych. tu nie trzeba jakiegos szczegolnego zainteresowania, bo zawsze cos
      komus mignie, chociazby w ksiegarni, gazecie, czy telewizji
      • kubissimo Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 00:32
        chociaz co do Wilde'a, to jeszcze jest sprawa jego aforyzmow i inszych
        paradoksow (jak chocby ten o uleganiu pokusie), ktore chyba zyja zyciem wlasnym
        i to niekoniecznie w polaczeniu z nazwiskiem autora
      • monikate Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 00:32
        To samo można powiedzieć o Gertrudzie Stein. Barwna, złożona osobowość,
        wyrocznia artystyczna etc. kto pamięta, kto czyta jej książki? A GS traktowała
        swoje pisarstwo poważnie.
        • monikate Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 00:45
          O tej porze ciężko się myśli, ale przypomniała mi się jeszcze Anaias Nin. Jej z
          kolei nie można oderwać od tego co pisała, a tejże twórczości od Anais i jej
          życia; są baaardzo ze sobą splecione.
          • monikate Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 00:47
            Ale jak już, to Anais zdecydowanie dominuje nad swoją twórczością, najpierw
            myśli się o niej jednak.
            • monikate Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 00:50
              Upraszczając, jest jak w filmie. Mamy gwiazdy (Wilde, Stein, Anais Nin) i
              aktorów (Bułhakow, Bolesław Prus). Nie grają sobą, tylko mówią przez to, co
              napisali.
              • kubissimo Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 00:58
                przy zalozeniu, ze Muminki nie sa dla dzieci, a przynajmniej sa rownie czesto
                czytane przez doroslych, to Tove Jansson jest wlasciwie wydrukowanym nazwiskiem
                na okladce
                nie wiem, ile osob wiedzialoby jakiej ona byla narodowosci, nie mowiac o takich
                kwiatkach jak fakt, ze byla lesbijka. ciekawe, czy po naglosnieniu tego
                ostatniego minister Roman nie wydalby nakazu spalenia wszystkich egzemplarzy ze
                szkolnych bilbiotek ;)
        • braineater Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 07:12
          Ja pamiętam, ja czytam:)
          Autobiografię Alicji B. Toklas i Autobiografię samego siebie, lubię brdzo,
          szcególnie za opis spotkania z amerykańskimi żółnierzami, co chcieli emablować
          obie panie, co szcególnie dobrze się czyta, jak się ma w pamięci, jak wyglądała
          pani Gertruda i za opis imprezy na Montparnassie z okazji powitania lub
          pożegnania Appolinaire'a. Za złośliwośc i ironię ją lubię i za jeden z bardzije
          pokęconych wierszy świata 'Lifting Belly' - po polsku tłumaczony tylko we
          fragmentach, dwukrotnie w LNŚ, jako 'Cięzki brzuszek', czyli jakieś 30 stron
          wierszem białym, uznanych za manifest wszystkich lesbijek świata, a tak po po
          prowdzie genialny opis świata, widzianego przez pryzmat kobiecej
          biologiczności. No i jak tu pani nie lubić, jak od głodu ratował pikasów,
          szagalów i cała resztę:)

          P:)
          • braineater Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 07:12
            Autobiografię każdego znas, nie samego siebie.:)
            za wcześnie jest:)

            P:)
            • hophopi Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 08:31
              Autor jest bezwzględnie eksterminowany w przypadku ekranizacji powieści. Pręgi
              to pręgi, a nie jakiś tam Gnój, powi pani Kazia. Mordor? jest już na globusach.
              BridżidDżons po prostu sobie chodzi po ulicach i pewnie są tacy, co przysięgną,
              że byli z nią na imprezie :). jeśli ekranizacja udana, to niezbyt zdrożne jest
              to nowe życie bohatera, co opuścił autora swego i autorkę swoją.
              ale jak sobie pomyślę, jak się Sapek musiał wzruszyć, oglądając zwłoki
              wiedźmińskie telewizyjne. dżizu, sama się wstydzę i mdłości mam...
              • skajstop Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 10:41
                Z ekranizacjami to jest problem dodatkowy, że one zawsze spychają autora/autorkę
                w cień, eksponując dzieło.

                Sapkowski to się wzruszał i poruszał, a podobno jak mu wielbiciele sagi pokazali
                te słupy telegraficzne niewycięte z kadru, to przekleństw używał w kilkunastu
                językach :P
            • mamarcela Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 09:25
              Też czytałam Gertrudę Stein. I potem namietnie chodziłam po jej sladach w Paryzu
              (opisywałam to dawno temu na forum ksiązki) i tez do tej pory mam w oczach
              twarze - Gertrudy i Alicji przede wszystkim.
              Nie wiedziec czemu po prostu uwielbiam Gertrudę chyba za to, że takim
              monstrualnym porworem była :)
      • zdanka1 Re: Wyczytane z cienia 24.09.06, 12:52
        złozoność Wilde'a jest sprawą niesamowitą :) Mogę to poweidzieć po 5 letnim
        romansie z nim na wszystkich frontach - inny jest Wilde na pokaz dla salonów,
        inny jest jest język tych samych słów w sztukach pisanych pod salon, jeszcze
        inne są listy do Bosiego, w których Wilde jest czasami wręcz załosny, od listów
        do Konstancji , choć oboje kochał, a najbardziej "bezbronny i bezmaskowy: jest
        w kawałkach pisanych w listach do dzieci, kiedy nei mógl ich już widywac.

        Jesli ktoś mnie zapyta o dwóch polskich pisarzy, ktorych legenda przycmiła
        pisarstw to mówię bez wahania - Przybyszewski i Witkacy.
    • braineater Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 10:45
      ogólnie do tematu dyskusji - to chyba jest jeden z wyznaczników wielkiego
      dzieła, że Autor przestaje byc ważny, znika zupełnie, zostaje zasłonięty przez
      dzieło. Że przestaje nas obchodzić Poe jako morfinista, uwodziciel nieletnich i
      spiacy na ulicach lump, i zostaje z niego tylko niesamowita umiejętność
      składania liter i tworzenia obrazów, których nie sposób zapomnieć. Kiedyś coś
      podobnego pisałem na innym forum o muzyce:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=28844996
      post jest dośc bełkotliwy a dyskusja na kolejnych 150 oczywiście niczego w
      zrozumieniu nie ułatwia, ale coraz bliższy jestem temu, by przynajmniej te
      początkowe tezy - 1, 1a i 3 w szczególności rozciągnąć na całość sztuki jako
      takiej. Dla mnie artysta, pisarz, malarz, muzyk, jest po prostu kolejnym
      narzędziem, wykorzystywanym przez zupełnie nieokresloną, kompletnie
      abstrakcyjną i istniejaca tylko jako moje prywatne intuicyjne przeczucie, siły
      wyższej, której jedynym celem istnienia jest objawianie, raz na jakiś czas,
      dzieł absolutnie wybitnych. I twierdzę, że takie dzieło może się przytrafić
      każdemu.

      P:)
      • itek1 Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 10:56
        > to chyba jest jeden z wyznaczników wielkiego
        > dzieła, że Autor przestaje byc ważny, znika zupełnie, zostaje zasłonięty przez
        > dzieło
        Uwazam, ze jest zupelnie odwrotnie. Dzielo jest wielkie, jesli autor zaczyna byc
        wazny dla czytelnika, ma sie ochote go lepiej poznac.
        Zreszta na ten tematc juz nie raz dyskutowalismy i pozostalismy przy swoich
        stanowiskach :P

        Co do meritum, to w przypadku literatury czerpiacej wprost z zycia autor
        przeswituje zza dziela, jest kims waznym, w przypadku natomiast literatury
        traktowanej jako czysta gra z czytelnikiem, wsparta na kontekstach, czerpiaca z
        literatury, nie z zycia, autor jest mniej wazny.
        • skajstop Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 11:10
          Itku, ale przecież w wątku na "Książkach" dowodziłeś, że _każda_ literatura
          czerpie z życia, więc i z autora, który jest ograniczony ramami. Przesunąwszy
          akcent z "woli autora" na "życie autora", nie wskażesz dzieła całkiem wyssanego
          z palca. Zawsze się znajdą jakieś analogie do życia autora, lektur, etc.

          Być może ma tu natomiast sens twoje drugie spostrzeżenie: o nasyceniu ta
          rzeczywistością autorską. Ale jednak MiM nasycony jest nią bardzo, a mimo to -
          kto zna Bułhakowa? A "Mistrz i Małgorzata" to tytuł nieśmiertelny :-)
          • itek1 Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 11:58
            > Ale jednak MiM nasycony jest nią bardzo, a mimo to -
            > kto zna Bułhakowa? A "Mistrz i Małgorzata" to tytuł nieśmiertelny :-)
            Ale MiM w odbiorze powszechnym jest przeciez romansidlem, a w przypadku kazdego
            romansu autor idzie na plan dalszy (nie wiem dlaczego tak sie dzieje, dlaczego
            tego typu emocje kaza nam zapomniec o autorze), a licza sie tylko stworzeni
            przez niego kochankowie. Rzeczywistosc porewolucyjnej Rosji funkcjonuje jedynie,
            jako tlo tego romansu (jest egzotyczna -to atut tego romansu, podobnie jak
            ciekawsza bylaby dla polskich czytelniczek i czytelnikow historia Moniki Pieknej
            i Adama Nijakiego dziejaca sie na Kubie, a nie w Wachocku), a nie jako miejsce,
            w ktorym odnajdujemy autora z krwi i kosci, przeswitujacego zza Mistrza.
            • skajstop Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 12:14
              tek1 napisał:

              > Ale MiM w odbiorze powszechnym jest przeciez romansidlem,

              Hm, nie wiem skąd wziąłeś ten "odbiór powszechny", zapewne jakieś badania były
              prowadzone? Mnie się wydaje, że raczej w tej powszechnej percepcji jest to
              fantasyka diabelska: Szatan, wiedźmy, szyb tłuczenie, sztuczki z czerwońcami,
              panie... takie tam duperele.

              > a w przypadku kazdego romansu autor idzie na plan dalszy (nie wiem dlaczego
              > tak sie dzieje, dlaczego tego typu emocje kaza nam zapomniec o autorze), a
              > licza sie tylko stworzeni przez niego kochankowie.

              Taaa... ciekawe, że skoro w przypadku każdego romansu autor idzie na plan
              dalszy, jak powiadasz, to markami stały się nazwiska Barbara Cartland, Danielle
              Steel, a z polskich Grochola i Wiśniewska. Moim zdaniem nie masz racji, poza
              pzpadkiem wykreowania jakiejś długiej serii z tym samym bohaterem, kiedy onże
              może się stać równie silnie znanym znakiem firmowym jak nazwisko autora. Ale to
              wyjątki w świecie literackim (w skali, rzecz jasna).
              • itek1 Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 12:22
                Mnie się wydaje, że raczej w tej powszechnej percepcji jest to
                > fantasyka diabelska: Szatan, wiedźmy, szyb tłuczenie, sztuczki z czerwońcami,
                > panie... takie tam duperele.
                Pewnie Ty tez masz racje (jaest troche tak jak Ty i jak ja widzimy).
                > Taaa... ciekawe, że skoro w przypadku każdego romansu autor idzie na plan
                > dalszy, jak powiadasz, to markami stały się nazwiska Barbara Cartland, Danielle
                > Steel, a z polskich Grochola i Wiśniewska.
                Ale marka autora, a zycie autora, to nie to samo. Mnie chodzilo o to, ze
                skupiamy sie na problemach kochankow, a nie zyciu tworcy tych postaci.
            • kubissimo Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 23:04
              polemizowalbym z tym romansidlem
              fakt, ze MiM czytalem bedac mala dziewczynka, ale watek milosny byla dla mnie
              na trzecim planie
        • braineater Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 11:33
          Iteczku, a powiedz mi, jaki wpływ na odbiór dzieła maja takie fakty, że joyce
          był ślepy i ulissesa pisał beckett?, że musil zdychał z głodu, dorabiając za
          wierszówki w szmatławych gazetach?, że hamsun był nazistowskim pojebem? że
          genet nie przeżył 90% z tego, co opisał w swoich 'autobiograficznych'
          książkach? że kafka na co dzień był zajebiście wesołym kolesiem i nieopanowanym
          erotomanem? że wyznawca, piewca i najwiekszy krytyk machismo, ślepy jorge, był
          zdeklarowanym i ortodoksyjnym gejem? gdzie w ich dziełach znajdujesz te
          elementy? gdzie widzisz granicę między tym co 'naprawdę jest prawdą' (sic), a
          tym, co jest w pełni świadoma kreacją symulacji znanej jako 'Ja-Autor'? jak je
          odróżniasz??

          P:)
          • itek1 Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 12:04
            Bardzo ciezkie zadajesz pytanie odnosnie tego jak odrozniam kreacje od prawdy.
            Intuicja?
            w sumie troche przyznaje Tobie racji, ale zwaz, ze:
            np.czytajac Smuge cienia odnajduje Conrada, ktory jeszcze jest dupkiem i wlasnie
            dojrzewa; Szalamow tez raczej nie wymyslil tego, co opisal w Opowiadaniach
            kolymskich; Hemingway w Starym czlowieku i morzu musial czuc autentyczny podziw
            dla zwyklego prostego czlowieka, walczacego z przeciwnosciami losu, itp.
      • nenella Re: Wyczytane z cienia 25.09.06, 10:08
        braineater napisał:

        "ogólnie do tematu dyskusji - to chyba jest jeden z wyznaczników wielkiego
        dzieła, że Autor przestaje byc ważny, znika zupełnie, zostaje zasłonięty przez
        dzieło."

        O ile zgadzam się w duzym stopniu z tym co piszesz później, o tyle tu czuję się
        zmuszona polemizować. Nie wydaje mi się, zeby zjawisko "zniknięcia autora"
        miało jakiś związek z wybitnością dzieła. Nie mam pojęcia kto wymyślił Batmana
        i Supermena, musiałabym to specjalnie wyguglać, a postaci te same w sobie
        funkcjonują intensywnie w popkulturze, czyż nie? Nie przypuszczam, żeby komiksy
        (to były komiksy, tak?), w których pojawili się po raz pierwszy, były
        szczególnie wybitnymi arcydziełami. To, że stały się popularne, to inna para
        kaloszy. Z drugiej strony każdemu obiło się coś o uszy o kolesiu, który nazywał
        się Balzac, a niekoniecznie każdy czytał, lub chociaż potrafi wymienić tytuł
        bodaj jednej części "Komedii Ludzkiej". (I nie mów, że to nie jest arcydzieło,
        bo będę gryźć :)). Jeśli chodzi akurat o masowy odbiór, to wydaje mi się, że tu
        zależność wygląda tak - jeżeli ktoś stworzył wiele różnych utworów (czy innych
        dzieł) o mniej więcej podobnym poziomie i budzących jednakowe zainteresowanie,
        wysuwa się na pierwszy plan, jako ich autor, przykłady: Agata Christie jako
        autorka kryminałów, Adam Mickiewicz jako autor licznych materiałów przydatnych
        w szkole podstawowej do tłuczenia idei patriotyzmu tudzież typowych cech
        romantyzmu :). Jeżeli natomiast jest "autorem jednej książki", bo tylko jeden
        jego utwór podbił liczne serca, łatwo znika ze świadomości zbiorowej, kryjąc
        się za dziełem, jak chociażby wspomniani wyżej twórcy postaci Batmana i
        Supermena. Choć bywa też tak, że po prostu nierozerwalnie się z tym dziełem
        wiąże i mamy takie nierozerwalne pary, funkcjonujące w świadomości czytelników,
        jak Artur Conan Doyle - Sherlock Holmes, A.A. Milne - Kubuś Puchatek,
        Sienkiewicz - Trylogia, Terry Pratchett - Świat Dysku, takie są skojarzenia,
        bez względu na to, czy ci autorzy napisali jeszcze coś innego i na ile to było
        w rzeczywistości wybitne, ich nazwiska przylgnęły na dobre do jednego
        konkretnego utworu, cyklu.
        • braineater Re: Wyczytane z cienia 25.09.06, 10:59
          Batman - Bob Kane
          Superman - Jerry Siegel
          ale to akurat rzeczy, które wiem, bo pierwszego jestem zdeklarowanym wyznawcą,
          a o drugim zdarzyło mi się sporo pisać:)I fakycznie pierwsze ich ujawnienia
          (odpowiednio superman w action comics ' /tu mozna sprawdzić jak to wyglądało:
          xroads.virginia.edu/~UG02/yeung/actioncomics/cover.html /, batman w
          detective comics, rok później /mogę z domu wrzucic prywatnego skana:)/) to
          bynajmniej nie były arcydzieła, ale każdy miłośnik komiksu momentalnie połaczy
          te dwie postacie z nazwiskami twórców. Podejrzewam, że książek o Siegelu i
          Kane, jest nawet wiecej niż książek o ich bohaterach - a obaj dorobili się dość
          sporych bibliografii, więc tutaj dość cięzko mówic o zniknięciu. No i z
          komiksem jest jeszce ten problem, że czym innym jest 'oryginal concept' a czym
          innym kolejne opowieści bazujące na koncepcie - i tak mamy Batmana Kane'a, mamy
          Batmana Allana Moore'a, Batmana duetu Loeb/Sale czy wreszcie Batmana w ujęciu
          Franka Millera oraz dziesiątki pomniejszych twórców. I łaczą te teksty tylko
          dwie rzeczy - główna postać i napis na pierwszej stronie każdego
          wydania 'Batman created by Bob Kane'
          I chyba nie da się z mojego postu wyczytać, że uznaję to za argument
          decydujący, że jesli znamy ksiązke a nie znamy autora, lub nic o nim nie wiemy,
          to automatycznie mamy do czytania z dziełem wybitnym, bo to by była oczywista
          bzdura. Ale zdarza sie to na tyle często, że pozwolilem sobie to przyjąc jako
          jeden z elementów, które mogą sugerować, że mamy do czynienia z czyms więcej
          niż 'zwykłym czytadłem'.
          I powdziwiam Twoją wiarę, że każdy coś słyszał o Balzaku:) Ja zyję w świecie w
          którym moi uczniowie klas maturalnych na korepetycjach sa w stanie z pełnym
          przekoniem się upierać, że Illiada to powieść i że jedynym polskim noblistą był
          Sienkiewicz za Trylogię. To zas o czym piszesz dalej, to bardziej mi się
          kojarzy z star systemem w stylu holiłudzkim, ostrym naciskiem na marketing i
          promocję autorów na równi z dziełami, tylko, że on nie do końca działa, bo
          jesli rzucisz w przestrzeń hasła Mort, Bagaż, Babcia Wheterwax, to odzew
          będzie, że i owszem Świat dysku, ale czy większośc będzie pamiętała autora, to
          już nie jestem taki pewien

          P:)
          • nenella Re: Wyczytane z cienia 25.09.06, 11:23
            braineater napisał:

            "Ja zyję w świecie w którym moi uczniowie klas maturalnych na korepetycjach sa
            w stanie z pełnym przekoniem się upierać, że Illiada to powieść i że jedynym
            polskim noblistą był Sienkiewicz za Trylogię."

            Nie przesadzasz? Co prawda zdarzyło mi się widzieć, jak w pewnym teledurnieju
            (:)) laska na pytanie, kto był autorem "Trylogii", bez wahania wybrała
            odpowiedź "Pan Tadeusz" :)))), ale to chyba jednak nie jest norma, prawda? A
            może jest, nie wiem, z powodu wrodzonej mizantropii mam mały kontakt ze światem
            i mogę się mylić :). (Swoją drogą przypomniało mi się coś zabawnego, a propos
            Odysei. Kiedyś używałam na necie nicka "Kirke" i wielu osobom kojarzyło się to
            li jedynie z Kirkiem Douglasem :)))) )

            "To zas o czym piszesz dalej, to bardziej mi się kojarzy z star systemem w
            stylu holiłudzkim, ostrym naciskiem na marketing i promocję autorów na równi z
            dziełami"

            Ha, ha, bo teraz tak jest, nie jest tak? Ale to akurat przykład z Pratchettem
            do tego pasuje, a te starsze przykłady niekoniecznie.

            Natomiast co do tego co piszesz o Batmanie i Supermanie, bardzo Ci dziękuję za
            informacje z historii komiksu, są ciekawe, lecz weź pod uwagę, że ktoś musi się
            specjalnie akurat tym interesować, żeby wiedzieć takie rzeczy, natomiast w tzw.
            świadomości zbiorowej, u większości przeciętnych odbiorców mamy jednak do
            czynienia z sytuacją, że o Batmanie cosik słyszeli, natomiast nazwisko Bob Kane
            im nic nie mówi. O to mi chodziło, gdy użyłam tego przykładu.

            "I chyba nie da się z mojego postu wyczytać, że uznaję to za argument
            decydujący, że jesli znamy ksiązke a nie znamy autora, lub nic o nim nie wiemy,
            to automatycznie mamy do czytania z dziełem wybitnym, bo to by była oczywista
            bzdura. Ale zdarza sie to na tyle często, że pozwolilem sobie to przyjąc jako
            jeden z elementów, które mogą sugerować, że mamy do czynienia z czyms więcej
            niż 'zwykłym czytadłem'."

            No to przeinterpretowałam sobie za bardzo Twoją wypowiedź w takim razie. A
            swoją drogą mi się wydaje, że właśnie wcale nie zdarza się na tyle często, żeby
            wyciągać tego rodzaju wnioski, wciąż sądzę, że jedno z drugim nie ma zupełnie
            nic wspólnego i że jednak zupełnie inne czynniki niż wartość dzieła mają wpływ
            na rozpoznawalność autora w szerokiej świadomości.
            • braineater Re: Wyczytane z cienia 25.09.06, 11:45
              Może to nie jest noram, moze mam pecha, ale po pieciu latach orki na ugorze,
              znanej jako udzielanie korepetycji mogłbym juz swobodnie wydac ksiązke o
              największych błędach w podrecznikach do jezyka polskiego, zupelnie niezgodnych
              z wiedza moich uczniów i ich przekonaniami:) Ale jest tak, że korki z polskiego
              biorą już tylko najwięksi desperaci, wiec to może zaburzac moją ocenę.

              Co do Batmana i ogólniej, komiksowych ikon, to ja się zgadzam z Tobą, ale tutaj
              pewien nieład wprowdza polskocentryczna perspektywa, w której komiks i jego
              tórcy nadal egzystuja na marginesie popkulturowej świadomości, natomiast w
              normalnym swiecie autorzy komiksów sa fetowani na równi z innymi twórcami
              literatury, stawia się im muzea i pisze o nich ksiązki, staja się, tak samo
              gwiazdami popkultury, jak Pratchett, czy Christie - przypadki Franka Millera,
              Enki Bilala, Granta Morrisona, Allana Moore'a, Arta Spiegelmana, Moebiusa,
              Alejandro Jodorowskiego (choc jego pamięta sie głownie za pokręcone filmy typu
              Santa Sangre) Roberta Crumba (tu zresztą mamy jeden z kilku przypadków na
              zaleznośc odwrotna, bo to jest sytuacja w której autor funkcjonuje jako
              instytucja, jedna z podwalin kontrkultury lat 60, natomiast same komiksy zeszły
              na plan dalszy i dzis są juz praktycznie nieczytane, bo się okrutnie z nimi
              czas obszedł), to samo zreszta ma miejsce w przypadku guru amerykańskiego
              komiksu Willa Eisnera, którego nazwiskiem nazwano najwazniejsza nagrodę
              komiksową świata (taki mini-nobel) i którego równiez o wiele bardziej się
              pamięta jako osobowość, która wyprowadziła komiks z getta, niz jako autora The
              Spirit czy New York Underground. I to wszystko sa nazwiska wystające ponad
              komiksowe getto, wpływowe i rozpoznawalne, tyle, że nie w Polsce:)

              Co do częsci 3 posta, to w sumie nie mamy o co się spierać, bo to chyba zalezy
              od własnych preferencji. Ja na tym forum od poczatku lans robie tezie, że autor
              i jego biografia nie są ważne, i ta spaczona byc może perspektywa wpływa na mój
              sposób czytania, Ty zas niekoniecznie musisz ja wyznawać. Tyle:)

              P:)
              • agni_me Re: Wyczytane z cienia 25.09.06, 12:18
                No bo polską świadomość budował pierwszy i drugi program telewizji polskiej.
                Dlatego o Balzaku słyszał prawie każdy czterdziestolatek (bo był taki serial w
                telewizji o nim i pani Hańskiej - on coś pisał chyba, może Hrabiego Monte
                Christo, tytułów książek tam nie podawali, a ona piękna arystokratka była) a
                nie wie kto stworzył Batmana, bo tego poznał jako kreskówkę, nie postać
                komiksową. Na ulicy z trzech "osób" Poirot, Christi i Murple, kojarzony będzie
                tylko Poirot. I słusznie. Nie było fajnego serialu z Miss Murple. Natomiast
                kilkunastolatki oglądające vivę nie mają już tej szansy. Zapytaj jednak takiego
                chłopca kto jest narzeczonym dżejlo, a będzie wiedział.

                Jeśli zaś za przeciętnego odbiorcę uznać jednak osobę czytającą i z czytania
                czerpiącego wiedzę zarówno o postaciach jak i autorach, to tu się sytuacja
                diametralnie zmieni. Minimum kulturowe to łączenie w pary autor - postać, jak
                mniemam. Jestem nabardziej przeciętnym z przeciętnych czytelników, o komiksie
                nie wiem nic i nie chcę wiedzieć, ale naprawdę nie mam problemów, żeby
                najsłynniejsze komiksowe postaci połączyć z autorami, a pewnie orientacyjnym
                czasem powstania także. W moim wieku takie rzeczy wie się już "niechcący".

                Coby podsumować - dzieło przysłania autora wtedy, kiedy było atrakcyjniej
                sfilmowane od jego biografii. Dlatego Anais Nin jest bardziej znana niż Delta
                Wenus i dlatego więcej osób skojarzy o czym jest Mistrz i Małgorzata, niż kim
                jest Bułhakow i co jeszcze napisał.
              • stella25b Re: Wyczytane z cienia 25.09.06, 13:11
                Ja na tym forum od poczatku lans robie tezie, że autor
                >
                > i jego biografia nie są ważne, i ta spaczona byc może perspektywa wpływa na
                mój
                >
                > sposób czytania, Ty zas niekoniecznie musisz ja wyznawać. Tyle:)
                >
                > P:)


                A to kolega zwolennik rosyjskiego formalizmu. Moj byly profesor tez nalezal do
                fanclubu Borisa Tomasevškij'ego. Ten Sujet i Fabel skad ja to znam:)
              • nenella Re: Wyczytane z cienia 25.09.06, 15:48
                braineater napisał:
                "Ja na tym forum od poczatku lans robie tezie, że autor i jego biografia nie są
                ważne, i ta spaczona byc może perspektywa wpływa na mój sposób czytania, Ty zas
                niekoniecznie musisz ja wyznawać."

                No nie, akurat z tą Twoją tezą bym nie polemizowała tak bardzo. Całkiem
                niedawno na innym forum wykłócałam się, że śmieszne byłoby ocenianie wartości
                dzieła przez pryzmat biografii autora, bez względu na to co tam w życiu
                nawyprawiał. Tamto było akurat a propos Guntera Grassa, jego świeżych wyznań i
                Nagrody Nobla, ale problem jest dla mnie interesujący sam w sobie. Mój post, do
                którego się donosisz nie dotyczył w każdym razie faktycznej wartości dzieła
                tylko tematu przewodniego wątku, a mianowicie tego w jakich okolicznościach
                dochodzi do sytuacji, że autor "przesłania" dzieło lub na odwrót, w oczach
                szeroko pojętej publiczności.
    • ash3 Re: Wyczytane z cienia 23.09.06, 22:10
      skajstop napisał:

      >
      >
      > Których pisarzy pamiętamy z nazwiska najpierw, z jakiegoś ich świata, klimatu
      > czy innych aspektów twórczości, a które dzieła - jak we wspomnianym passusie -
      > dominują nad postacią twórcy?
      >

      Pierwszy przypadek: Proust (jako twórca W poszukiwaniu...). Stereotypowo litertura trudna, zawiła, nudna. Drugi: Nabokov, kojarzacy sie wielu czytelnikom jako tworca przede wszystkim "skandalizujacej" "Lolity" - wydaje mi sie, ze całkiem sporo ludzi zaczyna znajomość N. i poprzestaje na tej ksiażce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka