braineater
25.09.06, 13:24
film, amerykańskiej produkcji, ekranizację całkiem niezłej zreszta książki
Everything is Illuminated, wydanej również po polsku.
Fabularnie rzecz jest o poszukiwaniu śladów po przodkach, o podróży młodego
amerykańskiego Żyda na Ukrainę - tutaj w całkiem niezłej roli Elijah Baggins
Wood. I ogląda sie to dobrze i ciekawa opowiastka, ale jedna rzecz nie daje
mi spokoju. Otóz film pokazuje Ukrainę jako kraj dośc cywilizowany, chłopaki
jeżdżą na deskach, MacDonaldsy świecą reflektorami, słucha sie hip-hopu i
chodzi w trendy dresach, ale... Przewodnikiem Wooda staje się Alex -
niesamowicie zagrany przez wokalistę Gogol Bordello, który kradnie cały film
Woodowi, mówiący kompletnie obłąkańczą angielszczyzną opartą na totalnie
zignorowanej gramatyce i maksymalnie wyszukanym słownictwie, oraz akcencie
przy którym moja wymowa a'la Bela Lugosi brzmi perfekcyjnie, co oczywiście
daje asumpt do lekkiego naigrawania się z Ukraińców jako takich. Luz, nie mam
nic przeciwko nikt, z Ukraińców głupków nie robi, naigrywanie się jest
łagodne i podszyte sympatią, zresztą przez pół filmu wydaje się, że mamy do
czynienia z opowiescią o zabawnych róznicach kulturowych, złagodzona w
końcówce, w której drugoplanowe postacie z hmm, powiedzmy 'sektora usług'
ukraińskich, odgrywają te same lub zbliżone role w Ameryce.
Lecz w połowie film się łamie i staje się historia martyrologii pewnego
sztetla. Łamie sie drastycznie, kompletnie zmienia tonację, co zostaje
podkreślone także zmiana barw, bo obraz z utrzymawanego w pogodnej zielono-
pomarańczowej kolorystyce, wpada w sepię i szarości i staje sie poważny,
podszytym kompletnym patosem filmem o zagładzie Żydów.
I teraz następuje 'konthrowersyjna', część postu:)
Otóz obejrzawszy, z przyjemnością nie ma co ukrywac, ten film, zacząłem się
zastanawiać, czy od czasów II wojny światowej istnieje jakieś embargo na
naśmiewanie się z Żydów? Elementarna uczciwość scenariuszowa wymagałaby, żeby
ofiarami podsmiechujek byli nie tylko Ukraińcy goszczący Żyda, ale tez sam
Żyd w gościnie. Dawałoby to jakąś równowagę, jakieś wyważenie proporcji, a
tak dostajemy jednostronny obraz, leciuko pulsujący niewypowiadanym acz
obecnym wschodnioeuropejskim antysemityzmem (który oczywiście był) i
pokazującym ten rejon swiata jako ucywilizowaną, ale jednak dzicz. I trochę
mnie to zaczyna drażnić, mimo całego uwielbienia do Narodu Wybranego i
doceniania jego zasług, że, prócz kina stricte antysemickiego, nie zdarzyło
mi sie chyba jeszce natknąc na obraz pokazujący Żydów bez martyrologii, bez
wspominania o Shoah, Żydów normalnych, nie żyjących historią, Żydów
zabawnych, albo nawet i głupich. Zawsze dystans, znicze, patos i drut
kolczasty.
A przecież nie wierzę, że takich nie ma, dowodów na to, chocby w literaturze
da się znaleźć dośc sporo - Keret jako pierwszy z brzegu, rewelacyjne
reportaże Smoleńskiego zebrane w Izral juz nie frunie i pewnie jeszce
kilkudziesięciu innych. W filmie jakąś jaskółeczką był może Fanatyk, ale tez
nie do końca.
I tak się własnie zastanawiam, nie próbując wywołac jadowicie antysemickiego
wątku, czy mozliwym w dzisiejszej popkulturze jest inny, normalny obraz Żyda?
P:)