kochanica-francuza
27.09.06, 20:57
UWAGA! WąTEK NIE JEST POśWIęCONY PIS!
Otóż zamarzyłam sobie szare sztruksy, życzenie skądinąd niewinne. Byłam w
sklepach zwykłych, w lumpeksach - otóż w naszym pięknym kraju nikt nie wpadnie
na to, że kobieta w rozmiarze 46 (brytyjska 16) może:
- w lumpeksach - mieć jakiekolwiek proporcje - ciuchy w moim rozmiarze są tam
szersze niż dłuższe
- w sklepach zwykłych - w ogóle istnieć i się ubierać - rozmiarówka spodniowa
kończy się w najgorszym wypadku na 30, w najlepszym na 33, a ja noszę 36 .
Toteż zadzwoniłam do krawcowej, u której szyłam garnitur
rozmowowo-kwalifikacyjny ;-) z pytaniem o cenę spodni. Spytałam , czy można by
uzyskać zniżkę.
Ta odpowiedziała mi na to, cytuję, "żeby zarabiać i szczęśliwie funkcjonować,
musiałam ostatnio podnieść ceny"
Dodam, że osoba ma własne luskusowe studio tuż przy strzeżonym osiedlu i
jeździ samochodem, od którego jest uzależniona do tego stopnia, że bez niego
jest jak dziecko (wzywa taksówkę na ulicę X-a, nie dodając, że chodzi o ulicę
X-a w Piasecznie, nie w Warszawie, bo na to nie wpadnie - wiem, bo mi się
żaliła, jaki miała ciężki dzień ;-)))))))))\
Przy mnie zgłosiła się klientka życząca sobie całej garderoby (17 000 - 25 000
zł).
A mnie biedactwo nie może opuścić 50...