pagaj_75
01.10.06, 17:09
Prowokacyjnie tytułuję wątek cytatem z nielubianego przez braineatera
kiepskiego, choć popularnego filmu, bo akurat mi tak pasuje ;)
Spróbujcie sobie wyobrazić taką przedziwną sytuację, że przychodzi do was
nieznany wam do tej pory człowiek i mówi, że z czystej dobroci serca oferuje
wam dożywotnią pensję, która zapewni wam życie conajmniej na dotychczasowym
poziomie, więc nie musicie dalej pracować. W dodatku facet absolutnie nic w
zamian nie chce i nie zamierza się wtrącać w to, co z tą forsą zrobicie.
Wchodzicie w to? Rzucicie pracę, żeby rozwijać zainteresowania, zwiedzać
świat, albo po prostu nie robić kompletnie nic? Czy też może zostaniecie w
dotychczasowej firmie, odkładając dodatkowe dochody na inne cele albo
traktując je jako sposób na podniesienie swojego standardu życia? A może
zaczniecie pracować na zupełnie innych warunkach, nad czymś co w tej chwili
ciągle odkładacie na później?
Pytania najważniejsze: na ile to co robicie między 9-tą a 17-tą, czy też w
jakich tam godzinach pracujecie, definiuje was samych jako jednostki?
Wyobrażacie sobie swoje życie bez konieczności podbijania karty? Długo
bylibyście w stanie bezrobocia wytrzymać? :) Bylibyście w stanie rzucić robotę
w cholerę i żyć skromniej, ale wolniej (w obydwu znaczeniach tego słowa)?
Tak trochę z grubej rury przy niedzieli, ale wcześniej nie miałem czasu, bo...
zarobiony jestem ;) a zakładam wątek pod wpływem <a
href="https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=48671683">pewnego
wątku</a> na forum Praca, który wprawdzie na 100% jest szytą grubymi nićmi
prowokacją, a i dyskutanci za wiele refleksji nie wykazują, ale właśnie...
Zastanawiający jest, bo na pewno nie zaskakujący, poziom agresji jaki wzbudza
w nas fakt, że ktoś pozostaje bezczelnie na czyimś utrzymaniu. Czyżbyśmy
jednak skrycie zazdrościli takim delikwentom beztroskiego życia? Czyż nie
czujemy się często lepsi od różnych utrzymanek i ludzi, którzy nie muszą
pracować, bo odziedziczyli mnóstwo kasy? Owa agresja jest dodatkowo podsycana
stwierdzeniem "you are a slave, Neo". Czujecie się nabici w butelkę,
wykorzystani, czy może wierzycie, że to, co robicie ma sens?
Wiem, że strasznie dużo pytań, ale każdy może sobie wybrać co chce i
odpowiedzieć. Wolna amerykanka ;)