goldenfishka
17.12.06, 09:55
Wpadłam do rzeki, tak po prostu z wizytą, tchu mi zbrakło. Podpłynęła do mnie
jedna wydra,spojrzała z zaciekawieniem.
Zaczęła krążyć wokół, pomyślałam, zje mnie, nie mam szans.
Źle jej z oczu patrzy,myślę sobie, zmykaj rybko szybciutko, aż tu nagle
pojawił sie ogromny sum, w sumie ryba drapieżna, podkręcił wąsa, wzburzył
ogonem wodę. Wydra odpłynęła jak niepyszna.
Otarł się o mnie w taki zmysłowy sposób, zrozumiałam, że nie będę dla niego
"daniem głównym", raczej "deserem". Lubię być wykwintnym "deserem"...