Dodaj do ulubionych

po co sie starac...

27.01.07, 22:31
czesc,

od czwartku leze mam angine i dostalam antybiotyk, tym mi gorzej i smutno, ze
byly polecial na weekend do polski a ja nieznosze byc chora i sama. Dzis mi
troszke lepiej sie zrobilo, znalazlam sobie spokojne rozluzniajace zajecie na
caly dzien i juz myslalam, ze bedzie to mily i udany spokojny bezchmurny itd
wieczor a tutaj jak to u mnie jak jest za pieknie to zaraz jakis huragan.

Od kilku dni staralam sie z zonatym poukladac relacje, mialo byc milo
zwyczajnie, spokojnie, bez zadnych spiec, poprostu normalnie szczerze
rozmawiac spedzac czas i nie zajmowac sie nasza relacja uczuciowa bo wydaje
mi sie ze jej nie ma poprostu z jego strony bo ja wiem ze cos czuje, zalezy
mi na nim ale nic na sile, chcialam normalnosci poprostu. NO I PO CO SIE
STARAC!!??

Dzis dzien samotnie spedzilam on spal, potem pojechal gdzies, a ja zajeta
soba poprawilam sobie humor i zapowiadalo sie milo, a tutaj zonaty poklocil
sie z zona i to strasznie ale na gg, wiec poczytalam przed chwila i co widze,
zona pod koniec rozmowy kazala mu porozmawiac z synem, bo ona juz syna
przygotowala do tematu wielokrotnie, a chodzi o rozstanie rodzicow i ich
rozwod. Poprostu chciala by tato opowiedzial sie rowniez by dziecko mialo
jasnosc rozstania.

A Tatus napisal synkowi tak: "posluchaj mama jest bardzo na mnie zla i ma
racje ale za jakis czas miejmy nadzieje jej przejdzie i wtedy moze jakos sie
wszystko pouklada..."

Mam dosc, po co te udawania, niech sie stara ja nie mam wcale o to zalu, tyle
ze pytalam czy chce wrocic do domu, ja na nic nie nalegam wrecz przeciwnie,
nie zmusze go do milosci przeciez wole normalnie dac sobie spokoj i zalatwic
sprawy. Tutaj jest przepasc miedzy mna a nim, ja mu jasno dalam do
zrozumienia, ze o bylego nie walcze bo tego nie robie, wiem ze nie
osiagnelabym celu, nasz zwiazek z bylym uratuje (da mu szanse) kwestia
ojcostwa i tylko wtedy i takie tam. Powiedzialam zonatemu ze mi zalezy na
nim, ale nie bede stawac mu na drodze do ratowania malzenstwa. On zdecydowal
sam ze chce nadal ze mna mieszkac i po co do cholery??!! Ja tego nie
potrzebuje ani z laski ani dla dziecka...

Brzydko powiem, ale kiedys mi ktos cudne zdanie podrzucil: "pierdol ch* niech
sie buja..."
Obserwuj wątek
    • skorpionica11 Re: po co sie starac... 27.01.07, 22:35
      vicky.81 napisała:

      >Brzydko powiem, ale kiedys mi ktos cudne zdanie podrzucil: "pierdol ch* niech
      > sie buja..."
      >

      hmmmm no troche w tym racji jest ;))
    • fantka Re: po co sie starac... 27.01.07, 22:45
      Witaj Vicky,
      chorujesz sama, a żonaty się Toba nie opiekuje ;(
      Vicky to ostatnie zacytowane przez Ciebie zdanie dobrze podsumowuje Twoje
      relacje z żonatym. Z tego co piszesz wygląda na to że on jest z Tobą tylko dla
      wygody. Żoną i dzieci czaruje a sam jest nieuczciwy i do nich i do Ciebie.
      Ktoś kto Ci tak "ładnie" poradził to miał 100% racji.
      A Ty robisz błąd będąc taka wyrozumiała - tak myślę.
      Na żonatego liczyć nie możesz pod żadnym względem. Jego zachowanie jest ze
      wszech miar naganne.
      Vicky napisałam Ci co ja myślę, ale ja nie wiem wszystkiego. Może są jakieś
      okoliczności przemawiające za żonatym? Chociaż wątpię.
      • vicky.81 Re: po co sie starac... 27.01.07, 23:29
        Tak mnie jakos dziwnie mama wychowala i ja mam za duzo ciepla w sobie, w sumie
        nigdy nie czulam nienawisci, nie potrafie, jak mnie ktos zranil bardzo to
        poprostu zrywalam kontakt, ale mimo to nie umialam byc twarda w negatywnych
        uczuciach do tej osoby, nie to ze kontakt nawiazywalam ponownie bo raz dane
        sobie slowo dotrzymac potrafie, ale niechec do osoby wygasala dosc szybko.

        Pytalas o okolicznosci lagodzace i tlumaczace postepowanie zonatego, hmmm ja
        jakas naiwna jestem widze maly kroczek, postep w zachowaniu i ciesze sie ze
        chociaz to sie udalo, przymykam oko na pozostale sprawy, a potem oberwe czyms
        znowu i jak glupek pewnie znowu dojrze promyk slonka jutro...

        Chcialam wlasnie napisac ze ja wierze w ludzi i jeszcze nigdy sie na tym nie
        zawiodlam ale to nie prawda, wiele razy poleglam tyle ze juz zapomnialam,
        poprostu taki mam swoj maly swiat poprostu zamykam rozdzialy za soba i
        zapominam ze ktos mi cos zlego wyrzadzil.

        Od jakiegos czasu kielkuje we mnie chec rozliczenia sie z zonatym. Kielich sie
        napelnia az sie przeleje a jak mi juz ktos za skore zajdzie to nie ma mocnych-
        potworna jedza ze mnie a sila mojej zemsty jest dla mnie oczyszczeniem i bach
        po sprawie, juz wtedy osoba jest mi neutralna tyle ze dla mnie poprostu
        przestaje istniec... nie moze mnie juz skrzywdzic a ja zapominam o sprawie.
    • vicky.81 Re: po co sie starac... 28.01.07, 15:08
      Dzis humorek juz lepszy, gardelko boli nieznacznie, wysypka na brzuszku wyszla
      na wysokosci zoladka hmmm leki?? jedzonko?? no nic przejdzie a ja jutro do
      pracki wracam, bo z nudow juz umieram w tym domu. Dokonalam kolejnych zakupow
      on-line dla maluszka, udalo mi sie z zonatym znowu pogodzic, nie wiem po co,
      wytknelam mu co chialam i powiedzialam ze chce tylko uznanie ojcostwa i
      alimenty a on ze ok tyle ze on chce ze mna mieszkac i takie tam... A PO JASNA..
      • screen Re: po co sie starac... 28.01.07, 15:34
        Vicky dziwny ten Twój zonaty. Sam nie wie czego chce. Chyba faktycznie jest mu
        wygodnie w obecnej sytuacji, bo ma kogoś przy sobie i ma się na kim oprzeć, nie
        czuje się sam ze swoimi wszystkimi problemami.Może i nie chce wracać do żony
        ale boi sie stracić przed dzieckiem wizerunek dobrego tatusia, mimo że nie
        wykazał się będąc ojcem. Nie podoba mi się to:-(
        Obawiam się, że kiedy w domu pojawi się dziecko poczuje się odrzucony i
        ucieknie tak jak to już raz zrobił. Dobrze, że się zbytnio nie angażujesz i
        bardzo na niego nie liczysz.
        Trzymaj się i nie przepracuj się
        • fantka Re: po co sie starac... 28.01.07, 18:53
          Vicky, jak czytam o Twoim "dobrym sercu" i o Twojej postawie względem żonatego,
          od razu mam przed oczami siebie i swoją postawę względem byłego. Dla mnie to
          się źle skończyło ;(
          • vicky.81 Re: po co sie starac... 28.01.07, 20:35
            Fantko,
            dobre serce to zaleta nie wada, widzisz ja faktycznie mu poblazam i w sumie nie
            wiem czemu i po co. Wygodniej jest zyc w spokoju niz ciaglych nerwach, jesli mi
            cos nie pasuje poprostu jest foch i on to widzi w minute wie ze cos nabroil. Ja
            chwilowo czekam na badania dna choc jednak decyzje mieszkaniowe podjac trzeba,
            chyba chce go przetestowac, sprawdzic czy mu choc troche zalezy, nie potrafi o
            tym mowic wiec wydaje mi sie ze powinien reagowac na stawiane przeze mnie
            dziecinne bo dziecinne gry emocjonalne. Inaczej nie umiem z niego wydobyc tego
            co chce, wiec dzis znowu podjelam za nas decyzje powiedzialam mu ze nie bede z
            nim mieszkac bo on tego nie chce a ja nie chce zeby robil to z litosci czy
            jeszcze innych gorszych powodow, niech sie zajmie ratowaniem rodziny ja sobie
            poradze z dzieckiem (oczywiscie nie mowilam o pieniadzach bo to jego obowiazek
            mi je dawac i nie podlega to dyskusji co tez mu oznajmilam) i znowu chodzi za
            mna i pyta kiedy zglosimy sie do agencji nieruchomosci i szuka przy mnie
            mieszkania dla nas, nie wiem co sadzic, dobrze ze jutro ide do pracy bo czas mi
            to wypelnia, dwa w nocy wraca byly co tez mnie cieszy :) pewniejsza jestem jak
            on jest gdzies obok a nie 3 godz lotu stad.

            Caluski i strasznie Ci wspolczuje przejsc z bylym, moje problemy chyba nie sa
            takie trudne, choc ja sama nie wiem oparcie mamy, ktora wie o wszytskim
            wszystkim wszystkim daje mi jakies poczucie pewnosci ze mam na kogo liczyc w
            ostatecznosci i gdzie wrocic.
            • fantka Re: po co sie starac... 30.01.07, 19:56
              Pozdrowienia cieplutkie Ci przesyłam :)
              • vicky.81 Re: po co sie starac... 30.01.07, 22:38
                Dziekuje slonko, u mnie znowu dziwnie, zonaty przychodzi do mnie do lozka nad
                ranem sie przytulic juz dawno tego nie robil.

                Chyba musze wyjasnic, wyrzucilam go z pokoju w pazdzierniku, po jakiejs
                awanturze, od tej pory nie spimy razem w jednym lozku, (nie mowie o seksie
                tylko snie) oboje mamy swoje pokoje z lozkami jednoosobowymi. On w sumie spi na
                dole na kanapie w salonie przed tv i ok. 4-5 przychodzi do mnie i spi ze mna do
                6.30 jak zaczyna zbierac sie do pracki nie robil tego juz od miesiaca wcale a w
                sumie sporadycznie od czasu jak sie dowiedzial o sprawie ojcostwa.

                Nie wiem co to ma byc, ale cieszy mnie to wczesniej szedl o 5 do siebie do
                pokoju i tam dosypial do rana (nasi wspollokatorzy wstaja o 5 i krzataja sie po
                domu wychodzac do pracy dlatego on zawsze najpozniej o 5 idzie do siebie bo oni
                go budza lazac po domu.

                Mam nadzieje ze sprawe wyjasnilam przystepnie. Czuje sie jak 16-letnia
                szczeniara analizujac co on ma na mysli przychodzac do mnie :P ale u niego
                wyrazem uczuc jest podanie mi obiadu do lozeczka, czy przyniesienie mleczka
                rano jak on wychodzi a mi sie piciu chce, albo np mowi do mnie Osle, albo Gruba
                i to tez jest wyrazem pozytywnych uczuc (ton glosu) mimo ze same slowa sa
                obrazliwe ale jak on to mowi!! Osiolku choc do ,mnie sie przytul :)

                A ide spac bo juz bredze :P
                • fantka Re: po co sie starac... 31.01.07, 18:57
                  Trudno zgadnąć o co tak naprawdę chodzi żonatemu.
                  Może po prostu brakuje mu ciepła, a Ty mu je dajesz...
                  • vicky.81 Re: po co sie starac... 31.01.07, 20:42
                    Moze o cieplo chodzi, od nocy mam koszmarna migrene, nieprzespana nocka, ciezki
                    dzien w pracy i teraz nie mialam na nic juz sily, dostalam herbatke i pierozki
                    zonaty zaczal tez rozmowe o mieszkaniu kiedy musimy sie wyprowadzic, od kiedy
                    szukac o finansach i takich tam sprawach, zdziwilam sie bardzo, tym bardziej ze
                    ja mu juz wyjasnilam ze nie bede z nim mieszkac, niech sobie ratuje rodzine, ja
                    dam sobie rade sama, nie chce sie klocic i zmuszac do nieczego, ja jakas
                    podatna na slowa jestem naiwna i ogolnie cos ze man nie tak!! Hormony??

                    A ide spac, jutro ostatni dzien pracy w tym tygodniu i 3 dni odpoczynku, moze
                    jakies zakupy, dresik sobie kupie albo spodnie dla ciezarowek bo do pracki nie
                    bardzo juz mam w czym chodzic, spodnie juz troszke cisna jak sie schylam :P
                    Pilke juz nosze przed soba do kosza :P Maly dzisiaj szalal jak glupi, brzuszek
                    mi podskakiwal, a szczegolnie jak mu dalam posluchac szczekania moich psow
                    przez komoreczke, mam z mama bzika na punkie psiakow w polsce mama prowadzi
                    chodowle psiakow taka domowa, wszytskie psy mieszkaja z nami i papusialy
                    obiadek jak dzwonilam, mama wydala im polecenie szczekania i dala na glosnik ja
                    tez dalam komorke na glosnik i przylozylam do brzuszka malusze mi sie wiercil,
                    mam nadzieje ze z radosci bo chcialabym go moja pasja zarazic :D
                    • fantka Re: po co sie starac... 01.02.07, 19:46
                      Vicki pogłaskaj dzidziusia odemnie :)
                      • fantka Re: po co sie starac... 02.02.07, 18:14
                        pogłaskałaś?
                        • vicky.81 Re: po co sie starac... 02.02.07, 19:27
                          Pewnie, ze poglaskalam :) konczymy w niedziele 26 tc :)

                          Dzis humorek dopisuje, pieniążki za prace wplynely na konto, pojechalam do
                          banku, zaplacilam czynsz, zrobilam zakupy jedzeniowe, a dla siebie kupilam
                          cosik na poprawde nastroju (maseczki i mydelka), moja aromatoterapia zawsze
                          pomaga i buduje sile na kolejne dni :P Obcasiki dzis ubralam i pod kurteczka
                          nawet brzusio nie byl tak widoczny tak ze kilku wstreciuchow plci brzydkiej
                          zwrocilo na moja osobe uwage :) Lubie to bardzo tym bardziej, ze zonaty nie
                          chce ze mna ostatnio sypiac (kochac sie bo spi obok mnie codzien ostatnio),
                          wytlumaczenie na unikanie seksu ma dobre ale czy prawdziwe??!!

                          Jego zona w pierwszej ciazy po stosunku wyladowala na patologii w 22tc wiec on
                          twierdzi ze sie boi ma uraz i NIET. A co ze mna mi sie chce :P Stwierdzilam ze
                          moze faktycznie strach choc opcje hmmm jestem juz grubasna, ma inna na boku lub
                          tez juz go nie pociagam chodza mi po tej glupiej glowie a on sie ze mnie
                          smieje...

                          Pozatym obiadek ugotowany, lokatorzy nakarmieni, nie otruci :P czekam na
                          zonatego bo wraca z pracy w dublinskich korkach, wrrr koszmar Warszawa sie nie
                          umywa, dublin to miasto korkow i zastojow ruchu w zupelnie niespodziewanych i
                          nie do przewidzenia miejscach i czasie mozna tu utknac na kilkanascie minut do
                          2 godzin.

                          Mialam dzisiaj jechac kupic sobie dresik (tu wszyscy w dresikach lataja, taka
                          moda) a ja ze wzgledu na wygode i prace chetnie sobie sprawie luzik ciuszkowy,
                          ale umowilam sie z bylym na shopping jutro :) mialam do niego na noc pojechac
                          ale boje sie ryzykowac kolejnej klotni i ciezkiej atmosfery i straty tego co
                          wypracowalam tzn mojego chwilowego spokoju w ognisku wrogim :P (tzn pomiedzy
                          tymi dwoma moimi chlopami)

                          Caluski

                          PS: mam wolne do wtorku bo przelozylam sobie prace- zamiast wolny pt jak zwykle
                          mam wolny poniedz w nastepnym tyg bo w poniedzilaek wizyta kontrolna w szpitalu
                          polegajaca tutaj na badaniu cisnienia, obmacaniu brzucha i pytaniu Are You OK??
                          do zobaczenia za 4 tyg i tyle by dobrego bylo u lekarza w tym dziwnym kraju :P
                          • fantka Re: po co sie starac... 02.02.07, 19:41
                            jak żonaty się nie spełnia, to może pojedź na noc do byłego ;)
                            • fantka Re: po co sie starac... 02.02.07, 19:42
                              a dresik wygodniutki jest bardzo...
                              szkoda że ja w dresiku do pracy nie mogę pójść ;(
                              • vicky.81 Re: po co sie starac... 02.02.07, 22:06
                                Hihihi byly moze by i mi pomogl zaspokoic potrzeby, ale jakos z nim bardziej
                                sie boje, nie chce tu o sprawach technicznych ale byly jest dosc dobrze (zbyt
                                az czasem) przez nature obdarzony, wiec nawet nie w ciazy udalo mu sie
                                kilkakrotnie mi krzywde wyrzadzic w chwilach uniesien :P w sumie chyba bym sama
                                sie bala w takiej zaawansowanej ciazy ze nas poniesie...

                                Juz nie mowiac tu o kwestiach emocjonalnych, widze ze on juz bardzo cierpi, byl
                                u mnie w srode pozna noca, wszyscy domownicy juz spali, wiec mielismy chwilke
                                prywatnosci a jego oczy ach ten blask i rece ktorych nie potrafil utrzymac przy
                                sobie, glaskal brzusio i nie mogl sie oderwac od niego, mowil mi jak slicznie
                                wygladam, kwitnaco i takie tam mile rzeczy widzialam jak bardzo chce zebysmy
                                byli oboje ja i dzidzia jego.. Wiec nie chce mu jeszcze bardziej mieszac w
                                sercu, on strasznie to przezywa, chce ale nie da sie nic zrobic biologia i los
                                juz wybraly teraz musimy czekac... 100 dni odliczanie trwa...

                                A co do dresiku ach jak mi sie w polsce czasem marzyl dresik i adidaski do
                                pracy :), przynajmniej w weekendy tak chodzilam bo wspinalismy sie na sciance
                                wspinaczkowej, basenik potem i co jakis czas w zimie nartki byly, luz blues
                                ubranowy :) ale ogolnie to ja poprostu lubie miec wybor, kocham szpilki i
                                krotkie bluzeczki z dekoltem tak samo jak dresik i adidaski i spacery z psami
                                czy sporty :) jak juz urodze wracam do moich ukochanych wyczynow sportowych bo
                                to daje sile i laduje moje akumulatorki :) Ale sie rozmarzylam az mi sie mordka
                                cieszy :)
                                • fantka Re: po co sie starac... 02.02.07, 23:05
                                  Ja to wprost marzę o chodzeniu do pracy w adidasach i wygodnych jensach.
                                  W szpilkach to chodzę w pracy. Jak wracam do domu to od razu wciągam moje
                                  ukochane spodnie. Do sklepu latam w adidasach. Wczasy uwielbiam,
                                  bo wtedy tylko sportowy strój noszę ;)

                                  A życie się czasem przedziwnie układa. Twoje "kłopoty"
                                  to na scenariusz filmowy sie nadają.
                                  Może jakiś scenarzysta poczyta Twoje posty
                                  i potem w kinie oglądniesz swoje życie ;)
                                  • vicky.81 Re: po co sie starac... 03.02.07, 00:56
                                    Ja mam nastroje na ciuchy i to od nich zalezy co wloze na siebie, wczasy wczasy
                                    i adidaski, marzenie... :)

                                    Co do scenariusza filmowego, chyba wolalabym ogladac niz przezywac to co
                                    nabroilam. Nigdy nie posadzalam sie o tak bezmyslne postepowanie. Jestem bardzo
                                    spontaniczna, owszem ale nigdy nie narobilam sobie tym bigosu na cale zycie,
                                    choc moze przesadzam, w sumie moze sie to skonczyc happy endem...
                                    Najdziwniejsze w tym wszytskim jest to ze ja nadal czuje sie glupiutka jak
                                    nastolatka, taki mam temperamencik jak dzieciak, ciesza mnie glupoty, bawia
                                    bujki na poduchy, spaceruje podskokami, nie usiedze na miejscu, przygarnelabym
                                    kazde zwierzatko jak mala dziewczynka, a tu mi niedlugo 26 stuknie :P
                                    • fantka Re: po co sie starac... 03.02.07, 11:53
                                      Myślę że więcej ludzi przez całe życie pozostaje nastolatkami,
                                      ale nie wszyscy przyznają się do tego, nawet sami przed sobą
                                      • vicky.81 Re: po co sie starac... 03.02.07, 12:38
                                        Dziecko drzemie w kazdym z nas, tyle, ze jest duza roznica gdy ktos wie gdzie
                                        przebiega granica miedzy zabawa a zyciem, a tymi ktorzy sa wiecznymi dziecmi i
                                        nieodpowiedzialnymi ludzmi w doroslym zyciu...

                                        Ciekawe ile z tej dzieciecej radosci mi zostanie, jak juz bede mama z mnostwem
                                        obowiazkow... hihihi mam nadzieje, ze bede jak dzis sie dalej wyglupiac,
                                        laskotac, szturchac i smiac az policzki bola jak tylko bede miec ochote i
                                        chwilke relaksu...
                                        • fantka Re: po co sie starac... 03.02.07, 15:38
                                          nie trać tej radości życia :)
    • vicky.81 Re: po co sie starac... 05.02.07, 22:57
      Dzis mialam kontrolną wizyte w szpitalu w centrum dublina, pojechalam wloklam
      sie ponad godzinke ale bylam przed czasem jakies 20 minutek, dumna z siebie
      udalam sie do recepcji a tu niespodzianka, chcac ulatwic mi zycie przeniesli
      mnie do szpitala pod nosem mojego domku :P tyle ze zapomnieli mnie o tym
      poinformowac...

      No oczywiscie nie dosc ze sie wkurzylam bo jak ja mam pokonac trase w 20 minut
      i na dodatek wlasnie ja pokonalam w przeciwnym kierunku, to jeszcze co to by
      bylo jakbym rodzic zaczela, tez by mnie odeslali?? :P

      Efekt byl taki, ze spoznilam sie 30 minut, ale to tutaj norma, okazalo sie ze
      rodze nadal w centrum, tyle ze moje lekarki przyjmuja raz w tyg w moim
      najblizszym szpitalu wiec chcieli mi zycie ulatwic. W sumie to nawet
      zadowolona jestem, badania wzorcowe, morfologia piekna, serducho malego bije
      jak oszalale, wszystko na swoim miejscu a ja juz w domku i lozeczku jestem :)

      Zapisalam sie do szkoly rodzenia i teraz tylko odliczam dni do wizyty w polsce
      24 dni, zobacze kochana rodzinke, przyjaciol, psiaki o mamo ale sie stesknilam,
      no i do porodu 97dni :)
      • fantka Re: po co sie starac... 06.02.07, 15:27
        a nie dzwoniłaś sprawdzić termin?
        ...ale najważniejsze że w porządku wszystko :)
        Vicky jak przyjedziesz do Polski,
        to dostęp do netu będziesz miała?
        • skorpionica11 Re: po co sie starac... 06.02.07, 15:35
          viki gratulacje ;)) zycze zdrówka dla ciebie i malenstwa
          i jak baby bedzie mialo na imie????
          ;))
          • vicky.81 Re: po co sie starac... 06.02.07, 21:13
            Dzwonilam, powiedzieli mi ze termin aktualny, zapomnieli dodac, ze zmiana
            lokalizacji :p

            W polsce bede miala dostep do neta, tyle ze nie wiem czy sil mi starczy zeby
            cos napisac, tyle osob sie zapowiedzialo, tyle spraw do zalatwienia i zakupy no
            a ja juz bede duzia :)

            Moj BabyBoy jeszcze nie ma imienia :( chlo[pcy nie chca sie na nic zgodzic
            wspolnie :( ja mam jedno pelne imie James Anthony i tu nazwisko :P czyje ??!!
            ale nie wiem co chlopcy na to imie, nie rozmawialam jeszcze o tym pomysle
            zbombardowali juz tyle moich propozycji, ze brakuje mi juz imion...
            • fantka Re: po co sie starac... 07.02.07, 18:06
              James Anthony - ładnie,
              ale w Polsce będzie tak wpisane?
              • vicky.81 Re: po co sie starac... 07.02.07, 21:27
                Nie mam pojecia jak to w polsce zorganizuje, ale dzis przezylam wielki szok :)
                pozytywny. W poniedzialek mialam ta wizyte kontrolna u mojej poloznej,
                zadawalam jej dosc duzo pytan, szczegolnie o badania dna i uznanie ojcostwa,
                rejestracje dzidzi tutaj itp. Nie potrafila mi udzielic wszytskich informacji
                ale powiedziala ze sie dowie i da mi odpowiedz na nastepnej wizycie, a
                formularze do urlopu macierzynskiego potwierdzajacego moja ciaze przesle
                poczta. Nie powiem, poczta przyszlo mi dzis wszystko popieczatkowane i opisane
                a tu telefon, wszystkie dane o klinikach robiacych testy dna, koszty, adresy
                telefony + informacje bo ona juz podzwonila, to samo z dzidziusiem i jego
                nazwiskiem jak to prawnie rozwiazac... szok nie wiedzialam jak mam jej
                dziekowac, wszystkie mozliwosci mi posprawdzala.

                Teraz co do badan kasa straszna tutaj, wiec robimy w polsce tak jak mialam w
                planach, musze teraz zamowic zestaw do pobrania sliny od ojca i dziecka,
                wykonac pobranie w drugiej dobie zycia malenstwa i przeslac do polskiej
                kliniki, za ekspres zaplace 2000 zl ale trudno czas nas goni, bo tutaj okazalo
                sie ze dzidzie tzreba zglosic do 2 tyg po porodzie i jak nie bede miala
                nazwiska ojca to dostanie moje tyle ze tego juz sie nie da zmienic, tzn jak
                dziecko skonczy 18 lat moze pojsc to zalatwic, a tak mozna do papierow dopisac
                ojca ale nie da sie dac mu juz pozniej nazwiska. Musimy wiec znalezc droge
                sprytna, zeby przesylka z probkami dotarla do polski w dwa dni, potem juz tylko
                7 dni roboczych i wynik na maila. Musze pokombinowac tutaj z poczta, sprawdzic
                jak to idzie, nie wiem jeszcze ekspres, lotnicza?? Zobaczymy i przetestujemy bo
                musze miec pewnosc.

                Tyle u mnie ide do lozeczka bo jeszcze dwa dni pracy przede mna a ja cos mam
                ostatnio slabo sil, spalabym caly czas...

                Caluski ostateczne imie wybieramy w niedziele, Anthony na drugie 100% pierwsze
                jeszcze chlopcy maja szanse zmienic obaj dostali wyznaczony czas :P
                • fantka Re: po co sie starac... 08.02.07, 19:14
                  A może ktoś akurat leciałby do Polski,
                  wtedy byłoby najlepiej.
                  2000 zł za przesyłkę to drogo bardzo,
                  przynajmniej z polskiej perspektywy ;)
                  • vicky.81 Re: po co sie starac... 08.02.07, 19:26
                    Kurcze zebym ja wiedziala dokladnie ktorego urodze to nie byloby klopotu, a
                    2000zl to za badania dna nie przesylke.
                    • fantka Re: po co sie starac... 09.02.07, 16:56
                      termin najczęściej za bardzo się nie przeciąga,
                      a ten koszt dna to może być taki
                      • vicky.81 Re: po co sie starac... 10.02.07, 07:56
                        Moj maluszek zrobil sobie z moich wnetrznosci perkusje i spac mi nie daje...
                        • screen Re: po co sie starac... 10.02.07, 09:57
                          Pmiętam takie zdarzenia Vicky. Czasem dziwne uczucie ale takie bardzo
                          przyjemne. Tęsknie za takim maleństwem w sobie a potem przytulaniem maluszka.
                          Kiedy czytam Twoje posty zawsze sobie przypominam okres ciąży.
                          Od pewnego czasu cos mnie "wzięło" na dzieciaczka;-)
                          • fantka Re: po co sie starac... 10.02.07, 11:45
                            Screen żebyś tylko się nie "zapatrzyła "
                            • vicky.81 Re: po co sie starac... 10.02.07, 11:58
                              :P jesli tylko chcesz mozesz sie zapatrzec :P
                              • fantka Re: po co sie starac... 10.02.07, 12:10
                                Vicky, Screen ma trochę inną sytuację od Twojej
                                • screen Re: po co sie starac... 10.02.07, 12:17
                                  :))) Chętnie bym się zapatrzyła ale to mi nie gwarantuje, że nie będę
                                  wychowywać sama dwojga dzieci i na dodatek każde innego tatusia;-)
                                  Gdyby to było taklie proste zapatrywałabym się na każdą kobitkę w ciąży na
                                  ulicy... no, może co drugą;-))
                                • vicky.81 Re: po co sie starac... 10.02.07, 12:20
                                  Jasne, ja tylko chcialam przez to powiedziec, ze dla mnie stan blogoslawiony to
                                  same niespodzianki, to uczucie, ruchy malenstwa, usg... bicie serduszka... za
                                  nic na swiecie bym sie nie zamienila :)
                                  • fantka Re: po co sie starac... 11.02.07, 09:14
                                    dlatego nazywa się to stanem błogosławionym :)))
                                    • screen Re: po co sie starac... 11.02.07, 13:10
                                      Pielęgnowanie, przytulanie i obserwowanie rozwoju bobaska też jest suuupwr!:-)
    • vicky.81 Wrocilam!! 11.02.07, 21:50


      Po kolejnej awanturze z zonatym i jego fochach, których już mialam po dziurki w
      nosie, już nie mowiac o blachostkach jakich dotyczyly (typu nie zjadlas obiadu,
      znowu nie spisz, ciagle siedzisz na necie, szkodzisz maluchowi tym komputerem
      itp. A ja to co niby do jasnej cholerki nie chcialabym się wyspac czy normalnie
      zjesc, po prostu mi maluszek nie daje bo robi z moimi wnetrznosciami co mu się
      podoba...) wiec po kolejnej awanturze o to ze ja nie spie o 6 rano jak
      czlowiek... jakbym o tym nie marzyla... się wkurzylam i spakowalam torbe,
      zadzwonilam po kolege który jest zmotoryzowany i pojechalam do bylego.

      To był dobry pomysl, odpoczelam, ktos mnie wreszcie utulil, dotykal brzusia i
      był zachwycony moim wygladem, mialam spokoj sniadanko kolacyjke czy czekoladke
      jak tylko poprosilam, cala noc mu się wiercilam a on nic dzielnie mnie
      przytulal i glaskal. Nawet obawa o malucha jeśli chodzi o seks jakos zniknela,
      wiec z duza delikatnoscia, zupelnie inaczej, romantycznie i niespiesznie się
      kochalismy, cala niedziele siedzielismy w pokoju w pizamach, no tzn ja bez bo
      jakos w ciazy wole lezec nago, gadalismy, wyglupialismy się jednym slowem
      odpoczelam...

      Jedno mnie zaskoczylo były powiedzial ze jest zaskoczony moja otwartoscia i tym
      ze nie krepuje się przy nim, on się zdystansowal w koncu minelo już 9 miesiecy
      jak nie jestesmy razem. Ja tego zupelnie nie odczulam, mnie nie krepuje jego
      nagosc, czy wspolne korzystanie z lazienki, nie zastanawialam się nawet chwilke
      nad tym wydalo mi się to naturalne. Dla niego było to cos nowego, na nowo mnie
      odkrywal, może tez ja się zmienialam fizycznie to tez pewnie jakis wizualny
      szok... to wszystko co mi powiedzial mialo wydzwiek pozytywny, nie było to
      oskarzeniem czy wyrzutem. Duzo rozmawialismy, planowalismy i decydowalismy o
      przyszlosci jeśli dzidzia jest jego... pozytywnie mnie zaskoczyl sposobem w
      jaki on widzi przyszlosc .... Nasza Przyszlosc...Rodzine...

      Imie chyba już wybrane: James Anthony.... zdrobnienie dla chopczyka Jamie!!

      Wrocilam chwilke temu, zonaty zmartwiony, komplementy rzucal, zabronil znikac
      bo ja niepowazna jestem w takim stanie, ze ja w ciazy nie mogę takiego trybu
      zycia prowadzic itp. A denerwowac ciezarna można???...

      Caluski

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka