A moj wyjechał

28.01.07, 17:25
w czwartek i od tegoc zasu nie zadzwonił.
Obraził się. I trudno, ja też nie zadzwonię. Ostatnio ciagle dzwoniłam do
jaśnie pana, jak go dzieciak nie interesuje to jego sprawa. Jego zdaniem, to
ja powinnam dbać o to, zeny dziecko miało z nim kontakt. Tak samo jak i
powinnam była wyprasowac mu ciuchy przed wyjazdem, "bo on załatwiał sprawy" a
ja qrwa to co, z pracy wracam koło szóstej i w ogóle co za kretyńskie teorie
ma ten facet to sie w pale niemieści.
Wyobrażacie sobie, ze niby jego pognieciony wygląd świadczy o mnie. Kretynizm
do kwadratu....eedeehhh wkurwiona jestem za to chamstwo, ja to ja, mi to juz
wszytko wisi, ale zeby z mojego powodu nie dzwonił do dzieciaka czwarty
dzien... to chujostwo jest po prostu.
    • juliana03 Re: A moj wyjechał 28.01.07, 18:33
      moj jak wyjechal to trzeci tydzien go juz nie ma, i o dziecku
      zapomnial..........
      faceci to swinie- to ty nie wiesz?!
    • ona310 Re: A moj wyjechał 28.01.07, 20:48
      Może sprawdź jednak czy wszystko w porządku. A na długo wyjechał????
    • dzikoozka wyjechał ... 29.01.07, 10:19
      słuzbowo na 3 tygodnie.
      Gdybym nie zadzwoniła wczoraj, nie rozmawiałby z dzieckiem cztery dni.
      Gdy odebrał, słychać było, że jest w knajpie, był już lekko pod wpływem.
      Powiedziałam, co o tym myślę, pozostawił to bez komentarza. Potrzebował
      pretekstu przed wyjazdem, żeby "z czystym sumieniem" balować na wyjeździe, bo
      przecież ja taka zła kobieta jestem.
      • bogna71 Re: wyjechał ... 29.01.07, 11:10
        Przyczołga się jeszcze, uszy do góry. Przynajmniej odpoczniesz sobie, a jak
        przyjedzie stęskniony, to wszystko będzie OK.
        Trzymaj się!
        (Mój jak wyjeżdża to też do mnie nie dzwoni jak jesteśmy poprztykani. Ja też
        się zawsze zawezmę i łapy wtedy po telefon nie wyciągam, a później wszystko po
        kościach się rozłazi)
        • dzikoozka Re: wyjechał ... 29.01.07, 12:48
          a g;ffno przyczołga, powoli mam to w du.pie
          rzygac mi sie chce, mam wrażenie ze wali mnie po rogach aż dudni.
          • sunrise2006 Re: wyjechał ... 29.01.07, 13:43
            współczuję ogólnie sytuacji. Ale jak to wali cię po rogach? ja to bym chyba
            jakiej kurwicy dostała, jakbym jeszcze miała przeświadczenie że po rogach wali.
            A ty tak o tym piszesz. Przecie to dla mnie od razu podważa bazę związku... a
            może to ja taka idealistka jestem tylko - idiotka ostatnia, że myślę, że facet
            jak w ziwazku to zdrada jest ostatnim czymśc do pomyślenia ....
            • dzikoozka Re: wyjechał ... 29.01.07, 14:04
              też jestem idealistka i to jest problem...
              To jest taka sytuacja, ze się domyslam ale nie jestem w stanie tego udowodnic.
              Nieważne, wyjaśni sie jak wróci.
              • ona310 Re: wyjechał ... 29.01.07, 14:40
                Mi też ktoś wyjechał, też w czwartek. Trochę mi smutno. Dzikoozka, domysły
                doprowadzą cię do szaleństwa, pogadajcie szczerze.
                • dzikoozka Re: wyjechał ... 29.01.07, 14:57
                  od ponad trzech lat probuję, nie da sie, po prostu się nie da. Natykam się na
                  mur milczenia na temat najbardziej mnie dręczący.
                  Staramy się coś odbudowac i wszystko sie pip...rzy o brak zaufania. Niech qrwa
                  pojdą do piekłą wszystkie te dziwki wpier..ające się do cudzych zwiazków :(
    • juliana03 Re: A moj wyjechał 29.01.07, 19:44
      ja bym razem z dziwkami jeszcze pare "zyczliwych" osob poslala.
    • miss96 Re: A moj wyjechał 30.01.07, 21:49
      jesli nie dzwoni do dzieciaka to jest naprawde nie fajny.
      jedyne co moge podpowiedziec to to, ze ojcu powinno jednak zalezec na kontakcie
      z dzieckiem.
      Moj maz ze mna malo rozmawial, nie na tyle zeby mnie to zadowolalo, ale z
      dzieciakami rozmawial godzinami.

      I tu tez nie jest latwo, bo w momencie gdy akonczyl rozmowe z corcia i nie
      zawolal mnie tylko oni pogadali, i robili to czesto- TO BYLO MI PRZYKRO. syna
      musialam namawiac bo poprostu ma 3 latka i jemu wystarczy zapytac kiedy bedziesz
      i co mi kupiles, baj , baj.
      Ale mam to juz za soba.
      Jak dobrze, ze mam to juz za soba.
      Czego i tobie zycze.
    • sunrise2006 Re: A moj wyjechał 31.01.07, 11:12
      Dzikoozka, a kiedy ten twój wraca w końcu??
      • dzikoozka Re: A moj wyjechał 31.01.07, 11:53
        A w połowie lutego.
        No jak mu wygarnełam, zadzwonił przedwczoraj i wczoraj, do dziecka oczywiście,
        ja go nie interesuje.
        • sunrise2006 Re: A moj wyjechał 31.01.07, 12:03
          :( no to jak wróci, to was widze czeka powazna rozmowa. Współczuje ci, ale
          przynajmniej z dzieckiem ma wreszcie kontakt balwan jeden. A jak ty sie
          trzymasz? jak się czujesz?
          • dzikoozka Re: A moj wyjechał 31.01.07, 12:38
            Dzięki :)
            Średnio, powiedziałam mu zupełnie spokojnie, że chciałabym wiedziec co i jak,
            że skoro traktuje mnie juz jako swoja ex, wiec moze by tak to zalegalizowac ;/
        • bogna71 Re: A moj wyjechał 31.01.07, 12:35
          O kurka, a to dziad....
          Bez rozmowy chyba się nie obejdzie, a jak rezultatu nie będzie, to pomyśl, czy
          faktycznie warto tkwić w czymś takim....
          • dzikoozka Re: A moj wyjechał 31.01.07, 12:43
            Bogna nie wiem, juz to się ponad trzy lata ciagnie a facet nie da ze sobą
            powaznie porozmawiać, po porstu milczy albo twierdzi ze nie rozumie, czego ja
            chce. Z reguły jakos rochodzi sie po kościach a ja obiecuję sobie że przy
            następnej aferze coś z tym zrobie, i w koł macieju...beznadzieja.
            • bogna71 Re: A moj wyjechał 31.01.07, 13:02
              A no właśnie - był taki moment w naszym życiu, że zupełnie nie mogliśmy się
              dogadać, już o różnych rzeczach myślałam, ale cały czas miałam tą nadzieję, że
              to minie... i nie potrafiłam sobie wyobrazić, że się rozstajemy, no bo co
              dalej??
              Na szczęście to już przeszłość - u mnie było to spowodowane róznymi rzeczami,
              najbardziej chyba tym, że w domu siedziałam z dzieckiem, dziad wtedy pracował
              strasznie długo i dużo i nie mógł zrozumieć, czemu ja wiecznie skrzywiona
              chodzę, przeciez w domu jestem, do roboty zapieprzać nie muszę, a ja rzygałam
              już całą tą sytuacją. Wiem, że sama nie byłam bez winy, bo jak zrypany
              przyjeżdżał do chaty, to ja mu kołki na łbie zaczynałam ciosać - nie czekałam
              miła i uśmiechnięta, o nie...
              I to tak łatwo mówić, że trzeba porozmawiać, próbowalam, ale on miał swoje
              teorie i wizje, ja swoje i nijak nie dawało się porozumieć...
              Bardzo długo atmosfera była napięta, dopiero jak Młody poszedł do przedszkola,
              a ja wróciłam do pracy, między ludzi, wszystko zaczęło się poprawiać... (a ta
              beznadzieja trwała ok. 2 lata)

              Nie wiem naprawdę, co powinnaś zrobić - może wyobraź sobie, że tkwisz w tym
              kolejne 15-20 lat - słabo Ci sie robi, czy jednak nie wygląda to aż tak źle? W
              każdym razie czas chyba na jakieś radykalne kroki - albo próbujecie oboje
              odbudować związek, albo....
              Szkoda życia, serio, jedno się ma...
              Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie:)
    • dzikoozka i miesiac w d.pu 26.02.07, 14:05
      Nie wiem co mam robić z tym fantem.
      a już, już myslałam ze będzie OK. i dupa.....

      Dziewczyny, nie daje rady. Po prawie miesiacu słuzbowej nieobecnosci faceta (z
      dwudniową krótką przerwą) zorganizaowałam mu w pt powitanie w domu najlepiej
      jak umiałam. Dziecko akurat u dziadków, wiec chata wolna...Niespodzianka w
      postaci nowej fajnej miniwieży, nowa kiecka, w której wyglądam naprawde nieźle,
      nowa bielizna, kolacyjka (nie chciał jeść), swieczki...przyjął miło, ale bez
      zachwytu. No nic, nie przejelam się, myślałam, że moze ten wieczór będzie
      jakimś nowym początkiem, próbą odbudowania czegos co wali sie od dawna.
      Wiecie, jak to jest facet niby jest w porządku ale jakoś nie odwzajemnia
      czułości...żartuje sobie tak zeby wpiąć ci szpile, zaczepnie, złosliwie - ale
      przecież to tylko "żarty"...w niedzielę wybraliśmy się żeby dokupić uchwyty do
      głośników i dluzsze kable, oczywiście ja miałam je kupić. Rozdrazniony,
      pokrzykuje na mnie, czepia się, ja spokojna. Mówie mu tylko żeby rpzestał sie
      wydzierać. Przed sklepem biorę dziecko z samochodu, trzymam za kurtkę na
      parkingu, on krzyczy "weź dziecko za ręke" ja "trzymam go" i biorę za rękę. on
      bierze dziecko za ręke i mówi do mnie "puśc go' Nie jestes już do niczego
      potrzebna". Taki - niby zart, pogardliwie, bo wie jak tego nienawidze. Czasami
      zeby sobie zakpic ze mnie mówi do mnie "ona" (oczywiscie w jego mniemaniu jest
      żartobilwe), też tego nie znosze. "weźmie to i potrzyma" haha ale smieszne.
      Ale do rzeczy. Pytam jeszcze raz slucham?? "nie jestes do ncizego potrzebna"
      No to powiedziałam OK, zawróciłam na piecie i zostawiłam go z dzieckiem
      wróciłam do domu na piechotę. Darł się za mną zebym mu oddała klucze, ale go
      olałam. Na szczęście nie było to dalego od chałupy. Szłam i czułam ulgę, że nie
      miałam juz ochoty nawet na minute w jego towarzystwie. Ze jest wredny, sprawia
      mi przykrosc i skoro tak, ja tez go bede miała gdzies. Przyjechał jakieś 5 min.
      po moim przyjściu do domu. Obrażony. Zapowiedział, żebym nie liczyła go do
      obiadu. OK.
      Wystawił sprzęt w sypialni i powiedział, zebym go sobie wzięła do nowego
      mieszkania, udłąwiła sie "swoimi pieniędzmi"...
      Mam w plecaku 2 nie wysłane pisma do sądu z wnioskiem o wznowienie sprawy
      rozwodowej. Jedno z 1.2., drugie z 13.2.
      Mam zaktualizowac datę i wysłać w końcu to trzecie?
      Mam juz dość tego uzerania sie....
      • juliana03 Re: i miesiac w d.pu 26.02.07, 16:01
        No to rzeczywiscie nie ciekawie!!! Trudno mi radzic, chociaz sama wywalilam
        mojego za drzwi. Ja mialam podobnie, moj nie zwracal sie per ona, gorzej
        rozkazami mi zapierdzielal "zrob, przynies, wyprasuj", a ja zebym mu dupe
        miodem smarowala to i tak zle. Poszedl kurwa i do dzisiaj sie do mnie nie
        odzywa, o dziecku tez zapomnial. Swiety spokoj mam, ale tez tylko poniekad, bo
        czasem glupie baby tesknia i lza sie w oczku zakreci, ale przynajmniej nie
        jestem na ostatniej liscie u niego, o mojej dupie tez niech se pomarzy, bo juz
        nie ma i miec nie bedzie, i jak przez 4 lata nie nauczyl sie byc komunikacyjny
        i nie potrafil docenic to wiecej nie mam ochoty czekac. Zycie ucieka.
        Mam troche poczucia winy, ze nie wyszlo, dziecka szkoda, przysiega przed
        oltarzem......
        ....ale kurwa ile mozna czekac??? (zwlaszcza ze go kilkakrotnie ostrzegalam).
        Decyzja nalezy do ciebie!
        • dzikoozka Re: i miesiac w d.pu 26.02.07, 16:12
          Jesteś twarda, ze sie zdecydowałas i konsekwentnie przeprowadziłaś sprawę.
          Nie pr óbowaliscie tego naprawic???
          Musze lecieć do rpzedszkola, ale wpadne jeszcze wieczorem, narazie
      • moretta1 Re: i miesiac w d.pu 26.02.07, 16:10
        Wiesz, to Twoje życie i sama musisz zdecydować - ale ja bym wysłała.... Również
        po to by zobaczyć jak zareaguje.... bo może się okazać że on to wszystko robi
        specjalnie a nie ma odwagi powiedzieć że niechce być z Tobą....
      • joanna784 Re: i miesiac w d.pu 26.02.07, 16:41
        hmm.cóż ci radzić? najłatwiej byłoby powiedzieć zostaw go i składaj te
        papiery.ale w praktyce wygląda to trochę inaczej. może rzeczywiście wspomnij mu
        w rozmowie o rozwodzie czy separacji-zobaczysz jak zareaguje.
Pełna wersja