Aż boję się zapeszyć....

05.03.07, 13:17
Siedzę sobie od soboty w domku, do pracy dopiero w środę, ale laba, kurwa
tylko znowu moje konto na tym ucierpi, w przyszłym tygodniu to samo. Aż mi
się wierzyć nie chce, że nic mnie ostatnio nie wkurwiło (oprócz ludzi w pracy-
kompletne bezmózgi).Łosiek wczoraj wpadł na 5 minut-czekoladki mi przywiózł w
końcu to tylko 30 km w jedną stronę, bo jak powiedział zapomniał mi dać 3
godziny wcześniej jak u niego byłam....Mam tylko nadzieję, że to nie jest
cisza przed burzą....
    • karmilla Re: Aż boję się zapeszyć.... 05.03.07, 13:37
      jesssssu, jak Ci fajnie. Ja jestem w takim nastroju, że mi się nic nie chce -
      ani pracować, ani nicnierobić, ani nawet narzekać. Nie marze o wyjściu z pracy,
      nie chce mi se w niej siedzieć bez względu na to czy czynnie czy bezczynnie,
      nie chce mi się nic, nawet spać.
      Więc leż sobie, rozkoszuj się czekoladkami od lubego (o ile Ci jeszcze jakieś
      zostały) i po prostu nie myśl o tym, co ewentualnie może się zdarzyć za chwilę.
      • boo-boo Re: Aż boję się zapeszyć.... 05.03.07, 14:08
        Najgorsze jest to,że taka bezczynność mnie dobija i powoduje, że nic mi się
        robić nie chce. Jak jestem zalatana i zarobiona to też mi się nie chce ale
        robię-jakoś więcej pałera mam i samozaparcia. Spać mi się chce i nie chce-
        paranoja. Czekoladki, hm.....1/4 już wsunęłam i zjem jeszcze troszkę bo jak
        łosiek wychodził to oczywiście się uśmiechnął i zażartował "tylko zostaw coś
        dla mnie", no to mu zostawię, chyba, że w międzyczasie nie zasłuży to wszystko
        wsunę sama. No i przejrzałam moją garderobę 15 par dżinsów do w y j e b a n i a
        wszystkie za duże-schudło mi się kilka kilosów i nie zamierzam wracać do nich
        no i problem-szkoda mi ich wyrzucić, a po co mam je z drugiej strony
        magazynować? dać komuś też nie mam. Huj by to strzelił-uwielbiam taką
        graciarnię w szafie...
        • karmilla Re: Aż boję się zapeszyć.... 05.03.07, 16:45
          a tam u was na wyspach nie ma czegoś typu kubły PCK na odzież dla biednych?
          • boo-boo Re: Aż boję się zapeszyć.... 05.03.07, 17:11
            Nie rozglądałam się specjalnie, ale chyba bym zauważyła jakby gdzieś stały, ale
            fakt, że ostatnio bez bryli pomykam....
    • sunrise2006 Re: Aż boję się zapeszyć.... 05.03.07, 20:10
      Boo, cieszę się bardzo, że u ciebie ok!!! tak trzymać ;))\
      ja z kolei już psychicznie siadam od tych jazd, któreu mnie. ciągle jazdy
      humorowe, a dzis gadał całą godzinę, którą się widzieliśmy, bo polecał na
      kosza, o tym, że jedzie za miesiąc na kanary naa tydzień popływać. no czad,
      oczywiście beze mnie, nawet mnie nie zpytal.
      • boo-boo Re: Aż boję się zapeszyć.... 06.03.07, 13:50
        Ja sobie chyba powoli odpuszczam, tylko nie wiem co czy "zależenie mi na nim"
        czy "wkurwianie się" stwierdziłam P I E R D O L Ę to-co ma być to będzie. W
        ostatnią niedzielę pomijając wszystko inne oświadczył mi po południu, że mnie
        teraz odwiezie do domu bo idą (on, brat i siostra) na chrzciny i musi się
        wyszykować, no to stwierdziłam ok. nie ma sprawy-było coś koło godziny 14-tej.
        Wieczorem o 20:45 przysłał mi sms-a że za pół godziny będzie przelotem koło
        mojego domu to mi coś podrzuci. To pomyślałam, że jadą z tej imprezy i przy
        okazji, ale ponieważ wiedziałam w którym kościele ta impreza to coś mi to nie
        pasowało bo kośció w innej części miasta. No ale przyjechał na chwilę pogadał,
        poprzytulał i mówi mi ot tak, że ta impreza to nie doszła do skutku, więc ja
        się zdziwiłam i myślałam,że chrzciny nie doszły do skutku więc się pytam co się
        stało, na co on, że brat nie chciał prowadzić samochodu więc jemu się też nie
        chciało więc nie pojechali w ogóle z braku ochoty prowadzenia.No zajebiście
        fajnie mi było jak sobie pomyślałam no to sobie zorganizowałaeś czas dla
        siebie, ale cóż takie chyba chłopy są-nie myślą naszymi kategoriami, człowiek
        by sobie dla nich łeb dał uciąć, a oni kurwa i tak swoje. No a przelotem był
        koło mnie bo jechał do szpitala-cioci się coś stało i kuzynka zadzwoniła po
        niego żeby przyjechał, miałam się zapytać czy ta kuzynka niepełnosprawna
        umysłowo czy może nieletnia,że sobie rady sama nie da i pomocy potrzebuje. No i
        co? siedział w tym jebanym szpitalu do 2-giej w nocy, huj z tym, że na drugi
        dzień rano do pracy, a co tam z innego powodu niż ja można wstać o 12-tej i się
        kilka godzin spóźnić. Ale wiesz co Sunrise, tak piszę tego posta i tak sobie
        myślę, huj z tym wszystkim, też zaczynam myśleć bardziej o sobie niż o
        kimkolwiek, nie mam zamiaru się już niczym i nikim przejmować , nie to nie,
        mniej stresu będę mieć i czekam na ten jebany najbliższy weekend, żeby zacząć
        to realizować. Też to chrzań, wiem, że trudno będzie ale trzeba dać radę.
        Jak napisałam-co ma być to będzie.Jedno mi na razie wychodzi, nie zamartwiam
        się na zapas, nie piszę we łbie czarnych scenariuszy-czekam na rozwój wydarzeń
        i to mnie cieszy.
        • kotbert Re: Aż boję się zapeszyć.... 07.03.07, 07:34
          Jeśli naprawdę masz takie nastawienie, a nie jest to tylko myślenie życzeniowe - to świetnie. Z doświadczenia - nie tylko mojego - wiem, że jak się zaczyna podchodzić do świata w taki sposób, zawsze zaczyna się dziać coś fajnego :]
          • boo-boo Re: Aż boję się zapeszyć.... 07.03.07, 10:18
            Noooo....mam tylko taką cichą nadzieję, że jak się zacznie dziać to "coś
            fajnego" to będzie to w głównej mierze fajne dla mnie....
        • sunrise2006 Re: Aż boję się zapeszyć.... 07.03.07, 11:26
          no masz rację , chyba po prostu trzeba to wszystko chrzanić i mieć gdzieś. Ale
          nade mną jeszcze wisi ciągle - jakiś taki niezrozumiały pęd, jakieś spięcie, że
          to już tyle latek, że ie możesz marnować czasu itp. i dlatego tak jestem
          spięta, że muszę podjąc decyzję jużzaraz, bo inaczej marnujeę czas opozostały
          mi do ustabuilizowania się. Nie wiem, czy to dlatego że się zbliżają moje
          urodziny, czy co, noe ale mam taką jazdę.
          • boo-boo Re: Aż boję się zapeszyć.... 07.03.07, 13:06
            Może dlatego, że urodziny, kto wie, zawsze to gdzieś tam w głowie siedzi...
            Ustabilizowanie się, sama nie wiem, bo to dla różnych ludzi różnie znaczy, ale
            dla większości rodzina, dzieci !, dom. Wspólny dom, rodzina-tak ale w moim
            przypadku tylko dwuosobowa, ja jakoś nie mogę sobie siebie wyobrazić w roli
            matki, nie mam po prostu tego tzw. instynktu macierzyńskiego, nie ciągnie mnie
            do tego nic a nic, nie żebym dzieci nie lubiła, wręcz przeciwnie bardzo, ale
            tylko znajomych na chwilkę i to jak są grzeczne. Jak w sklepie słyszę jakiegoś
            (przepraszam wszystkie Matki na tym forum za to co napiszę teraz) darciucha to
            dosłownie rzucam zakupy i zmywam się.Tak reaguję i nic na to nie poradzę, a jak
            jeszce widzę zero reakcji ze strony matki to najchętniej sama bym się zaczęła
            drzeć jej nad głową żeby zwróciła uwagę. Tak jestem jebana wygodnicka i może
            dlatego wizja dzieci mnie tak przeraża, jestem przyzwyczajona do mojego trybu
            życia, że robię co chcę i kiedy mi się podoba, jedyną rzeczą która mnie
            ogranicza to praca i godziny w których ją muszę wykonywać. I z tego wynika moja
            schiza, chęć ustabilizowania się tak, a z drugiej strony wielki lęk i obawa
            przed tym, że ta druga osoba napomknie w końcu coś o rodzinie- dzieciach i
            wtedy kurwa co? Co ja odpowiem co zrobię, bo nie mam zamiaru robić nic wbrew
            sobie ale nie chcę też nikogo zmuszać do życia jakiego nie chce. Z
            doświadczenia moich kilku dobrych kumpeli wiem, że posiadanie dziecka bo
            ta "druga połówka" chciała na dobre nie wychodzi, a wręcz przeciwnie-jedna jest
            właśnie na środkach antydepresyjnych, a druga zbliża się do podjęcia decyzji i
            pójściu do lekarza. Dlatego podziwiam wszystkie te co dzieci mają i stawiają
            czoła codziennym wyzwaniom-czoła chylę. U mnie chyba czas na macierzyństwo
            minął, chociaż kto wie, czy się nie zdarzy że zobaczycie w tytule mojego nowego
            posta coś w stylu "o plemniku który bitwę wygrał".....
            • sunrise2006 Re: Aż boję się zapeszyć.... 07.03.07, 14:34
              hmm, no to przynajmniej nie masz ciśnieni, że już czas na dziecko, który może
              zaraz minąć. :))a co to znaczy, że czas na macierzyństwo już u ciebie minął??
              tzn. ile Boo, boo masz lat, wiem, że kobiety się o wiek nie pyta, więc
              popełniam tu niezłą wpadę, ale hmm, możesz mi na maila to napisać ;)))
              kurcze, patrz - a ja taka zdeterminowana na rtodzinęi dziecko i taka spięta
              dlatego ciągle ;(
              • boo-boo Re: Aż boję się zapeszyć.... 07.03.07, 17:20
                Aż taka stara nie jestem, ale niektóre w moim wieku to już wpadają w desperację
                bo twierdzą, że to już ostatni dzwonek, choć nie wiem czy to prawda, mojej
                znajomej się wpadło w wieku 41-lat, no i tragedia, no ale wiem coś o tym, ten
                sam typ co ja, ten sam znak zodiaku, te same nawyki i umiłowanie własnej
                wolności. Ja schizę na temat posiadania dziecka miałam między 20-25 rokiem
                życia później wygodnickie życie weszło mi w krew za bardzo i tak już do dzisiaj
                zostało. Nie mogły by tak w ciągu dwóch dni dorastać do wieku, że nie wrzeszczą
                po nocach, umieją chodzić i objaśnić człowiekowi mniej więcej co chcą? Może
                wtedy bym jakoś się przemogła...
                • sunrise2006 Re: Aż boję się zapeszyć.... 08.03.07, 10:33
                  Boo jesteś de beściak , dobre było to z dwoma dniami ;)) jakby tak robiły, to
                  pewnie polskie dzieciaki zasiedliły by cały świat, bo każda by w ciążąę
                  zachodziła ;)))))
Pełna wersja