Dodaj do ulubionych

acknowledgments

13.07.07, 09:35
czyli cos bez czego ksiazka nie moze sie obyc, zwlaszcza jesli autorem jest Amerykanin i kosztowala go ona naprawde wiele trudu.
Od dawna jestem fanem tego typu tworczosci; moja rekacja na nia to zdumienie pomieszane ze szczypta zazdrosci (wszakze jestem swiadomy, ze nigdy nie zdobylbym sie na wyrazenie wdziecznosci w tak otwarty sposob (w kazdym razie byly okazje i nie zdobylem sie na nic poza standardowym jednolinikowym szablonem) i troche mi z tego powodu smutno).
Jak obszerne moga byc te podziekowania (czesto wymieniani sa nie tylko zona/maz, dzieci, rodzice/tesciowie i wspolparcownicy, ale rowniez np. pani z bufetu przygotowujaca smaczne kanapki :)) i ile poezji mozna znalezc w sticte technicznych ksiazkach :)
Przyklad, ktory mam wlasnie pod reka- "Jezyk C++ bardziej efektywny" Scotta Meyersa (to jeden z najwiekszych w swiecie autorytetow odnosnie jezyka C++) dziekuje na 6 str.!, nie zapomina przy tym "o psinie Persefonie, ktorej istnienie zmienilo caly [jego] swiat. Bez niej wprawdze ksiazka bylaby szybciej ukonczona i z mniejsza szkoda dal snu, ale tez mniej byloby chwil odprezenia". Po takich slowach trudno nie pokochac Scotta :)

Zastanawia mnie z czego wynika taka otwartosc ludzi z Zachodu (oczywiscie nie wszystkich, ale wielu, bardzo wielu) (BTW zauwazylem, ze np.Japonczycy sa bardziej lakoniczni i konkretni, ale i przy nich Polacy to milczki) i nasza skrytosc?
Czy to nie wymaga od nich zadnego wysilku, traktuja to po prostu jako dodatkowe wprowadzenie do ksiazki?
Czy relacje jakie istnieja w srodowisku, w ktorym oni zyja w jakis zasdniczy sposob sie roznia od naszych czego wynikiem jest ich latwosc i nasza trudnosc w tej dziedzinie?
Czy moze tam po prostu tylko jest wiecej ekstrawertycznych indywidualistow:)
Obserwuj wątek
    • staua Re: acknowledgments 13.07.07, 18:29
      To jest rzeczywiscie ciekawe - w Europie wiekszosc autorow ogranicza sie chyba
      do krotkiej dedykacji (jesli juz cokolwiek takiego zamieszczaja). A przeciez
      powiesc to duzo pracy i duzo pomocy ze strony innych ludzi, niewazne, czy
      merytorycznej, czy moralnej. Jakos, dopoki nie zwrociles na to uwagi, uwazalam
      podziekowania za naturalne, bo sama pisze je (jak kazdy chyba) we wszystkich
      publikacjach i gdybym napisala powiesc ;-) to umiescilabym na pewno spora liste.
      Amerykanie na pewno staraja sie oddac sprawiesliwosc wszystkim ze swojego
      otoczenia (czy szczerze, czy liczac na pomoc w przyszlosci, to inna sprawa) i
      na pewno jest to doceniane, a takze przyjemne dla wymienionych. A jak juz sie
      zacznie dziekowac, to przeciez nie mozna nikogo pominac...
      • nienietoperz Re: acknowledgments 13.07.07, 18:42
        Dlugie listy podziekowan wydawaly mi sie zawsze ciut naciagane, i pachnialy
        potrzeba typu: jak jest Jacek, to jesli nie bedzie Placka, to glupio wyjdzie. No
        ale wtedy trzeba dopisac Agatke, i tak juz sie toczy.
        Z drugiej strony zdarza sie tez tak, ze pisze prace samodzielna
        doktorant/postdoc pana X; praca dotyczy tematyki, w ktorej X siedzi, w tekscie
        czuc na kazdej stronie jego inspiracje i pomocna dlon, a nigdzie nie ma nawet
        slowa wspomnienia o tym, ze moze mlody czlowiek jest X za cos wdzieczny.

        W zwiazku z prostymi dedykacjami zreszta tez moze byc ciekawie; polecam krotki
        artykulik:
        books.guardian.co.uk/departments/generalfiction/story/0,,1793689,00.html
        Wasz
        NN
        • staua Re: acknowledgments 13.07.07, 20:00
          O, to w matematyce jesli sie jest w grupie jakiegos profesora, to mozna napisac
          prace, gdzie on nie jest ostatnim autorem? Bo u nas ZAWSZE musi byc ;-), nawet,
          gdy pisze sie abstrakt albo przegladowke... Jedyny wyjatek to praca magisterska
          i doktorska, ktorych sila rzeczy jest sie jedynym autorem. A dziekuje sie za
          dyskusje (innycm czlonkom grupy), jakies odczynniki, ktore sie od kogos ma itd.
          • zielka Re: acknowledgments 14.07.07, 13:46
            Ja bardzo cenie to, ze w artykulach lub ksiazkach czesto autorzy ktorych lubie
            pisza w przypisie na dole: "I owe this point to Imie Nazwisko", i to chyba tylko
            anglosascy filozofowie robia, i kiedys oczywiscie ludzie ze Szkoly
            Lwowsko-Warszawskiej. Nie robia rzecz jasna Francuzi i wspolczesni znani mi Polacy.

            Ale to jest zwiazane pewnie z inna wizja uprawiania dyscypliny, gdzie z jednej
            strony jest faktyczny kolektywny wysilek nad czyms w miare technicznym, a z
            drugiej pisanie "a la Kartezjusz", w szlafroku i przy kominku.
          • nienietoperz Re: acknowledgments 14.07.07, 14:29
            Wiekszosc prac mtycznych ma jednego-dwoch autorow. Proces `dopisywania sie'
            przez zwierzchnikow wystepuje, ale jest traktowany (przynajmniej przeze mnie,
            ale tez chyba przez wiekszosc spolecznosci) jako mocno zalosny. Spora czesc
            ludzi pracuje wylacznie samodzielnie, spora, w tym ja, wyraznie potrzebuje
            kogos, od kogo mozna `odbijac' swoje pomysly. Kiedy zdarza sie, ze cos zostalo
            napisane przez trzech ludzi, wtedy najczesciej kazdy mial 'swoj' kawalek, do
            ktorego najmocniej sie przylozyl. No i oczywiscie kolejnosc autorow jest
            alfabetyczna.
            Zawsze mnie smieszyly (moze nieslusznie) publikacje podpisane przez
            powiedzmy 10 osob - jak mozna uzyskac skoordynowany wysilek intelektualny w
            takiej grupie? Czy nie jest to tak wlasnie, ze Jacek mial mglisty pomysl i
            powiedzial o nim Agatce, Agatka wykonala cala prace umyslowa, ale Franek
            naciskal przyciski, Zosia sprawdzila przeliczenia, Henio wstukal tekst do
            komputera, a Jozek i tak sie musi tam znalezc, bo jest profesorem? Czy w
            naukach 'stosowanych' nie zdarza sie nigdy, ze szef zespolu odmowi
            automatycznego dokladania swojego nazwiska do pracy, z ktora nie mial wiele
            wspolnego?

            Wbrew pozorom nie staram sie zwyczajom z innych nauk dolozyc, staram sie tylko
            zrozumiec, o co chodzi :-)

            Z uklonami,
            NN
            • zielka Re: acknowledgments 14.07.07, 17:12
              ... zapomniales nietoperzu dodac czlonkow spolecznosci, ktorzy zwykli pisac
              sami, ale jednak pewnego dnia mowia sobie: "Mi tez sie nalezy Erdos Number" :) I
              pisza z bliznim.
            • staua Re: acknowledgments 14.07.07, 17:30
              Hehe, w naukach biologicznych normalka jest wielka liczba autorow, im lepsze
              pismo, tym wiecej (Nature, Science, Cell). Ale niektore pisma (np. PNAS) maja
              zwyczaj umieszczania informacji o wkladzie poszczegolnych autorow (np. ten i
              ten zaprojektowali doswiadczenia, ten wykonal to, ten tamto, ten napisal
              prace). Kolejnosc w zadnym wypadku nie jest alfabetyczna, chyba, ze jest dwoch
              tzw. "pierwszych autorow", a i wtedy nie musi byc (ale powinna) chyba, ze sie
              umowia, ze w tym artykule ten jest faktycznie pierwszy (ze wzmianka "these
              authors contributed equally to this work") a w drugim odwrotnie.
              Mocno to absurdalne, rzeczywiscie, i mocno skomplikowane.
              Bycie szefa grupy ostatnim autorem nie jest tylko takim "dopisywaniem sie", no
              bo to szef organizuje te grupe, nadaje kierunek badan, grupa ma okreslony
              (przez niego) generalny temat) i (to jest najwazniejsze) jak sie jest na tenure
              track, to potem otrzymanie tenure zalezy wlasnie od tego, ile i jakich
              publikacji mialo sie jako ostatni autor od czasu wejscia na tenure track.
              Ciekawa jestem, jak to jest w matematyce w USA, ale podejrzewam, ze
              profesorowie tez duzo publikuja sami (oryginalnych prac, nie przegladowek), bo
              przeciez myslenie tu wystarcza (chyba?) nie musza pracowac fizycznie przy
              blacie doswiadczalnym. Inna sprawa jest, ze profesorowie na ogol zajeci sa
              tutaj glownie zdobywaniem grantow dla grupy (to co, ze pracownicy maja wlasne
              osobiste granty i profesor ma tenure, czyli swoja pensje - i tak trzeba miec
              granty na odczynniki, instrumenty itd), niektorzy robia doswiadczenia, ale
              traktuja to raczej jako luksus i bardzo sie ciesza, gdy im sie czasem uda
              znalezc na to czas.
              • nienietoperz Re: acknowledgments 14.07.07, 21:45
                Duzo spraw, wiec odpowiadam po kolei:

                profesorowie, przynajmniej ci wciaz aktywni zawodowo, oczywiscie publikuja
                duzo. Maja najczesciej na tyle duzo wiedzy i talentu, ze na napisanie pracy
                potrzeba im znacznie mniej czasu. Pisza ze swoimi studentami czy postdocami;
                czesto tez wspolpracuja z ludzmi z innych uczelni. Rozumiem zasadnicza roznice
                miedzy praca doswiadczalna i teoretyczna - jesli sobie wymysle, ze z dowolnych
                powodow chce sie zajac problemem X, to inwestuje w to tylko i wylacznie swoj
                czas, a nie prace laborantow, odczynniki i tak dalej.

                Jesli chodzi o peer review, to wiadomo, ze nie ma systemu idealnego. Nadal
                jednak jestem przekonany, ze swietna praca zostanie przyjeta do czasopisma
                mtycznego calkowicie niezaleznie od tego, kto ja napisal. Naukowiec o wielkim
                nazwisku z drugiej strony raczej nie wysle wyniku slabego, bo nie ma takiej
                potrzeby, a moglby sie tego potem wstydzic. Problem jest ewentualnie taki, ze
                pojawiaja sie prace `wielkich ludzi' napisane bardzo hermetycznym jezykiem, w
                ktorych trudno zrozumiec co tak naprawde zostalo zrobione. Taki sam tekst
                wyslany przez poczatkujacego zostalby odeslany z prosba o rzetelna edycje
                tekstu.

                Pytan ciag dalszy - jak wobec tego odbywa sie proces awansowania? Czy jesli raz
                ktos dostanie sie do dobrego labu (co oczywiscie nie jest zapewne latwe), to
                moze do konca zycia byc beneficjentem systemu, ktory wpisuje jego nazwisko (na
                miejscu 2,3, 7 czy 12tym) do kazdej pracy, ktora w jego grupie powstaje?
                Strasznie to brzmi korporacyjnie - przeciez mysl pojedynczego czlowieka musi
                byc na ktoryms etapie chyba istotna.

                Znow moze wychodzi tu na jaw moja naiwnosc, ale nowe sa dla mnie skojarzenia
                takich metod publikacji z filozofia; zawsze myslalem, ze to powszechny i
                naturalny tryb dzialalnosci naukowej. Cos zostalo zrobione, wymyslone i tak
                dalej przez pana A, to pan A. sie pod tym podpisuje. Jesli pani B. ma grupe
                pracownikow, ktorej przewodzi, to w jasny sposob zasadnicza miara jej sukcesu
                jako kierownika naukowego jest ilosc prac napisanych przez pracownikow, zas
                miara sukcesu jako naukowca ilosc prac napisanych przez nia sama.

                Wasz
                NN
                • staua Re: acknowledgments 14.07.07, 23:07
                  > Jesli chodzi o peer review, to wiadomo, ze nie ma systemu idealnego. Nadal
                  > jednak jestem przekonany, ze swietna praca zostanie przyjeta do czasopisma
                  > mtycznego calkowicie niezaleznie od tego, kto ja napisal. Naukowiec o wielkim
                  > nazwisku z drugiej strony raczej nie wysle wyniku slabego,
                  Zgadzam sie jak najbardziej. Dlatego czesto recenzenci nie przyczepiaja sie do szczegolow w pracach
                  ze slawnymi nazwiskami, bo... no, pewnie po prostu mysla, ze jest w tym cos, czego ONI nie rozumieja
                  do konca, a wstyd sie przyznac. Mnie czesto sie zdarza dostac prace z uwagami recenzentow, kore sa
                  po prostu glupie, swiadcza o ich nieznajomosci tematu, sa niepotrzebne itd (no i wtedy pisze sie tylko
                  rebuttal letter, a nie rzeczywiscie np. robi dodatkowe doswiadczenia przez nich sugerowane).

                  > Pytan ciag dalszy - jak wobec tego odbywa sie proces awansowania? Czy jesli raz
                  > ktos dostanie sie do dobrego labu (co oczywiscie nie jest zapewne latwe), to
                  > moze do konca zycia byc beneficjentem systemu, ktory wpisuje jego nazwisko (na
                  > miejscu 2,3, 7 czy 12tym) do kazdej pracy, ktora w jego grupie powstaje?
                  > Strasznie to brzmi korporacyjnie - przeciez mysl pojedynczego czlowieka musi
                  > byc na ktoryms etapie chyba istotna.
                  Teoretycznie przynajmniej jest tak, ze owszem, mozna sobie siedziec w czyims labie i robic male
                  fragmentaryczne doswiadczenia uzupelniajace czyjes prace, i byc na "srodkowych" miejscach. Szef
                  wtedy widzi, ze pracujesz i wpisujesz sobie te prace do CV. Ale w labach akademickich mozna byc tylko
                  studentem, doktorantem, postdokiem (nikt nie chce chyba miec takiej pracy na zawsze, chocby ze
                  wzgledu na zarobki), technikiem, lub, gdy nie chce sie uczyc innych (no bo profesor musi to jeszcze
                  robic przeciez), Research Scientist, Associate, itd (w tym ostatnim przypadku jednak i tak ma sie czesto
                  swoja wlasna podgrupke i jest sie ostatnim autorem, majac swoje wlasne, moze troche mniejsze,
                  granty). Moze w matematyce jest znowu inaczej...
                  Tak naprawde licza sie prace, w ktorych sie jest pierwszym albo ostatnim autorem (co widac w
                  cytowaniach - albo X et al., albo badania z laboratoium Z - i tu odsylacz do bibliografii). Najlepiej miec
                  pare dobrych publikacji jako pierwszy autor, zeby dostac sie na tenure track (choc znam przypadki,
                  kiedy przymykano na to oko, jesli kandydat prezentowal dobry research plan i mial grant). O waznosci
                  ostatniego juz pisalam.
                  Jesli chce sie przejsc do przemyslu, nie jest to chyba tak wazne, duzo ludzi robi to bez dobrych
                  publikacji. A tam, jak sie awansuje, juz nie wiem...

                  Ciekawa tez jestem, jak jest w fizyce, pewnie jest podobne rozroznienie miedzy fiz. teoretyczna i
                  doswiadczalna. Moja kolezanka z liceum jest w bardzo dobrym (fizyka teoretyczna) w Oxfordzie i tam
                  pozostaje juz od dluzszego czasu, publikuje i nie wiem, czy chce awansowac.
                  Druga sprawa, to pewnie brytyjski system, z lecturerami, rozni sie troche od amerykanskiego...

                  Ale zrobilismy Itkowi dygresje, mam nadzieje, ze sie nie obrazi :-)

                  Szkoda, ze Broch nie pisze juz tutaj, pewnie moglby mnie skorygowac albo cos dodac, bo mozliwe, ze
                  cos widze nie do konca prawidlowo...
                  • nienietoperz Re: acknowledgments 15.07.07, 00:18
                    No to jeszcze jedno doprecyzowanie potrzebne - powiedzmy, ze jest sie
                    postdokiem. Jak rozumiem, nie ma szans na zalapanie sie na ostatnie,
                    profesorskie miejsce - a jesli schemat ustawiajacy kolejnosc jest sztywny, to
                    jak sie znalezc na miejscu nr 1?
                    U nas liczy sie prozaicznie ilosc (i jakosc) prac. To, czy sa wspolautorskie ma
                    raczej mniejsze znaczenie, kolejnosc ze zrozumialych przyczyn nie liczy sie
                    kompletnie?

                    Jesli chodzi o awanse, w mtyce jest o tyle inaczej, ze stosunkowo bardzo malo
                    jest `stalych' etatow czysto naukowych. Statystycznie po doktoracie ma sie
                    szanse na jeden, dwa postdoki, i potem trzeba sobie szukac pracy wykladowcy -
                    lepiej, jesli stalej (w USA po prostu tenure track), gorzej, jesli czasowej.
                    Zdarza sie tez, ze ktos dostaje stala prace bezposrednio po doktoracie, ale
                    wtedy musi byc naprawde wyjatkowy. No i nie miec ochoty na swawolne nic
                    nierobienie - w sensie nie zajmowania sie studentami.
                    • staua Re: acknowledgments 15.07.07, 01:24
                      Nie wiem, czy do konca rozumiem pytanie - na ogol kazdy w grupie ma swoj glowny projekt, z niego
                      powinny powstawac publikacje, w ktorych jest pierwszym autorem. czasem jakies projekty rozgaleziaja
                      sie i zazebiaja z innymi, czasem sie komus tam pomoze, czasem sie czegos nie dokonczy, ktos
                      przejmie projekt i zrobi wiecej, wtedy jest sie "srodkowym" autorem. Ja mam takie prace np. bo zajmuje
                      sie spektrometria mas, ktora czesto jest wykorzystywana jako metoda uzupelniajaca jakies badanie,
                      dlatego duzo mam takich wspolprac. Ale to troche strata czasu, wiec robie to tylko, jak jest latwe (kilka
                      razy wlaczylam sie we wspolprace, ktora zabrala mi duzo czasu i za ktores tam miejsce w publikacji to
                      sie po prostu nie oplaca, bo moglabym w tym czasie pracowac nad swoim projektem i miec pierwszego
                      autora szybciej).
                      Na pierwsze miejsce zawsze sa szanse. Rzadko nie udaje sie ich wykorzystac.
                      A ja mam techniczne pytanie - czy w matematyce jest taka publicznie dostepna baza publikacji jak w
                      naukach biol.-med. www.pubmed.org? Gdzie mozna sprawdzac publikacje ze swojej dziedziny
                      (najnowsze np.), kandydatow do pracy, potencjalnych szefow, albo znajomych?
                      Juz pewnie dzis nie odpiszesz, bo pozno u Was, do jutra wiec!
                      • nienietoperz Re: acknowledgments 15.07.07, 13:28
                        Pytanie zrozumialas dobrze, a przynajmniej na to wskazuje odpowiedz. Mysle, ze
                        pojalem juz, jak sprawa dziala - wczesniej nie wiedzialem o tym, ze bedac
                        postdokiem ma sie bezposrednio `swoj' temat, wydawalo mi sie, ze skoro wszyscy
                        sa wspolautorami, to i badania sa jakos wspolne. Teraz to od razu ma wiecej
                        sensu - duzo Ci sie udalo zrobic w swoim kawalku, to masz duzo prac ze swoim
                        nazwiskiem z przodu. Nota bene, co to znaczy u Was duzo? U nas jedna dobra
                        praca rocznie to zupelnie niezla srednia, co wiecej, to juz w zasadzie bonus.

                        W kwestii serwerow z publikacjami, jest tak: po pierwsze istnieje Mathscinet,
                        prowadzony przez American Mathematical Society: www.ams.org/mathscinet
                        Nie jest darmowy, ale standardowo prawa dostepu ma kazda wyzsza uczelnia
                        (powinnas sie byc w stanie zalogowac z pracy i wyszukac sobie jakies dane).
                        Zawiera w zasadzie pelna liste publikacji, ktore ukazaly sie w porzadnych
                        czasopismach, z tytulem, autorami, danymi bibliograficznymi, numerem
                        klasyfikacyjnym okreslajacym tematyke i krotkim opisem/ocena zawartosci (to
                        ostatnie polega na tym, ze kazda praca, ktora dociera do Mathscinetu jest
                        wysylana do 'fachowca' z dziedziny z prosba o pare zdan na jej temat).

                        Poniewaz proces publikacji pracy trwa od 6 miesiecy do 3-4 lat, coraz
                        popularniejszy jest Arxiv (www.arxiv.org), serwer, na ktory w zasadzie kazdy
                        moze wyslac swoje preprinty/ostateczne wersje. W zasadzie, dlatego, ze
                        teoretycznie za pierwszym razem potrzeba czyjejs rekomendacji, odrzucane sa tez
                        pliki bezsensowne na pierwszy rzut oka. Poniewaz nie ma procesu recenzyjnego,
                        preprint umieszczony na Arxivie nie jest czyms, co umieszczasz chocby w swoim
                        CV, moze za to dzialac jako argument w sprawie pierwszenstwa uzyskania wynikow.
                        Sam w praktyce wysylam prace na Arxiv dokladnie w tym samym momencie, kiedy
                        wysylam ja do czasopisma z prosba o pzryjecie do druku.

                        Z uklonami niedzielnymi,
                        NN
                        • staua Re: acknowledgments 16.07.07, 19:43
                          Dzieki za te baze AMS, rzeczywiscie, moge w niej sprawdzac nawet z domu, z
                          pracy musialabym, zeby sciagac cale publikacje. A idea Arxiv jest ciekawa.
                          Musze sprawdzic, jak to dziala (tam jeszcze nie zajrzalam)
                          Jedna dobra praca rocznie jako pierwszy autor to wedlug mnie tez bardzo dobry
                          wynik.
            • staua Re: acknowledgments 14.07.07, 17:35
              A, jeszcze dodam, ze takie prace, gdzie jest duzo autorow, to zazwyczaj efekt
              wspolpracy kilku grup i doswiadczenia w nich sa bardzo roznorodne i pozwalaja
              spojrzec na problem czy odkrycie z roznych stron - jedna grupa specjalizuje sie
              w biochemii, druga w genetyce, razem wychodzi im duzo wiecej i lepiej, niz moga
              zrobic oddzielnie.
              Ja tez sie staram zrozumiec, bo to bardzo ciekawe, w koncu matematyka od
              biologii nie jest az tak odlegla, wydawaloby sie, ale mysle, ze jesli chodzi o
              metody publikowania, blizsza jest wlasnie filozofii. Z mojej (szeroko pojetej)
              dziedziny tak, jak opisujesz, mogliby ewentualnie publikowac ludzie
              specjalizujacy sie w biologii teoretycznej.
              • zielka Re: acknowledgments 14.07.07, 21:29
                staua napisała:
                > jesli chodzi o
                > metody publikowania, blizsza jest wlasnie filozofii. Z mojej (szeroko pojetej)
                > dziedziny tak, jak opisujesz, mogliby ewentualnie publikowac ludzie
                > specjalizujacy sie w biologii teoretycznej.

                Statuo, to bylo do mnie? Jesli tak, to niejasno sie wyrazilam: w tradycji filo.
                anglosaskiej powiedzmy i kiedys polskiej, zwyklo sie podkreslac ze ten a ten
                punkt jest dzielem wspolpracy. W filozofii francuskiej natomiast (oraz
                niemieckiej i pewnie polskiej) cos takiego ma miejsce o wiele rzadziej, bo ci
                wlasnie filozofowie holduja tradycji kartezjanizmu (przez kartezjanizm rozumiem
                postawe zdradzona przez Kartezjusza w Pierwszej Medytacji: je [suis] ici, assis
                aupres du feu, vetu d'une robe de chambre, ayant ce papier entre les mains"...).
                • staua Re: acknowledgments 14.07.07, 22:52
                  Tak, to bylo tylko na podst. Twojego postu - widocznie zle cos zrozumialam. Teraz chyba juzlepiej.
            • staua Re: acknowledgments 14.07.07, 17:42
              > Czy w
              > naukach 'stosowanych' nie zdarza sie nigdy, ze szef zespolu odmowi
              > automatycznego dokladania swojego nazwiska do pracy, z ktora nie mial wiele
              > wspolnego?
              Jeszcze na to nie odpowiedzialam. Jesli praca pochodzi z jednej grupy, nigdy
              nie slyszalam o takim zdarzeniu. Z powodow wyjasnionych powyzej profesor jest
              zawsze w pracach (koordynuje wysilki, glownie). Jednak ma to tez swoj plus bo
              (teraz wkraczam juz na grzaski grunt moich opinii, nie faktow) ulatwia to
              publikacje (ha, ha), zwlaszcza, gdy profesor jest znany w danej specjalnosci.
              Tutaj moglabym wypisac duzo na temat systemu peer review. Gdy bylam doktorantka
              (tak mniej wiecej do polowy studiow doktoranckich) bylam bardzo naiwana i
              sadzilam, ze prace wysylane sa do recenzentow anonimowo. Niestety nie sa, i
              kazdy recenzent zna nazwiska autorow, wiec jakby na to nie patrzec, ma to wplyw
              na jego opinie o manuskrypcie (oczywiscie nie powinno, ale nie oszukujmy sie,
              ludzie sa ludzmi).
              Jedynym przypadkiem odmowy przez profesora (czy tez raczej "zrzeczenia sie")
              autorstwa pracy byla taka odmowa Philipa Sharpa, ktory wykreslil swoje nazwisko
              z publikacji, gdzie osoby z jego labu wspolpracowaly z innym labem (ktorego
              szef byl ostatnim autorem). Philip Sharp to noblista i oczywiscie ma tenure,
              nie potrzebuje grantow ani wiecej publikacji, niz ma, wiec to byl taki gest. A
              ten drugi profesor tez byl dostatecznie znany (i tez z MIT albo Harvardu, juz
              nie pamietam - o wlasnie, uczelnie tez sie licza ;-)), aby zapewnic publikacje
              w bardzo dobrym pismie.
    • samica1 Re: acknowledgments 14.07.07, 00:24
      Kiedyś miałam taką sytuację, że pani autorka chciała zamieścić podziękowania paru osobom, dosyć skromne, na stronie nie tak wyeksponowanej, jak "dedykacyjna", tylko za spisem treści lub tam, gdzie drukarnia daje stopkę, no i jakoś ten fakt dotarł do zainteresowanych - i wyrazili oni stanowczy sprzeciw, że w żadnym wypadku nie i nie, no i trzeba było wyrzucić z wielkim trudem sformułowane zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: "Dziękuję za udzieloną mi pomoc Państwu..., Panu..., Firmie..." :)
      • sutekh1 Re: acknowledgments 16.07.07, 14:20
        w ogromnej ilości książek podziękowania to normalny odzew za dar rozmowy czy
        konsultacji i pozytywnego/krytycznego (krytyka konstruktywna) wpływu z ust
        innych do uszu moich i do palców moich co tę książkę utkały.

        U FraNCUZów rzeczywiści emało albo wcale takich denks, widzem denks nieustannie
        i sam bedem pisał denks w knidze co ją redaguję.
        Lepiej porozmawiajmy o wstępach do książek naukowych, moim faworytem jest jak na
        razie wstęp do Knigi Tomasza bocheńskiego (nie pomne tytułu teraz) o Witkacego
        powieściach, z 1991 roku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka