Dodaj do ulubionych

rozwodnicy

09.08.07, 10:06
Jaki obraz tworzy Wam się w głowie na słowo "rozwódka" albo "rozwodnik" kiedy
mielibyście się z tą osobą związać??

Być może to krzywdzące, ale na słowo "rozwodnik" włącza mi się czerwona
lampka, bo skoro jest rozwiedziony to musiał być duży problem w związku, z
którym sobie nie poradzili, a skoro pomyśleli o rozwodzie to łatwiej tą samą
drogą ta osoba może rozwiązać mój związek. A do tego przecież dużo rozwodów
kończy się orzekaniem jego winy, co w większej mierze oznacza prawdę. Miałabym
duże opory związać się z rozwodnikiem. Nie bez znaczenia jest również dla mnie
dziecko ze związku rozwiedzionych, to również oznacza, że łatwiej może być tej
osobie się poddać niż walczyć o związek, czego żniwo zresztą zbieram we
własnym związku.

"Rozwódka" natomiast kojarzy mi się dwojako:
1) głównie jako zraniona łania, do której teraz trudniej dotrzeć (z punktu
widzenia zainteresowanego nią mężczyzny ale czasem i nie tylko)
2) kobieta mściwa i drażliwa (ale naprawdę w mniejszym stopniu)..
Obserwuj wątek
    • papuzka_gda Re: rozwodnicy 09.08.07, 10:37
      Hmm...pytanie w sumie ciezkie ale kiedy jest sie do czegos
      przekonanym to odpowiedz wrecz oczywista.
      Zawsze bylam na NIE w stosunku do starajacych sie o mnie facetow,
      kiedy byli rozwiedzeni...badz zonaci (no,w separacji, bo zona go nie
      rozumie).
      Dawno temu poznalam faceta, w pracy;) Mile spacery, szeptanie do
      ucha...a po 3 mies dowiedzialam sie,ze jest po rozwodzie. Był to dla
      mnie szok. dowiedzialam sie przez telefon...bo nie mial odwagi
      powiedziec mi tego w oczy...bo tak sie zlozylo,ze kiedys, na
      poczatku znajomosci powiedzialam,ze z rozwodnikami sie nie spotykam.
      Fakt,przezylam pozniej mile, piekne chwile i nie wykreslilabym ich
      ze swojego zyciorysu...ale zawarte pozniej zareczyny jednak zerwalam.
      Troche pozniej poznalam kogos innego...okazalo sie,ze jego zona
      poznala kogos przez net, ze ten ktos zostawil dla niej w innym
      miescie zone i 2 dzieci, i ze ona sie wlasnie od niego wyprowadza,ze
      zlozyla pozew o rozwod (staz malzenski 10 lat, bez dzieci).
      To byla taka znajomosc na wyjscia do kina, szybko zgasla.
      Nadal wiec uwazam,ze facet po przejsciach to nie facet dla
      mnie...ale nie mam nic przeciwko ludziom po rozwodach. To,ze komus
      sie nie udalo z jedną polowka pomaranczy (czy jablka) to nie
      znaczy,ze nie moze ulozyc sobie zycia na nowo, z kims innym.
      Jednak, moze zaleje mnie teraz lawina sprzeciwow, uwazam iz
      sluchajac jednej z pokrzywdzonych stron, znamy tylko prawde z jednej
      strony. Pisze to na podstawie obserwacji rozwiedzionych zarowno
      kolegow, jak i kolezanek. Jedna z nich mowi,ze wie jakie bledy
      popelnila w stosunku do swojego ex męża...i kolega o ktorym pisalam
      wyzej (10 letni staz malz) tez wie,ze popelnil kilka bledow. Tak
      wiec kazdy ma swoje racje....ale u mnie zapala sie lampka
      ostrzegawcza, kiedy chodziloby o moje zycie u boku faceta po
      przejsciach.

    • daisyka Re: rozwodnicy 09.08.07, 13:41
      A mi się rozwódka kojarzyła głównie z UWAGA
      - mam fajnego męża, ale lepiej niech zostanie mój a ona niech się
      trzyma z daleka-

      Jakoś nigdy nie kojarzyła mi się z biedną skrzywdzoną kobietką a
      raczej z odważną, która decyduje się na ten krok a nie pozostaje w
      toksycznym związku.

      Mogę jedynie teoretyzować, ale jeśli bym się zakochała w rozwodniku
      to musiałabym pokochać też jego byłą rodzinę inaczej nie miałoby to
      sensu, bo prędzej czy później przegrałabym gdybym chciała walczyć.
      • gonia28b Re: rozwodnicy 09.08.07, 20:35
        zgodzę się z Daisyką, rozwódka zawsze bardziej mi się będzie
        kojarzyła raczej z odważną, która decyduje się na krok we właściwym
        kierunku a nie pozostaje w toksycznym związku.

        Nie zabierałabym głosu, gdybym nie znała ludzi po rozwodzie.
        A w mojej najbliższej rodzinie rozwodnikiem jest mój brat.
        I co ciekawe orzeczona została JEJ wina.
        Po tym wszystkim mój brat przez około rok nie chciał nawet poznawać
        innych kobiet, mówił: "nigdy więcej żadnych bab w życiu".
        Ale na dzień dzisiejszy jest szczęśliwie i z wzajemnością zakochany.
        Mojemu bratu jakby ubyło... tak z dziesięć lat :)))

        Czytałam jakiś czas temu w którejś z kolorowej gazetce dla kobiet
        (claudia, czy olivia - już nie pamiętam) ciekawy artykuł na temat
        związku drugiego i kolejnego. Wynika z tego, że pierwszy nieudany
        związek zawsze jest lekcją na przyszłość, po to by kolejny związek
        był pełniejszy, bardziej udany :)
        • jahreshka Re: rozwodnicy 09.08.07, 22:05
          No i chyba musi coś w tym być - mam na myśli to, co zacytowała
          gonia28b. Mój mąż jest po rozwodzie. Wiedziałam to od początku
          naszej znajomości. Szczerze się przyznam, że gdy to usłyszałam, z
          ulgą przyjęłam wiadomość, że nie mieli dzieci - bo TO dla mnie byłby
          problem. Mąż nigdy nie twierdził, że rozwód nastąpił wyłącznie z
          winy jego eks-małżonki. W ogóle mało rozmawiamy na ten temat, ja nie
          drążę, bo w zasadzie mnie to mało interesuje. Ważne jest to, co jest
          teraz między nami. A jest dobrze :)
          Nigdy nie byłam uprzedzona do osób po rozwodzie. Różne rzeczy się w
          życiu dzieją, ludzie się zmieniają... I w sumie to dobrze, że
          istnieje instytucja rozwodu, bo inaczej może nie spotkałabym mojej
          ukochanej połówki :)
    • anna_sla Re: rozwodnicy 09.08.07, 22:15
      widać jak różne kręgi nas otaczają. Ja właśnie wśród swoich znajomych
      rozwodników, rozwódki to głównie właśnie te kobiety zranione łanie. Ostatnimi
      czasy rozwód to wcale nie jest już aż taka odwaga, coraz więcej świadomości
      wkrada się w nasze umysły i coraz mniej osób chce teraz pozwolić na krzywdzenie
      siebie a zwłaszcza dzieci. A mężczyźni rozwodnicy? To głównie alkoholicy bijący
      swoje żony bądź nagminnie zdradzający je. Na palcach u rąk mogę policzyć ile
      wśród tych mężczyzn jest takich co nie pasują do mojego wizerunku aczkolwiek
      widać po ich słowach iże też bez winy nie są. A jeden to już wybitny przypadek,
      rozwiódł się, bo żona go biła :D Zrobił sobie kilka obdukcji, nie tknął jej
      palcem, a jak tknął to było jedno pociągnięcie z główki gdy go biła i
      definitywny koniec związku. Zaraz się wyprowadził.. ale też bez winy nie był,
      ale przynajmniej nie stosował rękoczynów :D
      • gonia28b Re: rozwodnicy 10.08.07, 21:40
        kto winny, co jak i dlaczego - to już są szczegóły i generalnie jest
        to indywidualna sprawa każdego rozpadającego się związku

        a rozmawiamy chyba tutaj tylko o tym czy można rozwodnikowi/rozwódce
        zaufać? prawda?
        jak widać to we wszystkich wypowiedziach zależy to od samego
        człowieka, a nie od faktu, ze ma za sobą nieudany związek.
        Należy rozdzielić te dwie kwestie: osobowość człowieka a jakość
        związku.

        Moja exbratowa to w sumie całkiem z klasą babeczka, no ale cóż...
        dowody były niezbite... adwokat nie był już w stanie pomóc...
        żeby była jasność: nie mówię tutaj o rozmowach w sensie z aktualną
        partnerką na temat byłego związku, ale o same fakty - to co się
        działo w sądzie
    • debest3 Re: rozwodnicy 11.08.07, 22:40
      dziwnie sie czuję...jakbym był gorszy...jestem po rozwodzie...nie jestem
      alkoholikiem..praca mi nie pozwala na picie..z resztą nie miałem nigdy do tego
      ciągot...nigdy nie uderzyłem kobiety...brzydze sie taka przemoca..co nie oznacza
      ze jestem aniołem...starałem sie raczej byc partnerem...lubie gotowac...robic
      zakupy ...prasowac...z reszta robie wszystkie prace domowe..nigdy sie nie
      szlajałem..nie latałem za babami...hmmm a teraz słyszę ze jestem człowiekiem nie
      zasługującym na zaufanie....no ciekawe czuję jakby mi ktoś w twarz napluł..to że
      komus sie nie udaje to ma swiadczyć ze jest nic nie wart?..lepiej ciagnać
      zwiazek bez przyszłości ..zdradzac ..kłamac..niż uczciwie przyznac że to nie ma
      przyszłości..i ze nie jest dobrze...faktycznie po rozwodzie czułem obrzydzenie
      do kobiet...mimo ze to juz prawie osiem lat...jestem dalej nieufny..i nie
      zamierzam jak na razie szukać związku...ale to dobiło mnie kompletnie
      ...skreślać kogoś bo sie rozwiódł..hmmm
      • papuzka_gda Re: rozwodnicy 11.08.07, 23:23
        Nie nazwalabym tego skresleniem. Mam kilku swietnych kolegow po
        przejsciach...ale kolegow. A to,ze ja sie na jednym zawiodlam to nie
        znaczy ze maja byc tacy wszyscy.
        Wowczas,kiedy mialam wychodzic za maz wlasnie za rozwodnika, to
        akceptowalam cala jego przeszlosc, lacznie z wcinajaca sie do
        wszystkiego jego matka.
        Ale juz sam fakt,ze o jego rozwodzie dowiedzialam sie troche pozniej
        niz powinnam...i o paru innych sprawach rowniez...to mnie uprzedzilo
        do osob po przejsciach.
        Generalnie jednak nie jestem przeciwna;)
        Liczy sie osobowosc, czlowiek, to co soba reprezentuje.
        Ja przedstawilam tylko swoj poglad na moj zwiazek z osoba po
        przejsciach.
        • debest3 Re: rozwodnicy 11.08.07, 23:28
          zabrzmiało to jak ...fajny facet ..ale murzyn...poczułem sie takim
          murzynem...nie zdawałem sobie sprawy z tego ze ktoś moze tak rozumowac..az do
          dzisiaj..z reszta...co kogo obchodzi co ja czuję...jestem przeciez rozwiedziony...
          • daisyka Re: rozwodnicy 12.08.07, 00:06
            Hej mnie obchodzi!
            Widzisz masz teraz okazję, aby pokazać jak to jest z męskiego punktu
            widzenia i to w dodatku kogoś, kto sam to przeżył.
            Nie obrażaj się..co?-))))
      • anna_sla Re: rozwodnicy 12.08.07, 00:15
        Dziwię się, że tak to odebrałeś. Wcale nie oznacza to, że jesteś gorszy. Nie
        znam Cię, nie mogę nic zupełnie o Tobie powiedzieć, ale jak widzisz inne
        dziewczyny nie widzą rozwodników takimi oczami jak ja, bo ja faktycznie
        najwięcej rozwiedzionych mężczyzn dookoła to pijaków widzę. Sama o mało za
        rozwodnika nie wyszłam, naprawdę w porządku facet, a po latach dowiedziałam się,
        że powody jego rozbitego małżeństwa nie tylko leżały po jej stronie. Ma takie
        cechy, że gdybym to ja natknęła się na nie w swojej codzienności również dałabym
        nogi za pas i to pewnie równie szybko... Nie generalizuję, że wszyscy rozwodnicy
        są niedobrzy, nie temu ten post miał służyć. I choć napisałam, że na słowo
        "rozwodnik" zapala mi się czerwona lampka to jest to lampka ostrzegawcza ale to
        nie odbiera mu u mnie szansy (gdybym była wolna ma się rozumieć)..
    • debest3 Re: rozwodnicy 12.08.07, 00:36
      ....Ja sie nie obrażam..jestem raczej daleki od tego...ale po co mam mówić ...te
      stwierdzenie...ze wokół masz rozwodników samych pijakow...no ciekawe..był taki
      film Barei w którym dwóch klient przyszedł na skargę do kierownika sklepu bo
      podano mu kurczaka przez brudna szmate..a ekspedientka powiedziała ze on pewnie
      chciał ukraść tego kurczaka i że to złodziej...a druga mówi że tez napewno i
      pijak..bo kazdy złodziej to pijak..czyli taki stereotyp...prawda..z męskiego
      punktu widzenia..hmmm a co to znaczy...czy męski punkt widzenia jest lepszy
      mądrzejszy..?nie wydaje mi sie..to jest tylko utarty schemat..tak jak to ze po
      rozwodzie dziecko musi zostac przy matce...bo przeciez matka to matka..90%sądów
      przyznaje prawo do opieki matce..meżczyzna jest zawsze tym winnym jezeli nawet
      nie dla sądu to napewno dla kobiet....czyli ja jestem tym który juz raz zawiódł
      a ta biedna skrzywdzona kobieta przeze mnie cierpi..tak wg.tego toku
      rozumowania..to kazde bydle ,sadysta,złodziej,kłamca jest lepszy ode mnie bo
      trwa w jakimś tam związku...to powiedzcie czy mozecie sie mi dziwić że ja juz
      żadnego związku nie chce..po co ktoś mi ma wykrzyczec że już raz
      zawiodłem...tylko problem jest w tym czy to napewno byłem ja.....
      • anna_sla Re: rozwodnicy 12.08.07, 10:10
        to nie jest żaden stereotyp, akurat mam takie doświadczenia wyciągnięte z mojego
        nielicznego otoczenia, ale to nie oznacza, że każdy rowiedziony może być
        pijakiem i dlatego włącza mi się ta lampka. Każdego człowieka traktuje się
        indywidualnie, bo każdy jest inny, ale sam przyznasz, że odstraszające może być
        obciążenie rodziną rozwodnika? Alimenty te sprawy, no i czy dzieci zaakceptują i
        ta pierwsza żona.. to dość przerażające.

        Będąc panną jeszcze dochodził jeszcze jeden aspekt. Może bzdurny, ale.. marzył
        mi się ślub kościelny! A księża nie są zbyt chętni do udzielania ślubów z dyspenzą.

        A to, że raz "zawiodłeś" (albo i nie zawiodłeś, kto to tak naprawdę wie) nie
        czyni Cię gorszym od takiego co zmienia partnerki jak skarpetki, tylko o tym
        drugim możemy tego nie wiedzieć, a Ty masz swój zawód w papierach.

        Wierz mi naprawdę bałabym się czy rozwodnik wziąłby ze mną też rozwód przy
        jakichś niepowodzeniach. Skoro tak łatwo było podjąć decyzję pierwszy raz to
        można i kolejny. Niestety taka jest prawda, że często Ci, którzy mają z samym
        faktem rozwodu dużo do czynienia szybciej się poddają w związkach przy większych
        trudnościach. Mój mąż mówił o rozwodzie już 3 m-ce po ślubie!! bo coś tam się
        nie układało i nie chciało mu się układać tylko to ja wariat ganiałam wiecznie
        za nim by układać ciągle od nowa nasz związek. Z jego strony zbyt wiele wysiłku
        nie było. I w końcu dopiero jak go poprosiłam aby się wyprowadził (po 7 latach)
        to dopiero teraz naprawdę widzę u niego taki sam wysiłek w nasz związek jaki i
        ja wkładałam przez 10 lat.

        Co do sądów: ja akurat znam przypadek kiedy jego wina była oczywista (pił, bił
        żonę i dzieci, zdradzał) a mimo wszystko to ona była atakowana i wydzierano jej
        naprawdę wiele ze wszystkiego, nawet przydzielono mu weekendy sam na sam z
        dziećmi. A wtedy on upijał się i zostawiał dzieci same zastraszone przed
        telewizorem i wychodził pić dalej. Ona dostając cynk o takich wyjściach od jego
        sąsiadów, wzywała policję i z policją szli po dzieci (aby mieć dokument) a mimo
        to to ona wciąż była atakowana, dopóki gościu nie przyszedł pijany na jedną z
        rozpraw. Dopiero sędzina stonowała swój stosunek do niej i nareszcie dostała to
        co się jej i dzieciom należało.
        • debest3 Re: rozwodnicy 12.08.07, 15:42
          hmmm dziwnie to brzmi...takie rozważanie o związku z kimś przez pryzmat jego
          obciążeń finansowych czy poprzednią rodziną...albo ślub kościelny..może jest i
          ważny..ale czy ważniejszy od kogoś kogo się kocha..czy może nie jest to
          miłość...?przyznam szczerze..jestem wierzący ale do żadnego wyznania akcesu nie
          zgłaszam...a kleru zwłaszcza tego katolickiego nienawidzę...dość się napatrzyłem
          na to co wyrabiali w stanie wojennym z darami...jednym słowem nawrócili mnie
          dość skutecznie..ale nie odbiegając od tematu...ja nie potrzebuję czyjegoś
          uznania czy rozgrzeszenia..po prostu chcę żeby mnie traktowano jak wszystkich
          innych..a tak niestety nie jest..bo co znaczą słowa że mogę zawieść...a taki
          który jeszcze nie był żonaty to pewnie nie?bzdura...to wszystko zalezy od
          człowieka...a ty czy ty potrafisz powiedzieć co czuje człowiek zmuszony do
          takiego ostatecznego kroku jakim jest rozwód..wierz mi ze u mnie taka wiara w
          jakikolwiek szczęśliwy związek doznaje większych spustoszeń niż u ludzi będących
          nieszczęśliwymi ale właśnie w związku...to są setki godzin
          przemyśleń...dziesiątki prób...naginanie woli..czasem utrata godności...i
          ....aaa szkoda gadać bo to nie jest takie proste zeby to streścic...
          • anna_sla Re: rozwodnicy 12.08.07, 18:29
            wiem o tym.. rozwód nie jest łatwy, nie znam pary, która łatwo przez niego
            przeszła. Moja koleżanka przebyła taką wojnę ze swoim mężem o każdy cal majątku,
            o dzieci, o rodzinne, o święty spokój. Non stop przez kilka lat. Dziewczyna jest
            doszczętnie spustoszona w środku przez to a jeszcze nie doszli do rozprawy
            rozwodowej..
            • debest3 Re: rozwodnicy 12.08.07, 19:03
              hmmm ...nie rozwijam tematu..właściwie wszystko usłyszałem....
              • anna_sla Re: rozwodnicy 12.08.07, 20:36
                ale mam nadzieję, że nie gniewasz? i choć trochę zrozumiałeś co chciałam
                powiedzieć? bo przecież nie chciałam nikogo atakować
    • debest3 Re: rozwodnicy 12.08.07, 00:40
      ..a tak na marginesie ...to samo słowo rozwodnik czy rozwódka brzmi dla mnie
      trochę drażniąco...wole rozwiedziony i rozwiedziona..
      • daisyka Re: rozwodnicy 12.08.07, 22:05
        To tak jak dla mnie słowa mąż żona brzmią tak hmmm głupio.
        To jest mój mąż-staram się je zastepować kiedy się tylko da-))))
        • witaminka29 Re: rozwodnicy 13.08.07, 08:08
          nienawidzę tych słów brzmią fatalnie, kiedy wyrabiałam swego czasu nowy dowód
          pani zaproponowała mi w urzędzie wpis rozwódka, no oczywiście padł od razu
          śmiech na sali i wpis pojawił się "stan wolny"...
          no ale do tematu:
          cóż różnie to bywa w związkach, u mnie rozwód bez orzekania o winie tylko
          dlatego żeby było szybciej (głupie no nie) ale ewidentnie wina po stronie faceta
          ale nie wiem czy go to skreśla z listy dobrych facetów może po tylu latach coś
          się zmieniło...a co do kobiety no cóż spotkałam się z czymś takim choć nie
          osobiście że kiedy kobiety słyszą że w ich towarzystwie pojawia się rozwódka no
          to znaczy że trzeba męża bardziej pilnować...

          Osobiście uważam niestety że na ludzi po rozwodach patrzy się jak na tzw. z
          odzysku (to ulubione określenie mojego byłego M) to znaczy nie tyle gorszych ale
          właśnie takich którzy sobie z życiem we dwoje nie radzą, kompletnie błędne
          myślenie...

          Ale nakręciłam :((
          • anna_sla Re: rozwodnicy 13.08.07, 08:15
            słowo konkubina, konkubent też brzmią okropnie, jak śmieć i dokładnie tak się
            czułam mieszkając ze swoim mężem jeszcze wtedy przed ślubem i naszła nas policja
            pytając kim ja jestem i ta ich reakcja, że nie żona.. okropność.. jak śmieć!
            Wydaje mi się, że to gorsze od rozwódka czy rozwodnik..
            • witaminka29 Re: rozwodnicy 13.08.07, 08:27
              oj tak, ja też kiedyś jak mnie się zapytano gdzie pani mieszka powiedziałam że z
              narzeczonym a dla pani znaczyło konkubent bleeee
    • karolcia65 Ania, nie przesadzaj :-) 25.08.07, 00:06
      Hej,

      Ja sama jestem rozwodka, zwiazana wezlem malzenskim z rozwodnikiem z
      dzieckiem.
      Samo zycie.
      Posrod moich znajomych tez sa rozwodnicy. Nie ma w tym nic zlego.

      Decyzje rozwodowe uwazam za dojrzalosc zyciowa. Jesli razem dalej
      sie nie da, to po co sie zmuszac w imie nie lamania przysieg. I co
      mamy w efekcie koncowym? Dwoje nieszczesliwych ludzi. Jesli
      oczywiscie nie ma dzieci.

      Ja Bogu dziekuje, ze podjelam decyzje o rozwodzie. W przeciwnym
      razie nigdy nie spotkalabym mojego meza i nie mialabym moich
      slicznych trzech Tulinek.

      Jak o mnie chodzi, zgas ta czerwona lampke. Nie ma sensu, by sie
      palila.

      Pozdrawiam,

      Karolcia
      • lotos.flower Re: Ania, nie przesadzaj :-) 26.08.07, 04:48
        Ja też jestem po rozwodzie, drugi raz wyszłam za mąż.
        Przeprowadziłam z byłym ciężką wojnę ale teraz nasze stosunki sa poprawne.
        Jednak gdyby mój obecny mąż jako główną przeszkodę miedzy nami ustawił rozwod to
        nie byłabym tak szczęśliwa jak jestem obecnie.
        :)
        • anna_sla Re: Ania, nie przesadzaj :-) 26.08.07, 11:39
          ale to nie jest przecież jako przeszkoda, tylko pierwszy znak, że na tym polu
          może po prostu zabraknąć trochę ufności ewentualnemu zainteresowanemu (tu
          głównie mówię o sobie).. zupełnie nie tak to zrozumieliście..
          • lotos.flower Re: Ania, nie przesadzaj :-) 26.08.07, 12:38
            możliwe że wyszło małe nieporozumienie, nie da się tak po prostu napisać o
            obawach rozwodki lub człowieka który ewentualnie moze sie z nią związać. To
            wszystko tak naprawde ma drugie dno i nawet nasze reakcje moga być
            nieprzewidziane. Bo nagle może nastąpić bum i zakochasz sie w facecie z
            przeszłością tak że nic nie będzie ważne. Wiem, że mój mąż 'bał się' matki z
            dzieckiem dopóki mnie nie poznał :P tak więc wszystko się może zdarzyc :)
            • anna_sla Re: Ania, nie przesadzaj :-) 26.08.07, 13:55
              no nareszcie doszliśmy do jakiegoś konsensusu :))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka