daria13
17.10.07, 16:40
Dawno nie pisaliśmy o filmach. Ostatnio urzekł mnie film amerykańsko-
nowozelandzki Prawdziwa historia w reżyserii niejakiego Rogera
Donaldsona, z największym atutem w postaci roli Anthonego Hopkinsa.
Film z pewnością nieaspirujący do wielkiego dzieła, ale stanowiący
miłą odmianę wobec innych produkcji zza oceanu. Obraz będący przede
wszystkim pochwałą ludzi oddających się bez reszty pasji, na przekór
wszelkim przeciwnościom. Główny bohater w wyniku żmudnych
przygotowań i dzięki pomocy różnych ludzi tzw. dobrej woli startuje
w jesieni życia w konkursie ustanowienia rekordu szybkości na swoim
też wiekowym motocyklu (coś dla Kriska - jemu szczególnie gorąco
polecam).Facet jest biedny, stary, schorowany, ale ani na chwilę się
nie poddaje. Było o tym wiele filmów, ale ten ma wyjątkowo dużo
ciepła i pozytywnej energii, głównie zresztą dzięki roli Hopkinsona.
Bardzo budująca jest też postawa osób, które pojawiają się na jego
drodze (większa część filmu, to podróż z Nowej Zelandii do słonego
jeziora w Utah). To inna Ameryka niż ta, którą nam się najczęściej
pokazuje, może dlatego, że rzecz dzieje się w latach
sześćdziesiątych, a może potrzebne są czasami filmy pozytywne, o
pozytywnych uczuciach i zachowaniach, z pozytywnym przesłaniem? No i
bohater nietypowy, bo już wiekowy i z problemami zdrowotnymi. W
każdym razie coś innego. Szczerze polecam.
Pozdrawiam:)