06.01.08, 19:24
Pamiętam z prowadzonej onegdaj na FK ozywionej dyskusji, ze jest
wśród nas spora liczna osób, które Pokute czytały. Wczoraj miałam
okazję obejrzeć ekranizację w reżyserii Joe Wrighta (wcześniej
ostatnia wersja Dumy i uprzedzenia) z Keirą Knightley i Jamesem
McAvoyem (dla niektórych byrzydal z Ostatniego króla Szkocji)w
rolach głównych.
Jestem ciekawa, czy ktoś z Was już widział i zechciałby sie
podzielić wrażeniami. Chętnie bym podyskutowała. Na razie powiem
tylko, że jak w większości przypadków ekranizacja nie dorównała
oryginałowi, ale film nie był zły, nawet mimo Keiry;)A McAvoy wcale
brzydki nie jest, nawet wręcz przeciwnie.
Pozdrawiam:)
Ps. Film trafi na nasze ekrany w lutym, więc możemy z dyskusją
poczekać, albo możemy zacząć teraz, ale bez odsłaniania szczegółów.
Obserwuj wątek
    • formaprzetrwalnikowa ja tylko babski sprzeciw! 06.01.08, 20:26
      ten PRZYSTOJNIAK z seksownym szkockim akcentem.
      szkoda, ze w Atonement mowi juz bez tego akcentu.
      a w filmie najbardzeij podobało mi sie zgranie obrazu z dzwiękiem
      (swietna scena klekoczącej w tle maszyny do pisania przechodzącej w
      odgłos kroków po szpitalnym korytarzu).
      wole książkę.
      • nienietoperz Re: ja tylko babski sprzeciw! 07.01.08, 11:20
        Ja filmowi z wylaczeniem pierwszych dwudziestu minut i moze
        dwudziestu minut z londynskich szpitali mowie nie, nie, nie. Po
        czesci pewnie dlatego, ze `Atonement' to jedna z moich ulubionych
        ksiazek, ale tez z powodow bardzo konkretnych:
        - sceny wojenne nie sluza niczemu oprocz pokazaniu 'Panie, jakie my
        to potrafimy porzadne widoki krecic, ilu to statystow i jakie piekne
        plonace samochody'
        - cala seria wysoce irytujacych dodatkow i modyfikacji, ktore
        sprawiaja wrazenie dodanych z uwagi na to, ze Wielki Przeboj Filmowy
        musi je miec: `zabawny kolega-przyjaciel' z marszu przez Francje,
        brutalne udoslownienie sceny z biblioteki (w powiesci jest ona
        znacznie mniej `zaawansowana' a wcale niemniej seksualna), i tak
        dalej
        - kompletnie niewybaczalny final, scinajacy wszelkie subtelnosci
        ksiazkowe do banalnego rozwiazania
        - irytujaca muzyka, operujaca na zasadzie prostych skojarzen - a,
        teraz romantycznie, to smyczki, teraz dramatycznie, to moze
        wiolonczela, i tak dalej. Zgadzam sie, ze na poczatku efekt maszyny
        do pisania jest OK, ale juz za 17ym razem mialem wrazenie, ze juz
        wiem, co tworcy chca przez to powiedziec, a jesli jeszcze nie wiem,
        to juz sie i tak nie dowiem: STOP IT!

        Na plus:
        - teatralnosc scen z pierwszej czesci
        - sekwencje ze szpitalem, gdzie pracuje Briony
        - no i mokra Keira Knightley.

        Kolega McAvoy skadinad lepiej wypada chyba w rolach mniej idealnych.

        Z uklonami,
        NN
        • formaprzetrwalnikowa scena z biblioteki i 'epilog' 07.01.08, 12:57
          a ja myslalam, ze mi sie cos pomylilo i czas mi pamiec uszkodzil!
          wiec jednak ta scena nie byla taka doslowna.

          'epilog' - juz w ksiazce mi sie nie podobal pomysl 'rozwlekania'
          tego na forum publicznym. w filmie w ogole na scene wywiadu
          machnelam reka, uswiadamiajac my other half, ze 'to nie tak jak bylo
          w ksiazkach'.

          sceny wojenne widzialam wczesniej wiele razy w lokalnej telewizji -
          do obrzydzenia (byly krecone na plazy w okolicy), jakos nie moglam
          zobaczyc tej 'najwspanialszej sceny wojennej od czasow ...(nie
          pamietam, co podano)'. ale mnie wojenne sceny w zadnym filmie nie
          interesuja.
        • ydorius no nie! 09.03.08, 16:27

          Po pierwsze więc, wychodzi na to, że czasem lepiej nie czytać :-). Bo dzięki
          temu człowiek nie ma specjalnie wygórowanych oczekiwań i może taką pokutę
          łyknąć, choć nie powie o niej, że miód i delicje.

          Z nienie zgadzam się w jednym: finał jest straszny, amerykańskie "no więc
          powiemy wam o co chodzi". Błe.

          Ale gromkie "NIE!" dla:
          > - irytujaca muzyka, operujaca na zasadzie prostych skojarzen - a,
          > teraz romantycznie, to smyczki, teraz dramatycznie, to moze
          > wiolonczela, i tak dalej. Zgadzam sie, ze na poczatku efekt maszyny
          > do pisania jest OK, ale juz za 17ym razem mialem wrazenie, ze juz
          > wiem, co tworcy chca przez to powiedziec, a jesli jeszcze nie wiem,
          > to juz sie i tak nie dowiem: STOP IT!"

          Tylko z ciekawości któż tak pięknie gra zdzierżyłem do napisów końcowych.
          Fenomenalnie zgrana muzyka z filmem. Maszyna do pisania i walenie parasolką
          stające się zaczątkiem melodii - świetne. Trochę tylko, miejscami, i nie a
          specjalnie nawet - irytujące było to, że motyw główny jest zerżnięty z III
          Symfonii Beethovena. Ale wybaczam, bo dawno mi już tak ładnie obraz z dźwiękiem
          nie pasował do siebie.

          m,
          .y.
          • nienietoperz Re: no nie! 10.03.08, 01:16
            ydorius napisał:

            > Ale gromkie "NIE!" dla:
            > > - irytujaca muzyka, operujaca na zasadzie prostych skojarzen - a,
            > > teraz romantycznie, to smyczki, teraz dramatycznie, to moze
            > > wiolonczela, i tak dalej. Zgadzam sie, ze na poczatku efekt
            maszyny
            > > do pisania jest OK, ale juz za 17ym razem mialem wrazenie, ze juz
            > > wiem, co tworcy chca przez to powiedziec, a jesli jeszcze nie
            wiem,
            > > to juz sie i tak nie dowiem: STOP IT!"
            >
            > Tylko z ciekawości któż tak pięknie gra zdzierżyłem do napisów
            końcowych.
            > Fenomenalnie zgrana muzyka z filmem. Maszyna do pisania i walenie
            parasolką
            > stające się zaczątkiem melodii - świetne. Trochę tylko, miejscami,
            i nie a
            > specjalnie nawet - irytujące było to, że motyw główny jest
            zerżnięty z III
            > Symfonii Beethovena. Ale wybaczam, bo dawno mi już tak ładnie
            obraz z dźwiękiem
            > nie pasował do siebie.
            >

            Y. drogi, naprawdę nadal myślisz to co pisałeś byłeś? Zdawało mi
            się, że ścieżka dżwiękowa Pokuty wyrażała głęboko to, co w
            `klasycznej wersji' muzyki filmowej najgorsze. Fajny pomysł z
            maszyną, zarżnięty stukrotnym wykorzystaniem, a poza tym prozaiczne
            skojarzenia (wolno, znaczy dramatycznie, głośno, znaczy scena
            pejzażowa, i tak dalej). Proponuję jako materiał porównawczy choćby
            `No Country For Old Men', gdzie muzyka jest integralną częścią
            historii a nie jej podkreślaniem z wdziękiem i delikatnością godną
            brytyjskiej nastolatki w czwartek wieczorem.
            Z ukłonami,
            NN
            • ydorius Re: no nie! 10.03.08, 14:11

              Hm, napisałem to dopiero wczoraj, więc przynajmniej do jutra tak właśnie będę
              myślał zapewne :-)
              Puściłem sobie jeszcze raz soundtrack do Pokuty, tak żeby się przekonać. No i
              trafia do mnie ta muzyka, kurczę.

              Może zresztą (teraz będę zbliżał stanowiska) ja w gruncie rzeczy oddzielam
              muzykę od filmu i funkcjonują one dla mnie autonomicznie (tak mam z godzinami,
              aberdeen, requiem dla snu i innymi filmami, które lubię, ale do których muzyka
              stała się wydarzeniem zupełnie od obrazu oderwanym). A dla Ciebie - jeśli dobrze
              rozumiem - istotne było to, że wali po synapsach, gdy dramatycznie i głaszcze po
              głowie, gdy miło. Na płycie tego jednak nie słychać i (mi przynajmniej) słucha
              sie tego nieźle (koniec zbiżania stanowisk).
              Ale jednak, mimo wszystko, uważam, że ładne było przełożenie obrazu na mzuykę. I
              tych denerwujących wzmocnień nie zauważyłem...

              m,
              .y.
              • nienietoperz Re: no nie! 10.03.08, 15:11
                ydorius napisał:

                > Może zresztą (teraz będę zbliżał stanowiska) ja w gruncie rzeczy oddzielam
                > muzykę od filmu i funkcjonują one dla mnie autonomicznie (tak mam z godzinami,
                > aberdeen, requiem dla snu i innymi filmami, które lubię, ale do których muzyka
                > stała się wydarzeniem zupełnie od obrazu oderwanym). A dla Ciebie - jeśli dobrz
                > e
                > rozumiem - istotne było to, że wali po synapsach, gdy dramatycznie i głaszcze p
                > o
                > głowie, gdy miło. Na płycie tego jednak nie słychać i (mi przynajmniej) słucha
                > sie tego nieźle (koniec zbiżania stanowisk).

                I tu się możemy zgodzić zupełnie - jakoś tak mam, że o ile ogólnie muzyka nie
                jest mi obojetna i jestem się w stanie zaangażować, to podczas oglądania filmu
                wolę, żeby była z jednej strony `przezroczysta' a z drugiej bezpośrednio z
                obrazem związana. Przykładem niech będzie jedna z moich ukochanych ścieżek
                dźwiękowych, czyli `Pi'. Nigdy by mi nie przyszło do głowy słuchać jej od filmu
                niezależnie, a za każdym obejrzeniem filmu od nowa zaskakuje mnie energią i
                adekwatnością.

                No właśnie, Twacze pozostali: czy traktujecie muzykę filmową jako kawałek muzyki
                jako takiej (jak zdaje się Y.) czy jako zjawisko ciut odrębne (jak zdaje się
                NN.)? Słuchacie soundtracków niezależnie od
                towarzyszących im w zamierzeniu obrazów?

                Z ukłonami,
                NN
                • mamarcela Re: no nie! 10.03.08, 15:22
                  Słuchamy. Choć oczywiście nie wszystkich.
                  Niektórych z pasją wielką słuchamy. Niektórych od wielu lat ciągle i na okrągło.
                • kubissimo Re: no nie! 10.03.08, 17:24
                  no ba, sluchamy i to z wielkim zapalem.
                  Do tego nawet w ogromnym oderwaniu od filmu, bo moim ulubionym
                  soundtrackiem jest plyta z "Barry'ego Lyndona", ktorego wciaz
                  jeszcze nie widzialem :)
                • itek1 Re: no nie! 10.03.08, 20:53
                  Traktuje muzyke filmowa jako zjawisko jednak odrebne, ale niekiedy chetnie jej
                  slucham w oderwaniu od filmu-b.lubie np.soundtrack z Million Dollar Baby jest
                  swietny w polaczeniu z obrazem, jak i bez niego.
    • beatanu Re: Atonement 07.01.08, 12:39
      Widziałam tylko zajawki, bo u nas film ma wejść na ekrany chyba w
      przyszłym tygodniu, ale ponieważ nie przeczytałam jeszcze książki
      (która leży na półce od dawna) wstrzymam się z filmem, bo jednak
      wolę słowo pisane...

      A tak zupełnie a propos słonia, to widziałam wczoraj "Norymbergę",
      spektakl teatru telewizji sprzed ponad roku i... nie mogę o nim
      przestać myśleć. Kapitalny scenariusz Wojciecha Tomczyka, świetna
      reżyseria Waldemara Krzystka i genialna gra Janusza Gajosa i
      Dominiki Ostałowskiej. Perełka! Widział ktoś?
    • 3promile Re: Atonement 07.01.08, 20:44
      Przedwczoraj nie było żadnej ożywionej dyskusji, kochaniutka.
      • daria13 Re: Atonement 08.01.08, 13:59
        Dzięki, gdzies , kiedyś się utrwaliło i zostało. Teraz będę pamiętała na wieki:)
        A co do Pokuty, to choć zgadzam się z zarzutami Nienietoperza, to filmu jako
        całosci aż tak bym nie przekreślała. Ciężar gatunkowy unosi pierwsza część
        (podobnie jak, moim zdaniem, w książce), zakończenie bardzo uproszczone, wręcz
        spłaszczone musiało chyba jednak przybrać taką formę, głównie dla osób
        nieczytających książki, bo w inny sposób trudno byłoby całość podsumować,
        dopowiedzieć. Wiem, też jestem zwolenniczką niedopowiedzeń i subtelności, ale
        tutaj musiał powstać jakiś komentarz, bo brak pewnych informacji bardzo
        zubozyłby treść filmu.
        Zbierałam opinie osób, które oglądały film bez wcześniejszej lektury książki i w
        większości przypadków były to opinie pozytywne.
        Nie rozczarowałam się tak bardzo filmem, obawiałam się bowiem, że będzie
        znacznie słabszy, zwłaszcza jak zobaczyłam nazwisko Keiry w obsadzie. W sumie
        mogło być gorzej.
        P:)
        • brunosch Re: Atonement 09.01.08, 18:49
          Ciężar gatunkowy unosi pierwsza część (podobnie jak, moim zdaniem, w
          książce), zakończenie bardzo uproszczone, wręcz spłaszczone musiało
          chyba jednak przybrać taką formę, głównie dla osób nieczytających
          książki, bo w inny sposób trudno byłoby całość podsumować,
          dopowiedzieć. Wiem, też jestem zwolenniczką niedopowiedzeń i
          subtelności, ale tutaj musiał powstać jakiś komentarz, bo brak
          pewnych informacji bardzo zubozyłby treść filmu.
          ***
          Genialna fraza! Genialna!
    • paolo630 Tengiz Abuładze... 20.02.08, 23:25
      ...nakręcił kiedyś film o takim samym tytule tylko pisanym cyrylicą.
      Obejrzenie srajlerów odstrzeliło dogorywające zainteresowanie
      płaszczyznami Keiry i wznieciło tęsknotę za prawdziwą Pokutą.
      Świetną na Wielki Post jej poświęconej.
      • monikate Re: Tengiz Abuładze... 21.02.08, 16:50
        "Pokuta" Abuładze jest znakomita. Tak ją zapamietałam.
        A co "Pokuty" wg powieści McEwana, powiem przewrotnie, że mam ochotę
        zobaczyć ten film właśnie ze względu na Keirę. Niech sobie będzie
        drewniana, niech będzie, że talentu nie ma i co z tego? Ja chę
        oglądać, jaka jest śliczna. I tyle. Uczestnictwa w codziennej
        szarzyźnie mam dosyć, w kinie chcę nacieszyć oczy i swój zmysł
        estetyki. Czy inne sprawy przedstawione w filmie nie przytłaczają
        aby Keiry? Czy film nie jest tzw. akademicki? Jak np. "Angielski
        pacjent", który mnie prawie uśpił?
        Nie tak całkiem dawno filmy robiło się pod gwiazdy, bo wiadomo, że
        na widowisko z Gretą Garbo, boską Marleną czy Marylin M. każdy
        pójdzie. I komu to przeszkadzało?
        To na razie tyle dygresji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka