Dodaj do ulubionych

Muszę sie wygadać:-(

24.02.08, 15:56
Pewnie nikt tego nie przeczyta ale muszę się wygadać i niestety nie ma komu
więc klawisze kompa przyjmą to wszystko...
i najgorsze, że nie wiem od czego to wszystko rozpocząć....
Leżę w szpitalu i mam tu dużo czasu na przemyślenia o swoim życiu o tym co
sie w nim dzieje i działo. Czym jest miłość, czym jest przyjaźń i co w życiu
ma sens. Kiedyś wydawaLo mi się, że mam szczęśliwe dzieciństwo i nagle bum
okazało się, że jestem chora, nikt nie wiedział tak do końca co mi jest.
Musiałam szybko dorosnąć iżyć dalej Rodzina nie chowała mnie przez to pod
kloszem a stawiała jeszcze wyższe poprzeczki bym wszystkim pokazała na co mnie
stać. Wokół miałam masę znajomych koleżanek i kolegów.
Potem liceum, studia praca i nagle pogorszenie stanu zdrowia. Załamanie
kompletne. Nagle jak grom spadła na mnie miłość, poznałam wspaniałego chłopka,
któremu nie przeszkadzała moja choroba, chciał być ze mną i opiekować się mną.
Było wspaniale kończyłam zaocznie studia, pracowałam i byliśmy szczęśliwi.
Niestety po dwóch latach nagle mu się coś odmieniło choroba stanowiła dla
niego coraz większy problem, były ciągłe kłótnie, że nie mam siły iść na
imprezę po całym tygodniu ciężkiej pracy (a on siedział w domu, bo żadna praca
mu nie odpowiadała)więc ja nadal pracowałam za dwóch. BYłam coraz słabsza i
nie miałam już żadnego oparcia w nim a wręćz czułam się terroryzowana
psychicznie ale bałam się odejść, bałam się samotności. Za jego namową
pojechałam do sanatorium by odpocząć i sie podleczyć, jak twierdził dla
naszego dobra. Niestety jak wyjechałam to on zaczął poznawać inne kobiety i
bawić się doskonale i nie obchodziło go co jest ze mną. Po powrocie było
jeszcze gorzej, codzienne awantury i jego wyjazdy na całe weekendy. BYłam
wykończona w końcu znajomi nie wytrzymali spakowali moje rzeczy i podjeli
decyzje za mnie. Pomogli znaleźć mieszkanie i odciąć sie od tego człowieka, z
którym byłam 5 lat. Długo nie mogłam się pozbierać po tym wszystkim a niestety
nie było to obojętne dla mojego zdrowia. Ale dopiero będąc z dala od tego
człowieka zobaczyłam w czym tkwiłam i jak byłam słaba. Próbowałam się później
z kmś związać niestety nie potrafiłam, w każdy widziałam jego i strach mnie
paraliżował. MOje zdrowie bardzo sie pogorszyło. Niedawno po 3 latach
odważyłam się zaufać mężczyźnie i to kolejny błąd w moim zyciu... na początku
było słodko miło i choroba nie przeszkadzała, niestety to były wszystko
kłamstwa , szybko sie mu znudziło, teraz ja leżę w szpitalu a on doskonale sie
bawi i nawet nie potrafi spojrzeć mi w oczy czy choćby zadzwonić i zapytać się
o zdrowie. Leżę tu w szpitalu sama jak palec, znajomi mają swoje zycie i
przypominają sobie o mnie tylko jak oni coś potrzebują.... Niedawno chciałam
już przerwać leczenie bo po co dla kogo to wszystko.... Czy na tym świecie są
jeszcze ludzie którzy potrafią naprawdę kochać, zyc dla kogos bezinteresownie
? Coraz częściej myslę że to juz nie ma sensu, osoba chora nie ma prawa do
miłości, do szczęścia.... W życiu zawsze stawiałam sobie wysoko poprzeczkę i
starałam się ja pokonywać. A teraz leżę tutaj i czuję się bezradna.... 28
letnia Poznanianka :-(

Obserwuj wątek
    • agadelm Re: Muszę sie wygadać:-( 24.02.08, 19:26
      Cześć. Wprawdzie jestem okazem zdrowia, wiec możesz pomyśleć jaki
      cel ma moja odpowiedź. Otóż łączy nas brak "szczęścia do związków".
      Musisz być silna, żyjesz dla siebie, nie dla drugiej osoby. Napewno
      jeszcze spotkasz kogoś z kim będziesz szczęśliwa. Może po powrocie
      ze szpitala zapisz się na jakiś kurs. Poznasz nowych ludzi, a przy
      okazji czegoś się nauczysz. Powodzenia i trzymaj się ciepło.
    • adik23 Re: Muszę sie wygadać:-( 25.02.08, 09:51
      ...dosyć często przeglądam to forum, jednak bardzo rzadko cokolwiek piszę...
      Nie odwiedzę Cię w szpitalu, bo nie znam adresu...
      Często powtarzam sobie i innym, że w życiu liczy się tylko Miłość i Zdrowie. Jakkolwiek banalnie i "słodko" by to brzmiało tak właśnie uważam i staram się codziennie o tym pamiętać, w różnych sytuacjach.
      Czasem z takimi "poglądami" w dzisiejszych czasach nie jest łatwo...
      Często obserwuję ludzi i sam już nie wiem....czy ze mną jest coś "nie tak"....ludzi, którzy zachowują się tak jakby nie wiedzieli, że nie zawsze będą piękni, młodzi, zdrowi, że w każdej chwili wszystko może się zmienić....ludzi, którzy kłócą się o jakieś rzeczy, bzdury, które nie mają absolutnie żadnego znaczenia...widzę znieczulicę, brak empatii i powierzchowne traktowanie... Czasem zdarzają się wybitne "jednostki", które nie patrzą tylko na własne "ja", na swoją wygodę, bezpieczeństwo. Nawet udało mi się spotkać osobiście takie osoby.
      Nie piszę, żeby Cię "pocieszyć" (jakkolwiek głupio by to brzmiało), czy dodać "sił", bo nic nie zastąpi obecności drugiego człowieka.
      Po prostu przeczytałem co napisałaś i "jakoś tak"...
      27 letni nie Poznaniak, ktoś , po prostu "ktoś".....
      • agata2909 Re: Muszę sie wygadać:-( 25.02.08, 10:37
        Wiem, że to żadne pocieszenie ale wkoło jest mnóstwo samotnych ludzi,
        wykorzystanych przez innych, niedocenianych. I opowieści, że "w końcu spotkasz
        tego jedynego" wcale nie okazują się prawdą. Nie wiem czemu tak jest, że związki
        są tak powierzchowne. Czasami wątpię czy ludzi wiedzą co znaczy miłość. Dla mnie
        to przede wszystkim szacunek dla drugiego człowieka, dla jego uczuć. Zgadzam się
        z Adikiem, czasami trudno jest żyć w takim świcie ludziom którzy maja jakieś
        zasady, wyznają wartości.
        W jakimś sensie jestem w podobnej sytuacji co Ty. Po 2 latach związku zostałam
        sama w pustym mieszkaniu. Mam przyjaciół, znajomych ale czegoś brakuję.
        Nie znam recepty na życie, nie wiem co zrobić gdy jest źle i serducho boli. To
        banalne ale po prostu trzeba żyć, szukać pozytywnych rzeczy, nie myśleć(choć to
        trudne, szczególnie na początku) o złych. Czasami się wypłakać.
        Pozdrawiam Cię serdecznie i przede wszystkim życzę dużo zdrowia!
        • prawdziwyanna_maria1980 Re: Muszę sie wygadać:-( 25.02.08, 16:44
          Dziekuje bardzo, fajnie, że są jeszcze tqcy ludzie...
    • akraw.7 Re: Muszę sie wygadać:-( 26.02.08, 01:30
      Tak, są jeszcze tacy ludzie. Myśle, że jest nas wielu. Ja jestem
      samotną mamą i właśnie dzieci trzymają mnie przy życiu. Może to
      kontrowersyjne co teraz napiszę, ale ale gdybym miała żyć jeszcze
      raz i nie spotkac miłości, tej jedynej i wilkiej, to przynajmniej
      chciałabym miec dzieci. Mężczyźni przychodza i odchodzą, a dzieci są
      zawsze. Nie chodzi mi tu o bliskość jako bliskośc, ale o to że jest
      kogo kochać.
      Jesli masz ochotę, to moge Cię odwiedzić w szpitalu, bo jestem z
      Poznania i mimo iż wiele w zyciu przeszłam, staram się być wesoła
      i "jakoś sie trzymać",
      czego i Tobie zyczę :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka