Dodaj do ulubionych

Książki a życie prywatne

15.04.08, 11:25
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80281,5111269.html
Ja też uważam, że "Korekty" są przereklamowane :) Rzucicie mnie z tego powodu?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Książki a życie prywatne 15.04.08, 13:45
      Moim zdaniem - przede wszystkim nie można być ze snobem.
      • braineater Re: Książki a życie prywatne 15.04.08, 14:20
        Dzizas, poczytałem ten artykuł s rana i do teraz się zastanawiam, jak ludzie, co czytają, część bodaj nawet zawodowo, mogą być takimi debilami. Co ma związek uczuciowo-erotyczny wspólnego z czytaniem, czy czymkolwiek w temacie gustów ogólnokulturowych, to dalibuk, nie kumam ni w ząb.

        P:)
        • zielka Re: Książki a życie prywatne 15.04.08, 19:59
          E tam, pamietam w podstawowce, ze ci faceci, co sluchali Slayera i gardzili
          NKOTB, zrobiliby wszystko zeby pocalowac niejaka Iwonke, mimo, ze nosila ona
          koszulke z w. w. zespolem. Bo to chyba o to samo chodzi, nie? Tyle, ze miejsce
          muzyki zajete zostalo przez ksiazki.

          I ja to w sumie rozumiem. Na przyklad juz dawno sobie obiecalam, ze nie przespie
          sie z facetem, ktory mial cos wspolnego (magister, doktorat) z Heideggerem. I,
          choc z trudem, obietnicy sobie danej dotrzymuje.
          • braineater Re: Książki a życie prywatne 15.04.08, 20:40
            Hmmmmm
            Hajdegerowcy sugerują za duże stęzenie perwersyjnego erotyzmu, upodobanie do mundurów, czy 7 godzinną grę wstępną?

            (tak bym tylko chciał poznać źródło niechęci, bez zagłebiania się w intymne szczegóły:)

            P:)
            • mamarcela Re: Książki a życie prywatne 15.04.08, 21:58
              braineater napisał:

              > Hmmmmm
              > Hajdegerowcy sugerują za duże stęzenie perwersyjnego erotyzmu, upodobanie do mu
              > ndurów, czy 7 godzinną grę wstępną?
              >
              > (tak bym tylko chciał poznać źródło niechęci, bez zagłebiania się w intymne
              szczegóły:)
              >

              To Ty, Brajanie, naprawdę nic nie wiesz???
              Sorki, ale każda dziewczynka z mlekiem matki przyswaja dwuwiersz następujący:
              Lepszy najgorszy zboczeniec i każda inna cholera
              od tego, co napisał pracę z Hajdegera!

              Nie wgłębiając się w intymne szczegóły napiszę tak -
              magister z Hajdegera traci całkowicie libido, zamienia sie w emocjonalnego
              eunucha , a zapędzony siłą lub podstępem do tzw. łożnicy recytuje ustępy swojej
              pracy albo smętnie dywaguje bez sensu. Zasypia mamrocząc głupoty podczas gry
              wstępnej, zresztą zwykle wcześniej zasypia z nudów partnerka, o ile nie ucieknie
              z wrzaskiem, albo nie zabije gada w słusznym gniewie.
              natomiast doktor hajdegerologii zamienia sie w demona bondażu i słingeryzmu.
              Wkłada różowe skórzane majtki w czaszki wysadzane cekinami, każe się przypinać
              do wezgłowia kajdankami z futerka w ocelocie cętki i tłuc po tyłku oprawionymi w
              turkusową skórę w złoty rzucik dziełami mistrza. Ni stąd ni zowąd przyprowadza
              do domu kilkoro obcych ludzi i każe ci uprawiać z nimi seks w zielonej galaretce
              (z agar-agar, bo żelatyną gardzi głęboko). Dalej nie będę opisywać, bo to już by
              były te intymne. Szczegóły. A się wstydzę :(

              W każdym razie - Boże strzeż każdą kobietę od hejdegeromaniaków, a kysz!
              • zielka re: Heidegger 15.04.08, 22:44
                Ja nie wiem, czy opis Mamarceli wynika z jej w tym wypadku swietnej wiedzy i
                jeszcze lepszej intuicji, czy tez opiera sie glownie na robieniu sobie ze mnie
                (slusznie) jaj, ale jest mniej wiecej tak, jak mowi.

                Tzn. mowie tu znowu glownie o moich intuicjach, bo przyrzeczenie wyzej
                wymienione zlozylam sobie po lekturze niemieckiego autora, i moja zasada jest
                niejako a priori. Kurcze, a swoja droga to az mnie korci, zeby dac Wam linki do
                zdjec na dowod, ze takie decyzje sa czasem b. trudne.

                No ale serio, Brain, Noido, Verdano, nie ma takich dla was zupelnie
                kompromitujacych autorow? Ja nie mowie o automatyzmach: "jesli czytasz glownie
                Cohelo, to won z mojego zycia". Ale fakytcznie, jak ktos mowi, ze "Tao Kubusia
                Puchatka" jest dla niego najwazniejsza lektura i nia sie kieruje, to swiadczy to
                nie tyle o zlym lub srednim guscie, ale o pewnej niesamodzielnosci i braku
                dystansu, ktore juz moga byc dla niektorych z Was trudne do zniesienia.
                • mamarcela Re: re: Heidegger 15.04.08, 23:09
                  Jakie jaja, jakie jaja? mamarcela i jaja to przecież oksymoron jest.
                  A jeśli z kogokolwiek jaja to li i jedynie z Brajana, ze podstawowych rzeczy nie
                  wie, on - specjalista od pornografii ponoć. Uzurpator!?

                  A tak w ogóle to wieloletnie doświadczenie przeze mnie przemawia i mądrość
                  pokoleń. :)

                  A odpowiadając na pytanie nie do mnie co prawda zwrócone napiszę tak: nie ma dla
                  mnie lektur kompromitujących, jest natomiast kompromitujący sposób mówienia o
                  lekturach i to paradoksalnie czasami o tych z całkiem wysokiej półki. Dokładnie
                  tak jak w przytoczonym przez Ciebie przykładzie (z nawiasem mówiąc całkiem
                  zabawną książeczką, z której pochodzi jedno z moich ulubionych określeń "najęty
                  bryś") chodzi o brak dystansu i jak to określają moje dzieci nadmierne "jaranie
                  się". I wtedy nieważne jest, czy to życie zmieniła lektura Coelju, "Te
                  Prosiaczka" czy wręcz Kena Wilbera, jeśli ktoś do jakiejkolwiek książki, czy
                  autora podchodzi jak onże niesamodzielny myślowo "bryś najęty" to wydaje mi się
                  co najmniej podejrzany.
                  Ale (o czym już pisałam na FK) to działa dokładnie tak samo w drugą stronę
                  "najęci tępiciele" Grocholi, HP, czy Coelju wydają mi sie tak samo mało
                  wiarygodni, niesamodzielni i kompletnie pozbawieni dystansu.
                  • paolo630 Kto by chciał z Heideggerem... 16.04.08, 00:39
                    ...nim libido stanie zerem,
                    kto by wolał wraz z Puchatkiem
                    nim na burdel zmieni chatkę
                    niech pamięta zanim zaśnie:
                    może z książką w głowie jaśniej
                    lecz gdy chęć masz na te sprawy
                    lepszy szampan do zabawy.
                    tinyurl.com/5pt6m9
                • braineater Re: re: Heidegger 16.04.08, 01:00
                  nieno, sa jakieś takie ksiązki, co do których miłości nie ogarniam ('żelazny jan', coby pozostać przy serii, co się jej trzymasz), ale to wtedy staram się rozmawiać na inny temat. ale to raczej rzadko dotyczy literatury w sensie 'fikcja', tylko jakiś pierdół, typu filozofia, albo poradniki dookoła-życiowe, pisane z nudów przez redaktorki wysokonakładowych czasopism. z fikcją jest raczej tak, że nigdy nie masz pewności, co dany osobnik z niej wywlókł i jak se to poukładał, więc nie ma się co uprzedzać.
                  natomiast panny nakręcone na niczego i szopenhauera, to sam mjut:)

                  P:)
                  • zielka Re: re: Heidegger 16.04.08, 10:44
                    braineater napisał:
                    [...]
                    > natomiast panny nakręcone na niczego i szopenhauera, to sam mjut:)

                    Ha, wyzej mialam napisac, ze eliminujemy tez panow, ktorzy czytaja w.w. autorow,
                    z powodu jakiegos fundamentalnego niespelnienia i frustracji, ktore beda im
                    zawsze towarzyszyc. Niemniej chwila rozwagi doprowadzila mnie do zlagodzenia
                    pozycji: z wiekiem, prawdopodobnie zaczne sie interesowac osobnikami mlodszymi,
                    a ci regularnie czytaja Nietzschego i Schopenhauera. By zapewnic sobie zatem
                    spokojna starosc, musze pozbyc sie tych niecheci.

                    A co do fikcji, no to pewnie masz racje, chociaz z zastrzezeniem Mamarceli: zeby
                    nie mowiono o czytanych rzeczach w sposob kompromitujacy. Pewnie podobnie rzecz
                    ma sie z filmami.
                    • samica1 Re: re: Heidegger 16.04.08, 23:24
                      A ciekawe, czy wśród biologów albo ogólnie pojętych przyrodników na
                      przykład jest tak, że myśli sobie jakaś badaczka bakterii: nigdy w
                      życiu nie pójdę do łóżka z badaczem komórek roślinnych!
                      • staua Re: re: Heidegger 17.04.08, 20:49
                        Czuje sie wywolana do tablicy :-)
                        I odpowiadam, ze nie spotkalam sie z taka awersja - jedyne, co mi
                        przychodzi do glowy, to niespecjalna milosc biologow stricte
                        terenowych do laboratoryjnych i vice versa :-) Wiaze sie to pewnie z
                        trybem zycia.
                        • samica1 Re: re: Heidegger 17.04.08, 21:27
                          :P
                          Ja bym chyba nie mogła z wielbicielem Dudy-Gracza...
                        • zielka Re: re: Heidegger 17.04.08, 22:57
                          A jak sie maja rzeczy Statuo z biologami z obozu ID wobec biologow z obozu
                          Dawkins/Dennett/Hitchens ?:-) Znasz takie pary ?
                          • staua Re: re: Heidegger 19.04.08, 21:26
                            Nie znam nikogo z obozu ID ;-) Moze nie chca ze mna przestawac...
                            • broch Re: re: Heidegger 21.04.08, 19:47
                              no tyle ze niektore z "eksperymentow" Dawkinsa sa tak zle (pozbawione sensownych
                              kontroli) ze nic dziwnego iz zabral sie za pisanie ksiazek. Nic tez dziwnego ze
                              malo kogo moze przekonac takimi produkcjami (... napewno nie ewolucjonistow, he, he)

                              Nie sadze aby Dawkins mial przewage nad glosicielami ID. Wrecze przeciwnie mozna
                              podejrzewac ze facet jest piata kolumna w szeregach... no tych co sa
                              zwolennikami Dawkinsa (bo trudno mowic o tym ze taka pisanina zbiorem dowodow
                              ewolucjonizmu na nieistnienie Boga). Mam tylko nadzieje ze stanowisko papieza w
                              kwestii ewolucji jest Dawkinsowi znane.
                              • zielka Re: Papiez a ewolucja 26.04.08, 16:31
                                broch napisał:

                                >Mam tylko nadzieje ze stanowisko papieza w
                                >kwestii ewolucji jest Dawkinsowi znane.

                                Latwo to sprawdzic, Dawkins sie na ten temat wypowiadal, i, podobnie jak wielu myslicieli katolickich, widzi, ze nie-teleologiczna koncepcja czlowieka wlasciwa dla wiekszosci teorii ewolucyjnych znajduje sie w fundamentalnym konflikcie z pozycja Wojtyly. Jedyna "ewolucja", na ktora Kosciol moze pozwolic, jest ID.

                                Jesli chodzi o dokonania naukowe Dawkinsa, to zajmuje on katedre "Public Understanding of Science", i jako wykonujacego ten zawod wydaje mi sie warto go oceniac.
                                • broch Re: Papiez a ewolucja 27.04.08, 00:22
                                  "Jesli chodzi o dokonania naukowe Dawkinsa, to zajmuje on katedre "Public Unders
                                  tanding of Science", i jako wykonujacego ten zawod wydaje mi sie warto go oceniac."
                                  nie, przynajmniej nie na podstawie opisywanych experymentow Dawkinsa
                                  udowadniajacych ze Bog nie istnieje.

                                  Dawkins wywaza otwarte drzwi, brak dowodow nie jest dowodem, kiepsko zaplanowane
                                  doswiadczenia (Dawkinsa itp) dowodem nie sa rowniez.
                                  Jesli "Public Understanding of Science" ma za zadanie wulgaryzacje (w
                                  przeciwienstwie do popularyzacji) nauki, to dziekuje bardzo i poprosze nastepny
                                  zestaw pytan.

                                  Zaden szanujacy sie naukowiec nie bedzie zajmowal sie podwazaniem istnienia
                                  Boga. To nie jest cel nauki. Nie mowiac juz o tym ze nauka nie dysponuje
                                  narzedziami ktore pozwolilyby na experymentalne dowiedzenie czy Bog istnieje czy
                                  nie. Dawkins z zwiazku z tym spekuluje a to nie nauka.


                                  Kosciol nie ma nic przeciw ewolucji nawiasem mowiac (Benedykt XVI z 2004, nowsze
                                  niz Jan Pawel II z 1996):

                                  "According to the widely accepted scientific account, the universe erupted 15
                                  billion years ago in an explosion called the 'Big Bang' and has been expanding
                                  and cooling ever since. Later there gradually emerged the conditions necessary
                                  for the formation of atoms, still later the condensation of galaxies and stars,
                                  and about 10 billion years later the formation of planets. In our own solar
                                  system and on earth (formed about 4.5 billion years ago), the conditions have
                                  been favorable to the emergence of life. While there is little consensus among
                                  scientists about how the origin of this first microscopic life is to be
                                  explained, there is general agreement among them that the first organism dwelt
                                  on this planet about 3.5 - 4 billion years ago. Since it has been demonstrated
                                  that all living organisms on earth are genetically related, it is virtually
                                  certain that all living organisms have descended from this first organism.
                                  Converging evidence from many studies in the physical and biological sciences
                                  furnishes mounting support for some theory of evolution to account for the
                                  development and diversification of life on earth, while controversy continues
                                  over the pace and mechanisms of evolution." (paragraph 63, from "Communion and
                                  Stewardship: Human Persons Created in the Image of God," plenary sessions held
                                  in Rome 2000-2002, published July 2004)

                                  innymi slowy za ewolucja stoi Bog, Kosciol zas nie wysila sie aby zdefiniowac
                                  role Boga w definiowaniu ewolucji.

                                  • zielka Re: Papiez a ewolucja 27.04.08, 16:53
                                    broch napisał:
                                    Zaden szanujacy sie naukowiec nie bedzie zajmowal sie podwazaniem istnienia
                                    Boga. To nie jest cel nauki. Nie mowiac juz o tym ze nauka nie dysponuje
                                    narzedziami ktore pozwolilyby na experymentalne dowiedzenie czy Bog istnieje czy
                                    nie. Dawkins z zwiazku z tym spekuluje a to nie nauka.

                                    Przeczytalam sobie na czym polega katedra "Public Understanding of Science"

                                    "The goal is for the public to appreciate the order and beauty of the abstract
                                    and natural worlds which is there, hidden, layer-upon-layer. To share the
                                    excitement and awe that scientists feel when confronting the greatest of
                                    riddles. To have empathy for the scientists who are humbled by the grandeur of
                                    it all."

                                    Potem patrze na tematy wykladow osob zaproszonych, dostepne tutaj (nie moglam
                                    znalezc tematow wykladow samego Dawkinsa):
                                    www.simonyi.ox.ac.uk/lecture/index.shtml
                                    I jest to, no tak, czysta spekulacja dla ludzi z domen scislych i
                                    przyrodniczych, natomiast normalna historia i filozofia nauki dla ludzi w
                                    departamentach of Arts & humanities. I to co robi Dawkins, to jest wskazywanie
                                    kognitiwnych i epistemologicznych "biases" w popuparnym postrzeganiu swiata.

                                    No ale mowilismy o papiezu, tak? Ja caly czas nie rozumiem dlaczego uwazasz, ze
                                    koncepcja teleologiczna czlowieka, ktorego Bog sobie wybral i do ktorego
                                    stworzenia doprowadzil z jakims zamyslem (wg katolicyzmu Bog jest bytem
                                    intencjonalnym, i sam fakt ze uznawane sa cuda jest dowodem na to, ze Bog wg w.
                                    w. Kosciola ingeruje w swiat), jest w zgodzie z koncepcja fundamentalnie
                                    nieteleologiczna wspolczesnych teorii ewolucji. Rzecz sie wydawac moze
                                    marginalna, ale przeciez na tym opiera sie tozsamosc Kosciola w ogole.

                                    Juz bylo wiele takich momentow w historii teologii i filozofii, gdzie Kosciol
                                    udawal, ze jest nie jest sprzeczny z rozumem, to sa moje ulubione kawalki w
                                    historii tej czesci swiata. 17 wiek jest tego pelen, i truchelka owczesnych
                                    teorii wciaz zyja (jesli truchelka zyc moga)w filozofii wspolczesnej.
                                    • broch Re: Papiez a ewolucja 27.04.08, 22:39
                                      wiesz nauki humanistyczne nie sa niczym innym jak spekulacja. (Nie zmienia to
                                      faktu ze sa potrzebne oczywiscie.)
                                      W zwiazku z tym mozesz spekulowac ile zechcesz, nie zblizy to nikogo do
                                      odpowiedzi na pytanie czy Bog istnieje czy nie. Mysle o nauce, bo to czy ktos
                                      wierzy w Boga/Bogow czy nie to jego prywatna sprawa.
                                      Dawkins do spekulacji angazuje eksperyment, rzecz o ktorej ewidentnie nie ma
                                      zielonego pojecia.

                                      "Juz bylo wiele takich momentow w historii teologii i filozofii, gdzie Kosciol
                                      > udawal, ze jest nie jest sprzeczny z rozumem, to sa moje ulubione kawalki w
                                      > historii tej czesci swiata. "

                                      Juz bylo wiele takich momentow w historii nauk humanistycznych, ktorych
                                      zwolennicy udawali ze ich poglady nie sa sprzeczne z rozumem, to sa moje
                                      ulubione kawalki w historii tej czesci swiata.

                                      Nauki humanistyczne sa w stanie udowodnic wszystko, wlaczajac w to
                                      istnienie/nieistnienie Boga. W historii takich dowodow jest pelno.

                                      Osobiscie jestem osoba niewierzaca, ale sluchajac poronionych argumentow
                                      Dawkinsa, zastanawiam sie kogo tak usilnie facet stara sie przekonac?

                                      Jesli nie ma naukowych narzedzi ktore pozwolilyby na ustalenie prawdy, pozostaje
                                      tylko spekulacja innymi slowy mozna miec powazne podejrzenia ze Dawkins sam do
                                      dzisiaj ma watpliwosci i nie jest pewien czy Bog faktycznie nie istnieje.

                                      Opisane przez Dawkinsa eksperymenty zawieraja zbyt wiele bledow aby uznac je za
                                      dowody na cokolwiek. Pozostaje spekulacja.

                                      Dla mnie to zawracanie glowy, nie potrzebuje dziesiatek zadrukowanych stron i
                                      spekulacji Dawkinsa aby wiedziec z w gruncie rzeczy za cala makulatura nie kryje
                                      sie nic innego jak przekonanie.

                                      Zal mi troche osob ktore w swoich boskich/nieboskich przekonaniach musza upwenic
                                      sie czytajac ...Dawkinsa.
                                      • zielka Re: Papiez a ewolucja 28.04.08, 00:56
                                        Juz bez wchodzenia w szczegoly Twoich wypowiedzi, zaprosilabym Cie do pewnego thought experiment: wiec wyobraz sobie, ze mowisz mi w 2 zdaniach nad czym teraz pracujesz, i ja daje na ten temat moja opinie, raczej stanowczo, mimo, ze znam Twoja specjalnosc srednio, ot tak, jak i kazdy jakos tam ogolnie wyksztalcony czlowiek. Efekt jest taki, ze omijam jakies 90% (99%?) waznych rzeczy, o ktore w Twojej aktualnej pracy moze chodzic, nie rozumiem kontekstu ani najnowszych osiagniec w tej domenie.

                                        Wiec dziedziny spekulacyjne, szumnie nazwane naukami humanistycznymi, tez maja, wbrew pozorom, jakas tam historie, kompetencje, etc. I borykaja sie z wlasciwymi dla wszyskich domen trudnosciami, na przyklad: jak godnie wytlumaczyc komus o co chodzi w czyms, co wydaje nam sie interesujace, gdy ktos ten nie zna obecnego stanu rzeczy w tychze naukach, nie zna ich historii, i obca mu jest ich metodologia.

                                        No i ja na postawione wyzej pytanie odpowiedziec musze "nie wiem", konczac tym sposobem te dyskusje.
                                        • broch Re: Papiez a ewolucja 28.04.08, 14:49
                                          W dwoch zdaniach?
                                          W zwiazku z tym nie teoretycznie lecz praktycznie: jak wygladaja kontrole?
                                          Wystarczjaco czesto w takich dyskucjach biore udzial by wiedziec o co ludziska
                                          pytaja.
                                          Poniewaz zajmuje sie nauka eksperymentalna, w zwiazku z tym mam wystarczjaco
                                          duzo doswiadczenia aby odroznic blad od poprawnie przeprowadzonego eksperymentu.
                                          Na kilkusetstronach swojej zajmujacej pracy Dawkins opisuje eksperymenty z
                                          uzyciem kontrolnych grup. No wiec Jego grupy kontrolne sa niepoprawne
                                          (niepelne). O.K.?

                                          Jesli Dawkins zajmuje sie spekulacja, to w konsekwencji niczego nie udowadnia.
                                          Bog jak teoretycznie istnieje lub nie, tak teoretycznie istnieje lub nie. Do
                                          tego praktycznie nie potrzeba setek stron papieru. Zwlaszcza ze to juz bylo.
                                          • zielka Re: Papiez a ewolucja 28.04.08, 18:52
                                            Nie za bardzo udaje mi sie sledzic tok tej rozmowy, i nie wiem czy sie do konca
                                            rozumiemy. Obstawialabym odpowiedz negatywna, chocby dlatego, ze nie wiem, o
                                            jakich eksperymentach mowisz. Jesli chodzi o exp. fundacji Templeton (pisze o
                                            ich nowej wersji w moim blogu), to Dawkins je wspomina, ale zaczyna rodzial
                                            mowiac o tym, ze sa one "rather pathetic". O innych doswiadczeniach mi nie
                                            wiadomo, ale czekam na dokladniejsze dane.

                                            Powyzsza wymiana zasluguje jednak na naszkicowanie, chociaz i ono nie daje mi
                                            wielkich nadziei na to, ze cos z niej bedzie:
                                            Z: istnieje oboz pro-ewolucyjny (Dawkins & co), i jest w opozycji do ID
                                            B: te ekperymenty [jakie?] Dawkinsa sa pozbawione sensu; Dawkins psuje obraz
                                            ateistow; nie rozumie tez ze Kosciol akceptuje ewolucje
                                            Z: Kosciol nie moze, ze wzgledu na podstawowe zalozenia, akceptowac ewolucji
                                            innej niz ta w wydaniu ID, i.e. teleologiczna. Dawkins jest zatrudniony jako
                                            popularyzator, nie jako eksperymentator, wiec argument o eksperymentach jest
                                            niezrozumialy
                                            B: Dawkins to nie popularyzator, ale wulgaryzator; Kosciol moze akceptowac
                                            ewolucje, bez wchodzenia w szczegoly.
                                            Z: Kosciol przeciwnie wchodzi w szczegoly, i nie moze zaakceptowac ewolucji,
                                            ktora wg darwinizmow jest nieteleologiczna. Strategia Kosciola oswajanie
                                            racjonalizmu, od 13 wieku, ale najladniej to w 17.
                                            B: Dawkins to humanista, humanistyka to spekulacja. Ludzie czytajacy Dawkinsa
                                            robia to by sie upewnic w nieistnieniu Boga, i sa godni pozalowania z tego
                                            tytulu.
                                            Z: Doszlismy do momentu, gdy dyskusja osiagnela znaczny poziom absurdu i nie
                                            udaje nawet, ze uzywa argumentow. Odejdzmy godnie.
                                            B: Dawkins zle przeprowadza eksperymenty, ktore niczego nie udowadniaja. Bog
                                            istnieje albo nie istnieje.

                                            --
                                            Ale mam z tego taka korzysc, ze sobie wymyslilam kilka pytan dla studentow:
                                            1. co znaczy dowod w naukach dedukcyjnych?
                                            2. w jakich kontekstach pojecie "dowodu" pojawilo sie w naukach humanistycznych?
                                            podaj dwa przyklady.
                                            3. porownaj dowodzenie czegokolwiek w antropologii, filozofii i matematyce na
                                            dowolnie wybranych przykladach.
                                            • broch Re: Papiez a ewolucja 29.04.08, 02:43
                                              wyjasnienie:
                                              "A jak sie maja rzeczy Statuo z biologami z obozu ID wobec biologow z obozu
                                              Dawkins/Dennett/Hitchens ?:-) Znasz takie pary ?"
                                              pytanie ktore zadalas (wyglada ze zapomnialas o tym)
                                              Watpie czy znane jest Ci pojecie NOMA (Non-overlapping magisterial) innymi slowy
                                              nauka nie moze komentowac istnienia Boga. Lub tez kompletnie nie rozumiesz co
                                              NOMA znaczy (dziwne) jesli pytasz sie o stanowisko biologow w boskiej kwestii

                                              "B: te ekperymenty [jakie?] Dawkinsa sa pozbawione sensu; Dawkins psuje obraz
                                              ateistow; nie rozumie tez ze Kosciol akceptuje ewolucje"

                                              spekulacja: znajdz fragment w ktorym pisze o tym ze Dawkins psuje
                                              spekulacja: znajdz fragment gdzie napisalem ze Dawkins nie rozumie ze kosciol
                                              akceptuje ewolucje.

                                              napisalem:
                                              Mam tylko nadzieje ze stanowisko papieza w kwestii ewolucji jest Dawkinsowi znane.
                                              1) chodzi o pisma Benedykta XVI, ktorych wydajesz sie byc nieswiadoma (bo
                                              odwolujesz sie do Wojtyly, nie do Benedykta)
                                              2) nie mam watpliwosci ze Dawkins powyzsze zna, podobnie jak zna opinie
                                              Swinburna i wie ze Swinburne nie ma nic wspolnego z oficjalna teologia, a jednak
                                              Dawkins koncentruje sie na wypowiedziach Swinburna komentujac "the Great Prayer
                                              Experiment" To jest manipulacja.

                                              "Z: Kosciol nie moze, ze wzgledu na podstawowe zalozenia, akceptowac ewolucji
                                              innej niz ta w wydaniu ID, i.e. teleologiczna. Dawkins jest zatrudniony jako
                                              popularyzator"

                                              fakt, zwlaszcza gdy uzywa takich epitetow jak:
                                              namby-pamby, mushy pap, weak-tea, weedy, pallid fence-sitters

                                              Przepraszam ale do kitu z takim popularyzatorem, to jest wulgaryzacja nauki.

                                              W jednej ksiazce Dawkins twierdzi ze teologia nauka nie jest, poczym twierdzi ze
                                              teologia nauka jest (z komentarzem dyskredytujacym teologie jako nauke). Co to
                                              ma wspolnego z popularyzacja nauki?

                                              "Strategia Kosciola oswajanie racjonalizmu, od 13 wieku, ale najladniej to w 17."
                                              Przepraszam, moze to niedelikatne, ale czy Ty sie z choinki urwalas aby uzywac
                                              XIII/XVIIw "argumentow?

                                              "Ale mam z tego taka korzysc, ze sobie wymyslilam kilka pytan dla studentow:
                                              1. co znaczy dowod w naukach dedukcyjnych?
                                              2. w jakich kontekstach pojecie "dowodu" pojawilo sie w naukach humanistycznych?
                                              podaj dwa przyklady.
                                              3. porownaj dowodzenie czegokolwiek w antropologii, filozofii i matematyce na
                                              dowolnie wybranych przykladach. "

                                              Nie, zostaw takie tematy, uprawiajac jak widac wyzej spekulacje, twierdzac ze
                                              powiedzialem cos czego nie powiedzialem, nie wydaje mi sie abys byla osoba ktora
                                              jest w stanie poprawnie ocenic czym faktycznie jest dowod.


                                              • zielka Re: Papiez a ewolucja 29.04.08, 08:03
                                                Dzieki za powyzszy wysilek; ja nie chcialam niczego wkladac w Twoje usta,
                                                chcialam zrozumiec o co chodzilo w rozmowie, i kto na co odpowiadal, bo to bylo
                                                dla mnie szalenie niejasne. I Twoje wyjasnienia, zwlaszcza dot. poczatku
                                                rozmowy, byly bardzo przydatne.

                                                "Lub tez kompletnie nie rozumiesz co
                                                NOMA znaczy (dziwne) jesli pytasz sie o stanowisko biologow w boskiej kwestii"

                                                Ja pytalam o stanowisko biologow w boskiej kwestii? Ja pytalam Statuy czy
                                                biologowie ID sypiaja z biologami nie-ID. SYPIAJA. Mozesz oczywiscie twierdzic,
                                                ze nie jest to pytanie godne, ale po co mieszac w to Boga, papiezy i Glouda z
                                                jego NOMA (bo przeciez Dawkins tego nie przeprowadzal)? Dawkins przeciez
                                                krytykuje NOME oraz samego Glouda, zreszta w rozdziale poprzedzajacym ten, o
                                                ktorym wspominam wyzej.
                                                • broch Re: Papiez a ewolucja 29.04.08, 22:36
                                                  wiesz pieprzyc mozna sie bez roznicy jakie kto ma poglady. Twoje pytanie
                                                  wskazywaloby na jakies swiatopogladowe zahamowania w tej dziedzinie?
                                                  • zielka Re: Papiez a ewolucja 30.04.08, 09:44
                                                    Rozumiem, ze watku od poczatku czytac Ci sie nie chce. Decyzje te szanuje, ale
                                                    mam nadzieje, ze zrozumiesz, ze na pytanie to nie chce mi sie powtarzac odpowiedzi.

                                                    I rozumiem, ze w kwestii NOMA sie zgadzamy, i ze Dawkins nie ma z tym nic
                                                    wspolnego, tak? Czyli, ze cala powyzsza rozmowa byla strata czasu, tak? Tak
                                                    tylko pytam, na wypadek, gdybym znowu czegos nie zrozumiala, lubie bowiem, z
                                                    zawodowego przyzwyczajenia, rozumiec co sie dzieje w rozmowach, ktore prowadze.
                                        • squarantina Re: Papiez a ewolucja 28.04.08, 17:08
                                          Strasznym jest dla mnie, kiedy ktoś nie potrafi wytłumaczyć czegoś z
                                          nauk humanistycznych. To po co w ogóle zajmować się czymś
                                          ("humanistycznym"), czego nie potrafisz przekazać innym? Mogę nie
                                          rozumieć matematyki, fizyki, ale na litość boską, co może być
                                          niezrozumiałego w którejkolwiek z nauk humanistycznych???
                                          • zielka Re: humanistyka 28.04.08, 18:16
                                            Ja nie twierdze, ze rzeczy sie nie da przekazac, no inaczej bym nie publikowala,
                                            prawda. Tyle, ze problem, z ktorym sie borykam TUTAJ, i.e. na forum, jest taki,
                                            jak napisalam wyzej:
                                            "jak godnie wytlumaczyc komus o co chodzi w czyms, co wydaje nam sie
                                            interesujace, gdy ktos ten nie zna obecnego stanu rzeczy w tychze naukach, nie
                                            zna ich historii, i obca mu jest ich metodologia."

                                            Nauki humanistyczne nie sa specjalnie naukami "dla czlowieka", nie bardziej niz
                                            fizyka czy matematyka, ale o czlowieku. I jako takie maja pewien stopien
                                            profesjonalizacji, co czyni je nieco hermetycznymi, jak wiele dyscyplin
                                            akademickich.

                                            A na pytanie "co może być niezrozumiałego w którejkolwiek z nauk
                                            humanistycznych?" moglabym na przyklad odpowiedziec cytujac kilka tytulow
                                            ksiazek filozoficznych, z dziedziny filozofii umyslu na przyklad. Sa to rzeczy,
                                            ktore wydaja mi sie szalenie trudne, i wymagajace solidnego wyksztalcenia w
                                            danej dziedzinie ktore pozwala na chocby wstepne zrozumienie zamiarow autora.
                                            Oczywiscie moze sie myle, i moze ludzie spoza kregow filozofii akademickiej
                                            czytaja je bez trudu.
                                            • squarantina Re: humanistyka 29.04.08, 06:56
                                              zielka napisała:

                                              > Ja nie twierdze, ze rzeczy sie nie da przekazac, no inaczej bym
                                              nie publikowala
                                              > ,
                                              > prawda. Tyle, ze problem, z ktorym sie borykam TUTAJ, i.e. na
                                              forum, jest taki,
                                              > jak napisalam wyzej:
                                              > "jak godnie wytlumaczyc komus o co chodzi w czyms, co wydaje nam
                                              sie
                                              > interesujace, gdy ktos ten nie zna obecnego stanu rzeczy w tychze
                                              naukach, nie
                                              > zna ich historii, i obca mu jest ich metodologia."
                                              --------------------------
                                              Z całym szacunkiem. Z pewnością zajmujesz się czymś fascynującym dla
                                              siebie. Wciąż jednak nie mogę zrozumieć, w czym tkwi problem z
                                              wytłumaczeniem o co chodzi. Nie piszemy na forum dla mechaników
                                              samochodowych. Może być problem z wybujałą nomenklaturą np., ale nie
                                              widzę problemu w wyjaśnieniu jakiegokolwiek zjawiska dotyczącego
                                              człowieka, nawet w filozofii umysłu. Hermetyczność niektórych
                                              akademickich dyscyplin humanistycznych wynika w dużej mierze ze
                                              stopnia abstrakcji (w sensie oderwania od rzeczywistości) jaki one
                                              osiągnęły, a to z kolei jest po prostu wynikiem odczuwalnego braku
                                              nowych, świeżych tematów.


                                              >
                                              > A na pytanie "co może być niezrozumiałego w którejkolwiek z nauk
                                              > humanistycznych?" moglabym na przyklad odpowiedziec cytujac kilka
                                              tytulow
                                              > ksiazek filozoficznych, z dziedziny filozofii umyslu na przyklad.
                                              Sa to rzeczy,
                                              > ktore wydaja mi sie szalenie trudne, i wymagajace solidnego
                                              wyksztalcenia w
                                              > danej dziedzinie ktore pozwala na chocby wstepne zrozumienie
                                              zamiarow autora.
                                              -------------------
                                              Byłam pewna, że przykładem "trudnej" nauki humanistycznej będzie
                                              filozofia. Po pierwsze dyskutowałabym, czy filozofia jako całość
                                              jest nauką humanistyczną. Filozofia umysłu, jako wąska dziedzina,
                                              owszem. Na pytanie o niezrozumiałe aspekty nauk humanistycznych
                                              odpowiadasz mi listą tytułów książek z filozfii umysłu. Ja pytam o
                                              coś innego. Podaj mi przykład problemu, jaki np. rozwiązują
                                              kogniwistycy, który byłby niezrozumiały dla osób z tego forum.
                                              Sposób w jaki to robią jest nieistotny. Zawsze znajdzie się ktoś,
                                              kto przetłumaczy z "akademickiego" na nasze.


                                              • zielka Re: humanistyka 29.04.08, 08:06
                                                No znajdujemy sie w pozycjach odleglych, ale mysle, ze moze tak zostac.
                                                • squarantina Re: humanistyka 29.04.08, 09:56
                                                  Wiem, że trochę boli, kiedy okazuje się, że odwalamy kawał
                                                  ciężkiej, solidnej i absolutnie nikomu niepotrzebnej (poza
                                                  środowiskiem akademickim) roboty. Czyżbym była niegodna tajemnych
                                                  treści, którymi się zajmujesz? Czy umysł zwykłego śmiertelnika nie
                                                  jest w stanie ich pojąć?
                                                  • zielka Re: humanistyka 29.04.08, 10:16
                                                    Przede wszystkim, moje uczestnictwo w tym watku polegalo na rozwazaniu problemu
                                                    kompatybilnosci lozkowej ludzi teoretycznie odleglych.

                                                    I choc problem uzytecznosci filozofii jest problemem realnym, ba, nawet dzisiaj
                                                    centralnym dla tej dyscypliny, to po prostu nie chce mi sie pisac na ten temat
                                                    tutaj elaboratow.

                                                    Zdajesz sobie oczywiscie sprawe z tego, ze nieco zmieniasz pytanie inicjalne,
                                                    mowiac:
                                                    "Czyżbym była niegodna tajemnych
                                                    > treści, którymi się zajmujesz? Czy umysł zwykłego śmiertelnika nie
                                                    > jest w stanie ich pojąć?"
                                                    Ale tutaj jedyna odpowiedzia byloby podanie spisu prac, czego wolalabym uniknac.
                                                  • squarantina Re: humanistyka 29.04.08, 11:50
                                                    Rozszczepienie tematu wątku to zjawisko normalne na tym forum.
                                                    Jednym z wyników tego rozsczepienia jest Twoje stwierdzenie, że w
                                                    naukach humanistycznych istnieją obszary niepojęte dla
                                                    statystycznego osobnika. Ja twierdzę, że to nieprawda, co więcej
                                                    twierdzę, że taka hermetyczność jest efektem ubocznym, bynajmniej
                                                    nie pożądanym.
                                                    Mogę dać przykład z mojego obszaru zainteresowań: dwie książki:
                                                    Franka Wilczka "W poszukiwaniu harmonii" i Gary Zukava "Tańczący
                                                    mistrzowie Wu li". Obie mają to samo na celu: wyjaśnienie zjawisk
                                                    kwantowych i związanych z nimi pojęć. Zukav robi to fenomenalnie,
                                                    Wilczek trochę mniej zręcznie, mimo, że jest lauretaem nagrody
                                                    nobla. Chodzi mi jednak o fakt, iż WSZYSTKO można wyjaśnić (
                                                    zwłaszcza w naukach humanistycznych), jeśli tylko się chce i
                                                    oczywiście ma nieco talentu, bez odwoływania się do metodologii,
                                                    stanu badań, itd. Podawanie spisu prac jest totalnym
                                                    nieporozumieniem w obliczu pytania: czym się zajmujesz? Oczywiście,
                                                    pytanie jest nieaktualne.
                                                  • zielka Re: humanistyka 29.04.08, 12:23
                                                    > Jednym z wyników tego rozsczepienia jest Twoje stwierdzenie, że w
                                                    > naukach humanistycznych istnieją obszary niepojęte dla
                                                    > statystycznego osobnika.

                                                    Squarantino, byla to delikatna proba zakonczenia pewnego rodzaju wymiany z
                                                    Brochem, sugerujaca, ze byc moze istnieje kilka aspektow problematyki i
                                                    metodologii humanistyki (filozofii, konkretnie), ktora mu umyka. Mea culpa za
                                                    owijanie rzeczy w bawelne.

                                                    1. Hermetycznosc jest efektem ubocznym, zgadzam sie.
                                                    2. Filozofia jest obawiam sie trudniejsza jesli chodzi o tlumaczenie o co
                                                    chodzi. Po prostu wiekszosc problemow filozoficznych, as stated, wydaja sie dosc
                                                    nieinteresujace, trywialne, pseudo-mistyczne, etc. dla ludzi, ktorzy w tym nie
                                                    siedza, i nie wiedza, w jakich siatkach referencji te problemy sie pojawiaja.
                                                    Wiec nie tylko trzebaby bylo wyjasnic zagadnienie, ale przede wszystkim trzebaby
                                                    powiedziec, dlaczego zagadnienie jest wazne. Mi sie nie wydaje, ze te
                                                    zagadnienia musza byc wazne dla wszystkich (non-conceptual vs conceptual content
                                                    of mind, na przyklad), tak na marginesie. Ale jakos wzruszajace jest to, ze i
                                                    Ty, i Broch, formulujecie pewne krytyki na temat humanistyki tak, jakby ta
                                                    ostatnia znajdowala sie w jakiejs zupelnie embrionalnej fazie, i jak gdyby
                                                    filozofowie zachowywali sei jak dzeici we mgle nie rozumiejacy ani swojego
                                                    miejsca w swiecie, ani swoich metod. I tu lezy wlasnie hermetycznosc: ze
                                                    filozofia to nie tylko kilka problemow dot. Swiata, Czasu, i Czlowieka, ale
                                                    przede wszystkim rozwazania nad jezykiem i kwestiami formalnymi. Tego sie nie da
                                                    opisac w jednym poscie, wiec zadowalam sie staraniami wycofania sie z tej
                                                    dyskusji mowiac: "pardon, ale wydaje mi sie, ze nie umiem wytlumaczyc tego, co
                                                    jest dla mnie wazne (problematyka dowodu, sposoby udowadniania istnienia Boga, i
                                                    chocby teleologiczny charakter stworzenia, etc) w trzech zdaniach".

                                                    Ty mowisz, ze nie umiem wytlumaczyc, bo jestem zarozumialym gowniarzem. Nie
                                                    chcialabym, zeby takie wlasnie wrazenie pozostalo po tej rozmowie, ale zdaje
                                                    sobie sprawe, ze tak wlasnie byc moze.
                                                  • nienietoperz Re: humanistyka 29.04.08, 13:11
                                                    Q.,
                                                    muszę się z Tobą całkowicie nie zgodzić. Nie wierzę w popularyzację nauki, nie
                                                    wierzę w możliwość łatwego wyjaśnienia choćby bardzo inteligentnym ludziom
                                                    prawdziwej istoty tego, czym zajmuje się wyspecjalizowany naukowiec, czy to
                                                    humanistyczny, czy to ścisły. Każda popularyzacja jest z definicji
                                                    przekłamaniem. Nie znaczy to, że jest niepotrzebna, wręcz przeciwnie - podstawą
                                                    edukacji jest ustawiczne dowiadywanie się, że tak naprawdę wcale nie chodziło o
                                                    to, czego nauczono nas `oczko niżej', że tak naprawdę jest zupełnie inaczej.
                                                    Zresztą jest to też podstawą badań naukowych. Nie rozumiem, dlaczego nauki
                                                    ścisłe miały by się w tej sprawie różnić od humanistycznych (mój sceptycyzm
                                                    wobec tych drugich sięga głęboko, ale nie aż tak głęboko). O ile dobrze
                                                    rozumiem, Zielka po prostu nie ma talentu/poczucia_misji/ochoty koloryzowania
                                                    swojej pracy w celach popularyzatorskich (podobnie jak ja), nie ma to nic
                                                    wspólnego z ewentualnym lekceważeniem rozmówcy.

                                                    Ukłony,
                                                    NN
                                                  • squarantina Re: humanistyka 29.04.08, 20:48
                                                    nienietoperz napisał:

                                                    > Q.,
                                                    > muszę się z Tobą całkowicie nie zgodzić. Nie wierzę w
                                                    popularyzację nauki, nie
                                                    > wierzę w możliwość łatwego wyjaśnienia choćby bardzo inteligentnym
                                                    ludziom
                                                    > prawdziwej istoty tego, czym zajmuje się wyspecjalizowany
                                                    naukowiec, czy to
                                                    > humanistyczny, czy to ścisły. Każda popularyzacja jest z definicji
                                                    > przekłamaniem.
                                                    ----------------------
                                                    Nie bardzo rozumiem przekłamanie w tym kontekscie. To znaczy, że co:
                                                    popularyzacja ujmuje, przeinacza, czy wręcz zakłamuje?
                                                    Howking, Penrose, Ricard, Koestler, Feynmann, czy wręcz Einstein,
                                                    Heisenberg(itd.). Sądzisz, że pozwoliliby sobie na przekłamania?
                                                    Uważam za rzecz niezwykle cenną umiejętność prostego (w miarę
                                                    możliwości) mówienia o rzeczach trudnych. I to właśnie miejętność
                                                    przekazania sedna, a nie umiejscowianie problemu w siatce.

                                                    Nie znaczy to, że jest niepotrzebna,
                                                    ----------------
                                                    Gdyby popularyzacja była przekłamaniem, nie byłaby warta funta
                                                    kłaków.

                                                    wręcz przeciwnie - podstawą
                                                    > edukacji jest ustawiczne dowiadywanie się, że tak naprawdę wcale
                                                    nie chodziło o
                                                    > to, czego nauczono nas `oczko niżej', że tak naprawdę jest
                                                    zupełnie inaczej.
                                                    -------------------------------
                                                    Świetnie to ująłeś. Popularyzacja nauki niejednokrotnie pomaga
                                                    zrozumieć wtłoczone do mózgu szkolne dane. Jest dokładnie tak jak
                                                    piszesz: w tym wszystkim chodzi o zupełnie coś innego. Jeśli choć
                                                    jedna dusza dojdzie do takiego wniosku, dzięki popularyzacji, to ma
                                                    ona sens.

                                                    > Zresztą jest to też podstawą badań naukowych. Nie rozumiem,
                                                    dlaczego nauki
                                                    > ścisłe miały by się w tej sprawie różnić od humanistycznych (mój
                                                    sceptycyzm
                                                    > wobec tych drugich sięga głęboko, ale nie aż tak głęboko).
                                                    --------------------------
                                                    Nauki ścisłe opierają się na hierarchicznej strukturze, bez podstaw
                                                    nie ruszysz w żadnym kierunku. Stąd problemy w rozumieniu, także w
                                                    popularyzacji.
                                                    Twierdzę, że nauki humanistyczne nie mają takiego charakteru.
                                                    Jedynym problemem może być rozbudowany aparat pojęciowy. Zielka
                                                    wspomina o metodologii. Kiedyś już dyskutowaliśmy na ten temat. W
                                                    chwili obecnej trudno jest przeprowadzić ostrą typologię nauk.
                                                    Należy raczej mówić o postępującej interdyscyplinarności nauk
                                                    humanistycznych. Metodologia filozofii umysłu nie jest oryginalną
                                                    metodologią. To konglomerat metod zapożyczonych z wielu nauk.
                                                    Podobnie z filozofią języka. Dlatego przypisywanie jej (metodologii)
                                                    jakiegoś szczególnego charakteru chyba jest lekką przesadą.

                                                    O ile dobrze
                                                    > rozumiem, Zielka po prostu nie ma talentu/poczucia_misji/ochoty
                                                    koloryzowania
                                                    > swojej pracy w celach popularyzatorskich (podobnie jak ja), nie ma
                                                    to nic
                                                    > wspólnego z ewentualnym lekceważeniem rozmówcy.
                                                    -----------------------
                                                    Akurat to, że komuś się nie chce jestem w stanie zrozumieć
                                                    doskonale. Podobnie, jak to, że ktoś nie ma ochoty z jakichkolwiek
                                                    względów. Nie bardzo natomiast przekonuje mnie robione na wstępie
                                                    założenie o niemożności zrozumienia
                                                    czegokolwiek.

                                                    > Ukłony,
                                                    > NN
                                                    >
                                                    >
                                                  • zielka Re: humanistyka 29.04.08, 22:33
                                                    Ja napisalam:

                                                    Wiec dziedziny spekulacyjne, szumnie nazwane naukami humanistycznymi, [...]
                                                    borykaja sie z wlasciwymi dla wszyskich domen trudnosciami, na przyklad: jak
                                                    godnie wytlumaczyc komus o co chodzi w czyms, co wydaje nam sie interesujace,
                                                    gdy ktos ten nie zna obecnego stanu rzeczy w tychze naukach, nie zna ich
                                                    historii, i obca mu jest ich metodologia.

                                                    No i ja na postawione wyzej pytanie odpowiedziec musze "nie wiem", konczac tym
                                                    sposobem te dyskusje.

                                                    (s)Quarantina napisala

                                                    > Akurat to, że komuś się nie chce jestem w stanie zrozumieć
                                                    > doskonale. Podobnie, jak to, że ktoś nie ma ochoty z jakichkolwiek
                                                    > względów. Nie bardzo natomiast przekonuje mnie robione na wstępie
                                                    > założenie o niemożności zrozumienia
                                                    > czegokolwiek.

                                                    Mam wrazenie, ze stracilismy dzis nieco czasu.

                                                  • zielka Re: humanistyka 29.04.08, 22:36
                                                    Acha, i jeszcze szczegol. Metodologia jest to logos o metodzie, nauka o
                                                    metodzie, teoria metod. Nie jest w zadnym razie metoda.
                                                  • squarantina Re: humanistyka 30.04.08, 07:30
                                                    zielka napisała:

                                                    > Acha, i jeszcze szczegol. Metodologia jest to logos o metodzie,
                                                    nauka o
                                                    > metodzie, teoria metod. Nie jest w zadnym razie metoda.
                                                    -------------------
                                                    Zgadza się. Chociaż wiadomo z kontekstu, o czym piszę.
                                                  • zielka Re: humanistyka 30.04.08, 08:55
                                                    squarantina napisała:

                                                    > Zgadza się. Chociaż wiadomo z kontekstu, o czym piszę.

                                                    Ale zgadzamy sie, ze piszesz o czyms innym niz ja, tak? Ja mowie o bogactwie
                                                    pism metodologicznych, Ty mowisz o jednolitosci metod. I tak sobie mozemy
                                                    rozmawiac jeszcze dosc dlugo.
                                                  • squarantina Re: humanistyka 30.04.08, 09:41
                                                    zielka napisała:

                                                    > squarantina napisała:
                                                    >
                                                    > > Zgadza się. Chociaż wiadomo z kontekstu, o czym piszę.
                                                    >
                                                    > Ale zgadzamy sie, ze piszesz o czyms innym niz ja, tak? Ja mowie
                                                    o bogactwie
                                                    > pism metodologicznych, Ty mowisz o jednolitosci metod. I tak
                                                    sobie mozemy
                                                    > rozmawiac jeszcze dosc dlugo.
                                                    ---------------------
                                                    "gdy ktos ten nie zna obecnego stanu rzeczy w tychze naukach, nie
                                                    zna ich
                                                    historii, i obca mu jest ich metodologia." Pisząc w rzeczy samej o
                                                    metodyce, opierałam się jedynie na tym zdaniu. Metodologia kogo
                                                    czego? Nauk. Metodologia dotycząca nauk. Nauka zajmująca się
                                                    metodami stosowanymi w tych naukach. W życiu nie wykoncypowałabym,
                                                    że chodzi o bogactwo, chociaż skoro tak mówisz, to ja to przyjmuję.
                                                  • nienietoperz Re: humanistyka 29.04.08, 22:57
                                                    squarantina napisała:

                                                    > nienietoperz napisał:
                                                    >
                                                    > > Q.,
                                                    > > muszę się z Tobą całkowicie nie zgodzić. Nie wierzę w
                                                    > popularyzację nauki, nie
                                                    > > wierzę w możliwość łatwego wyjaśnienia choćby bardzo
                                                    inteligentnym
                                                    > ludziom
                                                    > > prawdziwej istoty tego, czym zajmuje się wyspecjalizowany
                                                    > naukowiec, czy to
                                                    > > humanistyczny, czy to ścisły. Każda popularyzacja jest z
                                                    definicji
                                                    > > przekłamaniem.
                                                    > ----------------------
                                                    > Nie bardzo rozumiem przekłamanie w tym kontekscie. To znaczy, że
                                                    co:
                                                    > popularyzacja ujmuje, przeinacza, czy wręcz zakłamuje?
                                                    > Howking, Penrose, Ricard, Koestler, Feynmann, czy wręcz Einstein,
                                                    > Heisenberg(itd.). Sądzisz, że pozwoliliby sobie na przekłamania?

                                                    Po kolei: książka Hawkinga jest z punktu widzenia naukowego słaba.
                                                    Penrose opowiada o historiach ciekawych, ale wyraźnie nie o tym,
                                                    czym zajmował sią naukowo przez lata. Feynman napisał rewelacyjne
                                                    `Feynman's Lectures in Physics', które są doskonałym i luźno
                                                    opowiadanym podręcznikiem, ale nie są popularyzacją (skądinąd kiedy
                                                    wykładał dla doktorantów na ich podstawie, zdecydowana większość
                                                    uważała je za grubo za trudne). Literatury popularyzatorskiej innych
                                                    panów podanych wyżej nie czytałem.

                                                    >
                                                    > Nie znaczy to, że jest niepotrzebna,
                                                    > ----------------
                                                    > Gdyby popularyzacja była przekłamaniem, nie byłaby warta funta
                                                    > kłaków.

                                                    Nieprawda, a przynajmniej nie do końca.



                                                    > wręcz przeciwnie - podstawą
                                                    > > edukacji jest ustawiczne dowiadywanie się, że tak naprawdę wcale
                                                    > nie chodziło o
                                                    > > to, czego nauczono nas `oczko niżej', że tak naprawdę jest
                                                    > zupełnie inaczej.
                                                    > -------------------------------
                                                    > Świetnie to ująłeś. Popularyzacja nauki niejednokrotnie pomaga
                                                    > zrozumieć wtłoczone do mózgu szkolne dane. Jest dokładnie tak jak
                                                    > piszesz: w tym wszystkim chodzi o zupełnie coś innego. Jeśli choć
                                                    > jedna dusza dojdzie do takiego wniosku, dzięki popularyzacji, to
                                                    ma
                                                    > ona sens.

                                                    Wyłącznie pod warunkiem, że nie uzna (dusza) wersji opisanej w
                                                    książce popularyzującej za `prawdziwą'.


                                                    > Zresztą jest to też podstawą badań naukowych. Nie rozumiem,
                                                    > dlaczego nauki
                                                    > > ścisłe miały by się w tej sprawie różnić od humanistycznych (mój
                                                    > sceptycyzm
                                                    > > wobec tych drugich sięga głęboko, ale nie aż tak głęboko).
                                                    > --------------------------
                                                    > Nauki ścisłe opierają się na hierarchicznej strukturze, bez
                                                    podstaw
                                                    > nie ruszysz w żadnym kierunku. Stąd problemy w rozumieniu, także
                                                    w
                                                    > popularyzacji.
                                                    > Twierdzę, że nauki humanistyczne nie mają takiego charakteru.

                                                    Tym gorzej dla nich.

                                                    Z ukłonami,
                                                    NN
                                                  • squarantina Re: humanistyka 30.04.08, 07:25
                                                    ,> Po kolei: książka Hawkinga jest z punktu widzenia naukowego
                                                    słaba.
                                                    ----------------------
                                                    Ale mnie nie interesuje naukowy punkt widzenia. Interesuje mnie
                                                    punkt widzenia zwykłego zjadacza chleba. Gdyby interesował mnie
                                                    naukowy punkt widzenia poprosiłabym Zielkę o spis prac.

                                                    > Penrose opowiada o historiach ciekawych, ale wyraźnie nie o tym,
                                                    > czym zajmował sią naukowo przez lata.
                                                    ------------------------------------
                                                    Ale mnie nie interesuje czym się zajmował Penrose. Interesuje mnie
                                                    to napisał "dla mnie" i mnie podobnych.

                                                    Feynman napisał rewelacyjne
                                                    > `Feynman's Lectures in Physics', które są doskonałym i luźno
                                                    > opowiadanym podręcznikiem, ale nie są popularyzacją (skądinąd
                                                    kiedy
                                                    -----------------------
                                                    Popularyzację zatem rozumiem nieco luźniej, szerzej niż Ty, zdaje
                                                    się.


                                                    >
                                                    > Wyłącznie pod warunkiem, że nie uzna (dusza) wersji opisanej w
                                                    > książce popularyzującej za `prawdziwą'.
                                                    > ----------------------
                                                    Wciąż nie rozumiem "nieprawdziwości". Dzieci w szkole uczą się
                                                    orbitalnego modelu atomu Bohra. Potem któreś z nich dzięki
                                                    wrodzonej ciekawości odkrywa, że model ten nie jest prawdą, jest
                                                    jedynie modelem. Czy o to mniej więcej Ci chodzi?

                                                    > Tym gorzej dla nich.
                                                    -------------------
                                                    Nie wiem czy gorzej czy lepiej. Po prostu inaczej.

                                                    >
                                                  • nienietoperz Re: humanistyka 30.04.08, 14:21
                                                    squarantina napisała:

                                                    > ,> Po kolei: książka Hawkinga jest z punktu widzenia naukowego
                                                    > słaba.
                                                    > ----------------------
                                                    > Ale mnie nie interesuje naukowy punkt widzenia. Interesuje mnie
                                                    > punkt widzenia zwykłego zjadacza chleba. Gdyby interesował mnie
                                                    > naukowy punkt widzenia poprosiłabym Zielkę o spis prac.


                                                    No dobrze, czyli jednak zgadzasz się na to, że ktoś może Ci opowiadać
                                                    historyjki, które z nauką nie maja nic wspólnego pod pozorem działalności
                                                    popularyzacyjno-NAUKOWEJ?


                                                    > > Penrose opowiada o historiach ciekawych, ale wyraźnie nie o tym,
                                                    > > czym zajmował sią naukowo przez lata.
                                                    > ------------------------------------
                                                    > Ale mnie nie interesuje czym się zajmował Penrose. Interesuje mnie
                                                    > to napisał "dla mnie" i mnie podobnych.

                                                    > Feynman napisał rewelacyjne
                                                    > > `Feynman's Lectures in Physics', które są doskonałym i luźno
                                                    > > opowiadanym podręcznikiem, ale nie są popularyzacją (skądinąd
                                                    > kiedy
                                                    > -----------------------
                                                    > Popularyzację zatem rozumiem nieco luźniej, szerzej niż Ty, zdaje
                                                    > się.

                                                    Q. droga, jeśli wyraziłabyś ochotę zrozumienia podstaw fizyki współczesnej, to
                                                    jak najbardziej zachęcałbym Cię do Feynmana. Tyle, że jest to jakieś 3000 stron
                                                    niełatwego i dość zmatematyzowanego tekstu. Jeśli mogłabyś i chciałabyś
                                                    poświęcić mu odpowiednio dużo czasu, to na pewno byś sobie z tym poradziła.
                                                    Tyle, że to już dla mnie nie jest popularyzacja, a prosta nauka/studiowanie.


                                                    >
                                                    > >
                                                    > > Wyłącznie pod warunkiem, że nie uzna (dusza) wersji opisanej w
                                                    > > książce popularyzującej za `prawdziwą'.
                                                    > > ----------------------
                                                    > Wciąż nie rozumiem "nieprawdziwości". Dzieci w szkole uczą się
                                                    > orbitalnego modelu atomu Bohra. Potem któreś z nich dzięki
                                                    > wrodzonej ciekawości odkrywa, że model ten nie jest prawdą, jest
                                                    > jedynie modelem. Czy o to mniej więcej Ci chodzi?

                                                    Chodzi mi też o to, że 95% `popularnych' książek o znaczeniach mechaniki
                                                    kwantowej, teorii względności i tak dalej, nie ma nic, ale to kompletnie nic
                                                    wspólnego z tym, jak się tych teorii używa, jakie mają konsekwencje naukowe.
                                                    Dyskusje o metafizycznym znaczeniu losu kota Schrodingera są super na imprezę o
                                                    5tej rano, ale dla autentycznego fizyka w jego pracy są kompletnie bezużyteczne
                                                    i nieistotne. Bardzo fajnie wyśmiewa to Feynman pisząc o teorii względności i
                                                    zachwytach kawiarnianych filozofów: `ach, a więc wszystko jest względne!'. Z
                                                    punktu filozoficznego szczególna teoria względności może być tak naprawdę
                                                    sprowadzona (to Feynman, nie ja) do spostrzeżenia, że człowiek z przodu wygląda
                                                    inaczej niż z tyłu.




                                                    Na koniec muszę się przyznać, że mimo wszystkich zastrzeżeń wyliczonych wyżej,
                                                    zdarzyło mi się napisać artykuł popularno-naukowy :-))
                                                    W dość specyficznej sytuacji (prośba, na którą raczej nie mogłem/ nie chciałem
                                                    odmówić), ale zawsze.

                                                    Z ukłonami,
                                                    NN
                                                  • squarantina Re: humanistyka 04.05.08, 13:29
                                                    Zacząłeś o popularyzacji nauki i widzę, że dyskusja zmierza w
                                                    kierunku niezamierzonym, a zasadzie straciła kierunek. Negujesz
                                                    zawzięcie popularyzację, twierdząc, że 95 % książek popularyzujących
                                                    chociażby mechanikę kwantową, czy teorię względności to szit.
                                                    Drogi Nietoperzu, na wstępie robisz założenie podobne jak Zielka:
                                                    czytelnik jest kompletnym głąbem, który nie potrafi zrozumieć,
                                                    odróżnić, porównać, krótko mówiąc: myśleć.
                                                    Otóż nie do końca tak jest. Zainteresowanie czymś zaczyna się od
                                                    ogólnego spojrzenia, poglądu, rzutu, szkicu, zarysu, często właśnie
                                                    od książki, jak to nazywasz popularnonaukowej. Jeśli temat chwyci,
                                                    zazwyczaj się go drąży, a im bardziej chwyci, tym głębiej, dochodząc
                                                    do podstaw, czyli de facto studiując. I uwierz mi, nie zastanawiasz
                                                    się nad tym, czy dana ksiązka jest popularnonaukowa (bo w zasadzie
                                                    dalej nie znam jej definicji) czy jest podręcznikiem, czy jakąś inną
                                                    cholerą. Czytasz to, co na danym poziomie jest dla Ciebie
                                                    zrozumiałe. Jeśli chodzi o fizykę cząstek elementarnych: wciąż nie
                                                    wiem, jak zbudowany jest atom i tego nie wie nikt. Kiedyś już o tym
                                                    rozmawialiśmy. Co z tego, że jest matematyczna teoria zgadzająca
                                                    się z doświadczeniem (także zależna od przyjętej interpretacji)?
                                                    Wciąż nikt nie wie czym jest cząstka elementarna i czym w zasadzie
                                                    są oddziaływania między cząstkami znanymi. W wielkich akceleratorach
                                                    obserwuje się ślady po cząstkach, obserwuje się wyniki oddziaływań
                                                    między różnymi cząstkami, można je przewidywać, obliczając. I tu
                                                    nauka rzeczywiście oddzielona jest od „ rzeczywistości” w sposób
                                                    bardzo konkretny. Zastanawianie się, czy cząstka jest polem, struną,
                                                    falą itd. i obliczanie jej parametrów w zależności od przyjętego
                                                    punktu widzenia jest aspketem TEJ SAMEJ rzeczywistości, przy czym
                                                    książki dla ludu zajmują się zazwyczaj tym pierwszym. Mówienie o
                                                    nieprawdziwości treści książek popularnonaukowych jest nieprawdą.
                                                    Wiadomo, są lepsze i gorsze, ale 95% głoszących fałsz to lekka
                                                    przesada.
                                                    Twoje przykłady kota i względności są właśnie dowodem na to, że z
                                                    pozycji naukowca uznajesz z definicji, że normalny człowiek nie jest
                                                    w stanie pojąć istotny tych teorii, mogąc jedynie rozprawiać o nich
                                                    przy piwie. Ani jedno ani drugie nie jest specjalnie skomplikowane
                                                    jeśli prześledzi się sprawę po kolei i bez zbytniego
                                                    matematyzowania. Wiadomo, że nie każdy zna i rozumie przekształcenia
                                                    Lorenza, ale po co one, powtarzam, zwykłemu zjadaczowi chleba. Wciąż
                                                    mam wrażenie, że mylisz popularyzcję z jakąś wulgaryzacją. Dla kogo
                                                    w zasadzie jest cała ta nauka? Dla paru wybitnych fizyków? Dla
                                                    elektrowni jądrowych? Czy może dla mnie też, i mojego kota?
                                                  • nienietoperz Nie-humanistyka 04.05.08, 18:40
                                                    squarantina napisała:

                                                    > Zacząłeś o popularyzacji nauki i widzę, że dyskusja zmierza w
                                                    > kierunku niezamierzonym, a zasadzie straciła kierunek.

                                                    I bardzo dobrze; nadal mi się przyjemnie z Tobą dyskutuje, choćby ta
                                                    rozmowa była już o czymś trochę/bardzo innym.


                                                    > Negujesz
                                                    > zawzięcie popularyzację, twierdząc, że 95 % książek
                                                    popularyzujących
                                                    > chociażby mechanikę kwantową, czy teorię względności to szit.
                                                    > Drogi Nietoperzu, na wstępie robisz założenie podobne jak Zielka:
                                                    > czytelnik jest kompletnym głąbem, który nie potrafi zrozumieć,
                                                    > odróżnić, porównać, krótko mówiąc: myśleć.

                                                    Oczywiście, że czytelnik potrafi myśleć. Dlatego szanując Jego i
                                                    siebie w życiu nie podjąłbym się na poważnie opowiadania o
                                                    współczesnej fizyce bez podawania wzorów.

                                                    > Otóż nie do końca tak jest. Zainteresowanie czymś zaczyna się od
                                                    > ogólnego spojrzenia, poglądu, rzutu, szkicu, zarysu, często
                                                    właśnie
                                                    > od książki, jak to nazywasz popularnonaukowej. Jeśli temat chwyci,
                                                    > zazwyczaj się go drąży, a im bardziej chwyci, tym głębiej,
                                                    dochodząc
                                                    > do podstaw, czyli de facto studiując.

                                                    A widzisz, nie jestem pewien, czy tak właśnie jest z matematykami
                                                    czy fizykami teoretycznymi. Myślę, że to co takich ludzi głównie i
                                                    zasadniczo kręci od początku to nie tyle opowieści o
                                                    trzynastowymiarowych strunach rodem z science (było nie było)
                                                    fiction, ale właśnie siła koncepcji abstrakcyjnych, to, że mogą one
                                                    opisać swoim językiem tak przeróżne zjawiska, ale też to, że tworzą
                                                    idealne miejsce do angażowania logicznego myślenia do przewracania w
                                                    głowie pomysłów.


                                                    I uwierz mi, nie zastanawiasz
                                                    > się nad tym, czy dana ksiązka jest popularnonaukowa (bo w zasadzie
                                                    > dalej nie znam jej definicji) czy jest podręcznikiem, czy jakąś
                                                    inną
                                                    > cholerą. Czytasz to, co na danym poziomie jest dla Ciebie
                                                    > zrozumiałe.

                                                    Ależ oczywiście. Dlatego najpierw czytasz wykłady Feynmana, potem
                                                    zaś podręczniki kwantowej teorii pola.

                                                    >Jeśli chodzi o fizykę cząstek elementarnych: wciąż nie
                                                    > wiem, jak zbudowany jest atom i tego nie wie nikt. Kiedyś już o
                                                    tym
                                                    > rozmawialiśmy. Co z tego, że jest matematyczna teoria zgadzająca
                                                    > się z doświadczeniem (także zależna od przyjętej interpretacji)?
                                                    > Wciąż nikt nie wie czym jest cząstka elementarna i czym w zasadzie
                                                    > są oddziaływania między cząstkami znanymi. W wielkich
                                                    akceleratorach
                                                    > obserwuje się ślady po cząstkach, obserwuje się wyniki oddziaływań
                                                    > między różnymi cząstkami, można je przewidywać, obliczając. I tu
                                                    > nauka rzeczywiście oddzielona jest od „ rzeczywistości” w sposób
                                                    > bardzo konkretny. Zastanawianie się, czy cząstka jest polem,
                                                    struną,
                                                    > falą itd. i obliczanie jej parametrów w zależności od przyjętego
                                                    > punktu widzenia jest aspketem TEJ SAMEJ rzeczywistości, przy czym
                                                    > książki dla ludu zajmują się zazwyczaj tym pierwszym. Mówienie o
                                                    > nieprawdziwości treści książek popularnonaukowych jest nieprawdą.
                                                    > Wiadomo, są lepsze i gorsze, ale 95% głoszących fałsz to lekka
                                                    > przesada.

                                                    Może faktycznie przesada. Wiem jednak z własnego doświadczenia ile
                                                    wysiłku i pracy wymaga poważne opowiadanie o własnej dziedzinie
                                                    ludziom nie związanym z nią bezpośrednio. Jak bardzo trzeba uważać,
                                                    żeby zostać zrozumianym, a jednocześnie nie trywializować, nie
                                                    chować istoty problemu pod dywan. Problem polega zdaje się na tym,
                                                    że o ile pisanie niejasne stosunkowo łatwo wychwycić na poziomie
                                                    redaktorsko-edycyjnym, o tyle przemykanie obok istotnych problemów
                                                    naukowych poniekąd z definicji jest dla redaktora niewykrywalne (a
                                                    często pewnie mile widziane).


                                                    > Twoje przykłady kota i względności są właśnie dowodem na to, że z
                                                    > pozycji naukowca uznajesz z definicji, że normalny człowiek nie
                                                    jest
                                                    > w stanie pojąć istotny tych teorii, mogąc jedynie rozprawiać o
                                                    nich
                                                    > przy piwie. Ani jedno ani drugie nie jest specjalnie skomplikowane
                                                    > jeśli prześledzi się sprawę po kolei i bez zbytniego
                                                    > matematyzowania.

                                                    Dlaczego matematyzowanie ma od razu świadczyć o trudności !?! Trochę
                                                    to zabrzmiało tak, jakby prosić o streszczenie `Traktatu'
                                                    Wittgensteina, tylko bez zbytniego filozofowania i dyskusji o
                                                    znaczeniach pojęć, żeby uniknąć zbędnych komplikacji.


                                                    > Dla kogo
                                                    > w zasadzie jest cała ta nauka?

                                                    Poważnie mówiąc, często nie mam bladego pojęcia. Założyłem kiedyś o
                                                    tym wątek.

                                                    > Dla paru wybitnych fizyków?
                                                    Tak.

                                                    > Dla elektrowni jądrowych?
                                                    Tak.

                                                    >Czy może dla mnie też, i mojego kota?
                                                    Tak. Matematyka jest niewątpliwie najbardziej egalitarną z nauk.
                                                    Żeby powtórzyć rozumowanie z choćby mojej ostatniej pracy nie
                                                    potrzebujesz żadnego laboratorium, żadnego zespołu współpracowników,
                                                    żadnego komputera. Jeśli znajdziesz i wskażesz w niej błąd, to nie
                                                    będzie miało to znaczenia, że nie jesteś mtykiem oficjalnym,
                                                    usadowionym i posiwiałym. Nie będę mógł się chować za autorytetem
                                                    swojego uniwersytetu, za względnością rozumienia używanych pojęć, za
                                                    `wielką szkołą filozoficzną, która mówi, że tak jest'.

                                                    I jeszcze jedno - wszystkie zdania wyżej nie oznaczają absolutnie,
                                                    że praktyka badań naukowych sprowadza się do przewalania formułek
                                                    nie posiadających żadnych `wyobraźniowych' interpretacji. Moment
                                                    zrozumienia problemu jest wciąż tą samą uciechą, na własne potrzeby
                                                    bezustannie wymyślam(y) modele, koncepcje i tak dalej. Tyle tylko,
                                                    że wnioski z tych modeli wypływające są często niekomunikowalne, a
                                                    nawet nieweryfikowalne na poziomie czysto pozaformułkowym. Dwa lata
                                                    temu zaczęło mi się zdawać, że stany idempotentne na grupach
                                                    kwantowych powinny odpowiadać podhipergrupom. Pewnie mógłbym już
                                                    wtedy próbować wyjaśnić o co chodzi `popularnonaukowo' tak, że
                                                    słuchaczom zdało by się to oczywiste. Dzisiaj, po dziesiątkach
                                                    spędzonych godzin, pokreślonych i powyrzucanych kartek, dzięki
                                                    formułkom rozumiem to o tyle lepiej, że zaczynam wierzyć w to, że to
                                                    prawda (dowód jeszcze nie jest skończony, ale powiedzmy, że znam już
                                                    ogólny zarys i większość szczegółów). Gdybym zatrzymywał się na
                                                    poziomie tego, co mi się mniej więcej wydaje, mógłbym przekonywująco
                                                    wyjaśnić dziesiątki stwierdzeń w istocie być może całkowicie
                                                    absurdalnych.

                                                    Ufff.

                                                    Z ukłonami,
                                                    NN
                                                  • squarantina Re: Nie-humanistyka 05.05.08, 18:12
                                                    >
                                                    > Oczywiście, że czytelnik potrafi myśleć. Dlatego szanując Jego i
                                                    > siebie w życiu nie podjąłbym się na poważnie opowiadania o
                                                    > współczesnej fizyce bez podawania wzorów.
                                                    -----------------
                                                    A skąd, Nietoperzu, wziąłeś przeświadczenie, że popularyzacja
                                                    nauki, fizyki chociażby musi odbywać się bez wzorów?



                                                    >
                                                    > A widzisz, nie jestem pewien, czy tak właśnie jest z matematykami
                                                    > czy fizykami teoretycznymi. Myślę, że to co takich ludzi głównie
                                                    i
                                                    > zasadniczo kręci od początku to nie tyle opowieści o
                                                    > trzynastowymiarowych strunach rodem z science (było nie było)
                                                    > fiction, ale właśnie siła koncepcji abstrakcyjnych, to, że mogą
                                                    one
                                                    > opisać swoim językiem tak przeróżne zjawiska, ale też to, że
                                                    tworzą
                                                    > idealne miejsce do angażowania logicznego myślenia do
                                                    przewracania w
                                                    > głowie pomysłów.
                                                    >------------------
                                                    W tym akapicie dotykasz dwóch spraw: po pierwsze popularyzacja
                                                    nauki nie jest przeznaczona dla teoretycznych mtyków i fzyków,
                                                    tylko raczej dla gospodyń domowych, takich jak ja. Oczywistym zatem
                                                    jest, że z nimi jest zupełnie inaczej.
                                                    Druga sprawa, to rzecz, która nieprawdopodobnie mnie "kręci",
                                                    mianowicie i właśnie związek matematyki z fizyką. Absolutnym
                                                    przejawem ludzkiego geniuszu jest dla mnie wynalezienie teorii
                                                    mtycznej, która następnie, później, opisze jakieś zjawisko, albo
                                                    odwrotnie, zjawisko, do którego można zastosować, albo odkryć na
                                                    jego potrzeby jakiegoś stana idempotentnego.
                                                    W zasadzie możnaby zaryzykować stwierdzenie, że mtyka teoretyczna
                                                    jest w zasadzie potencjalną poczekalnią dla odkryć fizycznych.
                                                    Najbardziej zdumiewa mnie np. odległość czasowa niektórych odkryć
                                                    mtycznych i odpowiadających im zajawisk fizycznych.


                                                    .> Może faktycznie przesada. Wiem jednak z własnego doświadczenia
                                                    ile
                                                    > wysiłku i pracy wymaga poważne opowiadanie o własnej dziedzinie
                                                    > ludziom nie związanym z nią bezpośrednio. Jak bardzo trzeba
                                                    uważać,
                                                    > żeby zostać zrozumianym, a jednocześnie nie trywializować, nie
                                                    > chować istoty problemu pod dywan.
                                                    ------------------------
                                                    Znowu zakładasz nieprzygotowanie ewentualnego czytelnika lub
                                                    słuchacza. Przeca nie piszesz dla przedszkolaków, jeno dla ludzi
                                                    różnych. Nie wiem, dlaczego boisz się pisać wprost, bez ogródek.
                                                    Nie zrozumieją, kij im w oko. Niektórzy pojmą.


                                                    >
                                                    > Dlaczego matematyzowanie ma od razu świadczyć o trudności !?!
                                                    -------------------
                                                    ZBYTNIE matematyzowanie zniechęca laików. Uwierz mi na słowo.

                                                    Matematyka jest niewątpliwie najbardziej egalitarną z nauk.
                                                    ----------------------
                                                    Bezczelna jezdem, ale twierdzę, że każda nauka teoretyczna jest
                                                    egalitarna. Jedynym ograniczeniem jest sprawność intelektualna oraz
                                                    lenistwo.


                                                    > `wielką szkołą filozoficzną, która mówi, że tak jest'.-
                                                    to jest przykład trywializowania:)
                                                    >

                                                    > I jeszcze jedno - wszystkie zdania wyżej nie oznaczają
                                                    absolutnie,
                                                    > że praktyka badań naukowych sprowadza się do przewalania formułek
                                                    > nie posiadających żadnych `wyobraźniowych' interpretacji. Moment
                                                    > zrozumienia problemu jest wciąż tą samą uciechą, na własne
                                                    potrzeby
                                                    > bezustannie wymyślam(y) modele, koncepcje i tak dalej. Tyle
                                                    tylko,
                                                    > że wnioski z tych modeli wypływające są często niekomunikowalne,
                                                    a
                                                    > nawet nieweryfikowalne na poziomie czysto pozaformułkowym.
                                                    ----------------------------------
                                                    Nie martw się, doczekasz się wniosków komunikowalnych w postaci
                                                    jakiegoś indywidua fizycznego, prędzej czy później:)

                                                    ----------------------------------------------

                                                    Dwa lata
                                                    > temu zaczęło mi się zdawać, że stany idempotentne na grupach
                                                    > kwantowych powinny odpowiadać podhipergrupom. Pewnie mógłbym już
                                                    > wtedy próbować wyjaśnić o co chodzi `popularnonaukowo' tak, że
                                                    > słuchaczom zdało by się to oczywiste. Dzisiaj, po dziesiątkach
                                                    > spędzonych godzin, pokreślonych i powyrzucanych kartek, dzięki
                                                    > formułkom rozumiem to o tyle lepiej, że zaczynam wierzyć w to, że
                                                    to
                                                    > prawda (dowód jeszcze nie jest skończony, ale powiedzmy, że znam
                                                    już
                                                    > ogólny zarys i większość szczegółów). Gdybym zatrzymywał się na
                                                    > poziomie tego, co mi się mniej więcej wydaje, mógłbym
                                                    przekonywująco
                                                    > wyjaśnić dziesiątki stwierdzeń w istocie być może całkowicie
                                                    > absurdalnych.
                                                    ------------------------
                                                    Dobrze, że nie popularyzujesz czegoś w fazie embrionalnej. To
                                                    przeca bez sensu. Tłumaczyć komuś coś, czego samemu nie jest się
                                                    pewnym.
                                                    >
    • brunosch Re: Książki a życie prywatne 17.04.08, 23:32
      A i tak najbardziej (po fagocistach) postponowani są tenorzy.
      • samica1 Re: Książki a życie prywatne 29.04.08, 20:52
        Już od 12 dni zastanawiam się, dlaczego. Tenorzy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka