noida 15.04.08, 11:25 wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80281,5111269.html Ja też uważam, że "Korekty" są przereklamowane :) Rzucicie mnie z tego powodu? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
verdana Re: Książki a życie prywatne 15.04.08, 13:45 Moim zdaniem - przede wszystkim nie można być ze snobem. Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Książki a życie prywatne 15.04.08, 14:20 Dzizas, poczytałem ten artykuł s rana i do teraz się zastanawiam, jak ludzie, co czytają, część bodaj nawet zawodowo, mogą być takimi debilami. Co ma związek uczuciowo-erotyczny wspólnego z czytaniem, czy czymkolwiek w temacie gustów ogólnokulturowych, to dalibuk, nie kumam ni w ząb. P:) Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: Książki a życie prywatne 15.04.08, 19:59 E tam, pamietam w podstawowce, ze ci faceci, co sluchali Slayera i gardzili NKOTB, zrobiliby wszystko zeby pocalowac niejaka Iwonke, mimo, ze nosila ona koszulke z w. w. zespolem. Bo to chyba o to samo chodzi, nie? Tyle, ze miejsce muzyki zajete zostalo przez ksiazki. I ja to w sumie rozumiem. Na przyklad juz dawno sobie obiecalam, ze nie przespie sie z facetem, ktory mial cos wspolnego (magister, doktorat) z Heideggerem. I, choc z trudem, obietnicy sobie danej dotrzymuje. Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Książki a życie prywatne 15.04.08, 20:40 Hmmmmm Hajdegerowcy sugerują za duże stęzenie perwersyjnego erotyzmu, upodobanie do mundurów, czy 7 godzinną grę wstępną? (tak bym tylko chciał poznać źródło niechęci, bez zagłebiania się w intymne szczegóły:) P:) Odpowiedz Link Zgłoś
mamarcela Re: Książki a życie prywatne 15.04.08, 21:58 braineater napisał: > Hmmmmm > Hajdegerowcy sugerują za duże stęzenie perwersyjnego erotyzmu, upodobanie do mu > ndurów, czy 7 godzinną grę wstępną? > > (tak bym tylko chciał poznać źródło niechęci, bez zagłebiania się w intymne szczegóły:) > To Ty, Brajanie, naprawdę nic nie wiesz??? Sorki, ale każda dziewczynka z mlekiem matki przyswaja dwuwiersz następujący: Lepszy najgorszy zboczeniec i każda inna cholera od tego, co napisał pracę z Hajdegera! Nie wgłębiając się w intymne szczegóły napiszę tak - magister z Hajdegera traci całkowicie libido, zamienia sie w emocjonalnego eunucha , a zapędzony siłą lub podstępem do tzw. łożnicy recytuje ustępy swojej pracy albo smętnie dywaguje bez sensu. Zasypia mamrocząc głupoty podczas gry wstępnej, zresztą zwykle wcześniej zasypia z nudów partnerka, o ile nie ucieknie z wrzaskiem, albo nie zabije gada w słusznym gniewie. natomiast doktor hajdegerologii zamienia sie w demona bondażu i słingeryzmu. Wkłada różowe skórzane majtki w czaszki wysadzane cekinami, każe się przypinać do wezgłowia kajdankami z futerka w ocelocie cętki i tłuc po tyłku oprawionymi w turkusową skórę w złoty rzucik dziełami mistrza. Ni stąd ni zowąd przyprowadza do domu kilkoro obcych ludzi i każe ci uprawiać z nimi seks w zielonej galaretce (z agar-agar, bo żelatyną gardzi głęboko). Dalej nie będę opisywać, bo to już by były te intymne. Szczegóły. A się wstydzę :( W każdym razie - Boże strzeż każdą kobietę od hejdegeromaniaków, a kysz! Odpowiedz Link Zgłoś
zielka re: Heidegger 15.04.08, 22:44 Ja nie wiem, czy opis Mamarceli wynika z jej w tym wypadku swietnej wiedzy i jeszcze lepszej intuicji, czy tez opiera sie glownie na robieniu sobie ze mnie (slusznie) jaj, ale jest mniej wiecej tak, jak mowi. Tzn. mowie tu znowu glownie o moich intuicjach, bo przyrzeczenie wyzej wymienione zlozylam sobie po lekturze niemieckiego autora, i moja zasada jest niejako a priori. Kurcze, a swoja droga to az mnie korci, zeby dac Wam linki do zdjec na dowod, ze takie decyzje sa czasem b. trudne. No ale serio, Brain, Noido, Verdano, nie ma takich dla was zupelnie kompromitujacych autorow? Ja nie mowie o automatyzmach: "jesli czytasz glownie Cohelo, to won z mojego zycia". Ale fakytcznie, jak ktos mowi, ze "Tao Kubusia Puchatka" jest dla niego najwazniejsza lektura i nia sie kieruje, to swiadczy to nie tyle o zlym lub srednim guscie, ale o pewnej niesamodzielnosci i braku dystansu, ktore juz moga byc dla niektorych z Was trudne do zniesienia. Odpowiedz Link Zgłoś
mamarcela Re: re: Heidegger 15.04.08, 23:09 Jakie jaja, jakie jaja? mamarcela i jaja to przecież oksymoron jest. A jeśli z kogokolwiek jaja to li i jedynie z Brajana, ze podstawowych rzeczy nie wie, on - specjalista od pornografii ponoć. Uzurpator!? A tak w ogóle to wieloletnie doświadczenie przeze mnie przemawia i mądrość pokoleń. :) A odpowiadając na pytanie nie do mnie co prawda zwrócone napiszę tak: nie ma dla mnie lektur kompromitujących, jest natomiast kompromitujący sposób mówienia o lekturach i to paradoksalnie czasami o tych z całkiem wysokiej półki. Dokładnie tak jak w przytoczonym przez Ciebie przykładzie (z nawiasem mówiąc całkiem zabawną książeczką, z której pochodzi jedno z moich ulubionych określeń "najęty bryś") chodzi o brak dystansu i jak to określają moje dzieci nadmierne "jaranie się". I wtedy nieważne jest, czy to życie zmieniła lektura Coelju, "Te Prosiaczka" czy wręcz Kena Wilbera, jeśli ktoś do jakiejkolwiek książki, czy autora podchodzi jak onże niesamodzielny myślowo "bryś najęty" to wydaje mi się co najmniej podejrzany. Ale (o czym już pisałam na FK) to działa dokładnie tak samo w drugą stronę "najęci tępiciele" Grocholi, HP, czy Coelju wydają mi sie tak samo mało wiarygodni, niesamodzielni i kompletnie pozbawieni dystansu. Odpowiedz Link Zgłoś
paolo630 Kto by chciał z Heideggerem... 16.04.08, 00:39 ...nim libido stanie zerem, kto by wolał wraz z Puchatkiem nim na burdel zmieni chatkę niech pamięta zanim zaśnie: może z książką w głowie jaśniej lecz gdy chęć masz na te sprawy lepszy szampan do zabawy. tinyurl.com/5pt6m9 Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: re: Heidegger 16.04.08, 01:00 nieno, sa jakieś takie ksiązki, co do których miłości nie ogarniam ('żelazny jan', coby pozostać przy serii, co się jej trzymasz), ale to wtedy staram się rozmawiać na inny temat. ale to raczej rzadko dotyczy literatury w sensie 'fikcja', tylko jakiś pierdół, typu filozofia, albo poradniki dookoła-życiowe, pisane z nudów przez redaktorki wysokonakładowych czasopism. z fikcją jest raczej tak, że nigdy nie masz pewności, co dany osobnik z niej wywlókł i jak se to poukładał, więc nie ma się co uprzedzać. natomiast panny nakręcone na niczego i szopenhauera, to sam mjut:) P:) Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: re: Heidegger 16.04.08, 10:44 braineater napisał: [...] > natomiast panny nakręcone na niczego i szopenhauera, to sam mjut:) Ha, wyzej mialam napisac, ze eliminujemy tez panow, ktorzy czytaja w.w. autorow, z powodu jakiegos fundamentalnego niespelnienia i frustracji, ktore beda im zawsze towarzyszyc. Niemniej chwila rozwagi doprowadzila mnie do zlagodzenia pozycji: z wiekiem, prawdopodobnie zaczne sie interesowac osobnikami mlodszymi, a ci regularnie czytaja Nietzschego i Schopenhauera. By zapewnic sobie zatem spokojna starosc, musze pozbyc sie tych niecheci. A co do fikcji, no to pewnie masz racje, chociaz z zastrzezeniem Mamarceli: zeby nie mowiono o czytanych rzeczach w sposob kompromitujacy. Pewnie podobnie rzecz ma sie z filmami. Odpowiedz Link Zgłoś
samica1 Re: re: Heidegger 16.04.08, 23:24 A ciekawe, czy wśród biologów albo ogólnie pojętych przyrodników na przykład jest tak, że myśli sobie jakaś badaczka bakterii: nigdy w życiu nie pójdę do łóżka z badaczem komórek roślinnych! Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: re: Heidegger 17.04.08, 20:49 Czuje sie wywolana do tablicy :-) I odpowiadam, ze nie spotkalam sie z taka awersja - jedyne, co mi przychodzi do glowy, to niespecjalna milosc biologow stricte terenowych do laboratoryjnych i vice versa :-) Wiaze sie to pewnie z trybem zycia. Odpowiedz Link Zgłoś
samica1 Re: re: Heidegger 17.04.08, 21:27 :P Ja bym chyba nie mogła z wielbicielem Dudy-Gracza... Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: re: Heidegger 17.04.08, 22:57 A jak sie maja rzeczy Statuo z biologami z obozu ID wobec biologow z obozu Dawkins/Dennett/Hitchens ?:-) Znasz takie pary ? Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: re: Heidegger 19.04.08, 21:26 Nie znam nikogo z obozu ID ;-) Moze nie chca ze mna przestawac... Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: re: Heidegger 21.04.08, 19:47 no tyle ze niektore z "eksperymentow" Dawkinsa sa tak zle (pozbawione sensownych kontroli) ze nic dziwnego iz zabral sie za pisanie ksiazek. Nic tez dziwnego ze malo kogo moze przekonac takimi produkcjami (... napewno nie ewolucjonistow, he, he) Nie sadze aby Dawkins mial przewage nad glosicielami ID. Wrecze przeciwnie mozna podejrzewac ze facet jest piata kolumna w szeregach... no tych co sa zwolennikami Dawkinsa (bo trudno mowic o tym ze taka pisanina zbiorem dowodow ewolucjonizmu na nieistnienie Boga). Mam tylko nadzieje ze stanowisko papieza w kwestii ewolucji jest Dawkinsowi znane. Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: Papiez a ewolucja 26.04.08, 16:31 broch napisał: >Mam tylko nadzieje ze stanowisko papieza w >kwestii ewolucji jest Dawkinsowi znane. Latwo to sprawdzic, Dawkins sie na ten temat wypowiadal, i, podobnie jak wielu myslicieli katolickich, widzi, ze nie-teleologiczna koncepcja czlowieka wlasciwa dla wiekszosci teorii ewolucyjnych znajduje sie w fundamentalnym konflikcie z pozycja Wojtyly. Jedyna "ewolucja", na ktora Kosciol moze pozwolic, jest ID. Jesli chodzi o dokonania naukowe Dawkinsa, to zajmuje on katedre "Public Understanding of Science", i jako wykonujacego ten zawod wydaje mi sie warto go oceniac. Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: Papiez a ewolucja 27.04.08, 00:22 "Jesli chodzi o dokonania naukowe Dawkinsa, to zajmuje on katedre "Public Unders tanding of Science", i jako wykonujacego ten zawod wydaje mi sie warto go oceniac." nie, przynajmniej nie na podstawie opisywanych experymentow Dawkinsa udowadniajacych ze Bog nie istnieje. Dawkins wywaza otwarte drzwi, brak dowodow nie jest dowodem, kiepsko zaplanowane doswiadczenia (Dawkinsa itp) dowodem nie sa rowniez. Jesli "Public Understanding of Science" ma za zadanie wulgaryzacje (w przeciwienstwie do popularyzacji) nauki, to dziekuje bardzo i poprosze nastepny zestaw pytan. Zaden szanujacy sie naukowiec nie bedzie zajmowal sie podwazaniem istnienia Boga. To nie jest cel nauki. Nie mowiac juz o tym ze nauka nie dysponuje narzedziami ktore pozwolilyby na experymentalne dowiedzenie czy Bog istnieje czy nie. Dawkins z zwiazku z tym spekuluje a to nie nauka. Kosciol nie ma nic przeciw ewolucji nawiasem mowiac (Benedykt XVI z 2004, nowsze niz Jan Pawel II z 1996): "According to the widely accepted scientific account, the universe erupted 15 billion years ago in an explosion called the 'Big Bang' and has been expanding and cooling ever since. Later there gradually emerged the conditions necessary for the formation of atoms, still later the condensation of galaxies and stars, and about 10 billion years later the formation of planets. In our own solar system and on earth (formed about 4.5 billion years ago), the conditions have been favorable to the emergence of life. While there is little consensus among scientists about how the origin of this first microscopic life is to be explained, there is general agreement among them that the first organism dwelt on this planet about 3.5 - 4 billion years ago. Since it has been demonstrated that all living organisms on earth are genetically related, it is virtually certain that all living organisms have descended from this first organism. Converging evidence from many studies in the physical and biological sciences furnishes mounting support for some theory of evolution to account for the development and diversification of life on earth, while controversy continues over the pace and mechanisms of evolution." (paragraph 63, from "Communion and Stewardship: Human Persons Created in the Image of God," plenary sessions held in Rome 2000-2002, published July 2004) innymi slowy za ewolucja stoi Bog, Kosciol zas nie wysila sie aby zdefiniowac role Boga w definiowaniu ewolucji. Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: Papiez a ewolucja 27.04.08, 16:53 broch napisał: Zaden szanujacy sie naukowiec nie bedzie zajmowal sie podwazaniem istnienia Boga. To nie jest cel nauki. Nie mowiac juz o tym ze nauka nie dysponuje narzedziami ktore pozwolilyby na experymentalne dowiedzenie czy Bog istnieje czy nie. Dawkins z zwiazku z tym spekuluje a to nie nauka. Przeczytalam sobie na czym polega katedra "Public Understanding of Science" "The goal is for the public to appreciate the order and beauty of the abstract and natural worlds which is there, hidden, layer-upon-layer. To share the excitement and awe that scientists feel when confronting the greatest of riddles. To have empathy for the scientists who are humbled by the grandeur of it all." Potem patrze na tematy wykladow osob zaproszonych, dostepne tutaj (nie moglam znalezc tematow wykladow samego Dawkinsa): www.simonyi.ox.ac.uk/lecture/index.shtml I jest to, no tak, czysta spekulacja dla ludzi z domen scislych i przyrodniczych, natomiast normalna historia i filozofia nauki dla ludzi w departamentach of Arts & humanities. I to co robi Dawkins, to jest wskazywanie kognitiwnych i epistemologicznych "biases" w popuparnym postrzeganiu swiata. No ale mowilismy o papiezu, tak? Ja caly czas nie rozumiem dlaczego uwazasz, ze koncepcja teleologiczna czlowieka, ktorego Bog sobie wybral i do ktorego stworzenia doprowadzil z jakims zamyslem (wg katolicyzmu Bog jest bytem intencjonalnym, i sam fakt ze uznawane sa cuda jest dowodem na to, ze Bog wg w. w. Kosciola ingeruje w swiat), jest w zgodzie z koncepcja fundamentalnie nieteleologiczna wspolczesnych teorii ewolucji. Rzecz sie wydawac moze marginalna, ale przeciez na tym opiera sie tozsamosc Kosciola w ogole. Juz bylo wiele takich momentow w historii teologii i filozofii, gdzie Kosciol udawal, ze jest nie jest sprzeczny z rozumem, to sa moje ulubione kawalki w historii tej czesci swiata. 17 wiek jest tego pelen, i truchelka owczesnych teorii wciaz zyja (jesli truchelka zyc moga)w filozofii wspolczesnej. Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: Papiez a ewolucja 27.04.08, 22:39 wiesz nauki humanistyczne nie sa niczym innym jak spekulacja. (Nie zmienia to faktu ze sa potrzebne oczywiscie.) W zwiazku z tym mozesz spekulowac ile zechcesz, nie zblizy to nikogo do odpowiedzi na pytanie czy Bog istnieje czy nie. Mysle o nauce, bo to czy ktos wierzy w Boga/Bogow czy nie to jego prywatna sprawa. Dawkins do spekulacji angazuje eksperyment, rzecz o ktorej ewidentnie nie ma zielonego pojecia. "Juz bylo wiele takich momentow w historii teologii i filozofii, gdzie Kosciol > udawal, ze jest nie jest sprzeczny z rozumem, to sa moje ulubione kawalki w > historii tej czesci swiata. " Juz bylo wiele takich momentow w historii nauk humanistycznych, ktorych zwolennicy udawali ze ich poglady nie sa sprzeczne z rozumem, to sa moje ulubione kawalki w historii tej czesci swiata. Nauki humanistyczne sa w stanie udowodnic wszystko, wlaczajac w to istnienie/nieistnienie Boga. W historii takich dowodow jest pelno. Osobiscie jestem osoba niewierzaca, ale sluchajac poronionych argumentow Dawkinsa, zastanawiam sie kogo tak usilnie facet stara sie przekonac? Jesli nie ma naukowych narzedzi ktore pozwolilyby na ustalenie prawdy, pozostaje tylko spekulacja innymi slowy mozna miec powazne podejrzenia ze Dawkins sam do dzisiaj ma watpliwosci i nie jest pewien czy Bog faktycznie nie istnieje. Opisane przez Dawkinsa eksperymenty zawieraja zbyt wiele bledow aby uznac je za dowody na cokolwiek. Pozostaje spekulacja. Dla mnie to zawracanie glowy, nie potrzebuje dziesiatek zadrukowanych stron i spekulacji Dawkinsa aby wiedziec z w gruncie rzeczy za cala makulatura nie kryje sie nic innego jak przekonanie. Zal mi troche osob ktore w swoich boskich/nieboskich przekonaniach musza upwenic sie czytajac ...Dawkinsa. Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: Papiez a ewolucja 28.04.08, 00:56 Juz bez wchodzenia w szczegoly Twoich wypowiedzi, zaprosilabym Cie do pewnego thought experiment: wiec wyobraz sobie, ze mowisz mi w 2 zdaniach nad czym teraz pracujesz, i ja daje na ten temat moja opinie, raczej stanowczo, mimo, ze znam Twoja specjalnosc srednio, ot tak, jak i kazdy jakos tam ogolnie wyksztalcony czlowiek. Efekt jest taki, ze omijam jakies 90% (99%?) waznych rzeczy, o ktore w Twojej aktualnej pracy moze chodzic, nie rozumiem kontekstu ani najnowszych osiagniec w tej domenie. Wiec dziedziny spekulacyjne, szumnie nazwane naukami humanistycznymi, tez maja, wbrew pozorom, jakas tam historie, kompetencje, etc. I borykaja sie z wlasciwymi dla wszyskich domen trudnosciami, na przyklad: jak godnie wytlumaczyc komus o co chodzi w czyms, co wydaje nam sie interesujace, gdy ktos ten nie zna obecnego stanu rzeczy w tychze naukach, nie zna ich historii, i obca mu jest ich metodologia. No i ja na postawione wyzej pytanie odpowiedziec musze "nie wiem", konczac tym sposobem te dyskusje. Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: Papiez a ewolucja 28.04.08, 14:49 W dwoch zdaniach? W zwiazku z tym nie teoretycznie lecz praktycznie: jak wygladaja kontrole? Wystarczjaco czesto w takich dyskucjach biore udzial by wiedziec o co ludziska pytaja. Poniewaz zajmuje sie nauka eksperymentalna, w zwiazku z tym mam wystarczjaco duzo doswiadczenia aby odroznic blad od poprawnie przeprowadzonego eksperymentu. Na kilkusetstronach swojej zajmujacej pracy Dawkins opisuje eksperymenty z uzyciem kontrolnych grup. No wiec Jego grupy kontrolne sa niepoprawne (niepelne). O.K.? Jesli Dawkins zajmuje sie spekulacja, to w konsekwencji niczego nie udowadnia. Bog jak teoretycznie istnieje lub nie, tak teoretycznie istnieje lub nie. Do tego praktycznie nie potrzeba setek stron papieru. Zwlaszcza ze to juz bylo. Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: Papiez a ewolucja 28.04.08, 18:52 Nie za bardzo udaje mi sie sledzic tok tej rozmowy, i nie wiem czy sie do konca rozumiemy. Obstawialabym odpowiedz negatywna, chocby dlatego, ze nie wiem, o jakich eksperymentach mowisz. Jesli chodzi o exp. fundacji Templeton (pisze o ich nowej wersji w moim blogu), to Dawkins je wspomina, ale zaczyna rodzial mowiac o tym, ze sa one "rather pathetic". O innych doswiadczeniach mi nie wiadomo, ale czekam na dokladniejsze dane. Powyzsza wymiana zasluguje jednak na naszkicowanie, chociaz i ono nie daje mi wielkich nadziei na to, ze cos z niej bedzie: Z: istnieje oboz pro-ewolucyjny (Dawkins & co), i jest w opozycji do ID B: te ekperymenty [jakie?] Dawkinsa sa pozbawione sensu; Dawkins psuje obraz ateistow; nie rozumie tez ze Kosciol akceptuje ewolucje Z: Kosciol nie moze, ze wzgledu na podstawowe zalozenia, akceptowac ewolucji innej niz ta w wydaniu ID, i.e. teleologiczna. Dawkins jest zatrudniony jako popularyzator, nie jako eksperymentator, wiec argument o eksperymentach jest niezrozumialy B: Dawkins to nie popularyzator, ale wulgaryzator; Kosciol moze akceptowac ewolucje, bez wchodzenia w szczegoly. Z: Kosciol przeciwnie wchodzi w szczegoly, i nie moze zaakceptowac ewolucji, ktora wg darwinizmow jest nieteleologiczna. Strategia Kosciola oswajanie racjonalizmu, od 13 wieku, ale najladniej to w 17. B: Dawkins to humanista, humanistyka to spekulacja. Ludzie czytajacy Dawkinsa robia to by sie upewnic w nieistnieniu Boga, i sa godni pozalowania z tego tytulu. Z: Doszlismy do momentu, gdy dyskusja osiagnela znaczny poziom absurdu i nie udaje nawet, ze uzywa argumentow. Odejdzmy godnie. B: Dawkins zle przeprowadza eksperymenty, ktore niczego nie udowadniaja. Bog istnieje albo nie istnieje. -- Ale mam z tego taka korzysc, ze sobie wymyslilam kilka pytan dla studentow: 1. co znaczy dowod w naukach dedukcyjnych? 2. w jakich kontekstach pojecie "dowodu" pojawilo sie w naukach humanistycznych? podaj dwa przyklady. 3. porownaj dowodzenie czegokolwiek w antropologii, filozofii i matematyce na dowolnie wybranych przykladach. Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: Papiez a ewolucja 29.04.08, 02:43 wyjasnienie: "A jak sie maja rzeczy Statuo z biologami z obozu ID wobec biologow z obozu Dawkins/Dennett/Hitchens ?:-) Znasz takie pary ?" pytanie ktore zadalas (wyglada ze zapomnialas o tym) Watpie czy znane jest Ci pojecie NOMA (Non-overlapping magisterial) innymi slowy nauka nie moze komentowac istnienia Boga. Lub tez kompletnie nie rozumiesz co NOMA znaczy (dziwne) jesli pytasz sie o stanowisko biologow w boskiej kwestii "B: te ekperymenty [jakie?] Dawkinsa sa pozbawione sensu; Dawkins psuje obraz ateistow; nie rozumie tez ze Kosciol akceptuje ewolucje" spekulacja: znajdz fragment w ktorym pisze o tym ze Dawkins psuje spekulacja: znajdz fragment gdzie napisalem ze Dawkins nie rozumie ze kosciol akceptuje ewolucje. napisalem: Mam tylko nadzieje ze stanowisko papieza w kwestii ewolucji jest Dawkinsowi znane. 1) chodzi o pisma Benedykta XVI, ktorych wydajesz sie byc nieswiadoma (bo odwolujesz sie do Wojtyly, nie do Benedykta) 2) nie mam watpliwosci ze Dawkins powyzsze zna, podobnie jak zna opinie Swinburna i wie ze Swinburne nie ma nic wspolnego z oficjalna teologia, a jednak Dawkins koncentruje sie na wypowiedziach Swinburna komentujac "the Great Prayer Experiment" To jest manipulacja. "Z: Kosciol nie moze, ze wzgledu na podstawowe zalozenia, akceptowac ewolucji innej niz ta w wydaniu ID, i.e. teleologiczna. Dawkins jest zatrudniony jako popularyzator" fakt, zwlaszcza gdy uzywa takich epitetow jak: namby-pamby, mushy pap, weak-tea, weedy, pallid fence-sitters Przepraszam ale do kitu z takim popularyzatorem, to jest wulgaryzacja nauki. W jednej ksiazce Dawkins twierdzi ze teologia nauka nie jest, poczym twierdzi ze teologia nauka jest (z komentarzem dyskredytujacym teologie jako nauke). Co to ma wspolnego z popularyzacja nauki? "Strategia Kosciola oswajanie racjonalizmu, od 13 wieku, ale najladniej to w 17." Przepraszam, moze to niedelikatne, ale czy Ty sie z choinki urwalas aby uzywac XIII/XVIIw "argumentow? "Ale mam z tego taka korzysc, ze sobie wymyslilam kilka pytan dla studentow: 1. co znaczy dowod w naukach dedukcyjnych? 2. w jakich kontekstach pojecie "dowodu" pojawilo sie w naukach humanistycznych? podaj dwa przyklady. 3. porownaj dowodzenie czegokolwiek w antropologii, filozofii i matematyce na dowolnie wybranych przykladach. " Nie, zostaw takie tematy, uprawiajac jak widac wyzej spekulacje, twierdzac ze powiedzialem cos czego nie powiedzialem, nie wydaje mi sie abys byla osoba ktora jest w stanie poprawnie ocenic czym faktycznie jest dowod. Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: Papiez a ewolucja 29.04.08, 08:03 Dzieki za powyzszy wysilek; ja nie chcialam niczego wkladac w Twoje usta, chcialam zrozumiec o co chodzilo w rozmowie, i kto na co odpowiadal, bo to bylo dla mnie szalenie niejasne. I Twoje wyjasnienia, zwlaszcza dot. poczatku rozmowy, byly bardzo przydatne. "Lub tez kompletnie nie rozumiesz co NOMA znaczy (dziwne) jesli pytasz sie o stanowisko biologow w boskiej kwestii" Ja pytalam o stanowisko biologow w boskiej kwestii? Ja pytalam Statuy czy biologowie ID sypiaja z biologami nie-ID. SYPIAJA. Mozesz oczywiscie twierdzic, ze nie jest to pytanie godne, ale po co mieszac w to Boga, papiezy i Glouda z jego NOMA (bo przeciez Dawkins tego nie przeprowadzal)? Dawkins przeciez krytykuje NOME oraz samego Glouda, zreszta w rozdziale poprzedzajacym ten, o ktorym wspominam wyzej. Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: Papiez a ewolucja 29.04.08, 22:36 wiesz pieprzyc mozna sie bez roznicy jakie kto ma poglady. Twoje pytanie wskazywaloby na jakies swiatopogladowe zahamowania w tej dziedzinie? Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: Papiez a ewolucja 30.04.08, 09:44 Rozumiem, ze watku od poczatku czytac Ci sie nie chce. Decyzje te szanuje, ale mam nadzieje, ze zrozumiesz, ze na pytanie to nie chce mi sie powtarzac odpowiedzi. I rozumiem, ze w kwestii NOMA sie zgadzamy, i ze Dawkins nie ma z tym nic wspolnego, tak? Czyli, ze cala powyzsza rozmowa byla strata czasu, tak? Tak tylko pytam, na wypadek, gdybym znowu czegos nie zrozumiala, lubie bowiem, z zawodowego przyzwyczajenia, rozumiec co sie dzieje w rozmowach, ktore prowadze. Odpowiedz Link Zgłoś
squarantina Re: Papiez a ewolucja 28.04.08, 17:08 Strasznym jest dla mnie, kiedy ktoś nie potrafi wytłumaczyć czegoś z nauk humanistycznych. To po co w ogóle zajmować się czymś ("humanistycznym"), czego nie potrafisz przekazać innym? Mogę nie rozumieć matematyki, fizyki, ale na litość boską, co może być niezrozumiałego w którejkolwiek z nauk humanistycznych??? Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: humanistyka 28.04.08, 18:16 Ja nie twierdze, ze rzeczy sie nie da przekazac, no inaczej bym nie publikowala, prawda. Tyle, ze problem, z ktorym sie borykam TUTAJ, i.e. na forum, jest taki, jak napisalam wyzej: "jak godnie wytlumaczyc komus o co chodzi w czyms, co wydaje nam sie interesujace, gdy ktos ten nie zna obecnego stanu rzeczy w tychze naukach, nie zna ich historii, i obca mu jest ich metodologia." Nauki humanistyczne nie sa specjalnie naukami "dla czlowieka", nie bardziej niz fizyka czy matematyka, ale o czlowieku. I jako takie maja pewien stopien profesjonalizacji, co czyni je nieco hermetycznymi, jak wiele dyscyplin akademickich. A na pytanie "co może być niezrozumiałego w którejkolwiek z nauk humanistycznych?" moglabym na przyklad odpowiedziec cytujac kilka tytulow ksiazek filozoficznych, z dziedziny filozofii umyslu na przyklad. Sa to rzeczy, ktore wydaja mi sie szalenie trudne, i wymagajace solidnego wyksztalcenia w danej dziedzinie ktore pozwala na chocby wstepne zrozumienie zamiarow autora. Oczywiscie moze sie myle, i moze ludzie spoza kregow filozofii akademickiej czytaja je bez trudu. Odpowiedz Link Zgłoś
squarantina Re: humanistyka 29.04.08, 06:56 zielka napisała: > Ja nie twierdze, ze rzeczy sie nie da przekazac, no inaczej bym nie publikowala > , > prawda. Tyle, ze problem, z ktorym sie borykam TUTAJ, i.e. na forum, jest taki, > jak napisalam wyzej: > "jak godnie wytlumaczyc komus o co chodzi w czyms, co wydaje nam sie > interesujace, gdy ktos ten nie zna obecnego stanu rzeczy w tychze naukach, nie > zna ich historii, i obca mu jest ich metodologia." -------------------------- Z całym szacunkiem. Z pewnością zajmujesz się czymś fascynującym dla siebie. Wciąż jednak nie mogę zrozumieć, w czym tkwi problem z wytłumaczeniem o co chodzi. Nie piszemy na forum dla mechaników samochodowych. Może być problem z wybujałą nomenklaturą np., ale nie widzę problemu w wyjaśnieniu jakiegokolwiek zjawiska dotyczącego człowieka, nawet w filozofii umysłu. Hermetyczność niektórych akademickich dyscyplin humanistycznych wynika w dużej mierze ze stopnia abstrakcji (w sensie oderwania od rzeczywistości) jaki one osiągnęły, a to z kolei jest po prostu wynikiem odczuwalnego braku nowych, świeżych tematów. > > A na pytanie "co może być niezrozumiałego w którejkolwiek z nauk > humanistycznych?" moglabym na przyklad odpowiedziec cytujac kilka tytulow > ksiazek filozoficznych, z dziedziny filozofii umyslu na przyklad. Sa to rzeczy, > ktore wydaja mi sie szalenie trudne, i wymagajace solidnego wyksztalcenia w > danej dziedzinie ktore pozwala na chocby wstepne zrozumienie zamiarow autora. ------------------- Byłam pewna, że przykładem "trudnej" nauki humanistycznej będzie filozofia. Po pierwsze dyskutowałabym, czy filozofia jako całość jest nauką humanistyczną. Filozofia umysłu, jako wąska dziedzina, owszem. Na pytanie o niezrozumiałe aspekty nauk humanistycznych odpowiadasz mi listą tytułów książek z filozfii umysłu. Ja pytam o coś innego. Podaj mi przykład problemu, jaki np. rozwiązują kogniwistycy, który byłby niezrozumiały dla osób z tego forum. Sposób w jaki to robią jest nieistotny. Zawsze znajdzie się ktoś, kto przetłumaczy z "akademickiego" na nasze. Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: humanistyka 29.04.08, 08:06 No znajdujemy sie w pozycjach odleglych, ale mysle, ze moze tak zostac. Odpowiedz Link Zgłoś
squarantina Re: humanistyka 29.04.08, 09:56 Wiem, że trochę boli, kiedy okazuje się, że odwalamy kawał ciężkiej, solidnej i absolutnie nikomu niepotrzebnej (poza środowiskiem akademickim) roboty. Czyżbym była niegodna tajemnych treści, którymi się zajmujesz? Czy umysł zwykłego śmiertelnika nie jest w stanie ich pojąć? Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: humanistyka 29.04.08, 10:16 Przede wszystkim, moje uczestnictwo w tym watku polegalo na rozwazaniu problemu kompatybilnosci lozkowej ludzi teoretycznie odleglych. I choc problem uzytecznosci filozofii jest problemem realnym, ba, nawet dzisiaj centralnym dla tej dyscypliny, to po prostu nie chce mi sie pisac na ten temat tutaj elaboratow. Zdajesz sobie oczywiscie sprawe z tego, ze nieco zmieniasz pytanie inicjalne, mowiac: "Czyżbym była niegodna tajemnych > treści, którymi się zajmujesz? Czy umysł zwykłego śmiertelnika nie > jest w stanie ich pojąć?" Ale tutaj jedyna odpowiedzia byloby podanie spisu prac, czego wolalabym uniknac. Odpowiedz Link Zgłoś
squarantina Re: humanistyka 29.04.08, 11:50 Rozszczepienie tematu wątku to zjawisko normalne na tym forum. Jednym z wyników tego rozsczepienia jest Twoje stwierdzenie, że w naukach humanistycznych istnieją obszary niepojęte dla statystycznego osobnika. Ja twierdzę, że to nieprawda, co więcej twierdzę, że taka hermetyczność jest efektem ubocznym, bynajmniej nie pożądanym. Mogę dać przykład z mojego obszaru zainteresowań: dwie książki: Franka Wilczka "W poszukiwaniu harmonii" i Gary Zukava "Tańczący mistrzowie Wu li". Obie mają to samo na celu: wyjaśnienie zjawisk kwantowych i związanych z nimi pojęć. Zukav robi to fenomenalnie, Wilczek trochę mniej zręcznie, mimo, że jest lauretaem nagrody nobla. Chodzi mi jednak o fakt, iż WSZYSTKO można wyjaśnić ( zwłaszcza w naukach humanistycznych), jeśli tylko się chce i oczywiście ma nieco talentu, bez odwoływania się do metodologii, stanu badań, itd. Podawanie spisu prac jest totalnym nieporozumieniem w obliczu pytania: czym się zajmujesz? Oczywiście, pytanie jest nieaktualne. Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: humanistyka 29.04.08, 12:23 > Jednym z wyników tego rozsczepienia jest Twoje stwierdzenie, że w > naukach humanistycznych istnieją obszary niepojęte dla > statystycznego osobnika. Squarantino, byla to delikatna proba zakonczenia pewnego rodzaju wymiany z Brochem, sugerujaca, ze byc moze istnieje kilka aspektow problematyki i metodologii humanistyki (filozofii, konkretnie), ktora mu umyka. Mea culpa za owijanie rzeczy w bawelne. 1. Hermetycznosc jest efektem ubocznym, zgadzam sie. 2. Filozofia jest obawiam sie trudniejsza jesli chodzi o tlumaczenie o co chodzi. Po prostu wiekszosc problemow filozoficznych, as stated, wydaja sie dosc nieinteresujace, trywialne, pseudo-mistyczne, etc. dla ludzi, ktorzy w tym nie siedza, i nie wiedza, w jakich siatkach referencji te problemy sie pojawiaja. Wiec nie tylko trzebaby bylo wyjasnic zagadnienie, ale przede wszystkim trzebaby powiedziec, dlaczego zagadnienie jest wazne. Mi sie nie wydaje, ze te zagadnienia musza byc wazne dla wszystkich (non-conceptual vs conceptual content of mind, na przyklad), tak na marginesie. Ale jakos wzruszajace jest to, ze i Ty, i Broch, formulujecie pewne krytyki na temat humanistyki tak, jakby ta ostatnia znajdowala sie w jakiejs zupelnie embrionalnej fazie, i jak gdyby filozofowie zachowywali sei jak dzeici we mgle nie rozumiejacy ani swojego miejsca w swiecie, ani swoich metod. I tu lezy wlasnie hermetycznosc: ze filozofia to nie tylko kilka problemow dot. Swiata, Czasu, i Czlowieka, ale przede wszystkim rozwazania nad jezykiem i kwestiami formalnymi. Tego sie nie da opisac w jednym poscie, wiec zadowalam sie staraniami wycofania sie z tej dyskusji mowiac: "pardon, ale wydaje mi sie, ze nie umiem wytlumaczyc tego, co jest dla mnie wazne (problematyka dowodu, sposoby udowadniania istnienia Boga, i chocby teleologiczny charakter stworzenia, etc) w trzech zdaniach". Ty mowisz, ze nie umiem wytlumaczyc, bo jestem zarozumialym gowniarzem. Nie chcialabym, zeby takie wlasnie wrazenie pozostalo po tej rozmowie, ale zdaje sobie sprawe, ze tak wlasnie byc moze. Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: humanistyka 29.04.08, 13:11 Q., muszę się z Tobą całkowicie nie zgodzić. Nie wierzę w popularyzację nauki, nie wierzę w możliwość łatwego wyjaśnienia choćby bardzo inteligentnym ludziom prawdziwej istoty tego, czym zajmuje się wyspecjalizowany naukowiec, czy to humanistyczny, czy to ścisły. Każda popularyzacja jest z definicji przekłamaniem. Nie znaczy to, że jest niepotrzebna, wręcz przeciwnie - podstawą edukacji jest ustawiczne dowiadywanie się, że tak naprawdę wcale nie chodziło o to, czego nauczono nas `oczko niżej', że tak naprawdę jest zupełnie inaczej. Zresztą jest to też podstawą badań naukowych. Nie rozumiem, dlaczego nauki ścisłe miały by się w tej sprawie różnić od humanistycznych (mój sceptycyzm wobec tych drugich sięga głęboko, ale nie aż tak głęboko). O ile dobrze rozumiem, Zielka po prostu nie ma talentu/poczucia_misji/ochoty koloryzowania swojej pracy w celach popularyzatorskich (podobnie jak ja), nie ma to nic wspólnego z ewentualnym lekceważeniem rozmówcy. Ukłony, NN Odpowiedz Link Zgłoś
squarantina Re: humanistyka 29.04.08, 20:48 nienietoperz napisał: > Q., > muszę się z Tobą całkowicie nie zgodzić. Nie wierzę w popularyzację nauki, nie > wierzę w możliwość łatwego wyjaśnienia choćby bardzo inteligentnym ludziom > prawdziwej istoty tego, czym zajmuje się wyspecjalizowany naukowiec, czy to > humanistyczny, czy to ścisły. Każda popularyzacja jest z definicji > przekłamaniem. ---------------------- Nie bardzo rozumiem przekłamanie w tym kontekscie. To znaczy, że co: popularyzacja ujmuje, przeinacza, czy wręcz zakłamuje? Howking, Penrose, Ricard, Koestler, Feynmann, czy wręcz Einstein, Heisenberg(itd.). Sądzisz, że pozwoliliby sobie na przekłamania? Uważam za rzecz niezwykle cenną umiejętność prostego (w miarę możliwości) mówienia o rzeczach trudnych. I to właśnie miejętność przekazania sedna, a nie umiejscowianie problemu w siatce. Nie znaczy to, że jest niepotrzebna, ---------------- Gdyby popularyzacja była przekłamaniem, nie byłaby warta funta kłaków. wręcz przeciwnie - podstawą > edukacji jest ustawiczne dowiadywanie się, że tak naprawdę wcale nie chodziło o > to, czego nauczono nas `oczko niżej', że tak naprawdę jest zupełnie inaczej. ------------------------------- Świetnie to ująłeś. Popularyzacja nauki niejednokrotnie pomaga zrozumieć wtłoczone do mózgu szkolne dane. Jest dokładnie tak jak piszesz: w tym wszystkim chodzi o zupełnie coś innego. Jeśli choć jedna dusza dojdzie do takiego wniosku, dzięki popularyzacji, to ma ona sens. > Zresztą jest to też podstawą badań naukowych. Nie rozumiem, dlaczego nauki > ścisłe miały by się w tej sprawie różnić od humanistycznych (mój sceptycyzm > wobec tych drugich sięga głęboko, ale nie aż tak głęboko). -------------------------- Nauki ścisłe opierają się na hierarchicznej strukturze, bez podstaw nie ruszysz w żadnym kierunku. Stąd problemy w rozumieniu, także w popularyzacji. Twierdzę, że nauki humanistyczne nie mają takiego charakteru. Jedynym problemem może być rozbudowany aparat pojęciowy. Zielka wspomina o metodologii. Kiedyś już dyskutowaliśmy na ten temat. W chwili obecnej trudno jest przeprowadzić ostrą typologię nauk. Należy raczej mówić o postępującej interdyscyplinarności nauk humanistycznych. Metodologia filozofii umysłu nie jest oryginalną metodologią. To konglomerat metod zapożyczonych z wielu nauk. Podobnie z filozofią języka. Dlatego przypisywanie jej (metodologii) jakiegoś szczególnego charakteru chyba jest lekką przesadą. O ile dobrze > rozumiem, Zielka po prostu nie ma talentu/poczucia_misji/ochoty koloryzowania > swojej pracy w celach popularyzatorskich (podobnie jak ja), nie ma to nic > wspólnego z ewentualnym lekceważeniem rozmówcy. ----------------------- Akurat to, że komuś się nie chce jestem w stanie zrozumieć doskonale. Podobnie, jak to, że ktoś nie ma ochoty z jakichkolwiek względów. Nie bardzo natomiast przekonuje mnie robione na wstępie założenie o niemożności zrozumienia czegokolwiek. > Ukłony, > NN > > Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: humanistyka 29.04.08, 22:33 Ja napisalam: Wiec dziedziny spekulacyjne, szumnie nazwane naukami humanistycznymi, [...] borykaja sie z wlasciwymi dla wszyskich domen trudnosciami, na przyklad: jak godnie wytlumaczyc komus o co chodzi w czyms, co wydaje nam sie interesujace, gdy ktos ten nie zna obecnego stanu rzeczy w tychze naukach, nie zna ich historii, i obca mu jest ich metodologia. No i ja na postawione wyzej pytanie odpowiedziec musze "nie wiem", konczac tym sposobem te dyskusje. (s)Quarantina napisala > Akurat to, że komuś się nie chce jestem w stanie zrozumieć > doskonale. Podobnie, jak to, że ktoś nie ma ochoty z jakichkolwiek > względów. Nie bardzo natomiast przekonuje mnie robione na wstępie > założenie o niemożności zrozumienia > czegokolwiek. Mam wrazenie, ze stracilismy dzis nieco czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: humanistyka 29.04.08, 22:36 Acha, i jeszcze szczegol. Metodologia jest to logos o metodzie, nauka o metodzie, teoria metod. Nie jest w zadnym razie metoda. Odpowiedz Link Zgłoś
squarantina Re: humanistyka 30.04.08, 07:30 zielka napisała: > Acha, i jeszcze szczegol. Metodologia jest to logos o metodzie, nauka o > metodzie, teoria metod. Nie jest w zadnym razie metoda. ------------------- Zgadza się. Chociaż wiadomo z kontekstu, o czym piszę. Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: humanistyka 30.04.08, 08:55 squarantina napisała: > Zgadza się. Chociaż wiadomo z kontekstu, o czym piszę. Ale zgadzamy sie, ze piszesz o czyms innym niz ja, tak? Ja mowie o bogactwie pism metodologicznych, Ty mowisz o jednolitosci metod. I tak sobie mozemy rozmawiac jeszcze dosc dlugo. Odpowiedz Link Zgłoś
squarantina Re: humanistyka 30.04.08, 09:41 zielka napisała: > squarantina napisała: > > > Zgadza się. Chociaż wiadomo z kontekstu, o czym piszę. > > Ale zgadzamy sie, ze piszesz o czyms innym niz ja, tak? Ja mowie o bogactwie > pism metodologicznych, Ty mowisz o jednolitosci metod. I tak sobie mozemy > rozmawiac jeszcze dosc dlugo. --------------------- "gdy ktos ten nie zna obecnego stanu rzeczy w tychze naukach, nie zna ich historii, i obca mu jest ich metodologia." Pisząc w rzeczy samej o metodyce, opierałam się jedynie na tym zdaniu. Metodologia kogo czego? Nauk. Metodologia dotycząca nauk. Nauka zajmująca się metodami stosowanymi w tych naukach. W życiu nie wykoncypowałabym, że chodzi o bogactwo, chociaż skoro tak mówisz, to ja to przyjmuję. Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: humanistyka 29.04.08, 22:57 squarantina napisała: > nienietoperz napisał: > > > Q., > > muszę się z Tobą całkowicie nie zgodzić. Nie wierzę w > popularyzację nauki, nie > > wierzę w możliwość łatwego wyjaśnienia choćby bardzo inteligentnym > ludziom > > prawdziwej istoty tego, czym zajmuje się wyspecjalizowany > naukowiec, czy to > > humanistyczny, czy to ścisły. Każda popularyzacja jest z definicji > > przekłamaniem. > ---------------------- > Nie bardzo rozumiem przekłamanie w tym kontekscie. To znaczy, że co: > popularyzacja ujmuje, przeinacza, czy wręcz zakłamuje? > Howking, Penrose, Ricard, Koestler, Feynmann, czy wręcz Einstein, > Heisenberg(itd.). Sądzisz, że pozwoliliby sobie na przekłamania? Po kolei: książka Hawkinga jest z punktu widzenia naukowego słaba. Penrose opowiada o historiach ciekawych, ale wyraźnie nie o tym, czym zajmował sią naukowo przez lata. Feynman napisał rewelacyjne `Feynman's Lectures in Physics', które są doskonałym i luźno opowiadanym podręcznikiem, ale nie są popularyzacją (skądinąd kiedy wykładał dla doktorantów na ich podstawie, zdecydowana większość uważała je za grubo za trudne). Literatury popularyzatorskiej innych panów podanych wyżej nie czytałem. > > Nie znaczy to, że jest niepotrzebna, > ---------------- > Gdyby popularyzacja była przekłamaniem, nie byłaby warta funta > kłaków. Nieprawda, a przynajmniej nie do końca. > wręcz przeciwnie - podstawą > > edukacji jest ustawiczne dowiadywanie się, że tak naprawdę wcale > nie chodziło o > > to, czego nauczono nas `oczko niżej', że tak naprawdę jest > zupełnie inaczej. > ------------------------------- > Świetnie to ująłeś. Popularyzacja nauki niejednokrotnie pomaga > zrozumieć wtłoczone do mózgu szkolne dane. Jest dokładnie tak jak > piszesz: w tym wszystkim chodzi o zupełnie coś innego. Jeśli choć > jedna dusza dojdzie do takiego wniosku, dzięki popularyzacji, to ma > ona sens. Wyłącznie pod warunkiem, że nie uzna (dusza) wersji opisanej w książce popularyzującej za `prawdziwą'. > Zresztą jest to też podstawą badań naukowych. Nie rozumiem, > dlaczego nauki > > ścisłe miały by się w tej sprawie różnić od humanistycznych (mój > sceptycyzm > > wobec tych drugich sięga głęboko, ale nie aż tak głęboko). > -------------------------- > Nauki ścisłe opierają się na hierarchicznej strukturze, bez podstaw > nie ruszysz w żadnym kierunku. Stąd problemy w rozumieniu, także w > popularyzacji. > Twierdzę, że nauki humanistyczne nie mają takiego charakteru. Tym gorzej dla nich. Z ukłonami, NN Odpowiedz Link Zgłoś
squarantina Re: humanistyka 30.04.08, 07:25 ,> Po kolei: książka Hawkinga jest z punktu widzenia naukowego słaba. ---------------------- Ale mnie nie interesuje naukowy punkt widzenia. Interesuje mnie punkt widzenia zwykłego zjadacza chleba. Gdyby interesował mnie naukowy punkt widzenia poprosiłabym Zielkę o spis prac. > Penrose opowiada o historiach ciekawych, ale wyraźnie nie o tym, > czym zajmował sią naukowo przez lata. ------------------------------------ Ale mnie nie interesuje czym się zajmował Penrose. Interesuje mnie to napisał "dla mnie" i mnie podobnych. Feynman napisał rewelacyjne > `Feynman's Lectures in Physics', które są doskonałym i luźno > opowiadanym podręcznikiem, ale nie są popularyzacją (skądinąd kiedy ----------------------- Popularyzację zatem rozumiem nieco luźniej, szerzej niż Ty, zdaje się. > > Wyłącznie pod warunkiem, że nie uzna (dusza) wersji opisanej w > książce popularyzującej za `prawdziwą'. > ---------------------- Wciąż nie rozumiem "nieprawdziwości". Dzieci w szkole uczą się orbitalnego modelu atomu Bohra. Potem któreś z nich dzięki wrodzonej ciekawości odkrywa, że model ten nie jest prawdą, jest jedynie modelem. Czy o to mniej więcej Ci chodzi? > Tym gorzej dla nich. ------------------- Nie wiem czy gorzej czy lepiej. Po prostu inaczej. > Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: humanistyka 30.04.08, 14:21 squarantina napisała: > ,> Po kolei: książka Hawkinga jest z punktu widzenia naukowego > słaba. > ---------------------- > Ale mnie nie interesuje naukowy punkt widzenia. Interesuje mnie > punkt widzenia zwykłego zjadacza chleba. Gdyby interesował mnie > naukowy punkt widzenia poprosiłabym Zielkę o spis prac. No dobrze, czyli jednak zgadzasz się na to, że ktoś może Ci opowiadać historyjki, które z nauką nie maja nic wspólnego pod pozorem działalności popularyzacyjno-NAUKOWEJ? > > Penrose opowiada o historiach ciekawych, ale wyraźnie nie o tym, > > czym zajmował sią naukowo przez lata. > ------------------------------------ > Ale mnie nie interesuje czym się zajmował Penrose. Interesuje mnie > to napisał "dla mnie" i mnie podobnych. > Feynman napisał rewelacyjne > > `Feynman's Lectures in Physics', które są doskonałym i luźno > > opowiadanym podręcznikiem, ale nie są popularyzacją (skądinąd > kiedy > ----------------------- > Popularyzację zatem rozumiem nieco luźniej, szerzej niż Ty, zdaje > się. Q. droga, jeśli wyraziłabyś ochotę zrozumienia podstaw fizyki współczesnej, to jak najbardziej zachęcałbym Cię do Feynmana. Tyle, że jest to jakieś 3000 stron niełatwego i dość zmatematyzowanego tekstu. Jeśli mogłabyś i chciałabyś poświęcić mu odpowiednio dużo czasu, to na pewno byś sobie z tym poradziła. Tyle, że to już dla mnie nie jest popularyzacja, a prosta nauka/studiowanie. > > > > > Wyłącznie pod warunkiem, że nie uzna (dusza) wersji opisanej w > > książce popularyzującej za `prawdziwą'. > > ---------------------- > Wciąż nie rozumiem "nieprawdziwości". Dzieci w szkole uczą się > orbitalnego modelu atomu Bohra. Potem któreś z nich dzięki > wrodzonej ciekawości odkrywa, że model ten nie jest prawdą, jest > jedynie modelem. Czy o to mniej więcej Ci chodzi? Chodzi mi też o to, że 95% `popularnych' książek o znaczeniach mechaniki kwantowej, teorii względności i tak dalej, nie ma nic, ale to kompletnie nic wspólnego z tym, jak się tych teorii używa, jakie mają konsekwencje naukowe. Dyskusje o metafizycznym znaczeniu losu kota Schrodingera są super na imprezę o 5tej rano, ale dla autentycznego fizyka w jego pracy są kompletnie bezużyteczne i nieistotne. Bardzo fajnie wyśmiewa to Feynman pisząc o teorii względności i zachwytach kawiarnianych filozofów: `ach, a więc wszystko jest względne!'. Z punktu filozoficznego szczególna teoria względności może być tak naprawdę sprowadzona (to Feynman, nie ja) do spostrzeżenia, że człowiek z przodu wygląda inaczej niż z tyłu. Na koniec muszę się przyznać, że mimo wszystkich zastrzeżeń wyliczonych wyżej, zdarzyło mi się napisać artykuł popularno-naukowy :-)) W dość specyficznej sytuacji (prośba, na którą raczej nie mogłem/ nie chciałem odmówić), ale zawsze. Z ukłonami, NN Odpowiedz Link Zgłoś
squarantina Re: humanistyka 04.05.08, 13:29 Zacząłeś o popularyzacji nauki i widzę, że dyskusja zmierza w kierunku niezamierzonym, a zasadzie straciła kierunek. Negujesz zawzięcie popularyzację, twierdząc, że 95 % książek popularyzujących chociażby mechanikę kwantową, czy teorię względności to szit. Drogi Nietoperzu, na wstępie robisz założenie podobne jak Zielka: czytelnik jest kompletnym głąbem, który nie potrafi zrozumieć, odróżnić, porównać, krótko mówiąc: myśleć. Otóż nie do końca tak jest. Zainteresowanie czymś zaczyna się od ogólnego spojrzenia, poglądu, rzutu, szkicu, zarysu, często właśnie od książki, jak to nazywasz popularnonaukowej. Jeśli temat chwyci, zazwyczaj się go drąży, a im bardziej chwyci, tym głębiej, dochodząc do podstaw, czyli de facto studiując. I uwierz mi, nie zastanawiasz się nad tym, czy dana ksiązka jest popularnonaukowa (bo w zasadzie dalej nie znam jej definicji) czy jest podręcznikiem, czy jakąś inną cholerą. Czytasz to, co na danym poziomie jest dla Ciebie zrozumiałe. Jeśli chodzi o fizykę cząstek elementarnych: wciąż nie wiem, jak zbudowany jest atom i tego nie wie nikt. Kiedyś już o tym rozmawialiśmy. Co z tego, że jest matematyczna teoria zgadzająca się z doświadczeniem (także zależna od przyjętej interpretacji)? Wciąż nikt nie wie czym jest cząstka elementarna i czym w zasadzie są oddziaływania między cząstkami znanymi. W wielkich akceleratorach obserwuje się ślady po cząstkach, obserwuje się wyniki oddziaływań między różnymi cząstkami, można je przewidywać, obliczając. I tu nauka rzeczywiście oddzielona jest od „ rzeczywistości” w sposób bardzo konkretny. Zastanawianie się, czy cząstka jest polem, struną, falą itd. i obliczanie jej parametrów w zależności od przyjętego punktu widzenia jest aspketem TEJ SAMEJ rzeczywistości, przy czym książki dla ludu zajmują się zazwyczaj tym pierwszym. Mówienie o nieprawdziwości treści książek popularnonaukowych jest nieprawdą. Wiadomo, są lepsze i gorsze, ale 95% głoszących fałsz to lekka przesada. Twoje przykłady kota i względności są właśnie dowodem na to, że z pozycji naukowca uznajesz z definicji, że normalny człowiek nie jest w stanie pojąć istotny tych teorii, mogąc jedynie rozprawiać o nich przy piwie. Ani jedno ani drugie nie jest specjalnie skomplikowane jeśli prześledzi się sprawę po kolei i bez zbytniego matematyzowania. Wiadomo, że nie każdy zna i rozumie przekształcenia Lorenza, ale po co one, powtarzam, zwykłemu zjadaczowi chleba. Wciąż mam wrażenie, że mylisz popularyzcję z jakąś wulgaryzacją. Dla kogo w zasadzie jest cała ta nauka? Dla paru wybitnych fizyków? Dla elektrowni jądrowych? Czy może dla mnie też, i mojego kota? Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Nie-humanistyka 04.05.08, 18:40 squarantina napisała: > Zacząłeś o popularyzacji nauki i widzę, że dyskusja zmierza w > kierunku niezamierzonym, a zasadzie straciła kierunek. I bardzo dobrze; nadal mi się przyjemnie z Tobą dyskutuje, choćby ta rozmowa była już o czymś trochę/bardzo innym. > Negujesz > zawzięcie popularyzację, twierdząc, że 95 % książek popularyzujących > chociażby mechanikę kwantową, czy teorię względności to szit. > Drogi Nietoperzu, na wstępie robisz założenie podobne jak Zielka: > czytelnik jest kompletnym głąbem, który nie potrafi zrozumieć, > odróżnić, porównać, krótko mówiąc: myśleć. Oczywiście, że czytelnik potrafi myśleć. Dlatego szanując Jego i siebie w życiu nie podjąłbym się na poważnie opowiadania o współczesnej fizyce bez podawania wzorów. > Otóż nie do końca tak jest. Zainteresowanie czymś zaczyna się od > ogólnego spojrzenia, poglądu, rzutu, szkicu, zarysu, często właśnie > od książki, jak to nazywasz popularnonaukowej. Jeśli temat chwyci, > zazwyczaj się go drąży, a im bardziej chwyci, tym głębiej, dochodząc > do podstaw, czyli de facto studiując. A widzisz, nie jestem pewien, czy tak właśnie jest z matematykami czy fizykami teoretycznymi. Myślę, że to co takich ludzi głównie i zasadniczo kręci od początku to nie tyle opowieści o trzynastowymiarowych strunach rodem z science (było nie było) fiction, ale właśnie siła koncepcji abstrakcyjnych, to, że mogą one opisać swoim językiem tak przeróżne zjawiska, ale też to, że tworzą idealne miejsce do angażowania logicznego myślenia do przewracania w głowie pomysłów. I uwierz mi, nie zastanawiasz > się nad tym, czy dana ksiązka jest popularnonaukowa (bo w zasadzie > dalej nie znam jej definicji) czy jest podręcznikiem, czy jakąś inną > cholerą. Czytasz to, co na danym poziomie jest dla Ciebie > zrozumiałe. Ależ oczywiście. Dlatego najpierw czytasz wykłady Feynmana, potem zaś podręczniki kwantowej teorii pola. >Jeśli chodzi o fizykę cząstek elementarnych: wciąż nie > wiem, jak zbudowany jest atom i tego nie wie nikt. Kiedyś już o tym > rozmawialiśmy. Co z tego, że jest matematyczna teoria zgadzająca > się z doświadczeniem (także zależna od przyjętej interpretacji)? > Wciąż nikt nie wie czym jest cząstka elementarna i czym w zasadzie > są oddziaływania między cząstkami znanymi. W wielkich akceleratorach > obserwuje się ślady po cząstkach, obserwuje się wyniki oddziaływań > między różnymi cząstkami, można je przewidywać, obliczając. I tu > nauka rzeczywiście oddzielona jest od „ rzeczywistości” w sposób > bardzo konkretny. Zastanawianie się, czy cząstka jest polem, struną, > falą itd. i obliczanie jej parametrów w zależności od przyjętego > punktu widzenia jest aspketem TEJ SAMEJ rzeczywistości, przy czym > książki dla ludu zajmują się zazwyczaj tym pierwszym. Mówienie o > nieprawdziwości treści książek popularnonaukowych jest nieprawdą. > Wiadomo, są lepsze i gorsze, ale 95% głoszących fałsz to lekka > przesada. Może faktycznie przesada. Wiem jednak z własnego doświadczenia ile wysiłku i pracy wymaga poważne opowiadanie o własnej dziedzinie ludziom nie związanym z nią bezpośrednio. Jak bardzo trzeba uważać, żeby zostać zrozumianym, a jednocześnie nie trywializować, nie chować istoty problemu pod dywan. Problem polega zdaje się na tym, że o ile pisanie niejasne stosunkowo łatwo wychwycić na poziomie redaktorsko-edycyjnym, o tyle przemykanie obok istotnych problemów naukowych poniekąd z definicji jest dla redaktora niewykrywalne (a często pewnie mile widziane). > Twoje przykłady kota i względności są właśnie dowodem na to, że z > pozycji naukowca uznajesz z definicji, że normalny człowiek nie jest > w stanie pojąć istotny tych teorii, mogąc jedynie rozprawiać o nich > przy piwie. Ani jedno ani drugie nie jest specjalnie skomplikowane > jeśli prześledzi się sprawę po kolei i bez zbytniego > matematyzowania. Dlaczego matematyzowanie ma od razu świadczyć o trudności !?! Trochę to zabrzmiało tak, jakby prosić o streszczenie `Traktatu' Wittgensteina, tylko bez zbytniego filozofowania i dyskusji o znaczeniach pojęć, żeby uniknąć zbędnych komplikacji. > Dla kogo > w zasadzie jest cała ta nauka? Poważnie mówiąc, często nie mam bladego pojęcia. Założyłem kiedyś o tym wątek. > Dla paru wybitnych fizyków? Tak. > Dla elektrowni jądrowych? Tak. >Czy może dla mnie też, i mojego kota? Tak. Matematyka jest niewątpliwie najbardziej egalitarną z nauk. Żeby powtórzyć rozumowanie z choćby mojej ostatniej pracy nie potrzebujesz żadnego laboratorium, żadnego zespołu współpracowników, żadnego komputera. Jeśli znajdziesz i wskażesz w niej błąd, to nie będzie miało to znaczenia, że nie jesteś mtykiem oficjalnym, usadowionym i posiwiałym. Nie będę mógł się chować za autorytetem swojego uniwersytetu, za względnością rozumienia używanych pojęć, za `wielką szkołą filozoficzną, która mówi, że tak jest'. I jeszcze jedno - wszystkie zdania wyżej nie oznaczają absolutnie, że praktyka badań naukowych sprowadza się do przewalania formułek nie posiadających żadnych `wyobraźniowych' interpretacji. Moment zrozumienia problemu jest wciąż tą samą uciechą, na własne potrzeby bezustannie wymyślam(y) modele, koncepcje i tak dalej. Tyle tylko, że wnioski z tych modeli wypływające są często niekomunikowalne, a nawet nieweryfikowalne na poziomie czysto pozaformułkowym. Dwa lata temu zaczęło mi się zdawać, że stany idempotentne na grupach kwantowych powinny odpowiadać podhipergrupom. Pewnie mógłbym już wtedy próbować wyjaśnić o co chodzi `popularnonaukowo' tak, że słuchaczom zdało by się to oczywiste. Dzisiaj, po dziesiątkach spędzonych godzin, pokreślonych i powyrzucanych kartek, dzięki formułkom rozumiem to o tyle lepiej, że zaczynam wierzyć w to, że to prawda (dowód jeszcze nie jest skończony, ale powiedzmy, że znam już ogólny zarys i większość szczegółów). Gdybym zatrzymywał się na poziomie tego, co mi się mniej więcej wydaje, mógłbym przekonywująco wyjaśnić dziesiątki stwierdzeń w istocie być może całkowicie absurdalnych. Ufff. Z ukłonami, NN Odpowiedz Link Zgłoś
squarantina Re: Nie-humanistyka 05.05.08, 18:12 > > Oczywiście, że czytelnik potrafi myśleć. Dlatego szanując Jego i > siebie w życiu nie podjąłbym się na poważnie opowiadania o > współczesnej fizyce bez podawania wzorów. ----------------- A skąd, Nietoperzu, wziąłeś przeświadczenie, że popularyzacja nauki, fizyki chociażby musi odbywać się bez wzorów? > > A widzisz, nie jestem pewien, czy tak właśnie jest z matematykami > czy fizykami teoretycznymi. Myślę, że to co takich ludzi głównie i > zasadniczo kręci od początku to nie tyle opowieści o > trzynastowymiarowych strunach rodem z science (było nie było) > fiction, ale właśnie siła koncepcji abstrakcyjnych, to, że mogą one > opisać swoim językiem tak przeróżne zjawiska, ale też to, że tworzą > idealne miejsce do angażowania logicznego myślenia do przewracania w > głowie pomysłów. >------------------ W tym akapicie dotykasz dwóch spraw: po pierwsze popularyzacja nauki nie jest przeznaczona dla teoretycznych mtyków i fzyków, tylko raczej dla gospodyń domowych, takich jak ja. Oczywistym zatem jest, że z nimi jest zupełnie inaczej. Druga sprawa, to rzecz, która nieprawdopodobnie mnie "kręci", mianowicie i właśnie związek matematyki z fizyką. Absolutnym przejawem ludzkiego geniuszu jest dla mnie wynalezienie teorii mtycznej, która następnie, później, opisze jakieś zjawisko, albo odwrotnie, zjawisko, do którego można zastosować, albo odkryć na jego potrzeby jakiegoś stana idempotentnego. W zasadzie możnaby zaryzykować stwierdzenie, że mtyka teoretyczna jest w zasadzie potencjalną poczekalnią dla odkryć fizycznych. Najbardziej zdumiewa mnie np. odległość czasowa niektórych odkryć mtycznych i odpowiadających im zajawisk fizycznych. .> Może faktycznie przesada. Wiem jednak z własnego doświadczenia ile > wysiłku i pracy wymaga poważne opowiadanie o własnej dziedzinie > ludziom nie związanym z nią bezpośrednio. Jak bardzo trzeba uważać, > żeby zostać zrozumianym, a jednocześnie nie trywializować, nie > chować istoty problemu pod dywan. ------------------------ Znowu zakładasz nieprzygotowanie ewentualnego czytelnika lub słuchacza. Przeca nie piszesz dla przedszkolaków, jeno dla ludzi różnych. Nie wiem, dlaczego boisz się pisać wprost, bez ogródek. Nie zrozumieją, kij im w oko. Niektórzy pojmą. > > Dlaczego matematyzowanie ma od razu świadczyć o trudności !?! ------------------- ZBYTNIE matematyzowanie zniechęca laików. Uwierz mi na słowo. Matematyka jest niewątpliwie najbardziej egalitarną z nauk. ---------------------- Bezczelna jezdem, ale twierdzę, że każda nauka teoretyczna jest egalitarna. Jedynym ograniczeniem jest sprawność intelektualna oraz lenistwo. > `wielką szkołą filozoficzną, która mówi, że tak jest'.- to jest przykład trywializowania:) > > I jeszcze jedno - wszystkie zdania wyżej nie oznaczają absolutnie, > że praktyka badań naukowych sprowadza się do przewalania formułek > nie posiadających żadnych `wyobraźniowych' interpretacji. Moment > zrozumienia problemu jest wciąż tą samą uciechą, na własne potrzeby > bezustannie wymyślam(y) modele, koncepcje i tak dalej. Tyle tylko, > że wnioski z tych modeli wypływające są często niekomunikowalne, a > nawet nieweryfikowalne na poziomie czysto pozaformułkowym. ---------------------------------- Nie martw się, doczekasz się wniosków komunikowalnych w postaci jakiegoś indywidua fizycznego, prędzej czy później:) ---------------------------------------------- Dwa lata > temu zaczęło mi się zdawać, że stany idempotentne na grupach > kwantowych powinny odpowiadać podhipergrupom. Pewnie mógłbym już > wtedy próbować wyjaśnić o co chodzi `popularnonaukowo' tak, że > słuchaczom zdało by się to oczywiste. Dzisiaj, po dziesiątkach > spędzonych godzin, pokreślonych i powyrzucanych kartek, dzięki > formułkom rozumiem to o tyle lepiej, że zaczynam wierzyć w to, że to > prawda (dowód jeszcze nie jest skończony, ale powiedzmy, że znam już > ogólny zarys i większość szczegółów). Gdybym zatrzymywał się na > poziomie tego, co mi się mniej więcej wydaje, mógłbym przekonywująco > wyjaśnić dziesiątki stwierdzeń w istocie być może całkowicie > absurdalnych. ------------------------ Dobrze, że nie popularyzujesz czegoś w fazie embrionalnej. To przeca bez sensu. Tłumaczyć komuś coś, czego samemu nie jest się pewnym. > Odpowiedz Link Zgłoś
brunosch Re: Książki a życie prywatne 17.04.08, 23:32 A i tak najbardziej (po fagocistach) postponowani są tenorzy. Odpowiedz Link Zgłoś
samica1 Re: Książki a życie prywatne 29.04.08, 20:52 Już od 12 dni zastanawiam się, dlaczego. Tenorzy. Odpowiedz Link Zgłoś