Dodaj do ulubionych

O reakcji na książkę Cenckiewicza i Gontarczyka

24.06.08, 22:21
Najpierw chciałem dołączyć się do wątku Marii o Bolku, albo do wątku Hipera o
Wałęsie, ale ponieważ ja jednak o nieco innej sprawie to postanowiłem założyć
wątek trzeci :-)

Mianowicie, chodzi mi o reakcję na sławetną już książkę. Tak się złożyło,że
czytam akurat Dolinę Nicości Wildsteina i muszę napisać, że w związku z
zamieszaniem z rzeczoną książką czasem zastanawiam się, czy to co do mnie
dochodzi to real czy proza :-) Otóż, Wildstein opisuje reakcję medialną na
opublikowana w gazecie informację o agenturalnej przeszłości "autorytetu
moralno-intelektualnego" Mariana Lwa. I muszę napisać, że pomysły Wildsteina
zostały świetnie wykorzystane przez nasze realne media. Atak na autorytet
atakiem na Polskę, dezawuujemy się w oczach świata, kim jest (są ) tak
naprawdę autor(zy) i jakie jest ich polityczne ustawienie. Zarzut
antysemityzmu (!!!) Szczytem dla mnie było oświadczenie Paradowskiej, która
książkę Gontarczyka i Cenckiewicza nazwała mianem "manifestu politycznego".
Wywiad z Gontarczykiem i Cenckiewiczem tutaj:
do posłuchania:
serwisy.gazeta.pl/tokfm/0,63306.html
do poczytania:
serwisy.gazeta.pl/tokfm/1,53880,5354991,Cenckiewicz__Sierpien_to_nie_tylko_Walesa.html
No i najważniejsze: ani słowa o najważniejszym w publikacji zarzucie: że
Wałęsa będąc Prezydentem (Wolnej) Rzeczypospolitej zażądał swojej teczki i
zwrócił ją wybrakowaną. Szczerze powiedziawszy mało mnie interesuje co robił w
latach 70-tych jako robotnik w stoczni. Jeśli coś tam podpisał, został
uwikłany, a potem zdobył się na wystąpienie przeciw komunie to dla mnie jest
dwa razy większym bohaterem niż myślałem dotychczas. Ale jeśli jako Prezydent
Państwa wygumkował JEDNO słowo ze swojej ubeckiej teczki to bym go postawił
przed Trybunałem Stanu.

I jeszcze dodam
1. - bo niestety takie czasy, że trzeba się politycznie
deklarować by się uwiarygodnić - że Kaczyńskich uważam za większe zło dla
Polski niż Kwacha z Milerem.
2. Książki Gontarczyka i Cenckiewicza nie czytałem i nie ustosunkowuje sie do
niej tylko do reakcji na nią


G.
Obserwuj wątek
    • isma Re: O reakcji na książkę Cenckiewicza i Gontarczy 25.06.08, 09:24
      Gumplu, ja jestem w tej szczesliwej (?) sytuacji, ze ksiazke, przez
      ostatnie dwie noce, przebrnelam (znaczy, 300 stron tekstu
      Cenckiewicza i Gontarczyka, bo czterystustronicowy aneks zrodlowy
      czeka na noc dzisiejsza...).

      Nie wiem, czy Walesa wygumkowal wlasnorecznie. Ale nie ulega
      watpliwosci, ze po (dwukrotnym!) wypozyczeniu przez Walese dokumenty
      wracaly niekompletne. Oraz, ze w innych zbiorach dokumentow sie
      jedne papiery gubily, a inne na ich miejscu, w oprawnym tomie, z
      naruszeniem oryginalnej paginacji - "cudownie odnajdowaly" ;-(((.
      Faktem jest, ze Walesa raz twierdzil w mediach (np. w wywiadzie
      przeprowadzonym przez Kublik), ze wlasnej teczki w ogole w rekach
      nie mial, a przed sadem lustracyjnym przyznal, ze jest "zaskoczony"
      okazaniem mu pewnego dokumentu, bo jak "przegladal swoja teczke, to
      go tam nie bylo"... No i inne kwiatki tego rodzaju ;-(((.

      Ocena tego, to jest inna sprawa.
      • a000000 Re: O reakcji na książkę Cenckiewicza i Gontarczy 25.06.08, 10:43
        Wałęsa jaki jest - każdy widzi...

        w MOIM rozeznaniu - Wałęsa nie jest zdolny do knucia aż takich intryg... to jest
        bardzo prostolinijny naturszczyk.

        sądzę, że Wałęsa nie miał świadomości, że ktoś w KANCELARI!!!!! grzebie w
        teczce... wszak sam mówi, że teczka przechodziła drogą służbową, czyli:
        pracownicy położyli mu ją na biurko... a oddał sekretarce z poleceniem
        zapieczętowania i oddania do IPN..... a teraz wytaczam armatę i walę z grubej
        rury: w kancelarii pracowały kaczorki.... Miecio(!!! - szemrana postać).. i
        wielu innych...
        CZYJE łapki zrobiły fiku-miku? kto i dla kogo pracował?
        Wałęsa ma wielu wrogów....

        Tych dwóch panów - autorów nie podejrzewam o niecne sprawy... oni po prostu
        wyjęli z IPN kawałeczek historii i opisali...tylko tyle, co tam znaleźli...

        Z tą WŁASNĄ teczką to może być tak, że Wałęsa miał na myśli ORYGINAŁ. BO w
        okazanej teczce były kopie.

        O ile pamiętam, to większość SB-kich archiwów została zniszczona... wedle
        jakiego klucza część pozostawiono i dlaczego?
    • stephen_s Co do reakcji... 25.06.08, 09:33
      ... to mnie rozbroiło to, że w zeszłym tygodniu "GW" wpierw dała
      tekst pewnego historyka oburzonego tym, że Gontarczyk i Cenckiewicz
      atakują go personalnie... zaś parę dni później, w sobotę, "GW" dała
      dwa teksty opisujące osoby Gontarczyka i Cenckiewicza w
      jednoznacznie negatywnym świetle ;)

      Mówię, wojna polsko-polska...
      • isma Re: Co do reakcji... 25.06.08, 09:53
        Nooo, oprocz kwestii sympatii i antypatii stricte politycznych, to
        GW tez sie w ksiazce dostalo - np. pokazano, jak relacjonowala
        proces lustracyjny Walesy. Zestawienie tego, co rzeczywiscie bylo
        napisane np. w opinii bieglego grafologa, a tym, co napisala o niej
        GW, nie przynosi zaszczytu tej gazecie ;-(((.
    • kohei Re: O reakcji na książkę Cenckiewicza i Gontarczy 25.06.08, 13:44
      gumpel napisał:
      > Jeśli coś tam podpisał, został uwikłany, a potem zdobył się na
      > wystąpienie przeciw komunie to dla mnie jest
      > dwa razy większym bohaterem niż myślałem dotychczas.
      Rzadko mogę się zgodzić z Tobą tak w pełni, jak tu:)

      > Ale jeśli jako Prezydent
      > Państwa wygumkował JEDNO słowo ze swojej ubeckiej teczki to bym go
      > postawił przed Trybunałem Stanu.
      Ja bym wytłuścił raczej JEŚLI. Ale i tak tu się nie zgodzę. Nie
      rozumiem, dlaczego traktować św. Teczki niczym Ewangelię. I nawet
      nie myślę o natchnieniu, a o ilości późniejszych redakcji...
      • isma Re: O reakcji na książkę Cenckiewicza i Gontarczy 25.06.08, 15:00
        No generalnie sa to jednak dokumenty (abstrahujac od tego, czy
        prawdziwie opisuja rzeczywistosc czy nie). A przestepstwo przeciw
        dokumentom sie karze.
        • kohei Re: O reakcji na książkę Cenckiewicza i Gontarczy 25.06.08, 15:41
          Czy ex-prezydent odpowiada przed TS również za przestępstwo
          pospolite?
          • isma Re: O reakcji na książkę Cenckiewicza i Gontarczy 25.06.08, 18:03
            A, nie, ja raczej mysle o odpowiedzialnosci w ogolnosci, nie o
            konkretnym trybie postepowania ;-))).
            Notabene dawno temu w jakiejs dyskusji o rownosci wobec prawa sama
            ten przyklad przywolywalam, ze jednak nie tak stuprocentowo wszyscy
            sa rowni ;-))).

            Ale, jak bysmy mieli dyskutowac nad sprawa tylko w aspekcie prawnym
            to by nie bylo o czym - przeciez wiadomo, ze Walesa jest czysty jak
            lza - i sad lustracyjny go nie uznal za klamce, i IPN mu status
            pokrzywdzonego przyznal...

            No wiec wlasnie ta ksiazka dosyc dobrze pokazuje, jaka moze byc
            roznica miedzy prawda prawnikow a prawda historyczna ;-(((.
            • grzespelc Re: O reakcji na książkę Cenckiewicza i Gontarczy 25.06.08, 19:55
              > No wiec wlasnie ta ksiazka dosyc dobrze pokazuje, jaka moze byc
              > roznica miedzy prawda prawnikow a prawda historyczna ;-(((.

              Prawdą historyczną czy prawdą historyków? :)
              • isma Re: O reakcji na książkę Cenckiewicza i Gontarczy 25.06.08, 20:27
                No, dobrze, badzmy precyzyjni. Prawda historykow, tak (zeby byla
                jasnosc - panowie zrobili, moim zdaniem, kawal dobrej roboty
                archiwistycznej, i tego im nikt nie odbierze. O interepretacjach
                mozna dyskutowac - z niektorymi sie nie zgadzam, ale wiekszosc mnie
                jednak przekonuje).
    • fnoll a jakby ktoś chciał poczytać, to proszę bardzo 25.06.08, 20:11
      freefilehosting.net/download/3ile3
      hasło dla pliku: jutrzenka

      jak to mówią - papier wszystko zniesie

      pokażcie mi człowieka, który potwierdzi swoim doświadczeniem, że znał czy
      współpracował z Lechem Wałęsą jako wtyką esbecji

      Fakt by za takie wyznanie zabulił sporą kasę

      ciekawe, dlaczego jakoś nikt dotąd się nie skusił?

      w materiałach esbecji z tamtych czasów zaciekawia mnie natomiast ich plan
      skłócenia wewnętrznego opozycji, m.in. przez rozsiewanie plotek i fałszywych
      oskarżeń - divide et impera!

      dlatego, na przekór, panu Cenckiewiczowi i Gontarczykowi oraz Kurtyce przesyłam
      z tego miejsca gorące buziaki :)
      • grzespelc Re: a jakby ktoś chciał poczytać, to proszę bardz 26.06.08, 00:03
        > pokażcie mi człowieka, który potwierdzi swoim doświadczeniem, że znał czy
        > współpracował z Lechem Wałęsą jako wtyką esbecji
        >
        > Fakt by za takie wyznanie zabulił sporą kasę
        >
        > ciekawe, dlaczego jakoś nikt dotąd się nie skusił?

        Ano właśnie!
        • lynx.rufus Re: a jakby ktoś chciał poczytać, to proszę bardz 26.06.08, 00:50
          grzespelc napisał:

          > > pokażcie mi człowieka, który potwierdzi swoim doświadczeniem, że znał czy
          > > współpracował z Lechem Wałęsą jako wtyką esbecji
          > >
          > > Fakt by za takie wyznanie zabulił sporą kasę
          > >
          > > ciekawe, dlaczego jakoś nikt dotąd się nie skusił?
          >
          > Ano właśnie!

          Ciekawe czemu Rywin wolał pójść do paki, niż powiedzieć, kto go wysłał. Ciekawe
          czemu Piotrowski jest dumny ze swoich działań operacyjnych. Ciekawe czemu każdy
          TW (za wyjątkiem jednego, o ile się nie mylę) zawsze idzie w zaparte do końca:
          nie donosiłem - tylko rozmawiałem - nie krzywdziłem. Ciekawe czemu przedawnieniu
          uległa część zarzutów w sprawie FOZZ. Ciekawe kto zabił Papałę (i nie tylko!).
          Ciekawe czemu powiesił się Baranina. Ciekawe czemu Kwaśniewski ułaskawił Vogla
          (czy jak on się tam wtedy nazywał). Ciekawe jak ludzie wolą się łudzić, że
          wszystko jest w porządku, niż dokonać minimalnego wysiłku umysłowego.

          gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
          • kohei Re: a jakby ktoś chciał poczytać, to proszę bardz 26.06.08, 13:27
            > Ciekawe jak ludzie wolą się łudzić, że wszystko jest w porządku,
            > niż dokonać minimalnego wysiłku umysłowego.
            ...i dojść do wniosku, że za wszystkim stoi Klub Bilderberg,
            Illuminaci Bawarscy lub Majestic Twelve.
            • lynx.rufus Re: a jakby ktoś chciał poczytać, to proszę bardz 26.06.08, 13:38
              kohei napisał:

              > > Ciekawe jak ludzie wolą się łudzić, że wszystko jest w porządku,
              > > niż dokonać minimalnego wysiłku umysłowego.
              > ...i dojść do wniosku, że za wszystkim stoi Klub Bilderberg,
              > Illuminaci Bawarscy lub Majestic Twelve.

              No właśnie, Twoja reakcja niestety taka typowa. Albo wszystko jest OK, albo
              światem trzęsą masoni. Więc albo Papała sam się zastrzelił, albo zrobili to
              templariusze. Albo Rywin się po prostu upił i zażartował, albo przysłali go
              Atlantydzi. Albo ... no, i tak dalej, i tak dalej. Wachowscy zdecydowanie
              przesadzili, zamiast całego matrixa robotom wystarczyłaby gazeta i telewizja. A
              publika łyka.

              gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
              • kohei Re: a jakby ktoś chciał poczytać, to proszę bardz 26.06.08, 14:57
                A czym się różni teoria spiskowa z MJ12 w roli głównej, od teorii
                spiskowej z Uwłaszczoną Ubecją, Układem czy innym Michnikiem jako
                Evil Mastermindem? Są tak samo skonstruowane, w jednej i drugiej
                Wszystko Się Zazębia, w jednej i drugiej Im Mniej Dowodów Tym
                Bardziej Jest Prawdziwa.

                Nie, nie twierdzę, że wszystko jest ok. Zgadzam się, że w Rzplitej,
                jak w prawie każdym, w miarę cywilizowanym kraju istnieje korupcja,
                istnieją nieformalne powiązania biznesu i polityki, istnieje
                oligarchia. Twierdzę za to, że szycie Wałęsy, Papały, Baraniny,
                Vogla, Kwaśniewskiego, Michnika, Piotrowskiego, Rywina i Millera w
                jeden Spisek jest intelektualnie jałowe i tyleż warte co tropienie
                ufoków z Roswell, agencie Lynxie Mulder.
                • lynx.rufus Re: a jakby ktoś chciał poczytać, to proszę bardz 26.06.08, 15:24
                  To tylko Twoja złośliwa interpretacja, tego co ja piszę. Nigdy bowiem nie
                  twierdziłem, że istnieje _jeden wszechogarniający układ_. Co więcej, w dość
                  obfitym wpisie do Gumpla w innym wątku napisałem to wprost.

                  I nadal uważam, że pewna doza podejrzliwości w stosunku do bohaterów
                  niewyjaśnionych spraw jest po stokroć bardziej rozsądna niż radosne wyśmiewanie
                  wszelkich wątpliwości i porównywanie oponentów do szalonych poszukiwaczy
                  spisków. Zwracam także uwagę na fakt, że nikt tu nie mówi, że im mniej dowodów,
                  tym podejrzenie pewniejsze, ale że - im głupsze tłumaczenia. A to wielka różnica.

                  Więc powtarzam: domagam się rozwiązywania poszczególnych spraw, a wiązania ich
                  razem tylko wtedy, gdy występują w nich te same osoby. A tak bywa.

                  I na zupełny koniec: mój poprzedni wpis jako odpowiedź fnollowi pokazywał pewien
                  mechanizm, a nie - jeden spisek, jak w swej złośliwości (bo nie mówię że
                  ślepocie, zauważ) byłeś uprzejmy zażartować. Niektórzy ludzie bowiem wolą
                  milczeć. Polecam film "Trzech kumpli". Zobaczysz, jak dawni ubecy trzymają mordę
                  na kłódkę. A koledze fnollowi polecam udanie się ze swoim pytaniem pod ich
                  właśnie adresem. Z chęcią bym zobaczył, jak zarabia cios siatką z zakupami. No i
                  oczywiście bezcenna scena, gdy Michnik przyznaje, że wiedza o tym, kto był
                  agentem jest ważna i potrzebna. Polecam wszystkim jego zwolennikom. :)

                  gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                  • kohei The Truth Is Out There 27.06.08, 16:29
                    > I na zupełny koniec: mój poprzedni wpis jako odpowiedź fnollowi
                    > pokazywał pewien mechanizm,
                    Zredukujmy te posty do gołego przekazu:
                    [fnoll]: jeśli tak było, to dlaczego nie ma świadków ani
                    poszkodowanych?
                    [lynx]: są, tylko zostali zabici lub zastraszeni
                    No przecież dokładnie jak ze Strefą 51! Jak tu z tym polemizować?

                    > Więc powtarzam: domagam się rozwiązywania poszczególnych spraw,
                    Przykro mi, ale przy tym, co tu piszesz, nie wierzę Ci. Odnoszę
                    wrażenie, że choćby wydano sto prokuratorskich umorzeń i dwieście
                    sądowych wyroków, to jeśli nie będą pasować do wizji świata, którą
                    tu roztaczasz, zawsze wyciągniesz jakiegoś Wołowinę, co się w celi
                    obwiesił, Lewina, co nie chciał kumpli sypać, czy sędziego, co miał
                    brata na liście Rubinsztajna i zagrzmisz: "widzicie! Robią wszystko,
                    by Prawda nie wyszła na jaw!"

                    Rozwiązanie poszczególnych spraw to najgorsze, co może myslących
                    podobnie do Ciebie spotkać - gdyby jednak się okazało, że Michnik
                    nie ma ogona.
                    • lynx.rufus Re: The Truth Is Out There 27.06.08, 16:39
                      OK, widzę że wolisz brnąć w absurd, przyczepiać mi ogon (a nie ja Michnikowi!) i
                      tak spreparowanego przeciwnika zniszczyć swoim lotnym dowcipem. Moim zdaniem to
                      taktyka głupiego, ale nie będę się mądrzyć. Zapewne masz swoje argumenty, tylko
                      z jakiegoś powodu uznałeś że nie będziesz ich ani przedstawiać ani konfrontować.
                      Słodkich snów.

                      gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                      • kohei Re: The Truth Is Out There 28.06.08, 11:37
                        To nie Ty podkreślasz przy każdej okazji, że Michnik judzi, łże i manipuluje?
                        To nie Ty tak chętnie wyciągasz Rywina, co "wolał nic nie
                        mówić i odsiedzieć rok niż narazić się na samobójstwo w celi"?
                        To nie ty dyskutujesz w stylu "I po trzecie - niczego nie muszę dowodzić, bo
                        wszystko jest jasne"?
                        Jeśli tak, to przepraszam. Pomyliłem Cię z kimś innym.
                        Miłego weekendu.
                        • lynx.rufus Re: The Truth Is Out There 28.06.08, 13:28
                          kohei napisał:

                          > To nie Ty podkreślasz przy każdej okazji, że Michnik judzi, łże i manipuluje?
                          > To nie Ty tak chętnie wyciągasz Rywina, co "wolał nic nie
                          > mówić i odsiedzieć rok niż narazić się na samobójstwo w celi"?
                          > To nie ty dyskutujesz w stylu "I po trzecie - niczego nie muszę dowodzić, bo
                          > wszystko jest jasne"?
                          > Jeśli tak, to przepraszam. Pomyliłem Cię z kimś innym.
                          > Miłego weekendu.

                          Raz ja, raz nie ja. Oczywiście, zwiążek ww. kwestii z zarzutami z poprzedniego
                          wpisu jest żaden, ale jeśli Ci to sprawi przyjemność, to wypisuj takie koszałki.

                          Ja jakoś straciłem ochotę do dyskusji z kimś, kto mówi, że mi nie wierzy. Strata
                          mojego czasu.

                          gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                • a000000 Re: a jakby ktoś chciał poczytać, to proszę bardz 27.06.08, 18:59
                  kohei... ufoki z Roswell to pasjonujące zagadnienie.

                  Dziś w telewizorni pokazywało prawdopodobny przebieg wydarzeń.
    • fnoll Re: O reakcji na książkę Cenckiewicza i Gontarczy 25.06.08, 20:29
      gumpel napisał:

      > Jeśli coś tam podpisał, został uwikłany, a potem zdobył się na
      > wystąpienie przeciw komunie to dla mnie jest dwa razy większym
      > bohaterem niż myślałem dotychczas.

      w takim przypadku dla mnie wielkim bohaterem byłaby również esbecja, która
      jednym wystąpieniem w telewizji domniemanego oficera prowadzącego Wałęsę albo na
      początku lat 80-tych, albo podczas słynnego pojedynku Wałęsy z Miodowiczem,
      wbiłaby nóż nasączony śmiertelną trucizną w samo serce Solidarności, i do
      dzisiaj byśmy jeździli polonezami co najwyżej, okopani w radosnych pegeerach

      także jeśli Lech Wałęsa faktycznie współpracował z esbecją - to medal się należy
      esbekom za to, że trzymali przez te wszystkie lata zęby na kłódkę

      przy czym argumentację, że esbecja wolała "wpuścić zachód" z dupochronami w
      postaci prominentów opozycji na sznurku utkanym z haków niż nadal cieszyć się
      pełnią władzy uważam za co najmniej dziwną - jakoś nie jestem fanem teorii
      spiskowych...
    • diabollo Wałęsa na agenta się nie nadawał 25.06.08, 20:57
      Wałęsa na agenta się nie nadawał
      Rozmawiał Marek Sterlingow 2008-06-25, ostatnia aktualizacja 2008-06-25 08:05:10.0

      U nas, na stoczni, w dyrekcji była komórka SB. Kogo wezwali, to musiał tam iść -
      mówi Paweł Szyryn, stoczniowiec, który w 1970 r. pracował w Stoczni Gdańskiej

      Marek Sterlingow: Ile pan miał lat w 1970 r.?

      Paweł Szyryn, stoczniowiec z wydziału W-4: Zaraz po szkole średniej byłem,
      kawaler, 22 lata. Brat i mama też pracowali na stoczni. Mieszkałem z nimi w
      budynkach należących do stoczni. Do dzisiaj tu mieszkam. Na początku to my
      byliśmy ciekawi, co to będzie. Każdy przecież wiedział, że źle się dzieje, że
      jest dużo niesprawiedliwości. Potem strajk... strzelanina... - i już
      wiedzieliśmy, do czego ta władza jest zdolna.

      Do czego?

      - Do wszystkiego! Do mordowania ludzi, do kłamstwa. Mnie to zresztą mama z
      bratem już wcześniej tłumaczyli. Oni byli sześć lat na Syberii. My pochodzimy z
      takiej trochę arystokratycznej rodziny. Oni mi zawsze powtarzali, żebym nigdy
      się do tego nie przyznawał. Ale co innego słyszeć, a co innego zobaczyć na
      własne oczy.

      Grudzień '70 to było jak wojna. Mnóstwo prowokacji. Ja na własne oczy widziałem,
      jak pod dworzec podjechała ciężarówka z wódką. Ludzie natychmiast to rozebrali i
      wyszło, że to warchoły protestują. My wiedzieliśmy jednak, jak to naprawdę jest.
      Sami statki za bezcen dla Ruskich budowaliśmy. Mieliśmy już tego dość, ja
      pracowałem 16-18 godzin na dobę. Czasami wracałem o 23 i zaraz znów musiałem
      iść, bo była awaria. Było ciężko. Strajkowaliśmy w słusznej sprawie.

      Do pierwszych strzałów się nie baliście. Wierzyliście, że z władzą można wygrać?

      - Trudno powiedzieć. Wokół stoczni stały czołgi, były plotki, że zaraz odetną
      nam prąd i zacznie się pacyfikacja. Postawiliśmy jakiś statek w poprzek kanału.
      W budynku dyrekcji trzymaliśmy dwóch milicjantów. To byli zakładnicy na wypadek,
      gdyby zaczęli nas atakować. Ale chyba złudzeń nie mieliśmy, że to się dobrze
      skończy. W telewizji Kociołek [Stanisław, wicepremier i członek Biura
      Politycznego KC PZPR] krzyczał, że jesteśmy warchoły.

      Mama nie namawiała, żeby pan wrócił do domu i się nie angażował?

      - Nie. Sama nas tak wychowała, że my zawsze wiedzieliśmy, co jest słuszne. Wtedy
      trzeba było być ze wszystkimi w stoczni.

      Jak było w stoczni po strajku, gdy już zobaczyliście, że władza gotowa jest zabijać?

      - Przerażenie. Każdy patrzył na każdego i nikt nie wiedział, co zrobić. A
      wszyscy wiedzieli, co oni mogą. Byli tacy, co nie wytrzymywali nerwowo i się
      zwalniali.

      A pan, czemu pan został?

      - Bo ja lubiłem tę pracę, zajmowałem się automatyką.

      W styczniu 1971 do stoczni przyjechał Edward Gierek i pytał: „Pomożecie?”. Co
      pan wtedy krzyczał?

      - Na takie hasła to wielu ludzi daje się nabrać, także i teraz. A wtedy to może
      i było łatwiej oszukać, bo każdy się bał, każdy chciał wierzyć, że będzie
      lepiej. Czy ja wierzyłem? Jak upadł w Polsce komunizm, byłem w Nowym Jorku.
      Czytałem w gazetach i nie wierzyłem. Dopiero jak zobaczyłem na własne oczy...

      Wtedy też byliście sceptyczni? Rozmawialiście o tym?

      - Pan nie rozumie, jak to było. Ludzie w tamtych czasach mówili i czytali między
      wierszami. Nie wprost. Trzeba było uważać, co się mówi i komu.

      Baliście się donosicieli?

      - Donosicieli? U nas, na stoczni, w dyrekcji była komórka SB. Kogo wezwali, to
      musiał tam iść. Co do niektórych to mogliśmy się domyślać, a co do innych -
      mieliśmy pewność. Na przykład wszyscy ludzie na stanowiskach musieli tam
      chodzić. Nawet sami nam to mówili, jak np. kierownik wydziału. To samo z
      partyjnymi. Przy nich też było strach coś mówić. A były to same obiboki, bo
      karierę robili nie dlatego, że dobrzy pracownicy, tylko dlatego, że partyjni.
      Żeby zostać majstrem, też trzeba się było zapisać do partii.

      Pan się nie zapisał?

      - Brat powiedział, że nie i już. Zresztą, no jak tu się zapisywać? Rodzina sześć
      lat na Syberii, a ja do partii? Ja wiedziałem o Katyniu... A bez partii to
      wszystkie drogi były zamknięte. Ja pracowałem w serwisie, ale żeby zostać tak
      zwanym gwarancyjnym, czyli pracownikiem, który wyjeżdża na naprawy za granicę,
      trzeba było należeć do partii. Albo żeby studia skończyć. No ale mnie to brat
      pilnował i nie było mowy, żeby coś takiego zrobić. Ale cokolwiek by powiedzieć,
      to "oni" wiedzieli, jak sobie dać radę z ludźmi. Mówię "oni", bo tak się wtedy
      mówiło na tych, co rządzili, na milicję, na partię. Byłem w stoczni w czasie
      wszystkich strajków od 1970 i zawsze było tak samo. Jednych straszyli, innym
      dawali premię i jakoś to szło.

      A pana, jak chcieli podejść?

      - Pod koniec lat 70. dali mi Srebrny Krzyż Zasługi. Koledzy zaczęli mi mówić, że
      się do partii zapisałem. Tak mnie to wkurzyło, że oddałem ten medal. Potem
      mówili, że jestem ten, co medalami rzuca.

      Pracował pan z Wałęsą. Wierzy pan, że był tajnym współpracownikiem „Bolkiem”?

      - On się na agenta nie nadaje. Za wylewny jest, zaraz by się wygadał: że z kimś
      rozmawiał i o co pytali. On był krzykacz, zmieniał zdanie, był za, a nawet
      przeciw. Żeby być prawdziwym agentem, to trzeba mieć umiejętności. Słuchać, a
      nie samemu w kółko gadać jak on.

      Teraz pojawiają się stoczniowcy, których miał swoim gadaniem skrzywdzić.

      - Kogo on, do cholery, skrzywdził? Widziałem takiego jednego skrzywdzonego w
      telewizji. Stał przy Jacku Kurskim. Jego z pracy nikt nawet nie zwalniał, tylko
      za pijaństwo przenieśli go z jednego wydziału na drugi. Ja Wałęsie już wtedy
      mówiłem, że tylko półgłówek nadstawia głowę tak jak on. Reszta się chowała za
      jego plecami. A teraz to oni są bohaterowie. Powiem krótko - to czysta i
      ewidentna zawiść.

      wyborcza.pl/1,91250,5368120,Walesa_na_agenta_sie_nie_nadawal.html

      • isma Re: Wałęsa na agenta się nie nadawał 25.06.08, 23:54
        No, coz. Najzabawniejsze jest to, ze rozdzialy poswiecone omowieniu
        donosow Bolka z lat 1970-76 zajmuja w ksiazce Gontarczyka i
        Cenckiewicza niecale 40 stron, na lacznie 300.

        Ksiazka jest jakby... niezupelnie o tych kilku papierkach - a raczej
        o tym, dlaczego z powodu tych kilku papierkow dzialy sie przez
        kilkanascie lat w srodowisku Walesy tak ciekawe rzeczy ;-))).

        Bardzo ciekawe, ze krytycy ksiazki skupiaja sie glownie na tych 40
        stronach...
    • diabollo Sprawa Wałęsy, sprawa prawdy 25.06.08, 20:59
      Sprawa Wałęsy, sprawa prawdy
      Magdalena Środa 2008-06-25, ostatnia aktualizacja 2008-06-25 13:39:56.0

      Jeśli nawet jest prawdą, że Wałęsa współpracował z SB w latach 70., to jest to
      dla mnie prawda łatwiejsza do zniesienia niż ta, w imię której dokonuje się
      nagonki na niego. O ile jest bowiem rzeczą zrozumiałą, że ludzie wielcy mieli
      swoje chwile słabości i strachu, o tyle jest rzeczą ohydną, gdy ludzie mali
      myślą, że staną się wielcy, jeśli zaczną dysponować Prawdą.

      Należę podobnie jak większość "policjantów pamięci" z IPN, tudzież dzielnych
      prawicowych publicystów, do grupy owych niewinnych i niesplamionych żadną
      współpracą czy donosem osób, które mogą teraz z dumą obnosić swoją czystość, bo
      tak jak oni, byłam na początku lat siedemdziesiątych zbyt młoda, by wiedzieć o
      istnieniu opozycji, a gdy już o niej wiedziałam - zbyt mało aktywna i ważna, by
      interesowało się mną UB. I nie wiem, jak zachowałabym się na miejscu Wałęsy, tak
      jak nie wie, jak by się zachował, jeden czy drugi Rycerz Prawdy na jego miejscu,
      bo przecież ich odwaga i moralny rygoryzm rozkwitły już w wolnej Polsce.

      Rozumiem potrzebę poszukiwania historycznej prawdy. Żadna społeczność nie
      przetrwałaby bez pamięci i prawdy o swojej historii. I jest zadaniem historyków,
      by - jak pisał Herodot - "mówić to, co jest". Ale prawda historyczna to coś
      innego niż prawda ludzkich biografii i prawda nauki. Bo czy prawdą naszej
      historii jest Lech Wałęsa w Sierpniu czy Wałęsa robotnik zatrzymywany w latach
      70. przez SB? Czy prawdą naszej historii jest Lech Kaczyński, który korzystając
      z domowego dobrobytu, uczył się na komunistycznej uczelni, nie kontestując jej
      leninowskich programów, czy jego prezydentura?

      Fiat Veritas, et pereat mundus, zdają się mówić polityczni historycy, a nie mają
      na myśli ani świata, ani Polski, ani jej historii, tylko wąski polityczny
      interes. Być może ta prawda wzmocni władzę niektórych, zaspokoi potrzebę zemsty,
      ukoi, choć na chwilę, kompleksy i urazy. Ale nie przysłuży się ona Polsce. Mała
      prawda o Wałęsie (czy Kaczyńskim) nie jest przecież wielką Prawdą o Polsce i
      mimo że da się - jak to obserwujemy obecnie - rozdmuchać ją jak balon,
      pozostanie niewiele znacząca.

      Hannah Arendt pisała, że nie ma w polityce niebezpieczniejszej broni niż Prawda
      (przez duże P). Wszystko jedno, czy ma ona charakter religijny, tak jak w
      państwach wyznaniowych, czy ideologiczny, tak jak w państwach totalitarnych, czy
      historyczny, tak jak w wymarzonym państwie Kaczyńskich. Tak rozumiana Prawda
      bywa narzędziem przemocy gorszym niż przemoc fizyczna. Przekonanie o posiadaniu
      monopolu na nią niszczy politykę rozumianą jako sfera wolności i w ten sposób
      zakłamuje historię skuteczniej niż przemilczenia.

      To niezależny historyk powinien troszczyć się o prawdę, a polityk o niezależność
      historyków i uniwersytetów od polityki. Bo prawda w rękach upolitycznionych
      historyków łaknących kariery jest równie niebezpieczna jak prawda w rękach
      polityków, którym historia możliwość kariery już odebrała.

      Magdalena Środa

      wyborcza.pl/1,91251,5379483,Sprawa_Walesy__sprawa_prawdy.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka