jolly76
13.07.08, 21:17
...no niestety :)
Jest to tylko chwi-lo-wy stan ducha, ciała i czego tam jeszcze, ktory niestety wczesniej czy później mija..
Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że tkwię po uszy w Miłości, i to takiej przez duże M. Coś się jednak zmieniło. Już teraz nie wiem czy nagle czy był to dłuższy proces, którego początku po prostu nie zauważyłam. Różowa szyba, przez którą do tej pory patrzyłam nagle znikła i widzę tylko szarość i nicość. Bezkresną nicość...
Podstawa mojego istnienia, przede wszystkim rodzinnego, choć nie tylko, legła w gruzach. Jest mi trochę przykro, dużo smutno. Ale cóż, takie jest już chyba życie. Trzeba po prostu ostrożniej lokować uczucia i unikać górnolotnych uniesień. Chyba, że chcemy spadać naprawdę z wysoka, a to ma też swoje uroki :) Trzeba mieć tylko świadomość, że wcześniej czy póżniej to właśnie nastąpi. Prawdziwy SZOK. Obudziłam się z mojego przepięknego snu i muszę żyć dalej. Dla NIEGO. Ma dopiero 3 lata. I jak ja teraz mam go nauczyć tej prawdziwej Miłośći...? Nie mogę go przecież obrać ze złudzeń...