Dodaj do ulubionych

slub czy kocia lapa?

IP: *.dialinx.net 03.08.01, 22:33
Hey,
Jako, ze niedawno wstapilam w zwiazek chcialabym zapytac o preferencje ludzi w
moim wieku (czyli okoice 24-26)wobec tematyki zaznaczaonej w tytule.
Glownie poszukuje odpowiedzi ludzi powyzej 25 lat, bo wedlug moich kalkulacji
wtedy dostaje sie przyspieszenia do malzenstwa. Sama to zreszta przerabialam.
Moja teoria robocza jest taka, ze wiekszosc kobiet po 25 wlalaby malzenstwo niz
kocia lape. Panowie zas bez wzgledu na wiek nie doznaja tego przyspieszenia.
Ale moge sie mylic w sojej hipotezie, bom dziewczyna z prowincji.
Prosze o jak najszczersze wypowiedzi.
Obserwuj wątek
    • Gość: crimen Re: slub czy kocia lapa? IP: *.dnet.pl 04.08.01, 00:28
      Mylisz się.Panowie też przechodzą kryzys, tyle że w okolicach trzydziestki.Są
      wtedy naprawdę łatwą zwierzyną.Za to gdy przetrwają kryzys uodparniają się na
      takie pokusy i z reguły już się nie żenią.Ja poległem tuż przed trzydziestką.
      Pozdrawiam
      • Gość: Janek Re: slub czy kocia lapa? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.08.01, 00:52
        Chyba kocia łapa. Po prostu mniej rozczarowań i skomplikowania życia.
        Pozdrowienia
    • Gość: TYP Re: slub czy kocia lapa? IP: *.we.mediaone.net 04.08.01, 14:34
      Gość portalu: Anna26 napisał(a):

      > Hey,
      > Jako, ze niedawno wstapilam w zwiazek chcialabym zapytac o preferencje ludzi w
      > moim wieku (czyli okoice 24-26)wobec tematyki zaznaczaonej w tytule.
      > Glownie poszukuje odpowiedzi ludzi powyzej 25 lat, bo wedlug moich kalkulacji
      > wtedy dostaje sie przyspieszenia do malzenstwa. Sama to zreszta przerabialam.
      >
      > Moja teoria robocza jest taka, ze wiekszosc kobiet po 25 wlalaby malzenstwo niz
      >
      > kocia lape. Panowie zas bez wzgledu na wiek nie doznaja tego przyspieszenia.
      > Ale moge sie mylic w sojej hipotezie, bom dziewczyna z prowincji.
      > Prosze o jak najszczersze wypowiedzi.


      Mam 26 lat i jestem facetem i mi wcale sie nie spieszy do zadnych malzenstw.
      Powiem wiecej wiekszosc moich kolegow mysli podobnie i chce byc z jak najwieksza
      iloscia wesolych kobiet.
      • Gość: ???? Re: slub czy kocia lapa? IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 05.08.01, 21:46
        Jestem facetem po trzydziestce od kilku lat zonatym. Niestety mieszkamy
        oddzielnie z wyboru w innych miastach. Dzieci brak. Sytuacja finansowa bdb.Ona
        jest sama i ja tez jestem sam. Na poczatku bylo cudownie a teraz calkowity brak
        porozumienia. Rozmawiamy jakbysmy byli z roznych swiatow. Mysle, ze jednak
        trzeba pomieszkac z wybrana osoba na kocia lape aby ja dobrze poznac. Samo
        chodzenie nie zalatwia sprawy. Zycie to proza dnia codziennego.Milosc
        faktycznie mija po 2 latach. Jezeli nie ma czegos wiecej to lepiej sie nie
        zenic.A tak ogolnie to zycie jest piekne !!!!!!!
        • Gość: Helena Re: slub czy kocia lapa? IP: 213.134.140.* 06.08.01, 14:37
          Nie pozostaje mi nic innego niz sie zgodzic, bo jestem typem wiecznej narzeczonej.
          Poznalismy sie 5 lat temu, oswiadczyl mi sie po pol roku, od 4 lat mieszkamy
          razem i wcale sie mi nie spieszy wlozyc obraczke na palec w sensie formalnym (bo
          i tak nosimy takie same). Moze to obiegowa opinia, ale nie sadze, zeby papier
          wiele zmienil. Razem prowadzimy dom, jestesmy w pewnym sensie rodzina, mamy 3
          wspolne koty, dzielimy codzienne, prozaiczne radosci i smutki. Samo zycie i wcale
          nie narzekam. To chyba jest milosc, umiec byc ze soba i zyc wspolnie po okresie
          wybuchu gwaltownej namietnosci, zauroczenia i fascynacji. Znalesc w drugiej
          osobie to co cie uzupelnia.
          Pozdrawiam


          Gość portalu: ???? napisał(a):

          > Mysle, ze jednak
          > trzeba pomieszkac z wybrana osoba na kocia lape aby ja dobrze poznac. Samo
          > chodzenie nie zalatwia sprawy. Zycie to proza dnia codziennego.Milosc
          > faktycznie mija po 2 latach. Jezeli nie ma czegos wiecej to lepiej sie nie
          > zenic.A tak ogolnie to zycie jest piekne !!!!!!!

    • Gość: aqua Re: slub czy kocia lapa? IP: *.ciechanow.sdi.tpnet.pl 06.08.01, 14:18
      Gospodyni watku - serdeczne gratulacje!
      Panowie, opadłam z sił witalnych czytając Wasze posty. Boicie się po prostu
      odpowiedzialności. Ja mam nadzieję wyjsc za maz za odpowiedzialnego i odwaznego
      faceta. Wierze w instytucje małżeństwa. Pozdrawiam
      • Gość: Janek Do Aquy IP: *.ipartners.pl 06.08.01, 14:50
        To nie brak odpowiedzialności tylko ostrożność. Ja też byłem takim idealistą
        jak Ty. Obyś nigdy nie musiała rewidować swego idealizmu

        Szczerze życzę
        • Gość: aqua Reponse IP: *.ciechanow.sdi.tpnet.pl 07.08.01, 14:02
          Nie jestem naiwna i zdaję sobie sprawę, że różnie w życiu bywa. Życie jest jakie
          jest i właśnie dlatego trzeba w coś wierzyć. Mam tylko jedną prośbę: pamiętaj, że
          są kobiety, które żądają bardzo dużo ale dają jeszcze więcej. Życzę żebyś taką
          znalazł. Powodzenia!




          Obyś nigdy nie musiała rewidować swego idealizmu



    • Gość: Anna26 Re: slub czy kocia lapa? IP: *.dialinx.net 07.08.01, 14:09
      Ja mieszkalam z moim mezem na kocia lape przez prawie dwa lata. Po roku
      mieszkanie razem mi nie wystarczalo. Potrzebny byl mi papier dla lepszego
      samopoczucia. Chcialam oficjalnego uznania naszego zwiazku. Nie sadze bym
      mogla spedzic cale zycie w zwiaku nieformalnym chocby nawet facet byl zloty.
      Po prostu jesli facet nie bylby w stanie zaoferowac malzenstwa, nie umialabym
      go kochac na tyle by spedzic z nim najblizszych pare lat. Szkoda byloby mi na
      przyklad 4-5 lat z facetem, gdyby nie chcial sie ze mna ozenic i wszystko
      zakonczyl zerwaniem. Nie wiem, moze to glupie, ale jestem szczesliwsza jako
      zona niz ''partnerka''.
      Jest to moja prywatna opinia, Nie nalegam by wszyscy czuli podobnie.
      • Gość: Janek Do Aquy IP: *.ipartners.pl 07.08.01, 14:39
        Myślę, że sposób Anny to "złoty środek". Ja wcale nie powiedziałem, że nie chcę
        małżeństwa.

        Pozdrowienia
      • Gość: Anna26 Re: slub czy kocia lapa? IP: *.dialinx.net 15.08.01, 04:23
        Szczerze mowiac oczekiwalam na burze listow od zwolennikow kociej lapy.
        Liczylam, ze uslysze, ze malzentow to relikt przeszlosci. A tymczasem...zero
        krytyki zwiazkow formalnych i maly aplauz dla nieformalnych. Czyzby powrot do
        zasad babuni?
        • Gość: Helena Re: slub czy kocia lapa? IP: *.waw.cdp.pl 16.08.01, 12:43
          Wiesz w czym tkwi akurat moj problem????
          Jasne, myslelismy o slubie w cigu tych 5 lat 6-7 razy, moze wiecej. Ale ja nie
          chce slubu byle jakiego, byle by go wziac - chce balu, sukni z Mediolanu,
          gosci, ton kwiatow a to kosztuje. Dlatego gdybym miala zbedne 30-40 tys. to bym
          raczej pojechala na miesiac do Ameryki Poludniowej; na karnawal do Rio,
          ponurkowac do Meksyku i pojezdzic bez celu po pustyni. Slub bedzie wtedy kiedy
          bedzie mnie stac i na bal i na fantastyczna podroz, bo na razie wybieram to
          drugie. Takie wypady bardziej nas lacza i daja nam wiecej radosci niz papier.
      • julianna Re: slub czy kocia lapa? 16.08.01, 13:53
        Nie krytykuje tylko pytam bo to troche dziwne co napisalas. No bo czy jak juz
        masz ten papier to ci tych 4-5 lat nie szkoda? Zawsze moze zakonczyc sie
        rozstaniem, papier ma tu o tyle znaczenie, ze jak juz jest to trudniej sie
        rozstac, ale chyba nie o to chodzi ?

        Gość portalu: Anna26 napisał(a):
        Chcialam oficjalnego uznania naszego zwiazku. Nie sadze bym
        > mogla spedzic cale zycie w zwiaku nieformalnym chocby nawet facet byl zloty.
        > Po prostu jesli facet nie bylby w stanie zaoferowac malzenstwa, nie umialabym
        > go kochac na tyle by spedzic z nim najblizszych pare lat. Szkoda byloby mi na
        > przyklad 4-5 lat z facetem, gdyby nie chcial sie ze mna ozenic i wszystko
        > zakonczyl zerwaniem. Nie wiem, moze to glupie, ale jestem szczesliwsza jako
        > zona niz ''''partnerka''''.
        > Jest to moja prywatna opinia, Nie nalegam by wszyscy czuli podobnie.
        >

        • Gość: Anna25 Odpowiadam Juliannie IP: *.dialinx.net 16.08.01, 15:25
          Nie wiem, moze mi sie wszyscy kazecie puknac w glowe, ale uwazalam, ze wole byc
          mezatka nawet gdyby to sie mialo skonczyc rozwodem niz byc ''cool partnerka''.
          Ja w ten zwiazek wlozylam praktycznie wszystkie swoje zasoby emocjonalne,
          intelektualne itd. Wiec uwazalam, ze cokolowiek mniej niz malzenstwo byloby ze
          strata dla mnie. Niektorzy sa wyrachowani w zwiazku z kasa. Ja mam sporo
          wyrachowania w uczaciach. Skoro mialabym byc miloscia jego zycia to naturalnym
          wydawalo mi sie malzenstwo. Facet z poczatku zwatpil gdy go zaatakowalam w ten
          sposob, ale po paru miesiacach intensywnej indoktrynacji...przyznal mi racje.
          Aha, zapomnialam dodac, ZE JA MAM ZAWSZE RACJE, nawet wtedy gdy jej nie mam.
          • julianna Re: Odpowiadam Juliannie 16.08.01, 15:56
            Chyba nie jestem w stanie tego zrozumiec, ale to twoj wybor i nie musze :)
            Zastanawiam sie czy na twoja i wielu innych kobiet determinacje w dazeniu do
            zalegalizowania zwiazku nie ma wplywu srodowisko; na zasadzie lepiej cokolwiek
            niz panna w papierach. zycze powodzenia
            • Gość: Anna26 Re: Odpowiadam Juliannie IP: *.dialinx.net 17.08.01, 04:08
              julianna napisał(a):

              > Chyba nie jestem w stanie tego zrozumiec, ale to twoj wybor i nie musze :)
              > Zastanawiam sie czy na twoja i wielu innych kobiet determinacje w dazeniu do
              > zalegalizowania zwiazku nie ma wplywu srodowisko; na zasadzie lepiej cokolwiek
              > niz panna w papierach. zycze powodzenia

              Nie, srodowisko z tym nic nie mialo wspolnego. Mieszkamy w Stanach i wiekszosc
              naszych znajomych nie pali sie do slubu. O pannie w papierach tez nie masz racji
              i to mnie troche rani. Pewnie nigdy nie mieszkalas z facetem, to nie wiesz, ze
              mieszkanie razem to zwiazek gdzie korzysci odnosi glownie facet. Mieszkajac z
              facetem nie masz wolnosci biegania na ranki i probowanie innych moze lepszych
              facetow. Skoro bylam dla niego gotowa na wyrzeczenie sie innych facetow i
              mieszkani z nim i tylko z nim kazdegoa dnia, to dlaczego nie nie slub. Nie balam
              sie, ze on odejdzie. To raczej ja chcialam odejsc gdyby nie dal mi tego slubu.
              Ala dal...wiec jest super.
              Jest roznica miedzy ''my wife'', ''my fiance'' i ''my girlfriend". To pierwsze
              najbardziej pasuje do mojej osobowosci. Nawet gdyby to nie mialoby byc moje
              pierwsze malzenstwo.

              • Gość: julianna Re: Odpowiadam Juliannie IP: 213.25.97.* 17.08.01, 09:54
                Gość portalu: Anna26 napisał(a):

                > Nie, srodowisko z tym nic nie mialo wspolnego. Mieszkamy w Stanach i wiekszosc
                > naszych znajomych nie pali sie do slubu. O pannie w papierach tez nie masz rac
                > ji i to mnie troche rani.

                przepraszam jesli cie to urazilo, ale sugestia wynika ze sposobu w jaki
                uzasadniasz swoj wybor

                > Pewnie nigdy nie mieszkalas z facetem, to nie wiesz, ze mieszkanie razem to
                zwiazek gdzie korzysci odnosi glownie facet.

                Jestem chyba troche starsza od ciebie i tak sie sklada, ze przez 6 lat mieszkalam
                z facetem na kocia lape wlasnie, wiec moge cos na ten temat powiedziec. Nie
                uwazam zeby tylko on odnosil korzysci z tego zwiazku.

                >Mieszkajac z facetem nie masz wolnosci biegania na ranki i probowanie innych
                lepszych facetow. Skoro bylam dla niego gotowa na wyrzeczenie sie innych facetow
                i mieszkani z nim i tylko z nim kazdegoa dnia, to dlaczego nie nie slub.

                Nie mam i nie chce miec tej wolnosci bo dlatego z nim jestem, ze chce byc z nim a
                nie szukac innych facetow, wez pod uwage, ze tak samo to wyglada z jego strony.
                Dlaczego uwazasz, ze to jest jakies wyrzeczenie, albo go kochasz albo nie. Czy z
                jego strony to tez wyrzeczenie ?

                >Nie balam sie, ze on odejdzie. To raczej ja chcialam odejsc gdyby nie dal mi
                tego slubu. Ala dal...wiec jest super. Jest roznica miedzy ''''my wife'''', ''''my
                fiance'''' i ''''my girlfriend".

                Dla mnie to tylko roznica w nazewnictwie

                Nie chce przez to powiedziec, ze jestem straszna zwolenniczka kociej lapy, ja po
                prostu nie jestem w stanie pojac twoich argumentow, zupelnie do mnie nie trafiaja.
                Zycze szczescia :)

    • Gość: BB Re: Do Anny. IP: 212.244.94.* 16.08.01, 14:21
      Czy to partner na kocią łapę,czy mąż,każdy może zostawić po 2,4 7...25 latach.
      Nie ma reguły ani złotego środka.Tyle tylko,że dziewczynę można zmienić z dnia
      na dzień,a zmiana żony trwa dłużej.pzdr
    • Gość: Kocianna Re: slub czy kocia lapa? IP: 157.25.92.* 17.08.01, 10:12
      No wlasnie, zaczelam podobny watek obok na "psychologii". Sama nie wiem, dlaczego dla mnie slub
      jest taki wazny. Moze to rzeczywiscie kwestia odpowiedzialnosci? Wydaje mi sie, ze jak juz bede zona,
      to sama bede sie czula stabilniej w naszym zwiazku. Ze, np., nie wyprowadze sie nagle do mamusi,
      bo mnie wkurzyla jakas drobnostka, a pozniej duma nie pozwoli mi wrocic. Ze nie tak latwo bedzie mi
      powiedziec - ide, tego "towaru" jest pol swiata, znajde sobie nowy model. Bede bardziej ludzka dla
      partnera.
      A poza tym, rzeczywiscie szkoda czasu i zaangazowania emocjonalnego na zwiazek, ktory przez druga
      strone nie jest traktowany powaznie, bo biologia postepuje wolniej niz cywilizacja, i chocby nie wiem
      jak lekarze sie starali, to najzdrowiej jest miec dzieci przed trzydziestka. Wiem, ze mozna, a czasem
      trzeba sie rozwiezc, ale wtedy, kiedy naprawde sa duze problemy. Bez slubu latwo jest skakac z
      kwiatka na kwiatek w poszukiwaniu idealu, ktorego i tak sie przeciez nie znajdzie.
      • julianna Re: slub czy kocia lapa? 17.08.01, 10:36
        To o czym piszesz Kocianno to nie jest kwestia brania slubu czy nie tylko
        kwestia podejscia do zycia, partnera, poczucia odpowiedzialnosci. Sa ludzie,
        ktorzy po slubie zaczynaja skakac z kwiatka nna kwiatek, a sa tacy ktorzy zyjac
        na kocia lape maja dzieci i dom i sa sobie wierni. Nie ma reguly. Dlatego wasze
        argumenty do mnie nie trafiaja - bede wierna i odpowiedzialna bo mam slub a
        gdybym nie miala to moglabym sobie szukac dalej i byc nielojalna wobec
        partnera? Toz to jakas bzdura ! Nie jestem generalnie zwolenniczka ani jednego
        sposobu ani drugiego, wszystko zalezy od tego jak ludzie sie dogadaja, czy chca
        miec ten papier czy nie (wazna jest tez ta biala sukienka prawda ?).Pozdrawiam,
        • Gość: Nika Re: slub czy kocia lapa? IP: *.is.pan.pl 17.08.01, 13:08
          Nigdy nie mieszkałam z facetem na kocią łapę i być może to był mój błąd. Tak
          myślę teraz - po 6-ciu latach małżeństwa. Bardzo chcieliśmy razem mieszkać, być
          ze sobą na codzień. Pod presją rodziny - "Bez ślubu? Co ludzie powiedzą?" -
          zostałam żoną, a wkrótce i matką.
          Dzisiaj nie wierzę w małżeństwo i myślę, że dopóki dwoje ludzi nie pozna się w
          tzw. szarym, codziennym życiu, wśród różnych trosk ale i radości, dopóki nie
          będą oboje pewni, że tego właśnie chcą to niech się spieszą. Nie warto marnować
          lat przeżywając rozczarowania. Małżeństwo to bardzo poważny krok i nie tak
          prosto się z tego wyplątać. I żaden papier człowieka nie zmieni.
          Pozdrawiam wszystkich. :-)
          • Gość: Kocianna Re: slub czy kocia lapa? IP: 157.25.92.* 17.08.01, 13:43
            A czy jest się zawsze na 100% pewnym, że to własnie ten/ta? Żyję na kocią łąpę, a za parę tygodni
            wychodzę za mąż
            • Gość: julianna Re: slub czy kocia lapa? IP: 213.25.97.* 17.08.01, 14:00
              Czy twoim zdaniem jesli nie wezmiesz slubu to jestes niedorosla i
              nieodpowiedzialna ?
              Kojarzenie odgorne nie jest moze najlepszym sposobem, i nie dlatego oni byli
              szczesliwi ze nakazano im sie szanowac :) Moim zdaniem nie istnieje milosc (ta
              prawdziwa) jesli nie szanujesz swojego partnera.

              Gość portalu: Kocianna napisał(a):
              Mysle, że to jest strach przed odpowiedzialnoscią: za siebie, za sw
              > oj związek, za dzieci... Tylko ten ostani argument: "badz dorosla i
              odpowiedzialna"
              • Gość: Kocianna Re: slub czy kocia lapa? IP: 157.25.92.* 17.08.01, 14:42
                Zgadzam sie, ze milosc bez szacunku to nie milosc, chodzilo mi... a zresztą, sama nie wiem, o co mi
                chodzi. Moze probuje przekonac sama siebie, bo uleglam presji rodzicow i srodowiska. Nie jest latwo
                obcowac z rodzicami, ktorzy sa obrazeni na ukochanego, ze "wzial mnie w leasing" i z ukochanym,
                ktory wsciekl sie na rodzicow, ze ingeruja w moje zycie. Nie do konca mial racje, bo ja CHCE za niego
                wyjsc (m.in. dlatego, ze wolny zwiazek z dzieckiem, ktore bym chciala miec, nawet w duzym miescie
                jest ewenementem). Myslalam, ze jestem dorosla, samodzielna i naprawde sama decyduje o swoim
                zyciu, niestety, to nie do konca tak. W tej chwili rodziny sa pelne nieufnosci (eufemizm), a my trochę
                zagubieni. Kochamy sie, chcemy byc razem, chcemy sie pobrac, ale nie w tej atmosferze.
                Wymyslilismy, ze teraz tylko cywilny, zeby uspokoic rodzinne zywioly, a do sakramentu przystapimy,
                kiedy to bedzie tylko NASZA decyzja.
    • Gość: Anna26 Polemiki z Jasmina ciag dalszy IP: *.dialinx.net 24.08.01, 14:27
      Zastanawiam sie czy Jasmina byla kiedykolwiek w powaznym zwiazku. Nie mowie,
      ze powazny rowna sie malzenskia ale tak ogolnie. Gdy ja nie mialam faceta, to
      tez myslala, ze po co slub, skoro tyle rozwodow, Tez myslalam, ze milosc
      waniejsza niz papier. A potem byla wielka milosc i uzanalam, ze jesli to jest
      to -zaden papier nie zaszkodzi. Wrecz przeciwnie....
      Przysiega malzenska to oddawanie samej siebie w wiekszy sposob niz dawanie
      siebie w sexie. Tych rzeczy nawet nie mozna porownywac. Nikt mi nie powie, ze
      przysiega malzenska gdy dwoje ludzi mowi sobie, ze zostana ze soba w drowiu i
      chorobie, szczesciu i nieszczesciu, biedzie i bogactwie (Bogactwa nikt sie nie
      boi, heh he.) nie nadaje nowej jakosci zwiazkowi. Owszem, w zyciu codziennym
      pary, ktora mieszkala ze soba malzenstwo niewiele zmienia. Ale w zyciu
      emocjonalnym, a nawet duchowym (Nie mowie nawet o religii) zmienia wiele.
      Prawdziwa milosc slubu sie nie boi.
      Poza tym sprawa dzieci. Julianna pisze o ludziach, ktorzy zostali ze soba
      przz wiele lat bez slubu, milei dziecie itd. Jak duzo znasz takich stabilnych
      zwiazkow bez slubu? Ja zadnego. Czy chcialabys byc dzieckiem nieposlubionych
      rodzicow? A jesli nim jestes, to czy naprawde nie byloby lepiej w zyciu gdyby
      wystepowal w nim dobr ojciec, maz mamy.
      Tak, zwiazki rozpadaja sie. W stanach 50% malzenstw konczy sie rozwodem. Ale
      na temat zwiazkow nieformalnych nikt nie prowadzi statystyk. Bo one rozpadaja
      sie czesciej niz malzenstwa.
      • Gość: julianna Re: Polemiki z Jasmina ciag dalszy - do Ani26 IP: 213.25.97.* 24.08.01, 15:16
        Aniu, nie bede z toba polemizowac poniewaz mamy zupelnie inne poglady na zycie i
        uczucia i jak juz mowilam twoje argumenty mnie nie przekonuja.
        Pisalam tez o tym, ze bylam w zwiazku dla mnie powaznym i wydawalo mi sie wtedy,
        ze jedynym i na cale zycie. Okazalo sie, ze jednak nie i przynajmniej nie
        mielismy problemu z papierami. Powiesz zaraz ze gdybysmy byli po slubie to bysmy
        sie nie rozstali. Byc moze masz racje tylko, ze ja teraz jestem szczesliwa a w
        tym zwiazku nie mialabym na to szans. A teraz to moj mezczyzna planuje slub a ja
        nadal nie jestem przekonana czy chce to legalizowac, po co skoro tak jest bardzo
        dobrze. Nie ma regul Aniu, kazdy ma wlasny sposob na zycie, Ty chcialas wyjsc za
        maz bez wzgledu na to czy bedziecie razem przez nastepne kilka lat czy na cale
        zycie, i zrobilas to, ja sie nad tym nie zastanawiam jesli go kocham to
        oczywiscie, ze na zawsze, reszta jest po prostu weryfikowana przez zycie i
        codzienne obowiazki. Przysiega malzenska moja droga to slowa, a oddawanie siebie
        w sexie jak piszesz (zakladam ze czlowiekowi, ktorego kochasz) to cos zupelnie
        nieporownywalnego i laczacego duzo bardziej niz jakiekolwiek przysiegi. Jakosci
        zwiazkowi w wiekszej mierze nadaja czyny niz slowa nawet uroczyscie wyrzeczone w
        katedrze i w przeslicznej,przedrogiej bialej sukience.
        Nikt nie mowi, ze milosc boi sie slubu, milosc nie potrzebuje papierow, a wyglada
        na to, ze wlasnie to jest dla ciebie najwazniejsze.
        Osobna sprawa to sprawa dzieci i tu sie z toba zgodze, ze lepiej wowczas dla ich
        dobra te papierki miec. Natomiast jesli chodzi o rodzicow to lepiej zeby to byl
        dobry ojciec i niekoniecznie maz mamy, ktory dziecko pierze. Moi rodzice byli po
        slubie i co z tego, wolalabym miec dobrego wujka.
        A jak duzo znasz dobrych malzenstw, bo ja moze ze trzy. A poniewaz nie ma
        sttystyk to nie mozesz powiedziec, ze rozpada sie wiecej nieformalnych zwiazkow
        niz malzenstw :)
        Na koniec jeszcze tylko dodam, ze naprawde nie jestem zdecydowana zwolenniczka
        jednej lub drugiej "metody" bycia razem.


        • Gość: jasmina Re: dziewczyny zejdzcie ze mnie - Jasmina IP: 194.181.38.* 24.08.01, 16:12
          z tego co pamiętam, nie brałam udziału w tej dyskusji!
          Mój stosunek do małżeństwa / kociej łapy jest zależny od
          faceta, z jakim aktualnie się spotykam. Kocią łapę już
          przerobiłam, kandydata na małżonka jeszcze nie
          spotkałam. To tyle.

          pozdrawiam
          • Gość: Anna26 Re: dziewczyny zejdzcie ze mnie - Jasmina IP: *.157.59.146.Dial1.Washington1.Level3.net 25.08.01, 22:40
            Ooops. sorry, jasmina. ja chcialam polemizowac z julianna, ale twoje imei jest
            tak czeste na forum, ze wszystko mi sie poknocilo.

            Gość portalu: jasmina napisał(a):

            > z tego co pamiętam, nie brałam udziału w tej dyskusji!
            > Mój stosunek do małżeństwa / kociej łapy jest zależny od
            > faceta, z jakim aktualnie się spotykam. Kocią łapę już
            > przerobiłam, kandydata na małżonka jeszcze nie
            > spotkałam. To tyle.
            >
            > pozdrawiam

    • Gość: Ola Re: slub czy kocia lapa? IP: *.cust.poz.supermedia.pl 27.08.01, 10:47
      Znam przypadek:on i ona od 17 let razem, jedno dziecko (15 lat), we wrzesniu
      biora slub, sa szczesliwi i wszyscy dookola sa szczesliwi i nie dla tego, ze
      "nareszcie" tylko tak po prostu, moze dojzeli do czegos.
      Ja mam 20 lat, faceta, z ktorym zamieszkam w przyszlym roku, troche razem
      pomieszkamy i chcemy sie pobrac. Dlaczego? Bo chcemy byc ze soba do konca
      zycia, a slub jest dojzeniem do tej decyzji.
      Moje zdanie: kocia lapa Tak , a slub dla dojzalych
      • Gość: julianaa Re: slub czy kocia lapa? IP: 213.25.97.* 27.08.01, 10:50
        Calkowicie zgadzam sie z Ola
        • Gość: Anna26 Re: slub czy kocia lapa? IP: *.157.60.137.Dial1.Washington1.Level3.net 30.08.01, 02:19
          Ola musi najpierw dojrzec by zajrzec do slownika na slowo dojrzec, dojrzaly,
          dojrzalosc, dojrzewanie.
          20 lat to byloby bardzo wczesnie na malzenstwo.
          • Gość: Ellen Re: slub czy kocia lapa? IP: *.wardynski.com.pl 30.08.01, 10:34
            Fe, Aniu, nieładnie wytykać błędy ortograficzne. Może Ola jest dyslektykiem czy
            ma dysgrafię.
            A kwestia dojrzałości nie zależy od wieku. Jest masa dzecinnych 40latków i
            bardzo poważnych maturzystów.
            Pozdrawiam.
            • Gość: Anna26 Re: slub czy kocia lapa? IP: *.244.209.174.Dial1.Washington2.Level3.net 31.08.01, 02:15
              Ola nie jest dyslektykiem czy dysgrafikiem, bo ten sam wyraz pislaby na kilka
              sposobow. Nie chcialam jej urazic. Uczymy sie wszyscy na bledach.
              Zgadzam sie z Toba co do niedojrzalych 40-latkow, ale dojrzalego maturzysty to
              ja jescze nie spotkalam. Chociaz gdy sama mature zdalam uwazalam sie za bardzo
              wiekowa i dojrzala.
    • Gość: ola Re: slub czy kocia lapa? IP: *.cust.poz.supermedia.pl 30.08.01, 11:46
      Oj faktycznie popelnilam blad, przepraszam wszystkich, i przyznaje, ze am z tym
      problemy> w zwiazku z tym rozpoczne nowy watek"Ortografia".
      Pozdrawiam wszystkich mniej upierdliwych, dla ktorych liczy sie tresc, a nie
      forma przekazu mysli.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka