panna.wanna
16.02.09, 14:26
Juz sama nie wiem, co mam robić, duszę sie, mam wrażenie ze jeszcze chwila w
tym domu i wyjdę... Nigdy nie wrócę.
Z tego, co pamiętam to zawsze tak było, dokąd nie sięgnę pamięcią zawsze były
te pretensje, krzyki... Ale od początku.
Uważam ze moim największym bledem było wysłanie mojej mamy do szkoły. Gdy
byłam w liceum, postanowiłam namówić mamę żeby sama poszła sie dokształcić,
gdyż wiedziałam, tysiące razy słyszałam ze jej rodzice odmówili jej tej
możliwości z powodu braku pieniędzy. Musiała iść do pracy. No, ale skoro wtedy
my byliśmy juz dawno odchowani to mogłaby zacząć... No i wtedy zaczął sie ten
koszmar.
W zasadzie ze wszystkim były i nadal są problemy, ludzki mozg po tylu latach
przerwy nie zapamiętuje dużo i ciężko cos zakumac. Wszystkie prace
zaliczeniowe pisałam ja, siedziałam i usiłowałam mamie tłumaczyć czy to
matematykę, fizykę czy jakiś angielski " moje największe utrapienie". Zawsze
kończyło sie to wielka awanturą. Bo mama nie rozumie, bo ja nie umiem
wytłumaczyć, bo do niczego sie nie nadaje... Próbowałam tłumaczyć, na
kredkach, na rysunkach na obrazkach, kupiłam dyktafon. Nagrywałam.... Nic.
Mama mówiła ze rozumie, po czym za 5 minut ona juz nie wie... Ale jakoś
udawało sie zaliczyć.
W tym momencie jestem na drugim roku studiów. Uważam ze mama w jakiś sposób
przyczyniła sie do tego ze nie będę robiła tego, co bym chciała. A to, dlatego
ze ja zawsze chciałam iść albo na prawo albo na administrację, ale gdy mama
poszła sobie do szkoły policealnej w specjalności administracja ... Odechciało
mi się. Może i jestem wielką egoistką, ale perspektywa ponownego uczenia sie z
mama... Ciągle słuchania ,ze nie chce pomoc sprawia ze robiło mi sie słabo.
Wybrałam, co innego.
W tym momencie tak czy siak, mama ciągle prosi mnie o pomoc, np., o co tu
chodzi?- Przychodzi z ustawą... Kompletnie nie rozumie tego, co sama czyta...
No, ale administracja to mama „Bedzie siedziała za biurkiem, pila kawę i tylko
czasem, poklika na klawiaturze”. Albo angielski... Mama sie uczy juz 5 lat...
I dalej krzyczy i twierdzi ze nigdy nie mówiłam jej ze jest "HE Si, You
are"... Dziś nienawidzę angielskiego;/
moja siostrze- studiuje na politechnice... bardzo często słyszy Np." gdybyś
sie uczyła to byś zaliczyła... Nie uczysz sie to masz” nie wiem czy zdaje
sobie sprawę ze studia to nie jest jej szkoła gdzie za ładne oczy i pusta
głowę, wstawia 3 i dowidzenia. W każdej kwestii, z każdym problemem… gdy
powiemy cos mamie ona jeszcze dodatkowo wgniecie nas obcasem w podłogę i powie
„ trzeba było zrobić inaczej, nie myślisz to masz”. Mama… hm.
Jestem zmęczona tym ze wyładowuje swoje frustracje, niepowodzenia i problemy
na nas. Jedna wielka pretensja, ze jej rodzice nie dali szkoły, ze musi
pracować, ze wyszła za mojego tatę, (chociaż ma wszystko, czego tylko chce!),
Ze ma takie beznadziejne dzieci, ze miałaby lepsze Zycie sama…. Ech słuchać
się nie chce. Wszystkie gadki ze inne jej koleżanki maja cudowne dzieci,
pomocne i w ogóle sprawiają ze mam ochotę wyjść. Poza tym ja… uczę się
dziennie, dodatkowo, kiedy mogę chodze do pracy, byle tylko nie siedzieć w
domu. Myślę ze gdybym miała gdzie pójść to bym poszła.
Poza tym… nie znam takiej osoby, która w moim wieku pyta się mamy czy może
wrócić po 22, czy może wyjść na imprezę…