ariel23
03.12.03, 09:40
Mam taki oto dylemat. Jest wiele osob, ktorych z roznych powodow nie lubie.
Bylam (i moze kiedys jeszcze bede) z nimi zwiazana praca. W pracy tez
poznalam mojego obecnego faceta. I byly tam kobiety, ktore (byly wyzej ode
mnie) mi z tego powodu strasznie dokuczaly, i mowily, ze on jest strasznym
ch..., ze od niego trzeba spie.... gdzie pie[prz rosnie itd. To prawda, ze
nie mial dobrej opinii, ale odkad jest ze mna (jest strasznie zakochany) nie
moge mu niczego zarzucic.
Teraz pracujemy osobno, w innych firmach. On bardzo awansowal i przyjal do
pracy dwie z tych dziewczyn, ktore opisalam wyzej. A zrobil tak, bo
rzeczywiscie potrzebowal pracownikow (mnie akurat te stanowiska nie
interesuja), a tamte sie od poczatku krecily wokol niego, wlazac mu w dupe,
zeby o nich pamietal. No i okazalo sie, ze on jest jednak wspanialy, i ja tez
jestem wspaniala. I mnie tez zaczely lubic ("Kochanie to, kochanie tamto"-
brrrr, brzydze sie takimi rzeczami).
Teraz mnie strasznie korci, zeby przy okazji im to wszystko powypominac, albo
poprosic, zeby tak slodko do mnie nie mowily, skoro mnie nie lubia,
generalnie troche je skompromitowac.
Mam straszna ochote. Tylko nie wiem czy mi to cokolwiek da poza satysfakcja.
No i kiedys mozemy jeszcze razem pracowac.. i moge miec przez to problemy.
Ale chyba mozna komus powiedziec, ze sie go nie lubi, niz udawac, ze sie go
uwielbia itd.
Co o tym myslicie?