jicky7
01.07.09, 09:57
a właściwie psica o imieniu Stokrotka.
Wczoraj przyjechała z przytuliska prowadzonego w Łodzi przez
fantastyczną i dobrą osobę - panią Mariolę.
A było to tak.
Dwa tygodnie wczesniej, rano, na przestanku autobusowym siedział
sobie nieduży piesek, wypatrywał nadjeżdzajace autobusy i
najwyraźniej na kogoś czekał. Spokojny i smutny. Sprawiał wrażenie
zagubionego. Jechałam do centrum, nie mogłam go zabrać ze sobą, ale
postanowiłam wracając sprawdzić, czy jeszcze tam jest, zabrać do
domu i rozpocząć poszukiwania jego opiekuna.
Był. Pobiegłam do domu po smycz (nota bene kocią) i na przystanek.
Psa już nie było. Pomyślałam, że został juz odnaleziony.
Spotkałam znajomą, jedną z naszej grupki osób mieszkających w
pobliżu i opiekujących się bezdomnymi i porzuconymi zwierzętami i
opowiedziałam całą tę historię. I na całe szczęście.
Okazało się, że piesek o podobnym wyglądzie, dzień wcześniej
siedział w strugach ulewy na wiaducie i nie reagował na próby
przywołania.
Wszystko stało się jasne - był psem porzuconym. Poszukiwania zostały
rozpoczęte.
Św. Franciszek czuwał. Psinka została odnaleziona na pobliskim
osiedlu, głodna i błąkająca się miedzy domami.
Dziewczyny, które ją znalazły, odwiozły do przytuliska i powiadomiły
mnie. W przytulisku została wysterylizowana, zaczipowana i
zaszczepiona. I od wczorajszego popołudnia mieszka z nami i trzema
kotami. Też znalezionymi, łącznie z przepiękną persicą. Koty nie są
specjalnie zachwycone, ale powoli się przyzwyczajają.
A ja mam piękny imieninowy prezent od losu :)
Acha, całkowicie zawojowała mojego m. :)