jerzykrajewski7
27.04.04, 11:07
Poniżej szokujący materiał prasowy z "Gazety Wyborczej" o policji
współpracującej z gangsterami. Pokazuje on, że w Polsce nie można ufać
nikomu, że działania policji, prokuratorów i sądów moga byc ustawiane przez
gangsterów.
Pozdrawiam
Jerzy Krajewski
Przez cztery lata komendant wyszkowskiej policji współpracował z gangsterami.
Na sprzedaży informacji o akcjach policyjnych zarobił w sumie 14,5 tys. z.
Poniedziałek, 6.06 rano. Do domu nadkomisarza Andrzeja Sz. pukają
funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego i Biura Spraw Wewnętrznych.
Andrzej Sz., do niedawna szanowany komendant wyszkowskiej policji, wychodzi z
domu w kajdankach. Dwie godziny później funkcjonariusze zatrzymują kolejne
trzy osoby - byłych policjantów, byłych podwładnych Andrzeja Sz.
Wszyscy radiowozami jadą na Krakowskie Przedmieście, do warszawskiej
prokuratury. Zatrzymani dostają zarzuty przyjęcia łapówki od członków gangu
Sławomira O. pseudonim "Uchal".
Jeden nie wiedział o drugim
Według prokuratury od 1999 do 2003 roku komendant Andrzej Sz. wziął od
gangsterów co najmniej pięć łapówek, razem 14,5 tys. zł. Pieniądze brał za
przekazywanie informacji, m.in. o akcjach policji przeciwko gangowi.
Jego podwładni też zarobili swoje. 51-letni Kazimierz L. wziął 20 tys. zł,
Jarosław W. - 400 zł, a 43-letni Krzysztof P. - 900 zł. Każdy z policjantów
działał na własną rękę. Oszukiwali kolegów, ale nie wiedzieli, że oni też
oszukują.
O łapówkach przyjmowanych przez policjantów prokuratura pierwszy raz
usłyszała od świadków koronnych. Zeznają oni w śledztwie, które rozpoczęło
się 25 lutego 2003 r. Zatrzymano wtedy kilku przestępców z gangu "Uchala".
Przynajmniej dwóch z nich zgodziło się na współpracę z policją.
Jeśli ktoś ma miękki kręgosłup
Byli podwładni Andrzeja Sz. w chwili zatrzymania nie byli już policjantami.
Sam komendant 15 kwietnia został odwołany ze stanowiska, ale nadal był
policjantem.
Wczoraj jego obowiązki przejął dotychczasowy zastępca młodszy inspektor
Krzysztof Soliwoda. Powody odwołania swojego szefa poznał wczorajszego ranka.
Rozmawialiśmy z nim po południu. Był roztrzęsiony. - O wszystkim dowiedziałem
się z radia. To dla mnie szok. Dobrze znałem komendanta, pracowałem z nim
kilka lat. Nie potrafię o tym mówić - opowiadał.
Sytuacji bez orzeczenia sądu nie chce oceniać również rzecznik komendy
wojewódzkiej Tadeusz Kaczmarek. Po chwili jednak rzuca: - Jeśli ktoś ma
miękki kręgosłup, popada w konflikt z prawem i sprzeniewierza się mundurowi,
musi się liczyć z tym, że prędzej czy później rano do niego zapukają -
powiedział.
Zgodnie z prawem prasowym nie możemy podać nazwiska aresztowanego komendanta.
Wczoraj wieczorem można je jeszcze było przeczytać na stronach internetowych
mazowieckiej policji. Andrzej Sz. ciągle widniał tam jako komendant
wyszkowskiej policji.
Wczorajsze zatrzymanie policjantów to kolejny etap rozbijania gangu, który
przez kilka lat był zupełnie bezkarny. Kilkudziesięciu jego członków
terroryzowało miasto i okolice od połowy lat 90. Kradli samochody, ściągali
haracze, sprzedawali narkotyki. "Uchal" drwił z wymiaru sprawiedliwości. Do
czasu. Od kilkunastu miesięcy jego ludzie systematycznie trafiają za kratki.
Sam szef też już siedzi. Ostatni przykład: dwa tygodnie temu sąd aresztował
emerytowanego ławnika, który brał łapówki od gangsterów. Za pieniądze miał
zapewnić łagodniejsze wyroki w sprawach, w których zasiadał obok sędziego.