ambanasik
29.01.07, 16:15
Pwenie o tym wiecie, ale polecam Waszej uwadze:
ZBIGNIEW P. ZAGÓRSKI
NIEBEZPIECZNE ŻYWE SREBRO
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/2000
Któż z nas nie bawił się rtęcią z rozbitego termometru? Kogo nie fascynowały
kulki "żywego srebra", które pod wpływem najmniejszego nacisku dzielą się na
mniejsze i znowu łączą w większe krople? Taka zabawa jest groźna dla zdrowia.
To, co widzimy, to srebrzyste kulki rtęci - dziwnego metalu, ciekłego w
temperaturze pokojowej. Ale rtęć - czego nie widać i o czym nie wiemy -
nieustannie paruje. Jeżeli rozprysnęła się na podłodze i zalega w każdej
szczelinie, wysycenie powietrza jej parami następuje szybko - w ciągu kilku
godzin. Przy temperaturze powietrza 40°C, łatwo osiągalnej w nasłonecznionym
pokoju latem, mamy do czynienia z takim stężeniem, że trzeba rozcieńczyć
skażone powietrze 3 tys. razy, by móc w nim pracować 8 godz. dziennie.
Stężenie niebezpieczne dla zdrowia łatwo więc osiągnąć, "wąchając"
rozdrobnioną rtęć. A tak właśnie dzieje się, gdy dziecko bawi się
kulkami "żywego srebra".
Podstępny metal
Pomijam niemądre pokazy, którymi bawi się turystów w kopalniach hiszpańskich,
polegające na sprawdzeniu, jak trudno zanurzyć rękę w kuble z rtęcią. Zgodnie
z prawem Archimedesa trzeba pokonać opór odpowiadający ciężarowi wypartej
przez rękę rtęci, czyli nawet 20 kg! Gdyby ktoś kiedyś Państwu to
zaproponował - proszę nigdy tego nie robić. Pomijam też przestępcze metody
pozyskiwania złota w Brazylii, polegające na amalgamowaniu złota w piaskach
złotonośnych niektórych rzek. W ten sposób skażono ogromne połacie kraju .
Pomijam też problemy przemysłowe z parami rtęci, np. w fabrykach
produkujących świetlówki.
Zwykłym ludziom najbardziej zagrażają rozbite termometry rtęciowe, popularne
bateryjki (niektóre wciąż jeszcze zawierają duże ilości rtęci) i wypełnienia
dentystyczne, czyli - mówiąc prościej - plomby amalgamatowe. Zacznijmy więc
od termometru, który w końcu XX wieku jest nadal przedmiotem powszechnie
używanym w domach i szpitalach.
Kilka lat temu przeżyłem na londyńskim lotnisku Heathrow przygodę związaną z
termometrem. Bez trudu, dzięki rutynowemu prześwietleniu, wykryto w mej
podróżnej torbie ten pospolity przedmiot i łatwo udowodniono, że naruszyłem
przepisy wydrukowane zresztą na bilecie: rtęci nie wolno przewozić w
samolocie. Jako chemik muszę przyznać, że zakaz jest słuszny. Przypomniałem
sobie wtedy o Polakach podstępem walczących podczas II wojny światowej z
Niemcami. Zmuszeni do niewolniczej pracy w fabrykach samolotów, działali
zgodnie z instrukcjami podziemia, wpuszczając kropelki rtęci w świeże odlewy
aluminiowe i wykonane ze stopu aluminium i cynku. Tworzący się amalgamat jest
niewidoczny, jednak zadziwiająco szybko reaguje z wodą, tworząc obfity biały
osad wodorotlenku glinu. Ta błyskawiczna korozja przeżera przedmiot wykonany
z aluminium na wylot, jeśli sprzyjają temu czas i dostatek wilgoci.
Jakie inne zagrożenia może stwarzać termometr rtęciowy w samolocie? W razie
rozbicia spowoduje skażenie powietrza, które krąży w obiegu zamkniętym i jest
tylko w niewielkim stopniu uzupełniane świeżym z zewnątrz.
Wojna wydana termometrom rtęciowym jest podyktowana przede wszystkim
względami zdrowotnymi. Dziś można je już zastąpić innymi urządzeniami, m.in.
elektronicznymi . Ich wadą jest wysoka cena, toteż długo jeszcze termometry
rtęciowe będą stosowane w domach i szpitalach. A nieuchronny koniec życia
takiego przedmiotu to jego rozbicie. Francuzi oceniają u siebie liczbę
tłuczonych rocznie termometrów na 5 mln sztuk! Ile rozbija się ich w Polsce -
nie wiadomo. Wiemy, że najczęściej zdarza się to w placówkach służby zdrowia,
więc na zatrucia parami rtęci najbardziej narażony jest personel medyczny.
Jest jednak szansa, że termometry rtęciowe zostaną wkrótce wyparte przez
termometry nie zawierające tego metalu. Taki termometr wygląda i działa jak
klasyczny, rtęciowy. Można go już kupić w aptekach, choć na razie jest
droższy. Upowszechnią się również termometry jednorazowe wykorzystujące
polimery termiczne . Wkłada się je na minutę do ust i odczytuje temperaturę.
Plastikowy pasek jest sterylny i do chwili użycia zaklejony jak plaster
opatrunkowy. Po odczytaniu temperatury taki termometr wyrzuca się jak
strzykawkę jednorazowego użytku.
Groźne bateryjki
Równie powszechnym, co termometry, zagrożeniem są bateryjki. Te, które
wykorzystują ogniwa cynkowe (ogniwa Leclanchégo - technologia XIX wieku!),
zawierają około 1 g rtęci. Ponieważ naga elektroda cynkowa rozpuszczałaby się
w elektrolicie jeszcze przed pobraniem prądu, przez długie dziesięciolecia
nie znajdowano lepszego sposobu chroniącego cynk przed szybką korozją niż
dodawanie do elektrolitu chlorku rtęciowego. Podobnie jak sole złota reagują
szybko z rtęcią, tak mniej szlachetny cynk reaguje z chlorkiem rtęciowym,
pokrywając się warstewką amalgamatu rtęciowego skutecznie chroniącą przed
korozją. Narażenie rtęciowe zaczyna się po zużyciu cynku, zwłaszcza po
pozostawieniu cieknącej bateryjki w latarce, radiu lub innym urządzeniu.
Producenci ostrzegają użytkowników, żeby wyjmowali zużyte bateryjki, ale na
ogół jesteśmy głusi na te apele. Bywamy za to srogo ukarani, ponieważ
wyciekający elektrolit uszkadza urządzenie.
Zużyte bateryjki w wielu przypadkach zalegają szuflady, często trują oparami
rtęci. Czynią to samo na wysypisku śmieci, rozcieńczone innymi truciznami.
Pozostawienie starej bateryjki swemu losowi niesie za sobą jeszcze jedno
niebezpieczeństwo: duża liczba związków organicznych powoduje częściowe
przetworzenie metalicznej rtęci w lotne związki metaloorganiczne, znacznie
bardziej trujące od niej samej. Kłopotliwa, ale pożyteczna segregacja odpadów
pomaga je bezpiecznie lokalizować. Archeologowie następnych epok nie będą
mieli kłopotów z datowaniem znaleziska na XX wiek.
Co należy zrobić z rozbitym termometrem rtęciowym:
Biorąc pod uwagę znaczne rozpowszechnienie termometrów rtęciowych wśród osób
stosujących w Polsce NPR uważamy za stosowne przedstawienie opisu czynności,
które należy wykonać w przypadku rozbicia się termometru rtęciowego. Niestety
nie znaleźliśmy takiej instrukcji wśród polskich stron Internetowych.
Prezentowana instrukcja znajduje się na stronie amerykańskiej Agencji Ochrony
Środowiska (EPA). Została ona sporządzona przez jednego z największych
producentów sprzętu medycznego kompanię Becton Dickinson (Becton Dickinson
nie produkuje już termometrów rtęciowych, w jego ofercie znajduje się
natomiast elektroniczny termometr płodnościowy „BD Basal Digital
Thermometer”).
Tekst oryginalny (ang.) pt.: „What should you do with a broken mercury
thermometer?”
na stronie: www.epa.gov/glnpo/bnsdocs/hg/thermfaq.html.
Jerzy Górecki
Co należy zrobić z rozbitym termometrem rtęciowym
1. Intensywnie przewietrzaj pokój, równocześnie odcinając go od innych
pomieszczeń domu. Jeżeli to możliwe przez co najmniej jedną godzinę używaj
wentylatorów, aby zwiększyć wentylację.
2. Zbierz rtęć przy pomocy zakraplacza do oczu lub zbieraj jej kulki przy
pomocy sztywnego papieru (np. karta do gry)
3. Włóż rtęć, skażone przybory (zakraplacz, papier) oraz rozbite szkło do
zamykanego plastikowego worka. Włóż ten worek do kolejnego zamykanego worka,
a wszystko razem do trzeciego zamykanego worka. Dokładnie zamknij wszystkie
worki. Włóż worki do zamykanego plastikowego pojemnika z szerokim wylotem.
4. Skontaktuj się z lokalnym oddziałem zajmującym się sprawami ochrony
zdrowia (w Polsce Wojewódzki Inspektorat Sanitarny), aby uzyskać informacje
nt. najbliższego miejsca składowania rtęci. Jeżeli dostarczenie rtęci do
takiego miejsca nie jest możliwe postępuj zgodnie z lokalnym przepisami.
5. Je