Dodaj do ulubionych

Witam się:)

09.08.10, 14:58
Niedawno znalazłam Wasze forum i bardzo mile mnie zaskoczyłosmile
Mam 23 lata i 4,5 letnią córeczkę. Również jestem ofiarą porodu szpitalnego, u mnie można było jeszcze bardziej poszaleć, bo byłam nastoletnią mamą. Z moich atrakcji porodowych miałam: niby przypadkowo przebity pęcherz szczypającymi paluchami, w między czasie wsadzanie i wyciąganie łapy żebym miała kałuże pod plecami, ukochane ktg do końca porodu, parcie na kupe i wychodzenie dużej kupy, nacięcie krocza bez pytania o zgodę, popękaną szyjkę macicy, szarpnięcie za pępowine co oczywiście poskutkowało niecałym łożyskiem, nastęnie łyżeczkowanie macicy bez znieczulenia i szycie również bez znieczulenia... Zmagam się z tą traumą od ponad 4 lat i powolutku zaczynam marzyć o drugim dziecku. Ten poród nie był najcudowniejsza chwilą w moim życiu, czułam się zaszczuta, poniżona, potraktowana jak przedmiot z którym można zrobić co się chce. Moja depresja poporodowa trwała ponad 2 lata, niestety zostałam źle zaszyta, miałam zakażenie i ból krocza odczułam do roku po porodzie.
Do dzisiaj boli mnie po spontanicznym seksie, przy miesiączkach, przeziębieniach i tych cholernych zmianach pogody. Czas leczy rany, moją duszę też, ale okaleczona czuję się nadal i nienawidzę miejsca po nacięciu dla mnie to był gwałt. 4 tygodnie leżałam z nogami w górze na fenoterolu i innych pysznościachwink z rozwarciem na 2 palce. Doleżałam do 1 dnia 37 tygodnia ciąży, mój kolosik ważył 3090g i miał 53cm ja uważam, że to nacięcie byłoby niepotrzebne gdyby dano mi urodzić tak jak chciałam na kukcach, ale musiałam rodzić z kolanami przy klatce piersiowej. To był koszmar, bo mam klaustrofobię.
Dzięki wsparciu mojego męża, nieograniczonym pokładom miłości do mojej córki dałam radę i nauczyłam się z żyć z tym co mnie spotkało. Przy porodzie córki był obecny mój mąż...dopiero niedawno wybaczyłam mu, że pozwolił mnie tak skrzywdzić. Drugie dziecko chciałabym urodzić w domu bez niego, a jeżeli nie przejdę kwalifikacji do porodu domowego zdecyduję się na cc w prywatnym szpitalu.
Moje pytanie do Was czy położne decydują się odbierać taki poród bez męża np z drugą położną?? Drugie pytanie do mam, które miały cc. Co dla Was było przykre w cc i dlaczego byście mi je odradzały??
Obserwuj wątek
    • monicus Re: Witam się:) 09.08.10, 15:20
      witaj. smutne rzeczy piszesz, ale u nas to chyba nikt ci cc nie poleci smile jest
      caly wątek na ten temat - przeczytaj, bo warto.
      • aneta871 Re: Witam się:) 09.08.10, 18:04
        A rodzenie bez męża??
        Zwyczajnie wolałabym bez męża same kobiety, bo dla niego jedyne wyjście to cc w
        swissmedzie w Gdańsku żebym już tak nie cierpiała z powodu krocza, bo dużo
        włożyłam wysiłku żeby było jak dawniej...
        • monicus Re: Witam się:) 09.08.10, 18:08
          no to juz wg preferencji chyba. smile byle sie dogadac z kobitami. pd to poza
          obecnoscia meza takze miejsce, w ktorym sie czujesz dobrze. jesli dobrze jest z
          kobietami...
    • kaakaa Re: Witam się:) 09.08.10, 20:59
      Witaj Aneto!
      Niestety, nasza szpitalne rzeczywistość bywa dramatyczna sad i to wcale nie
      koniecznie z powodów, że dzieje się coś dramatycznego dla życia lub zdrowia
      pacjenta sad
      Z konkretów: można rodzić w domu bez męża. W domu to rodząca decyduje, kto ma
      być przy niej. I to jest niewątpliwa wyższość porodu domowego nad szpitalnym smile
      Osobny problem stanowi nastawienie męża do pomysłu rodzenia w domu. Jeśli jest
      zdecydowanie przeciwny, to nawet gdy fizycznie nie będzie go przy domowym
      porodzie, to brak jego zgody może źle wpływać na przebieg porodu, poprzez samą
      Twoją świadomość, że mąż ma poważne obiekcje.
      Co do wyboru między elektywnym cc a porodem domowym - jeśli tylko nie ma
      przeciwwskazań do pd, to jest on pod każdym względem lepszy, i dla matki i dla
      dziecka, od cięcia. Cięcie to jest operacja. I to, wbrew pozorom, dość poważna.
      Poród naturalny, to fizjologia. Po porodzie, który przebiegał bez interwencji,
      kobieta wstaje i może dalej normalnie funkcjonować , z grubsza tak, jak przed
      porodem (choć trudno w to uwierzyć kobietom, które rodziły w szpitalu).
      Myślę, że i Tobie i mężowi przydałoby się spotkanie z doświadczoną położną
      przyjmującą porody domowe. Ja, po przeczytaniu Twojego listu, nie mam
      przekonania, że poradziliście sobie z traumą poprzedniego porodu. Warto nad tym
      mądrze popracować przed kolejnym porodem a spotkanie z położną może być ważnym
      elementem takiej pracy. Na początek polecam Ci książkę, całkiem nową: "Domowe
      narodziny. Fanaberia szaleńców, czy powrót do normalności" pod red. Ewy Janiuk i
      Emilii Lichtenberg-Kokoszki. Właśnie kończę czytać. Mnóstwo tam historii
      porodowych. Niektóre są podobne do Twojej. Są i cięcia i porody szpitalne i
      porody domowe. I refleksje - zarówno rodziców jak i położnych.
      Jeśli tylko podoba Ci się u nas, to zostań na dłużej smile Fajne tu są dziewczyny
      i wspierają się jak potrafią.
      • soldie Re: Witam się:) 09.08.10, 22:48
        Ja tez witam serdeczniesmile
        Kaakaa pięknie to napisała- nic dodać nic ując. Przykro mi z powodu tego
        poprzedniego porodu, mogę sobie jedynie wyobrażać jak się mogłaś czuć fizycznie,
        psychicznie to chyba wszystkie po szpitalnych traumach wiemy jak to jest,
        chociaż twoja historia jest wyjątkowo poruszająca. Trochę rozumiem też troskę
        twojego męża, dlatego szczególnie warto,żeby poznał inną stronę porodu sn i
        żebyście oboje znaleźli nić porozumienia- to dodatkowo bardzo pozytywnie
        wpłynie na waszą relację smile Co do cc- może i unikniesz bólu i traumy,ale może
        okazać się, że zabraknie ci, chociaż to paradoksalne, doświadczenia trudu
        rodzenia i radości kiedy tulisz dziecko w ramionach, tego poczucia siły, że sie
        to przeszło (przynajmniej ja tak miałam). Po cc jest inaczej i co wrażliwsze
        kobiety mają z tym problem i depresję i tego osobiście doświadczyłam. Myślę,ze
        skoro tu jesteś i nie skreślasz nas jako jakieś nawiedzone fanatyczki to nie
        jesteś tu przypadkowo smile
        • aneta871 Re: Witam się:) 09.08.10, 23:24
          Mnie cała rodzina uważa za nienormalną, bo bym chciała rodzić w domu.. Nie boje
          się bólu tyko tego że usłyszę od położnej że musi mnie naciąć albo pęknę przez
          tamtą bliznę.3 dni po tamtym porodzie nie mogłam wsadzić globulki i moja
          ginekolog ściągała szwy. nie znam się, ale chyba nie powinnam być aż tak ciasno
          zszyta.
          Może źle na to patrze, ale po tamtym co przeszłam wolałabym żeby bolało mnie
          podbrzusze, a nie krocze.. Przeczytałam opis porodu kawoszki. Ehh smutne i
          otwiera oczy, że tak bym też nie chciała.
          Raczej się od Was nie odczepiebig_grin Jakbym nie mogła rodzić w domu z jakiś powodów
          to bym męczyła męża i by jechał z Gdańska do Pucka do szpitala. To mu się też
          nie podoba, bo by jego dziecko zostało Kaszubem..;P
    • kawo-szka Re: Witam się:) 09.08.10, 23:55
      Aneta871 - zmęczona jestem, więc pozwól, że naprędce i pewnie troszkę chaotycznie (za co przepraszam) napiszę dwie rzeczy:

      1. Zastanów się proszę co kieruje Twoim wyborem do porodu domowego - bo na moje "oko" źle wróży, jeśli na poród domowy decyduje się tylko, lub głównie, ze strachu przed szpitalem;

      2. Napisałaś coś, co mną lekko wstrząsnęło, a mianowicie, że dopiero teraz wybaczyłaś mężowi za to że pozwolił Cię tak skrzywdzić - odniosę się teraz do tego, choć miałam już tekst napisany wcześniej, ale go skasowałam, poszłam na spacer i porozmawiałam z moim mężem, który potwierdził moje przeczucia (być może będzie chciał zabrać w tej dyskusji głos, więc napiszę tylko z grubsza o co chodzi) - otóż, nie znając co prawda sytuacji Waszego małżeństwa, uważam, że mężczyzna w szpitalu zostaje tak samo zrównany w procedurach jak i rodząca kobieta, zostaje zarażony strachem o zdrowie i życie dziecka i żony, i nie ma tu miejsca na Jego obronę tego, co czuć może tylko sama kobieta.. Poza tym nie wiem na ile Twój mąż był wtajemniczony w procedurę rodzenia - ile wiedział, itd. Dla porównania - mój mąż, odkąd zaszłam w ciąże i zainteresowaliśmy się PD, czytał dosłownie wszystko, pochłaniał wiadomości jedna za drugą, szykując się wręcz do samodzielnego przyjęcia porodu smile Oglądał filmy pokazujące poród siłami natury, kupował i kserował mi książki, artykuły, itp. I wtedy powiedział, że gdyby przyszło nam rodzić w szpitalu i zobaczyłby położną chcącą naciąć mi krocze - to chyba by zabił wink Stało się jednak inaczej - szpital był, ale w wydaniu hardcorowym (już wiesz, że cesarki nie polecę nikomu) i mąż wiedział, że jego gniew przyniósłby tylko i wyłącznie szkodę mi i dziecku, bo niestety, w większości to beton.. Mówię to z wielkim żalem. Być może więc tak samo było z Twoim mężem - być może oddał pałeczkę zaufania innym kobietom, położnym lub doświadczonemu lekarzowi, uznając, że oni Cię chronią i robią to, co najlepsze...? Nie wiem tego na pewno, bo tylko wzmiankujesz o nim, ale pozwoliłam sobie na ten komentarz, mam nadzieję, że się nie gniewasz..

      Ech.. Mam nadzieję, że udało mi się napisać istotne sprawy i nie zagmatwać zbytnio.

      Jutro może coś jeszcze dopiszę.
      I jeszcze jedno: bardzo mi przykro, że musiałaś przeżyć takie piekło sad
      • aneta871 Re: Witam się:) 10.08.10, 10:11
        Mężatką jestem od 3 miesięcysmile Wiele jest racji w tym co piszesz z zaufaniem do
        położnej i lekarza, ale nie można swojej ukochanej spychać na drugi plan, bo
        położna wie lepiej. Co do wybaczania mężowi to było tego wiele. Ja byłam sama w
        ciąży, sama po wyjściu ze szpitala. On jest prawdziwym ojcem od dwóch lat. U nas
        nie było radości z dwóch kresek, co nie oznacza, że nie kochaliśmy jej.
        Podoba mi się poród w domu nie dlatego, że się boję szpitala. Mnie szpital
        denerwuje, te koszmarne położne z klapkami na oczach nie dające sobie nic
        powiedzieć one są mądre i koniec, a jeszcze wisienką na torcie jest pan doktor
        Pan i Władca. W moim porodzie zabrakło możliwości poruszania się, przyjmowania
        wygodnych dla mnie pozycji, za dużo ingerencji, wymuszania, nie słuchania,
        ponadto słoneczko świecące mi prosto w twarz i leżenie w mokrej koszuli od wód
        płodowych.
        Mnie w porodzie najbardziej przeraża nacięcie/ pęknięcie krocza. Może niezbyt to
        rozsądne, ale na chwile obecną wolałabym mieć pocięty brzuch niż nacięte
        krocze.. Na razie i tak nie zajdę w ciąże przez najbliższe 4 lata, więc nie mam
        co się martwić. Boję się, że może dojść do sytuacji, że będziemy mieli jedynaczkę.
        • kawo-szka Re: Witam się:) 10.08.10, 11:26
          aneta871 napisała:

          > Mężatką jestem od 3 miesięcysmile

          O, w takim razie - gratuluję smile Oby Twoje małżeństwo pogłębiało Waszą wspólną miłość i budowało Wasz związek coraz mocniejszym spoiwem smile

          >Wiele jest racji w tym co piszesz z zaufaniem do
          > położnej i lekarza, ale nie można swojej ukochanej spychać na drugi plan, bo
          > położna wie lepiej.

          Pewnie, że ukochana osoba jest ważna, ale tak jak napisałam - w szpitalu zmienia się ciut układ sił i nasza wiedza zostaje czasem z gruntu wykopana za drzwi, a my sami głupiejemy.

          Myślę, że trzeba być samej niezwykle silną osobą, by nie poddać się tym procedurom i zabiegom standardów betonowego świata. Ja przykładowo jestem słaba w tym względzie. Myślałam wczoraj o porodzie Karj-oki (której odwagę, samozaparcie i siłę podziwiam) i zastanawiałam się głośno czy ja bym podołała, gdybym wybrała jednak poród siłami natury pomimo pośladkowego położenia i faktu, że byłam pierworódką. Mąż spojrzał na mnie i rzekł: "Na tyle na ile cię znam, to obawiam się, że nie dałabyś rady. Nie z powodu bólu, ale z powodu procedur". Niestety - ma rację. Odwaga jest piękna w mojej głowie, ale już w niejednej sytuacji dowiodłam, że czasem tylko tam pozostaje..

          > Co do wybaczania mężowi to było tego wiele. Ja byłam sama w
          > ciąży, sama po wyjściu ze szpitala. On jest prawdziwym ojcem od dwóch lat. U na
          > s
          > nie było radości z dwóch kresek, co nie oznacza, że nie kochaliśmy jej.


          No i właśnie o tym pisałam - nie znałam Twojej życiowej i małżeńskiej sytuacji.
          Przykre jest więc to, co przeżyłaś tym bardziej zatem.

          > W moim porodzie zabrakło możliwości poruszania się, przyjmowania
          > wygodnych dla mnie pozycji, za dużo ingerencji, wymuszania, nie słuchania,
          > ponadto słoneczko świecące mi prosto w twarz i leżenie w mokrej koszuli od wód
          > płodowych.

          Tego zdecydowanie nie będzie w PD smile

          > Mnie w porodzie najbardziej przeraża nacięcie/ pęknięcie krocza.

          Ale to może niestety nastąpić, mimo rodzenia w domu.

          Pęknięcie krocza (kontrolowane przez położną) nie jest tak straszne, jak nacięcie (o czym warto poczytać na stronach Fundacji Rodzić po Ludzku, jest tam akcja "Nie daj się naciąć") - poza tym do porodu można się przygotować tak by tego uniknąć. Ćwiczenia mięśni krocza, Kegla, jest nawet takie urządzenie jak EPINO. No i dobra położna smile Da się więc bez pęknięcia i nacięcia urodzić nawet bardzo, bardzo duże dzieci smile


          > Może niezbyt t
          > o
          > rozsądne, ale na chwile obecną wolałabym mieć pocięty brzuch niż nacięte
          > krocze..


          Masz swoje doświadczenie i ból z tym związany. Nikt nie ma prawa decydować o tym, co czujesz, i zrozumiałe jest Twoje obecne nastawienie. Ja odradzam cesarkę, dla mnie koszmar trwał miesiąc czasu (nie mogłam chodzić, potrzebowałam rehabilitantki), poza tym fakt rozstawania się z dzieckiem, dłuższa walka o laktację - nie do zaakceptowania.. Moim zdaniem powinnaś poczytać na ten temat, na spokojnie o tym pomyśleć i nie dać się lękom (dobrze jest je przepracować zanim zajdziemy w kolejną ciążę i urodzimysmile)


          > Boję się, że może dojść do sytuacji, że będziemy mieli jedynacz
          > kę.

          Lepsza jedynaczka niż brak dziecka z powodów niepłodności.
          Spokojnie, macie jeszcze dużo czasu smile

          Powiem na koniec tak - bądź tutaj. Na tym forum znajdziesz niesamowitą wiedzę i doświadczenie dziewczyn - warto tu być i czytać smile Wiele to daje człowiekowi w obliczu takiego wyboru jak PD.
        • konfietka.14 Re: Witam się:) 10.08.10, 13:07
          bardzo mi przykro ze masz takie wspomnienia z porodu ale cc to
          ostatecznosc.ja po 2 cc czuje sie okaleczona kobieta.czuje jak by
          nie zdalam najwazniejszy ekzamin w zyciu.czuje ze nie potrafie
          rodzic dzieci i ten bol jest o wielie większy niz ten od pociętego
          brucha.tez mialam obawy co do naciecia krocza,co tam obawy-mialam
          niechęc,bardzo sie tego balam.Cala ciaze probowalam sie oswoic z tym
          ze moge sie okazac w szpitalu i poddac sie procedurom ale w koncu i
          na to sie zgodzilam byle by urodzic naturalnie.po cc mam straszna
          trawme i depresije.juz nie che miec dzieci bo 3 cc to psychicznie
          nie przezyje.
          a co do obecnosci męza to nie czulam potrzeby zeby ze mna byl ale
          wzielam go na porod bo czasami potrafi do mnie dotrzec kiedy wbije
          sobie cos do glowy.to jego przerazone oczy widzialam kiedy nie
          chcialam sie zgodzic na cesarke i tylko prosilam jeszcze o
          polgodziny,jeszcze 15 minut a dziecku tętno spadalo.nie slyszalam
          ani poloznej ani lekarza,tylko jego.wiec tez okazal sie pomocny choc
          podczas samego porodu wolalam zeby siedzial sobie cichutko w kącie i
          mnie nie dotykal
          Czas leczy rany,nawet glebokie (cos o tym wiem bo nie mam juz w
          duszy miejsca bez blizn),ale wiem napewno ze będziemy z kazdym dniem
          o tym mniej pamętac i przyjdie taki moment ze wybaczymy
          spitalowi,męzu,poloznym,samym sobie.tylko treba taka rane oczyscic
          bo bedzie dlugo sie goila
          • bonga_dax1 Re: Witam się:) 10.08.10, 13:35
            Konfietka.14 napisz choć na priva jak to się odbywało. Strasznie,strasznie mi
            przykro, że Ci się nie udało. Znam to piekło. Wygadanie się zawsze mi choć na
            chwilę pomagało. U mnie trzecia ciąża znowu otworzyła rany, które jak sądziłam
            były już zaleczone. Staram się jednak z ufnością patrzeć w przyszłość, bo moje
            dzieci są warte tego całego cierpienia i ryzyka powtórzenia horroru, którego z
            boską pomocą i przy wsparciu morza życzliwości, jakie emanuje z tego forum mam
            nadzieję uniknąć.
            • soldie Re: Witam się:) 10.08.10, 14:30
              Konfietka, mnie też jest bardzo, bardzo przykro z powodu takiego zakończenia
              drugiego porodu, mogę tylko napisać,że na prawdę cie rozumiem,mimo że jestem po
              1 cc,ale czułam dokładnie to co ty...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka