Moderatorki poproszę o przeniesienie potem do stosownego wątku
Narodziny Łucji
Moje wspomnienia – pierwszy polski poród domowy (pierwsze dziecko rodziłam domowo, ale w Holandii).
W czwartek umówiona byłam u lekarza na kontrolne ktg – było już 10 dni po terminie wyznaczonym z OM na 25 kwietnia. Wynik ktg był dobry, ale ja postanowiłam zagadnąć lekarza co robić dalej skoro dziecko się „zasiedziało” – chciałam kontrolnego usg. Usg zostało wykonane i niestety przepływy okazały się być na granicy normy

. Od lekarza wyszłam prawie płacząc ze skierowaniem do szpitala – następnego dnia miałam się zgłosić na wywołanie porodu.
Wykonałam telefon do położnej, że ja muszę dziś urodzić bo inaczej wyląduję w szpitalu. Położna pocieszyła – no to dziś rodzimy i poleciła znane nam wszystkim domowe sposoby i obiecała że wpadnie mnie zbadać po południu czy „gotowość do porodu” u mnie jest. Dojechałam do domu i się rozpłakałam że ja do żadnego szpitala nie chcę, no tragedia była straszna ;P a mąż dopytywał czy coś jeszcze się stało, skoro tak płaczę?

Postanowiłam że zaraz po obiedzie piję olej rycynowy. Po obiedzie przyjechała położna i co ciekawe – kładąc się do badania na kanapie poczułam pierwszy bolesny skurcz! Pomyślałam że przypadek....położna zbadała mnie i było rozwarcie na 2cm i miękka skrócona szyjka.
Z położną się pożegnałyśmy – jakby co miałam dzwonić. Olej rycynowy z sokiem morelowym wymieszałam i zaczęłam pić....po pół godzinie cały wypity olej i zjedzony obiadek wylądował w kibelku....no zadziałać nie zdążył, ale pojawiły się skurcze! Od razu co 4 minuty trwające 40sekund. Bałam się że to jakieś przepowiadające i że zaraz puszczą, więc zaczęłam chodzić po mieszkaniu, sprzątać, by nie zanikły

zadzwoniłam do położnej, prosiłam by była w gotowości. Zdążyłam upiec jeszcze muffinki morelowe (no bo co zrobić z morelami po wypiciu soku ?), mąż wykąpał naszą córkę i położył spać, a ja sobie dreptałam po mieszkaniu i cieszyłam każdym skurczem

a maleńka się w brzuchu wierciła i rozpychała nogami dając znać że chce już wyjść
W pewnym momencie skurcze przestałam witać z poprzednim entuzjazmem i zadzwoniłam po położną (wolałam by położna była już z nami). Dojechała do nas w 15 minut

Zbadała mnie i były 3cm. No więc mamy początek porodu

W mojej głowie kołatało wspomnienie z pierwszego porodu że od 3 cm do urodzenia dziecka minęło 1,5h więc i tym razem spodziewałam się „szybkiej akcji”. Skurcze się nasilały, ja grzecznie oddychałam i zmieniałam pozycje – naprawdę w trakcie tego porodu oddychanie bardzo pomagało i najlepiej czułam się na stojąco lub bujając się na piłce. Generalnie pełen spokój i totalna ignorancja na to co działo się obok (mąż poszukiwał rzeczy dla maluszka, a ja nie pamiętałam gdzie co jest (no bo jak tu myśleć o prześcieradle w trakcie skurczy?).