deigratia
23.02.15, 22:44
Napiszcie, jeśli się znacie.
Nie cierpię takich informacji, ale przeczytałam i teraz się zastanawiam. Umarła kobieta, która przyszła urodzić dziecko. Ponieważ okazało się, że dziecko jest martwe, lekarze zdecydowali że urodzi sn. "W trakcie porodu nastąpiło nagłe zatrzymanie krążenia i obfite krwawienie z dróg rodnych u matki." Odratowali ją, ale ostatecznie po paru dniach i tak umarła: "Przyczyną śmierci kobiety było uszkodzenie i niewydolność wielonarządowa powikłana ostrą niedokrwistością jelit". Co to za diabeł?
Czy rodzenie martwego dziecka może być trudniejsze niż żywego?
Czy ten poród musiał być jakoś fatalnie poprowadzony?
Czy każdy poród może skończyć się "nagłym zatrzymaniem krążenia" a nasze domowe położne to szalone ryzykantki??
A ktoś zna się na procedurach szpitalnych?
Czy jeśli ta kobieta wcześniej już doświadczyła obumarcia dziecka w jej łonie, to powinni byli ją traktować szczególnie? Ja bym wolała martwe dziecko rodzić sn, no chyba że ktoś by mi uzmysłowił, że jest to duże zagrożenie dla mojego życia.
Nie lubię takich informacji, bo jest ich zbyt mało, żeby zrozumieć i umieć ocenić, kto zawinił.