Mój syn ćwiczy na trąbce od końca maja codziennie (oprócz niedziel) 2 x dziennie po 10-15 minut. Lekcje z nauczycielem są już teraz regularnie raz na tydzień, więc dostaje do ćwiczenia nowe utworki, niestety raczej nie są zbyt fajne, raczej techniczne. Początkowy zachwyt i zapał już minął, ale z tym trzeba było się liczyć. Rok szkolny zaczął się na dobre, nauki coraz więcej, dni coraz krótsze, a pogoda dobra, więc w dziecięcym planie dnia "coraz bardziej brakuje czasu na instrument". W naszym wypadku to jest problem wynikający z ociągania się, bo gdyby mały odrobił lekcje zaraz po powrocie ze szkoły, a potem chwilę poćwiczył, to miałby wolne całe popołudnie od 15-tej i początkowo tak było, ale ostatnio taka organizacja się załamała i wszystko odkłada na później. Już mnie to nerwowo wykańcza, bo muszę stale o wszystkim przypominać i pilnować, aby było zrobione, a potem jeszcze sprawdzić. Sama się pochorowałam ostatnio i dotąd z tego na nie dobre wyszłam, więc energii mi brak totalnie. Regularnie krzyczę, że mam tego dość, że sam musi się starać, bo ja nie mogę tego ciągnąć, a mąż, który miał mu pomagać i pilnować, a teraz palcem nie kiwnie uważa, że niepotrzebnie wprowadzam taką atmosferę, bo to go tylko zniechęca. Pewnie coś w tym jest, ale z drugiej strony chyba ja sama czuję jakąś odpowiedzialność przed nauczycielem i jestem jak między młotem i kowadłem. Zdarzyło mi się już odpuścić jeden dzień, potem drugi, ostatnio zaproponowałam, aby ćwiczył do połowy października 1x dziennie (nauczyciel kazał 3x), ale to nic nie pomogło, a mam wrażenie, że gra mu się przez to trudniej (bo dmuchanie w trąbkę to jest prawdziwy wysiłek, im wyższy dźwięk tym większy, trzeba wyrabiać kondycję).

Córka na szczęście lekcji zadanych prawie nie ma jak dotąd, a ze skrzypcami, mimo, że to ciągle jeszcze nie granie, tylko wstępne ćwiczenia specjalnie nie protestuje.

Zapytałam go w końcu czy chce grać, bo przecież wcale nie musi. Wprawdzie kilka miesięcy temu bardzo chciał, ale czy chce teraz? Odpowiedział: "Bardzo chciałem i bardzo chcę, ale szkoda mi przerywać zabawę i iść poćwiczyć". Dzięki tej rozmowie wiem, że wola jest na tak, ale ciału się nie chce. Po prostu dziecko.
Jak to jest albo było u was? Zwracam się szczególnie do rodziców, których dzieci przeszły już jakieś kryzysy, zniechęcenia, powroty do instrumentu, ale wiem, że każdy, nawet niedoświadczony może dać naprawdę cenną radę.
Jak zachęcacie dziecko? Jak sami sobie radzicie?
Przepraszam za tak długie wypociny. Musiałam się komuś poskarżyć, bo jest właśnie tak jak się obawiałam od początku. Wszystko spadło na mnie i jestem niedobra, bo wymagam.