Dodaj do ulubionych

Jak zachęcacie dziecko do ćwiczeń?

23.09.09, 09:46
Mój syn ćwiczy na trąbce od końca maja codziennie (oprócz niedziel) 2 x dziennie po 10-15 minut. Lekcje z nauczycielem są już teraz regularnie raz na tydzień, więc dostaje do ćwiczenia nowe utworki, niestety raczej nie są zbyt fajne, raczej techniczne. Początkowy zachwyt i zapał już minął, ale z tym trzeba było się liczyć. Rok szkolny zaczął się na dobre, nauki coraz więcej, dni coraz krótsze, a pogoda dobra, więc w dziecięcym planie dnia "coraz bardziej brakuje czasu na instrument". W naszym wypadku to jest problem wynikający z ociągania się, bo gdyby mały odrobił lekcje zaraz po powrocie ze szkoły, a potem chwilę poćwiczył, to miałby wolne całe popołudnie od 15-tej i początkowo tak było, ale ostatnio taka organizacja się załamała i wszystko odkłada na później. Już mnie to nerwowo wykańcza, bo muszę stale o wszystkim przypominać i pilnować, aby było zrobione, a potem jeszcze sprawdzić. Sama się pochorowałam ostatnio i dotąd z tego na nie dobre wyszłam, więc energii mi brak totalnie. Regularnie krzyczę, że mam tego dość, że sam musi się starać, bo ja nie mogę tego ciągnąć, a mąż, który miał mu pomagać i pilnować, a teraz palcem nie kiwnie uważa, że niepotrzebnie wprowadzam taką atmosferę, bo to go tylko zniechęca. Pewnie coś w tym jest, ale z drugiej strony chyba ja sama czuję jakąś odpowiedzialność przed nauczycielem i jestem jak między młotem i kowadłem. Zdarzyło mi się już odpuścić jeden dzień, potem drugi, ostatnio zaproponowałam, aby ćwiczył do połowy października 1x dziennie (nauczyciel kazał 3x), ale to nic nie pomogło, a mam wrażenie, że gra mu się przez to trudniej (bo dmuchanie w trąbkę to jest prawdziwy wysiłek, im wyższy dźwięk tym większy, trzeba wyrabiać kondycję).sad
Córka na szczęście lekcji zadanych prawie nie ma jak dotąd, a ze skrzypcami, mimo, że to ciągle jeszcze nie granie, tylko wstępne ćwiczenia specjalnie nie protestuje.smile
Zapytałam go w końcu czy chce grać, bo przecież wcale nie musi. Wprawdzie kilka miesięcy temu bardzo chciał, ale czy chce teraz? Odpowiedział: "Bardzo chciałem i bardzo chcę, ale szkoda mi przerywać zabawę i iść poćwiczyć". Dzięki tej rozmowie wiem, że wola jest na tak, ale ciału się nie chce. Po prostu dziecko.
Jak to jest albo było u was? Zwracam się szczególnie do rodziców, których dzieci przeszły już jakieś kryzysy, zniechęcenia, powroty do instrumentu, ale wiem, że każdy, nawet niedoświadczony może dać naprawdę cenną radę.
Jak zachęcacie dziecko? Jak sami sobie radzicie?
Przepraszam za tak długie wypociny. Musiałam się komuś poskarżyć, bo jest właśnie tak jak się obawiałam od początku. Wszystko spadło na mnie i jestem niedobra, bo wymagam. sad
Obserwuj wątek
    • mama_dorota Re: Jak zachęcacie dziecko do ćwiczeń? 23.09.09, 09:47
      Przypominam, że ma 9 lat i jest w IV klasie.
      • kasiask Re: Jak zachęcacie dziecko do ćwiczeń? 23.09.09, 11:29
        Świetnie Cię rozumiem!!

        Mój Julek jest w 4 klasie i ma 9 lat. Od września zmienił szkołe i
        nauczyciela wiolonczeli. No i się zaczęło.sad
        Po pierwsze w 4 klasie doszły nowe przedmioty. W związku z tym ma
        dużo nauki i moc zadań. Sam jest dosyć powolny, więc odrabianie
        zadań trwa długo. A że czasu jest generalnie mało, więc na ćwiczenia
        nie zostaje go wiele.
        Do tego okazało się, że z poprzedniej szkoły Julek wynióśł koszmarne
        braki. Ma tyły z wiolonczeli i kształcenia słuchu. Musi zmienić
        aparat gry w lewej ręce, nauczyć się grać i śpiewać gamy, czego do
        tej pory praktycznie nie robił. No i tu mamy problem, bo Julek
        cwiczy codziennie, ale postępów nie robi. Okazuje się, że w ogóle
        nie wdraża tego co pani mówi. W związku z tym cąłe ćwiczenie idzie w
        diabły. Równie dobrze mógłby w ogóle nie grać. sad((
        Czy znacie sposób, żeby przekonać dziecko, że warto jest się
        męczyć????
        Oczywiście ćwiczenia z nim spadają na mnie. Odrabianie lekcji też.
        Do kompletu mam Antosia rozpoczynającego naukę gry na akordeonie i
        gimnazjalistę z gitarą i pianinem. Od początku września nie wiem,
        jak się nazywam! Za to jestem na bierząco w programie klasy 4. smile)

        Matki grających dzieci łączmy się!! smile)))
        • mama_dorota Re: Jak zachęcacie dziecko do ćwiczeń? 23.09.09, 12:04
          Forum o dzieciach ze szkół muzycznych jest jednocześnie grupą terapeutyczną chyba. Ja coraz częściej dochodzę do wniosku, że za wiele robię za dzieci i próbuję od tego odejść. Na początku roku szkolnego było dobrze, syn radził sobie bardzo fajnie z samodzielnym spełnianiem obowiązków, aż do momentu, gdy okazało się, że za godzinę jest wywiadówka (dowiedziałam się od sąsiada), na wywiadówce dowiedziałam się, że zapomniał tego dnia podręczników do przyrody (pani poprosiła, żebyśmy sprawdzali dzieciom plecaki, bo to maluchy jeszcze), następnego dnia przejrzałam zeszyty i ćwiczenia i ok. 17-tej znalazłam cała stronę zaznaczonych ćwiczeń do domu z matematyki (zadanych dzień wcześniej). Od tego dnia przeżywam lęk za lękiem i łapię się na tym, że mu nie ufam, tylko ciągle sprawdzam i ciągle coś znajduję. Właśnie zameldował mi przed chwilą powrót do domu (ja jestem w pracy). Zawsze umawiałam się z nim na to, co po kolei ma robić. Dziś powiedziałam, że nie powiem nic, poza tym, że potrafi sobie poradzić, bo pokazał to wcześniej, choć potem było trochę gorzej, ale to pewnie chwilowo i że sam wie co ma robić i kiedy. Zobaczymy czy tak będzie lepiej.

          A jeśli chodzi o Julka, to trochę mi to, co piszesz przypomina sytuację z córką, choć jest znacznie mniej zaawansowana. Może to po prostu tzw. przestawianie, czyli najbardziej niewdzięczna sprawa po zmianie nauczyciela. Każdy nauczyciel ma swój tok nauki. Tamta pani miała inną kolejność, ale czegoś tam go uczyła. Jeśli chodzi o kształcenie słuchu, to może warto, aby starszy brat udzielił mu korepetycji, choćby za symboliczna opłatą, np. 5 zł (przepraszam, jeśli to kogoś oburzyło), która zmobilizuje starszego, a młodszemu zapewni regularną pomoc, tobie za to zdejmie trochę z karku.
          Nie wiem co jest nie tak z grą Julka. Przeczytałam Twoje stare wątki i znalazłam informacje, że ciągle są jakieś uwagi, że jest nie tak, mimo, że regularnie ćwiczy. Ja nie jestem muzykiem i małe mam doświadczenie, ale zorganizowałam sobie pewną pomoc elektroniczną ze względu na syna. Nauczyciel mówił np. zagraj G, a on zdezorientowany, dopóki mu dźwięku z pianina nie podał. W domu pianina nie ma, więc i tej pomocy brakuje. W końcu zainstalowałam ten tuner www.szkolasuzuki.pl/SZKOLA/aptuner.html, właściwie dla córki, ale dowiedziałam się, że można to zastosować i do trąbki. Syn na początku dmuchał patrząc na wskaźnik w komputerze i szukając właściwego zadęcia do danego dźwięku. Teraz już tego nie potrzebuje, a ja co jakiś czas go sprawdzam i kilka razy stwierdziłam, że np. gra Fis zamiast F. Może to się na coś przyda, szczególnie, że Julek ma gamy ćwiczyć. W razie potrzeby służę pomocą, nawet przez telefon.
    • tijgertje Re: Jak zachęcacie dziecko do ćwiczeń? 23.09.09, 14:28
      Ja tak szybciooochem, bo juz powinnam byc u znajomej.
      Chyba kazde dziecko ma taki okres, ze trzeba nad nim stac z batem.
      sama do I stopnia chodzilam tylko 4 lata, ael cos o tym wiem, mimo,
      ze szkole mialam fantastyczna i uwielbialam do niej chodzic. Co na
      pewno sprawdzilo sie u mojej mlodszej ode mnie o 4 lata siostry, to
      staly schemat tygodnia. W zwiazku z tym, ze jak ona grala dyplom to
      ja mialam kupe nauki w liceum a pianino stalo w moim pokoju, to
      zrobilam jej schemat w ktorych dniach w jakich godzinach ma cwiczyc.
      Na poczatku sie buntowala, ale dostalam poparcie rodzicow, jak
      wybijala jej godzina, nie miala wyjscia, musiala siadac do pianina.
      tym sposobem moglam jej pomoc (nauczycielka mi kazala na wywiadowke
      przyjechac, zeby mlodej pomoc, bo jak ja sie ze szkola pozegnalam,
      ona zaczela totalne olewactwo grania). Nie bylo wypros, najpierw
      cwiczenie w okreslonym nimimalnym czasie, potem inne lekcje. Moj 5,5
      latek ma problemy w szkole, w zwiazku z czym ma dodatkowe wolne
      godziny i z nim tezn najlepiej sie sprawdza jak wie w ktory dzien o
      ktorej co ma robic. Mam dni, gdy siedze razem z nim nad zadaniami, w
      inne o stalej porze zaczyam gotowanie obiadu, a on siedzi przy
      kuchennym stole i robi samodzielne prace, mimo, ze mam go na oku.
      warto z dzieckiem ustalic zasady, wspolnie opracowac plan i
      cwiczenie zaznacyc o stalych porach, wydaje mi sie, ze najlepiej
      przed innymi lekcjami, ewentualnie wieczorem np tuz po kolacji, zeby
      nie rozbijac uwagi nad innymi lekcjami dolozyc drugi etap cwiczen.
      Dobre jest tez ustalenie kolejnosci cwiczonych kawalkow, z siostra
      mialysmy dni, gdy `przegrywalo sie` repertuar i skupialo tylko na
      jednym utworze. Codziennie cos innego bylo na tapecie, na zmiane
      etiudy z gamam, z sonaty, dowolne. Srawdzalo sie super, bo
      codziennie zaglebiajac sie nad czyms innym w efekcie w ciagu
      tygodnia kazdy kawalek byl dobrze doscwiczony, zanim wymyslilysmy
      ten system to dowolne i sonaty zawsze szly super, etiudy i BAch
      wiecznie sprawialy problemy. Polecam, teraz gram tak obszerny
      repertuar, ze musialabym chyba 6 godzin dziennie przy wiolonczeli
      siedziec, zeby wszystko wycwiczyc. Zawsze zaglebiam sie nad jednym
      kawalkiem, pozostale gram czassem raz dla przypomnienia, czasem
      dokladniej, czasem wcale, w zaleznosci od czasu, ale dzieki temu
      dosc czesto zmieniam repertuar i wszystko zostaje docwiczone w
      detalach.

      Kasiask, sprawdz w moich abonamentach na youtube chlopaka z
      Wenezueli (luisca cos tam). Jego starsza siostra wrzuca rozne jego
      kawalki, a chlopak wymiata tak ze hej. Kiedys w komentarzach
      zdradzila, ze tajemnica jego sukcesu jest dokladne i zmudne
      cwiczenie gam i pasazy. Moze jak Julek poslucha, to sie przekona?
      Sama zaczelam grac rok temu, gram w VII pozycjach i dopiero teraz
      wychodza braki w bazie, wiec zwolnilam tempo i z WLASNEJ I
      NIEPRZYMUSZONEJ woli zaczelam cwiczyc gamy, pasaze i etiudy. Braki w
      bazie powoduja, ze pewnego pulapu nie bedzie sie w stanie
      przeskoczyc. To tak jak z matematyka. Jak ktos nie umie dodawac i
      odejmowac, nie zrozumie dzialania tabliczki mnozenia, nie nauczy sie
      ulamkow itd. Dobra baza i nieco nudne cwiczenia przez jakis czas
      spowoduja, ze kiedys bedzie latwiej, bo duzo rzeczy pojawia sie w
      utworach, ktore beda juz w `pamieci miesni`, reka bedzie sie
      ustawiac automatycznie i nie trzeba bedzie znowu o tym myslec. Tylko
      odegranie sprawi, ze za kazdym razem trzeba bedzie fragmenty gam (w
      zaleznosci od utworu) od nowa szlifowac. Brak postepow w cwiczeniu
      byc moze jest efektem zlej techniki cwiczenia. Moja nauczycielka
      podrzuca mi mnostwo swietnych pomyslow, ktore sprawdzaja sie u
      innych, ale nie u mnie, Ja tak cwiczyc nie potrafie i grzezne w
      miejscu. Dla wielu osob efektywne jest rozkladanie utworu na
      `czynniki pierwsze` i cwiczenie poszczegolnych fragmentow, z moja
      pamiecia MUSZE grac wieksze fragmenty i calosci, tylko wszystko w
      strasznie slimaczym tempie, jak mi wejdzie prawie na pamiec, to moge
      wymiatac. Cwiczenie fragmentow nurzy mi poczucie calosci i potem nie
      umiem sie nauczyc takiego kawalka na pamiec. Wiecej czasu mnie to
      kosztuje z pukntu widzenia nauczyciela, dla mnie to najsuteczniejszy
      sposob i cwiczenie fragmentow powoduje, ze zlozenie calosci do kupy
      trwa znaaaczznie dluzej. Gamy musze grac ze sluchu, najpierw
      pomalutku z nut, zeby zapamietac palcowanie, potem juz tylko z
      glowy, nuty nie zawsze mi ida w parze z tym co slysze. Wychodzi na
      to, ze cwicze absoluta, jak mam instrument ciut za nisko nastrojony,
      to mi nic nie wychodzi. Nauczycielka uwaza, ze to dobrze, no, ale
      gamy w takim wypadku tylko w pozycjach moge grac, bo palce ustawiam
      do bezwzglednej wysokosci dzwieku, ale pustych strun nie moge
      przestawic. Ech, gamy to zmora, ale czasem trzeba i nie ma wyjscia.
      • mama_dorota Re: Jak zachęcacie dziecko do ćwiczeń? 23.09.09, 17:18
        Na razie zaproponowałam, że zrobię tabelkę, gdzie będą dwie pozycję. Jedna na
        granie przez przynajmniej 10 minut, druga na trzymanie trąbki bez przerwy w
        odpowiedniej pozycji przez 5 minut. Trąbka jest trochę za duża dla niego, więc
        za ciężka, ale na taką się uparł, a nauczyciel pozwolił, tylko teraz źle ją
        trzyma, opiera sobie jedną rękę o brzuch, żeby było lżej. Wpadłam więc na
        pomysł, żeby w ten sposób ćwiczył odpowiednią postawę (nawiasem mówiąc to dzięki
        nauczycielowi od skrzypiec, który zadał córce to samo ze skrzypcami, rączka na
        początku bolała, ale po 2 tygodniach takiego ćwiczenia już jest lżej, zwłaszcza
        jak mama w tym czasie bajkę czyta smile). Takie ćwiczenia można zrobić ciurkiem
        jedno po drugim albo oddzielnie. Gdyby granie było 2x, to musiałby zrobić 2h
        przerwy. Sam decyduje kiedy ćwiczy, a my będziemy odhaczać co robił. Jeśli nie
        wyrobi się do 20-tej, to tego dnia już nie gra, bo mamy w regulaminie wspólnoty
        mieszkaniowej zapis, że po tej godzinie nie hałasujemy (to był dotychczas jeden
        z moich stresów, bo tak się umówiliśmy i raczej wszyscy się tego trzymają, a
        trąbka niestety, cicha nie jest) i trzeba to odrobić następnego dnia.
        Ja też jestem za stałymi porami, ale to właśnie jest szczególnie trudno z nim
        przeforsować. Bardzo mu zależy na zabawie z kolegami (bardzo silny sangwinik z
        niego), a nie zawsze ma okazję, czatuje na nich przy oknie i jak są, to nic już
        się nie liczy. Po dziewięciu latach z nim spędzonych nawet ja musiałam
        skapitulować i uznać, że naprawdę nie da się z tym nic zrobić.
    • jankomama Re: Jak zachęcacie dziecko do ćwiczeń? 23.09.09, 22:31
      u nas najlepiej sprawdziła się ,,żelazna'' godzina 18.00 - o tej godzinie młody
      codziennie ćwiczył przez 3 lata (oprócz niedziel)

      problem pojawił się, kiedy zmieniła sie nauczycielka, nadeszła 4 klasa z nowymi
      przedmiotami i sporo zajęć pozalekcyjnych (sportowych), które zazębiały się z
      godziną 18.00 - wszystko to naraz
      ustaliliśmy nowy grafik i syn zaczął grać codziennie po szkole (kiedy jestem
      jeszcze w pracy) no i zaczął się problem, bo choć ćwiczył codziennie postępów
      nie było - młody sam nie zauważał błedów (nie było mnie krzyczącej z kuchni
      Dynamika! albo artykulacja! albo nadgarstek! - tak go przez swoją głupote
      uzależniłam od mojej obecności w czasie ćwiczenia, że beze mnie nie umiał nic
      wyćwiczyć)

      teraz jest trochę lepiej, po roku jaoś się wdraża, ale w zeszłym był niewielki
      postęp ( w stosunku do 3 pierwszych lat grania, kiedy bardzo pilnowałam, żeby
      było wyćwiczone)

      czyli skłaniam się do tego, że codzienne ćwiczenie o tej samej porze daje
      najlepsze rezultaty (stała godzina ,,wchodzi w krew'')
      • grazbed Re: Jak zachęcacie dziecko do ćwiczeń? 28.09.09, 16:05
        Ideę "stałej godziny" popieram choć czasami trudno znaleźć tę właściwą jeśli dziecko ma inne zajęcia dodatkowe.

        U nas na początku było jeszcze najzwyczajniejsze przekupstwo: słodyczowe lub petshopowe. Za każdy zagrany utwór czy powtórkę jeden "zozol". Kupiłam wielki szklany wazon i do niego wsypywałyśmy te wielokolorowe zozole; jeść je można było tylko w sobotę. Na szczęście moje dziecko nie jest łasuchem.
        Za większe sprawy: koncert, audycja, duety były Petshopy.

        W tym roku wystarczy powiedzieć: Frania, do grania!smile I nie potrzeba zozoli ani petshopów. Ma prawie 9 lat i jest w 3-ciej popołudniowej.

        Ale przez pierwsze 2 lata miała strasznie dołującą psychicznie nauczycielkę teorii, którą my rodzice po prostu zmusiliśmy do odejścia. Strach przed tą nauczycielką przekładał się na niechęć do fortepianu.

        A tak na pocieszenie to Ci powiem,że wszyscy twierdzą,że 99% dzieci w szkole muzycznej nie chce ćwiczyć. Przygotuj się na dalsze lata niechęci i teksty typu: - bo one zawsze a ja nigdy... nie mogę wyjść na podwórko, iść do kina obejrzeć telewizji itp. itd.

    • mama_dorota Do Kasiask 29.09.09, 11:54
      A jak ty sobie radzisz i radziłaś przez tyle lat? Wiem, że teraz jest
      ci szczególnie trudno, dzielna kobieto, ale musisz mieć jakieś sposoby.
      Jestem jak najbardziej zwolenniczką stałych pór, ale jest tyle
      obiektywnych przeszkód, szczególnie w przypadku, gdy gra więcej niż
      jedno dziecko. Wystarczy, że to małe ma trochę więcej prac domowych, a
      już starsze trudno dopilnować.
      • kasiask Re: Do Kasiask 29.09.09, 14:11
        Nie mam pojęcia jak radziłam sobie do tej pory. smile
        Jakoś tak samo wyszło. Nigdy nie udało się stowrzyć nic na kształt
        stałego harmonogramu. Staraliśmy się tylko, żeby dzieci grały
        codziennie. Wszystko zależy od dziecka. Mateusz zawsze był
        samodzielny i od jakijś 3-4 klasy ćwiczył sam. Trzeba było tylko mu
        przypomnieć, że już czas siadać do gitary. Julka trzeba pilnować
        nadal (4 klasa) i mówiąc szczerze nie wiem, czy kiedykolwiek będzie
        można go nie pilnować. Na Antka nie mam już sił i czasu, więc ćwiczy
        sam .Co z tego wyjdzie, nie wiem. Jednym słowem jeden wielki chaos.
        Obawiam się, że nie pomogłam MamoDorotoangry(
        • mama_dorota Re: Do Kasiask 29.09.09, 16:08
          Właśnie, że pomogłaś. Warto wiedzieć, że dzieci są różne i nie tylko mój syn
          taki "rozgamgany" (przepraszam za wyrażenie).
          • mama_dorota Re: Do Kasiask 21.10.09, 08:54
            Jak teraz u ciebie, Kasiu?

            U nas miesięczne rozluźnienie chyba pomogło synowi. Umówiliśmy się,
            że przez miesiąc będzie grał raz dziennie, czyli tylko 15 minut.
            Teraz ten czas już minął, a Piotrek znacznie chętniej sięga po
            instrument. Sam przypomina o tym, że ma to także w planie dnia. Gra 2
            razy dziennie, a jak zapomni, to następnego dnia nadrabia. Ostatnio
            odkrył, że potrafi grać nie tylko z nut, ale i ze słuchu. Jego hitem
            jest kujawiak (ten z reklamy oleju kujawskiego, bo w książce ma inny,
            smutniejszy). Nie zawsze go pamięta, więc czasem angażuje siostrę,
            żeby mu pomogła. Wczoraj ją poprosił, żeby zaśpiewała, a sam
            powtarzał po niej. Aż miło! Serce rośnie. Tak więc pierwszy kryzys z
            trąbką mamy za sobą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka