Dodaj do ulubionych

po raz kolejny religia...ale inaczej

10.09.09, 08:40
kochani... chciała bym poznać wasze zdanie ..i czerpać z waszego
doświadczenia na temat religi w szkole.
Wątków na forum na ten temat wiele... ale ja chciałam podyskutować
na konkretny temat.
CZY JEST MOŻLIWOSC ZAPISANIA DZIECKA NA RELIGIE , ABY POZNAŁO
W/W JAKO GÓRUJĄCĄ RELIGIE W NASZYM KRAJU ,JAKO TRADYCJE I
HISTORIE... JEDNOCZEŚNIE ABY FAKT UCZESTNICZENIA DZIECKA W RELIGI
NIE WIĄZAŁ SIE Z PRZYMUSZANIEM DO OBRZADKÓW RELIGIJNYCH... I
WYCIAGANIEM Z TEGO KONSEKWENCJI.
Pochodze z rodziny bb katolickiej... dla której religia jest bb
wazna, i zawsze ściśle wiązała sie z historią mojej rodziny,,,
szanuje to .. jednak ja uważam siebie za poszukującego
agnostyka....i nie jestem w stanie bez obłudy przygotowywac własne
dziecko do uczestniczenia w życiu kościelnym ( wręcz nie chce)
jednak zależy mi aby mały poznał religie swoich przodków.
CZY JEST MOZLIWOŚĆ UCZESTNICENIA DZIECKA w religii jako osoby
swieckiej.. oczywiście ocenianej z przekazywanej wiedzy... ale czy
osoba prowadzaca religie uszanuje moją decyzje ?
czy musze sie zdeklarowac .. wysyłam dziecko na religie i ponosze
wszelkie tego konsekwencje( komunia msze .. ) i zyje w obłudzie ..
okłamując dziecko , siebie i instytucje kościelna ( choc akurat owa
instytucja najmniej sie tym bedzie przejmowac) czy deklarując sie
jako osoba niewierzaca czy jako agnosta.. nie mam prawa posłac
dziecka aby poznało religie k. jako przedmiot wiedzy o
społeczeństwie ..historii i tradycji?
mały jest w zerówce... obecnie na religie chodzi... jestem przed
rozmowa z pania od religi.... ale chciałabym poznac wasze zdanie i
doświadczenie w /w sprawie
Obserwuj wątek
    • agni71 Re: po raz kolejny religia...ale inaczej 10.09.09, 08:58
      Powiem ci, ze tez jestem agnostyczką, a moja córka w pierwszej
      klasie chodzi, póki co, na religię. Ja wychodzę z zalożenia, ze
      jeśli chce, to niech chodzi. Jesli kiedys powie, ze nie chce -
      prosze bardzo. Na razie nie mamy jakichś zgrzytów z katechetką, nie
      wiem, czy będzie np. sprawdzanie obecnosci na mszy w niedzielę. Bedę
      sie martwic jak przyjdzie co do czego. Nie rozmiawiałam na razie z
      katechetka o swoich pogladach.
      • lila1974 Re: po raz kolejny religia...ale inaczej 10.09.09, 09:07
        Myślę, ze wszystko zależy od tego z jakim człowiekiem będziesz miała do czynienia.
        Ja byłam w liceum, gdy religia weszła do szkół - uczestniczyłam czasami w
        lekcjach religii i ksiądz, który je prowadził nie widział w tym nic dziwnego. W
        żaden sposób nie zmuszał mnie do obrządków.
    • hankam Re: po raz kolejny religia...ale inaczej 10.09.09, 09:11
      Twoje doświadczenie jest bardzo podobne do mojego.
      Ja długo uważałam się za osobę poszukującą, cokolwiek by to miało
      znaczyć. W kościele bywałam, szukałam pewnych przeżyć, nazwijmy to -
      poczucia wspólnoty z innymi ludźmi. Byłam przywiązana do pewnych
      tradycji. Przesłanie, które znajdowałam w Ewangelii było mi bliskie.
      Jednocześnie metafizyczny aspekt religii, a więc pewnie
      najważniejszy, był dla mnie nie do przyswojenia.
      Starałam się dać dziecku więcej, niż sama z domu wyniosłam,
      zapisałam córkę na religię, na mszę chodziłyśmy zdecydowanie
      częściej, niż ja chodziłam w dzieciństwie (zwłaszcza, że w
      sąsiedztwie mamy kościół, w którym msze odprawia ksiądz, którego
      uważam za swego rodzaju ideał i lubiłam go słuchać), jest
      ochrzczona i poszła do komunii. W zeszłym roku, czyli w czwartej
      klasie, po widocznym dojrzewaniu do tej decyzji moje dziecko uznało
      się za niewierzące, a na pytanie, czy ja jestem wierząca, musiałam
      jej uczciwie odpowiedzieć, że też nie.
      Od tego roku córka na religię nie chodzi, choć ją mocno na to
      namawiałam, trochę z podobnych jak Twoje pobudek, trochę z
      przekonania, że może jeszcze jej stosunek do spraw wiary może się
      zmienić.
      Nie chciała. Ma bardzo silne przekonania. I miała bardzo
      nieciekawego księdza-katechetę w zeszłym roku. Takiego, który ucinał
      wszelką dyskusję. Nie traktował tych dzieci jako myślących istot,
      które szukają własnej drogi, tylko stworzenia, które mają słuchać i
      nie mieć wątpliwości.
      Wydaje mi się jednak, że jeśli masz do czynienia z mądrym katechetą,
      to nie powinien mieć nic przeciwko temu. wszak na lekcjach religii
      ma być oceniana wiedza, a nie religijność.
    • aluc Re: po raz kolejny religia...ale inaczej 10.09.09, 09:33
      po doświadczeniach z religią w przedszkolu i pierwszej klasie syna,
      nie widzę tego zupełnie

      ojciec moich dzieci wychodził z podobnego założenia - ja jestem
      ateistką, on uważa się za katolika - ale po pierwszej klasie
      starszak z religii stanowczo zrezygnował, a stary przestał nalegać

      jestem przekonana, że więcej nauczy się o - jak mówisz - wierze
      przodków z lektur i rozmów, niż z lekcji religii, sama religią
      zaczęłam się interesować po odbębnieniu komunii i oficjalnym
      zadeklarowaniu się jako osoba niewierząca
    • ib_k Re: po raz kolejny religia...ale inaczej 10.09.09, 10:06
      nie ma prawnych przeciwskazań aby uczeń niewierzący/lub podobnie uczestniczył w lekcjach katechezy, co ważne wola uczestniczenia wg rozporządzenia " jest wyrażane w najprostszej formie oświadczenia, które nie musi być ponawiane w kolejnym roku szkolnym, może natomiast zostać zmienione" najprostszej czyli sam fakt że dziecko przyjdzie na lekcję jest oświadczeniem na tak a jak przestanie chodzić - na nie

      co ważne, zrezygnować można nawet tuż przed wystawieniem ocen, ponieważ nigdzie nie jest napisane że nie możnasmile

    • 0golone_jajka Re: po raz kolejny religia...ale inaczej 10.09.09, 10:07
      Mój mały chodzi na religię, ale odmawia chodzenia do kościoła. Na razie nie mam sygnałów, że katechetka wymaga uczestnictwa w mszach. Jak takowy do mnie dotrze to się do niej wybiorę. A małemu dałem wolną rękę - on decyduje czy chodzi na religię czy nie.
      • alexolo a co z 11.09.09, 09:05
        przygotowaniem dzieci do komuni... zakładam ż e nie wysyłam dziecka do
        komuni... ale nadal chce aby poznawał religie... .. od znajomych
        wiem ż e wówczas szkoła ściśle współpracuje z kosciołem.. ciagłe
        spotkania . msze .. próby.. egzaminy... zliczenia.. co z pozostałymi
        dziećmi?
        moje dziecko nawet nie nalezy do żadnek konkretnej parafi... ( był
        chrzczony ..ale nic wspólnego z tą parafia juz nie mamy) nie
        przyjmujemy księdza po kolendzie....ale czytam i opowiadam dziecku
        biblie.. jak i historie z morałem z innych świetych ksiąg. w kościele
        syn bywa z babcią ..
        mówicie ż e w każdej chwili można zrezygnować z uczestniczenia na
        lekcji religii?, i ż e moga w niej uczestniczyć dzieci niewierzących?
        właściwie dla czego jest religia a nie religioznawstwo?????
        no tak wiem ... 95% katolików... ciekawe ilu z nich taak na prawde...
      • alexolo i jeszcze jedno... 11.09.09, 09:13
        troche z tym pytaniem o zdanie sześcio siedmio ośmio latka to lekkie przegięcie... taki mały człowiek może i ma swoje zdanie ...ale czy powinno sie je realizowac? mój ma swoje zdanie na temat basenu, tańców...i czytania... nie chce nie lubi nie interesuje go to...ale jednak dąze z całych sił aby "polubił", myśle że rodzice nie powinni w 100% brac pod uwage chęci i niechęci swoich małoletnich dzieci.. to my w tych poczatkowych latach musimy podejmowac decyzje..... i to jest wielki cięzar i odpowiedzialnośc
        śmiesza mnie wiec wypowiedzi rodziców.... gdy mówią " moja sześciolatka postanowiła ż e nie będzie chodzić do kościoła......" dla mnie jest oczywiste że znaczy to to samo... " postanowiłam ż e moja sześciolatka nie bedzie chodzić do kościoła" a nie zwalanie cięzaru i skutku takiej decyzji na dziecko.
        hm tak wtej chwili myśle...moż e sie myle ...
        • aluc Re: i jeszcze jedno... 11.09.09, 09:31
          się mylisz

          kwestia uczestniczenia w życiu religijnym to jedna z tych spraw,
          jakich nie mam zamiaru stawiać na ostrzu noża, także pomiędzy mną a
          moim wierzącym partnerem, dziecko podjęło jedynie decyzję, że nie
          chce chodzić na religię, która wszak obowiązkowa nie jest (podobnie
          jak np. kółko matematyczne czy piłka nożna), argumentując to w
          sposób, który stawiał tamę wszelkim ewentualnym zachętom, oraz
          zostało poinformowane o konsekwencjach (brak komunii z przyległymi
          atrakcjami)

          to nie jest podejmowanie decyzji za dziecko, tylko gotowość do
          przyjęcia decyzji, jaka ona by nie była - gdyby zdecydował, że
          chodzi dalej, to by chodził, musiałby jedynie w dalszym ciągu znosić
          mój absolutny brak zaangażowania

          młody zresztą o wypisanie go z religii nalegał już od połowy
          zerówki, zatem ergo zachęcany i nakłaniany był przez dobre półtora
          roku, to chyba wystarczający czas próby
    • a.nancy Re: po raz kolejny religia...ale inaczej 11.09.09, 10:02
      > CZY JEST MOZLIWOŚĆ UCZESTNICENIA DZIECKA w religii jako osoby
      > swieckiej.. oczywiście ocenianej z przekazywanej wiedzy... ale czy
      > osoba prowadzaca religie uszanuje moją decyzje ?

      a jak ty sobie wyobrazasz taka lekcje? katechetka mowiac np. o obowiazku
      chodzenia do kosciola ma zaznaczac: ale Pawelka to nie dotyczy?

      > czy deklarując sie
      > jako osoba niewierzaca czy jako agnosta.. nie mam prawa posłac
      > dziecka aby poznało religie k. jako przedmiot wiedzy o
      > społeczeństwie ..historii i tradycji?

      masz prawo poslac dziecko na religie, ale nie masz wplywu na to, co tam uslyszy.
      podstawa programowa nie przewiduje zajec "wprowadzenie do historii i tradycji
      katolicyzmu".
      mozesz poslac dziecko na religie i - przygotowac sie na wszelkie konsekwencje. i
      wiele trudnych rozmow.
      • omat_koboska Re: po raz kolejny religia...ale inaczej 11.09.09, 10:10
        > > CZY JEST MOZLIWOŚĆ UCZESTNICENIA DZIECKA w religii jako osoby
        > > swieckiej.. oczywiście ocenianej z przekazywanej wiedzy... ale czy
        > > osoba prowadzaca religie uszanuje moją decyzje ?
        >
        > a jak ty sobie wyobrazasz taka lekcje? katechetka mowiac np. o obowiazku
        > chodzenia do kosciola ma zaznaczac: ale Pawelka to nie dotyczy?

        Hmm, wyznanie nie ma znaczenia na dopuszczenie do uczestnictwa w lekcjach religii. Liczy się TYLKO I WYŁĄCZNIE życzenie rodziców. A pani na religii powinna mówić, że obowiązek uczestnictwa w rytuałach dotyczy osób wierzących, niemałoletnich i zdrowych.

        > masz prawo poslac dziecko na religie, ale nie masz wplywu na to, co tam uslyszy

        na to nikt nie ma wpływu, wierzący, nawet moher, też nie

        Mój chodzi bo chce, bo na reli jest fajnie: tańce, zabawy, rysowanie, kolorowanie, śpiewanie. Jak zaczną się "nieobowiązkowe" wycieczki do kościoła to pewnie zrezygnuje.
    • sion2 Re: po raz kolejny religia...ale inaczej 11.09.09, 10:53
      Jako katechetka (nie ucząca już) nie mialabym nic przeciwko
      uczestniczeniu dziecka niewierzącego w roli tzw wolengo słuchacza
      na moich lekcjach. Oczywiscie realizowalabym podstawe programową
      wcale nie dostosowując jej do dziecka niewierzacego gdyż pozostałe
      dzieci w klasie tez mają swoje prawa i zostały zapisane na religię
      w okreslonym celu.
      Lekcje religii nie są wykładami o róznych wierzeniach ale są
      przekazem wiary katolickiej
      i zapisując dziecko tak małe na
      religie musisz miec tego swiadomośc, że ono nie odróżni jednego od
      drugiego. W związku z czym szybko pojawi się u niego konflikt
      sumienia. Na religii bedzie slyszalo że jest Bóg, że można z Nim
      rozmawiać, że stworzył człowieka aby obdarzyc go miłoscią, że kiedy
      człowiek zbładził zesłał sowjego Syna Jezusa itd itd. będzie
      slyszec że trzeba się modlić, uczestniczyc we mszy w niedziele (nie
      mylić z "chodzeniem do kosciola"), bedzie sie dowiadywac co to są
      sakramenty - wszystko jako pewnik a nie jako jedna z wielu
      opcji możliwych do wierzenia. Małe dziecko nie bedzie w stanie
      sobie poradzić z tym że dowiaduje się jak wazna jest wiara w Boga a
      w domu bedzie slyszalo że to jedna z wielu baśni i mitów jakie
      wytworzyli ludzie.
      Ponieważ wiek 6-10 lat jest czasem gdy staramy się utrwalic w
      dziecku dobre nawyki, dlatego dzieci są pytane czy były na mszy w
      niedziele czy nie. Jednoczesnie im sie tlumaczy że gdy chciały iśc
      a rodzice nie pozwolili albo zorgaizowali wyjazd na działkę to nie
      popełniają grzechu żadnego.
      W 2 klasie jest przygotowanie do I Komunii i wtedy w celach
      organizacyjnych są spotkania w kościele. Dążymy do tego aby dziecko
      jak najbardziej świadomie przystepowalo do sakramentów Komunii i
      spowiedzi. Dlatego w 2 klasie jest duzo spotkan w kosciele, na
      koniec włacznie z probna spowiedzią aby dzieci nie bały się
      konfesjonału.
      Myslę że wariant wolnego sluchacza to się sprawdza najwczesniej w 4
      klasie. Choć z drugiej strony wtedy dziecko nie uslyszy wiele o
      fundamentalnych prawdach wiary bo te sie omawia w klasach 0-3.
      Poza tym dzieci uczą się wielu modlitw, prawd wiary, przykazan itd
      i sa z tego oceniane. NIe wiem jak mialabym wytlumaczyc dzieciom ze
      dziecka X to nie obowiązuje.

      Pytanie dlaczego na religii katolickiej się uczy wierzyć po
      katolicku a nie przedstawia chrzescijanstwo jako zbiór
      mitów "rzymskich" uwazam za smieszne.


      I przy okazji - miej swiadomosc ze złamaliscie przyrzeczenie
      złozone na chrzcie dziecka, że bedziecie je wychowywac po katolicku
      i w wierze oraz prowadzic do sakramentów. W ogóle po co
      oczchrziliscie dziecko?
      • 0golone_jajka Re: po raz kolejny religia...ale inaczej 11.09.09, 11:39
        Małe dziecko nie bedzie w stanie
        > sobie poradzić z tym że dowiaduje się jak wazna jest wiara w Boga a
        > w domu bedzie slyszalo że to jedna z wielu baśni i mitów jakie
        > wytworzyli ludzie.

        Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Ja mojemu tłumaczę, że różni ludzi lubią różne jedzenie, różne sporty, różne rozrywki i w końcu różni ludzie wierzą w różne rzeczy. I to nie jest nic dziwnego. W rodzinie zresztą mam dość bogaty przekrój - od bardzo wierzącej i praktykującej babci, poprzez żydów, agnostyków i ateistów. I tłumaczę, że babcia wierzy, że Jezus to bóg, że ciocia nie wierzy że Jezus to bóg, że agnostycy nie wiedzą jak to jest i oczywiście nie wierzą, a aeiści twierdzą, że bogów nie ma. I dziecko to, jak sądzę, doskonale rozumie. Dzieci są mądrzejsze niż się nam wydaje czasami.
        Dlaczego przekazywać im JEDNĄ WERSJĘ twierdząc, że jest ona jedyna i prawdziwa? Skoro tych wersji jest multum? To NIEUCZCIWE.

        > Ponieważ wiek 6-10 lat jest czasem gdy staramy się utrwalic w
        > dziecku dobre nawyki, dlatego dzieci są pytane czy były na mszy w
        > niedziele czy nie. Jednoczesnie im sie tlumaczy że gdy chciały iśc
        > a rodzice nie pozwolili albo zorgaizowali wyjazd na działkę to nie
        > popełniają grzechu żadnego.

        Niektóre katechetki niestety straszą dzieci piekłem. Ale miejmy nadzieję, że to są wyjątki, albo wręcz historyjki wymyślone przez antyklerykałów.

        > W 2 klasie jest przygotowanie do I Komunii i wtedy w celach
        > organizacyjnych są spotkania w kościele. Dążymy do tego aby dziecko
        > jak najbardziej świadomie przystepowalo do sakramentów Komunii i
        > spowiedzi. Dlatego w 2 klasie jest duzo spotkan w kosciele, na
        > koniec włacznie z probna spowiedzią aby dzieci nie bały się
        > konfesjonału.

        Dzięki, że mi powiedziałaś. Mój mały raczej tego nie zniesie. Bedę mógł go psychicznie przygotować, na to co się będzie działo za rok w szkole. Jak często są organizowane wizyty w kościele? Jak często są obowiązkowe msze?

        > Poza tym dzieci uczą się wielu modlitw, prawd wiary, przykazan itd
        > i sa z tego oceniane. NIe wiem jak mialabym wytlumaczyc dzieciom ze
        > dziecka X to nie obowiązuje.

        No przecież "wolnego słuchacza", jak go nazywasz, obowiązuje ten sam program czyli nauczenie się owych rzeczy, które wymieniłaś. Więc oceniasz go dokładnie tak samo. Za wiedzę a nie za chodzenie do kościoła - przypominam.

        > Pytanie dlaczego na religii katolickiej się uczy wierzyć po
        > katolicku a nie przedstawia chrzescijanstwo jako zbiór
        > mitów "rzymskich" uwazam za smieszne.

        A ja nie. Dla mnie ta sytuacja jest chora. "Uczyć wierzyć"? Co to ma znaczyć? Wiara to łaska i nie można się jej "nauczyć". A na religii jest po prostu indoktrynacja.

        > I przy okazji - miej swiadomosc ze złamaliscie przyrzeczenie
        > złozone na chrzcie dziecka, że bedziecie je wychowywac po katolicku
        > i w wierze oraz prowadzic do sakramentów. W ogóle po co
        > oczchrziliscie dziecko?

        Tu sion2 ma absolutną rację. Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B. Z drugiej strony należy uszanować wolę dziecka. Ja mojego nie ochrzciłem - niech samo zdecyduje jak dorośnie.
      • alexolo dla czego? 11.09.09, 23:48
        I przy okazji - miej swiadomosc ze złamaliscie przyrzeczenie
        złozone na chrzcie dziecka, że bedziecie je wychowywac po katolicku
        i w wierze oraz prowadzic do sakramentów. W ogóle po co
        oczchrziliscie dziecko?


        przez presje społeczna , przez strach przed rodzina .. obawa przed
        zranieniem najblizszych,,, poniewaz nauczono mnie słuchac i przyjmować
        pewniki a nie mysleć, poniewaz z obawy przed kara boska długo nie
        miałam swego zdania, teraz wszystko postrzegam inaczej, podziwiam i
        szanuję wszystkich prawdziwie wierzących.. zazdroszczę im spokoju ducha i
        pweności w to co wierzą.. ja tego nie rozumiem ale bbb chce zrozumiec
        szukam i pwenie nie znajde...ale staram sie
        • sion2 Re: dla czego? 12.09.09, 11:26
          Najczęstszym zwrotem powtarzanym do nas w Nowym Testamencie
          jest "radujcie się". Bardzo współczuję postawy lękowej, ktora
          zaowocowala bardzo słabą i niedojrzałą wiarą. Taka wiara nie ma
          szans.
          Wiara nie jest czyms co "spada" na człowieka, jeden dostaje a drugi
          nie. Owszem jest łaską ale stoi u bramy serca każdego człowieka
          i zależy od niego czy bedzie wierzył czy nie. Żeby uwierzyć
          trzeba chcieć. Mieć dobrą wolę.
          Celowe uprawianie relatywizmu religijnego nie jest postawą "chcę
          uwierzyć ale nie mogę" tylko jest podcinaniem sobie gałęzi na
          której siedzisz.
          Ja wiem sporo o róznych religiach, czytałam i mity i basnie i
          ksiązki które z założenia miały mnie odwieśc od wiary. Nic mnie od
          niej nie odwiedzie bo naprawdę szukałam Chrystusa a nie
          usprawiedliwienia dla swojej letniości, ignorancji religijnej itp.
          Życzę ci tego samego.
          • jankomama Re: dla czego? 12.09.09, 12:31
            ja niestety uwierzyć nie mogę odkąd skończyłam ok.9 lat, jestem agnostyczką,
            choć byłam wychowywana w wierze katolickiej (pamiętam jak zgadzałam sie chodzić
            z babcią do kościoła tylko dlatego, że lubiłam melodię psalmów i mogłam sobie
            pospiewać)

            syn (10 lat) jest wychowywany w wierze (mąż katolik) i ja nie protestuję, bo
            przecież zgodziłam się go ochrzcić (a tam jest wiadoma deklaracja), chodzi na
            religię, bo chce (od 4 klasy go pytam), ale na pytanie czy pójdzie z tatą do
            koscioła ma dosłownie łzy w oczach (mówi, że nie znosi chodzić i nie chodzi, a
            potem idzie do spowiedzi i mówi teksty w stylu: nie byłem w kościele 55razy za
            co przepraszam smile )

            dużo rozmawiamy, ostatnio pytał mnie czy wierze w niebo - powiedziałam, że nie
            na to on, że będzie wierzył, bo jakby musiał umrzeć, a nieba nie ma to by się
            chyba załamał smile

            przykład na to, że nasze dzieci mają czasami bardzo mocne odmienne przekonanie
            niż rodzice i czasem też myślą samodzielnie
            • sion2 Re: dla czego? 12.09.09, 13:10
              Odkąd skonczylam 13 lat moja wiara jest tylko moim i wyłacznie moim
              osobistym wyborem. Matka az do mojego 20 roku zycia unikala religii
              i kosciola jak ognia, zniechecala mnie i brata. Tata byl wierzacy,
              do niczego nas nie zmuszał, był i jest bardzo uczciwym i dobrym
              czlowiekiem, zawsze nam tlumaczyl rozne zawilosci wiary, gesty na
              mszy sw - od kiedy zrozumialam czym jest msza sw i uczestniczylam w
              niej a nie chodzilam jako bezmyslny widz, zniknal problem "nie chce
              mi sie", dodam ze tata ma nie tylko wyzsze wyksztalcenie ale z nauk
              scislych i doktorat z elektroniki. Przeszlam normalna dla kazdego
              negacje, wątpliwosci ale bylam uczciwa w poszukiwaniach. Odnalazlam
              Chrystusa, zachwycił mnie i uwierzyłam Jemu. Samodzielnie.
              • 0golone_jajka Re: dla czego? 12.09.09, 16:05
                Gratulacje. Ja przeszedłem niemal identyczną drogę, tyle że w przeciwnym kierunku. I też jestem szczęśliwy.
                • mamamaja30 Re: dla czego? 13.09.09, 23:05
                  Chyba nie bardzo... Moim skromnym zdaniem, to Ty dalej szukasz.
                  Udzielasz się we wszystkich wątkach, w których pojawia się
                  słowo "kościół", "religia", "wiara" i to zazwyczaj chcesz "nawracać"
                  na swoją drogę. Myślę, że byłbyś niezłym księdzem smile
                  • alexolo Sion2 14.09.09, 09:02
                    swoimi wypowiedziami jednogłosnie mówisz .. Bóg jest!!!
                    I raczej nie dopuszczasz mysli że go nie ma, i raczej uznajesz
                    wszystkich myslących unaczej,,,i zastanawiajacych sie ,, jako stworzenia
                    błądzące.. a może to ludzie wierzący pobłądzili. ... boja sie
                    żyć i do pełni szczęscia potrzebiją w coś wierzyc w czymś mieć
                    nadzieje żyć w " duchowej wspólnocie.." Z pewnościa znasz historie KK
                    lepiej niz każdy z przecietnych ludzi... nie zastanawia cię to
                    wszystko co działo sie przez te 2 tys lat...i to że 90% wszylkich
                    obrządków... wytycznych.... stworzyli sami ludzie na potrzeby kościoła..?
                    Bezgraniczna wiara w boga i przekonanie o tym że KK jest jedyna
                    słuszną drogą ... strach przed poznaniem innych wiar i kultur... nie
                    zastanawianie sie jak powstały i dla czego sie podzieliły... jest
                    tym samym jak by sie upierać że tylko najlepsze sa ogórki kiszone
                    ( bo tak powinno być , bo tak mówi tradycja, bo tak nas wychowano,
                    bo bezpieczniej mówić że tylko "kiszone"... wszelkie przejawy
                    zastanawiania sie nad małosolnymi, sałatkami, mizeria .. sa traktowane
                    jako przejaw braku dobrej woli, przejaw zdrady...i grozi kara wieczna )
                    porównanie nie zupełnie przypadkowe...prozaiczne...i nikogo nie chce urazic..
                    zapędziłam sie a toz to forum o naszych pociechach
                    • 0golone_jajka Re: Sion2 14.09.09, 10:57
                      wyśmienite porównanie wiary rzymsko-katolickiej to ogórków kiszonych big_grin
                      Sion2 pewnie nie odpowie, bo poczuła się urażona uncertain
                    • sion2 Re: Sion2 14.09.09, 16:17
                      Denerwuje cie że ktos moze wierzyc w Boga? chcialabys zamknąc mi
                      usta, nie wolno mi nawet powiedziec o swojej osobistej wierze?
                      uuuuu nieładnie smile

                      W zasadzie nie mamy po co dalej rozmawiac bowiem nie interesuje
                      mnie udawadnianie że nie jestem wielbładem. Doskonale wiem że są
                      ludzie wierzacyi niewierzacy, sama mam talich w rodzinie, mam
                      przyjaciol ateistow, żyjacych bez slubow i ciocie co za protestanta
                      wyszła za mąź, znam inne religie wiecej niz niejeden katolik bo
                      mialam na studiach religioznstwo, nie robie niczego ze strachu
                      przed karą piekielną, wierzę bo chcę i doswiadczam obecnosci Boga w
                      zyciu. Myslę tez samodzielnie smile.
                      Wiesz na czym polega twoj problem? chyba na tym że dla ciebie jest
                      nie do przyjecia że mozna wierzyc i uzywac rozumu, myslec
                      samodzielnie i zgadzac sie z nauka Kosciola, wierzyc bo sie ufa
                      Bogu i Go doswiadcza w zyciu a nie bo ktos mi kazał albo straszył
                      pieklem. Tak wiec to zdecydowaniety masz ogrnaiczone horyzonty smile.
                      • 0golone_jajka wiara to siostra nieszczęścia 14.09.09, 20:18
                        Nie wiem czy powinienem, ale postaram się to zrobić delikatnie i bez konkretów.
                        Otóż są na świecie osoby doświadczone przez los (boga?), ich życie nie jest łatwe, wciąż borykają się z różnego rodzaju problemami, zdrowotnymi, finansowymi, rodzinnymi, osobistymi. I naprawdę jest ich sporo. I nie przemijają. Jedyną nadzieją dla takich osób jest wiara i zaufanie "sile wyższej", której nie rozumiemy (my, maluczcy), ale która chce dla nas dobrze, nawet jak my uważamy, że jest wprost przeciwnie. Z taką wiarą faktycznie łatwiej przejść przez niekończące się pasma nieszczęść. Nic więc dziwnego, że takie osoby bywają tak bardzo wierzące. Choć bywa że wątpią, że złorzeczą. Ale jednak chcą ufać. Oczywiście część odwróci się od boga, bo ile razy można się modlić o zdrowie, a dostawać chorobę? Ale niektórzy, mimo tego wszystkiego trwają w wierze. I każde, nawet najdrobniejsze zdarzenie pozytywne interpretują jako "doświadczanie boga". Z nieszczęściami różnie bywa. Albo to działanie szatana, albo przypadku, albo boski plan (którego nie rozumiemy itd). Jedno i drugie umacnie takie osoby w wierze. Bo każde nieszczęście to kolejny test wiary i siły. To kolejny pagórek na drodze do szczęścia wiecznego, którego (na ziemi pozbawione) tak bardzo oczekują, że boją się odwrócić od ostatniej nadziei.

                        Taka właśnie jest Sion2. Chętnie bym jej pomógł, ale wiem, że ode mnie, wstrętnego ateisty (którym nie jestem) i antyklerykała (którym jestem) pomocy nie przyjmie. A może to bóg chciał postawić mnie na jej drodze, a ona to odrzuca? Kto wie?

                        Sion2 - powodzenia!
                  • 0golone_jajka Re: dla czego? 14.09.09, 10:56
                    Fakt, udzielam się. Fakt, chcę pokazać ludziom, że MOŻNA INACZEJ niż tylko i wyłącznie tak jak powie ksiądz. Czy szukam? Nie wiem. Czy chcę nawracać? Raczej chcę pokazać inną drogę - wybór należy do każdego z nas.
                    Ale mam nadzieję, że widzisz różnicę pomiędzy wpisami moimi a sion2, jeśli chodzi o agresję, insynuacje, kulturę itd?
                    • mamamaja30 Re: dla czego? 14.09.09, 14:18
                      Widzę, że jesteś konsekwentny w tym co robisz i w co wierzysz.
                      Sprawa religii i wiary jest bardzo osobista i każdy powinien dążyć
                      do szczęścia na swój sposób (oczywiście nie raniąc innych). Mnie
                      osobiście, jako praktykującej katoliczce nie przeszkadzają ludzie
                      nie wierzący, ateiści, agności itp, natomiast nie potrafię zrozumieć
                      tych, którzy deklarują, że dla nich religia to bzdura, a dzieci do
                      chrztu i komunii wysyłają, robiąc im wodę z mózgu, a i sami stają na
                      ślubnym kobiercu, przysięgając przed ołtarzem. Jaki mają w tym cel?
                      Jeżeli dziecko na religii słyszy i robi co innego, a w domu jest
                      wychowywane w innym "klimacie" to po jaki grzyb to wszystko? Dla
                      mnie to zwykłe tchórzostwo i robienie za przeproszeniem d... z
                      gęby, "co ludzie powiedzą". Bierzmy pełną odpowiedzialność za swoje
                      poglądy. Wracając do tematu tego wątku to nie posłałabym dziecka na
                      religię, jeżeli moja rodzina byłaby niewierząca, tak samo jak nie
                      poślę swojego dziecka, które jest wychowywane w rodzinie katolickiej
                      na np. zbór świadków jehowy. Co zrobi, jak będzie dorosły, jaką
                      drogę wybierze, to już jest jego sprawa, ale dopóki go wychowuję,
                      robię to w mojej wierze i zgodnie z moim sumieniem. A o religiach
                      przodków czy innych religiach świata można np. w internecie poczytać.
                      • 0golone_jajka Re: dla czego? 14.09.09, 14:28
                        Co zrobi, jak będzie dorosły, jaką
                        > drogę wybierze, to już jest jego sprawa, ale dopóki go wychowuję,
                        > robię to w mojej wierze i zgodnie z moim sumieniem. A o religiach
                        > przodków czy innych religiach świata można np. w internecie poczytać.

                        O dojrzewaniu, seksie, antykoncepcji też może w necie poczytać/pooglądać. Pytanie czy nie rolą rodziców jest o tym z dzieckiem porozmawiać. Ja staram się mówić dziecku O WSZYSTKIM, nie udając, że jest tylko jedno jedyne rozwiązanie i nie wskazując nawet innych. Bo co innego powiedzieć, że są, ale że za najlepsze uważa się to i to, a co innego w ogóle nie wspomnieć o innych możliwościach. To tak jakbyś nawet nie wspomniała, że poza językiem polskim ludzie posługują się tysiącami innych językówi nie tylko i wyłącznie ten sposób porozumiewania się jest stosowany na świecie. Jasne, może się tego dziecko dowiedzieć z internetu. Wszystkiego się może z internetu dowiedzieć. Ale czy tak powinno być? A jak nie ma netu? To się nie dowie?
                        • mamamaja30 Re: dla czego? 14.09.09, 22:34
                          Internet to był tylko przykład, wiedzę można czerpać z różnych
                          źródeł. Chodziło mi o to, w jakim klimacie dziecko wzrasta: jeżeli w
                          rodzinie katolickiej, to naturalne jest to, że chodzi do Kościoła,
                          modli się, uczęszcza na religię itp, jeżeli w rodzinie niewierzącej,
                          to nie chodzi do Kościoła, na religię, jeżeli w rodzinie żydowskiej,
                          islamskiej czy jakiejkolwiek innej, to dla mnie jest naturalne, że
                          wychowywane jest w duchu pewnych obrzędów, tradycji itp. Moje
                          dziecko również pyta i dużo rozmawiamy, na różne tematy, poza tym
                          samo zauważa różne postawy i zachowania. Dla mnie osobiście
                          najważniejsze są proste, ludzkie zasady, jakie w religii katolickiej
                          są zawarte, bez żadnego ślepego fanatycznego uwielbienia dla Rydzyka
                          i jemu podobnych. Jako Polka i katoliczka nie umiem nauczyć swojego
                          dziecka języka chińskiego, którego nie znam i islamu, ale polskiego
                          owszem, a to, że przekazuję mu pewną postawę związaną z religią jest
                          dla mnie czymś naturalnym. Tak samo, jak Ty przedstawiasz swojemu
                          dziecku swoją postawę.
                          • 0golone_jajka Re: dla czego? 14.09.09, 23:48
                            Ale angielskiego już możesz pewnie choć trochę nauczyć? To czemu nie powiesz dziecku, że tylko 1 na 5 ludzi na świecie uważa Jezusa za boga? Przecież to nic trudnego.
                      • pam_71 Re: dla czego? 14.09.09, 15:38
                        Jaki mają w tym cel?
                        Jeżeli dziecko na religii słyszy i robi co innego, a w domu jest
                        wychowywane w innym "klimacie" to po jaki grzyb to wszystko?


                        Moje dzieci chodzą na religię katolicką, bo ich Tata (jak i cała jego rodzina)
                        jest osoba wierzącą. Mi obecnie najbliżej do agnostyka wink Ich droga kościelna
                        to mój kompromis. Z resztą - powiem szczerze - kiedyś KK i wiara w Jezusa dała
                        mi wiele. Wtedy wink Umiem to uszanować. A w domu wychowuję w klimacie tolerancji
                        dla innych poglądów. Bo ludzie mają "wolną wolę" ....
            • pam_71 Re: dla czego? 14.09.09, 11:25
              dużo rozmawiamy, ostatnio pytał mnie czy wierze w niebo - powiedziałam, że nie
              > na to on, że będzie wierzył, bo jakby musiał umrzeć, a nieba nie ma to by się
              > chyba załamał smile


              Myślę, że większości ludzi właśnie dlatego "wierzy" (w coś wyższego, moc
              sprawczą, energię etc.) wink Jesteśmy często zbyt słabi (ja np. nie jestem już
              tak odważna wink)aby przyjąć, że po śmierci to już tylko "białe robaczki" ... ;-p
              Z wiarą jest łatwiej (jakakolwiek by nie była ... ).
              • 0golone_jajka a co było przed urodzeniem? 14.09.09, 11:31
                Ja to już z moim przerabiałem. Martwił się co będzie po śmierci, gdzie będzie mama, misio i w ogóle wszyscy. Martwił się, że już nas nie zobaczy (jakoś przeoczył fakt, że to najpierw my umrzemy i że tak przez kilkadziesiąt lat nas widywał nie będzie). No to ja go zapytałem co robił PRZED urodzeniem. Nie zrozumiał. To drążę - czy przed urodzeniem było ci źle, że nie ma mamy i taty i misia i zabawek, czy martwiłeś się czymś, czy chciałeś żeby było inaczej? Mówi, że nie pamięta nic, że nie wie. No to ja mu na to, że najprawdopodobniej tak samo będzie po śmierci. Uspokoił się. Przestał się przejmować istnieniem czy nieistnieniem nieba.
                • pam_71 Re: a co było przed urodzeniem? 14.09.09, 11:40
                  wink
                  Przed urodzeniem była komórka jajowa i szczęśliwy plemnik, któremu się udało wink
                  Powiem szczerze, że nigdy jeszcze nie podchodziłam do problemu co było "przed" ...
                  To drążę - czy przed urodzeniem było ci źle, że nie ma mamy i taty i misia i za
                  > bawek, czy martwiłeś się czymś, czy chciałeś żeby było inaczej? Mówi, że nie pa
                  > mięta nic, że nie wie. No to ja mu na to, że najprawdopodobniej tak samo będzie
                  > po śmierci. Uspokoił się. Przestał się przejmować istnieniem czy nieistnieniem
                  > nieba.

                  Teoria ciekawa wink
                  • 0golone_jajka Re: a co było przed urodzeniem? 14.09.09, 12:02
                    > Powiem szczerze, że nigdy jeszcze nie podchodziłam do problemu co było "przed"

                    Bo zostałaś wychowana w katolicyzmie. Inne wiary podejmują ten temat. U nas się nad tym nikt nie zastanawia. I nie ma problemu, żeby przyjąć że przed urodzeniem (dobra, przed poczęciem) nas po prostu nie było. Nie było, nie istnieliśmy, nie czuliśmy i kropka. Ba, nawet duszy nie było. Bo ona przecież wstępuje w ciało dopiero po poczęciu (w różnych terminach wg różnych teologów - nie znam aktualnej wykładni Kościoła nt tego kiedy dusza ma się pojawiać - to się zmieniało na przestrzeni wieków). I jakoś nikt nie ma problemu, że go nie było PRZED. A (prawie) wszyscy mają problem, że ich nie będzie PO. Nielogiczne jak dla mnie.
                    • pam_71 Re: a co było przed urodzeniem? 14.09.09, 12:11
                      Bo zostałaś wychowana w katolicyzmie.
                      Tak. W naszym kraju jakoś ciężko od tego uciec ;-p

                      I jakoś nikt nie ma problemu, że go nie było PRZED. A (
                      > prawie) wszyscy mają problem, że ich nie będzie PO. Nielogiczne jak dla mnie.


                      Może dlatego, że "przed" to już historia i to "co było" można już tylko
                      powspominać ... a to "po" ciągle przed nami nikt nie udowodnił co tam jest. Ani
                      Ci "za" ani Ci "przeciw".
                      Swoją drogą, kiedy umiera ktoś bliski - bardzo ciężko jest pogodzić się z faktem
                      że już nigdy Go nie zobaczymy, nie porozmawiamy, nie zjemy razem obiady etc. W
                      takim wypadku "wiara" w spotkanie po śmierci często pozwala żyć dalej ...
                      powiedzmy w miarę normalnie.
                      • 0golone_jajka Re: a co było przed urodzeniem? 14.09.09, 13:15
                        > Swoją drogą, kiedy umiera ktoś bliski - bardzo ciężko jest pogodzić się z fakte
                        > m
                        > że już nigdy Go nie zobaczymy, nie porozmawiamy, nie zjemy razem obiady etc. W
                        > takim wypadku "wiara" w spotkanie po śmierci często pozwala żyć dalej ...
                        > powiedzmy w miarę normalnie.

                        To prawda. Wiara pomaga wielu ludziom. Dla mnie to mrzonki i ułuda.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka