starszaki a spacery

11.10.09, 12:13
Wiadomo, że jak dziecko jest malutkie, obowiązkowo (?) chodzi się na
spacery, żeby się hartowało itd. Chodzi się codziennie, na 2-3
godziny, niezależnie od pogody (przynajmniej taka jest teoria). Bo
to zdrowo, bo apetyt lepszy itd.
Zastanawiam się, jak rozwiązujecie kwestię świeżego powietrza i
ruchu dla dzieci starszych - wczesno szkolnych, kiedy to wiadomo -
lekcje, koledzy, dzieciak ma własne sprawy. Czy spacer nadal jest
obowiązkowy? Kiedy przestałyście "wyprowadzać" dziecko na spacery
obowiazkowo?
    • mika_p Re: starszaki a spacery 11.10.09, 12:17
      Kiedy zaczęło się samo wyprowadzać smile
      • joanna_marta Re: starszaki a spacery 12.10.09, 11:01
        Czyli kiedy? smile))
    • aluc Re: starszaki a spacery 11.10.09, 14:41
      wczesnoszkolniak spędza na dworze znacznie więcej czasu niż dwa-trzy
      lata temu - codziennie chodzi na piechotę do i ze szkoły (łącznie
      jakieś 30 minut), wf ma na dworze do pierwszych mrozów (4 godziny
      tygodniowo), po szkole jeździ przed domem na rowerze albo innej
      hulajnodze (do 3-4 godzin dziennie latem, teraz trochę mniej)

      spacery nigdy nie były obowiązkowe, albowiem nie znoszę spacerów,
      mżawka jest dla mnie powodem do jeżdżenia samochodem po gazetę, ale
      oni sami wychodzą i im mżawka, a nawet deszcz, nie przeszkadza
      • k1234561 Re: starszaki a spacery 11.10.09, 18:15
        U nas obowiązkowe,codzienne spacery skończyły się kiedy córka poszła
        do przedszkola.W przedszkolu dzieci,czesto wychodziły na plac
        zabaw,do parku itd.
        Ale zawsze starałam się w miarę możliwości,aby codziennie była na
        dworze,choć pół godziny.
        Teraz gdy córka chodzi do II klasy podstawówki,też staram się aby
        codzinnie w miarę możliwości była na dworze.Co prawda dzieci
        wychodzą w szkole na dwór na przerwy,ale mimo to staram się jak juz
        napisałam aby córka była codziennie na dworze (spacer do parku,plac
        zabaw,spacer w lesie najczęściej w weekendy)
    • mama_kotula Re: starszaki a spacery 12.10.09, 11:29
      Spacerów organicznie nie trawię, dzieci też raczej nie przepadają.

      Młody w zerówce szkolnej jest codziennie przynajmniej godzinę na powietrzu, wf też na razie mają na powietrzu (3h tygodniowo), codziennie po przyjeździe ze szkoły chodzi ze mną do przedszkola po siostrę (mniej więcej 1-1,5 godziny) - nie znosi łażenia i spacerowania bez celu. Potem odrabia zadania, jest ich sporo, ale idzie szybko.
      Na plac zabaw chodzimy wyłącznie w celu robienia wyścigów i biegów na czas (codziennie obowiązkowo przynajmniej 20-30 minut, syn nalega, najczęściej idziemy jak już jest ciemno).


      Średnio 2 razy w miesiącu szkoła organizuje całodzienne sobotnie wycieczki. Na brak powietrza nie narzekamy.
    • tijgertje Re: starszaki a spacery 12.10.09, 11:35
      Ja nigdy nie wiedzialam, ze spacery to cos obowiazkowegowink Mialam
      problemy z chodzeniem i nigdy na typowe spacery nie chodzilam,
      czasem w weekend cala rodzinka. Mamy jednak calkiem spory ogrod,
      sporo wysokich drzew, mnostwo ptakow i osloniety od wiatru, mlody od
      zawsze byl wyganiany do ogrodka. Jako niemowlak wystawialam go w
      kojcu, potem zaczal samodzielnie pelzac pod krzakamiwink Ma 5,5 roku
      i od lat moze goedzinami siedziec w piaskownicy. przychodza koledzy,
      to szaleja, ale ze ogrod zamkniety, to nie wnikam, bawia sie sami,
      ja tylko z daleka pilnuje, zeby nie wpadli na jakis idiotyczny
      pomysl. Gdybym mieszkala w miescie, to pewnie wywozilabym dzieciora
      w lasy,z eby sie przewietrzyl, ale u nas nie ma takiej koniecznosci.
      6-7-latki bawia sie u nas na ulicy. Osiedle bardzo spokojne, ja
      jeszcze nie mam opdwagi mojego calkiem poza ogrod samego puscic, ale
      wiekszosc rodzicow jest bardziej odwazna ode mniewink Zwlaszcza ze po
      sasiedzku jest sporo dzieciakow i ludzie rowniez na obce dziecki
      maja oko.
      • joanna_marta No co wy? :)) 12.10.09, 12:25
        Cytuję pierwsze z brzegu artykuliki:
        "Maluszek powinien spędzać na dworze przynajmniej dwie godziny dziennie,
        codziennie! Bo długi spacer to jedna z najlepszych rzeczy, jaką możesz dać
        swojemu dziecku."

        "Na spacer można iść o każdej porze roku, a nawet przy lekkim deszczu. W domu
        zostańcie tylko, gdy jest mróz poniżej 10 st. lub wielki upał, solidne opady
        albo mocny, porywisty, niebezpieczny wiatr. "

        "Jednym z obowiązkowych i codziennych zadań jest spacer, który w rozwoju dziecka
        jest bardzo istotny."

        "Ciągle zapominasz lub odsuwasz na boczny tor ważne znaczenie spaceru z
        dzieckiem. Najczęściej tłumaczysz się brakiem czasu. Ale czy to Cię
        usprawiedliwia? Jak wygląda Twój spacer z maluchem i jak często gości w Twoim
        grafiku dnia codziennego?"

        "Wiesz, jak dziecko najlepiej zahartować? Wychodząc z nim na dwór!(...)Pół
        godziny spaceru dziennie (z domu do żłobka lub przedszkola i z powrotem) to
        zdecydowanie za mało. Minimum to dwie godziny na dworze, ale lepiej wychodzić
        nawet na trzy lub cztery. Wiosenny deszczyk nie jest usprawiedliwieniem dla
        siedzenia w domu."

        ITD smile) Masakra.
        Oczywiście wiadomo, że teoria teorią a praktyka praktyką... smile
        • mamaly Re: No co wy? :)) 12.10.09, 13:12
          Starsza córka (6 lat) od momentu pójścia do przedszkola nie wychodzi ze nami na
          spacerki (wyjątek stanowiły weekendy). W przedszkolu jednak bardzo pilnowano aby
          dzieci spędzały ok. 3 h na dworze. Tylko wyjątkowo paskudna pogoda była
          przeciwwskazaniem. Dzieci oczywiście musiały mieć odpowiednie ubrania na stanie
          w przedszkolu.
          We wrześniu córka poszła do szkoły. Po szkole zostaje na świetlicy do godz.
          14.30 w ramach której spędza ok. 1-1,5 godziny na dworze (chyba, że warunki
          atmosferyczne nie pozwalają). POtem w domu je obiad, odrabia lekcje i wychodzi
          na dwór z koleżankami. Trwa to ok. 2-3 godziny. Zimą pewnie będzie mniej. W
          weekendy córka też biega z dzieciakami po dworzu a oprócz tego jeździmy dużo na
          rowerach lub organizujemy jakieś wycieczki krajoznawcze po okolicy.
          Młodsza córka (14 m-cy) póki co spędza czas ze mną na spacerkach, ale ja
          uwielbiam chodzić, obieram sobie kilkukilometrwoy cel i idę, a potem wracam. Od
          wiosny do rozpoczęcia roku szkolnego potrafiłam łazić od rana do 17 (odebranie
          starszej z przedszkola). Teraz mam czas bardziej ograniczony, ale te 2-3 h to
          zawsze zrobię.

          A.
        • tijgertje Re: No co wy? :)) 12.10.09, 20:11
          joanna_marta napisała:

          > Cytuję pierwsze z brzegu artykuliki:
          > "Maluszek powinien spędzać na dworze przynajmniej dwie godziny
          dziennie,
          > codziennie! Bo długi spacer to jedna z najlepszych rzeczy, jaką
          możesz dać
          > swojemu dziecku."

          Nie wiem, jaka ma wyzszosc ciagniecie dzieciore na 2-3-godzinny
          spacer nad mozliwoscia tych 2-3 godzin wyszalenia sie przez owego
          dzieciora na placuy zabawwink Chyba tylko poczucie pselnionego
          rodzicielskiego "obowiazku" przez mamewink Spacery sa dla rodzicow,
          nieco dbaja o kondycje i figure mamy, ale dla dzieciaka lepsze jest
          wybieganie sie za pilka niz snucie noga za noga po asfaltowanej
          parkowej sciezcewink
          • dorota.alex Re: No co wy? :)) 13.10.09, 09:57
            Dla naszych dzieci plac zabaw jest swietem. Zazwyczaj chodzimy na
            spacery albo na rower. Ale jak spacer to do lasu albo na laki a nie
            na wyasfaltowana sciezke. W czsie spaceru mozna pogadac, poogladac
            swiat, poobserwowac robaki i kwiatki itp. Ostatnio na najczestrzej
            trasie naszego spaceru pojawil sie bobr - ostro pracuje nad swoim
            zeremiem. Co kilka dni obserwujemy postepy pracy - najpierw
            nadskrobana kore drzewa, potem ogromne wiory, pien drzewa
            poobgryzany ze wszystkich stron ale stojacy jeszcze na waziutkim
            "slupku" i wreszcie wczoraj - drzewo lezy w jeziorze. Bobr zabral
            sie juz za scinanie galazek. Ciekawe ile czasu zajmie mu ostateczne
            rozparcelowanie tego wielkiego drzewa...
            A na placu zabaw jest tylko szalenstwo dla dzieciakow i godzina nudy
            dla mnie sad
            • verdana Re: No co wy? :)) 13.10.09, 10:10
              Przy starszych dzieciach bardzo sie tymi zaleceniami przejmowałam i
              ciagnęłam maluchy na spacer niezaleznie od pogody. Efekt - stale
              były przeziębione. Bo drodzy eksperci zapominają, ze dziecko w
              czasie dwugodzinnego spacerku w złą pogode - w wozku lub biegajac
              sobie - rzeczywiscie raczej sie nie zaziebi. Zaziebialam się
              oczywiscie ja - bo jak dla mnie za wolne tempo, parasola nijak się z
              wozkiem nie da zabrać. A dzieci lapały ode mnie.
              Najmlodszego wyprowadzalam jak było ladnie i jak mi się chciało. Nie
              chorował.
              A jesli chodzi o starsze dzieci, to traktowalam spacey jako
              rozrywke, a nie obowiazek. Czyli jak nam się chciało, to sobie
              wychodziliśmy, nie - to nie.
              Efekt - moje dorosle dzieci uwielbiają spacery.
              • anna-mama Re: No co wy? :)) 13.10.09, 12:30
                Mój syn sam nie wyciąga na spacery i to on zazwyczaj mnie prosi xD Latem może
                mniej ale zimą spędzamy razem na dworze mnóstwo czasu a syn aktualnie
                drugoklasista smile
            • mama_kotula Re: No co wy? :)) 13.10.09, 12:39
              CytatW czsie spaceru mozna pogadac, poogladac
              swiat, poobserwowac robaki i kwiatki itp. Ostatnio na najczestrzej
              trasie naszego spaceru pojawil sie bobr - ostro pracuje nad swoim
              zeremiem.


              Uroczo.
              A teraz poproszę o las z bobrem, żeremiem i kwiatkami w centrum Warszawy wink. Za rady w stylu: "można podjechać za miasto samochodem" pięknie dziękujemy wink

              Na placu zabaw dzieciaki szaleją, a ja czytam, piszę, szydełkuję, szkicuję... wink
              • mamapodziomka Re: No co wy? :)) 13.10.09, 13:32
                Jak mloda byla mlodsza to spacerowalysmy codziennie, bo JA lubie i musze pare
                kilometrow dziennie przeleciec, zeby sie dobrze czuc. Teraz czasu jest mniej i
                mlodej tez nie zawsze sie chce, wiec pozwalam jej zostac w szkole do 18 i
                wyszalec sie na olbrzymim boisku z placem zabaw, a sama lece czesc drogi z pracy
                do szkoly na piechote. Ew. w srody korzystam z kawiarni dla rodzicow wink na
                boisku, albo na stolowce jak nam za zimno.

                Na placu zabaw nie lubie specjalnie przesiadywac, chyba, ze sie akurat musze
                uczyc, wtedy nawet lubie ten ogolny gwar wink ale to zalatwia szkola (maja dwie
                godziny przerwy po obiedzie na zabawe na boisku) + czasem zostaje po lekcjach i
                zajeciach dodatkowych.

                W weekend zas ciagniemy sie za miasto, w rozne strony i lazimy dosc dlugo.
                Mlodej sie zazwyczaj podoba, czasem nie bardzo ma ochote, wtedy wymyslamy jakies
                zabawy. No, ale my w ogole nie mamy samochodu i jestesmy przyzwyczajeni do
                chodzenia. I prawie-pieciolatka w niewysokich gorkach spokojnie 15-17 km
                przechodzila i miala sile szalec jeszcze kilka godzin wieczorem w schronisku z
                innymi dziecmi.

                Chociaz latem jednak jestesmy na dworze o wiele wiecej niz mokra jesienia i zima.
              • dorota.alex Re: No co wy? :)) 13.10.09, 15:14
                Mieszkam 15 km od centrum Warszawy smile
              • dorota.alex Re: No co wy? :)) 13.10.09, 15:17
                mieszkam 15km od centrum Warszawy.
                • dorota.alex Re: No co wy? :)) 13.10.09, 15:17
                  Kurcze cos mi komputer wariuje... sad
              • wierzba_b Re: No co wy? :)) 20.10.09, 01:10
                Kotula, bobrów Ci wprawdzie nie zaoferuję, ale w parku pod Królikarnią są trzy
                stawy - jeden duży i dwa małe. Sporo kaczek, kilka par łysek, a przy jednym z
                małych stawów maja swoje nory szczury wędrowne. Fajnie jest obserwować, jak
                buszują w trawie, gonią się, przewracają. Na dużym stawie raz widzieliśmy...
                żółwia. Kwiatków też dostatek, w sezonie oczywiście.
Pełna wersja