Dodaj do ulubionych

Płacz na kolonii.

24.07.10, 13:39
Witam serdecznie wszystkich i proszę o rade.

Mój 9 letni syn w czwartek wyjechał na kolonię z obcymi mu dziećmi.Do środy
było wszystko w porządku. W czwartek już przed autokarem mówił że nie chce
jechać i popłakał się. Wytłumaczyłam mu, że bierze komórkę i jak będzie mu źle
to zawsze może zadzwonić. Niestety moje dziecko dzwoni co tylko ma chwilę
wolną i z płaczem uświadamia mi że strasznie tęskni i chce wracać sad Wiem
doskonale, że nic złego mu się tam nie dzieje i warunki mają świetne ale...nie
potrafię go przekonać, że to jeszcze tylko 10 dni i wróci do domku, żeby nie
płakał i bawił się z dziećmi. Boję się że dostanie w końcu jakiejś histerii i
dzieci będą się z niego śmiały.
Ja niestety nie mogę po niego pojechać bo mam w domu jeszcze 2 małych dzieci,
po za tym myślę że jemu dobrze zrobi taka rozłąka.

Proszę doradźcie co mam zrobić, co mu powiedzieć podcfzas rozmowy telefonicznej ??

Komórki są fajne ale to moje udręczenie od czwartku...
Obserwuj wątek
    • dorotamakota1 Re: Płacz na kolonii. 24.07.10, 14:55
      Napiszę ci od innej strony. Ja byłam zawsze takim kolonijnym płaczkiemwink. Teraz
      nie żałuję, że nigdy rodzice mnie nie posłuchali i nie zabrali z kolonii bo miłe
      wspomnienia pozostały na zawszesmile.
      Ja bym się umówiła z synem na jeden telefon dziennie o określonej porze. Wtedy
      bardziej prawdopodobne jest to, że nie będzie się mazał tylko rozmawiał np.
      wieczorem o tym jak spędził ten dzień.

    • skorpio109 Re: Płacz na kolonii. 24.07.10, 17:43
      wieczorny telefon, to nie jest najlepszy pomysł. Lepiej umówić się z panią, żeby
      telefon dała małemu koloniście np. po obiedzie, albo po śniadaniu. Wieczorem
      dzieci są zmęczone, śpące i w rzeczy samej zwyczajnie marudne i płaczliwe.
    • jola_ep Re: Płacz na kolonii. 24.07.10, 18:52
      > po za tym myślę że jemu dobrze zrobi taka rozłąka.

      Dlaczego?
      Moim zdaniem zdecydowanie lepiej jest trochę poczekać i wysłać dziecko, gdy będzie na to gotowe. A to już sprawa indywidualna.

      Ja byłam po raz pierwszy na koloniach, gdy miałam jakieś 9-10 lat. Pamiętam, że tęskniłam i żałuję, że rodzice nie odebrali mnie wcześniej. Niby wspomnienia są, ale i tak wolę późniejsze wyjazdy, do których już dorosłam.

      > Proszę doradźcie co mam zrobić, co mu powiedzieć podcfzas rozmowy telefonicznej

      Proponuję: dać się wyżalić, wyryczeć (pewnie to robi, gdy inni nie słyszą?), wysłuchaj, nie neguj jego emocji, nie twierdź, że musi coś tam, że nie może płakać itp. Przyjmij ze spokojem. Możesz pożałować, ale koniecznie nie przesadź. Jak za bardzo się przejmiesz, to może być dla niego informacja, że sytuacja jest rzeczywiście zła.

      Rozmawiałaś z wychowawcą? Jak on odbiera zachowanie syna?

      Powinnaś znać swoje dziecko. Moje, gdy było im źle potrafiły do mnie dzwonić, ryczeć w słuchawkę, jak bardzo są nieszczęśliwe. A pięć minut później (gdy do nich oddzwoniłam) okazywało się, że są spokojne i zadowolone. Ja służyłam tylko za rękaw do wypłakania się.

      Pozdrawiam
      Jola
    • kozauwoza Re: Płacz na kolonii. 24.07.10, 19:01
      Te telefony komórkowe to teraz zmora samodzielnych wyjazdów
      dzieciaków. Wiadomo, że wiele dzieci miewa chwile kryzysu na
      kolonii/obozie i nie daj Boże wtedy dorwać sie do telefonu.
      Moja znajoma wróciła z fajnego obozu, na którym byłą jednym z
      opiekunów. Opowiadała że problem z komórkami musi jakoś rozwiązać bo
      na obozie, na którym dzieciaki naprawdę dobrze się bawiły, miały
      duzo atracji, wieczorowo odbywały sie grupowe płacze przez telefony
      komórkowe do rodziców. Rodzice zaniepokojeni wydzwaniali do
      wychowawców. Miała taki pomysł że wprowadzi w przyszłym roku stałą
      porę na telefon do rodziców, absolutnie nie-wieczorem. Potem
      telefony będa wyłączane.
      • ka_thy Re: Płacz na kolonii. 24.07.10, 21:00
        Moja córka jeździ na taki obóz, na którym jest oficjalnie powiedziane, że komórek można używać jedynie na ciszy poobiedniej. W pozostałych porach komórki są wyłączone pod opieką wychowawczyni.

        A co do głównego tematu wątku i płaczu na kolonii to przeżyłam coś takiego w zeszłym roku. Do mniej więcej piątego dnia kolonii wszystko było ok, potem zaczęły się płacze, że ona nie wytrzyma, że jest jej źle, żeby ją zabrać, itp. A kolonia była trzytygodniowa. I gdyby nie to, że była na drugim końcu Polski pewnie bym się złamała i pojechała po nią. Natomiast gdy córka wróciła, pierwsze co usłyszałam po wyjściu z pociągu to "było fajnie". I nie potrafiła mi wytłumaczyć dlaczego płakała. Tak więc różnie to z tym płaczem bywa. Aha, córka w zeszłym roku miała prawie 11 lat, kolonia była jej pierwszą w życiu. Potem pojechała na ten "bezkomórkowy" obóz.
        • aniask_mama Re: Płacz na kolonii. 24.07.10, 22:13
          A ja nie rozumiem tej histerii antytelefonicznej. Mój syn jadąc na
          kolonie zawsze komórkę ma i dzwoni, gdy chce i równocześnie jest na
          to chwila czasu... choć zwykle nie ma czasu... nigdy żaden
          wychowawca nie zabierał mu komórki... a ja też nie wydzwaniałam co
          chwila.

          Każda matka zna swoje dziecko i wie (albo może się dowiedzieć od
          wychowawcy), czy płacz to oznaka tęsknoty za domem (a w trakcie
          fajnie się bawi) czy też po prostu faktu, że dziecko emocjonalnie
          nie dorosło i jest smutne cały czas - w tym drugim przypadku dziecko
          zabrałabym nawet, gdyby było na drugim końcu Polski.
          • grzalka Re: Płacz na kolonii. 25.07.10, 00:11
            tak, telefony.... zaprosilismy na działkę na 3 dni koleżankę córki,
            dziewczyny bawiły się świetnie, drugiego dnia się troche
            posprzeczały- dziewczynka natychmiast zadzwoniła do matki i płacząc
            w słuchawkę (mamo, ja juz nie mogę wytrzymac, zabierz mnie stad)
            wynogła obietnicę zabrania w tybie natychiastowym

            za 10 minut dziewczyny się pogodziły i znowu wszystko było super,
            tylko ja juz byłam wkurzona i nie miałam ochoty na odkrecanie- ale
            gdyby nie telefon to nie byłoby sprawy
          • kozauwoza Re: Płacz na kolonii. 25.07.10, 09:54
            aniask_mama napisała:

            > Każda matka zna swoje dziecko i wie (albo może się dowiedzieć od
            > wychowawcy), czy płacz to oznaka tęsknoty za domem (a w trakcie
            > fajnie się bawi) czy też po prostu faktu, że dziecko emocjonalnie
            > nie dorosło i jest smutne cały czas.

            Każda matka napewno zna swje dziecko ale jasnowidzem nie jest.
            Pierwszy samodzielny wyjazd jest i dla matki i dla dziecka
            niespodzianką jak sobie poradzi i jak będzie reagować w
            trudniejszych sytuacjach.
            Dlatego komórka awszem ale o określonej porze dnia jest dobrym
            rozwiązaniem i ew. kontakt z wychowawcą.
            W końcu dziecko nie po to jedzie na samodzielny wyjazd żeby mieć
            zawsze mamusię "pod ręką". Z emocjami tez powinno sobie umieć
            poradzić.
            • grzalka Re: Płacz na kolonii. 25.07.10, 12:36
              kozauwoza napisała:
              > W końcu dziecko nie po to jedzie na samodzielny wyjazd żeby mieć
              > zawsze mamusię "pod ręką". Z emocjami tez powinno sobie umieć
              > poradzić.

              świetnie to ujęłaś
              • aniask_mama Re: Płacz na kolonii. 25.07.10, 14:44
                grzalka napisała:

                > kozauwoza napisała:
                > > W końcu dziecko nie po to jedzie na samodzielny wyjazd żeby mieć
                > > zawsze mamusię "pod ręką". Z emocjami tez powinno sobie umieć
                > > poradzić.
                >
                > świetnie to ujęłaś
                >


                ta... tyle, że dzieci dopiero uczą się radzenia sobie z
                emocjami... i takie rzucenie na głęboką wodę, bo "powinno umieć
                sobie radzić" może skutkować tym, że zupełnie zrazi się do kolonii i
                dłuższych wyjazdów bez rodziców

            • asia_i_p Re: Płacz na kolonii. 31.07.13, 17:02
              Z drugiej strony, jak byś zareagowała, gdyby w sanatorium czy szpitalu pozwalano ci na kontakt z rodziną tylko w określonych godzinach, bo po co masz się roztkliwiać? Dla nas naturalnym jest mieć prawo, żeby mieć rodzinę zawsze "pod ręką".

              Wymagamy od dzieci więcej niż od siebie. My mamy prawo dzwonić do męża czy do mamy, jak nam się nie klei i użalać się nad sobą, a dziecko ma się uczyć radzić sobie z emocjami. Dlaczego? Dlatego, że jego emocje mają bardziej uciążliwy wyraz dla otoczenia niż emocje dorosłego człowieka? Czy dlatego, że możemy, a w stosunku do dorosłego już nam nie wolno?
    • majenkir Re: 25.07.10, 14:38

      madzi-a222 napisała:
      > Ja niestety nie mogę po niego pojechać bo mam w domu jeszcze 2
      małych dzieci, po za tym myślę że jemu dobrze zrobi taka rozłąka.



      On tez jest Twoim dzieckiem.
      Pewnie w porownaniu z mlodszym rodzenstwem wydaje Ci sie prawie
      dorosly, ale 9-letni chlopak to jeszcze straszny dzieciak wink.

      No i co takiego dobrego zrobila ta rozlaka?
      • madzi-a222 Re: 27.07.10, 17:08
        Bardzo dziękuje za wszystkie podpowiedzi smile
        Wczoraj był przełom i syn przestał płakać. Oczywiście rozmawiałam z
        wychowawczynią i potwierdziła, że jest wszystko w porządku.
        Syn płakał tylko przez telefon po czym się uspakajał i wszystko było ok.
        Nakręcał się strasznie nie potrzebnie.
        Na kolonii nic złego się nie dzieje bo jak ktoś tu napisał znam dobrze swoje
        dziecko i wiem, że jak by mu się krzywda działa to by bez wachania mnie o tym
        poinformował.
        Po za tym nie traktuje go jak dorosłego i zdaję sobie sprawę doskonale, że on ma
        tylko 9 lat i jest jeszcze małym chłopcem.

        P.S. Czasami w życiu tak jest że nie ma się możliwości pojechać po dziecko
        500km, zresztą nie będę się tłumaczyć publicznie.
        Wiem, że jego emocje opadły i teraz świetnie się bawi i również zdaję sobie
        sprawę, że jeszcze może kryzys u niego zawitać.

        • beautywomen Re: Też miałam płaczka 27.07.13, 23:03
          Mój ośmioletni syn był na obozie karate w środku lasu w namiotach wojskowych z tojtojami i polowym prysznicem. Jak na pierwszy wyjazd warunki surowe. Wyjazd był w poniedziałek w czwartek dzwoni z telefonu kolegi bo nie miał zasięgu. Płacz szloch że tęskni za mną, że do domu. W niedzielę na obozie były odwiedziny pojechałam, syn spakowany przekonany że wraca do domu, znów szloch. Postawiłam sprawę jasno, że zostaje, że obóz trwa do środy i nie ma opcji powrotu koniec kropka. Wyjechalam z ciężkim sercem, syn został. I tego dnia skończyły się płacze wrócił w środę szczęśliwy że został i wrócił ze wszystkimi.
    • kanna Re: Płacz na kolonii. 26.07.10, 00:42
      na pierwszym obozie mojego syna rok temu (miał 6 i pół) - aikido -
      był ZAKAZ komórek. Ponieważ cytuje "Dzieci mają sie uczyć
      rozwiązywac swje problemy i radzic sobie z emocjami w kontakcie z
      koleagmi i wychowawcami, a nie szukac pomocy u rodziców". Wow! To
      było to smile Młody przeżył i wrócił zachwycony.

      Dzis wyjechał na kolejny obóz, z komórką i miałam (od 12) 5
      telefonów. Nie rozpacza ani nic takiego - mówi, ile będzie postajów
      autokaru, na którym łóżku spi i gdzie trzyma torbę. Opowiada mi
      kawały, co usłyszał.Traci czas, który mógłby przeznaczyc na
      zapoznawanie sie z chłopakami uncertain dzwoni do mnie, a w tle inne
      telefonujące dzieci.

      Do autorki: ustal h na dzwonienie i nich Ci pisze smsy. jak człowiek
      pisze, to sie uspokaja wink i pogadaj z wychowawczynia.
      • verdana Re: Płacz na kolonii. 26.07.10, 11:12
        Prawdę mowiąc dla mnie dykwalifikację dla kazdego wychowawcy byloby
        stwierdzenie, ze szesciolatki maja same roadzić sobie z emocjami i
        nie szukać pomocy u rodziców. To dobre dla 10-latków.
        Wiele razy przekonałam się, ze za tym stwierdzeniem kryje się wcale
        nie chęć prawidłowego wychowania dzieci, ale niechęć do tego, aby
        to, co dzieje się na obozie, doszlo du uszu rodziców. Wychowacy mogą
        wtedy robić co chcą, a dziecko ma się nie skarżyć. Bardzo wygodnie.
        Trochę jednak niebezpiecznie - moja córkę na obozie sportowym
        uderzył trener, na innym obiozie doszło do molestowania dziewczyn
        przez jednego z wychowawców, sama bylam na kononii, gdfzie
        dyrektor "za karę" ogolił chłiopakowi pół głowy.
        Uwazan, zę brak możliwosci porozumienia sie z rodzicami jest bardzo
        niedobry. Natomiast dobrym rozwiązaniem jest używanie komorek tylko
        w ścisle okreslonych godzinach.
        • kanna Re: Płacz na kolonii. 26.07.10, 19:40
          Masz lekko paranoiczne podejście, jak widzę... wink

          Weź tylko po uwagę, ze co rok jeżdżą tam dzieci z tego samego klubu,
          które cały rok ćwiczą razem. Znają się nawzajem, wychowawców itp.

          Dla mnie najlepsza rekomendacja jest to, ze syn chciał jechć znów, a
          lista obozowa (150 miejsc) zapełniła sie w niecałe dwa dni.
          • verdana Re: Płacz na kolonii. 26.07.10, 19:49
            Nie, realistyczne.
            Bowiem przerabiałam troje dzieci na bardzo różnorakich obozach, a w
            mlodości bywałam wychowawczynuią.
            Jesli prowadzący oboz nie życza sobie kontaktow dzieci z rodzicami
            (a nie ograniczają je, co jest OK), to nalezy się zastanowić -
            dlaczego.
            Dlaczego? Dlatego, ze dzieci sa o wiele grzeczniejsze, gdy nie mają
            kontaktow z rodzicami, można je solidnie zdyscyplinować, nie placzą,
            nie mogą się poskarzyć. Tak kiedyś bylo w szpitalach - nie
            wpuszczano rodziców, aby był spokój.
            Nie mówie, ze obóż był zły, czy cos sie na nim wydarzyło - pewnie
            byl dobry. Ale wcale nie musisz wiedzieć o wszystkim.
            na obozie harcerskim mojej córki wmawiano dzieciom, ze poskarżenie
            się rodzicom jest dowodem tchórzostwa. Dowiedzieliśmy się o tym
            bardzo późno - córka uwierzyla.
            • kanna Re: Płacz na kolonii. 26.07.10, 20:05
              Były wyznaczone godziny, kiedy do dzieci mozna było dzwonić. I
              dzwoniłam.
              Pisałam listy, a syn do mnie smile Była dyscyplina, ale ona zapewnia
              bezpieczeństwo. Syn doskonale funkcjonuje, jak sa jasno okreslone
              zasady. A tam były. I ja je znałam, zgodziłam się, posyłajac
              dziecko. A wcześniej wiożac je przez dwa lata na aikido,

              Brak komórek był dla mnie dodtkowym plusem - ale gdyby można je było
              brać, to by zabrał.

              Przypominam Ci tylko, ze kiedys nie było komórek - i dzieci
              przezywały.

              Dzieci maja tendencję do informowania rodziców o każdej głupotce,
              ale dojrzewanie polega na tym, ze musza się same - lub z pomoca
              ulubionego sempaia - mierzyc z życiem.

              Od urodzenia przygotowuje moje dziecko do samodzielności. A komórko -
              smycz to utrudnia uncertain
              • verdana Re: Płacz na kolonii. 26.07.10, 23:01
                To co innegosmile zatem odwołujęsmile
                ja nie posłałam dziecka na obóz, gdzie zapowiedziano, ze nie ma
                ŻĄDNEJ mozliwosci kontaktu z rodzicami. To wydało mi sie podejrzane,
                jak się okazało - słusznie.
                Ja jeżdzilam na wakacje bez komorek. Do dziś wspominam wakacje z
                dzieciństwa jako najgorszy koszmar. Tęsknilam okropnie, marzylam
                tylko o tym, aby wakacje wreszcie się skonczyły. Przezylam, owszem -
                ale wakacji nei znosilam. Nie wiem, czy to bylo takie dobre.
                Cóż, zadaniem rodziców jest takie wychowanie dziecka, aby nawet
                mając telefon, korzystało z niego z umiarem.
              • asia_i_p Re: Płacz na kolonii. 31.07.13, 17:12
                Wobec siebie też jesteś taka surowa? Kiedy jesteście od siebie daleko z mężem (wyjazd służbowy, sanatorium, szpital), też sobie dozujesz kontakt?

                Dla mnie, kiedy patrzę na moje dziecko z perspektywy swojej dorosłości, uderzające jest, jak bardzo to dziecko jest bezradne. Jeżeli boli je ząb, od mojego podejścia do środków przeciwbólowych zależy, czy dostanie tabletkę. Jeżeli mnie boli, mogę iść i sobie kupić. To ja wybieram, czy dziecko jest dość spragnione, żeby zatrzymać samochód na stacji benzynowej i kupić napój. Czy dość mu się chce siusiu, żeby zawrócić do domu. Nie może mi powiedzieć "To się na ciebie obrażam i sama wracam". A teraz jeszcze dorzucamy, że to my wybieramy czy i kiedy może nam powiedzieć, że jest mu źle.

                Z samej organizacji świata dziecko ma decydowanie o sobie tak ograniczone, że ograniczanie mu jeszcze bardziej w imię wychowania powinno być bardzo uważnie przemyślane za każdym razem - na ile my to robimy dla dziecka, a na ile dla siebie.
          • canuck_eh Re: Płacz na kolonii. 27.07.13, 19:27
            przepraszam, co jest paranoiczne ?Fakt ze wychowawca molestowal dziewczynki, czy ogolona glowa dzieciaka czy to ze jest wyznaczony czas na rozmowy z rodzicami a nie 24/dobe?Bo jak dzieciak wyjezdza na kolonie/oboz to chyba po to by zajac sie tym by brac udzial w zajeciach - jak sa jakies problemy to sa wychowawcy by temu zaradzic a nie od razu buch komorka i jeczec rodzicom - owszem jak syt. wymyka sie spod kontroli to przeciez wychowawca oceni i podejmie decyzje ze moze nie nalezy czekac do np po obiedzie czy kiedy tam okresla ten czas na kontakt z rodzina i niech dzieciak sie skontaktuje z rodziciami ale generalnie - jeden czas i niech mlodziez sie wygada z kolezankami, rodzicami, dziadkami czy kim tam che - jakie paranoiczne podejscie?
      • ratyzbona Kanna 27.07.10, 01:46
        Obozy sportowe to miejsce na którym trzeba mieć komórkę. Byłam na
        kilku i na co najmniej każdym działo się coś o czym z przyjemnością
        powiedziałabym rodzicom - i nie chodzi tu tylko o emocje ale na
        takich obozach zawsze jest ktoś kto narzuca swój autorytet - sensej,
        sempai - czasem jak się dziecko z nim nie zgadza czy czuje się
        pokrzywdzone to potrzebuje innego dorosłego by się skonsultować -
        innymi słowy zadzwonić do rodziców. Pomysł że czas rozmowy
        telefonicznej zabiera czas z innymi dziećmi wydaje mi się
        paranoiczny. Dziecko ma prawo rozmawiać z kim chce. Jeśli dobrze się
        bawi i nie tęskni to najczęściej nie dzwoni. Jak dzwoni to znaczy że
        ty jesteś osobą z którą chce rozmawiać. Nie rozumiem co w tym złego.
        A samodzielności i tak na takich obozach człowiek się uczy.
        • kanna Re: Kanna 27.07.10, 18:42
          Pomysł że czas rozmowy telefonicznej zabiera czas z innymi
          dziećmi wydaje mi się
          paranoiczny.


          A mi nie, jak napisałam wyżej - chłopaki dzwonia, zamiast gadac ze
          soba uncertain
          Podobnie czas zajmują gry konsolowo/komórkowe itp.

          Mi takie zasady pasuja, a do kadry mam pełne zaufanie. I jak mówie -
          można dzwonic do dzieci.
          • verdana Re: Kanna 27.07.10, 19:35
            Pełne zaufanie do kadry i do wszystkich dzieci?
            kadra i Ty takze wychodzicie z zalozenia, ze małe jeszcze dzieci
            mają nie prosic rodziny o pomoc w trudnej sytuacji, tylko radzić
            sobie same. Podejrzewam, ze skarzenie tez nie jest mile widziane.
            Czyli siedmio-osmiolatku, jesteś na tyle dojrzały, aby z trudną
            sytuacją zmierzyć sie samodzielnie.
            Są dwa rozwiązania - albo dziecko się tego nie nauczy i nie poradzi
            sobie z kolegą, ktory dokucza albo z trenerem, ktory wymaga za
            wiele - tylko uzna, ze "tak ma być".
            Albo dziecko się nauczy i będzie wiedziało, ze wszeklkie trudne
            sytuacjie z rówiesnikami powinno zalatwiać samo, bez porady
            rodziców. Bo takie zachowanie jest dorosle i dojrzałe.
            Tylko cholernie niebezpieczne.
            dzwonienie do dzieci nie jest tym samym, co dzwonienie dzieci,
            choćby dlatego, ze pewne kwestie sa pilne. I nie ma się pewnosci,
            czy dziecko moze mowic swobodnie.
    • renkag Re: Płacz na kolonii. 26.07.10, 11:01
      Moja 9-latka też w tym roku pierwszy raz była na kolonii. I zaraz po
      przyjeździe zaczęła pisać jakie ma starszne współtowarzyszki w
      pokoju. Że nie wpuszczają do pokoju, nic nie pozwalają, biją,
      dokuczają itp. Ja - przerażona, zadzwoniłam nawet do pani, żeby
      sprawdziła, co jest grane. Młoda sie nakręcała pisząc mi te sms-y. A
      na 2-gi dzień przysłała już zdjęcie z owymi koleżankami, potem
      obrażona, że po co dzwoniłam do pani itp. Okazuje się, że same się
      dogadały na drugi dzień i było ok, a ile ja newrów zjadłam smile
    • kol.3 Re: Czy to jest kolonia karna? 26.07.10, 19:14
      A ja bym poprosiła do telefonu wychowawcę i spytała co się dzieje.
      Może dziecku dzieje się jakaś krzywda, a Ty nie reagujesz? Może warto
      się zainteresować dokładniej o co chodzi.
      Tłumaczenie że dziecko ma płakać na kolonii, bo Ty masz jeszcze dwójkę
      dzieci jest dla mnie trudne do zaakceptowania.
    • agach77 Re: Płacz na kolonii. 26.07.10, 20:54
      Zdecydowanie zadzwonić do wychowawczyni. Z doświadczenia wiem, telefony
      komórkowe tylko o wyznaczonej porze dnia. Co do płaczącego dziecka - wymaga
      większego zainteresowania za strony wychowawcy. Miała jednego chłopca na obozie,
      bardzo płakał, chciał wracać, mówił ze jest fajnie, ma dużo zajęć ale potwornie
      tęskni. Mama również skłonna już przyjechać i zabrać dziecko. Wystarczyła
      dodatkowa funkcja dyżurnego, rozmowy i jakoś dotrwaliśmy do końca obozu (już bez
      płaczu).
      • k1234561 Re: Płacz na kolonii. 27.07.10, 17:36
        "Niestety moje dziecko dzwoni co tylko ma chwilę
        wolną i z płaczem uświadamia mi że strasznie tęskni i chce wracać
        Wiem
        doskonale, że nic złego mu się tam nie dzieje i warunki mają świetne"

        A skąd autorko wątku wiesz,że nic mu się złego nie dzieje i warunki
        mają świetne?Kamery masz tam zainstalowane i podgląd w domu?
        Chyba jednak tak "świetnie" tam nie jest skoro dziecko ma czas na
        częste telefony w dodatku z płaczem.
        Chyba wysyłając synka na kolonie chciałaś,aby dobrze się bawił,a nie
        zafundować mu przymusową kolonię karną.
        Ja bym porozmawiała z wychowawcą,ale nie liczyłabym tu na
        spektakularny sukces,bo żaden wychowawca nie przyzna się,że zajęcia
        mało atrakcyjne wymyśla,nie chce mu się nic z dziećmi robić itd. i
        dlatego dziecku może się nie podobać.Jednak porozmawiałabym mimo
        wszystko,gdyby na drugi dzień dziecko znowu dzwoniłoby z płaczem,że
        tęskni itd.to zabrałabym je z tej kolonii.Jeśli kolonie byłyby takie
        super,to dzieciak nie miałby czasu na nudę,telefony,czy tęsknotę za
        mamą.Z doświadczenia wiem,że co innego organizatorzy obiecują w
        kolorowych śłicznych folderach a co innego jest w rzeczywistości.
        A tłumaczenie,że masz jeszcze inne dzieci w domu,to sorry ale jest
        nie na miejscu i nigdy nie powinno paść z ust matki.
        To skoro masz inne dzieci to ten starszy już się nie liczy,trzeba
        gdzieś go upłynnić na 2 miechy,żeby się pod nogami nie kręcił?
        • madzi-a222 Re: Płacz na kolonii. 28.07.10, 21:47
          Bardzo dziękuje za wszystkie podpowiedzi smile
          Wczoraj był przełom i syn przestał płakać. Oczywiście rozmawiałam z
          wychowawczynią i potwierdziła, że jest wszystko w porządku.
          Syn płakał tylko przez telefon po czym się uspakajał i wszystko było ok.
          Nakręcał się strasznie nie potrzebnie.
          Na kolonii nic złego się nie dzieje bo jak ktoś tu napisał znam dobrze swoje
          dziecko i wiem, że jak by mu się krzywda działa to by bez wachania mnie o tym
          poinformował.
          Po za tym nie traktuje go jak dorosłego i zdaję sobie sprawę doskonale, że on ma
          tylko 9 lat i jest jeszcze małym chłopcem.

          P.S. Czasami w życiu tak jest że nie ma się możliwości pojechać po dziecko
          500km, zresztą nie będę się tłumaczyć publicznie.
          Wiem, że jego emocje opadły i teraz świetnie się bawi i również zdaję sobie
          sprawę, że jeszcze może kryzys u niego zawitać.
    • marry-and-more Re: Płacz na kolonii. 26.08.10, 10:43
      Niektóre dzieciaki bardzo przezywają takie wyjazdy. Ni cóż, Twój syn do nich należy.
      Jeśli faktycznie bardzo mu źle, to może powinien wrócić co domu? Ale można
      próbować to przeczekać, aż się zaaklimatyzuje... to już Twój wybór.
      Wg mnie łownym powodem takiego zachowania dzieci jest złe zorganizowanie czasu
      na koloniach - jak dzieci maja zajęcie, to nie myślą o tym, ze tęsknią itd.
      Dlatego warto wysyłać pociechy nie na takie klasyczne kolonie, ale jakieś
      tematyczne , z tego co wiem ok-Tours takie organizuje ; konne,
      aktorskie,taneczne,artystyczne itd a dla najmłodszych ot już w ogóle jakieś
      bajkowewink Jak się dziecko wciągnie w zabawę to na pewno nie będzie miało czasu
      płakać.
    • patrynia1975 Re: Płacz na kolonii. 26.08.10, 23:11
      Choć trudno mi było uwierzyć w argumenty użyte w poradniku dla rodziców:
      www.akademia-przygody.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=120&Itemid=114#10
      zastosowałam się i nie żałuję.
      Choć rada już przeterminowana dla madzi-a222, lecz innym radzę na przyszłość:
      Utrzymujcie stały kontakt z wychowawcą ! Mój mały też miewał doły, ale wspólnie
      z wychowawcą udało nam się pokonać tęsknotę u mojego skarba. Faktem jest również
      to, że dzieci miały wypełniony czas i nawet zasypiały podczas czytania
      (czytania, nie żadnego video) bajek.
      • fruit.ella Re: Płacz na kolonii. 11.09.10, 10:43
        Ha... To ta sama kolonia, na której był mój mały.
        Potwierdzam słowa patryni co do poradnika.
      • asia_i_p Re: Płacz na kolonii. 31.07.13, 17:25
        A teraz przełóż sobie te porady na wyjaśnienie kierownictwa sanatorium, dlaczego gorąco odradza swoim kuracjuszom zabieranie telefonów komórkowych.
        a) Bo się gubią, a zdarzają się i kradzieże.
        b) Bo dzwonią do mężów/ żon/ przyjaciół, kiedy są w złym nastroju i rodziny odbierają to tak, że w ogóle są smutni.
        c) Bo biedniejszym kuracjuszom bez telefonów jest przykro.
        d) Bo zawsze rodzina może zadzwonić do kierownika sanatorium, a on w ustronnym miejscu pozwoli pogadać ze swojego telefonu.

        Dalej brzmi OK?
        A jeżeli teraz nie brzmi, to dlaczego? Czy prawo do nieskrępowanego, bezpośredniego kontaktu z rodziną to jak prawo wyborcze - 18+?
    • majaa Re: Płacz na kolonii. 27.08.10, 00:26
      Podobnie jak dorośli, dzieci też nie są jednakowe, jedne są
      dojrzalsze, bardziej samodzielne, a inne w tym samym wieku nie radzą
      sobie z rozłąką z najbliższymi. Zanim wyśle się dziecko na kolonie,
      dobrze byłoby wiedzieć do jakiej grupy należy i czy ten samodzielny
      wyjazd będzie dla niego prawdziwą przyjemnością i odpoczynkiem, czy
      może raczej sporą traumą, która skutecznie zniechęci je do kolonii
      na kolejnych kilka lat. Znam paru wychowawców, sama też nim byłam i
      wszyscy zgodnie twierdzimy, że wysyłanie na dłuższe kolonie dzieci
      poniżej 10 lat to zawsze spore ryzyko. Zdarzają się w tym wieku
      dzieci, które bardzo dobrze sobie radzą, ale są też i takie
      zagubione, które tęsknią za rodzicami, mimo różnorodnych, ciekawych
      zajęć. Oczywiście wszystko jest do przeżycia, niby nic złego się nie
      dzieje, ale jednak...przyjemność nie taka, jak oczekiwaliśmy.
      Co do Twojej postawy, Madziu, to nie podoba mi się, że konieczność
      opieki nad pozostałą dwójką dzieci jest dla Ciebie powodem, by
      lekceważyć odczucia starszego (choć obiektywnie jeszcze małego)
      syna. Skąd to niezłomne przekonanie, że taki wyjazd dobrze mu zrobi?
      Mieliście już takie doświadczenia, czy to tylko Twoje pobożne
      życzenie?
    • maadzik3 Re: Płacz na kolonii. 11.09.10, 17:35
      Jezeli naprawde nie mozesz pojechac to tylko go podtrzymuj na duchu. Jesli mozesz - pojedz. Tesknota, rozpacz, poczucie obcosci i zalu nikomu nie robia "dobrze". Moga co najwyzej pozostawic uraz i na lata zniechecic go do mysli o wyjezdzie bez Was.
    • bajt2000 Re: Płacz na kolonii. 27.07.13, 14:41
      Bardzo się cieszę, że znalazłam ten wątek, bo choć jest sprzed trzech lat, dla mnie okazał się pomocny właśnie w te wakacje.
      Swoją drogą nie rozumiem tego linczu na matkę, która - z przyczyn obiektywnych - nie może pojechać po dziecko, jakoby go olewała etc. Matka polka zawsze MUSI dać radę.
    • sion2 polecam artykuł 28.07.13, 12:51
      forum.lodzkiemamy.pl/viewtopic.php?f=64&t=1645
      a szczególnie ten fragment

      "Tu również pojawia się bardzo częsty problem tęsknoty u dzieci. Jest to chyba najbardziej przykre zjawisko dla dziecka i rodzica. Przede wszystkim przed wyjazdem nie oszukujmy dziecka, że „nie będziesz tęsknić” – będzie, bo tęsknota za domem to normalne uczucie. Nie zaszczepiajmy dziecku także lęku przed „groźnym zjawiskiem” jakim jest tęsknota, mówiąc często w jego obecności „a co będzie jeśli on zacznie tęsknić?”. Od razu ustawmy dziecko w prawdzie – że najtrudniejsze są pierwsze 2 dni na kolonii, wtedy tęskni się najwięcej, dzieci najsłabiej się znają i obóz dopiero się rozkręca. Powiedzmy, że otrzyma wsparcie od rodzica przez telefon i od wychowawcy.

      Jeśli już zaczynamy dostawać dramatyczne telefony „zabierz mnie stąd”, najpierw skontaktujmy się z wychowawcą i kierownikiem obozu. Odróżniajmy zwykłą tęsknotę od traumy. Dziecko tęskniące zwykle bawi się z rówieśnikami, spożywa posiłki, uczestniczy w zajęciach, śmieje się w ciągu dnia, a jedynie wieczorem bądź w rozmowie z rodzicami rozkleja się. Potrafi jednak opowiedzieć co robiło fajnego w ciągu dnia i jak ma imię najlepszy kolega. Dziecko przeżywające traumę (a takie przypadki zdarzają się naprawdę bardzo, bardzo rzadko) będzie płakać cały dzień, odmawiać wspólnych zabaw, nie będzie mogło zasnąć i pogorszy mu się apetyt. W takim wypadku trzeba malca zabrać z obozu. Najpierw jednak żądajmy pełnej i rzetelnej informacji od wychowawcy i nie dajmy się zbyć określeniami „wszystko dobrze”. Nie obiecujmy dziecku zabrania z obozu, bez uzgodnienia tego z kadrą. Ważne jest także umawianie się z dzieckiem na 1 telefon dziennie i najlepiej nie po kolacji, aby dziecko czekało na tę rozmowę, a nie dzwoniło do rodzica nieustannie.
      Podobnie jest z odwiedzaniem pociech podczas kolonii. Najczęściej wpływa to bardzo negatywnie na morale nie tylko samego dziecka, ale i towarzyszących uczestników. Oczywiście to rodzice wiedzą najlepiej czy ich wizyta „rozklei” ich malucha, czy jedynie pozytywnie ucieszy i nie wniesie niczego negatywnego do pobytu."
    • mojemieszkanie24 Re: Płacz na kolonii. 28.07.13, 16:15
      telefon do opiekuna - jeżeli on stwierdzi, że dziecko w ciągu dnia jest wesołe, bawi się z innymi dziećmi i nawiązał z kimś jakiś kontakt to nie zabierałabym dziecka. Jeżeli jednak on powie, ze dziecko cały czass chodzi smutne i przygaszone- pojechałabym. Może to nie jest dla niego czas na takie wyprawy. Widzę, że post jest sprzed kilku dni więc co postanowiłaś ?
      • mojemieszkanie24 Re: Płacz na kolonii. 28.07.13, 16:18
        nie doczytałam tongue_out
    • kocianna Re: Płacz na kolonii. 28.07.13, 20:10
      Moja 8-latka dostawała komórkę tylko na ciszę poobiednią. W czasie rozmów z bliskimi nie płakała. 4 dnia przyznała się, że płacze codziennie, przez cały dzień, piątego chyba szlag trafił wychowawczynię, bo zdaje się, że w ostrych słowach kazała przestać się mazgaić (nie pomogło). "Płaczę, kiedy wiosłuję, kiedy stawiam żagiel, kiedy wiążę węzły, kiedy śpiewam szanty, kiedy robię dla ciebie bransoletkę, kiedy pieczemy ciastka, bo strasznie, strasznie do ciebie tęsknię, ale niech mnie tatuś nie zabiera z obozu". To mówi dziecko, które od czterech lat spędza beze mnie każdego lata 6 tygodni.
      Następna kolonia została odwołana z powodu siły wyższej, Młoda się wcale nie zmartwiła, chociaż bardzo się wcześniej (przed obozem) na nią cieszyła. Powiedziała, że być może pojedzie na obóz za rok, ale musi sprawdzić, czy dorośnie. Obóz trwał 9 dni...
    • camel_3d ogranicz rozmowy.. 31.07.13, 23:04
      bo wlasnie przez to dziecko sie nakreca i teskni.

      ja bym powiedzia, zeby dzwonil wieczorem albo pprzed spaniem.

      sam jezdzilem na kolonie i wiem, ze poczatke byl zawsze ciezki, a nie znallem nigdy nikogo.
      gdybym coziennie dzwinol do domu to bym pewnie ter ciagle tesknil.

    • malamiszel21 Re: Płacz na kolonii. 11.08.13, 21:16
      witam,

      opowiem z własnego doświadczenia..pojechałam na pierwsze kolonie w wieku powiedzmy 8 lat(z 1 do 2 klasy),uważam,ze nie byłam w ogóle na nie gotowa(zreszta to były inne czasy i mama sie pewnie cieszyła,ze w ogóle jej sie udało mi te kolonie załatwić),wspominam je koszmarnie do dziś..ciągle płakałam i prosiłam mamę,żeby mnie zabrała do domu..pamiętam każdy szczegół..nie będę o nich pisać,bo teraz to już mało istotne..i nawet teraz mysle,ze powinna mnie zabrać..tak mi było żle wtedy,kolejne kolonie 2 lata poźniej rownie nieudane choć juz mnie traumatyczne,najlepsze,na które chciałam jechac sama i miło wspominam w wieku 15 lat
    • kol.3 Re: Płacz na kolonii. 15.08.13, 15:57
      Czy to jest wyjazd na wakacje czy na obóz karny?
      Na koloniach bywa różnie, z bezpieczeństwem dzieci też. Skrajne przypadki trafiają do gazet, a ile jest zamiatanych pod dywan, dzieciom nie wolno dzwonić, dobre sobie,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka