Dodaj do ulubionych

Indywidualna nauka dziecka...

12.11.10, 10:22
Dzień dobry,

czy macie doświadczenia lub namiary na kogoś, kto uczy samodzielnie w domu swoje dziecko, bo nie chciał posyłać go do szkoły. Nie chodzi mi o sytuacje, kiedy zdrowie nie pozwala ale o wybór rodziców: nauka w domu a potem semestralne egzaminy. Będę wdzięczna za pomoc.
Serdeczności, M.
Obserwuj wątek
    • cafem Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 10:27
      Nie znam nikogo takiego, ale nie wyobrazam sobie, jak mozna na wlasne zyczenie taka krzywde wyrzadzic dziecku.
      • jane-bond007 Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 16:28
        nie przesadzajmy, slyszałam audycje na temat takich dzieci - maja ponadprzecietna wiedze i zdają międzynarodowe matury w palcem w d.pie

        akurat żałuję że mnie matka posłała do szkoły gdzie wiekszosc nauczycieli byla durna i wyzywała sie na dzieciach
        • alpepe Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 17:31
          a co z umiejętnomi socjalnymi?
          • alpepe Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 17:32
            umiejętnościami, dziecko mi trzyma ręce...
          • jane-bond007 Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 17:50
            zerknij co napisała Alajma85

            a jesli chodzi o moje umiejetnosci to nie sadze zebym jakos odbiegała tongue_out
            • alpepe Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 17:52
              wyjątek, moim zdaniem.
          • kon_morski Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 23:30
            zazwyczaj maja lepsze poczucie wlasnej wartosci i lepsze umiejetnosci socjalne
        • grzeczna_dziewczynka15 Re: Indywidualna nauka dziecka... 13.11.10, 11:48
          A propos durnych nauczycielismile

          Tak się dziwnie składa, że jak się spytasz nauczyciela o klasę i odpowie Ci: słaba klasa, nic nie umieją, głupki, prymitywy - zazwyczaj jest to kiepski nauczyciel(ka). A jak na to pytanie odpowie: super dzieciaki, mądre, pełne energii, kreatywne - nauczyciel(ka) jest super.

          Myślę, że działa to i w drugą stronę - bardzo krytycznej oceny nauczyciela/ki. Jak ktoś sam jest nie w porządku, nic nie robi to zwala winę na "durnych" nauczycieli.

          (tak na marginesie).

          Jeśli chodzi o zdobywanie wiedzy, to tak, szkoła bywa kompletną stratą czasu - szczególnie dla bardzo zdolnych albo bardzo słabych. Ale można się też zawsze czegoś nauczyć.

          No, ale szkoła ma nie tylko kształcić, ale i przygotować do życia w społeczeństwie. Nawet jak jest jest dużo niesprawiedliwości, trzeba się nauczyć o nią walczyć.
          Tego się w domu u mamusi nikt nie nauczy.
          • jane-bond007 Re: Indywidualna nauka dziecka... 14.11.10, 11:49

            Jak ktoś sam jest nie w porządku, nic nie robi to zwala winę na "durnych" naucz
            > ycieli.
            >
            > (tak na marginesie).


            oczywiście, dziecko 13 letnie może duzo zrobić w momencie gdy jest wyśmiewane przez nauczyciela smile bo to bardzo śmieszne że nie zrozumiało i nie potrafi zrobić zadania

            tak na marginesie
    • alpepe Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 10:28
      nie to forum, na Wychowaniu lub Starszym dziecku są o tym wątki, wrzuć w wyszukiwarkę nauczanie w domu, to ci wyskoczy masa wątków o tym, doświadczenia i porady.
    • exorbitante Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 10:40
      Ja zaś chętnie poczytałabym wspomnienia / wrażenia dzieci edukowanych w ten sposób.
      (tak w ogóle, jestem na nie)
    • mahadeva Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 15:38
      a to nie jest niezgodne z prawem???
      • alpepe Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 16:18
        o, zapędy faszystowskie? Na szczęście nie. Musisz tylko przyprowadzać dziecko na egzaminy.
      • jane-bond007 Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 16:29
        nie jest, zdaje sie co semestr dzieciaki zdaja egz z zakresu i ponoc zdaja je najlepiej
      • alajna85 Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 17:18
        Jest obowiązek edukacji, ale nie musi ona się odbywać w szkole. Dziecko jednak zobowiązane jest zdawać egzaminy by udowodnić, że opanowało podstawę programową.
        Dwoje dzieci jednego z moich wykładowców były uczone w domu, są mniej więcej w moim wieku, miałam okazję je poznać - ludzie bardzo inteligentni, oczytani, z wieloma zainteresowaniami, przy tym towarzyscy i rozwinięcie społecznie. Mnie się nauczanie domowe zawsze podobało - oprócz nauki w domu dzieciaki spotykają się z rówieśnikami, razem z nimi chodzą na zajęcia dodatkowe, imprezy kulturalne, nie są wyalienowane jak to się niektórym wydaje. Całe spektrum zachowań, jakie zachodzą w szkole mają one na co dzień w interakcji z rówieśnikami poza uczeniem się. Ja jestem na tak. Tym bardziej patrząc na to, jaki poziom wiedzy i umiejetności Ci ludzie sobą reprezentują. Przy czym zdaję sobie sprawę, że taka forma nauki z pewnością nie jest dla wszystkich i dzieci powinny wyrazić taką chęć.
        • aneta-skarpeta Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 17:42
          pytanie tylko ilu rodziców w mądry sposób potrafi poprowadzic dzieci przez nauczanie domowe

          w stanach efekty sa rozne
          • alajna85 Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 17:53
            Zgadza się, to jest jedna z podstawowych kwestii.
            W tym przypadku oboje rodziców było nauczycielami akademickimi, oprócz dużej wiedzy są ogólnie mądrymi życiowo ludźmi, którym się "chciało" i poświęcili temu sporo energii.
            W większości przypadków, o których czytałam, rodzice byli nauczycielami, wydaje mi się, że trzeba lubić nauczać, by poświęcić się temu aż w takim stopniu.
            • amoniak2 Re: Indywidualna nauka dziecka... 14.11.10, 19:25
              alajna85 napisała:

              > Zgadza się, to jest jedna z podstawowych kwestii.
              > W tym przypadku oboje rodziców było nauczycielami akademickimi, oprócz dużej wi
              > edzy są ogólnie mądrymi życiowo ludźmi, którym się "chciało" i poświęcili temu
              > sporo energii.
              > W większości przypadków, o których czytałam, rodzice byli nauczycielami, wydaje
              > mi się, że trzeba lubić nauczać, by poświęcić się temu aż w takim stopniu.

              "chciało"... chyba nie orientujesz się jak wygląda praca nauczyciela akademickiego czy zwyklłego nauczyciela.

              Przy zwykłym trybie pracy niewykonalne - chyba że jeden rodzic zrezygnuje z pracy. Wychodzę z założenia że nie wolno się dać zwiariować - również na punkcie dziecka.
              • alajna85 Re: Indywidualna nauka dziecka... 14.11.10, 20:24
                Orientuję się, aż za dobrze wink
                Oboje byli (są nadal) nauczycielami akademickimi z tym, że kobieta ze względów zdrowotnych (tak zrozumiałam) nie pracuje już zawodowo. I nie pracowała w czasie, gdy nauczała dzieci (swoje i nie tylko, w grupie miała ich kilkoro). Mąż wykładający na uczelni również aktywnie się udzielał w tym procesie, tak twierdzi on sam jak i jego dzieci, więc chyba można im wierzyć. Dla chcącego nic trudnego. Kwestia organizacji, a skoro nauczanie dzieci w domu było w tej rodzinie tak ważne (tak, również dla dzieci) - tym bardziej.
                Również uważam, że nie wolno dać się zwariować, również a może szczególnie na punkcie dziecka (dla jego dobra), ale nauczania dziecka w domu daniem się zwariować ja osobiście bym nie nazwała. Bycie na każde zawołanie, spełnianie wszystkich zachcianek, bezmyślne wyręczanie, branie odpowiedzialności za każdy dziecięcy (w starszym wieku) występek itp. owszem.
                • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 07:59
                  Oboje byli (są nadal) nauczycielami akademickimi z tym, że kobieta ze względów
                  > zdrowotnych (tak zrozumiałam) nie pracuje już zawodowo. I nie pracowała w czasi
                  > e, gdy nauczała dzieci (swoje i nie tylko, w grupie miała ich kilkoro).

                  Czyli istotnym czynnikiem, który wpłynął na podjęcie przez nią takiej decyzji, była JEJ potrzeba zapełnienia nudy, kiedy siedziała sama w domu, a nie wyłącznie potrzeby jej dzieci. Czyli najzwyklejszy egoizm pod płaszczykiem troski o dziecko: pozbawiam dziecko czegoś bardzo istotnego, żeby mamusi się nie nudziło.
                  Dzieci nie są dla zaspokajania potrzeb rodziców. To rodzice są dla dzieci, a nie odwrotnie.
    • berta-live Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 17:21
      Ja kiedyś znałam chłopaka, który pierwsze lata swojej edukacji tak się właśnie uczył. I jak już poszedł do szkoły i pozdawał te wszystkie egzaminy, które miały go uplasować w jakiejś klasie, to okazało się, ze jest 2 lata do przodu. I faktycznie poszedł dwa roczniki na przód i dalej był od kolegów lepszy, zwłaszcza w matematycznych przedmiotach. Ale nie mam pojęcia czy to efekt tego, że był uczony w domu czy tego, że taki zdolny.

      Mimo wszystko uważam, że to głupi pomysł. Szkoła nie tylko do nauki służy. Nie bez powodu dzieciaki, które z różnych przyczyn nie mogą chodzić do szkoły czują się pokrzywdzone. A jak komuś zależy na samodzielnym edukowaniu dziecka to przecież nawet jak takowe to szkoły chodzi, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby go dodatkowo uczyć samemu. Chociażby podczas odrabiania lekcji.
      • aneta-skarpeta Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 17:44
        zgadzam się. Nauka nauką, ale nie tylko tym człowiek żyje

        ja mam wspaniałe wspomnienia ze szkół, choc nauczyciele bywali rozni- ale na dzien dzisiejszy uwazam, ze to tez było mi potrzebne

        kurde nawet głupie wagary czy zarty szkolne to są niezapomniane wspomnienia
        • alajna85 Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 18:06
          Ale kto powiedział, że dzieci takie uczą się pojedynczo? W większości przypadków właśnie uczą się w grupie kilku dzieci, to, że w domu nie oznacza, że samotnie.
          Poczytajcie sobie trochę o tym typie nauczania bo jak widać istnieje wiele błędnych przekonań na ten temat.
          Co do wagarów - nauczanie jest tak zorganizowane, że dzieci nie mają na to ochoty, a wyjść razem gdziekolwiek można zawszesmile
          • berta-live Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 18:24
            Cały urok w wagarowaniu polega na tym, że jest to nielegalna samowolka. Żadne oficjalne wyjście tego nie zastąpi. wink
            • alajna85 Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 19:27
              Dla chcącego nic trudnego - z lekcji w domu też można uciec wink
              • berta-live Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 19:43
                O szkole w zasadzie można powiedzieć to co Vandikia powiedziała kiedyś o religii. Wzbogaca kulturowo. Każdy przedmiot to inny nauczyciel, każda szkoła to inny zestaw nauczycieli, itp. I każda z tych osób jest inna, ma inny system wartości, inaczej się zachowuje, inaczej ubiera, ma inną mentalność i sposób postrzegania świata. I od każdej z nich można się czegoś o życiu dowiedzieć. Dodatkowo kilkuset uczniów w szkole. W związku z tym jest duży wybór osób z którymi warto się zadawać. Codziennie coś się dzieje, ktoś coś powie, coś zrobi, kogoś można poznać. We wspomnieniach ludzi z lat szkolnych na ostatnim miejscu pojawia się to co się nauczyli. O ile w ogól się pojawia, bo prawda też jest taka, że jakby człowiek chciał na szkołę liczyć, to pewnie by się nawet podpisać nie umiał.
                • alajna85 Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 20:00
                  Zgadza się. Niemniej nauczanie w domu nadal dla mnie jest wartościowe - uważam, że to wszystko, o czym piszesz można zdobyć także poza szkołą. Całe życie obcujemy z ludźmi, od małego, na zajęciach dodatkowych, na kursach, w klubach, kółkach zainteresowań, na wycieczkach, zabawach, w kinie, teatrze itd. A nauczanie w domu oszczędza dziecku wielu zgryzot, które może doświadczyć w szkole, takich jak brak uwagi nauczyciela, ignorancja, szufladkowanie, tłamszenie indywidualności, wszelkie patologie ze strony dorosłych jak i dzieci. A życia i tak się nauczy, jednak to wszystko czego wbrew sobie doświadcza w murach szkolnych nie przeszkodzi mu w zdobywaniu wiedzy.
                  • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 15.11.10, 22:44
                    tłamszenie indywidualności może z powodzeniem odbywać się w domu. Co więcej - rodzice, którzy nie tylko spełniają wobec dziecka role rodzicielskie, ale i te, które u innych dzieci spełnia szkoła, mogą dziecko stłamsić totalnie. Dziecko tłamszone przez rodziców, które chodzi do szkoły, ma szansę przynajmniej w szkole pobyć poza zasięgiem rodziców. Dziecko uczone w domu przez przytłaczających rodziców nie ma szans uciec przed nimi i każdy kawałek życia dziecka jest tłamszony przez rodziców.
          • leonardadikarpia Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 18:32
            Tak, czy inaczej jestem na NIE. W tej chwili w dobrych szkołach i tak tez jest w szkole mojej córki, klasy nie są wypełnione ponad 30 dzieci, a powiedzmy jednocześnie w sali przebywa max 15 + 1 lub 2 nauczycieli. Odseparowywanie dziecka od rówieśników czyni z niego nieporadnego maminsynka np. Znam dzieci w ten sposób skrzywdzone przez rodziców, którzy kosztem dzieci spełniają swoje marzenia niestety
    • ctryna Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 18:41
      jak byłam mała to mi naopowiadali, ze dzieci, które występuja w cyrku muszą się właśnie w domu uczyć, a nie w szkole, bo ciągle na tych linach skaczą i jeżdzą po świecie'
      bardzo mi ich było szkoda
      i tych lwów też
      klaunów nie lubię do dzisiaj
    • kon_morski Re: Indywidualna nauka dziecka... 12.11.10, 23:40
      znam osobiscie rodzine z 6 dzieci, ktore mialy tzw. home schooling. ja bylam na 6 miesiecznym kursie w hiszpanii i maroko, ktory prowadzili rodzice tych dzieciakow. rozbieznosc wieku od 7 do 19 lat. byly to naprawde inteligentne, dobrze wychowane,uzdolnione muzycznie dzieci, ktorym nic nie brakowalo. byla to rodzina angielsko- amerykanska.z tego co wiem, metoda jest bardzo popularna w stanach.
      takie nauczanie daje duzo swoboy, jesli ktos lubi sie przemieszczac- dla nich nie mialo wiekszego znaczenia w jakim mieszkaja kraju. ta metoda jest rowniez dosc czesto stosowana przez misjonarzy, ktorzy nie chca lub nie moga wysylac dzieci do lokalnych szkol.
      • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 15.11.10, 22:45
        takie nauczanie daje duzo swoboy, jesli ktos lubi sie przemieszczac- dla nich n
        > ie mialo wiekszego znaczenia w jakim mieszkaja kraju.

        Czyli znaczy, że dziecko nie ma żadnego środowiska poza domem rodzinnym. Koszmar.
    • minasz [...] 13.11.10, 00:21
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • niebieski_lisek Re: Indywidualna nauka dziecka... 14.11.10, 21:40
      Maria Cuire - Skłodowska przez jakiś czas uczyła wspólnie z kolegami z Sorbony grupkę dzieci. Nie wiem tylko czy jako zajęcia dodatkowe czy zamiast normalnej szkoły. Myślę że to musiało być ciekawe doświadczenie smile O ile jestem sobie w stanie wyobrazić dzieci z podstawówki, które są uczone przez rodziców, o tyle nie wydaje mi się, że na dalszych poziomach edukacji może być ciężko. Nie wydaje mi się, że jedna osoba może pociągnąć na poziomie licealnym zarówno fizykę, chemię, polski, historię, 2 języki obce i resztę. Nie mówiąc już o tym, że może brakować przyrządów naukowych, np do zajęć z chemii. Nie demonizowałabym zwykłej szkoły - można trafić na kiepskich nauczycieli, ale też na osoby pasjonujące się swoim tematem, jak i takie, które po prostu dobrze wykonują swoją pracę.
      • jane-bond007 Re: Indywidualna nauka dziecka... 14.11.10, 22:15
        Nie mówiąc już o tym, że może brakować przyrządów naukowych, np do zajęć z chemii.

        tak sobie usiłowałam przypomniec jakie to reakcje z zastosowaniem jakich przyrządów zachodziły na chemii ... no i cóż, za dużo ich nie bylo - oprócz tych na tablicy ;]

        w domu spokojnie możesz uczyć chemi, przeprowadzać reakcje, tłumaczyc, nawet kupić zlewkę czy erlenmajerkę
        • lacido Re: Indywidualna nauka dziecka... 14.11.10, 22:28
          jasne, zwłaszcza z zakupem pierwiastków nie będzie problemu <lol> proszek do pieczenia czy ocet to za mało

          to, że Ty nie doświadczyłaś doświadczeń na chemii nie znaczy że tak jest wszędzie
          • ichi51e Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 21:34
            Tobie nawet szkola pobliczna nie pomogla... jakiez to "pierwiastki" chcesz slonko kupowac? Uran do syntezy?
        • niebieski_lisek Re: Indywidualna nauka dziecka... 14.11.10, 22:33
          A my przeprowadzaliśmy doświadczenia pod okiem nauczyciela. Na biologi oglądaliśmy żaby (i nie tylko) w formalinie, był normalnej wielkości szkielet, sala gimnastyczna z kozłem, i boiskiem do siatkówki, na historii wywieszało się ogromne mapy. To tylko przykłady wyposażenia pracowni, było tego więcej. Nie wydaje mi się, żeby można było coś takiego zorganizować w domu. Wiem, że wszystko (no może z wyjątkiem tych rzeczy potrzebnych na w-fie - bo samo oglądanie mija się z celem) można obejrzeć w necie, ale chyba cechą dzieci jest to, że chcą wszystkiego same dotknąć, zobaczyć z bliska. Nie chcę odwodzić autorki wątku od nauki jej dziecka w domu bo pewnie przemyślała swoją decyzję, ale ja jakoś nie czuję się specjalnie przekonana do tej formy edukacji.
          • alajna85 Re: Indywidualna nauka dziecka... 14.11.10, 23:07
            Podstawowy problem jest taki, że większość ludzi nie ma zielonego pojęcia, jak wygląda nauka w domu, taka dobrze zorganizowana - ludziom się wydaje, że to jest tylko książka, zeszyt i długopis. Poczytajcie trochę, jak to jest zorganizowane w rzeczywistości. Zaczyna się od tego, że rodzice mają do dyspozycji wszystkie pomoce naukowe dostępne w szkołach, jeśli chodzi o przedmioty specjalistyczne (np. chemia) - owszem, mają dostęp do odczynników itd, a wg uznania i potrzeb niektóre przedmioty prowadzone są przez nauczycieli szkolnych (zwłaszcza, gdy rodzic sam nauczycielem nie jest).
            • lacido Re: Indywidualna nauka dziecka... 15.11.10, 00:04
              maja dostęp nawet jeśli nie są chemikami? - wątpię
              • ichi51e Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 21:39
                20 lat temu u mojej babci byl zestaw "maly chemik" stary niemiecki , jeszcze po ciotkach. I Surprise! mial wszystki mozliwe alembiki, palniki i odczynniki jaki mozna sobie wymarzyc... do dzis wiem jak posrebrzyc szklo zeby wyszlo lustro... i potem odsrebrzyc :p wpiszcie sobie w allegro "maly chemik" - a odczynniki jak sie skoncza mozna dokupic, pani od chemii sama ich z wozna w koncu nie pozyskuje z powietrza tajemniczymi metodami.
                Jesli chodzi o mapy to mozna pojsc do muzeum - wbrew pozorom latwiej z jednym niz z cala klasa... do zoo... do laboratorium...
            • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 15.11.10, 23:12
              Nie mam nic przeciw uczeniu dzieci w domu - na tzw. kompletach - czyli kilkoro dzieci (nie dwoje czy troje), i wynajeci nauczyciele, nie tylko rodzice. Wtedy, byż moze, ma to jakiś sens, choć i tak bym się na takie nauczanie nie zdecydowała.
              natomiast uczenie dzieci przez własnych rodziców to zgroza. Choćby rodzice byli przygotowani perfekcyjnie, dziecko zdawało wszystko na szóstki to i tak nie dowie się jednego - ze ludzie mają bardzo rózny sposób widzenia świata, różne poglądy, różne obyczaej. Tego nie sposób nauczyć bez stykania sie z innymi dziećmi i innymi nauczycielami.
          • myelegans Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 04:02
            > A my przeprowadzaliśmy doświadczenia pod okiem nauczyciela. Na biologi oglądali
            > śmy żaby (i nie tylko) w formalinie, był normalnej wielkości szkielet, sala gim.....

            Sekcje zaby to ja robilam na wiosne z moim 5.5 latkiem na stole kuchennym, jak rowniez kilka doswiadczen chemicznych, mikroskop w domu mam, atlasy anatomiczne, albumy historyczne tudziez, mapy swiata rozmaite rowniez. Jak mi czegos brakuje to biore go do Science Museum, albo obserwatorium, albo ogrodu botanicznego, albo arboretum, albo do muzeum zelaza i odlewnictwa, albo innego wlokienniczego. Na zajeciach pozalekcyjnych sale ma lepiej wyposazona, niz sala gimnastyczna w szkole.
            Materialow do home schooling on-line jest od groma i troche, sama czesto korzystam, bo maja bardzo fajne pomysly, wlasnie jak praktycznie uczyc science w domu, z materialow w domu, bo wiele zjawisk mozna pokazc prostym sposobem, np. jak powstaje traba powietrzna, wystarczy w 2 litrowej butelce po coca-coli.
            Moje dziecko chodzi do szkoly, ale nie mialabym nic przeciwko temu gdyby chodzilo 3 dni w tygodniu. Tak na prawde nauka w szkoal jest bardzo nieefektywna.

            Corka naszych znajomych jest w tej chwili dzokejka, od 4 klasy SP zdecydowala, ze czas w szkole w polowie jest marnowany i nie ma czasu na zajmowanie sie swoja najwieksza pasja, czyli koniami. Przeszki na home schooling, nauce poswiecali 2-3 godziny dziennie, reszta to byly konie, po drodze jeszcze pelno innych zajec, klubow, itd. dziewczyna miala i ma bardzo bujne zycie towarzyskie, mnostwo przyjaciol, i... stypendnium do jednego z najlepszych uniwersytetow, choc formalnie zostal jej ostatni rok high school, egzaminy zdala, wiec nic nie musi. Ma rok na rozwijanie czegokolwiek chce.

            Nastepni znajomi maja syna, ktory gdzies tak na etapie pierwszej klasy liceum stwierdzil, ze szkola niewiele go uczy, i zaczal uczyc sie sam w domu, przerobil material liceum, i zaczal brac kursy akademickie na Harvard extension, zaliczal po jednym, lub 2 na semestr. Po 2 latach usiadl, zdal koncowe egzaminy z HS, i mial juz porobione kursy do przodu na studia. Jego wybor, chlopak mial mnostwo innych zainteresowan, sport, zeglarstwo, harcerstwo, survival, itp. na ktore nie mial czasu przez szkole. Chlopak zupelnie zwyczajny, nie zaden geniusz.

            Gdbym miala w sobie zew, to uprawialabym home schooling, ale nie mam.
            • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 13:26
              Super przykładysmile
              Szkoda, ze nie napisałaś na końcu wątku, bo teraz niewiele osób przeczyta ten fajny post z żcyia wzięty a nie z palca wyssanysmile
      • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 15.11.10, 23:09
        Tak, oprócz niej uczyło dzieci jeszcze paru noblistów.
        I bardzo szybko zrezygnowali, uznajac, ze jednak szkoła jest dla dzieci lepsza.
    • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 00:17
      Warto sobie poczytać:

      www.edukacjadomowa.pl/faq2.html#pyt08
      • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 00:20
        A tutaj kontakt do Stowarzyszenia Edukacji Domowej:

        www.edukacja.domowa.pl/
        • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 00:26
          I jeszcze tutaj:
          www.edukacjadomowa.pl/onas.html
          Skontaktuj się, tam Ci pomogąsmile
          Sama edukuję domowo, narazie przedszkolaka, a co dalej zobaczymy (dojrzewam do myśli)... big_grin
          • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 08:37
            Jesteś naprawdę pewna, ze żaden nauczyciel nie da dziecku niczego, czego Ty nie możesz mu dać? Że jesteś wystarcvzająco wszechstronna, by móc wystarczyć dziecku za wszystkich innych ludzi, że potrafisz nauczyć dziecko nie tylko programu szkolenergo, ale także tego, ze inne zupełnie zdania i upodobania niż Twoje istnieją na świecie i są równie dobre? Że potrafisz nauczyć dziecko, ze rózni ludzie myslą różnie i mają rózne wymagania - potrafisz go nauczyć, ze przy jednych lekcjach potrzebne jest skupienie i systematyczność, a przy innych spontaniczność? I że jesli Ty lubisz na przykład Mickiewicza, to są ludzie, ktorzy go nie znioszą i uznają za najwybitniejszego poetę Sienkiewicza?
            I najwazniejsze - czy po lekcjach potrafisz przestać być dla dziecka nauczycielka i zacząć matką? Czy Twoje dziecko, oceniani przez Ciebie przez pół dna potrafi potem "być na luzie" i czuć się jak w domu, a nie w szkole, pod okiem nauczycielki? Czy potrafisz nie gniewać sie na dziecko, jesli okaze sie,z e nie uczy się dobrze - oddzielic Twoje dziecko, ktore jest fajne, od Twojego ucznia, ktory nie spełnił oczekiwań?
      • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 10:44
        Super rozwiązanie. Jakbym miała więcej czasu to chyba bym sie podjęła. W szkole mnóstwo czasu dzieci tracą na różne bzdurne rzeczy, które mogłyby poświęcić edukacji.
        Ponadto z opowieści mojej córki np. wynika, że bardzo rzadko ma ona okazję sie wypowiedzieć na lekcji. Prym wiodą dzieci bardzo śmiałe, te sa ciągle proszone przez panią o wypowiedzi i inne zadania. Dzieci mniej śmiałe rzadko sa ośmielane i zachęcane do aktywności.
        • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 11:02
          A nie prościej poszukać DOBREJ szkoły?
          • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 12:05
            Jest w dobrej szkole smile
            Poza tym szkoła dobra i niedobra to pojecie względne, zależy czego kto szuka. Tak czy siak jest to edukacja zbiorowa a nie indywidualna. Są tu i plusy i minusy - ja myślę że w edukacji indywidualnej domowej znalazłabym więcej plusów.
            • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 12:12
              Cyli Twoja corka straci absolutnie wszystkie sznase wypowiedzenia się na lekcji - zostanie jej to, co ma i tak oprócz szkoly - mozliwosć powiedzenia mamie, co mysli.
              Przy okazji nie dowie się, co mysla inne dzieci.
              W domu edukacja musi być jednostronna, choćby dziecku przekazało sie tysiące informacji, jednoczesnie przekazuje się tylko jeden punkt widzenia i jeden sposób rozumowania.
              • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 12:30
                verdana napisała:

                > Cyli Twoja corka straci absolutnie wszystkie sznase wypowiedzenia się na lekcji
                > - zostanie jej to, co ma i tak oprócz szkoly - mozliwosć powiedzenia mamie, co
                > mysli.

                Problem w tym, że ona sie praktycznie na lekcjach nie wypowiada. To, w czym właśnie edukacja zbiorowa miałaby jej pomóc - szwankuje, bo szkoła leci schematami.

                > Przy okazji nie dowie się, co mysla inne dzieci.

                No fakt, nie dowie się w szkole ale przeciez nie musze jej zamykać i izolować od innych dzieci. Tylko na czas edukacji oddzieliłabym ją od innych dzieci i myślę że to byłoby z korzyścią akurat dla niej, bo np. pracuje wolniej niż inne dzieci, nie jest taka wyrywna i śmiała i ma mniej z tej nauki zbiorowej satysfakcji. Może dla niektórych ludzi edukacja zbiorowa jest bardzo dobra ale dla wielu - jednak sporo przekreśla.

                > W domu edukacja musi być jednostronna, choćby dziecku przekazało sie tysiące in
                > formacji, jednoczesnie przekazuje się tylko jeden punkt widzenia i jeden sposób
                > rozumowania.

                Idąc tym tokiem myślenia to nauczyciel w szkole tez przekazuje swój punkt widzenia i jeden sposób rozumowania..... a edukacja przecież opiera sie na pewnym programie który trzeba opanować - uczący raczej przekazuje to, co ktoś innych zatwierdził do przekazania.
                • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 12:37
                  Oddzielenie dziecka "na czas edukacji" jest iluzją. Dzieci na zajęciach pozaszkolnych na ogół się nie zaprzyjaźniają, idą na lekcję, basen itd - i na tym koncza sie ich kontakty. Znajomości i przyjażnie zawiera sie w szkole. przy czym Twoja córka będzie miała dodatkowy problem - co najmniej połowa rozmow toczy się o szkole, o ktorej ona przestanie cokolwiek wiedzieć.
                  Nie będzie też miała szansy, bardzo istotnej, dowiedzenia się, czy jest w czymś lepsza czy gorsza od innych. To jeden z wazniejszych elamentów edukacji, ktorego też nie umieją ocenić rodzice uczacy samodzielnie. Sama jestem tego przykładem - gdy porównywałam, nie mając szerszego doswiadczenia, poziom polskiego u córki i syna, bardzo skutecznie skrzywdziłam oboje. Gdyby nie szkoła i nauczyciele, nie miałabym pojecia, jaki jest ich prawdziwy poziom, czy sa dobrzy, czy nie.
                  Na Twoim miejscu poszukałabym po prostu innej szkoły.
                  Kazdy nauczyciel w szkole przekazuje swój punkt widzenia, ale nauczycieli, poza wychowaniem początkowym jest kilkunastu. A w pierwszych klasach zazwyczaj trzech , nie liczac tego, co mówi się w domu. dziecko widzi więc, ze nie kazdy myśli tak, jak mama.
                  I to nie jest tak, ze nauczyciel recytuje program - jeden zachwyca się demokracją ateńska, a inny dyscypliną Spartan. jeden uważa, ze wypracowanie powinno być sztywne i na temat, a inny lubi własne przemyślenia. dziecko w szkole spotyka się z bardzo wieloma typami ludzi - i to jest najcenniejsza edukacja, której dom rodzinny nie da.
                  • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 12:53
                    verdana napisała:

                    > Oddzielenie dziecka "na czas edukacji" jest iluzją. Dzieci na zajęciach pozasz
                    > kolnych na ogół się nie zaprzyjaźniają, idą na lekcję, basen itd - i na tym kon
                    > cza sie ich kontakty. Znajomości i przyjażnie zawiera sie w szkole.

                    Nie koniecznie, ze szkoły tez sie wychodzi i idzie do domu i tam spotyka sie innych kolegów smile

                    > Nie będzie też miała szansy, bardzo istotnej, dowiedzenia się, czy jest w czymś
                    > lepsza czy gorsza od innych. To jeden z wazniejszych elamentów edukacji, ktore
                    > go też nie umieją ocenić rodzice uczacy samodzielnie.

                    Ja uważam tę akurat wiedzę za nikomu niepotrzebną smile przecież osteczny poziom wiedzy sprawdzi test, który dziecko musi obowiązkowo przejść. Po co komu wiedza że ktoś inny zrobił ten test lepiej czy gorzej.....

                    > Na Twoim miejscu poszukałabym po prostu innej szkoły.

                    Ale dlaczego? Każda inna szkołą jest oparta na edukacji zbiorowej smile

                    > jeden uważa, ze wypracowanie powinno być
                    > sztywne i na temat, a inny lubi własne przemyślenia.
                    No ale to jednak jeden nauczyciel uczy j. polskiego nie może jednocześnie lubić i tego i tego smile i tak jest z każdym przedmiotem. Dany nauczyciel ma swój sposób uczenia i go realizuje po swojemu trzymając sie jednak założeń programu, tak jak by to robił rodzic.
                    • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 12:58
                      Jeśli naukę i poziom sprowadzasz do testów...
                      ja w ogóle nie myślalam ani o testach, ani o stopniach. Gdyby nie szkoła, przeoczylabym wyjątkowe zdolnosci mojej corki - po prostu wydawało mi się,z e tak pisza wszystkie dzieci w jej wieku. Dopiero nauczyciel zwrocił mi uwagę,z e to nie starszy syn jest słaby, tylko corka utalentowana.
                      Je4dnen nauczyciel uczy ppolskiego w jednym roku, drugi w drugim, a jeszcze bywa nauczyciel historii, takze zadający cos do pisania. W domu jest jeden model myslenia, jeden prawidłowy sposób uczenia się, jeden pogląd. Wystarczy, aby dziecko nauczyć programu szkolnego, za malo, aby nauczyć dziecko samodzielnego, niezaleznego od rodziców myślenia.
                      • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 13:58
                        verdana napisała:

                        > Gdyby nie szkoła, przeo
                        > czylabym wyjątkowe zdolnosci mojej corki - po prostu wydawało mi się,z e tak pi
                        > sza wszystkie dzieci w jej wieku. Dopiero nauczyciel zwrocił mi uwagę,z e to ni
                        > e starszy syn jest słaby, tylko corka utalentowana.

                        Toteż ja nie uważam, że są same plusy w nauce indywidualnej a w nauce zbiorowej same minusy. Pewnie niektóee dzieci czuja sie jak ryby w wodzie wśród rówieśników, szczególnie te bardziej zdolne, śmiałe, potrzebujace rywalizacji. Niektóre pewnie czuja sie w miare dobrze, a niektóre prawdopodobnie rozkwitłyby dopiero w edukacji domowej i taka jest dla nich lepsza.
                        U nas narazie ta ostatnia nie jest tak rozpowszechniona i stąd nie wszyscy potrafią docenić jej zalety.

                        > Je4dnen nauczyciel uczy ppolskiego w jednym roku, drugi w drugim, a jeszcze byw
                        > a nauczyciel historii, takze zadający cos do pisania.

                        Nasza szkoła oparta jest jednak o jednego nauczyciela z danego przedmiotu, czasem nawet to jaki nam sie trafi nauczyciel może zaważyc na dalszej edukacji. Pewien przedmiot możemy pokochać a inny znienawidzić przez nauczyciela jaki nam sie trafi. Już nie mówiąc o tym że może nam sie trafić bardzo kiepski nauczyciel z olewczym stosunkiem do edukacji, co w przypadku rodzica raczej nie będzie miec miejsca smile
                      • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 23:27
                        za malo, aby nauczyć dziecko samodzielnego, nie
                        > zaleznego od rodziców myślenia.
                        100/100.
                        Tylko Verdano, czy jesteś pewna, że zwolennikom ED w ogóle zależy na nauczeniu samodzielnego, niezależnego od rodziców myślenia?
                    • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 13:25
                      Wiesz..ja "swojej" szkole jestem niezmiernie wdzięczna za to, że nie musiałam i nie muszę łączyć roli nauczyciela i matki. Mój syn wie, że nie jest dla mnie "uczniem" -ani rano ani wieczorem.

                      Moj wkład w edukację na pewno jest duży (chociażby podróże), ale to jest nasza wspólna nauka - jesteśmy partnerami.

                      Na pewno dziecku nie brakuje czegoś czego nie zna, ale...kiedy słucham opowieści syna ze szkoły, wiem, że bardzo by mu brakowało tych przeżyć gdyby ktoś chciał mu je zabrać.

                      Jest też inna sprawa..myślę, że wiele dzieci potrzebuje pochwały z zewnątrz. Wybacz, ale pochwała rodziców to nie to samo, bo dzieci czują że to często są pochwały "z urzędu".
                      • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 13:35
                        Tu doadam jeszcze jedno. Krytyka nauczyciele to nie to samo co krytyka matki. A matka w roli nauczyciela, nawet jeśli robi to dyskretnie i z szacunkiem, to krytykować zazwyczaj musi i to dość często. Nie ma takiej możliwosci, aby to nie przełożylo sie na calokształt kontaktów dziecka z matką.
                        Chocby rozmowy przy stole- ostatnio okazało się, że nasz syn nie wie czegos, co zdecydowanie powinien wiedzieć - ze szkoly. Zdziwilismy się, powiedzielismy co i jak - i tyle. Co by się dzialo, gdyby rozmowa przy stole byla dla dziecka dalszym ciągiem lekcji - ja mogę czegos nie poprawić, nie zauwazyć, ze nie wie, nauczyciel nie moze tego zrobić.
                      • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 14:05
                        joa66 napisała:

                        > Na pewno dziecku nie brakuje czegoś czego nie zna, ale...kiedy słucham opowieśc
                        > i syna ze szkoły, wiem, że bardzo by mu brakowało tych przeżyć gdyby ktoś chcia
                        > ł mu je zabrać.

                        No i super. Ja nie neguje szkół w ogóle tylko biorę także domowa edukację pod uwagę jako równie dobra a czasem lepszą. Mam wrażenie że dla mojej córki właśnie byłaby lepsza smile

                        > Jest też inna sprawa..myślę, że wiele dzieci potrzebuje pochwały z zewnątrz. Wy
                        > bacz, ale pochwała rodziców to nie to samo, bo dzieci czują że to często są poc
                        > hwały "z urzędu".

                        I tu znowu całe życie dziecka sprowadzamy do szkoły, czy tylko w szkole dziecko ma szansę spotkać sie z pochwałą? A jak dziecko sie gorzej uczy? to raczej w szkole nie usłyszy za często pochwały..... smile
            • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 12:26
              Poza tym szkoła dobra i niedobra to pojecie względne, zależy czego kto szuka

              To przecież oczywiste. Dlatego należy wybierać szkołę dobrą wg swoich oczekiwań.

              A jaka jest przewaga nauczania domowego nad naczaniem w bardzo dobrej (naszym zdaniem) szkole?
              • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 12:41
                joa66 napisała:

                > Poza tym szkoła dobra i niedobra to pojecie względne, zależy czego kto szuka
                >
                > To przecież oczywiste. Dlatego należy wybierać szkołę dobrą wg swoich oczekiwań
                No ja wybrałam taka szkołę, spełnia wiele moich oczekiwań. Raczem ogólnie uważam że edukacja zbiorowa jest dla niektórych przynajmniej dzieci gorsza niż indywidualna i do tego w przyjaznych i mniej stresowych warunkach.

                > A jaka jest przewaga nauczania domowego nad naczaniem w bardzo dobrej (naszym z
                > daniem) szkole?
                Nie chce mi sie tego wszystkiego pisać, poczytaj sobie zalinkowane przez afrikanę artykuły.
                A w skrócie ogólnie jest to całkowicie indywidualny, bardziej partnerski niz w szkole kontakt z uczącym, wyeliminowanie stresu, współzawodnictwa, które niektórym wcale nie sprzyja, oszczędność czasu, mozliwośc indywidualnego dostosowania nauki do potrzeb dziecka /jedno sprawia mu większa trudnośc i trzeba nad tym dłużej popracować a drugie jest banalne że w zasadzie mozna pominąć/ itd, itp.
                • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 12:52
                  w skrócie ogólnie jest to całkowicie indywidualny, bardziej partnerski niz w szkole kontakt z uczącym, wyeliminowanie stresu, współzawodnictwa, które niektórym wcale nie sprzyja, oszczędność czasu, mozliwośc indywidualnego dostosowania nauki do potrzeb dziecka /jedno sprawia mu większa trudnośc i trzeba nad tym dłużej popracować a drugie jest banalne że w zasadzie mozna pominąć/ itd, itp.

                  To wszytko można mieć w dobrej szkole.

                  p.s. moje dziecko było raczej też z tych nieśmiałych. Po kilku latach SZKOLNEJ edukacji jest tak dobry w publicznych debatach i dyskusjach, że jest wysyłany nawet na zewnętrzne spotkania.
                  • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 12:55
                    No własnie. W domu dyskusji na forum publicznym dziecka się nie nauczy.
                  • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 14:09
                    joa66 napisała:


                    > To wszytko można mieć w dobrej szkole.

                    Tego o co mi chodzi nie będe mieć w najlepszej szkole smile, która jednak bazuje na edukacji zbiorowej
                    • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 14:13
                      ale to o czym pisłaś jest dostępne w szkole zbiorowej ( byś może nie w każdej, być może w niewielu)
                    • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 14:16
                      Cóz, w przeciwieństwie do Ciebie - co pewnie Cię zaskoczy, jestem jedną z niewielu mam, ktora prowadziła edukacje domową. Zamiast zerowki, do ktorej syn nie chodził.
                      Tak, mój syn poszedł do szkoly umiejąc więcej od rówieśnikow, jak najbardziej dostosowany (bo chodził do przedszkola), ale mimo to edukacji domowej nie polecam - role matki i nauczycielki nie powinny być połączone. Chocby dlatego, że dziecko jest zbyt uzaleznione od oceny jednej, najwazniejszej dla niego osoby.
                      • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 16.11.10, 14:23
                        Zdaję sobie sprawę, że pewnie są szkoły , które są zdecydowanie gorsze niż nauka w domu. Wtedy nauczanie domowe jest mniejszym złem.

                        Jednak dobra szkoła może zapewnić to, co dom plus jeszcze więcej smile
                      • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 00:20
                        Chocby dlatego, że dzi
                        > ecko jest zbyt uzaleznione od oceny jednej, najwazniejszej dla niego osoby.


                        ??? Masz niestety bardzo błędne myslenie na temat edukacji domowej. Napisz po prostu, że TY sobie z tym nie poradziłaś i że to nie dla ciebie - kazdy to zrozumie, bo nie kazdy sie do tego nadaje i nie każdy sobie poradzi. A żeby się tym zajmować na poważnie, trzeba do tego poważnie podejść, czyli dowiedziec się na ten temat czegoś więcej. Poczytać, poszerzyć horyzonty, porozmawiać z ludźmi, którzy odnoszą sukcesy na tym polu i mają już jakieś doświadczenie za sobą. Ja stawiam narazie małe kroczki z przedszkolakiem i sama jeszcze nie wiem co z tego dalej wyjdzie, chociaż jestem dobrej myśli i jak dotąd efekty są fajnesmile
                        Po pierwsze i chyba najważniejsze, nauczanie domowe NIE polega (a przynajmniej nie musi i nie powinno polegać) na zamknięciu w domu nad ksiązkami, odizolowaniu od rówiesników i reszty społeczeństwa i oddania dziecka do wyłącznej dyspozycji matki w roli jedynej nauczycielki 24/h.

                        Ludzie, którzy niewiele wiedzą na temat ED, mylą ją z indywidualnym tokiem nauczania prowadzonym przez matkę. A tymczasem, w ED to rodzice lub inne bliskie osoby uczą dziecko (lub organizują mu naukę) w sposób, który wydaje się dla niego najbardziej odpowiedni, dopasowany do (naprawdę!) indywidualnych potrzeb i możliwości percepcyjnych dziecka pozwalając mu przy tym rozwijać swoje pasje. Mama może uczyć niektórych przedmiotów humanistycznych, tata ścisłych, dziadek historii, wujek lekarz pomoże przy biologii czy chemii itp. Można korzystać z pomocy grup wsparcia lub innych rodziców - edukatorów. Dzieci uczone w ten sposób często uczą się także poza domem, w większych grupach, a czasem biorą też udział w niektórych lekcjach w szkołach publicznych czy też uczęszczają na różnego rodzaju zajęcia grupowe typu język, balet, taniec, basen, sporty walki czy zajęcia platyczne (jest więcej czasu na zainteresowania i sport). To nie jest tak, że WSZYSTKIEGO musi uczyć tylko jedna osoba w postaci mamy, tak jak ty to piszesz. Dziecko nabywa wiedzę z różnych źródeł. To się nie odbywa tak jak w szkole, w ścisle ustalony sposób i w okreslonym dniu czy godzinach. Wszystko jest elastyczne, nie ma typowego dnia, lekcji od-do, a nauka sensu stricte trwa dużo krócej, bo więcej i szybciej można zrobić z jednym, dwójką dzieci anizeli 30. Wszystko jest zresztą kwestią organizacji. A organizacja czasu w szkołach domowych jest o wiele bardziej efektywna niż w szkołach (nie marnuje się go na dyscyplinowanie uczniów, sprawdzanie obecności, przechodzenie z klasy do klasy, etc. gdzie własciwej nauki pozostaje pewnie z 20 - 30 minut, przy czym danemu dziecku poświęcone jest pewnie pare sekund z każdej lekcji - reszta to jego bierny odbiór). Większość nauki odbywa się poprzez luźne rozmowy, dyskusje, doświadczenia, eksperymenty, wycieczki - i NIE TYLKO Z MAMĄ. Dostęp do wszelakich źródeł wiedzy w tych czasach jest przeogromny. Istnieje cała masa wspierających stowarzyszeń, które pomagają w nauce domowej. Organizują wszelkiego rodzaju kursy, konferencjie, spotkania i wykłady, opracowywują programy edukacyjne i pomoce naukowe. To duża pomoc, a efekty później są jednak widocznesmile Typowa polska szkoła zabija niestety kreatywność, nie uczy logicznego myślenia i praktycznego podejścia do życia, nia pozwala na wyrażanie własnego zdania. Taka szkoła często ogranicza, tłamsi i dostosowuje do swoich sztywnych ram zabijając indywidualność. A jesli chodzi o rówieśników czy przyjaciół, to możemy ich poznać WSZĘDZIE. Moi akurat nie są ze szkolnej ławy, a z podwórka, wakacji, szkoły rodzenia czy dodatkowych lekcji językasmile
                        To dla mnie nie stanowi więc żadnego problemubig_grin

                        No, ale nikt nikogo nie zmusi i nie przekona. Dla każdego coś miłegosmile
                        W każdym bądź razie, taka forma edukacji od lat jest legalna między innymi w całych Stanach Zjednoczonych, Anglii, Australii, Portugalii, Chile czy Taiwanie, gdzie rodzice nie mają problemu z regulacjami rządowymi. W wielu innych krajach, edukacja taka jest również legalna, ale podlega mniejszym lub większym regulacjom. Edukacja domowa jest z wielu powodów właściwym sposobem nauczania i właśnie dlatego jest całkowicie legalna w Polsce i wielu rodziców ją realizuje z powodzeniembig_grin
                        I być może ja spróbujębig_grin
                        Pozdrawiam.
                        • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 00:33
                          Dodam jeszcze coś ważnego, o czym zapomniałamsmile
                          Tak samo jak nie każdy rodzic nadaje się do takiego sposobu nauczania, tak samo nie jest to dla każdego dziecka. Każdy powinien więc bardzo poważnie zastanowić się co będzie lepsze w jego sytuacji. Trzeba być pewnym, że ta forma będzie najkorzystniejsza dla dziecka. Trzeba go słuchać i za nim podążać. Być może samo będzie chciało koniecznie iśc do szkoły, a być może w szkole będzie się marnowało lub po prostu źle czuło. To ważna decyzja i nie można robic niczego na siłę...
                          • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 07:21
                            A co z naturalnym procesem separacji od rodziców, który powienien się w tym wieku zaczać? Dziecko powinno mieć swoje sprawy, a trudno o to, kiedy uczą je albo rodzice albo inni ludzie, ale w takich warunkach pewnie rodzice też o wszystkim na bieżąco wiedzą.

                            To strasznie przykre dla rodzica, ale od pewnego wieku dziecka powinien przestać wiedzieć o wszystkich jego sprawach. ( Oczywiście nie mam na mysli rzeczy ważnych).

                            afrikanna, na wskazanych stronach o nauczaniu domowym nie znalazłam nic co by świadczyło o tym, że jest to lepsze dla dziecka (mam na mysli całokształt) niz DOBRA szkoła.
                            • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 12:42
                              > A co z naturalnym procesem separacji od rodziców, który powienien się w tym wie
                              > ku zaczać? Dziecko powinno mieć swoje sprawy, a trudno o to, kiedy uczą je albo
                              > rodzice albo inni ludzie, ale w takich warunkach pewnie rodzice też o wszys
                              > tkim
                              na bieżąco wiedzą.

                              ??? Chyba nie przeczytałaś dokładnie tego co napisałam. Dziecko może mieć multum najróżniejszych zajęć pozaszkolnych, na których z oczywistych względów rodziców nie masmile Tak jest z moją córką, która aktualnie ma balet, taniec, kólko teatralne, język angielski i zajęcia grupowe na basenie - ma tam nauczycieli, ma tam rówiesników, mnie tam nie mabig_grin

                              > To strasznie przykre dla rodzica, ale od pewnego wieku dziecka powinien przesta
                              > ć wiedzieć o wszystkich jego sprawach.
                              Ale nie za bardzo rozumiem... Dzieci ZAWSZE mają swoje sprawy, niezaleznie od wieku, ale jaki one mają związek z nauczaniem przedmiotów szkolnych ? chodzi ci o to, że rodzice nie powinni się orientować w czym ich dziecko jest dobre lub słabe ? Bo nie bardzo pojmuję...
                              Wiesz...po podwórku z nią nie biegam z jej koleżankamiwink

                              afrikanna, na wskazanych stronach o nauczaniu domowym nie znalazłam nic co by ś
                              > wiadczyło o tym, że jest to lepsze dla dziecka (mam na mysli całokształt) niz D
                              > OBRA szkoła.
                              Niestety nadal niczego nie zrozumiałaś. Dla jednego dziecka może być lepsze jedno rozwiązanienie, dla drugiego drugie. Nikt nie pisze o przymusie. To sprawa bardzo indywidualna. A tak na marginesie, znalazłaś gdzieś cokolwiek co by znaczyło, że nauczanie domowe jest GORSZE dla dziecka (zakładając, że mówimy o dobrej organizacji, tak samo jak zakładamy ze posyłamy do dobrej szkoły)?
                            • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 13:18
                              joa66 napisała:

                              > A co z naturalnym procesem separacji od rodziców, który powienien się w tym wie
                              > ku zaczać?

                              A ja uważam, że statystyczne dziecko ma niedosyt kontaktów z rodzicami, bo zawsze brak czasu.
                              • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 13:36
                                > A ja uważam, że statystyczne dziecko ma niedosyt kontaktów z rodzicami, bo zaws
                                > ze brak czasu.

                                O to, to właśnie. Jak tak sobie patrzę na większość otaczających mnie rodziców, którzy są w wiecznej pogoni za pieniądzem, wiecznie siedzą w pracy, albo wyjeżdżaja na targi, kursy, szkolenia, to żal mi tych dzieciuncertain I faktycznie, jedyne co oni mogą zrobić, to wybrac dla swoich dzieci jak najlepszą szkołę, która zapełni ich dzieciom znakomitą większość dnia a potem klucz na szyję i do domu. A prawda jest taka, ze dzieci wiecznie zabieganych kasiastych karierowiczów, których coraz więcej do okoła, są nieszczęśliwe. Brakuje im kontaktu i zażyłości w relacjach z rodzicami. (Tam gdzie bieda, to wiadomo - wyboru nie ma).
                                I też mi się wydaje, że niestety w dzisiejszych czasach częściej mamy doczynienia z brakiem czasu dla dzieci i z ograniczonym kontaktem z nimi, aniżeli jego nadmiarem. Psycholodzy biją na alarm.
                                • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 14:14
                                  czas poświęcany dziecku a separacja to dwie różne rzeczy...smile
                        • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 10:09
                          Przy edukacji domowej widzę jedną pułapkę - niestety, rodzicom trudno jest złapać dystans do niewiedzy czy nieumiejętności własnych dzieci. No i patrzy człowiek potem na takie dziecko, skądinąd w wielu dziedzinach fajne i całkiem do rzeczy - jak na głupka, bo dziecię czegoś tam pojąć nie może (no przecież to takie proste, a on/ona to głupek jakiś...). Z moich obserwacji wynika, że talenty pedagogiczne rodzica nie mają w tej sytuacji większego znaczenia wink
                          • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 12:45
                            Przy edukacji domowej widzę jedną pułapkę - niestety, rodzicom trudno jest złap
                            > ać dystans do niewiedzy czy nieumiejętności własnych dzieci. No i patrzy człow
                            > iek potem na takie dziecko, skądinąd w wielu dziedzinach fajne i całkiem do rze
                            > czy - jak na głupka, bo dziecię czegoś tam pojąć nie może (no przecież to takie
                            > proste, a on/ona to głupek jakiś...). Z moich obserwacji wynika, że talenty pe
                            > dagogiczne rodzica nie mają w tej sytuacji większego znaczenia wink

                            A to juz Twoje doświadczenia i obserwacje z własnego podwórka. Może jak zacznę myśleć o swoim dziecku jak o głupku, to wtedy się zastanowię nad rezygnacją z EDsmile Narazie jestem spokojnabig_grin
                            • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 22:15
                              po prostu za którymś tan tłumaczeniem czysty szlag cię trafia, że dziecię twoje - po tak szalenie inteligentnych rodzicach - nie potrafi pojąć dodawania czy innego prostego (dla dorosłych) cholerstwa. Mój ojciec - swego czasu utrzymujący się z korepetycji z matematyki - nie potrafił wytłumaczyć czegoś tam swoim latoroślom. W związku z tym przy matematyce pomógł mnie i siostrze dwa razy: pierwszy i ostatni. wink Ten sam pan, już jako dziadek, doskonale sprawdza się jako pomoc matematyczno-fizyczna dla wnuczek. Pokłady jego cierpliwości są nieograniczone, tłumaczenia jasne i spójne, dziewczyny sobie to cenią.
                              IMHO: rodzice nie powinni brać się do uczenia własnych dzieci (do uczenia dzieci sąsiadów mogą mieć całkiem stosowne kwalifikacje). Poza ewentualnym brakiem cierpliwości i załamywaniem rąk nad głupotą własnego potomstwa, dochodzi tu jeszcze tendencja albo do niedoceniania własnego dziecka albo do jego przeceniania. Po prostu rodzic ma zaburzony obiektywizm.
                              • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 22:50
                                morekac napisała:

                                > po prostu za którymś tan tłumaczeniem czysty szlag cię trafia, że dziecię twoj
                                > e - po tak szalenie inteligentnych rodzicach - nie potrafi pojąć dodawania czy
                                > innego prostego (dla dorosłych) cholerstwa. Mój ojciec - swego czasu utrzymując
                                > y się z korepetycji z matematyki - nie potrafił wytłumaczyć czegoś tam swoim la
                                > toroślom. W związku z tym przy matematyce pomógł mnie i siostrze dwa razy: pier
                                > wszy i ostatni. wink

                                Toteż nie kazdy sie do tego nadaje. Niektórzy rodzice tak osobiście i ambicjonalnie podchodzą do edukacji swoich dzieci że nawet nie powinni im pomagać w lekcjach, które przynoszą z "normalnej" szkoły smile
                                • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 23:15
                                  A jeśli rodzic się nie nadaje, a mimo to uprze się na osobiste uczenie swoich dzieci? To co wtedy?
                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 00:01
                                    To na takich palantów nie ma rady czy dziecko chodzi do szkoły czy niewink
                                    rodzice mogą wyrządzać dziecku krzywdę niezaleznie od przybranej formy edukacji. Dziecko może być zahukane, kontolowane, zalęknione i uzaleznione od zaborczych rodziców nawet jesli chodzi do szkoły. Tak jak pisałam, mam uczennicę, która niemalże sika w majtki ze strachu przed reakcją rodziców na ocene gorszą niż 5. Debile są wszędzie niestetysad
                                    A jesli chodzi o przyswojoną wiedzę, egazminy zweryfikują.
                                    Mądrzy rodzice, wybiorą najlepszą opcję dla swojego dziecka. Głupi, zawsze takimi pozostaną.
                                    • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 00:58
                                      Osobiście nie mam nic przeciwko uczeniu kilkorga dzieci przeróżnych przedmiotów nawet nie nauczyciela, a pasjonata.
                                      Niemniej jestem zasadniczo przeciwna temu, aby to rodzice byli głównymi nauczycielami swoich dzieci. I wcale nie o sikanie w majtki chodzi.
                                      Bo trudno jest powiedzieć takiemu ojcu czy matce: źle tłumaczysz i za dużo gadasz. Bo byłoby im przykro. I dziecku także. Jeśli dziecko ma jakieś uwagi dotyczące pracy każdego innego nauczyciela, jest szansa, że wypowie je bez zbędnych skrupułów. I jesli te uwagi są istotne, można coś z tym zrobić. Chociażby nieszczęsnego ucznia pocieszyć.
                                      • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 07:58
                                        morekac napisała:


                                        > Bo trudno jest powiedzieć takiemu ojcu czy matce: źle tłumaczysz i za dużo gada
                                        > sz. Bo byłoby im przykro. I dziecku także.

                                        łatwiej niż nauczycielce w szkole smile
                                        • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 09:31
                                          Niekoniecznie. Można powiedzieć rodzicom, że nauczyciel palant, nie nauczycielowi. A rodzice mogą już spróbować coś z tym zrobić. wink
                                          • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 10:26
                                            morekac napisała:

                                            > Niekoniecznie. Można powiedzieć rodzicom, że nauczyciel palant, nie nauczycie
                                            > lowi. A rodzice mogą już spróbować coś z tym zrobić. wink

                                            Wiesz co wielu uczniów tak mówi i nic z tego nie wynika, rodzice machaja ręką albo jeszcze opier...czą.
                                            • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 10:48
                                              W obu szkołach moich córek rodzice nie machają. O dziwo.
                                              Natomiast moja córka nie może się zdobyc na to, aby powiedzieć ojcu - pasjonatowi chemii i biologii - że jego tłumaczenia i wyjaśnienia są wprawdzie ok, ale dużo za obszerne, jak na jej obecne potrzeby i możliwości percepcyjne. Tata sam z siebie nie jest w stanie ograniczyć swojego chemicznego słowotoku. wink A to dotyczy tylko sporadycznych 'konsultacji przedmiotowych'.
                                              • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 11:10
                                                morekac napisała:

                                                > W obu szkołach moich córek rodzice nie machają. O dziwo.

                                                A co robią? jeśli można wiedzieć?
                                                • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 11:16
                                                  Robią tzw.afery... Skuteczne. wink
                                                  • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 13:25
                                                    Wiesz, mnie się wydaje że żeby zrobić skuteczną aferę to trzeba mieć solidne podstawy a nie opinie uczniów o nauczycielu że jest palant wink
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 14:11
                                                    Wybacz, jeśli żaden z gimnazjalistów nie jest zadowolony z nauczyciela, który to nauczyciel celem utrzymania porządku przedyktowywuje podręcznik i nie zrobi na lekcjach nawet ćwierć zadania, to przedyskutowanie tego z wychowawczynią na zebraniu nazwiesz bezpodstawnym robieniem afery?
                                                  • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 15:14
                                                    morekac napisała:

                                                    > Wybacz, jeśli żaden z gimnazjalistów nie jest zadowolony z nauczyciela, który
                                                    > to nauczyciel celem utrzymania porządku przedyktowywuje podręcznik i nie zrobi
                                                    > na lekcjach nawet ćwierć zadania, to przedyskutowanie tego z wychowawczynią na
                                                    > zebraniu nazwiesz bezpodstawnym robieniem afery?

                                                    Interesuje mnie czy ten nauczyciel został zwolniony?...... wink
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 13:45
                                                    No i co zostanie zrobione w przeciętnej polskiej szkole w przypadku gdy dzieci zgłaszają, że nauczyciel jest nudny jak flaki z olejem albo kiepsko tłumaczy, albo równie zawile jak twój mąż ?
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 14:02
                                                    Zmienia się nauczyciela. Serio.
                                                    Albo nauczyciel robi wysiłki, aby swoje metody zmienić. wink
                                    • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 01:00
                                      A to, że rodzice są palantami, wyjdzie na egzaminach. Tylko kto poniesie konsekwencje?
                                      • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 08:00
                                        morekac napisała:

                                        > A to, że rodzice są palantami, wyjdzie na egzaminach.

                                        I nie tylko na egzaminach i to nie chodzi jedynie o sprawę edukacji.
                                      • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 13:35
                                        A to, że nauczyciele są palantami, wyjedzie równiez na egzaminach. I kto poniesie konsekwencje ? No jednak wydaje mi się, ze rodzice bardziej zadbają o wiedzę swojego dziecka, aniżeli jakis tam obcy nauczyciel, który ma wyłożyć wiedzę 30 innym dzieciom i lecieć dalej z programem. Rodzic zatrzyma się nad tym, co sprawia kłopoty i trzeba bardziej wyćwiczyć, a szybciej przeleci przez łatwy dla dziecka materiał. W szkole nie masz tej możliwośći. Nauczyciel po prostu leci z materiałem bo musi się wyrobić i nie ogląda się na kogos kto odstaje.
                                    • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 11:05
                                      Tak jak pisałam, mam uczennicę, która
                                      > niemalże sika w majtki ze strachu przed reakcją rodziców na ocene gorszą niż 5.

                                      Ale ta uczennica ma szczęście, że oprócz rodziców ma jeszcze Ciebie jako jeden z autorytetów i wychowawcę I Ty możesz nauczyć ją dystansu do szkolnych stopni. Gdyby rodzice byli jedynymi jej autorytetami, sikałaby 15 razy bardziej, bo cały czas byłaby kontrolowana.
                                      • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 13:48
                                        > Ale ta uczennica ma szczęście, że oprócz rodziców ma jeszcze Ciebie jako jeden
                                        > z autorytetów i wychowawcę I Ty możesz nauczyć ją dystansu do szkolnych stopni.
                                        > Gdyby rodzice byli jedynymi jej autorytetami, sikałaby 15 razy bardziej, bo ca
                                        > ły czas byłaby kontrolowana.

                                        Dzięki za uznaniesmile Ale skąd wiesz, że ma szczęście ? Może ja też jestem wredną suką i wcale jej nie pomagam tylko wręcz przeciwnie ?
                                  • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 07:57
                                    morekac napisała:

                                    > A jeśli rodzic się nie nadaje, a mimo to uprze się na osobiste uczenie swoich d
                                    > zieci? To co wtedy?

                                    Ja myślę że ten kto sie naprawdę nie nadaje to się za to nie weźmie. Wezmą sie rodzice pasjonaci.
                                    A błędy to moga się zdarzyć także w szkole jak dziecko trafi np. do złego nauczyciela, do złego środowiska rówieśników - i to może być także na całe życie.
                          • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 12:46
                            morekac napisała:

                            > Przy edukacji domowej widzę jedną pułapkę - niestety, rodzicom trudno jest złap
                            > ać dystans do niewiedzy czy nieumiejętności własnych dzieci.

                            To napewno racja ale może to być także plusem. Rodzicowi będzie bardziej zależało żeby dziecko coś pojęło, zrozumiało, nauczyciel w szkole - oleje.
                            • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 14:13
                              tak, i na tym polega pulapka, ze rodzicowei za bardzo zależy.
                              A dziecko - dziecko CODZIENNIE oceniane przez rodzica, o ile jest nie najlepszym uczniem bedzie się w domu czulo tak, jak slasby uczeń w klasie. jako ktoś, kto sprawia problemy. Nie można nie spelniać oczekiwań rodzicow miedzy 8 a 14, a potem być ich idealnym synkiem czy coreczką.
                              Rodzic-nauczyciel ma też obowiązek korygować wszystkie błedy szkolne dziecka przez caly dzień, jako rodzic moze machnąć reką na to, ze dziecko w laurce zrobilo błędy, ale uczac dziecko w domu musi mu te błędy wskazać. I w ten sposób nie ma chwili, gdy dziecko moze czuć się tylko dzieckiem, nie uczniem.
                              • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 14:27
                                Toteż nie każdy sie prawdopodobnie do tego nadaje a z drugiej stropny takie wypaczenia, o których piszesz to zdarzają sie także w przypadku dzieci uczacych się w szkole.
                                • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 14:41
                                  Jakie wypaczenia?
                                  To, co nazywasz "wypaczeniem" bedzie obowiązkiem kazdego rodzica bedącego jednioczesnie nauczycielem. nauczyciel nie może pewnych błędów pozostawić bez komentarza, rodzic moze.
                                  I wyobraź sobie, jakie to ma skutki dla dziecka. Rozmawiasz z nim sobie swobodnie na spacerze czy przy obiedzie - i widzisz, ze dziecko popelnia jakiś powazny błąd, albo czegoś zwyczajnie nie umie. Wobec tego albo od razu zwracasz mu uwagę, albo w czasie lekcji powtarzasz z nim to, czego nie umiał w czasie rozmowy. Po paru tygodniach dziecko zorientuje się, ze przez caly dzień jest faktycznie uczniem, ktory powinien dawać mamie prawidłowe odpowiedzi.
                                  I zastanów się też, co zrobisz w razie klęśk edukacyjnych. Moja córka nie zna się na zegarku. Nie zna się, mimo uczenia jej tego przez cale lata. ja moge machnąć ręka, bo nie tylko ja ją uczylam - czy jesteś w stanie machnąć ręką na to, ze Ty nie potrafisz czegos nauczyć?
                                  I jeszcze jedno - czy zastanawiałaś się, czy potrafisz rozbudzić zainteresowanie dziecka przedmiotem, ktory Cię w ogóle nie interesuje, czy dziecko będzie raczej skazane na powielanie Twoich zainteresowań?
                                  Nienawidzę biologii, moj syn ją bardzo lubił. Gdybym ja go uczyla - nie byloby na to szans. Za to ja lubię historię, a syn jej nie znosi - gdybym go uczyla, odczulabym to jako swoją porazkę.
                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 14:59
                                    W szkole tez nie wybierasz nauczyciela. Może sie trafić taki, który ci skutecznie obrzydzi przedmiot do końca życia. Albo i całe zycie szkolne ci uprzykrzy. Nie udawajmy, ze wszyscy nauczyciele są z powołaniem i z pasją podchodzą do nauczania, bo wszyscy wiemy że tak nie jest. Tak naprawdę, to ci dobrzy są jednak w mniejszościuncertain
                                    • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 17:10
                                      Tak, jeden przedmiot, a i to do jednego przedmotu dziecko będzie miało w czasie swojej edukacji minimum dwóch-trzech nauczycieli. Rodzic może obrzydzić wszystkie+zycie rodzinne.
                                      Jeśli dziecko nie lubi się uczyć, nie lubi szkoly, istnieje opcja zmiany szkoly. gdy uczy rodzic dziecko nawet nie ma opcji narzekania, bo nie ma komu się pozalić, ze lekcji za dużo, albo że nudne.
                                      Pewnie, ze są fatalni nauczyciele, ale dziecko ma przynajmniej kogoś, kto wysłucha żalu i weźmie jego stronę. Ale bywają też nauczyciele, ktorzy potrafią rozbudzić w dziecku pasję, ktorej rodzice nie mają, albo dostrzec talent, ktory rodzice przeoczyli - albo dostrzec problemy, ktorych źrodlem bywają rodzice....
                                      • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 20:47
                                        Mam wrażenie że podchodzisz do spraw edukacji jako do czegoś nieprzyjemnego dlatego tak bardzo jesteś za oddzieleniem szkoły i domu. Bo szkoła to miejsce na które można ponarzekać w domu, a dom ma być azylem i wytchnieniem od szkoły.
                                        A w edukacji domowej nie ma takiego ostrego rozgraniczenia. Edukacja odbywa się obok życia rodzinnego w przyjaznym środowisku.
                                  • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 20:41
                                    verdana napisała:

                                    > Jakie wypaczenia?

                                    No takie o których pisałaś smile zbyt ambicjonalne podchodzenie rodzica do spraw edukacji dziecka. Czy myślisz że nie ma rodziców którzy całkowicie kontrolują poziom edukacji dziecka chodzacego do szkoły? Ależ są!

                                    > I wyobraź sobie, jakie to ma skutki dla dziecka. Rozmawiasz z nim sobie swobodn
                                    > ie na spacerze czy przy obiedzie - i widzisz, ze dziecko popelnia jakiś powazny
                                    > błąd, albo czegoś zwyczajnie nie umie. Wobec tego albo od razu zwracasz mu uwa
                                    > gę, albo w czasie lekcji powtarzasz z nim to, czego nie umiał w czasie rozmowy.

                                    No ale tego to ja juz nie rozumiem, jesli widze że dziecko popełnia jakis poważny błąd albo nie umie czegoś co powinno umiec to reaguję niezależnie od tego czy chodzi do szkoły czy uczy się w domu. Jak chodzi do szkoły to mam prawo to olać?.....


                                    >Za to ja lubię historię, a syn jej nie znosi - gdybym go uczyla, o
                                    > dczulabym to jako swoją porazkę.

                                    A ja myślę że ja nie smile dlatego włąsnie nie kazdy sie na nauczyciela domowego nadaje. Rodzic który odrazu wie, że nie złapie dystansu do edukacji dziecka nie powinien się za to brać.
                                    • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 21:07
                                      Także wtedy, gdy sobie lużno rozmawiacie? gdy daje Ci laurke? Gdy dobrze wiesz, ze czegoś nie umie (jak moje dziecko zegarka, albo drugie - dat) i machasz ręka, ale jako nauczyciel nie mozesz machnąć, tylko musisz dziecko poprawić? Cały dzień w ten sposob dziecko korygujes, poprawiasz, dziecko rozmawia z Tobą, ale jest oceniane jako uczeń. jako matka możesz pewne rzeczy pominąć, jako nauczyciel - nie.
                                      • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 21:32
                                        verdana napisała:

                                        > Także wtedy, gdy sobie lużno rozmawiacie? gdy daje Ci laurke? Gdy dobrze wiesz,
                                        > ze czegoś nie umie (jak moje dziecko zegarka, albo drugie - dat) i machasz ręk
                                        > a, ale jako nauczyciel nie mozesz machnąć, tylko musisz dziecko poprawić?

                                        Ale ja czuje się w pewnym sensie nauczycielem mojego dziecka, jego przewodnikiem, kimś zaufanym. Ty nie? W luźnej rozmowie też potrafię zwrócić uwagę i poprawić jakiś błąd /i nawet w laurce smile/ To nie uwłacza ani dziecku ani mnie. Mam wrażenie, że umiem to zrobić w sposób przyjazny dla dziecka, napewno ona nie czuje się z tym źle. Umiem z nią rozmawiać.
                              • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 14:54
                                No...a w szkołach to dopiero wyścig szczurów, który z resztą nakręcają między innymi właśnie rodziceuncertain Bo moje dziecko musi być najlepsze, musi miec najlepsze oceny, najlepiej niech chodzi na korki ze wszystkiego co się da (nie dalej jak pare dni temu oglądałam o tym program TV - korepetytorzy już dla dzieci klas 1-3! Nawet jesli dziecko potrzebuje dodatkowej pomocy, to ja sie pytam gdzie są rodzice ?). A takich rodziców wiecznie niezadowolonych z własnych dzieci chodzących do szkoły jest zatrzęsienie. Przerost ambicji nad możliwościami, wieczne strofowanie, rosnące wymagania, wytykanie błędów i wyzywanie od głąbów bo dostało 3 a nie 5, dawanie kasy za dobre oceny i kar za złe, zajęcia dodatkowe do późnych godzin wieczornych. Rodziców wiecznie ślęczących w szkołach i wypytujących czy ich dzieciątko wysmarkało nosek, tez jest mnóstwo. Mnóstwo jest też takich, którzy się niczym nie interesują i zostawiają dzieci samopas. Dlaczego widzisz tylko minusy w Ed a same plusy w szkołach ? Dlaczego uwazasz, ze mama ucznia szkolnego jest lepszą mamą od tej, która poświęca więcej czasu i uwagi swojemu dziecku ? wszystko to co piszesz, można równie dobrze odnieść do matek uczniów w tradycyjnych szkołach. Dobra mama jest dobra mamą, a zła złą. Niezaleznie od tego jaką formę edukacji dla swoich dzieci wybierze. Pułapki są wszędzie i błędów się nie uniknie. Cudów nie ma. Za dużo mam wariatek już w swoim zyciu zawodowym spotkałamwink Są i takie kontrolujące niemalże każdy krok swojego dziecka i wytykające każdy błąd...pomimo że chodzi szkoły. Mam taką jedną znerwicowaną uczennicę, która niemalże sika w majtki jak dostanie mniej niż 5 - z lęku przed rodzicami niestetyuncertain
                                • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 14:58
                                  To trzeba wybrać szkołę bez wyscigu. Można. Bez większego problemu. I zachowywać sie jako rodzic racjonalnie, nie ma obowiązku śleczenia w szkolach.
                                  Dobra mama jest dobrą mamą, mamą własnie, a nie nauczycielką - bo w wielu wypadkach rola mamy i nauczycielki sa ze sobą sprzeczne.
                                  Nie mam nic przeciwko rezygnacji ze szkoły i uczeniu dzieci na kompletach, uwazam jednak, ze uczenie własnego dziecka jest dla dziecka złym rozwiązaniem.
                                  • ratyzbona Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 16:52
                                    No a co jeśli dziecko chce brać udział w wyścigu? Ja np. musiałam być ciągle porównywana z rówieśnikami by mieć napęd do nauki - ambicja może nie jest najszlachetniejszą cechą ale wiele dzieci ją posiada - chcą być najlepsze wśród rówieśników - chcą mieć tą piątkę by zaimponować sobie czy nauczycielowi ( wielu rzeczy w szkole sie nauczyłam by zaimponować nauczycielom) albo po prostu lubią być lepsze. Rodzicom zaimponować nie chciałam bo przecież dobrze mnie znali. Tak więc rywalizacja nie jest tylko dla rodziców - przydaje się też uczniom. Poza tym np. na moim wydziale ( historia) 99% studentów poszło na ten kierunek bo gdzieś kiedyś poznali nauczyciela, który zaszczepił w nich pasję. nie posyłając dziecka do szkoły pozbawiacie go właśnie tego jednego nauczyciela który może zmienić ich życie. Pomysł by cała rodzina zbierała się i uczyła dziecko jakoś do mnie nie przemawia. W ten sposób dziecko zawsze jest tylko uczniem nigdy sobą.
                                    • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 20:58
                                      ratyzbona napisała:

                                      > No a co jeśli dziecko chce brać udział w wyścigu? Ja np. musiałam być ciągle po
                                      > równywana z rówieśnikami by mieć napęd do nauki - ambicja może nie jest najszla
                                      > chetniejszą cechą ale wiele dzieci ją posiada - chcą być najlepsze wśród rówieś
                                      > ników

                                      Najlepszy to pewnie kazdy by chciał być tylko nie wszystkim to wychodzi jednakowo.
                                      Jesli dzicko strasznie lubi wyścigi to niech idzie do szkoły, to najlepsze wyjście dla takiego dziecka.
                                  • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 20:55
                                    verdana napisała:

                                    > Dobra mama jest dobrą mamą, mamą własnie, a nie nauczycielką - bo w wielu wypad
                                    > kach rola mamy i nauczycielki sa ze sobą sprzeczne.

                                    Ależ zupełnie się niezgodzę, dobra matka powinna być także najlepsza nauczycielką i autorytetm w wielu dziedzinach, to dlaczego nie w matematyce czy biologii, jesli czuje się na siłach..... to dziecko jest w najlepszych rękach jakich mogłoby się znaleźć smile
                                    • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 21:16
                                      To w takim razie powiem szczerzer - matka, ktora jest przekonana, ze powinna być jedynym i autorytetem dla dziecka w kazdej dziedzinie, że nikt na świecie nie nauczy dziecka lepiej i nie bedzie dla niego w biologii czy matematyce lepszy od matki - nigdy w życiu nie powinna uczyc dziecka.
                                      Bo nie będzie w stanie podejść do siebie krytycznie. Bo uczy dziecko nie dla dobra dziecka, tylko po to, aby nie okazało się, ze ktos inny da dziecku w jakiejkolwiek dziedzinie więcej.
                                      nauczyciel z takim brakiem krytycyzmu i takim doskonalym mniemaniu o swoich mozliwosciach nigdy nie jest dobrym nauczycielem.
                                      Moim zdaniem chodzi tu nie o dobro dziecka, ale o zawlaszczenie go, o to, aby nikt nie stał sie dla mamusi - najwyższego autorytetu - konkurencją. I o to chodzi, aby dziecko żyło w cieniu mamy, aby ceniło tylko mamę, aby nie podważało autorytetu.
                                      • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 22:22
                                        matka, ktora jest przekonana, ze powinna by
                                        > ć jedynym i autorytetem dla dziecka w kazdej dziedzinie, że nikt na świecie nie
                                        > nauczy dziecka lepiej i nie bedzie dla niego w biologii czy matematyce lepszy
                                        > od matki - nigdy w życiu nie powinna uczyc dziecka.

                                        o matko, verdana.... ty nadal nic nie rozumiesz. Cztatałaś dokładnie o co chodzi w ED ?
                                        Dlaczego uważasz matkę za JEDYNY autorytet w KAŻDEJ dziedzinie ? no nie moge tego pojąć. To wcale tak nie wygląda...już nie wiem jak to wytłumaczyć - masz błędne i bardzo stereotypowe myślenie w tym temacie.

                                        Bo nie będzie w stanie podejść do siebie krytycznie. Bo uczy dziecko nie dla do
                                        > bra dziecka, tylko po to, aby nie okazało się, ze ktos inny da dziecku w jakiej
                                        > kolwiek dziedzinie więcej.
                                        Skąd Ty żeś to wzięła ? Skąd takie pomysły ? Nawet by mi to w życiu do głowy nie przyszło...dziwny tok rozumowania.

                                        Moim zdaniem chodzi tu nie o dobro dziecka, ale o zawlaszczenie go, o to, aby n
                                        > ikt nie stał sie dla mamusi - najwyższego autorytetu - konkurencją. I o to chod
                                        > zi, aby dziecko żyło w cieniu mamy, aby ceniło tylko mamę, aby nie podważało au
                                        > torytetu.
                                        ??? Zapędziłaś się i to bardzo. Rozmowa stała się bezprzedmiotowa, bo ty i tak wszytsko wiesz najlepiej, wiesz kto jakim jest rodzicem i co jest dla każdego dziecka najlepsze (a ewidentnie sądzisz według siebie).
                                        Może trzeba w takim razie zakazać ED, a rodziców którzy mają takie podłe zamiary wsadzać do więzień. A może skoro jesteś taka przeświadczona o szkodliwości i destrukcyjności ED to masz na poparcie swoich słów jakies badania naukowe, które pokazuja jakie biedne te dzieci po ED ?


                                      • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 22:58
                                        verdana napisała:

                                        > To w takim razie powiem szczerzer - matka, ktora jest przekonana, ze powinna by
                                        > ć jedynym i autorytetem dla dziecka w kazdej dziedzinie, że nikt na świecie nie
                                        > nauczy dziecka lepiej i nie bedzie dla niego w biologii czy matematyce lepszy
                                        > od matki - nigdy w życiu nie powinna uczyc dziecka.

                                        Przeciez nie o to mi chodziło tylko bardziej o bliski kontakt nauczyciel-uczeń i o atmosferę samej edukacji. W tej sferze matka ma duże szanse być dla dziecka najlepszym nauczycielem smile
                                        • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 09:57
                                          Nie, absolutnie nie ma szans. W kontaktach uczeń-nauczyciel bliski kontakt przeszkadza. Dziecko nie chce matce sprawić przykrości - czyli nie powie jej, ze źle uczy, nie poskarzy się nikomu, ze matka nudzi. I odwrotnie - kochający rodzic raczej nie oceni obiektywnie dziecka. A jeśli oceni - to jest dopiero problem, bo rodzic nie jest od obiektywnej oceny.
                                          • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 10:37
                                            verdana napisała:

                                            > Nie, absolutnie nie ma szans. W kontaktach uczeń-nauczyciel bliski kontakt prze
                                            > szkadza.

                                            No widzisz, a ja uważam że sprzyja!

                                            > I odwrotnie - kochający rodzic
                                            > raczej nie oceni obiektywnie dziecka. A jeśli oceni - to jest dopiero problem,
                                            > bo rodzic nie jest od obiektywnej oceny.

                                            Rodzic ma uczyć, kierować, pomagać w edukacji i w przyswajaniu wiedzy. Co Ty z tym ocenianiem?
                                            To są właśnie naleciałości z edukacji zbiorowej. Bez ocen sie nie obejdzie i bez porównywania z innymi i bez wyścigu, kto lepszy..... Myśle że obiektywną ocenę może przeprowadzić każdy jak koniecznie tego potrzebuje /nawet sam uczeń wink/- przeciez sa narzędzia do tego no i sa testy sprawdzajace poziom osiagniętej wiedzy.
                                            • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 11:08
                                              nie wszystko da się sprawdzić testami - na szczeście.
                                              Ocene jest potrzebna chociażby po to, by wiedzieć, czy jakaś partia materiału jest już opanowana, czy też trzeba jeszcze nad tym popracować, by wiedzieć, w czym dziecko jest rzeczywiście uzdolnione, a z czym sobie radzi gorzej, jakie zdolności rozwijać, etc.
                                              • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 13:27
                                                srebrnarybka napisała:

                                                > nie wszystko da się sprawdzić testami - na szczeście.
                                                > Ocene jest potrzebna chociażby po to, by wiedzieć, czy jakaś partia materiału j
                                                > est już opanowana, czy też trzeba jeszcze nad tym popracować, by wiedzieć, w cz
                                                > ym dziecko jest rzeczywiście uzdolnione

                                                A nauczyciel w szkole to jak to sprawdza? Jakąś magią się posługuje? wink
                                              • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 14:12

                                                Wcale do tego nie jest potrzebna żadna wymierna ocena.
                                                W ED nie trzeba posługiwać się ocenami sensu stricte, bo po co ? Na bieżąco szacuje się czy dana kwestia została przyswojona w miarę możliwości i na dziecka miarę możliwości najlepiej jak się da. Przecież nikt nie będzie się bawił w wystawianem 3,4 czy 5. Rodzic czy inny nauczyciel po prostu WIE co jeszcze trzeba poćwiczyć, co jest przyswojone na wystarczającym poziomie a co już nawet wykracza poza wymagany poziom. JA udzielając korepetycji, nie wystawiam swoim uczniom ocen. Po prostu wiem gdzie ma braki a co już jest ekstra i jestem w stanie przygotować go do egzaminów nie robiąc mu ani jednej kartkówki czy klasówki. Możemy rozwiązywac testy nie skupiając się na liczeniu punktów, a jedynie na wyłapywaniu błędów i eliminowaniu ich. Pracując indywidualnie widać jest po prostu gołym okiem co idzie gorzej, co lepiej, czym się dziecko interesuje i co chciałoby rozwijać.
                                                • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 15:15
                                                  Afrikana, a czy to samo byłabyś w stanie powiedzieć o przedmiocie, który nie jest twoją specjalnością?
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 22:27
                                                    > Afrikana, a czy to samo byłabyś w stanie powiedzieć o przedmiocie, który nie je
                                                    > st twoją specjalnością?
                                                    Jestem w stanie zapewnim mojemu dziecku specjalistów w swoich dziedzinachsmile NIGDZIE nie pisałam, a wręcz przeciwnie, cały czas tłumaczę, że nie zamierzam się tym zajmować tylko i wyłącznie JA SAMAsmile
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 09:19
                                                    nie zamierzam się
                                                    > tym zajmować tylko i wyłącznie JA SAMAsmile

                                                    A koszty policzyłaś? Bo to raczej bedzie kosztowna impreza.
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 23:09
                                                    > A koszty policzyłaś? Bo to raczej bedzie kosztowna impreza.

                                                    Koszta to już inna dyskusja. Ja się o nie akurat nie martwię. A myślę, ze niejedna dobra prywatna szkoła więcej kosztujesmile
                                            • joannab-o Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 14:20
                                              Uczyłam moje dzieci, szczególnie najstarszego syna przed pójściem do szkoły, to była prawdziwa ED. W szkole nie zwracał on najmniejszej uwagi na słoneczka i chmurki, sam z siebie - ja nie zauważałam znaczków w książce, on nigdy mi ich nie pokazywał. Znaczy "dramat oceniania" go nie dotknął wink

                                              Jasne, że ocenianie postępów, żeby mierzyć zamiar według sił, a czasem siły na zamiary wink jest konieczne, ale to nie ma nic wspólnego z ocenianiem dziecka. I nie ma co cudować, że to takie trudne, zresztą co jakiś czas można sobie zafundować konsultację z zawodowym nauczycielem.

                                              Chciałabym mieć warunki, żeby uczyć tak swoje najmłodsze dziecko, bo mam złe doświadczenia ze szkołą.

                                              A poza dyskusją: Czy są już gdzieś dostępne odpowiedniki worksheets po polsku?
                                • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 11:16
                                  Dlaczego uwazasz, ze mama ucznia
                                  > szkolnego jest lepszą mamą od tej, która poświęca więcej czasu i uwagi swojemu
                                  > dziecku ?

                                  Dlatego, że dobra matka nie polega na tym, by poświęcała jak najwięcej czasu i uwagi dziecku, tylko na tym, by możliwie najlepiej zaspokajała potrzeby dziecka. Więc matka, która poświęca czas i uwagę na rzeczy zbędne, a nawet szkodliwe, bo z większym pożytkiem nauczy tego dziecka szkoła, wcale nie jest lepszą matką od tej, która wysyła dziecko do szkoły, by tam zostały zaspokojone jego potrzeby.
                                  Na tej samej zasadzie za lepszą matką możnaby uznać matkę bez wykształcenia medycznego, która zamiast pójśc z chorym dzieckiem do lekarza, usiłuje leczyć sama. Też poświęca więcej wysiłku i uwagi, a rezultat wręcz szkodliwy. Zresztą był taki wypadek w mojej rodzinie: moi dziadkowie przed wojną nie oddali 5 letniego synka do szpitala na operację wyrostka, bo gdzież będzie dziecku lepiej, niż w domu, i zapłacili lekarzowi za przeprowadzenie operacji w domu. Oczywiście dziecko zmarło na zakażenie. Dziadkowie poświęcii mu więcej uwagi, niż gdyby oddali do szpitala, a skutek był tragiczny.
                                  • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 13:38
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > Na tej samej zasadzie za lepszą matką możnaby uznać matkę bez wykształcenia med
                                    > ycznego, która zamiast pójśc z chorym dzieckiem do lekarza, usiłuje leczyć sama
                                    > . Też poświęca więcej wysiłku i uwagi, a rezultat wręcz szkodliwy.

                                    Wiesz ja np. wcale nie uważam, że z chorym dzieckiem nalezy zawsze lecieć do lekarza. Idę do lekarza jesli mnie cos niepokoi i ew. po lekarstwa, których sama sobie nie moge wypisać. W wilu przypadkach to ja wręcz sugeruję lekarzowi na co ma zwrócić uwagę. Bo to ja znam lepiej moje dziecko, wiem jak się zachowuje w czasie choroby, wiem co mu pomaga.
                                    Podobnie myślę jest w edukacji, zawsze przeciez mogę sie poradzić mądrzejszych i bardziej doświadczonych, ale to ja znam moje dziecko najlepiej a dziecko ma do mnie zaufanie.
                                    • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 15:12
                                      Wiesz ja np. wcale nie uważam, że z chorym dzieckiem nalezy zawsze lecieć do le
                                      > karza. Idę do lekarza jesli mnie cos niepokoi i ew. po lekarstwa, których sama
                                      > sobie nie moge wypisać. W wilu przypadkach to ja wręcz sugeruję lekarzowi na co
                                      > ma zwrócić uwagę. Bo to ja znam lepiej moje dziecko, wiem jak się zachowuje w
                                      > czasie choroby, wiem co mu pomaga.

                                      Pozostaje tylko życzyć, żeby dziecko nie dostało jakiejś groźnej choroby, którą zlekceważysz, bo będzie wyglądała niewinnie, i żeby nie skończyło się tak, jak ze śp. braciszkiem mojego Ojca.

                                      A generalnie potwierdzasz to, co napisała Verdana: że Ty uważasz, że w każdej dziedzinie tylkio Ty możesz zaspokoić potrzeby Twojego dziecka, bo znasz je najlepiej. Najlepiej uczysz, najlepiej leczysz etc. Współczuję Twojemu dziecku.
                                      • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 15:34
                                        srebrnarybka napisała:

                                        > Pozostaje tylko życzyć, żeby dziecko nie dostało jakiejś groźnej choroby, którą
                                        > zlekceważysz, bo będzie wyglądała niewinnie, i żeby nie skończyło się tak, jak
                                        > ze śp. braciszkiem mojego Ojca.

                                        Jestem realistką. Choroby grożnej, która wyglada niewinnie to i lekarz nie wykryje. Cudotwórca przecież nie jest smile Mało tego i groźnej która na groźną wyglada może nie wykryć smile, szczególnie jak zignoruje niepokój i sugestie matki.
                                        • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 15:43
                                          Choroby grożnej, która wyglada niewinnie to i lekarz nie wykr
                                          > yje. Cudotwórca przecież nie jest smile

                                          Cudotwórcą nie, ale profesjonalistą i potrafi rozpoznać objawy, która matka bez wykształcenia medycznego może zlekcewazyć, bo właśnie są niewinne.

                                          Mało tego i groźnej która na groźną wygl
                                          > ada może nie wykryć smile,

                                          może, ale jeśli się do niego nie pójdzie, nie wykryje na pewno. Zawsze sądzę, że lepiej zrobić wszystko, by uniknać nieszczęścia.
                                          • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 15:56
                                            srebrnarybka napisała:

                                            > może, ale jeśli się do niego nie pójdzie, nie wykryje na pewno. Zawsze sądzę, ż
                                            > e lepiej zrobić wszystko, by uniknać nieszczęścia.

                                            Ależ oczywiście, dlatego nie lecę z byle infekcją do przychodni, gdzie siedza dzieci z poważnymi chorobami. Zgodnie z instrucją mojej pediatrki- profesjonalisty unikam w ten sposób nieszczęscia
                                            • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 16:05
                                              z czego wynika, że Twoje dziecko jest pod opieką jakiegoś lekarza-profesjonalisty, do którego się zwracasz, bo doceniasz to, że jest bardziej od Ciebie kompetentny.
                                              I podobnie jest w kwestii nauczania.
                                              • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 16:15
                                                srebrnarybka napisała:

                                                > z czego wynika, że Twoje dziecko jest pod opieką jakiegoś lekarza-profesjonalis
                                                > ty, do którego się zwracasz, bo doceniasz to, że jest bardziej od Ciebie kompet
                                                > entny.

                                                przecież wyjaśniałam to, kiedy potrzebuje konsultacji i porady to z niej korzystam - podobnie byłoby w przypadku edukacji. Też pisałam o tym wink
                                                Przecież ED nie polega na tym, że zamykamy się przed całym światem i wszelkimi żródłami wiedzy i staramy się być alfą i omegą w kazdej dziedzinie. Jesteśmy raczej przewodnikiem, organizatorem tej nauki. Przecież można także skorzystać z konsultacji nauczyciela czy innego specjalisty w jakiejś dziedzinie.
                                                • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 22:32
                                                  > przecież wyjaśniałam to, kiedy potrzebuje konsultacji i porady to z niej korzys
                                                  > tam - podobnie byłoby w przypadku edukacji. Też pisałam o tym wink
                                                  > Przecież ED nie polega na tym, że zamykamy się przed całym światem i wszelkimi
                                                  > żródłami wiedzy i staramy się być alfą i omegą w kazdej dziedzinie. Jesteśmy ra
                                                  > czej przewodnikiem, organizatorem tej nauki. Przecież można także skorzystać z
                                                  > konsultacji nauczyciela czy innego specjalisty w jakiejś dziedzinie

                                                  świetnie napisane, ale niestety...niektórzy tego nigdy nie pojmąsmile)) to wykracza poza przeciętny poziom wyobraźniwink
    • mynia_pynia Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 22:28
      Nie chciałoby mi się.
      Wydaje mi się, że dzisiejsi rodzice i tak mają nieciekawie, bo większość siedzi i sprawdza zeszyty dziesięcio – dwunastolatką, pilnuje odrabiania zadań domowych, a wielu odrabia z dziećmi zadania.

      Miałam wątpliwą przyjemności pomagać w nauce i uczyć moją młodszą siostrę podczas jej półrocznej choroby, nie wspominam tego rewelacyjnie, do mojej siostry przychodziła również co drugi dzień nauczycielka na godzinę. Po tym okresie moja siostra wróciła do szkoły do swojej klasy, miała jakąś rozmowę z nauczycielami, później pisała kilka sprawdzianów, zaległości nie miała.
      A siostra po powrocie do szkoły była najszczęśliwszą osobą. Do tej pory nie lubi zwolnień lekarskich wink
      • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 17.11.10, 22:54
        mynia_pynia napisała:

        > A siostra po powrocie do szkoły była najszczęśliwszą osobą. Do tej pory nie lub
        > i zwolnień lekarskich wink
        No ale tu była choroba, siedzenie w domu i nauka w domu wiązała się ściśle z chorobą. Nie dziwne że dziecko chciało już wyzdrowieć a wyzdrowienie kojarzyło mu sie z powrotem do szkoły smile
        • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 09:56
          Nie.
          Większość dzieci ceni sobie i spotkanie się z kolegami i o dziwo - wyjscie z domu i samodzielne życie, bez kurateli rodziców .
          • kozauwoza Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 10:29
            verdana napisała:

            > Nie.
            > Większość dzieci ceni sobie i spotkanie się z kolegami i o dziwo - wyjscie z do
            > mu i samodzielne życie, bez kurateli rodziców .

            ED tego nie wyklucza, to nie jest zamkniecie w więzieniu smile
          • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 13:58
            > Większość dzieci ceni sobie i spotkanie się z kolegami i o dziwo - wyjscie z do
            > mu i samodzielne życie, bez kurateli rodziców .

            A tego wg ciebie w ED nie ma, tak ?
            Jesli nadal tak to pojmujesz, to znaczy, ze po prostu nie rozumiesz sensu i istoty tego zagadnienia. Masz jakies mylne pojęcie na ten temat. Uparcie tkwisz w przekonaniu, że mamusia zamknie dziecko w domu, ograniczy swobodę, odseparuje od społeczeństwa. Jedna wielka krzywda dla dziecka - dlaczego jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, żeby zabronić ED skoro taka szkodliwa ?
            • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 14:55
              dlaczego jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, żeby zabronić ED skoro taka szkodliwa ?

              Bo to nie jest niebezpieczne.
              Bo jest wiele szkół, które mogą wyrządzić większą krzywdę.

              Dlatego ED może być MNIEJSZYM ZŁEM, ale nie jest to też dobra sytuacja.

              Najlepszym jest jednak dobra szkoła (wg naszych własnych kryteriów).

              • ratyzbona Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 15:22
                Edukacja Domowa nie może być zakazana bo wielokrotnie zachodzą obiektywne czynniki które wskazują że dziecko nie powinno lub nie może chodzić do szkoły. Ale nie ma co gloryfikować edukacji Domowej - pierwsze szkoły powstały w Starożytności więc można uznać że już przed wiekami uznawano że zbiorowe uczenie dzieci przez zewnętrznego nauczyciela jest dobrym wyjściem. Mam wrażenie że zwolennicy edukacji domowej nie chcą przyjąć do wiadomości że doświadczenia szkoły nie da się zastąpić - dodatkowe zajęcia nie dają możliwości szalenia na przerwach, przebywania codziennie w towarzystwie rówieśników ( tych samych), szukania swojego miejsca w grupie społecznej, uczenia się funkcjonowania w instytucji hierarchicznej. Edukacja Domowa nie jest zła. Ale nie jest też lepsza od szkoły
                • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 23:17
                  Ale n
                  > ie ma co gloryfikować edukacji Domowej - pierwsze szkoły powstały w Starożytnoś
                  > ci więc można uznać że już przed wiekami uznawano że zbiorowe uczenie dzieci pr
                  > zez zewnętrznego nauczyciela jest dobrym wyjściem

                  Pragnę zauważyć, że nie tylko w starożytności ale i w późniejszych epokach jeszcze do całkiem niedawna, nauczanie zbiorowe było zarezerwowane tylko dla niższych warstw społecznych, dla biedoty po prostu, którą chciano wyedukować i wychować na własną modłę dla własnego użytku. Biedne wiejskie dziewczątka były edukowane na kury domowe rodzące dzieci i wyszywające makatki, a chłopców uczono musztry wojskowej i posłuszeństwa władcy. Aby osiągnąć swoje cele, zorganizowanie grupowej nauki było jedynym możliwym rozwiązaniem. Wyższe sfery, elity finansowe i intelektualne od wieków miały swoich guwernantów i prywatnych pedagogówsmile

                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 09:15
                    Biedne wiejskie dziewczątka zapieprzały do roboty, to te bogatsze panienki wyszywały makatki, uczyły się francuskiego i tańca, pisać, czytać i liczyć, moze coś tam liznęły z historii czy geografii - wykształcenie nawet bogatych dziewczątek było do pewnego czasu żałośnie ubogie wink
                    • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 09:33
                      100/100, to w ramach edukacji domowej uczono właśnie wyszywania makatek, a dziewcząt wiejskich nikt nie gnał do szkoły, tylko do pasania gęsi.
                      A co do musztry do chłopców - to był raczej obowiązkowy element edukacji ludzi z wyższych sfer. Służba wojskowa, oczywiście w stopniu oficerskm, nobilitowała, więc młodzieńcy z dobrych domów dobrowolnie zgłaszali się do takich szkół.
                      Przy okazji chcialabym koleżanke Afrikanę zapytać, dlaczego niejaki Jan Sobieski, potomek rodziny magnackiej i przyszły król, edukował się wraz z bratem Markiem w Krakowie w szkole Bartłomieja Nowodworskiego? Dlatego, że uciskały go warstwy wyższe, chcąc przeznaczyć na mięso armatnie, czy dlatego, że rodzice zadbali o edukację?
                      Czy kolegia jezuickie dla synów szlacheckich, tworzone w Polsce od końca XVI w., z całkiem wtedy przyzwoitym programem naukowym, też tworzono w ramach uciskania warstw niższych przez wyższe, by wyszkolić sobie poslusznych żołnierzy dla musztry?
                      • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 01:01
                        Chyba zapomniałyście przeczytać zalinkowane przeze mnie źródła, bo takie głupoty wypisujecie, że czasu szkoda na klawiaturę, żeby tłumczyc wszystko od początku.
                        A chciałabym przy okazji kolezankę rybkę zapytać dlaczego niejakie sławne osobistości, w linku poniżej wyrosły na ludzi po ED ? I dlaczego ich rodzice chcieli im zrobić krzywdę ?

                        pl.wikipedia.org/wiki/Edukacja_domowa
                        • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 10:06
                          Ta lista w kilku przypadkach to jest KPINA, ale oczywiście w każdej dyskusji o ED jest przytaczana bezkrytycznie: wink

                          Ojciec Dickensa siedział w więzieniu za długi i jego syn, jako 12-latek zapieprzał do roboty.

                          Ojciec Andersena zmarł, gdy ten był jeszcze dzieckiem, matka się zapijała, Andersen najwięcej czasu przepędzał z babcią w przytułku...

                          Charlie Chaplin:
                          Żyli w bardzo trudnych warunkach przeprowadzając się do coraz mniejszych pokoi. W 1896 roku matce Chaplina nie udało się znaleźć pracy i oboje trafili do przytułku. Następnie Charlie i jego starszy brat Sydney z powodu trudnej sytuacji materialnej zmuszeni zostali do podjęcia pracy w warsztacie samochodowym w Lambeth. Po paru tygodniach obaj przeniesieni zostali do Hanwell School for Orphans and Destitute Children (Szkoły Hanwell dla sierot i biednych
                          dzieci
                          Lincoln:
                          Lincoln urodził się w ubogiej rodzinie na amerykańskim pograniczu. Pracował na farmie, był sklepikarzem
                          Carnegie:
                          Miał 12 lat, gdy rodzice zdecydowali się emigrować do Stanów Zjednoczonych. Osiedli w Allegheny City (dzisiaj przedmieście Pittsburgha) w Pensylwanii. Młody Carnegie zaczął od pracy w przędzalni bawełny, a następnie został roznosicielem telegramów
                          Twain:W wieku dwunastu lat z powodu śmierci ojca musiał przerwać naukę i rozpocząć pracę zarobkową

                          Churchill
                          Podobnie jak większość dzieci z wyższych klas społecznych, Winston spędził większość dzieciństwa w szkołach z internatem

                          Z kolei Elżbieta II została królową nie ze względu na przymioty wyniesione z ED, tylko z powodu zasad dziedziczenia angielskiego tronu...
                          -
                          - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
                          • paszczakowna1 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 13:14
                            > Ta lista w kilku przypadkach to jest KPINA, ale oczywiście w każdej dyskusji o
                            > ED jest przytaczana bezkrytycznie: wink

                            Już nie będzie. Ale czemu sama nie posprzątałaś? Wikipedię może redagować każdy, Ty też.
                            • maksimum Wikipedia. 21.11.10, 16:39
                              paszczakowna1 napisała:

                              > Wikipedię może redagować każdy
                              > , Ty też.

                              Tylko jak napiszesz cos glupiego,to nastepnego dnia zostanie to usuniete.
                            • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 18:03
                              Ale ja nie mam zwyczaju redagowania wikipedii, zwłaszcza że normalnie nie szukam tam haseł typu ED. Niemniej jak czytam, jakim to dobrodziejstwem dla talentów Dickensa czy Andersena (czy też kilku innych osób) była ED, to czuję się w obowiązku zaprotestować. Bo ci ludzie osiągneli sukces pomimo braku warunków do jakiejkolwiek edukacji. wink
                              • maksimum Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 20:00
                                morekac napisała:

                                > Niemniej jak czytam, jakim to dobrodziejstwem dla talentów
                                > Dickensa czy Andersena (czy też kilku innych osób) była ED, to czuję się w obo
                                > wiązku zaprotestować. Bo ci ludzie osiągneli sukces pomimo braku warunków do ja
                                > kiejkolwiek edukacji. wink

                                Kiedys sytuacja byla troche inna niz teraz.Wystarczylo byc zdolnym i mieszkac w bogatym kraju i wczesniej czy pozniej droga do sukcesow otwierala sie sama.
                                Teraz w okresie globalizacji jakis facet z Meksyku jest najbogatszym czlowiekiem na swiecie i to trzeci rok z rzedu,a jeszcze 50 lat temu zdolni ludzie z biednych krajow nie mieli zadnych szans poza emigracja do tych wysoko rozwinietych.
                                • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 22.11.10, 10:30
                                  Maksimum, weź ty sobie poczytaj o życiu w XIX Europie... wink
                              • paszczakowna1 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 15:10
                                > Ale ja nie mam zwyczaju redagowania wikipedii, zwłaszcza że normalnie nie szuka
                                > m tam haseł typu ED.

                                To nie jest kwestia zwyczaju, można to zrobić jednorazowo.

                                >Niemniej jak czytam, jakim to dobrodziejstwem dla talentów
                                > Dickensa czy Andersena (czy też kilku innych osób) była ED, to czuję się w obo
                                > wiązku zaprotestować.

                                To najlepiej protestować na stronie "Zgłoś błąd w artykule", o tutaj:

                                pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Zg%C5%82o%C5%9B_b%C5%82%C4%85d_w_artykule
                                Ludzie narzekają na błędy w polskiej wikipedii, ale żeby poprawić to nieee, za duża fatyga...
                                • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 15:54
                                  Kajam się uniżenie. wink Może na przyszłość, jak mnie szlag trafi przy jakimś artykule. to to wykorzystam. Ale widzę, że już poprawione i długaśna lista jakoś dziwnie się skurczyła.
                                  Niemniej nie zwalnia to korzystających z wikipedii z nieco krytycznego podejścia do tego źródła. Bo życiorys Andersena to chyba każdy w szkole przerabiał...
                                  • paszczakowna1 Re: Indywidualna nauka dziecka... 27.11.10, 23:30
                                    Wybacz, że na Ciebie wsiadłam (przyjmij, że cierpiałaś 'za miliony'). Polecam funkcję "zgłoś błąd" na przyszłość, bo wtedy faktycznie jest pewność, że ktoś się artykułem zajmie.

                                    > Niemniej nie zwalnia to korzystających z wikipedii z nieco krytycznego podejści
                                    > a do tego źródła. Bo życiorys Andersena to chyba każdy w szkole przerabiał...

                                    A jak nie jego, to np. Franklina - podręcznikowy przykład samouka. Najbardziej mnie jednak zastanawia, co w tym towarzystwie robił Churchil, od siódmego roku życia w szkołach z internatem (co nawet w tym czasie i w tej sferze nie było standardem, najczęściej te parę lat jednak odczekiwano).
                                    • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 28.11.10, 00:21
                                      Uważam, że bez sensu jest żonglowanie nazwiskami z zupełnie innej rzeczywistości kulturowej (czasowo-geograficznej) , zwłaszcza w sytuacji kiedy nie wiadomo czy cos jest "dzięki" czy "pomimo" czegoś.

                                      Nie mówiąc o tym, że każdy może wkleić listę wielkich ludzi, któzy do szkoły chodzili.

                                      A jeżeli już koniecznie...to może lepiej zastanowic się nad życiorysem Witkacego - klasycznego "absolwenta" domowej edukacji.




                                      • paszczakowna1 Re: Indywidualna nauka dziecka... 28.11.10, 23:25
                                        > Uważam, że bez sensu jest żonglowanie nazwiskami z zupełnie innej rzeczywistośc
                                        > i kulturowej (czasowo-geograficznej) , zwłaszcza w sytuacji kiedy nie wiadomo c
                                        > zy cos jest "dzięki" czy "pomimo" czegoś.

                                        To do mnie? Nie ta adresatka. Akurat ja też tak uważam.
                                        • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 28.11.10, 23:32
                                          Sorry, to nie do Ciebie, źle się podczepiło. Ty jako jedyna akurat podałaś nazwisko w miarę aktualnego homeschoolersasmile (ale nie będę już wdawac się w dyskusje na temat powodów i jego miejsca zamieszkania wink bo to i tak do niczego nie doporowadzi )
                • paszczakowna1 Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 10:45
                  >doświadczenia szkoły nie da s
                  > ię zastąpić - dodatkowe zajęcia nie dają możliwości szalenia na przerwach, prze
                  > bywania codziennie w towarzystwie rówieśników ( tych samych), szukania swojego
                  > miejsca w grupie społecznej, uczenia się funkcjonowania w instytucji hierarchic
                  > znej.

                  To pewnie prawda, ale właściwie po co te doświadczenia człowiekowi? W późniejszym życiu NIE funkcjonuje się w grupie rówieśniczej i NIE funkcjonuje się w instytucji hierarchicznej (chyba że w wojsku albo w więzieniu - to jedyne instytucje przypominające szkołę). A umiejętności społecznych można się uczyć w innych grupach (na kolonii, kursach językowych itp).

                  Osobiście nie miałabym nerwów do kształcenia własnego dziecka (nawet gdybym miała czas), ale jak ktoś ma ku temu predyspozycje i umiejętności, czemu nie? Na poziomie podstawowym to może być sensowna alternatywa. (Liceum to inna sprawa.)
                  • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 11:28
                    To pewnie prawda, ale właściwie po co te doświadczenia człowiekowi? W późniejsz
                    > ym życiu NIE funkcjonuje się w grupie rówieśniczej i NIE funkcjonuje się w inst
                    > ytucji hierarchicznej (chyba że w wojsku albo w więzieniu - to jedyne instytucj
                    > e przypominające szkołę). A umiejętności społecznych można się uczyć w innych g
                    > rupach (na kolonii, kursach językowych itp).

                    Funkcjonuje się w grupie rówieśniczej jak najbardziej, tylko granice wieku są bardziej pojemne. 10 latek nie jest rówieśnikiem 30latka, ale w pracy albo wśród przyjaciów 35 latek i 45 latek są do pewnego stopnia rówieśnikami, bo są w tej samej sytuacji spolecznej jako koledzy z pracy, rodzice nastolatków, sąsiedzi albo koledzy z klubu tenisowego. Szkoła uczy funkcjonowania w grupie koleżeńskiej, a w grupach koleżeńskich funkcjonuje sie całe życie.

                    W instytucjach hierarchicznych też funkcjonujemy całe życie: w pracy podlegamy przełożonym, w osiedlu mieszkaniowym administracji, która może nam nakazać wyrzucać śmieci do tego, a nie innego pojemnika i przestrzegać ciszy nocnej, jeśli należymy do jakiegoś stowarzyszenia, podlegamy jego włądzom.
                    • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 01:05
                      Szkoła uczy funkcjonowania w grupie koleżeński
                      > ej, a w grupach koleżeńskich funkcjonuje sie całe życie.

                      A funkcjonowania w grupach koleżeńskich można sie z powodzeniem nauczyć poza szkołą. No, chyba że wy po skończonych lekcjach zamykacie swoje dzieci w domach, to rozumiem wasze obawysmile
                • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 00:53
                  > Edukacja Domowa nie może być zakazana bo wielokrotnie zachodzą obiektywne czynn
                  > iki które wskazują że dziecko nie powinno lub nie może chodzić do szkoły.

                  To wtedy jest mowa o INDYWIDUALNYM TOKU NAUCZANIA - rozróżniajsmile
                  ED - to WYBÓR. To alternatywa dla całkowicie zdrowego, mogącego chodzic do szkoły dziecka.
                  ED może byc jak najbardziej ZAKAZANA - w wielu mniej cywilizowanych krajach nadal JEST. A w wielu, takich zasciankowych jak Polska, ED jest utrudniania. Spójrz sobie w jakich krajach jest praktykowana od lat i ma się świetnie, a nawet się prężnie rozwijabig_grin
            • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 22:43
              Pozwolę sobie tutaj wkleić wypowiedź myelegans, bo utknęła gdzieś po środku wątku i pewnie pozostanie niezauwazona, a wnosi spojrzenie na sprawę podpatre faktycznymi doświadczeniemi i obserwacjami z życia wziętymi:

              myelegans 18.11.10, 04:02

              Sekcje zaby to ja robilam na wiosne z moim 5.5 latkiem na stole kuchennym, jak rowniez kilka doswiadczen chemicznych, mikroskop w domu mam, atlasy anatomiczne, albumy historyczne tudziez, mapy swiata rozmaite rowniez. Jak mi czegos brakuje to biore go do Science Museum, albo obserwatorium, albo ogrodu botanicznego, albo arboretum, albo do muzeum zelaza i odlewnictwa, albo innego wlokienniczego. Na zajeciach pozalekcyjnych sale ma lepiej wyposazona, niz sala gimnastyczna w szkole.
              Materialow do home schooling on-line jest od groma i troche, sama czesto korzystam, bo maja bardzo fajne pomysly, wlasnie jak praktycznie uczyc science w domu, z materialow w domu, bo wiele zjawisk mozna pokazc prostym sposobem, np. jak powstaje traba powietrzna, wystarczy w 2 litrowej butelce po coca-coli.
              Moje dziecko chodzi do szkoly, ale nie mialabym nic przeciwko temu gdyby chodzilo 3 dni w tygodniu. Tak na prawde nauka w szkoal jest bardzo nieefektywna.

              Corka naszych znajomych jest w tej chwili dzokejka, od 4 klasy SP zdecydowala, ze czas w szkole w polowie jest marnowany i nie ma czasu na zajmowanie sie swoja najwieksza pasja, czyli koniami. Przeszki na home schooling, nauce poswiecali 2-3 godziny dziennie, reszta to byly konie, po drodze jeszcze pelno innych zajec, klubow, itd. dziewczyna miala i ma bardzo bujne zycie towarzyskie, mnostwo przyjaciol, i... stypendnium do jednego z najlepszych uniwersytetow, choc formalnie zostal jej ostatni rok high school, egzaminy zdala, wiec nic nie musi. Ma rok na rozwijanie czegokolwiek chce.

              Nastepni znajomi maja syna, ktory gdzies tak na etapie pierwszej klasy liceum stwierdzil, ze szkola niewiele go uczy, i zaczal uczyc sie sam w domu, przerobil material liceum, i zaczal brac kursy akademickie na Harvard extension, zaliczal po jednym, lub 2 na semestr. Po 2 latach usiadl, zdal koncowe egzaminy z HS, i mial juz porobione kursy do przodu na studia. Jego wybor, chlopak mial mnostwo innych zainteresowan, sport, zeglarstwo, harcerstwo, survival, itp. na ktore nie mial czasu przez szkole. Chlopak zupelnie zwyczajny, nie zaden geniusz.

              Gdbym miala w sobie zew, to uprawialabym home schooling, ale nie mam.
              • ratyzbona Re: Indywidualna nauka dziecka... 18.11.10, 23:52
                Pozwolę sobie stwierdzić że w Starożytności do szkół nie chodziła biedota bo szkoły były płatne i bardzo drogie ale to kwestia zupełnie na marginesie ( radzę poczytać Kwintyliana który bardzo poleca znalezienie dziecku nauczyciela a nie ucznie go samodzielnie). Poza tym właśnie - zamożni rodzice nie uczyli swoich dzieci sami tylko płacili duże pieniądze za guwernerów i prywatnych nauczycieli ( czyli właśnie za to by nie być dziecięciu nauczycielem), z resztą już od XVIII wieku powstawały szkoły także dla zamożnych - bardzo nowoczesne.
                Poza tym uczenie domowe wyklucza ten dodatkowy element edukacji jaki mogą dostarczać rodzice. Mój tata woził mnie i rodzeństwo po Polsce w każdym mieście pokazując nam najważniejsze miejsca mówiąc o ich historii, opowiadał nam mnóstwo historycznych fragmentów na spacerach, rodzice kazali mi oglądać najlepsze filmy w telewizji, posuwali książki które trzeba znać, zabierali do Zoo opowiadając o konkretnych zwierzętach, pokazali Operę i Filharmonię a także przeprowadzili przy obiedzie eksperyment czy zwrotna butelka naprawdę odbija się od podłogi ( ślady przez lata na suficie) - w żadnym z tych momentów nie czułam się edukowana choć byłam i to zapewne lepiej niż w szkole. Będąc nauczycielem dziecka pozbawia się go właśnie takiej nauki - nie koniecznie na egzamin, niekoniecznie dostosowanej do wieku, niekoniecznie zgodnej z programem - nauki która nie boli a procentuje. Gdyby mój tata był moim nauczycielem historii nigdy nie prosiłabym by opowiedział mi jeszcze o Napoleonie, a on pewnie nie opowiadałby mi o nic nie znaczących szczegółach mało znaczących historycznych wydarzeń bo byłby moim "prawdziwym" nauczycielem. Obie strony zadawałby sobie sprawę że nie ma już nic tak po prostu.
                Ciągle mówicie o marnowaniu czasu - ale w sumie czemu uczenie ma być takie efektywne - tak w szkole mnóstwo czasu poświęca się na inne rzeczy niż na naukę - ale w ostatecznym podsumowaniu większość z ludzi jest w stanie wynieść z niej tyle ile potrzebuje.
                Poza tym zastanawiam się czy dzieciom powinno się pozwolić rzucać szkołę dla pasji - bądź co bądź kiedyś trzeba będzie pójść do pracy i nauczyć się że czasem kogoś nie obchodzi że ma się inne zainteresowania.
                • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 00:36

                  Już mi się nie chce tego samego 100 razy tłumaczyć. Poczytaj sobie trochę, chociażby o wychowaniu Ateńskim:
                  www.bryk.pl/teksty/studia/pozosta%C5%82e/pedagogika/23846-historia_wychowania_wyk%C5%82ady.html
                  A o Kwintylianie czytać nie muszę, znam doskonale. Był on jednak w mniejszsości w swoich poglądach. Mogę służyć większą bazą wolnomyślicieli, którzy chwalą edukację pozasystemowąsmile

                  I tutaj cos znajdziesz:
                  www.eid.edu.pl/archiwum/2009,261/luty,274/klucz_do_oswiaty,279/edukacja_domowa_wlasnych_dzieci,2150.html
                  Piszę poraz milionowy: edukacją domową nie musi się zajmować JEDYNIE mama. Można korzystać z wielu form pomocy. Są na przykład grupy wsparcia w postaci ekspertów, mozna nawet podyskutowć:
                  www.edukacjadomowa.piasta.pl/eksperci.html
                  MOżna korzystać też z pomocy innych nauczycieli w realu, a nawet byc w stałym kontakcie ze szkołą i korzystać z niektórych zajęć. No i są jeszcze zajęcia pozaszkolne, na które przy standardowym systemie nauczania po prostu brakuje czasu. Gdybym chciała córkę wysłać zarówno do przedszkola jak i na wszytskie pasjonujące ją zajęcia, musiałaby byc poza domem codziennie do późnych godzin wieczornych i byłoby to dla niej zbyt dużym obciążeniem. Przy czym to narazie przedszkole, więc prac domowych jeszcze nie ma, a w szkole by doszły.

                  Poczytaj więcej na temat ED, bo jak narazie to wymyślacie tutaj jakies wyssane z palca argumenty:
                  www.pozytywy.com/artykuly/7469-edukacja-domowa-za-a-nawet-przeciw
                  www.edukacjadomowa.piasta.pl/eksperci.html
                  A może dla odmiany ktoś może mi podrzucić jakieś opracowania, artykuły na potwierdzenie swoich negatywnych opinii ? Chętnie poczytam. Moża są jakieś badania, ze te dzieci wyrastają na nieudaczników zyciowych, głupków albo niedojdy ?
                  Bo pare fajnych osób się znajdziesmile

                  pl.wikipedia.org/wiki/Edukacja_domowa
                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 07:11
                    Chętnie poczytam. Moża są jakieś badania, ze te dzieci wyrastają na nieudaczników zyciowych, głupków albo niedojdy ?

                    Wiesz, że tak nie jest. Bo z reguły dzieci, o których edukację się dba na głupków nie wyrastają.
                    Ale wystarczy DBAĆ o edukacje dziecka, nie trzeba decydowac się na ED.


                    Myślę, że dzieciaki, o których edukacje się dba reprezentuja mniej więcej podobny poziom, bez względu na to czy do szkoły chodziły czy nie. Natomiast te, które do szkoły nie chodzą tracą coś bezpowrotnie.

                    Powtarzam - wierzę, że czasami nie ma innego wyboru, i takie mini prywatne "szkoły" są lepsze niż np jedyna i fatalna szkoła w okolicy.

                    Jest to jednak wtedy mniejsze zło, a nie sytuacja prawie idealna.


                    p.s. czy są gdzieś opracowania naukowe o tym jak w Polsce radzą sobie w życiu dorosłym "absolwenci" ED ?
                    • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 09:19
                      czy są gdzieś opracowania naukowe o tym jak w Polsce radzą sobie
                      > w życiu dorosłym "absolwenci" ED ?

                      Ja nie zna opracowań naukowych, ae znam dorosłą absolwentkę ED żyjącą w Polsce. Moją matkę, obecnie lat 82. Matka pochodzi z rodziny ziemiańskiej, więc "nie wypadało", by chodziła do wiejskiej szkółki razem z dziećmi fornali, a na wysłanie na pensję do Wwy dziadków nie było stać, bo zbyt dużo kosztowała edukacja starszego brata. Taniej było opłacać guwernantki i w ten sposób postępowała większość rodzin ziemiańskich. Gdy matka miała 11 lat, miała już iść na pensję do Wwy, ale wybuchła wojna, rodzina uciekła na Litwę, gdzie 2 lata mieszkali w jakimś polskim dworze i babcia jakoś tam uczyła mamę, potem wywieziono ich na Syberię, gdzie oczywiście o szkole mowy nie było. Matka wróciła mając 18 lat, w trybie przyspieszonym ukończyła liceum dla dorosłych, poszła na studia mając 22 lata, rok później wyszła za mojego ojca - adiunkta na uniwersytecie, studia ukończyła.
                      I jakie obserwacje: oczywiście moja matka posiada wiedzę przeciętnej humaniski (skończyła polonistykę), ale to posiadałaby i po dobrej szkole. Natomiast jest i było zawsze tragicznie, jeśli chodzi o umiejętności społeczne. Matka jest potwornie, chorobliwie nieśmiala, bo nie potrafi nawiązać kontaktu z ludźmi, wszystkiego się boi i nie potrafi załatwić żadnej sprawy urzędowej. Oczywiście nigdy nie pracowała, chociaż teoretycznie chciała być nauczycielką polskiego, ale potem "sprzysięgały się" przeciw niej wszystkie ciemne moce, żeby nie pracować. Ciągle rozpaczała, że siedzi w domu, ale kiedy jako bodaj 8 latka zaproponowałam, że jak jest mało etatów nauczycieli, to może niech poszuka jako bibliotekarka szkolna, usłyszałam: ale ja nigdy nie pracowałam jako bibliotekarka szkolna. Do lekarza mogła pójść tylko wtedy, kiedy zna go prywatnie, wskutek czego przez ileś lat "leczyła się" w mieście odległym o kilkaset km, chociaż w dużym mieście, gdzie mieszkaliśmy, było dostatecznie dużo specjalistów od woreczka żółciowego, przez ileś lat nie poszła do ortopedy mając poważne problemy z kręgosłupem, bo nie znała prywatnie żadnego ortopedy i byo to nie dziś, ale gdy miała 40-50 lat, ja mam zepsute zęby, bo do dentysty szkolnego nie pozwalała mi chodzić, bo to idiota, a żadnego dentysty nie znała prywatnie, więc zęby przekształcały mi się w sito. Pójście np. do kasy kolejowej było dla matki zawsze niewyobrażalnym stressem, bo znała osobiście kasjerki. Nie mogła sama pójść na pocztę i np. wysłać pieniędzy przekazem pocztowym, na to, by pójść do muzeum, musi znać kogoś, kto tam pracuje, w kościele musi zawsze siedzieć w oddzielnej ławce, bo nie może siedzieć z ludźmi. Na wakacje mogła tylko jeżdzić do jednej, zresztą bardzo łądnej miejscowości, bo wszystkiego innego się bała, w rezultacie ja nie widziałam wielu miejsc, które mogłabym zobaczyć, bo całe dzieciństwo byłam skazana tylko na jedną miejscowość. Moja matka po prostu boi się świata i wszystkiego poza rodziną, ponieważ nie miała okazji nauczyć się czegokolwiek poza życiem prywatnym, nie bywała jako uczennica w miejscach publicznyc. W miarę bezpiecznie się czuła, kiedy żyła jej matka, ale ona zmarła, gdy matka miała 38 lat i matka właściwie do dziś nie przestała tego przeżywać.
                      Czy czegoś takiego życzycie swoim dzieciom?
                      Znam też inny przypadek - swój własny. Chodziłam do szkoły i mimo, że była ona straszna (sporo zresztą w tym "zasługi" matki, która nie zadbała o przygotowanie mnie do grupy rówieśniczej, bo nie rozumiała problemu), ale uważam i wtedy także uważałam to za potrzebne. W szkole nie uczono jednak łaciny, a mój Ojciec, wybitny humanista i profesor uniwersytetu uważał łacinę za niezbędny element edukacji kulturalnego człowieka (słusznie) i zaczął uczyć mnie sam. Próbował nawet zorganizować "komplet" i ściągnął jeszcze 2 córki znajomych. Ja nie akceptowałam ojca w roli nauczyciela,regularnie rozkładałam te lekcje, nie przygotowywałam się etc. Po paru latach ojciec sam doszedł do wniosku, że nie ma to sensu i zafundował mi lekcje prywatne, na które chodziłam pilnie, bo chciałam studiować historię i wiedziałam, że łacina będzie mi potrzebna. Zdawałam eksternistycznie maturę z łaciny i gdy uczylam się do tej matury, zdałam sobie sprawę, że praca z tekstami łacińskimi sprawia mi tyle przyjemności, że może, gdyby ojciec nie obrzydził mi łaciny, poszłabym nie na historię (która też daje mi wiele radości), ale na filogię klasyczna. W ten sposób ojciec - pasjonat łaciny, bynajmniej nie zaraził mnie swoją pasją, ale zniechęcił do łaciny.
                      • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka...P.S. 19.11.10, 09:24
                        Żeby uprzedzić zarzut, że sama napisałam, że w taki sposób edukowały dzieci inne rodziny ziemiańskie, a może nie wszyscy absolewenci tej edukacji są takimi kalekami, jak moja matka, odpowiem, że akurat u mojej matki nieszczęśliwie złożyło się, że nie zostala wyslana na tę pensję, gdy miała 11 lat, podczas, gdy większość dzieci z rodzin ziemiańskich jednak tam trafiała. W wypadku mojej matki nastąpiłą kumulacja nieszczęść, ale niewątpliwie brak normalnej szkoły w życiorysie jest jedną z przesłanek, ktore przyczynily się do jej chorobliwej nieśmiałości.
                        • myelegans Re: Indywidualna nauka dziecka...P.S. 20.11.10, 03:43
                          W Stanach bardzo duzo politykow i ludzi na wysokich stanowiskach rzadowych jest produktem home schooling.
                          • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka...P.S. 20.11.10, 07:50
                            W Stanach bardzo duzo politykow i ludzi na wysokich stanowiskach rzadowych jest
                            > produktem home schooling.

                            To akurat nie jest da nie najlepsza rekomendacja.

                            • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka...P.S. 20.11.10, 09:25
                              srebrnarybka napisała:

                              > To akurat nie jest da nie najlepsza rekomendacja.

                              No prosze ktoś podaje przykład, że Ci ludzie nieźle sobie radzą i nie mają zahamowań w sferze kontaktów z innymi i też nie satysfakcjonuje.
                              • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka...P.S. 20.11.10, 09:39
                                " Takie osoby najczęściej póżniej całkiem nieźle się odnajdują na studiach.... w
                                > > pracy.... w codziennym życiu."

                                No faktycznie nie zrozumiałam...kogo dotyczy to zdanie? Osób, które korzystały z dobrodziejstw ED w Polsce czy wręcz przeciwnie -maja za soba koszmar złej szkoły i przezyły?


                                Co do radzenia sobie w zyciu..wolałabym nie zaczynac dyskusji na temat amerykańskiego systemu , społeczeństwa , bo od tego mamy juz tu specjalistę..wink Tylko jak pomyslę, że prezydent Bush junior wyniósł swoja wiedzę np. geograficzną z Ivy League to myslę, że to jednak inna kultura ..smile

                                Dlatego na okolicznośc tej dyskusji warto zostac przy polskich realiach...

                                p.s. nie kwestionuję atrakcyjności formy nauczania jakie mogą zapewnic rodzice. Jednak cos można stracić przy tej okazji. Czy warto? To zalezy od wielu rzeczy.
                                • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka...P.S. 20.11.10, 09:59
                                  nie kwestionuję atrakcyjności formy nauczania jakie mogą zapewnic rodzice.
                                  > Jednak cos można stracić przy tej okazji. Czy warto? To zalezy od wielu rzeczy

                                  Przecież rodzice i tak nauczają, a jeśli mają dużą wiedzę, to i tak się z dzieckiem dzielą. Chyba, że zajmują się wyłącznie oglądaniem Klanu, ale tacy rodzice i tak niczego dzieciom nie mają do przekazania.
                                  Natomiast szkola może dać dzieciom to, czego nie dadzą rodzice.
                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka...P.S. 20.11.10, 10:13
                                    Natomiast szkola może dać dzieciom to, czego nie dadzą rodzice.

                                    i rodzice, którzy nie muszą realizowac programu (bo robi to szkoła) , mogą dac dzieciom to czego program nie przewiduje...
                                    • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka...P.S. 20.11.10, 10:35
                                      100/100

                                      Nie da ci ojciec, nie da ci matka,
                                      tego, co może dać ci sąsiadka.

                                      Wprawdzie wierszyk odnosi się do innych kwestii, niż edukacyjne, ale trafnie pokazuje, że są różne role życiowe.
                                  • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka...P.S. 20.11.10, 11:08
                                    srebrnarybka napisała:


                                    > Natomiast szkola może dać dzieciom to, czego nie dadzą rodzice.
                                    No tak: stres, łzy, poczucie niższej wartości, wyobcowanie itd, itp. To wszysto możemy jak w banku mieć w szkole wink
                                    • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka...P.S. 20.11.10, 11:27
                                      Stres, łzy i poczucie niższej wartości miałam w domu. Gdybym nie zaczęła trenować kontkatów koleżeńskich od szkoły podstawowej, nigdy nie pozbyłabym się uczucia wyobcowania.
                                      • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka...P.S. 21.11.10, 01:13
                                        >Stres, łzy i poczucie niższej wartości miałam w domu.

                                        No i dla mnie wszytsko jasne. Własnie dlatego, nie potrafisz sobie wyobrazić ED jako efektywnej i przyjemnej formy nauki. Ale nie we wszytskich domach tak jest.
                                        Nie przenoś swoich ralacji rodzinnych na innych, bo patologia jest wszędzie. Zakładamy jednak, że DOBRA ED nie jest gorsza od DOBREJ szkoły, a często nawet w zalezności od indywidualnych potrzeb dziecka, może byc LEPSZA. I wiadomo, że jedno i drugie, jeśli jest ZŁE, może wyrządzić dziecku krzywdę, tego nikt nie przewidzi.
                                      • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka...P.S. 21.11.10, 09:38
                                        srebrnarybka napisała:

                                        > Stres, łzy i poczucie niższej wartości miałam w domu. Gdybym nie zaczęła trenow
                                        > ać kontkatów koleżeńskich od szkoły podstawowej, nigdy nie pozbyłabym się uczuc
                                        > ia wyobcowania.

                                        To współczuję, i już rozumiem Twoje krytyczne nastawienie do ED.
                    • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 12:33
                      joa66 napisała:

                      > Natomiast te, które do szkoły nie chodzą tracą coś bezpowrotnie.

                      Coś traca a coś zyskują. Wiele osób wcale dobrze nie wspomina szkoły i to wcale nie z powodu tego, że to zła szkoła. Poprostu źle funkcjonowali w takiej formie. Takim osobom prawdopodobnie ED wyszłaby na lepsze.
                      • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 13:44
                        Coś traca a coś zyskują. Wiele osób wcale dobrze nie wspomina szkoły i to wcale
                        > nie z powodu tego, że to zła szkoła. Poprostu źle funkcjonowali w takiej formi
                        > e.

                        I to jest także cenne doświadczenie, które absolwenci ED stracą. Doświadczenie, że w życiu nie tylko funkcjonujemy w instytucjach i środowiskach, w których czujemy się dobrze, i jak w takich miejcach funkcjonować, by nie zginąć. Bo w ciągu życia trafimy do pracy, która będzie miała jakieś minusy, i nie zawsze będziemy mogli ja zmienić, a czasami nawet nie będziemy chcieli, bo plusy będą ważniejsze, że zdarzy nam się mieć koszmarnych sąsiadów albo upierdliwą administrację osiedla, kiepskiego proboszcza, koszmarnych rodziców kolegów klasowych dziecka, z któryi będzie trzeba spotykać się i coś ustalać na wywiadówkach, koszmarnych współtowarzyszy przy sąsiednim stoliku na wczasach, idiotkę-pilotkę na wycieczce zagranicznej, trafimy do szpitala, gdzie będzie niesympatyczny ordynator-służbista, oddziałowa będzie pilnowała, by gasić światło o 22, a na sali razem z nami będą leżeć okropne babiszony. Takie sytuacje są w życiu nie do uniknięcia i ważne, by nauczyć się w nich odnajdować.
                        • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 19:18
                          srebrnarybka napisała:


                          > I to jest także cenne doświadczenie, które absolwenci ED stracą. Doświadczenie,
                          > że w życiu nie tylko funkcjonujemy w instytucjach i środowiskach, w których cz
                          > ujemy się dobrze, i jak w takich miejcach funkcjonować, by nie zginąć.

                          Nie nie jest to cenne doświadczenie ani do nieczego nie jest potrzebne.
                          Takie osoby najczęściej póżniej całkiem nieźle się odnajdują na studiach.... w pracy.... w codziennym życiu. Więcej zalezy od nich samych a i ludzie otaczający nie są już tacy okrutni jak bywają często rówieśnicy w szkole.
                          • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 19:57
                            Takie osoby najczęściej póżniej całkiem nieźle się odnajdują na studiach.... w pracy.... w codziennym życiu

                            Ale skąd to wiadomo?

                            Od kiedy ED jest tak popularna w Polsce, że można się już pokusić o wnioski z jej wpływu na dorosłe życie?
                            • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 21:10
                              Jest jeszcze jedna rzecz. Rodzice, którzy decyduja się na edukacje domową muszą dobrze znać programy i wymagania szkolne - w końcu dzieci muszą potem zdac egzaminy w szkole.
                              Muszą ten program znać , realizować go i ..przygotowywać się. Obawiam się, że cały dom żyje nauczaniem dzieci 24 godziny na dobę.

                              Nie ukrywam, że staram się dbac o edukacje swojego dziecka, ale tez bardzo sobie cenię spontaniczność mojego własnego wkładu. Ja nie musze realizowac programu, nie mam o nim pojęcia. Mogę zabrać dziecko do filharmonii, bo akurat gra ktoś, kto może się jemu spodoba, a nie dlatego, że tak to wynika z programu. Mogę zabrać na ciekawą wystawę malarstwa współczesnego, mimo, że w programie klasy X jest akurat starozytność.
                              Mogę oglądac z dzieckiem liście w parku, mimo, że akurat w szkole tematem jest budowa tasiemca.


                              Oczywiście jest to tez możliwe przy ED -ale wtedy to naprawdę jest całodobowa edukacja z rodzicem w roli głownej (rodzic przygotowuje sie starannie do lekcji zgodnie z programem danej klasy, przeprowadza lekcje, ewentualnie dowozi do kogoś, potem obiad i "spontaniczna" edukacja)
                              • myelegans Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 03:59
                                No wlasnie, wszystkiemu winne sa sztywne programy i przedmioty, ktore robia najwiecej zlego, bo rownaja wszystkich pod jedna kreske, zakladaja, ze wszyscy uczniowie maja te same zainteresowania, ucza tymi samymi metodami, ktore dla jednych dzialaja, dla innych przynosza skutek odwrotny.
                                www.naturalchild.org/guest/earl_stevens.html
                                "What we want to see is the child in pursuit of knowledge,
                                not knowledge in pursuit of the child."

                                - George Bernard Shaw

                                • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 07:53
                                  No wlasnie, wszystkiemu winne sa sztywne programy i przedmioty, ktore robia naj
                                  > wiecej zlego, bo rownaja wszystkich pod jedna kreske, zakladaja, ze wszyscy ucz
                                  > niowie maja te same zainteresowania, ucza tymi samymi metodami, ktore dla jedny
                                  > ch dzialaja, dla innych przynosza skutek odwrotny.

                                  Cóż, pewne minimum wiedzy ogólnej każdy jednak musi posiadać, chociaż jednego interesują ułamki, drugiego rozbiór logiczny i gramatyczny zdania, trzeciego budowa kwiatu, a czwartego czytanie mapy. A niestety uczeń, którego te cholerne ułamki nie interesują, też powinien je znać, bo w życiu się przydają.
                                • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 08:43
                                  Ale o ile dobrze zrozumiałam funkcjonowanie ED w Polsce to te dzieci też muszą opanować obowiązkowy program, bez zwgledu na zainteresowania i talenty. Rodzice moga wybrac tylko sposób w jaki chca tego nauczyć.

                                  Co i tak sprawia, że pod znakiem zapytanie staje czas na spontaniczną "działalnośc edulacyjną" rodziców

                                  p.s. Jak rozumiem, nie ma ŻADNYCH opracowań dotyczących ED w Polsce. Powoływanie się na amerykańskie jest troche bez sensu, nie mówiąc już o czołowych amerykańskich politykach , co słusznie zauważyła srebrnarybka wink
                              • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 09:20
                                joa66 napisała:


                                > Mogę oglądac z dzieckiem liście w parku, mimo, że akurat w szkole tematem jest
                                > budowa tasiemca.

                                Możesz natomiast w formie zabawy z liśćmi poćwiczyć....powiedzmy przymiotniki, albo matematykę.
                                Dziecko prawdopodobnie lepiej to zapamięta niż żmudne ćwiczenia z podręcznika i regułki.
                                I tak oto zabawa przeplata sie z nauką, przy czym dziecko nie czuje że się uczy tylko że się bawi.

                                To taki przyład na to, jak mniej więcej wyobrażam sobie ED
                                Na tej zasadzie odbywa się nauka w przedszkolu, potem w szkole radykalnie się zmienia.
                                • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 09:45
                                  Możesz natomiast w formie zabawy z liśćmi poćwiczyć....powiedzmy przymiotniki,
                                  > albo matematykę.

                                  Współczuję takiemu dziecku, które nie może sobie normalnie liści pooglądać, tylko musi na nich ćwiczyć przymiotniki. Horror.
                                  Problem polega na tym, że te przymiotniki trzeba na czymś zrobić, bo dziecko musi wiedzieć, co to jest stopniowanie. I nie da się tego uniknąć. I jeżeli wciska się je do zabawy liśćmi, to jest to tak samo z musu, jak ćwiczenia, bo nie wynika w sposób spontaniczny z zabawy, tylko matka-nauczycielka, pamiętając o tym, że te cholerne przymiotniki trzeba zrobić, przemyca je do liści i zabawa liśćmi zamienia się w koszmar.


                                  Na tej zasadzie odbywa się nauka w przedszkolu, potem w szkole radykalnie się z
                                  > mienia.

                                  Zrozumiałe, bo materiał do opanowania w szkole jest poważniejszy, niż w przedszkolu. Z przedszkola kiedyś się wyrasta, a życie to nie zabawa.
                                  • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 10:55
                                    srebrnarybka napisała:


                                    > Współczuję takiemu dziecku, które nie może sobie normalnie liści pooglądać, tyl
                                    > ko musi na nich ćwiczyć przymiotniki. Horror.

                                    A ja współczuję takiej osobie, która uważa że nauka polega na wykonaniu ćwiczeń w podręczniku i wykuciu formułek. Stopniowanie przymiotników nie można wytłumaczyć na liściach? Otoż można i to bardzo obrazowo. Nauka poprzez zabawę jest dla Ciebie koszmarem żmudne wypełnianie nudnych czasem ćwiczeń jest szczytem radości, rzeczywiście myślisz strasznie stereotypowo.


                                    > Zrozumiałe, bo materiał do opanowania w szkole jest poważniejszy, niż w przedsz
                                    > kolu. Z przedszkola kiedyś się wyrasta, a życie to nie zabawa.

                                    Nieprawda, materiał do opanowania i jego poziom trudności jest dostosowany do wieku. To czego dzieci ucza się w przedszkolu może być dla nich równie trudne jak materaił w szkole dla ucznia.
                                    • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 11:16
                                      A ja współczuję takiej osobie, która uważa że nauka polega na wykonaniu ćwiczeń
                                      > w podręczniku i wykuciu formułek.

                                      Gdybym tak uważała, nie zdecydowałabym się całe życie zajmować nauką. Dla mnie nauka jest pasją życiową, mimo, że o zgrozo, chodziłam do szkoły i to nawet nienajepszej merytotorycznie.

                                      Stopniowanie przymiotników nie można wytłuma
                                      > czyć na liściach?

                                      Oczywiście, że można, tylko wtedy zabawa liśćmi przestaje być zabawą, a staje się ćwiczeniem. W takiej koncepcji ED, jaką prezentujecie, dziecko nigdy nie ma czasu wolnego, bo każdą zabawę psuje mu się nauką. A dziecko, które chodzi do szkoły, ma zawsze ten moment, kiedy ze szkoły wychodzi i wie, że może się teraz odprężyć.

                                      To czego dzieci ucza się w przedszkolu może być dla nich równie trudne ja
                                      > k materaił w szkole dla ucznia

                                      Dla nich - tak, ale obiektywnie są to rzeczy na tyle proste, że dadzą się wpleść w zabawę.
                                      • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 09:25
                                        srebrnarybka napisała:


                                        > Gdybym tak uważała, nie zdecydowałabym się całe życie zajmować nauką. Dla mnie
                                        > nauka jest pasją życiową, mimo, że o zgrozo, chodziłam do szkoły i to nawet nie
                                        > najepszej merytotorycznie.

                                        Ale co to ma do istoty sprawy, nudna forma nauki może być przecież Twoja pasją.

                                        > Stopniowanie przymiotników nie można wytłuma
                                        > > czyć na liściach?
                                        >
                                        > Oczywiście, że można, tylko wtedy zabawa liśćmi przestaje być zabawą, a staje s
                                        > ię ćwiczeniem. W takiej koncepcji ED, jaką prezentujecie, dziecko nigdy nie ma
                                        > czasu wolnego, bo każdą zabawę psuje mu się nauką. A dziecko, które chodzi do s
                                        > zkoły, ma zawsze ten moment, kiedy ze szkoły wychodzi i wie, że może się teraz
                                        > odprężyć.

                                        To jest właśnie bzdura, zerowa znajomość psychiki dziecka no i to typowe oddzielenie - tu żmudna nauka /do tego dla niektórych krwawa/ a tu radosna zabawa bo trzeba odpocząc od tej nauki krwawej. Otóż te światy się systematycznie przeplatają, nawet wtedy jak bardzo sie chce je oddzielić. A ED uwzględnia to i wykorzystuje, szkoła publiczna słabo natomiast to potrafi i pewnie nie zawsze ma warunki.
                                        I skąd to przekonanie że dziecko nie ma wcale czasu wolnego? Jak się idzie na spacer z dzieckiem to się przeciez rozmawia na różne tematy, każdą rozmowa z matką dziecko czegoś sie może uczyć w normalnych relacjach. No chyba że dziecko nie jest partnerem do rozmowy i dyskusji wtedy pozostaje tylko szczebiotanie o misiu pysiu, bo nie daj Boże jeszcze coś dziecko się nauczy na spacerze, o zgrozo!


                                        > Dla nich - tak, ale obiektywnie są to rzeczy na tyle proste, że dadzą się wpleś
                                        > ć w zabawę.


                                        Znaczy dla Ciebie są łatwiejsze bo przecież poziom łatwości czy trudności czegoś nie jest kwestią obiektywnie ocenialną smile
                                    • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 13:32
                                      Nauka nie polega na rozwiązywaniu ćwiczeń z pamietników. Natomiast spacer z mamą nie polega na tym, z e się ćwiczy przymiotniki - podałaś dla mnie najlepszy argument PRZECIW nauczaniu domowemu. Normalne, spontaniczne zajęcia z dzieckiem, spacery i rozmowy zostają zbyt czesto przekształcone w zajęcia edukacyjne. Matka-nauczyciel nie wychodzi z roli, wykorzystuje to, co powinno być czasem nieskrępowanej rozmowy i zwykłego bycia z dzieckiem na nauczenie dziecka czegoś.
                                      Bardzo prawdopodobne, zę jej dziecko będzie lepiej nauczone przymiotników, ale znacznie gorzej tego, ze istnieje zwykły czas wolny, spędzany beztrosko z rodzicami, bez próby nauczenia czegoś.
                                      Poczytaj sobie Boguszewskiej' Czekamy na życie"- piękny obraz dziecka, uczacego sie z mamą w domu.
                                      • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 01:26
                                        Słaba wyobraźnia niestety. Ja jednak inaczej bym to zrobiła i nie mam problemu z rozgraniczeniem lekcji od zwykłego spacerusmile Chociaz wiadomo, że dziecko uczy się CAŁY CZAS - poprzez doświadczanie, rozmowę, obserwację. Ale kiedy mamy ochotę na zwykły spacer - problemu nie ma. Na spacerze byśmy sobie spędziły czas swobodnie, na zabawie ruchowej i co tam tylko bysmy wymysliły. A liście zabrałybysmy do wazonu i robiąc bukiet, wykorzystałybysmy je do nauki przymiotników czy działań matematycznych. Wszystko się da: jednego dnia można mieć swobodny spacer, a na drugi dzień pół godzinki nawet właściwie nieuświadomoinej dla dziecka nauki poprzez zabawę. W szkole musiałaby się tego uczyć w ławce z ksiązki powtarzając uklepane regułki. Na pewno nic ciekawszegosmile
                                        • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 09:21
                                          Africana - czyli dobrze zrozumiałam, że nie ma badań na temat ED w Polsce? A możesz przedstawić chociaż badanai na temat innych krajów europejskich?


                                          I nie odpowiedziałaś mi na pytanie na czym polega wyższość ED nad DOBRĄ szkołą? (po raz kolejny powtórzę - dobra wg Twoich standardów)


                                          • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 23:04
                                            Africana - czyli dobrze zrozumiałam, że nie ma badań na temat ED w Polsce? A mo
                                            > żesz przedstawić chociaż badanai na temat innych krajów europejskich?

                                            W Polsce ED jest dopiero na etapie raczkowaniasmile Żyjemy w zaściankowym kraju, który myśli stereotypowo i do edukacji podchodzi sztampowo. Możemy jedynie brac DOBRY przykład z krajów wysoko rowiniętych, w których ED ma się swietnie od wieeeelu lat, dynamicznie się rozwija i przynosi rewelacyjne efektysmile

                                            > I nie odpowiedziałaś mi na pytanie na czym polega wyższość ED nad DOBRĄ szko
                                            > łą? (po raz kolejny powtórzę - dobra wg Twoich standardów
                                            )

                                            Odpowiedziałam niejednokrotnie, wkleiłam mnóstwo linków, Ty masz po prostu chyba problem z czytaniem ze zrozumieniem...a na to ja już nic nie poradzę niestety. Ty mi jeszcze nie posłużyłas ANI JEDNYM linkiem, opinią ekspertów na poparcie swoich negatywnych opinii. To wy się tutaj rzuciłyście na dziewczynę, która szukała kontaktów, krytykując jej wybór i próbując udowodnieć, że wyrządza dziecku krzywdę. Macie coś sensownego na poparcei swojego punktu widzenia ?
                                            • maksimum Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 23:28
                                              "In "The Condition of Education 2000-2009," The National Center for Education Statistics of the United States Department of Education reports that In 2007, the number of homeschooled students was about 1.5 million, an increase from 850,000 in 1999 and 1.1 million in 2003.[42] The percentage of the school-age population that was homeschooled increased from 1.7 percent in 1999 to 2.9 percent in 2007."
                                              ---------
                                              en.wikipedia.org/wiki/Homeschooling#International_status_and_statistics
                                              Czyli 3 dzieciaki na 100 sa uczone w domu i na testach wypadaja duuuuzo lepiej niz dzieci chodzace do szkoly.

                                              "Numerous studies have found that homeschooled students on average outperform their peers on standardized tests"

                                              ED jest nielegalna w: Niemczech,Holandii,Chorwacji,Grecji,Hiszpanii,Szwecji,Turcji,Ukrainie,
                                            • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 22.11.10, 07:14
                                              smile

                                              Wybacz, ale w podanych linkach nie ma odpowiedzi na moje pytanie (jeżeli jestem ślepa to wklej). Nie interesują mnie ogólniki na temat edukacji w ogóle tylko porównanie edukacji domowej z edukacją w dobrych szkołach , dzieci wspierających rodziców. Czy są takie?
                                              Nie sztuka porównać wyniki zadbanych edukacyjnie dzieci z wynikami wszystkich szkoł , w większości masowych, często w biednych, imigracyjnych dzielnicach i cieszyć się wynikami.


                                              Rozumiem, że nie ma też nic o badaniach nad ED w Polsce, bo jesteśmy zaściankowi. Rozumiem, że nie ma też badań z Europy, która też jest zaściankowa i najwięcej jet przykładów z US i Australii, gdzie często odległość wymusza taką a nie inną formę edukacji smile

                                              Na marginesie - nie pisałam o tym, bo ten problem Polski raczej nie dotyczy, ale jedna z większych obaw na świecie związanych z ED to indoktrynacja dzieci przez fundamentalistów i fanatyków religijnych.
                                              • joa66 P.S. "Absolwenci" 22.11.10, 07:18
                                                Nie ukrywam, że ubawił mnie przykład Elzbiety II jako osoby bez problemów z socjalizacją wink
                                              • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 22.11.10, 18:56
                                                Zacznijmy od tego, że to między innymi ty w tym wątku chciałaś koniecznie udowodnić autorce, ze popełnia bląd i że ED jest ZŁA. Ja tobie nic nie muszę udowadniać, chociaż się nawklejałam a tobie i tak małosmile To ty mi tutaj jeszcze nie posłużyłaś ANI JEDNYM sensownym artykułem udowadniającym twoja tezę. Dlaczego oczekujesz ode mnie czegoś, czego sama nie potrafisz zrobić ? Zacznij od siebie, daj mi dobry przykładsmile Chetnie poczytam...
                                                • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 22.11.10, 19:06
                                                  Zacznijmy od tego, że to między innymi ty w tym wątku chciałaś koniecznie udowo
                                                  > dnić autorce, ze popełnia bląd i że ED jest ZŁA
                                                  .


                                                  ?????

                                                  Chyba mnie z kimś pomyliłaś

                                                  Ja tobie nic nie muszę udowadniać, chociaż się nawklejałam a tobie i tak małosmile

                                                  To co wklejałas to ogólniki a ja zadałam konkretne pytania.

                                                  Nie stawiałam TEZ - stawiałam PYTANIA .smile

                                                  Miałam nadzieję, że ktoś będzie w stanie na nie odpowiedzieć.....
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 22.11.10, 21:13
                                                    Nie kochana, z nikim cie nie pomyliłam. Od początku próbujesz udowodnic (nie tylko ty oczywiście), że konwencjonalna szkoła jest LEPSZA od ED. Wypierasz się swoich słów ?
                                                    Wiesz....szkoda mi czasu na dyskusje z kimś, kto nie bardzo pamięta co sam pisał...
                                                    Nie stawiasz tez, tylko pytasz ? A co to jest twoim zdaniem ?

                                                    >dobra szkoła może zapewnić to, co dom plus jeszcze więcej

                                                    To są twoje własne słowabig_grin
                                                    To tylko jeden przykład, mogę wklejac więcejsmile Więc bądź tak dobra i nie odwijaj kota ogonem, bo cięzko się z kims takim dyskutuje.

                                                    Masz swoją tezę - udowodnij, wklej coś sensownego, jakieś opinie ekspertów, badania (coś czego sama ode mnie oczekujesz). Dlaczego ja mam ci cos udowadanić wklejając tonę linków, w których się wypowiadają eksperci, ludzi którzy na ten temat mają pojęcie i doświadczenie w temacie, a tobie ciągle mało, ciągle ci coś nie pasuje... Coś mi się wydaje, że to moja syzyfowa robota, bo ty nawet nie zerknęłaś na zalinkowane przeze mnie artykuły. No to w takim razie, ja cię proszę PO RAZ KOLEJNY o to samo. W czym szkoła jest lepsza od ED ? To co ty sama wypisywałaś, to dopiero są moim zdaniem ogólniki. Nie podałaś jak dotąd żadnych źródeł wiedzy na ten temat, a od kogoś żądasz... Masz coś ciekawego ?
                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 22.11.10, 22:28
                                                    Ja wyrażam swoja opinię . Wybacz, nie szukałam w necie linków do własnych opinii. Oczekiwałam kontrargumentów do moich opinii. Kontrargumentów dotyczących konkretnych pytań, nie ogólników.

                                                    Nie doczekałam się.

                                                    I tyle smile

                                                    Z mojej strony EOT smile
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 22.11.10, 23:05
                                                    Wybacz kochana, ale co chwilę zmieniasz zdanie. Najpierw piszesz, że nic nie twierdzisz (nie stawiasz tez), tylko zadajesz pytania, a potam piszesz, że ty tylko wyrażasz opinię (czyli jednak coś twierdzisz). Nie jest to tylko zadawanie pytań, tak jak to wcześniej pisałaś, czyli kręcisz się w zeznaniach i wokół własnego ogonasmile
                                                    Wiesz...wyrazać opinie może każdy. Ja nawet na poparcie swoich, podałam kilka wiarygodnych źródeł (ale ciągle ci mało). Ty natomiast coś twierdzisz, bo po prostu TAK i już. Na źródła (ani jedno, nawet ogólnikowe!) z twojej strony nie doczkełam się, ale od innych oczekujesz. Czyli tak jak myślałam, ty po prostu na poparcie swoich słów nie masz NIC - kompletnie NICbig_grin A kontrargumenty na konkretne pytania padały niejednokrotnie i powtarzać sie nie będę. Dla przeciętnie rozgarniętego czytelnika wszystko jest jasne...
                                                    I tylesmile
                                                    Z mojej strony EOTsmile
                                                  • sabciasal Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 10:10
                                                    no cóż afrikana
                                                    przyczytałam pilnie watek - i to Ty nie odpowiadasz na pytania. to Ty unikasz odpowiedzi na argument absurdalnego zestawiania danych. a w odpowiedzi atakujesz.

                                                    ale moze za głupia jestem - efekt publicznej edukacji
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 12:55
                                                    > przyczytałam pilnie watek - i to Ty nie odpowiadasz na pytania]

                                                    Jak mi tutaj wkleisz cytat, w którym kolezanka, która ode mnie wymaga DOWODÓW, SAMA odpowiada na pytanie w CZYM SZKOŁA JEST LEPSZA OD ED (nie jakieś ogólniki, ale badania, opinie) to moge dalej dyskutować. Przy czym zakładamy, ze mówimy o dobrej szkole kontra dobra edukcja domowa. A żeby od kogoś wymagać, nalezałoby miec samemu jakieś argumenty podparte źródłami. Sama do kogoś chce nie wiadomo czego, ale od siebie ZERO. Założyła coś, chce dowodów od innych, ale jakoś nic ciekawego oprócz własnej teorii nie zaprezentowała. Ja i inne dziewczyny już wystarczająco się natłumaczyłyśmy. Do niektórych NIGDY nie trafi. Gdyby ED była niewypałem, przynosiła szkody, miała marne efekty i kształciła dziwaków nieradzących sobie z życiem, juz dawno po tylu latach doświadczeń, byłaby zakazana. A jendak ma się świetnie i nadal sie rozwija, a jej fanów przybywa na całym świeciebig_grin Jeszcze tylko w krajach postkomunistycznych parcie na system ma ogromne znaczenie, ale to kwestia czasu. Nadchodzą zmiany, mentalność ludzi się zmienia.

                                                    A odpowiedzi na pytania, gdybyś przeczytała uważnie, znalazłabyś chociażby w linkach. tam jest wszystko. Nie tylko ode mnie, ale i od ludzi, którzy mają doświadczenie w temacie i są ekspertamismile

                                                    A moze ty mi odpowiesz (i podasz linki) w czym DOBRA ED jest gorsza od szkoły ?
                                                  • joa66 Re: "Absolwenci" 23.11.10, 13:04
                                                    Tak jeszcze raz zerknęłam na różne listy znanych "absolwentów" ED.

                                                    Nie mogę się doszukać tych, którzy korzystali z ED po 2 wojnie światowej. smile

                                                    p.s Europa to nie tylko "zaścianek" i "postkomunizm" . wink
                                                  • paszczakowna1 Re: "Absolwenci" 23.11.10, 15:06
                                                    > Nie mogę się doszukać tych, którzy korzystali z ED po 2 wojnie światowej. smile

                                                    Paolini.
                                                  • joa66 Re: "Absolwenci" 23.11.10, 19:06
                                                    Dziekuję za konkretną odpowiedź wink

                                                    I czekam na więcej.

                                                  • sabciasal Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 16:07
                                                    A moze ty mi odpowiesz (i podasz linki) w czym DOBRA ED jest gorsza od szkoły ?

                                                    nie wiem czy jest lepsza. nie rozumiem, dlaczego miałabym ci linkować. Czy fakt, ze ktos założy stronę i nazwie ją edukacja szkolna bądź edukacja domowa oznacza, że to są jakies argumenty?
                                                    wiem, ze nie zdecydowałabym się na edukację domową moich dzieci z uwgai na ryzyko zerowych kotaktów z innymi dziećmi. Z moich obserwacji (aktualnych)_ wynika, że dziesięciolatek nie nawiązuje kontaktów na zajeciach pozalekcyjnych, gdzie skład osobowy sie zmienia. po drugie średnio wyobrażam sobie realizacje ED w statystycznej polskiej rodzinie prowadzenie wszystkich zajęć nawet na poziomie podstawówki. No i nie chciałabym bym być nauczycielem moich córek.
                                                    rozumiem argumenty o marnowaniu czasu w szkole, o nieprofesjonalnych niekiedy nauczycielach - ale wg mnie szkoła nie służy tylko do nauki. sojalizuje przede wszystkim.

                                                    ale tak jak innych - irytują mnie przytaczane przez Ciebie OGÓLNE amerykaństwie twierdzenia o wyższości ED. nie ma tak dobrze. A fakt, ze jest popularna w stanach..... wierze, że część wybiera ten sposób edukacji bo chce jak nalepiej dla swoich dzieci, ale niestety mam równiez wizję rodzin-sekt, które nie pozwolą dzieciom na wyjście do swiata.
                                                  • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 18:05
                                                    > rozumiem argumenty o marnowaniu czasu w szkole, o nieprofesjonalnych niekiedy n
                                                    > auczycielach - ale wg mnie szkoła nie służy tylko do nauki. sojalizuje przede w
                                                    > szystkim.

                                                    I coraz częściej demoralizuje wink
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 23:02
                                                    > I coraz częściej demoralizuje wink

                                                    Moim zdaniem: z lekka przesadzasz. Narzekanie na zdemoralizowaną młodzież sięga chyba paeolitu wink.
                                                  • myelegans Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 17:52
                                                    afrikana napisała:

                                                    > ciebig_grin Jeszcze tylko w krajach postkomunistycznych parcie na system ma ogromne z
                                                    > naczenie, ale to kwestia czasu. Nadchodzą zmiany, mentalność ludzi się zmienia.

                                                    Bo to byl dobry sposob na kontrole i zamordyzm. W demokracji na szczescie jest wybor, i to rodzice powinni wybierac co jest dobre dla WLASNEGO dziecka, a nie rzad ustanawiac z gory co jest dla odpowiednie dla TWOJEGO dziecka.
                                                  • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 18:20
                                                    myelegans napisała:

                                                    > W demokracji na szczescie jest
                                                    > wybor, i to rodzice powinni wybierac co jest dobre dla WLASNEGO dziecka, a nie
                                                    > rzad ustanawiac z gory co jest dla odpowiednie dla TWOJEGO dziecka.

                                                    Myślę, że niektórzy są tak niepewni w roli rodzica, że w głowie im sie nie mieści że oni mogą lepiej wiedzieć co jest dobre dla ich dziecka. Wolą zaufać urzędnikom wink
                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 19:19
                                                    To jest bardzo trudny temat i nie ryzykowałabym tezy, że każdy rodzic wie co jest najlepsze dla jego dziecka.

                                                    Pomijam już szkoły sekciarskie, ale np. nieobecność dziecka w szkole, bo wykopki, albo dzieciak zbiera złom na wódke dla tatusia.

                                                    Ale temat jest znacznie szerszy niż "domowa edukacja". Nie potrafiłabym zdefiniować do jakiego punktu mogą decydowac rodzice, tak, żeby miało to sens w każdym przypadku.

                                                    Dlatego -tak jak pisałam wcześniej i uwazny czytelnik pewnie to zauważył - myślę, że dobrze , że prawo przewiduje taką mozliwość, chociażby w sytuacjach, o których pisałam wczesniej.

                                                    Niemniej jednak to bardzo ryzyzkowna decyzja i powinna być moim zdaniem podejmowana bardzo ostrożnie i świadomie. Świadomość zakłada też to, że zna się ewentualne ryzyko i zna się złe strony tego rozwiązania ( a nie je wypiera) i mimo wszystko decyduje się na takie rozwiązanie.
                                                  • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 19:38
                                                    Ja wręcz zaryzykowałabym tezę, ze większość rodziców nie wie, co jest najlepsze dla jego dziecka - bo rodzic nie jest i nie moze być ani zdystansowany, ani obiektywny, a jak jest - to znaczy,z e w ogole coś jest bardzo niedobrze w rodziniesmile Dlatego własnie tak cenne jest, że żyje się w społeczeństwie, ze rodzice nie mają monopolu na wychowanie, ale dziecko wychowują także inni ludzie - kiedyś sasiedzi i dalsza rodzina, dziś opiekunki, przedszkole, szkoła. Rodzice mają głos decydujący, ale jesli uznają,z e wszelkie uwagi innych osób sa zawsze niesłuszne - albo uznają,z e są zawsze zbędne - to dziecko faktycznie zaczyna być niewolnikiem ich koncepcji i metod wychowawczych.
                                                    Dlatego własnie, poza niektorymi wypadkami - fobii szkolnej, bardzo oddalonej i złej szkoły, choroby dziecka jestm przeciwniczką nauki w domu. Dziecko jest wówczas zbyt zalezne od rodziców i to w każdym wypadku - od rodziców bardzo pewnych siebie, mających głębokie poczucie, ze powinni być dla dziecka najwyższym i jedynym autorytetem, ze są zdolni do nauczenia go wszystkiego lepiej, niz cała reszta świata. To sa cechy dyskwalifikujące kazdego nauczyciela. A rodzice nie do końca pewni siebie, potrafiący powiedziec sobie "tego i tego nie jestem w stanie nikogo nauczyć", czy "chcialbym, aby dziecko poznało inny punkt widzenia" -, ktorzy mogliby uczyć - nie biora się do tego.
                                                    Nie jest chyba przypadkiem,z e większość chorych dzieci, uczacych się w domu, marzy o tym, aby wreszcie wrocić do szkoły - nie tylkow yzdrowieć, ale własnie powrocić do kolegów, wstrętnych nauczycieli i jedynek - czyli do rówiesników, ktorych nie zastąpi rodzina.
                                                    przy tym, jak mówię, nie mam nic przeciw zorganizowaniu nauki w domu dla grupy dzieci i wynajeciu nauczycieli.
                                                  • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 20:04
                                                    verdana napisała:

                                                    > Ja wręcz zaryzykowałabym tezę, ze większość rodziców nie wie, co jest najlepsze
                                                    > dla jego dziecka

                                                    No i dla tej większości jest szkoła, a ED dla tej pozostałej grupy wink

                                                    > Nie jest chyba przypadkiem,z e większość chorych dzieci, uczacych się w domu, m
                                                    > arzy o tym, aby wreszcie wrocić do szkoły - nie tylkow yzdrowieć, ale własnie p
                                                    > owrocić do kolegów, wstrętnych nauczycieli i jedynek - czyli do rówiesników, kt
                                                    > orych nie zastąpi rodzina.


                                                    Ale bywaja też dzieci całkiem zdrowych, które szkoły i kolegów szkolnych nienawidzą, marzą tylko o tym, żeby do szkoły nie chodzić.

                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 20:11
                                                    Ja wręcz zaryzykowałabym tezę, ze większość rodziców nie wie, co jest najlepsze
                                                    > dla jego dziecka

                                                    No i dla tej większości jest szkoła, a ED dla tej pozostałej grupy


                                                    No cóż..nic dodać nic ująć..smile
                                                  • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 21:05
                                                    Każdy rodzic, który ma absolutną, niewzruszona pewniość, ze nie ma możliwosci aby się mylił w tym, co dotyczy jego dziecka, ze nie potrzeba mu nikogo z zewnątrz, kto by czasem skorygował jego metody czy poglady, jest własnie tym rodzicem, ktory myli się najczęściej. Jak kazdy, kto ma niewzruszone zaufanie do siebie samego i wie, ze nikt nie moze udzielić mu dobrej rady.
                                                    Dziecko, ktore marzy o tym, by do szkoły nie chodzić i nienawidzi kolegów to powazny problem. Najlepiej zmienić dziecku szkołę. Jesli i kolejnych kolegów nienawidzi, to bardzo niedobrze - oznacza, ze ma bardzo powazne problemy z socjalizacją w grupie, albo jest odrzucany przez rowieśników. Takiemu dziecku potrzebna jest fachowa pomoc, a nie izolacja od rowieśników, bo czlowiek, nie umiejący nawiązywać kontaktów - nie nauczy sie tego w samotnosci.
                                                  • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 22:10
                                                    verdana napisała:

                                                    > Każdy rodzic, który ma absolutną, niewzruszona pewniość, ze nie ma możliwosci a
                                                    > by się mylił w tym, co dotyczy jego dziecka, ze nie potrzeba mu nikogo z zewnąt
                                                    > rz, kto by czasem skorygował jego metody czy poglady, jest własnie tym rodzicem
                                                    > , ktory myli się najczęściej. Jak kazdy, kto ma niewzruszone zaufanie do siebie
                                                    > samego i wie, ze nikt nie moze udzielić mu dobrej rady.

                                                    Istnieje zatem możliwośc że tez się mylisz bo włąsnie prezentujesz taką absolutną niezwruszona pewność, co jest lepsze dla Twoich i nie tylko zresztą Twoich dzieci wink


                                                  • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 22:29
                                                    Oczywiscie, ze się mylę - w sprawie wlasnego dziecka, jak zreszta każdy.
                                                    Dlatego własnie, ze zdaje sobie z tego sprawę nie dopuszczę, aby być dla dziecka jedyną osobą, od której zalezy cale jego życie, jedyna, ktora ma na niego wpływ i jedyna , ktora o nim decyduje. Jesli zatem moje dziecko wyslane do szkoly będzie miało fobię szkolną i ktos - - poradzi mi, aby je ze szkoły zabrać, psychologowie to potwierdzą - to zabiorę. Bo ktos będzie miał szanse zweryfikować moją decyzję.
                                                    Natomiast gdybym uczyla je sama, nikt nie skorygowałby moich błędów, robilabym tylko to, co wydaje mi sie dobre dla dziecka - a gdybym się myliła, jedynym przegranym byłoby dziecko.
                                                  • myelegans Re: Indywidualna nauka dziecka... 24.11.10, 06:04
                                                    ED to nie oderwanie i zamkniecie w bance, widac ze wiedze masz czysto teoretyczna, i w praktyce nie zetknelas sie z ED. W tej chwili w Stanach jest 2 mln uczniow, ktorzy uprawiaja ED, z nieustajaco dobryminwynikami Google sie klania, statystki prowadzone od50 lat okladem mowia ze, uczniowie uczacy sie w systemie ED konsekwntnie sa lepsi akademicko, dostaja sie na lepsze uniwersytety, robia dbre, a nawet bardzo dobre kariery, sa dojrzalsi emocjonalnie uwaga..... Bardziej zsocjalizowani, wbrew temu co twierdzisz. Upierasz ise na jakism zalozonym przezsiebie wyobrazeniu, poczytaj jak to wyglada, przgladnij prace , opracowania jestem przciez nauczycielem akademickim. Fakty mowia za siebie.

                                                    wielu politykow, senatorow, siedziow sadu najwyzszego, tych bardzo wspolczesnych rowniez, nie mowiac o 14 z 46 prezydentow sa produktami ED.
                                                    Jakbys nie chciala argipumentowaxc fakty mowia inaczej to sa tylko i wylacznie Twoje " bias", wynikajace z niewiedzy i wlasnych wyobrazen i niecheci wyjscia poza poza wlasny, sztywny krag myslenia.
                                                    Tez kiedys bylam bardzo na " nie " teraz nie jestem bo znam kilka rodzin, rozmawiam, czytam , poznaje, zapoznaje sie z materialami, wszystkie dzieciaki, ktore ja znam sa wyjatkowo dojrzale, popularne towarzysko, ba z bardzo bogatym zyciem towarzyskim, o wiele bardziej samodzielne, i rodzicow nie trktuja jako alfy i omegi i rodzice tez za bogow nie robia, i lekcje nie odbywaja sie stad dotad, moga sie 2 miesiace nie uczyc matematyki, pozniej do niej wrocic. Ludzie przeciez zyjemy w XXI wieku, sa kursy na zywo internetowe, gdzie mozr
                                                    Esz siedziec w domu siedzac w klasie ,a lbo miec jeden na jeden z nauczycielem TWOJEGO wyboru, nie odpowida Ci nauczyciel, zmieniasz.
                                                    I tak nie zmienisz podejscia, poWol ludziom ekerymentowac na sowich dzieciach, o tych dzieci bylabym spokojna, srdednia ED daje o niebo lepsze wyniki i bardzo srednia szkola publiczna, ktora tu tak wszyscy zachwycaja
                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 24.11.10, 07:08
                                                    14 z 46 prezydentow sa produktami ED.

                                                    Z ciekawości. Ilu z tych 14 prezydentów pobierało nauki wg zasad ED po II wojnie światowej i od kiedy w USA jest obowiązek szkolny?

                                                    Dlaczego cały czas mówimy o USA a nie o np. Szwajcarii?

                                                    Czy odpowiedzią znowu będzie, że mam uprzedzenia i "fakty" mówia za siebie? i unikanie odpowiedzi na pytania z odyłaniem do wikipedii , względnie do jej poprawiania?

                                                  • joa66 P.S. USA 24.11.10, 07:59
                                                    Ponieważ można tu rozmawiac tylko o doświadczeniach amerykańskich, mam pytania :

                                                    -jak wygląda rozwój (staytystycznie) ED w Stanach na przestrzeni ostatnich 50 lat,

                                                    -jak w tym czasie zmienia się motywacja - miejsce zamieszkania w "stepie szerokim", wzrost przemocy w szkołach, powody religijne, inne

                                                    -jaka cześć uczniów ED to członkowie grup religijnych, np Amiszów, których jest najwięcej (i coraz więcej) w USA?

                                                    -jaki procent społeczeństwa decyduje się na ED i jaki procent studentów dobrych uczelni to absolwenci ED

                                                  • joa66 Re: P.S. USA 24.11.10, 20:30
                                                    Mówisz masz wink

                                                    pdfserve.informaworld.com/550126__788017778.pdf

                                                  • joa66 Re: P.S. USA 24.11.10, 20:32
                                                    Chyba się nie otwiera, może łatwiej będzie przejśc z tej strony:

                                                    www.eric.ed.gov/ERICWebPortal/search/detailmini.jsp?_nfpb=true&_&ERICExtSearch_SearchValue_0=EJ772374&ERICExtSearch_SearchType_0=no&accno=EJ772374

                                                    Mam na myśli tę pracę:

                                                    What Have We Learned About Homeschooling?
                                                    Eric J. Isenberg
                                                    Mathematica Policy Research


                                                  • myelegans Re: P.S. USA 25.11.10, 02:16
                                                    No i przeczytalas?

                                                    nces.ed.gov/pubs2009/2009030.pdf
                                                    www.hslda.org/docs/nche/000010/200410250.asp
                                                    home-school.lovetoknow.com/Statistics_on_Homeschooling_in_the_United_States
                                                    www.buzzle.com/articles/homeschooling-statistics.html
                                                    www.homeschool-living.com/homeschooling-statistics.html
                                                    ezinearticles.com/?Homeschooling-Statistics&id=2624482

                                                    In a study released by the National Center for Home Education on November 10, 1994. According to these standardized test results provided by the Riverside Publishing Company of 16,311 homeschoolers from all 50 states K-12, the nationwide average for homeschool students is at the 77th percentile of the basic battery of the Iowa Test of Basic Skills. In reading, the homeschoolers' nationwide grand mean is the 79th percentile. This means, of course, that the homeschool students perform better in reading than 79 percent of the same population on whom the test is normed. In the area of language arts and math, the typical homeschooler scored in the 73rd percentile.

                                                    These 5,124 homeschoolers' composite scores on the basic battery of tests in reading, math, and language arts ranked 18 to 28 percentile points above public school averages. For instance, 692 homeschooled 4th graders averaged in the 77th percentile in reading, the 63rd percentile in math, and the 70th percentile in language arts. Sixth-grade homeschoolers, of 505 tested, scored in the 76th percentile in reading, the 65th percentile in math, and the 72nd percentile in language arts.
                                                    In math, 92 percent of the homeschool students scored above grade level, and 93 percent of the homeschool students were at or above grade level in reading. These scores are "being achieved in a state where public school SAT scores are next-to-last in national rankings." ix
                                                    The study found that the average scores of the homeschool students were at or above the 80th percentile in all categories. The homeschoolers' national percentile mean was 84th for reading, 80th for language, 81st for math, 84th for science and 83rd for social studies.
                                                  • joa66 Re: P.S. USA 25.11.10, 07:38
                                                    Przeczytałam, że badania osiągnięć homeschoolersów opieraja się na:

                                                    -rezultatach ezgaminów SAT (które chyba nie sa obowiązkowe)
                                                    -opinii zbieranych od samych zainteresowanych (rodziców), czyli "samo-ocena"


                                                    Przeczytałam też , że lobbyści homeschoolersów niemal wymusili na włądzach, żeby przepisy wymagające odpowiednich kwalifikacji od nauczycieli wszystkich przedmiotów nie miały zastosowania w przypadku ED. Że nawet jeżeli postep dzieci jest sprawdzany rodzice wybieraja test. Że tak naprawdę zaczęto zbierać dane do badań w 1994, a dostep do nich i tak jest utrudniony (pomijając już fakt, że nie ma definicji czy homeschooling odnosi się do całego okresu edukacji, jego etapu, czy np rokiem)


                                                    Z ciekawości poszukałam informacji na temat ED w Szwajcarii skoro sama wywołałam ten temat wink . ED legalne -danych brak, niektóre są, ale poufne na zyczenie rodziców.


                                                    Nie po to przywołałam, żeby udowodnic , że ED jest złe z zasady. Tylko, że nie ma WIARYGODNYCH badań, na których możnaby opierać superoptymistyczne bezkrytyczne opinie.

                                                    Chyba zadna z osób biorących udział w dyskusji nie sugerowała, że ED powinna być zakazana, tylko to, że rodzice powinni ostrozniej podchodzic do tematu, bo jest wiele zagrożeń z nią związanych. Ba, ja sama mam w dalszej rodzinie osobę, która zsotała "zwichnieta" przez to, że w jej czasach nie ED było w Polsce nielegalne (to był przypadek powrotu z zagranicy).

                                                    Wyobrażam sobie, że grupy, które chcą wspierać ED , powinny uczulać na niebezpieczeństwa z nią związane, uczyc jak omijac rafy, krótko mówiąc, przyznać, że jest to ryzyko, eksperyment i ma swoje wady. Niestety ida w zaparte, problemy wypierają bezkrytycznie, a jedynym "kompromisem" jest przyznanie, że jakieś koszty jednak są i że ED nie jest "dla każdego" (tu usmieszek). Problem w tym, że ED niesie ryzyko dla KAŻDEGO. I tylko zdając sobie ztego sprawę można tych niebezpieczeństw uniknąć, a nie naiwnie sie cieszyć, że badania (o metodologi których pisałam powyżej) pokazują, że w USA homeschoolersi osiagają zadowolenie z siebie o 47% wyższe niz absolwenci szkól!


                                                    Przy okazji tej dyskusji zdałam sobie sprawę z jednej przewago szkoły nad ED - społeczeństwo jest świadome zagrożen jakie niesie szkoła, zwłaszcza zła szkoła i ma szansę tych zagrożen unikac, albo jakoś sobie z nimi radzić. Nie ma tego w ED, są tylko laurki.

                                                    p.s. wybacz, ale dopiero teraz przeczytam linki, które przekazałaś-chciałąbym zobaczyć, czy gdzieś są konkretne dane i informacje jak były zbierane

                                                    p.s.2 przywołując nazwiska homeschoolersów z przeszłości, może warto napisać o losach innych XVIII i XIX wiecznych absolwentów domowej edukacji - było ich wtedy sporo...wink
                                                  • joa66 Re: P.S. USA 25.11.10, 09:05
                                                    Homeschooling Statistics in America

                                                    The statistics presented here have been picked from various sources, notably from the data available through homeschooling researcher, Dr. Brian Ray of NHERI (National Home Education Research Institute) and famed HSLDA (Home School Legal Defense Association), an organization for homeschooling supporters. •There are approximately 2 million homeschooling children in the US (2008 - 2009 data).
                                                    •An estimated 1.5 to 2 million homeschooling students in 2008 - 2009 are from standard K to 12.

                                                    •15% of Non-Hispanic population is homeschooling their children.
                                                    •When scaled on a demographic map, homeschooling parents are from a variety of families and income levels including PhDs, atheists, low, high and middle income families.
                                                    •Near about US$ 50,000 is the income level of a homeschooling family.
                                                    •Almost 74% of homeschooled children have gone to colleges as compared to 44% of general population.
                                                    •71% of homeschooled children have been found to be involved in at least one community service as compared to 37% of general population.
                                                  • afrikana Re: P.S. USA 25.11.10, 13:07
                                                    No i gdzie te zatrważające statystyki ? Przecież gołym okiem widać, że generalnie efekty sa LEPSZE niż po tradycyjnych szkołachsmile
                                                    Na siłę próbujesz doszukać sie nie wiadomo jakich WAD i ZAGROŻEŃ, a tymczasem KAŻDY wybór niesie ze sobą JAKIEŚ ryzyko i JAKIEŚ wady. Na świecie nie ma NIC IDEALNEGO. Nie ma idealnych szkół. Wszystko ma swoje plusy i minusy, ale to co wy tutaj próbujecie robić niemalże szykanując ED i próbując ją oczernić i zdeprecjonowac na wszystkie możliwe sposoby, to juz jest po prostu śmieszne. Mogłabym tutaj do rana wypisywać wady szkół - no i po ? Skoro dla większości przeciętnych dzieci będzie ona najlepszym wyborem. Ale wy nie potraficie lub nie chcecie zrozumieć, że w wielu sytuacjach, dla coraz większej ilości dzieci i rodziców ED to lepszy wybór, że dziecko na tym skorzysta a nie straci. Mądry rodzic podąza za swoim dzieckiem.

                                                    Tutaj można się co nieco dowiedzieć na temat innych krajów europejskich:
                                                    www.home-school.com/groups/
                                                    I wiele mądrych artykułów napisanych przez ekspertów, np:
                                                    www.home-school.com/Articles/phs35-marypride.html
                                                    www.home-school.com/Articles/phs39-chrisklicka.html
                                                    Ja bardzo współczuję pionierom ED w Polsce. Dopiero czytając ten wątek uzmysłowiłam sobie, jak musiało być im ciezko, jak dużo musieli przejśc, jak bardzo musieli być wytrwali, jak bardzo system zawładnął ślepo wpatrzonym w niego Kowalskim, jak jest skostniały, sztywny, nienaruszalny. No cóż...na szczęscie to się zmienia. Na początku wszytsko sobie trzeba wywalczyć, utorować drogę, a za ileś lat dziwimy się, jak to kiedyś mogło być inaczejsmile Wierzę, że wyjdziemy zza tej ściany....

                                                    naukapozaszkola.blog.onet.pl/Pierwsi-w-edukacji-domowej,2,ID356581956,n
                                                    Ja im życzę wszytskiego najlepszego i wcale nie uważam, ze wyrządzili swoim dzieciom krzywdę. Oby takich mądrych rodziców z pomysłem, zapałem i pasją było jak najwięcejsmile
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 22:52
                                                    Jak możesz polemizować z 'każda matka wie, co jest najlepsze dla jej dziecka.' Przecież to aksjomat. wink
                                                  • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 20:08
                                                    joa66 napisała:


                                                    > Niemniej jednak to bardzo ryzyzkowna decyzja i powinna być moim zdaniem podejmo
                                                    > wana bardzo ostrożnie i świadomie. Świadomość zakłada też to, że zna się ewentu
                                                    > alne ryzyko i zna się złe strony tego rozwiązania ( a nie je wypiera) i mimo ws
                                                    > zystko decyduje się na takie rozwiązanie.

                                                    Tu pełna zgoda. To nie jest rozwiązanie dla każdego.
                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 20:14
                                                    To nie chodzi o to, że nie jest dla każdego.

                                                    Czasami jest po prostu mniejszym złem. I trzeba miec świadomość złych aspektów tego rozwiązania, które wystepują zawsze.
                                                  • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 20:23
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Czasami jest po prostu mniejszym złem. I trzeba miec świadomość złych aspektów
                                                    > tego rozwiązania, które wystepują zawsze.

                                                    To się jednak nie zgadzamy. Uważam, że dla niektórych ludzi, sytuacji, splotu oklocznosci i warunków - ED jest lepsza.
                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 20:44
                                                    "lepsze" nie równa się "bez wad"

                                                  • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 21:19
                                                    joa66 napisała:

                                                    > "lepsze" nie równa się "bez wad"

                                                    to sie może odnieśc także do szkoły i tak zrównaliśmy oba systemy eukacji smile
                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 22:06
                                                    Przewaga ED nad nauką szkolną to mozliwośc osiągnięcia lepszych wyników w nauce. Cudów nie ma i nawet najlepsza szkoła nie poświęci tyle czasu jednemu dziecka i nie dostosuje sie w 100 procentach do dziecka. Tylko - bardzo upraszczając - jeżeli wiedzę absolwenta ED ocenimy na szóstkę, a absolwenta dobrej szkoły, nawet wspieranego przez rodziców na piątkę, to czy warto płacić taką cenę za w sumie niewielka różnicę?

                                                    Dziecko wiele zyskuje przez to, że jest "dopuszczone" do innych ludzi, nie tylko tych wybranych starannie przez rodziców.

                                                    Przykład: Gdybym zdecydowała się na ED dla mojego dziecka na pewno wziełabym pod uwagę wszystkie jego potrzeby i pasje, no i oczywiście program. Postarałabym się o najlepszych z dostępnych nauczycieli. Zgromadziłabym fajne materiały. Zapewne poradziłabym sie jeszcze psychologa.

                                                    I tak -moje 7 letnie dziecko ze sporymi problemami związanymi z motoryka i koordynacją. Inteligntne , oczytane, mające kilka pasji. W tych pasjach nie mieści się muzyka (słuch ma, ale talentu lub zainteresowania zupełnie nie). Zapewne zapewniłabym mu odpowiednią realizację programu , z indywidualnym podejściem do jego supermocnych i słabych stron. Czy przyszłoby mi do głowy, żeby wtedy zapisac go na nauke gry na instrumencie? Raczej nie (ale pewnie jestem wyrodna i nie znam włąsnego dziecka wink )


                                                    W szkole sam się dowiedział, że są zajęcia gry na instrumencie. Sam się zapisał. Sam potem musiał pilnowac godzin i znaleźc salę, bo naczyciele za rączkę nie prowadzili od klasy do klasy (budynek mały). Po 2-3 tygodniach grał jakies łatwiutkie melodie używając OBU RĄK i wszystkich palców (tylko ten, kto zna problem wie o czym mówię) . Mniej się męczył przy pisaniu. Ba, skomponował króciutki utwór (nie oszukujmy się - średni wink ). Po paru latach miał epizod własnego zespołu (własny pomysł, własna organizacja - własna =wspólna z kolegami)

                                                    Gdybym zdecydowała się na ED i naprawdę porządnie sie do tego przygotowała, pozbawiłabym go tego doświadczenia. Być może po ED mój syn zamiast wyniku 39 punktów po podstawówce miałby 40 i lepiej zdawał egzaminy z angielskiego. Jednak to nie byłoby warte ceny straty tego co może dac dobra szkoła.

                                                    Dodam jeszcze, że syn wczesniej nie palił się do nauki gry, w szkole to było na fali "zapisuje się na wszystko"

                                                    I takich przykładów mogę dac mnóstwo.
                                                  • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 22:33
                                                    A moja córka nie pisałaby - namowił ją do tego nauczyciel, mnie do głowy nie wpadło, aby kogokolwiek namawiać do pisania wierszy, bo poezji nie znoszę. I w ED jest tylko jedna-dwie osoby, ktora mają szansę wykryć zdolnosci, a i to tylko takie, ktore mieszczą sie w zainteresowaniach rodziców. W szkole jest potencjalnie takich osób więcej.
                                                    Poza tym - rzeczywiście, dziecko w domu nauczy się wiecej, to jest dla mnie oczywiste. Ale - nie nauczy sie prawdopodobnie rzeczy, ktorych rodzic uczy "dodatkowo', z pasji - bo pasja zamieni się w regularne lekcje, a to co innego. I nie nauczy sie na przykład dyskutować z ludxmi o zupełnie innych poglądach, z innych srodowisk, ba, w ogóle nie nauczy sie dyskusji w szerszej grupie.
                                                    Nie nauczy się pracować w warunkach nieidelanych, a to akurat umiejętność przydatna na całe życie.
                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 22:47
                                                    Dziecko w szkole uczy się tez przeżywac rzeczy przykre i tu zaryzykowałabym stwierdzenie, że jest to szczególnie ważne dla dzieci wrażliwych.

                                                    Znowu przywołam własny przykład: traktujemy nasze dziecko powaznie, nie kłamiemy, nie zapominamy, dotrzymujemy słowa , jesteśmy punktualni-ogólnie wie, że na nas może polegać.

                                                    W szkole zdobył doświadczenie, że:

                                                    czasami zdarza się, że ktoś jest niesprawiedliwy
                                                    czasami ktoś o czyms zapomina
                                                    czasami ktoś spóźnia się bez sensownego powodu
                                                    czasami trzeba liczyć na siebie


                                                    Mówię o incydentach, nie o ogólnej tendencji i atmosferze szkoły.


                                                    I podkreslam, to jest wazne szczególnie dla tych wrażliwszych dzieci.

                                                    p.s. zgadzam się z morekac w sprawie obowiązku szkolnego. to dla mnie oczywiste.
                                                  • marimaris Re: Indywidualna nauka dziecka... 29.11.10, 23:01
                                                    ja zawsze myślałam że indywidualna nauka najbardziej sprawdza się przy zajęciach wyrównawczych kiedy trzeba indywidualnego podejścia aby nadrobić stracony czas. natomiast jeśli jest się w miarę na bieżąco to tradycyjna nauka jest jak dla mnie lepszym rozwiązaniem. Wiem to z autopsji - szkoła Speak Up, przy okazji polecam.
                                                    Przy nauce dzieci i nauce w ogóle najlepiej unikać nauki czegokolwiek na pamięć, średnio to się sprawdza, a wielu o tym zapomina. Wiele systemów nauki również premiuje takie metody.
                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 19:09
                                                    A znacie jakieś badania nad sytuacją ED z "postkomunistycznych, zamordystycznych ; ) " państw takich jak Francja, Niemcy, Szwajcaria, Luksemburg?
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 22:35
                                                    Mam wrażenie, że przymus edukacyjny został nie tyle wprowadzony z powodu 'musimy wychować zunifikowane stado jednakowo myslących ludzi', ile dlatego, aby dzieci mogły chodzić do szkoły bez względu na plany rodziców. Moja babcia, lat 93, do tej pory żaluje, że dane jej było zakończyć naukę tylko na podstawówce. Ale była potrzebna do prac gospodarsko-domowych i tyle.
                                              • maksimum Re: Indywidualna nauka dziecka...dobra 23.11.10, 04:41
                                                joa66 napisała:

                                                > Wybacz, ale w podanych linkach nie ma odpowiedzi na moje pytanie (jeżeli jes
                                                > tem ślepa to wklej). Nie interesują mnie ogólniki
                                                na temat edukacji w ogóle
                                                > tylko porównanie edukacji domowej z edukacją w dobrych szkołach , dzieci wspie
                                                > rających rodziców. Czy są takie?
                                                > Nie sztuka porównać wyniki zadbanych edukacyjnie dzieci z wynikami wszystkich s
                                                > zkoł , w większości masowych, często w biednych, imigracyjnych dzielnicach i ci
                                                > eszyć się wynikami.

                                                Masz racje!
                                                Porownuje sie ED z przecietnymi szkolami,a przeciez dlatego rodzice sie decyduja na ED bo nie chca by ich dzieci chodzily do przecietnych szkol.
                                                Sa tez takie sytuacje,ze jest jedna szkola nie najlepsza,a druga bardzo daleko i przy trojce dzieci nie warto ich gdzies tam wozic i przywozic bo latwiej je w domu nauczyc.
                                                Podstawowke mozna spokojnie w domu przerabiac,a gdy zaczynaja sie trudniejsze przedmioty w gimnazjum,to juz calkiem spore i uksztaltowane dziecko mozna wyslac do szkoly.
                                                Nie mozna tez porownywac ED z dobrymi szkolami ,gdzie rodzice biora aktywny udzial w przerabianiu materialu z dzieckiem.
                                                Ja np jak widze,ze dzieci maja problemy,to im sporo rzeczy wyjasniam,ale to juz jest polaczenie ED ze szkola.

                                                > i najwięcej jet przykładów z US i Australii, gdzie często odległość wymusza taką a nie
                                                > inną formę edukacji smile

                                                To sie jak najbardziej zgadza.
                                                Na odleglych peryferiach wysylanie dzieciaka do szkoly nie ma zadnego sensu.

                                          • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 23:51
                                            www.suite101.com/content/socialization-and-homeschooling-are-possible-a205458
                                            finehomeschooling.com/homeschooling-socialization.html
                                            www.nheri.org/
                                      • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 09:49
                                        verdana napisała:

                                        > Natomiast spacer z mamą nie polega na tym, z e się ćwiczy przymiotniki - podałaś dla mnie najlepszy a
                                        > rgument PRZECIW nauczaniu domowemu.

                                        Nie spodziewałam sie niczego innego, dla Ciebie zdaje sie wszystkie argumenty są przeciw i nie ma jakichkolwiek za smile podejrzewam, że z jakichś przyczyn jesteś uprzedzona.
                            • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 09:08
                              joa66 napisała:


                              > Od kiedy ED jest tak popularna w Polsce, że można się już pokusić o wnioski z
                              > jej wpływu na dorosłe życie?
                              Nie zrozumiałaś o czym pisałam, chodziło mi o ludzi, którzy źle wspominają szkołę a odnajdują się dopiero w późniejszej edukacji. Srebrnarybka uważąła że takie przykre doświdczenia są ludziom potrzebne a ja, że do niczego chyba tylko to tego żeby wspominać to jako traumę czasów dzieciństwa, które powinno być bardziej radosne.
                              • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 09:48
                                Ja źle odnajdywałam się w podstawówce i dzięki treningowi i własnej krwawej pracy w LO miałam już dobre kontakty koleżeńskie, a na studiach rewelacyjne. Gdyby nie doświadczenia podstawówki, nigdy nie nauczyłabym się funkcjonować w grupie koleżeńskiej, bo zaczęłabym pracować nad tym dopiero na studiach.
                                • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 10:57
                                  No tak, wiedziałam że będzie historyjka smile Krwawo pracowałaś w tej podstawówce? No to ja wymiękam jesli to polecasz dzieciom.
                                  • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 11:11
                                    Krwawo pracowałaś w tej podstawówce
                                    > ? No to ja wymiękam jesli to polecasz dzieciom.

                                    Lepiej popracować w podstawówce i mieć umiejętność nawiązywania kontaktów przez całe życie, niż nie popracować w ogóle i całe życie być odludkiem i dziwakiem odrzucanym przez środowisko.

                                    No, nie mówiąc o tym, że akurat mój przypadek był trochę nietypowy, bo moja praca nie byłaby aż tak krwawa, gdybym nie miała zaborczej matki ofiary ED, która nie przygotowała mnie kompletnie do życia w szkole, bo nie widziała takiej potrzeby. Inne dzieci nie miały takich trudności, jak ja, więc przeciętne dziecko nie musi aż krwawo pracować.
                                    • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 09:03
                                      srebrnarybka napisała:


                                      > No, nie mówiąc o tym, że akurat mój przypadek był trochę nietypowy, bo moja pra
                                      > ca nie byłaby aż tak krwawa, gdybym nie miała zaborczej matki ofiary ED, która
                                      > nie przygotowała mnie kompletnie do życia w szkole, bo nie widziała takiej potr
                                      > zeby.

                                      No sorry ale Twój przypadek jest rzeczywiscie nietypowy, krwawo w szkole, krwawo w domu.
                                      Może dla Ciebie rzeczywiście ta szkoła nawet byle jaka była wybawieniem.
                          • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 00:17
                            Takie osoby najczęściej póżniej całkiem nieźle się odnajdują na studiach.... w
                            > pracy.... w codziennym życiu.

                            O tym, jak odnalazła się moja matka, pisałam parę postów wyżej.

                            Więcej zalezy od nich samych a i ludzie otaczając
                            > y nie są już tacy okrutni jak bywają często rówieśnicy w szkole.

                            Cóż, żaden z rówieśnikow w koszmarnej szkole nie wyrządził mi takiej krzywdy, jak dawny kolega z pracy, którego wspierałam w trudnych dla niego chwilach, a który jako wicedyrektor, którym został dlatego, że dzięki mojemu wsparciu nie wyrzucono go z pracy, z pracy mnie wygryzł, skutecznie mi ubliżając przez 2 lata. Przykro mi, ale kolega w podstawówce z marginesu społecznego, przeniesiony karnie do szkoly specjalnej za udział w próbie gwaltu (nie dotyczyła mojej osoby), był wobec mnie mniej okrutny. Ale gdybym nie miala za sobą przeżyć fatalnych kontaktów koleżeńskich, zapewne świństwa, które robił mi wicedyrektor, znosilabym jeszcze gorzej.
                            • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 09:15
                              srebrnarybka napisała:

                              > Takie osoby najczęściej póżniej całkiem nieźle się odnajdują na studiach.... w
                              > > pracy.... w codziennym życiu.
                              >
                              > O tym, jak odnalazła się moja matka, pisałam parę postów wyżej.

                              Nie no Ty to masz zawsze jakąś historię wyrazistą na każdą sytuację. Tylko że ja pisałam o ludziach, którzy chodzili do szkoły i nie wspominają jej dobrze albo wręcz bardzo źle.
                              Oczekuję teraz jakieś historii na tę sytuację wink

                              A to, że Ciebie kolega wystawił to akurat zły przykład historyjki. Nie chodziło mi o to, że w życiu dorosłym, nie spotka nas nic złego od ludzi tylko o to, że jednak inaczej do tego podejdziemy niż w dzieciństwie. Ponadto indywidualności w życiu dorosłym zaczynają być doceniane, a przynajmniej tolerowane. W szkołach, niestety nie.
                              • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 09:53
                                Nie no Ty to masz zawsze jakąś historię wyrazistą na każdą sytuację. Tylko że
                                > ja pisałam o ludziach, którzy chodzili do szkoły i nie wspominają jej dobrze al
                                > bo wręcz bardzo źle.
                                > Oczekuję teraz jakieś historii na tę sytuację wink

                                Mam historię, bo pisuję na bazie doświadczeń. Nie podam żadnej historii ilustrującej tezę, że złe wspomnienia ze szkoły zaszkodziły komuś na całe życie, bo takiej historii NIE ZNAM wśród moich licznych kontaktów towarzyskich. O czymś to chyba świadczy.

                                A to, że Ciebie kolega wystawił to akurat zły przykład historyjki. Nie chodziło
                                > mi o to, że w życiu dorosłym, nie spotka nas nic złego od ludzi tylko

                                Napisałaś, że dzieci są bardziej okrutne od dorosłych. Podałam Ci przykład, że nie.

                                Ponadto indywidualności
                                > w życiu dorosłym zaczynają być doceniane, a przynajmniej tolerowane. W szkołac
                                > h, niestety nie.

                                Też się nie zgodzę, bo w życiu dorosłym za wszystko ponosi się dużo większą odpowiedzialność. Jak się dziecko spóźni do szkoły, to dostanie minusa czy uwagę, za spóźnienie do pracy mogą Cię zwolnić i pozbawić środków do życia Ciebie i rodzinę.
                                • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 11:05
                                  srebrnarybka napisała:

                                  > Mam historię, bo pisuję na bazie doświadczeń. Nie podam żadnej historii ilustru
                                  > jącej tezę, że złe wspomnienia ze szkoły zaszkodziły komuś na całe życie, bo ta
                                  > kiej historii NIE ZNAM wśród moich licznych kontaktów towarzyskich. O czymś to
                                  > chyba świadczy.

                                  Ja też bym Ci mogła tu sypnąc historię i to nie jedną. Fantazje to ja też mam smile Nie uważam, żeby to miało większy sens przytaczanie historyjek, że jedna Pani to to i tamto, a drugi pan to wręcz przeciwnie. Faktem jest że wielu ludzi wspomina szkołę bardzo źle! I po co komu takie złe kilkuletnie doświadczenia to ja zupełnie nie wiem.....
                                  • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 11:25
                                    Ja też bym Ci mogła tu sypnąc historię i to nie jedną. Fantazje to ja też mam :
                                    > -) Nie uważam, żeby to miało większy sens przytaczanie historyjek, że jedna Pan
                                    > i to to i tamto, a drugi pan to wręcz przeciwnie.

                                    Historie, które ja przytaczam, nie są produktem fantazji, tylko wynikiem doświadczenia życiowego. Zapewne jestem od Ciebie trochę starsza i doświadczenia mam więcej i jakoś opieranie się na doświadczeniu bardziej do mnie przemawia, niż na modnych teoriach, które zmieniają się, jak wszelkie mody.

                                    Faktem jest że wielu ludzi ws
                                    > pomina szkołę bardzo źle! I po co komu takie złe kilkuletnie doświadczenia to j
                                    > a zupełnie nie wiem.....

                                    No, a ja źle wspominam to, że przy zapaleniu ucha, których dostawałam jako dziecko kilka w roku, musiałam brać oksyterracynę zapisaną przez lekarza, to, że musiałam i muszę nosic okulary, to, że musialam chodzić na gimnastykę korekcyjną. Źle wspominam lekcje angielskiego, nie lubiłam się go uczyć i nie lubię tego języka. Źle wspominam zastrzyki z debecyliny, którymi leczono mi chorobę reumatyczną. Źle wspominam filmy przyrodnicze, które rodzice w ramach ED kazali mi oglądać w TV. Źle wspominam rekolekcje wielkopostne w okresie szkolnej katechizacji. Źle wspominam, jak mama kazała mi drylować wiśnie zapałkami. Zapewne znalazłoby się jeszcze parę rzeczy, które źle wspominam, ale to nie znaczy, że nie były one potrzebne i pożyteczne.
                                    • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 00:47
                                      Znam tak dużo różnych dziwaków, introwertyków, nieporadnych, aspołecznych, wstydliwych i nieradzących sobie w życiu osobników po zwykłych szkołach, ze te twoje historyjki jak dla mnie nie mają najmniejszego znaczenia. Moim zdaniem, głowna rolę pełni tutaj CHARAKTER człowieka. Liczy się osobowość. Jedni sa po prostu tacy, a drudzy inni. Dla jednych ED będzie wybawieniem i świetnym pomysłem, dla drugich katorgą. Znam takich, którzy szkołę wspominają jako najgorszy koszmar i czują ulgę, ze mają już to za sobą. Nauka to nie musi być "szkoła przetrwania", którą to trzeba obowiązkowo przejść żeby sobie dobrze dalej radzić w życiu. Można to zrobić w inny sposób. Szkolnictwo publiczne nie jest gwarantem dobrych efektów dydaktycznych i wychowawczych, a szkodliwości ED jak dotąd nikt nie udowodnił. W wielu cywilizowanych krajach ma ona już bogatą historię i ze względu na świetne rezultaty, dynamicznie się rozwija. Poparcie dla tej formy edukcji, pomimo dyskryminacji i storeotypowego myślenia, ROŚNIE i zwolenników przybywa, nawet w naszym zaściankowym krajusmile
                                      Tutaj jest moim zdaniem WSZYSTKO co można powiedzieć w tym temacie. Przeczytajcie uważnie:

                                      www.gazeta.edu.pl/Przyszlosc_edukacji_domowej-95_161-0.html
                                    • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 09:35
                                      srebrnarybka napisała:


                                      > Historie, które ja przytaczam, nie są produktem fantazji, tylko wynikiem doświa
                                      > dczenia życiowego.

                                      Jeżeli nawet są prawdziwe to jako jednostkowe nie mają wiekszego znaczenia, więc ich przytaczanie nie ma większego sensu.


                                      >Zapewne jestem od Ciebie trochę starsza i doświadczenia mam
                                      > więcej i jakoś opieranie się na doświadczeniu bardziej do mnie przemawia, niż n
                                      > a modnych teoriach, które zmieniają się, jak wszelkie mody.

                                      Aż taka stara jesteś? wink Niektórzy nawet starzy ludzie potrafią byc bardziej otwarci na nowe.

                                      > No, a ja źle wspominam to, że przy zapaleniu ucha, których dostawałam jako dzie
                                      > cko kilka w roku, musiałam brać oksyterracynę zapisaną przez lekarza, to, że mu
                                      > siałam i muszę nosic okulary, to, że musialam chodzić na gimnastykę korekcyjną.
                                      > Źle wspominam lekcje angielskiego, nie lubiłam się go uczyć i nie lubię tego j
                                      > ęzyka. Źle wspominam zastrzyki z debecyliny, którymi leczono mi chorobę reumaty
                                      > czną. Źle wspominam filmy przyrodnicze, które rodzice w ramach ED kazali mi ogl
                                      > ądać w TV. Źle wspominam rekolekcje wielkopostne w okresie szkolnej katechizacj
                                      > i. Źle wspominam, jak mama kazała mi drylować wiśnie zapałkami. Zapewne znalazł
                                      > oby się jeszcze parę rzeczy, które źle wspominam, ale to nie znaczy, że nie był
                                      > y one potrzebne i pożyteczne.

                                      Może były niezbędne ale przyznaj, że gdyby można było to wszystko czego nie lubiłąś inaczej przeprowadzić, mniej nieprzyjemnie to nie miałaś byś nic przeciwko?
                                      Owszem nauka jest niezbędna ale można się uczyć na rózne sposoby w róznych warunkach. Zawsze warto wybrac te bardziej sprzyjające, życie jest jedno.
                • paszczakowna1 Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 10:24
                  > Poza tym uczenie domowe wyklucza ten dodatkowy element edukacji jaki mogą dost
                  > arczać rodzice. Mój tata woził mnie i rodzeństwo po Polsce w każdym mieście pok
                  > azując nam najważniejsze miejsca mówiąc o ich historii, opowiadał nam mnóstwo h
                  > istorycznych fragmentów na spacerach, rodzice kazali mi oglądać najlepsze filmy
                  > w telewizji, posuwali książki które trzeba znać, zabierali do Zoo opowiadając
                  > o konkretnych zwierzętach, pokazali Operę i Filharmonię a także przeprowadzili
                  > przy obiedzie eksperyment czy zwrotna butelka naprawdę odbija się od podłogi (
                  > ślady przez lata na suficie) - w żadnym z tych momentów nie czułam się edukowa
                  > na choć byłam i to zapewne lepiej niż w szkole. Będąc nauczycielem dziecka pozb
                  > awia się go właśnie takiej nauki - nie koniecznie na egzamin, niekoniecznie dos
                  > tosowanej do wieku, niekoniecznie zgodnej z programem - nauki która nie boli a
                  > procentuje.

                  To już jest argument kompletnie z kosmosu. Wyobrażasz sobie, że ED to jest nauka 'stąd-dotąd', z podręcznikiem z ręku? Otóż znam (acz tylko wirtualnie) ludzi, którzy mają porównanie ED i szkoły, i właśnie ten aspekt - że ucząc się w domu mieli czas na nieskrępowane programem szkolnym rozwijanie zainteresowań (jak najbardziej z udziałem rodziców) - uważają za największy atut ED.
                  • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 11:29
                    Wyobrażasz sobie, że ED to jest nauk
                    > a 'stąd-dotąd', z podręcznikiem z ręku? Otóż znam (acz tylko wirtualnie) ludzi,
                    > którzy mają porównanie ED i szkoły, i właśnie ten aspekt - że ucząc się w domu
                    > mieli czas na nieskrępowane programem szkolnym rozwijanie zainteresowań (jak n
                    > ajbardziej z udziałem rodziców) - uważają za największy atut ED.

                    Odwrotnie. RAtyzbona uważa, i slusznie, że w wypadku ED całe życie jest nauką i to jest z pewnoscią nie do zniesienia dla dziecka
                    • ratyzbona Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 13:49
                      Problem polega na tym że rozwijanie zainteresowań dzieci nie zawsze powinno być elementem edukacji a przynajmniej zaplanowanej edukacji - czasem wręcz przeciwnie. Wielokrotnie przywoływanym przykładem jest mój przypadek gdy rodzice widząc że zrywam się z dodatkowego angielskiego by chodzić do kina zdecydowali się zabierać mnie do kina częściej dawać mi na nie więcej kasy. Dowiedziałam się o tym wiele lat później gdy kino nie było tylko pasją ale już praktycznie elementem kariery zawodowej. Dzięki tej niewiedzy pasja pozostała pasją - rozwijaną samodzielnie choć ze wsparciem. Gdyby zamiast tego potraktowali to jako fragment edukacji entuzjazm pewnie by się ulotnił a pasja stałaby się szkolnym przedmiotem. Z resztą o ile matka może olać nieco angielski na rzecz jakiejś pasji o tyle matka-nauczycielka przecież tego nie zrobi bo to ona odpowiada za edukację dziecka. Nie wszystko co w życiu robimy winno być elementem nauki który zakłada przydatność zdobywanej wiedzy i ewentualny egzamin. Edukacja Domowa zakłada wiele rzeczy ale tak szczerze czy zakłada owo cudowne "wolne" kiedy absolutnie niczego się nie uczymy? Nie jestem pewna skoro nauczyciele są z dzieckiem na każdym kroku.
                      • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 14:12
                        Nie mowiąc już o takim drobiazgu jak program. ja, opowiadając dzieciom o historii, mogłam swobodnie pomijac to, co uwazalam za nudne, zbędne lub nieprawdziwe - nie przygotowywałam ich do egzaminu. Wiele argumentów za ED nie uwzględna tego drobnego faktu,z e rodzic uczac jest skrepowany ramami programu. I tak, kazać przeczytać dziecku lektury, o ktorych nie ma wysokiego mniemania, nie bardzo ma już możliwość, aby oprocz tych lektur podsuwać do przeczytania ksiązki, ktore uwaza za cenne - bo ileż książe mozna ikazać dzieku czytać?
                        Mój nastolatek, czytający Hellera, Marqueza czy choćby doskonałą "Balladę o Januszku", czyta te ksiązki, bo mu mama poradziła - inaczej czyta się coś, co dał do czytania nauczyciel - choćby ten nauczyciel był mamą. A poza tym - w szkoe nauczyciel czasem podsunie do czytania cos, o czym mama nie ma pojęcia, bo ją to nie interesuje. I tak mlody człowiek ma znacznie więcej mozliwosci rozwoju - styka sie z większa liczbą osób, ktore mogą mu cos podsunąć, doradzić, zachęcić - a nie tylko z mamą i dobranymi przez mamę nauczycielami.
                        • maksimum Re: Indywidualna nauka dziecka... 19.11.10, 21:38
                          Z tego co sie orientuje,to dotyczy to glownie rodzin wielodzietnych ,gdzie jedno z rodzicow i tak nie pracuje a ma jakies przygotowanie by uczyc w domu.
                          Wyniki zazwyczaj sa lepsze niz u dzieci chodzacych do szkol.
                          • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 10:31
                            Przy rodzinach wielodzietnych to z rodziców, które 'nie pracuje' ma wystarczająco dużo zajęć. wink A im więcej dzieci, tym więcej materiału trzeba im przygotować... No, chyba że ma się pomoc domową, nianię itp. Tylko i tak wtedy może zabraknąć czasu dla dzieci jako mamie czy tacie.
                            • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 11:12
                              morekac napisała:

                              > Tylko i tak wtedy może zabr
                              > aknąć czasu dla dzieci jako mamie czy tacie.
                              Ale wtedy chociaż jest ten czas spędzony przy wspólnej edukacji?
                              Jak ja z moja córką spędzam czas na wspólnej edukacji w domu to jest całkiem przyjemnie
                              smile edukacja nie musi kojarzyć się z czymś nieprzyjemnym. Można ja nawet polubić wink szczególnie w sprzyjajacych warunkach.
                              • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 11:48
                                Bo na razie nie siedzisz z dzieckiem nad lekcjami 4 godzin, tylko pewnie godzinę.
                                To teraz wyobraź sobie, że masz dwoje dzieci: w IV i I klasie SP. Lekcje z nimi to około 7h (3-4h/ na łebka - nie mozesz za bardzo tego skrócić, bo czego innego uczysz I i IV klasistę). A jeszcze musisz się do lekcji przygotować. A jeszcze musisz zorganizowac im zajęcia sportowe czy je trochę przewietrzyć... To ile czasu pobędziesz z nimi nie jaki nauczycielka ED? Problem logistyczny się robi. Z kolei jeśli do przedmiotów pozatrudniasz nauczycieli, to ktoś na nich musi zarobić ;-(.
                                • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 12:47
                                  No tak: stres, łzy, poczucie niższej wartości, wyobcowanie itd, itp. To wszysto możemy jak w banku mieć w szkole

                                  Bez przesady. Różne są szkoły. Czy jestes pewna, że szkoła Twojego dziecka tylko to mu daje?

                                  Jezeli tak to może warto pomysleć nad zmianą?

                                  ED nie jest zła z zasady tylko ma chyba więcej do zaoferowania jako tymczasowe rozwiązanie, np.:

                                  -powrót z zagranicy i słaby poziom znajomości języka polskiego
                                  -nierówny rózwój w wieku 6-7 lat, wtedy kiedy np. rozwój emocjonalny nie nadąża za intelektualnym
                                  -wybitny talent w jakiejś dziedzinie połączony z prawdziwą pasją dziecka
                                  -okoliczne szkoły BARDZO złe


                                  Lepiej jednak szukac szkoły, która spełnia nasze i dziecka oczekiwania. (zwłaszcza, że koszty raczej nie grają roli - ED to nie jest tania impreza)
                                  • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 10:00
                                    joa66 napisała:

                                    > No tak: stres, łzy, poczucie niższej wartości, wyobcowanie itd, itp. To wszy
                                    > sto możemy jak w banku mieć w szkole

                                    >
                                    > Bez przesady. Różne są szkoły. Czy jestes pewna, że szkoła Twojego dziecka tylk
                                    > o to mu daje?

                                    Wiesz ja akurat nie myślałam o swojej córce, która świetnie odnajduje się w szkole. O sobie w sumie tez nie myślę bo chociaz za szkołą nie przepadałam to w sumie tak bardzo źle jej nie wspominam. Potrafię wyjśc poza ramy swoich własnych doświadczeń, rozmawiam w ludźmi, czytam, ogladam TV. Widze że w szkole może być bardzo źle, dzieci robia się agresywne, co wyczynia młodzież to już sie nasłuchałam, szkoły nie radza sobie z tymi problemami złęgo zachowania, agresji. Jest sporo samobójstw wśród dzieci i młodzieży. Do tego dochodzi przepełnienie w szkołach, kiepskie warunki lokalowe brak finansów. To wszystko przemawia za zastanowieniem się nad ED, która może przynieśc bardzo dobre rezultaty. Jeszcze raz powtarzam, że nie dla każdego rodzica i nie dla każdego dziecka jest to dobre rozwiązanie. Trzeba poprostu dac ludziom taka możliwośc a nie utrudniać i wszytko negować.
                                    • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 10:16
                                      Alez taka możliwośc jest.

                                      Tylko trzeba się zastanowić czy to dobre wyjście, bo można być zadowolonym (tak jak Ty i Twoje dziecko) ze szkoły.
                                      • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 10:29
                                        joa66 napisała:

                                        > Tylko trzeba się zastanowić czy to dobre wyjście, bo można być zadowolonym (tak
                                        > jak Ty i Twoje dziecko) ze szkoły.


                                        No dla nas jest to dobre wyjście ale wierze że dla niektórych - nie i zakładam, że ktoś kto się decyduje na ED to dokładnie się zastanowi i rozważy wszelkie za i przeciw.
                                        • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 10:53
                                          że ktoś kto się decyduje na ED to dokładnie się zastanowi i rozważy wszelkie za i przeciw.

                                          W zasadzie tak. Tylko ja do tej pory nie doczekałam się odpowiedzi na pytanie w czym jest lepsza ED od dobrej szkoły.

                                          Nie będę pisac o jakiś krwawych hisotriach tlyko o zwykłym zyciu. Szkoła może nauczyć:

                                          -radzenia sobie z problemami (niekoniecznie kolega gwałciciel, wystarczy niesprawiedliwa ocena) i podejmowania w związku z tym decyzji : walczyć czy odpuścić

                                          -ustalania priorytetów (czy ważniejsza jest średnia czy ulubione dodatkowe zajęcia)

                                          -podejmowanie ryzyka (może nie zapyta?) i ponoszenie konsekwencji

                                          -naucznie obcowania się z porażkami. Daleka jestem od zachwytu nad rankingami, wyścigiem szczurów, jednak porażki są częścią każdego życia.


                                          p.s. Jak sobie wyobrażacie sytuację, że mąż jest Waszym bezpośrednim przełożonym zobowiązanym zlecania wam zadań i do częstego i regularnego oceniania Waszej pracy. Czy w domu łatwo CAŁKOWICIE przejśc do realcji "mąż-żona"?



                                          • joannab-o Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 12:42
                                            > p.s. Jak sobie wyobrażacie sytuację, że mąż jest Waszym bezpośrednim przełożony
                                            > m zobowiązanym zlecania wam zadań i do częstego i regularnego oceniania Waszej
                                            > pracy. Czy w domu łatwo CAŁKOWICIE przejśc do realcji "mąż-żona"?

                                            Nie muszę sobie wyobrażać, bo tak właśnie jest u nas w domu. On jest fachowcem, a ja robię to, co jest do zrobienia, tak zarabiamy na życie. Nie ma na tym tle żadnego problemu.

                                            I nie zawsze porównanie relacji mąż-żona a rodzic-dziecko ma sens. Ta druga nie jest partnerska (nie w tym samym sensie).
                                          • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 14:14
                                            joa66 napisała:

                                            > W zasadzie tak. Tylko ja do tej pory nie doczekałam się odpowiedzi na pytanie w
                                            > czym jest lepsza ED od dobrej szkoły.

                                            A kto mówi że jest lepsza w ogóle?

                                            - efektywniej wykorzystuje się czas przeznaczony na naukę kiedy jest jeden nauczyciel jeden uczeń
                                            - można sobie pozwolić na wiekszą elastycznośc /dzisiaj zrobię mniej bo np. dziecko ma kiepski dzień, nie może się skupić za to jutro nadrobimy..../
                                            - można uczyć poprzez rozmaite formy w tym poprzez zabawę i róznych sytuacjach np podczas spaceru i zbierania liści.
                                            - można nauke bardziej dostosować do dziecka, nie tracimy czasu na to co jest dla dziecka łatwe, a dłużej popracujemy nad tym co sprawia trudnośc.
                                            - eliminuje się stres związany z rywalizacją, ocenianiem co przy niektórych dzieciach daje bardzo pozytywne rezultaty np. przy dzieciach pracujących wolniej.
                                            -eliminuje się stres związany ze złym wpływem rówieśników - to dla dzieci słabo przystosowanych i mało przebojowych, takich które w szkole będą uznawane za ciapy, albo dziwne egzemplarze. Także z agresją
                                            - jest więcej czasu na kontakty z rodzicami
                                            - jest więcej czasu wolnego

                                            I to może być w niektórych przypadkach łącznie lub pojedyńczo wskazanie do ED.
                                            • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 18:39
                                              - efektywniej wykorzystuje się czas przeznaczony na naukę kiedy jest jeden nauc
                                              > zyciel jeden uczeń
                                              Tu zgoda. Pod warunkiem, że nauczyciel jest dobry.
                                              > - można sobie pozwolić na wiekszą elastycznośc /dzisiaj zrobię mniej bo np. dzi
                                              > ecko ma kiepski dzień, nie może się skupić za to jutro nadrobimy..../
                                              I w ten sposób można sobie sporo przebimbać. To jest metoda edukacji wyłącznie dla sumiennych, dobrze zorganizowanych i zdyscyplinowanych rodziców, posiadających takie też dzieci.
                                              > - można uczyć poprzez rozmaite formy w tym poprzez zabawę i róznych sytuacjach
                                              > np podczas spaceru i zbierania liści.
                                              I w ten sposób cały czas jest się w relacji nauczyciel- uczeń. Czyli nie można sobie iść do lasu na spacer tak po prostu, tylko edukacyjnie. Jakiś czas temu z młodszą ćwiczyłyśmy w lesie używanie kompasu i mapy. Nie mówię, że było to jakieś strasznie traumatyczne, ale ze spacerem dla przyjemności niewiele miało wspólnego...

                                              > - można nauke bardziej dostosować do dziecka, nie tracimy czasu na to co jest d
                                              > la dziecka łatwe, a dłużej popracujemy nad tym co sprawia trudnośc.
                                              Tak, to jest zaleta.

                                              > - eliminuje się stres związany z rywalizacją, ocenianiem co przy niektórych dzi
                                              > eciach daje bardzo pozytywne rezultaty np. przy dzieciach pracujących wolniej.
                                              Zauważ, że kiedyś i tak trzeba będzie zaliczyć przedmioty. I wtedy może stres jest skumulowany, ale też i dużo większy. Niektórzy w takim stresie po prostu wysiadają.
                                              Innych z kolei umiarkowany stres i rywalizacja motywuje do pracy.

                                              > -eliminuje się stres związany ze złym wpływem rówieśników - to dla dzieci słabo
                                              > przystosowanych i mało przebojowych, takich które w szkole będą uznawane za ci
                                              > apy, albo dziwne egzemplarze. Także z agresją
                                              Ale też eliminuje dobry wpływ, i umiejętność radzenia sobie ze złym wpływem, czy agresją. Eliminuje przyjaźnie, które do pewnego wieku wywodzą się głównie spośród szkolnych kolegów i koleżanek.
                                              Niestety, nie chowamy naszych dzieci do życia w wiejskim dworku jako pan dziedzic czy pani dziedziczka, tylko do życia jakie jest teraz: trzeba umieć mówić nie, dyskutować czy też współpracować w grupie. A nauczenia się tego ED raczej nie zapewni. Dzieci mało przebojowe po ED bardziej przebojowe nie będą. Nie każdy będzie pisarzem bestsellerów zamieszkałym w dzikiej głuszy...

                                              > - jest więcej czasu na kontakty z rodzicami
                                              Tak, ale jest to więcej czasu na kontakt nauczyciel-uczeń. Rodzic niekoniecznie musi mieć więcej czasu dla dziecka, jeśli będzie musiał przysiąść fałdów, żeby przygotować matematykę, polski i przyrodę na jutro.
                                              > - jest więcej czasu wolnego
                                              Dla dziecka - tak. Ale też trzeba mu ten czas zagospodarować, bo jeszcze, biedactwo, będzie grało całymi dniami w gry komputerowe...

                                              osobiście dla mnie dobra szkoła ma więcej zalet niż ED. Ale oczywiście - co kto lubi. Niemniej należy zdawać sobie sprawę, że poza zaletami, ED ma też kilka wad.
                                              • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 23:16
                                                > osobiście dla mnie dobra szkoła ma więcej zalet niż ED. Ale oczywiście - co kto
                                                > lubi. Niemniej należy zdawać sobie sprawę, że poza zaletami, ED ma też kilka w
                                                > ad.

                                                A ja bym tak mogła po kolei wymieniać wady systemu szkolnego, no i co ?

                                                Dla mnie osobiście, dobra ED ma więcej zalet od szkoły. Ale oczywiście - co kto lubi. Niemniej nalezy zdawać sobie sprawę, że poza zaletami, szkoła ma tez kilka wad.
                                                Dokąd prowadzi ta dyskusja ? Do stwierdzenia, że i jedno i drugie może być równie dobre, jak i równie złe w zalezności od indywidualnej sytuacji i okoliczności - i tylesmile
                                • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 09:46
                                  morekac napisała:

                                  > Bo na razie nie siedzisz z dzieckiem nad lekcjami 4 godzin, tylko pewnie godzin
                                  > ę.
                                  > To teraz wyobraź sobie, że masz dwoje dzieci: w IV i I klasie SP. Lekcje z nimi
                                  > to około 7h (3-4h/ na łebka - nie mozesz za bardzo tego skrócić, bo czego inne
                                  > go uczysz I i IV klasistę). A jeszcze musisz się do lekcji przygotować. A jeszc
                                  > ze musisz zorganizowac im zajęcia sportowe czy je trochę przewietrzyć... To ile
                                  > czasu pobędziesz z nimi nie jaki nauczycielka ED? Problem logistyczny się robi
                                  > . Z kolei jeśli do przedmiotów pozatrudniasz nauczycieli, to ktoś na nich musi
                                  > zarobić ;-(.


                                  A jak pracuję zawodowo 8 godzin, z dojazdami nie ma mnie w domu ok. 9 godzin, to wtedy mam więcej czasu dla dziecka? A też musze być nauczycielką bo przeciez ten dzień cały co spędza w szkole nie wystracza, trzeba do domu nazadawać jeszcze lekcji. Wiesz jak ja widzę co moje dziecko robi w szkole /jest narazie w drugiej klasie/przez np. 5 godzin to ja bym to zrobiła z nią w domu w ok. 1,5 godzin. Takie mam wrażenie. Szkoła mnóstwo czasu trwoni
                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 10:10
                                    Ale w takiej sytuacji jedna osoba nie pracuje. I owszem, tyle samo masz czasu dla dzieka jako dziecka, a nie ucznia, ale możesz mieć po prostu już dosyć kontaktu z dziećmi...
                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 10:11
                                    Ty byś zrobiła w 1,5h. A twoje dziecko?
                                    • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 10:24
                                      morekac napisała:

                                      > Ty byś zrobiła w 1,5h. A twoje dziecko?

                                      Miałam na myśli oczywiscie moje dziecko które uczyłoby sie pod moim kierunkiem smile
                                      • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 12:08
                                        Przeciętny 7 czy 8 latek koncentruje się przez 20 minut, a potem styki mu dymią. Więc te 1,5h to nie jest oczywista oczywistość. Aczkolwiek w szkole traci się spoto czasu na odpytywanie i inne sprawy organizacyjne i siłą rzeczy ED oszczędza dziecku czas.
                                        Poza tym w starszych klasach w żaden sposób nie wyrobicie się w 1,5h. Tylko w 4-5, obawiam się. I do tego więcej czasu zajmuje przygotowanie się do lekcji. To dlatego nauczyciele 'pracują' tylko jakieś 20h/tygodniowo. Bo resztę czasu zajmuje im sprawdzanie klasówek i przygotowanie do lekcji. Przy czym nauczyciel już z jakimś doświadczeniem i kilkoma klasami równoległymi ma już konspekty i przygotowanie z lat ubiegłych, fachowe wykształcenie, więc nie musi się tak bardzo spinać. A przy dwójce dzieci ambitnemu rodzicowi może nie zostać czasu na relację inną niż nauczyciel-uczeń.
                                        No, chyba, że ktoś zamierza dziecku czytać podręcznik do danego przedmiotu. Ale to wtedy to jest pomyłka, a nie ED.
                                        • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 14:24
                                          morekac napisała:

                                          > Przeciętny 7 czy 8 latek koncentruje się przez 20 minut, a potem styki mu dymią.
                                          Mam wrażenie że moja przeciętna ośmiolatka juz umie dłużej, chociaz nie zawsze.
                                          Ale OK, niech będzie zamiast tych pięciu godzin, trzy godziny razem z przerwami, to i tak jest oszczędnośc czasu.

                                          > Poza tym w starszych klasach w żaden sposób nie wyrobicie się w 1,5h. Tylko w 4
                                          > -5, obawiam się. I do tego więcej czasu zajmuje przygotowanie się do lekcji. To
                                          > dlatego nauczyciele 'pracują' tylko jakieś 20h/tygodniowo. Bo resztę czasu zaj
                                          > muje im sprawdzanie klasówek i przygotowanie do lekcji.

                                          Ale nie pisałam o przygotowaniu się moim do lekcji bo to przeciez nie dotyczy dziecka. Dziecko wtedy może sobie robić coś zupełnie innego.
                                          A w ogóle to dobrze że dotknęłąś tego problemu. W naszych szkołach nauczyciele sa poprostu pochłonięci kupą pracy papierkowej i dlatego czasu im nie starcza na efektywną prace z dziećmi. Nauczyciel rodzic aż takiej bogatej dokumentacji dla 20 czy 30 dzieci nie musi prowadzić smile, nie musi sprawdzać wynikó sprawdzianó 30 dzieci,nie musi przygotowywać zebrań, akademii i róznych innych pobocznych rzeczy, które musi zrobić nauczyciel w szkole.
                                          • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 15:13
                                            Bo dziecko, uczace się w domu m.in. nie musi wysluchiwac odpowiedzi kolegów, czy patrzec, jak oni rozwiązali zadanie. Nie musi słuchać, jak nauczyciel rozmawia z kims innym . Nie słyszy żadnych wypracowań, poza własnymi.
                                            To ogromna oszczedność czasu i ogromna strata - niewiedza, ze cos można zrobić zuopełnie inaczej, ze można mówić coś, o czym się nie miało pojęcia, mieć poglądy, ktorych istnienia się nawet nie podejrzewało.
                                          • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 17:58
                                            Ależ ja nie twierdzę, że ED nie jest oszczędnością czasu dla dziecka. Ale z punktu widzenia rodzica może być bardzo pracochłonny. Na tyle pracochłonny, że rodzicowi niewiele wolnego czasu zostanie, aby być po prostu rodzicem, a nie - nauczycielem...
                                            Co do pracy z dzieckiem - przez blisko miesiąc, kiedy młoda była w gipsie i nie chadzała do szkoły - robiłam z nią lekcje. I zajmowało to około 2-3 godzin, właśnie ze względu na to, że dziecko nie jest wstanie pracować przez 1,5 h non stop. Starsze dzieci - owszem, potrafią. Ale jak wyobrażasz sobie przygotowanie siebie do zajęć - żeby przekazać dziecku to, co powinno umieć w sposób interesujący i pożyteczny? Z kolei branie nauczycieli na każdy przedmiot to są spore koszty - a i tak trzeba sobie znaleźć dobrych nauczycieli. Bo w to, że jakiś znajomy będzie za darmo prowadził komplety z jakiegoś przedmiotu przez cały rok i jeszcze nie zrobi tego na odwal- to szczerze mówic, nie wierzę.
                                            • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 20:06
                                              A bo ja nie z Tobą polemizujęsmile Tylko z osoba, ktora twierdzi, ze na ED traci sie mniej czasu, niz na naukę w szkole. Od paru dni kazdemu podwieszają się odpowiedzi w innym miejscu - na innym forum też tak miałam.
                                              Z Toba zgadzam się w 100%.
                                            • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 22.11.10, 22:02
                                              morekac napisała:

                                              > Ależ ja nie twierdzę, że ED nie jest oszczędnością czasu dla dziecka. Ale z pun
                                              > ktu widzenia rodzica może być bardzo pracochłonny. Na tyle pracochłonny, że rod
                                              > zicowi niewiele wolnego czasu zostanie, aby być po prostu rodzicem, a nie - nau
                                              > czycielem...

                                              Ale chyba nie twierdzisz że więcej czasu niż jakakolwiek inna praca 8-9 godzinna poza domem?
                                              • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 09:34
                                                Przy trójce dzieci w różnym wieku mogłoby wyjść więcej. Przy 4 obawiam się, że byłoby nie do ogarnięcia - nie wiesz przypadkiem, dlaczego mamy wielodzietne z reguły nie pracują zawodowo?
                                                • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 18:15
                                                  morekac napisała:

                                                  > Przy trójce dzieci w różnym wieku mogłoby wyjść więcej. Przy 4 obawiam się, że
                                                  > byłoby nie do ogarnięcia

                                                  Ale za to przy jedynce, bardzo duża oszczędność czasu smile
                                                  4 to juz dla bardzo dobrze zorganizowanych, ale mysle że wykonalne - odchodzi sporo czasu związanego z tzw. logistyką i codziennym porozwożeniem dzieci.
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 23.11.10, 23:00
                                                    Raczej wątpliwa oszczędność czasu (dla rodzica). Przecież dziecko i tak musisz dowozić na zajęcia grupowe, a nie kisić samotnie w domu przez 7 dni w tygodniu. Zwłaszcza jedynaka - bo ci po prostu zdziczeje. Przecież założeniem ED jest, że jakieś tam zajęcia (np. sportowe) dziecko ma mieć w grupie. To i tak pewnie ze 3-4 razy w tygodniu będziesz miała do czynienia z logistyką. Nie ma lekko.
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 25.11.10, 16:33
                                                    No, nie sądzę.

                                                    O zagrożeniach w ED:
                                                    - - duża liczba obowiązków rodzica uczącego dzieci, do czego dochodzą niejednokrotnie problemy finansowe (jedna pensja), trudności z dyscypliną, z materiałem dydaktycznym lub ścisłe trzymanie się podręczników szkolnych.
                                                    To ze strony edukacjadomowa.pl
                                                    poza tym jest tam też wspominane:
                                                    "najczęściej rodziny edukacji domowej są wielodzietne, więc proces socjalizacji odbywa się we własnym domu."
                                                    Co może być zdaniem prawdziwym. Ale co oznacza, że rodzice uczący dzieci mają sporo pracy. ;-(
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 26.11.10, 14:07
                                                    To WSZYSTKO co napisałaś moze się równie dobrze odnosić do szkoły. Niejednokrotnie rodzice mają dużo obowiązków względem dziecka chodzącego do szkoły, bo sobie nie radzi, bo ma złych nauczycieli, wożą na korki, sami z nimi ślęczą po godzinach. Były tutaj wątki typu: dziecko nie ma czasu na zajęcia dodatkowe bo ślęczy nad praca domową po kilka godzin dziennie i płacze nad zeszytem (i to 1 klasa!) Problemy finansowe ? Trudności z dyscypliną ? Z materiałem czy ścisłym trzymaniem się książek ? Przecież to typowe problemy przeciętnego Polaka, którego dzieci chodzą do szkoły...
                                                    Dlaczego na siłę doszukujecie się WAD jedynie w ED a nie widzice, że TO SAMO może mieć miejsce i bardzo często ma w szkołach ?
                                                    tak jak już niejednokrotnie pisałam, niech każdy wybbierze to, co dla jego dziecka INDYWIDUALNIE będzie NAJLEPSZE. Ja sie nie wtrącam do rodziców, którzy wysyłają dzieci do szkół. Dlaczego oni tak strasznie zawzięcie próbują udowodnić, że ich rozwiązanie jest jedyne i słuszne dla WSZYSTKICH DZIECI ? Nie mogę tego pojąć... cóż to chyba taka mentalność. Na szczęście świat się zmienia i wszytsko idzie do przodu mimo oporu tych bardziej konserwatywnych w poglądachbig_grin
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 26.11.10, 20:53
                                                    Żartujesz chyba? Przecież wszyscy obecni tu na forum zwolennicy ED twierdzą, że to proste, łatwe i przyjemne dla rodzica. I że ED nie ma żadnych wad. wink
                                                    BTW: osobiście sądzę, że moja starsza córka jako 'uczeń domowy' byłaby lepszym uczniem, bo dużo lepiej pracuje w relacji 1:1. Ale byłaby szalenie nieszczęśliwa pod względem towarzyskim.
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 26.11.10, 23:01
                                                    > Żartujesz chyba? Przecież wszyscy obecni tu na forum zwolennicy ED twierdzą, że
                                                    > to proste, łatwe i przyjemne dla rodzica. I że ED nie ma żadnych wad. wink

                                                    To chyba jednak ty żarujeszsmile Albo nie czytasz ze zrozumieniem. A może jakiś cytacik poproszę, to zwrócę honor... Od początku zwolennicy ED domowej twierdzą, że KAŻDA forma edukacji MA pewne plusy i minusy. To wy próbujecie na siłę udowodnić, ze ED to same minusy, a tymczasem wady i problemy mogą zdażyć się wszędzie. Jednak dla niektórych dzieci, a jest ich jak wyraznie widać coraz więcej na całym świeccie, taka forma edukacji przyniesie WIĘCEJ KORZYŚCI i mimo wszystko BEDZIE LEPSZA. Od początku tłumaczę (i nie tylko ja), że nie jest to forma edukacji dla KAŻDEGO i że trzeba to dobrze przemysleć, poczytać, porozmawiać, zastanowić się.

                                                    BTW: osobiście sądzę, że moja starsza córka jako 'uczeń domowy' byłaby lepszym
                                                    > uczniem, bo dużo lepiej pracuje w relacji 1:1. Ale byłaby szalenie nieszczęśliw
                                                    > a pod względem towarzyskim.
                                                    Jesli nie jesteś w stanie zapewnić jej życia towarzyskiego poza szkołą, to ja jej się wcale nie dziwięsmile To naturalne, że większośc ludzi garnie się do innych. No, ale moja niechodząc do przedszkola ma zapewnionych tyle zajęć, rozrywek i kontaktów z innymi dziećmi, że jej po prostu niczego nie brakujesmile Nie odczuwa samotności, a wręcz przeciwnie, ma mnóstwo kolezanek i kolegów na codzień (z całą pewnością więcej niż w grupie przedszkolnej). To wszytsko kwestia tego, co jestes w stanie dziecku zapewnićsmile
                                                    Reasumując:
                                                    1. córka uczniem byłaby lepszym w relacji 1:1 (bądź w mniejszych grupkach), czyli na plus dla EDsmile
                                                    2. A gdybyś miała mozliwość, sposobność, szansę zapewnić jej wiele ciekawych rozrywek, zajęć i kontaktów w grupach rówiesniczych ? gdyby mogła realizowac swoje pasje ? to również byłoby na plussmile
                                                    czyli dwa plusy i dziecko szczęśliwe i ma co najlepszesmile Nie widzę problemu, poza takimi, które moga zdarzać się wszędzie i zawsze niezależnie od wybranego systemu edukacyjnego.

                                                    A wszystko tak naprawdę rozchodzi się o to, że wy nadal nie rozumiecie o co chodzi w ED, a już z całą pewnością nie przeczytałyście sobie o tym nic a nic. Nie rozumiem dlaczego uwazasz, że ED = brak życia towarzyskiego. Kwestia niewiedzy. Ale po co wypowiadać się w temacie mając o nim mgliste pojęcie ? Pamiętaj, ze nie zyjemy na pustyni, a przedszkole czy szkoła to nie jedyna forma kontaktu z innymi ludzmismile
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 27.11.10, 09:45
                                                    To może ty przytoczysz tutejsze wypowiedzi zwolenników ED, że szkoła miewa jakieś plusy? Bo ja nie zamierzam grzebać się w całym wątku. To mama303 twierdziła, że ED to oszczędność czasu dla rodzica, co dla mnie - jako mamy dzieci gimnazjalnych i starszopodstawówkowych nie jest już takie oczywiste.

                                                    Jesli nie jesteś w stanie zapewnić jej życia towarzyskiego poza szkołą, to ja j
                                                    > ej się wcale nie dziwięsmile
                                                    A nie uważasz, że życie towarzyskie 4,5 i 14,5 latki nieco się rózni i powinno być inaczej zorganizowane? A co do kontaktów z innymi dziećmi: idziesz z przedszkolakiem na plac zabaw w ciagu dnia i jest tam mnóstwo dzieci - nie wszystkie chodzą do przedszkola. A gdzie może iść nastolatka? Do galerii handlowej? Czy do parku szukać towarzystwa innych nastolatków (z reguły na wagarach...)?

                                                    Nie
                                                    > rozumiem dlaczego uwazasz, że ED = brak życia towarzyskiego
                                                    No to jak wyobrażasz sobie zycie towarzyskie starszych uczniów ED? Bo u mnie w okolicy są owszem, zajęcia sportowe , zajęcia artystyczne i języki. Na zajęcia sportowe i językowe w grupie dziewczę się nie nadaje, a artystycznych nie cierpi. Poza tym znacząca większość gimnazjalistów jest zajęta szkołą i odrabianie lekcji, ewentualnie spędza czas ma wagarach.
                                                    A swoje pasje realizuje właśnie w szkole.


                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 27.11.10, 13:24
                                                    > To może ty przytoczysz tutejsze wypowiedzi zwolenników ED, że szkoła miewa jaki
                                                    > eś plusy?
                                                    Szkoła miewa mnóstwo plusów w przypadku całkiem przeciętnych dzieci, czyli znakomitej większoścismile nie jeden raz pisałam, że dla wielu dzieci jest dobrym rozwiązaniem. Nie zawsze dziecko sie nadaje do ED, a i rodzice nie zawsze sa w stanie się jej podjąć i podołać. ALE...po za całą rzeszą tych przecięnych dzieci, są dzieci albo potrzebujące szczególnej uwagi, pomocy w nauce, nieodnajdujące sie w szkole, albo dzieci szczególnie uzdolnione czy takie, które chcą się na przykład oddać jakiejś pasji. Są takie, które w szkole czyją się świetnie, ale są takie, które rzuciłyby to wszystko w diabły i wolały same realizować materiał (tak jak myelegance) i przy okazji zainteresowania. Dlaczego im tego odmawiać, skoro jest taka mozliwość ?

                                                    A nie uważasz, że życie towarzyskie 4,5 i 14,5 latki nieco się rózni i powinno
                                                    > być inaczej zorganizowane?
                                                    Uważam i nigdzie nie napisałam, że jest inaczej, więc się nie zapędzaj i użyj wyobraźnismile 14-15 - 16 letnie dzieci niejednokrotnie mają juz nawet jakieś sukcesy na koncie. Są skoczkami narciarskimi, trenują w szkołach baletowych, teatralnych, jeźdzą konno, pracują w wolontariatach, podróżują po kraju czy świecie, uczą się języków, odnoszą sukcesy sportowe, taneczne, plastyczne, pracują w modelingu itp. Mają mnóstwo możliowści i się realizują nie ograniczając się do znajomości szkolnych. A Twoja córka widocznie nie ma pasji, skoro nie potrafisz sobie wyobrazić, ze dziecko może chcieć, ba! pragnąć najbardziej na świecie oddać się czemuś bardziej niż 2X w tygodniu po szkole. A poza szkołą Twoja córka nie ma znajomych, koleżanek, przyjaciół ? Bo to bardzo ograniczony światek i dlatego cięzko ci jest to sobie wszystko wyobrazić... Co robi poza szkołą ?

                                                    > No to jak wyobrażasz sobie zycie towarzyskie starszych uczniów ED? Bo u mnie w
                                                    > okolicy są owszem, zajęcia sportowe , zajęcia artystyczne i języki. Na zajęcia
                                                    > sportowe i językowe w grupie dziewczę się nie nadaje, a artystycznych nie cier
                                                    > pi. Poza tym znacząca większość gimnazjalistów jest zajęta szkołą i odrabianie
                                                    > lekcji, ewentualnie spędza czas ma wagarach.

                                                    No i jest odpowiedźsmile Twoja córka nie ma po prostu pasji i dlatego jest zadowolona ze szkoły, bo właściwie nic więcej do szczęścia jej potrzebne nie jest. ED nie jest więc dla niej. A jesli czuje się dobrze w szkole i to jej wystarcza, to oksmile Ale weź pod uwagę, że jest dużo dzieci, które potrzebują czegoś innegosmile
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 27.11.10, 16:31
                                                    Może nie wypowiadaj się na temat osob, o których niemal nic o niej nie wiesz, ok? wink
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 27.11.10, 16:57
                                                    Gdyby było inaczej, nie zadawałabys takich pytań i nawet nie zastanawiałabyś się co takiego młody człowiek może robic poza szkołąwink
                                                    Więc może ty wysyłaj swoje dzieci do szkoły, a innym pozostaw wybór i nie wpieraj im, że twój jest jedyny słuszny, ok ? wink
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 28.11.10, 13:45
                                                    Cóż, niektórzy miewają pasje takie bardziej indywidualne, a nie grupowe...
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 28.11.10, 15:42
                                                    No...i dlatego mogą potrzebować indywidulanego podejściasmile
                                                    A niektórzy to nawet w ogóle są na przykład z natury samotnikami, indywidualistami, introwertykami i w dużych skupiskach ludzi źle się czująsmile
                                                    I własnie dlatego potrzebna jest różnorodność. Dla jednych najlepszym rozwiązaniem jest tradycyjna szkoła, a dla drugich lepsza może być EDbig_grin
                                                    I to próbuję cały czas wytłumaczyć. Co jest dobre dla jednego, może być złe dla drugiego i na odwrót. Dlatego trzeba podąrzać za dzieckiem i wybrać dla niego to, co najlepsze.
                                                    Ja nie przekreślam szkoły, ale daję szansę ED widząc w niej duże szanse i potencjał smile
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 28.11.10, 22:32
                                                    A czy ja przekreslam? Zwracam tylko uwage na trudnosci pietrzace sie przed rodzicami.
                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 28.11.10, 22:38
                                                    Ależ jakie trudności? Spójrz na Elżbietę II! Co prawda ma kłopoty z dziećmi. Ale pewnie dlatego, że do szkoł ich puściła smile

                                                    p.s. po lekturze tego wątku doszłam do wniosku, że nawet gdybym miała się decydować na ED dla dziecka , to z daleka od głównego nurtu i stowarzyszeń ED. I to by było na tyle.
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 28.11.10, 23:36
                                                    > A czy ja przekreslam? Zwracam tylko uwage na trudnosci pietrzace sie przed rodz
                                                    > icami.
                                                    >
                                                    To dlaczego nie napiszesz, ze nie masz nic przeciwko o ile komuś to pasuje ? Dlaczego uparcie skupiasz się tylko nad trudnościami (które mogą nie wystąpić) a odrzucasz pozytywy ?

                                                    Wiesz, trudności to pojęcie względne. Dla jednych wygodniej tak, dla drugich inaczej. A problemy dotyczą wszystkich i to w różnych sytuacjach, szkół i dzieci do nich chodzących nie omijają. Coś, co jest problemem dla ciebie, dla mnie może nie być i na odwrót. Od początku podkreslam, ze ED nie jest dla wszytskich i że decyzję trzeba dobrze przemyśleć rozważając co jest lepsze dla danego dziecka w danej sytuacji. A decyzja ta nie jest przecież nieodwracalna i podjęta raz na zawsze. Do szkoły można zawsze wrócićsmile
                                                    Trzeba po prostu zrozumieć, że są takie dzieci na swiecie, dla których to szkoła jest właśnie problemem.
                                                  • morekac Re: Indywidualna nauka dziecka... 29.11.10, 15:55
                                                    Bo na temat zalet ED już było? wink
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 29.11.10, 17:03
                                                    Nic nie ma TYLKO wad albo TYLKO zaletsmile
                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 29.11.10, 18:28
                                                    To może wymien nam wady...... smile
                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 29.11.10, 23:48
                                                    Największą wadą wg mnie jest to, że pomimo, że nauczanie domowe się prężnie rozwija, wciąż tak mało ludzi w naszym kraju ma o ED pojęcie, że tak wielu rzuca kłody pod nogi rodzicom i dzieciom, które się na nią zdecydowały, utrudnia zamiast wspierać i pomagać. Wadą jest to, ze w Polsce jest narazie za mało homeschoolerów, co napewno w jakimś stopniu utrudnia, chociaż nie umożliwia organizację. Gdyby było ich więcej, a reszta nie patrzyła na nich jak na dziwaków dyskryminując i z góry przyklejając łatki, wiele fajnych dzieciaków mogłoby z tego dobrodziejstwa skorzystaćsmile

                                                    A Ty może wymień zalety........ smile
                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 30.11.10, 07:23
                                                    Zaletą jest możliwość indywidualnwgo pdoejścia w sytuacjach o których pisałam wcześniej i jao rozwiązanie tymczasowe:

                                                    -powót z zagranicy i kłopoty językowe
                                                    -nierówny rozwój, np motoryczny za intelektualnym itp na początku edukacji
                                                    -tylko bardzo złe szkoły w okolicy

                                                    Wybacz, ale wady, który wymieniłaś dotyczą tylko organizacji ED, a nie samej istoty. Czy naprawde nie widzisz żadnych?

                                                  • afrikana Re: Indywidualna nauka dziecka... 30.11.10, 13:33
                                                    JAk dla mnie:
                                                    - problemów organizacyjnych przynajmniej w początkowych klasach szkoły podstawowej się nie obawiamsmile
                                                    - problemów związanych z 'uspołecznianiem", czyli kontaktami z innymi dziećmi również się nie bojęsmile
                                                    - dziecko współpracuje, a ja mam chęcismile

                                                    Tyle wystarczy żeby spróbować, a dalej się zobaczy. To nie jest decyzja raz na całe życie.

                                                    Jesli chodzi o innych, to niech każdy przemyśli swoją sytuację indywidualnie i dobrze zastanowi się nad wyborem czy to ED czy to szkoły. Problemy moze mieć każdy, w każdym z tych sposobów nauczania. Można wymieniać tysiące związane zarówno z jednym, jak i drugim w zalezności od możliwości, charakteru dziecka, okoliczności. Każdy przypadek trzeba rozważyć bardzo indywidualnie.Bo co ci da, że zacznę teraz tutaj z palca wysysać jakieś tam problemy, które jednych mogą dotyczyć a drugich wcale ? Co ci da, że wymienię ci milion wad szkól, jak dla jednych będą one przeszkodą, a dla innych wcale ? Kiedy wy w końcu zrozumiecie, ze wybór pomiędzy ED a szkołą to bardzo indywidualna kwestia ?


                                                    I wybacz, ale wzięłas pod uwagę dzieci tylko potrzebujące pomocy ze względu na kłopoty. Czy naprawdę nie widzisz zalet dla dzieci zdolnych, ponadprzeciętnie utalentowanych, z konkretnie sprecyzowaną pasją wymagającą dużo czasu ?
                                                  • joa66 Re: Indywidualna nauka dziecka... 30.11.10, 14:23
                                                    Czy naprawdę nie widzisz zalet dla dzieci zdolnych, ponadprzeciętnie utalentowanych, z konkretnie sprecyzowaną pasją wymagającą dużo czasu ?

                                                    Dla takich dzieci są chyba dobre szkoły z indywidualnym tokiem nauczania ( w tym. np. na wyższej uczelni). Chyba, że nie ma w okolicy dobrych szkół - wtedy - tak jak kiedyś pisałam ED to mniejsze zło.


                                                    A poważnym problemem jest łączenie roli rodzica i nauczyciela , brak możliwości samodzielnego zmierzenia się z trudnościami (normalnymi, życiowymi, a nie demoralizacją)

                                                    I są sytuacje kiedy warto zaryzykować - pewnie gdyby moje dziecko miało chodzić do szkoły gdzie panuje przemoc, a dyrekcja nie reaguje i/lub nauczycielka pisze "jótro klasuwka" i nie miałabym innego wyboru szkoły, pewnie zdecydowałabym się na ED. Z pełną świadomością zagrożeń jakie niesie łączenie roli rodzica i nauczyciela - szukałabym pomocy, żeby popełnić jak najmniej błędów, ale raczej poza grupami ED, które problemu nie widzą i manipulują informacją (vide np: lista sławnych ludzi po ED) . Podobnie z innymi problemami, o których wspomniałam.
                                                  • mama303 Re: Indywidualna nauka dziecka... 28.11.10, 08:38
                                                    morekac napisała:

                                                    > To może ty przytoczysz tutejsze wypowiedzi zwolenników ED, że szkoła miewa jaki
                                                    > eś plusy? Bo ja nie zamierzam grzebać się w całym wątku. To mama303 twierdziła,
                                                    > że ED to oszczędność czasu dla rodzica, co dla mnie - jako mamy dzieci gimnazj
                                                    > alnych i starszopodstawówkowych nie jest już takie oczywiste.

                                                    Mama303 to nawet zadowolona jest ze szkoły w przypadku swojego dziecka bo ma bardzo towarzyskie dziecko smile, co nie przeszkadza mi rozumiec że ED może byc bardzo dobrym rozwiązaniem dla niektórych dzieci.
                                                    Co do kontaktów towarzyskich to np. moja córka najfajniejsze koleżanki ma na osiedlu, są w róznym wieku i z róznych szkół.
                        • myelegans Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 04:23
                          W calej karierze szkolnej mialam tylko jednego (sic!) nauczyciela, ktorego zapamietalam i bylo to w szkole podstawowej i byl to dobry nauczyciel. Gdbybym miala dostep do takich materialow jak obecnie za pomoca internetu, a nie jednej, malej fatalnej szkolnej biblioteki, w ktorej poza lekturami obowiazkowymi nie bylo nic, to na prawde, moglabym spokojnie przerobic material szkolny sama, szybciej i bez tej calej schizy powtorkowo-klasowkowo-wypracowaniowej, ktorej zadaniem nie bylo nauczyc, zainteresowac, a tylko... ocenic.

                          Szkole dobrze zaczelam kojarzyc dopiero na studiach, gdzie mialam wybor i nauczycieli i kursow. Znam wielu wspanialych nauczycieli akademickich i cala rzesze miernych nauczycieli na nizszych poziomach, wlacznie z nauczycielka polskiego, ktora robila bledy ortograficzne i gramatyczne, a interpretacja wiersza miala byc taka jaka podyktowala do zeszytu. Jako licealistka sie buntowalam, jak i wszyscy i moglismy sie tak buntowac. Liceum jedno w miescie. Szkoly nie cierpialam. Koledzy i kolezanki byli mi obojetni, przyjaznie z liceum nie przezyly, ze studiow jak najbardziej.

                          Nauczanie w szkole jest sztywne i sztuczne, sorki. tzw uspolecznianie jest mitem. na wczesnym etapie podstawowki, dziecku wystarczy mala spolecznosc kompletow z palcem w cytopyge, a nie kolos szkoly z 1000 uczniow i 30 uczniami w klasie (standard). Tak trzeba poszukac lepszej szkoly, z mniejszymi klasami, indywidualnym podejsciem nauczycieli itd. itp. zwlaszcza jak jest jedna szkola w rejonie, albo na wsi, rzeczywiscie wybor po byku.

                          Wlasnie ostatnio w moim stanie weszlo szeroko zakrojone prawo "anti-bullying", bo na przestrzeni kilku ostatnich lat wzrosla liczba somobojstw wsrod gimnazjalistow i licealistow, nie z powodu fizycznego molestowania, ale wirtualnego, poczatek zawsze byl szkole, i nie konczyl sie poza szkola. I byly to szkoly te male, z indywidualnym podejsciem, rodziny dobrze sytuaowane w bogatych suburbiach. Kary sa surowe, bardzo surowe. Rodzice zabieraja dzieci ze szkol i coraz wiecej jest tych z ED.
                          To uczniowie nie lubia szkoly, bo szkola ich nie lubi, bo szkola tylko jest zainteresowana przerabianiem programow, testowaniem i rankingami, tymi sportowymi rowniez. nauczyciele zawaleni praca administracyjna i otoczeni zwiazkami zawodowymi jak murem ochronnym.

                          Spotkaliscie sie z wywaleniem z pracy nauczyciela, ktory zle uczyl? Moja matematyczka z liceum byla tak fatalna, ze historie on niej krazyly, uczyla 35 lat, matury zdawali wszyscy, bo istnial dobry system sciagowy. Okaleczyla matematycznie kilka pokolen, w tym mnie, bez zadnych konsekwencji. NIKT jej nie zwolnil, jak robila fuszerke, tak robila.
                          • srebrnarybka Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 08:03
                            Znam wielu wspanialych nauczycieli akademickich i cala rzesze
                            > miernych nauczycieli na nizszych poziomach, wlacznie z nauczycielka polskiego,
                            > ktora robila bledy ortograficzne i gramatyczne, a interpretacja wiersza miala b
                            > yc taka jaka podyktowala do zeszytu.

                            A co zrobić, jeśli rodzic też robi błędy ortograficzne? Przecież zaliczony egzamin z ortografii nie jest warunkiem posiadania dziecka.

                            Szkole dobrze zaczelam kojarzyc dopiero na studiach, gdzie mialam wybor i naucz
                            > ycieli i kursow.

                            Do tego, żeby wybierać zajęcia i mieć zainteresowania trzeba mieć pewne podstawy. Trudno stwierdzić, że czymś się człowiek interesuje, a czymś innym - nie, jeśli w ogóle się z tym nie zetknął.

                            Koledzy i kolezanki byli mi obojetni, przyjaznie z liceum nie przezyly, ze st
                            > udiow jak najbardziej

                            A ja byłam w bardzo fanej klasie w LO, gdzie miałam szansę sie uspoecznić. Większość klasy trzyma się razem (32 lata po maturze), a z klasy są 3 małżeństwa.
                            Jeżeli koledzy byli Ci obojętni, to moze i Twoja w tym wina? O przyjaźnie trzeba zabiegać.

                            byly to szkoly te mal
                            > e, z indywidualnym podejsciem, rodziny dobrze sytuaowane w bogatych suburbiach.
                            > Kary sa surowe, bardzo surowe. Rodzice zabieraja dzieci ze szkol i coraz wiece
                            > j jest tych z ED.

                            czyli wcale wielkość szkoły nie jest tu czynnikiem szkodliwym.

                            Spotkaliscie sie z wywaleniem z pracy nauczyciela, ktory zle uczyl? Moja matema
                            > tyczka z liceum byla tak fatalna, ze historie on niej krazyly, uczyla 35 lat, m
                            > atury zdawali wszyscy, bo istnial dobry system sciagowy. Okaleczyla matematyczn
                            > ie kilka pokolen, w tym mnie, bez zadnych konsekwencji. NIKT jej nie zwolnil, j
                            > ak robila fuszerke, tak robila.

                            A kto "wywali" matkę, jeśli bedzie źle uczyła?
                            • myelegans Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 03:06
                              > A co zrobić, jeśli rodzic też robi błędy ortograficzne? Przecież zaliczony egza
                              > min z ortografii nie jest warunkiem posiadania dziecka.

                              jak widac poprawna ortografia nie jest warunkiem otrzymania dyplomu z polonistyki na wyzszych studiach na UJ rowniez. A skad ja wiedzialam, ze pani robi bledy? Nie od rodzicow, bo rodzice studiow wyzszych nie ukonczyli. Po prostu duzo czytalam i wiedzialam, ze bledy robi i bardzo mnie to razilo, szczegolnie gramatyka, bo to sie slyszalo.

                              Ta sama nauczycielka dawala mi przez 2 lata dodatkowe wypracowania do pisania, ktorych ani nie komentowala, ani nie oceniala, ani nie zwracala. Pod koniec liceum dowiedzialam sie, ze pisalam je dla .... jej corki, ktora byla w prywatnym liceum w Krakowie. Fajnie nie?

                              Jak wspominam szkoly to wiesz jakie mam uczucia? Jestem przede wszystkim zla, bo dopiero teraz widze, jaka to byla miernota i zabijanie indywidualnosci. Nie chodzilo o nas, o dzieci, o uczniow, tylko o zaliczenia, klasowki, oceny, egzaminy, jazda z materialem, zeby sie wyrobic, byle jak, po lebkach, ale zrealizowane. W liceum nabawilam sie choroby wrzodowej spowodowanej stresem, szkoly niecierpialam, plakalam jak wychodzilam z domu i jakos nikt sie tym nie przejmowal. Kazdy odwalal swoje. Podejscie indywidualne? Smiech.
                              Podstawowka
                              klasa 4 matematyka - dostaje dwoje bo... zuje gume na lekcji. Przy czym NIKT nam nie powiedzial, ze nie wolno. Zadnego ostrzezenia, dwoja i juz. BYlam dzieckiem wrazliwym, plakalam cala droge ze szkoly, nie jadlam przez 2 dni, nie moglam spac. Podejscie indywidualne tiaaa.

                              geografia - uczyl na dyrektor, ktory odpytywal tylko..... jedna uczennice, ktora byla lekko uposledzona (powinna byla byc w innej szkole) i ja upokarzal, przedrzeznial, bo dziewczyna mowila niewyraznie i kazal klasie sie smiac. Nigdy nic nie umiala, tylko stala pod tymi mapami na srodku klasy i sie kiwala, za kazdym razem dostawal dwoje. Klasa sie smiala, bo pan dyrektor tak fajnie ja przedrzeznial. Nienawidzilam tego.

                              liceum
                              fizyka - wicedyrektor, ktory notorycznie spoznial sie i przychodzil w polowie lekcji, albo wcale, wpadal do klasy od kantorka, i dawal dwoje kazdemu, kto nie siedzial karnie za stolem z zalozonymi rekami. Nigdy nie byl do zajec przygotowany, zapowiadal klasowke, a pozniej jej nie bylo, albo byla, ale z innej czesci materialu. I nie bylo negocjacji. Niewiele nas nauczyl, oceny na koniec naciagal.

                              biologia - moj ukochany przedmiot, nie przez nauczycielke, ktora najpierw odpytywala, a pozniej siedziala za stolem i wykladala (czytala z kajeciku) monotonnym glosem, nie nawiazujac kontaktu wzrokowego z nikim. Pokazywala jakies tablice, kilka razy wyciagnela mikroskopy, ale juz do nikogo nie podeszla, zeby wytlumaczyc jak sie ten mikroskop uzywa, ani co pod nim widac.
                              Biologii nauczylam sie sama, z podrecznikow akademickich, po ktore jezdzilam do Krakowa. Cale szczescie ze mi jej nie obrzydzila, bo minelabym sie z moja najwieksza miloscia.

                              Chemia - nauczycielka mowila szeptem i tym szeptem wzywala do odpowiedzi, jak ktos nie doslyszal, bo pracownia duza, i od ulicy to dostawal dwoje. Upokarzala wysokie uczennice (bylam obiektem zgryzliwych uwag i osobistych atakow). Byla niby pracownia, nauczycielka kilka razy zademostrowala doswiadczenia na wlasnym stole, tylko nam nie wolno bylo z lawek wstac, wiec ja w ostatniej nie widzialam NIC. Klasowki, to bylo dyktowanie zadan, i odpytywanie. NIgdy sie nie dowiedzialam gdzie w zyciu czy przyrodzie reakcje chemiczne zachodza. Wszystko odbywalo sie w prozni. Chemii nauczylam sie sama z ... podrecznikow akademickich, bo te szkolne podreczniki byly do niczego.

                              Historyczka - miala wiedze, ale caly czas narzekala i dawala do zrozumienia, ze nauczanie to zadna kariera.

                              Matematyczka i polonistka, to juz pisalam.

                              Wszystkich innych nie zapamietalam, bo byli mdli i niczym ani dobrym, ani zlym sie specjalnie nei wyrozniali.
                              Przez lata mialam koszmary nocne zwiazane z liceum, to wyrywanie do odpowiedzi, te nieoczekiwane klasowki, to upokarzanie przed cala klasa, to traktowanie nas przedmiotowo. Czasami jak dyktowalismy oceny z klasowek, to odpowiadalismy na .... numer w dzienniku.

                              Moze dla kogos bylo to nieistotne i pewnie gdybym zapytala wspolklasowiczow, to powiedzieliby, ze milo wspominaja szkole. JA nie, bo zauwazalam rzeczy, ktorych inni nie widzieli, albo reagowalam inaczej, albo inne rzeczy mnie bolaly. NIe bylam niepopularna, bylam nawet przewodniczaca klasy, chociaz to i tak byla funkcja obrazkowa, bo nic z tego nie wynikalo. Nauczyciele zawsze byli na pozycji dyktujacych, negocjacji nie bylo.
                              ZADEN z tych nauczycieli nie byl dla mnie modelem, zadnego nie szanowalam, ani nie podziwialam.
                              Wyzywalam sie w kolku dramatycznym, pozaszkolnym, tam mialam przyjaciol. Tanczylam w zespole tanca folklorystycznego i tam sie tez wyzywalam. Szkola nie miala nic do zaoferowania, zadnych kolek, zajec pozalekcyjnych. NIC. NIc mnie tam nie wiazalo.

                              Wiec widziasz kazdy projektuje wlasne doswiadczenia. Wtedy myslalam, ze tak ma byc, bo tak jest wszedzie, wiec nie walczylam. Uczylam sie zeby zaliczac, zeby sie nie czepiali, a swoich rzeczy uczylam sie na boku.
                              Gdybym wtedy byla mozliwosc ED to zrezygnowalabym ze szkoly po pirewszej klasie liceum, uczyla sama i zaliczala na koncu egzaminy. Zainteresowania mialam ugruntowane, ani ich nie wzbogacila szkola. Na studia przygotowalam sie sama, z podrecznikow akademickich, bo bylam na tym etapie, ze podreczniki szkolne mi nie wystarczaly, ale tego zaden nauczyciel nie zawuazyl. Zdalam na 3 miejscu bez zadnych punktow preferencyjnych, po dwoch olimpijczykach lauretach ogolnopolskiej olimpiady.

                              Socjalizacja, i wszystko inne nie bylo warte mojego stresu i tego jak bardzo tego srodowiska nie lubilam glownie przez nauczycieli.

                              Jezeli moje dziecko na jakimkolwiek etapie pokaze, ze szkola w takiej formie jak jest jemu nie odpowiada, to jak najbardziej rozwaze ED. W jakiej formie to sie jeszcze zobaczy, zalezy ile bedzie mial lat. Alternatyw jest wiele, mozna robic czesciowa ED. Mozna w liceum brac kursy wieczorowe na lokalnym uniwersytecie i pozniej je wykorzystac aplikowaniu na uczelnie. TU gdzie mieszkam jest duzo mozliwosci i ED nie jest jedyna, mozna miec rozne chimery. Poza tym, nikt nie powiedzial, ze ED trzeba robic przez caly czas i na zawsze. Na forum Polki w Stanach jest dziewczyna, ktora uczyla dzieci ED, pozniej corka ja prosila, zeby chce pojsc do szkoly, wiec poszla, po kilku miesiacach prosila o ED, dociagnela ja chyba do konca roku, pozniej przeszli ponownie na ED. Przynajmniej chciala ED uskuteczniac do gimnazjum , ale byla elastyczna na to co dziecku bedzie potrzebne na roznych etapach rozwoju.

                              Wystarczy nie wsadzac w ramki programow, przedmiotow, ktore pozniej sie ze soba nie wiaza. NIe zrobie tego dla zadnej ideologii, tylko dla wlasnego dziecka.
                              • maksimum Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 04:02
                                myelegans napisała:

                                > Jak wspominam szkoly to wiesz jakie mam uczucia? Jestem przede wszystkim zla, b
                                > o dopiero teraz widze, jaka to byla miernota i zabijanie indywidualnosci.

                                Ja mam takie same odczucia,a wynika to stad,ze szkola nastawiona jest na dzieci przecietne.
                                Dlatego jestem za selekcja,bo wtedy w klasie i w szkole masz dzieci o bardzo podobnym poziomie umyslowym i stosujesz do nich to jedno podejscie ,ktore zupelnie nie pasuje,jak klasa jest zroznicowana intelektualnie.

                                W podstawowce szkola sie zupelnie nie przejmowalem i byla ona jedynie dodatkiem do roznych gier i zabaw.W ostatniej klasie sie pouczylem by dostac sie do dobrej szkoly.
                                W szkole sredniej nauczyciele mnie wrecz gnebili z wychowawca wlacznie.Cos jakby ktos ruchliwego ,ciekawego zycia dzieciaka zamknal w dyby albo przeniosl w czasie o 50 lat do tylu.
                                Na studiach niezle odzylem,choc tez czesc wykladowcow byla upierdliwa.

                                > Przez lata mialam koszmary nocne zwiazane z liceum,

                                Ja koszmarow nie mialem,bo wszystko mialem gdzies.Szybko splywalo po mnie.

                                > Gdybym wtedy byla mozliwosc ED to zrezygnowalabym ze szkoly po pirewszej klasie
                                > liceum, uczyla sama i zaliczala na koncu egzaminy. Zainteresowania mialam ugru
                                > ntowane, ani ich nie wzbogacila szkola. Na studia przygotowalam sie sama, z pod
                                > recznikow akademickich, bo bylam na tym etapie, ze podreczniki szkolne mi nie w
                                > ystarczaly, ale tego zaden nauczyciel nie zawuazyl. Zdalam na 3 miejscu bez zad
                                > nych punktow preferencyjnych, po dwoch olimpijczykach lauretach ogolnopolskiej
                                > olimpiady.

                                To sie ceni,bo ja do ED sie nie nadawalem.

                                > Jezeli moje dziecko na jakimkolwiek etapie pokaze, ze szkola w takiej formie ja
                                > k jest jemu nie odpowiada, to jak najbardziej rozwaze ED.

                                Niestety dzieciak Ci tego nie pokaze,bo tu jest calkiem inaczej niz w Polsce.
                                Tu nauczyciel przede wszystkim stara sie zainteresowac dziecko szkola.Nie ma presji jak w Polsce.
                                Jesli polowa dzieciakow jest w ELL i dzieciak nie narzeka,to nie bedzie narzekal.


                              • verdana Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 09:51
                                To też własnie - miałaś głupiego nauczyciela i rodziców, ktorzy mogli skorygować jego głupoty i wesprzeć Cię. Wyobraź sobie teraz bardzo prawdopodobny scenariusz - jeden z tych złych nauczycieli jest Twoim rodzicem i uczy Cię w domu - scenariusz bardzo prawdopodobny, bo nieprzypadkowo dobrych nauczycieli jest mało - to nie jest łatwy zawód.
                                I to jest dopiero kanał. Masz w domu szkołę, z marnym nauczycielem, często robiącym błędy pedagogiczne, ale szkołę z ktorej nigdy nie możesz wyjść.
                                Ja nienawidziłam liceum, ale w domu byli rodzice. Szkoła była tylko częścią swiata. Moi rodzice, bardzo sympatyczni i nie robiący szczególnych błędów wychowawczych też próbowali pomagać mi w nauce - w podstawówce. Mama sprawdzała moje wypracowania i to wspominam gorzej niż szkołę - była zyczliwa, ale zawsze cos jej się ni podobało,z awsze kazała coś poprawić - póki dobra polonistka szkolna nie kaza jej się ode mnie odczepić, stwierdzając, ze i tak piszę lepiej, od rówiwśników. Mama nie miała skali porównawczej.
                                Mój ojciec raz skrytykował to, co napisałam, już znacznie później. Nigdy w życiu więcej nie próbowałam pisać tego typu form. Nad krytyką nauczyciela można przejśc do porzadku dziennego, krytyka rodziców, a nawet rzeczowe uwagi - konieczne w nauczaniu - potrafią zdołować i zniechęcić definitywnie, bo rodzice sa dla dziecka prawdziwym autorytetem.
                                • myelegans Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 16:15
                                  verdana napisała:

                                  > To też własnie - miałaś głupiego nauczyciela i rodziców, ktorzy mogli skorygowa
                                  > ć jego głupoty i wesprzeć Cię.

                                  Nauczycieli glupich to ja mialam wielu, rodzicow kochajcych i oddanych, al po prostu niewyksztalconych, mama nawet zawodowki nie skonczyla, a tata musial po maturze isc do pracy i jakies kursy zawodowe zaliczal po drodze. Oni mogli mnie wesprzec, ale niczego zmienic nie mogli, to takie wsparcie o d... rozbic. Widzisz, ja nawet rodzicow do nauki niepotrzebowalam, jedyne co chcialam to materialy i ukierunkowanie, z reszta dalabym sobie rade sama. To co by mnie mniej interesowalo przerobilabym na jakies tam zaliczenie i miala czas to rozwijanie tego, co mnie autentycznie insteresowalo. czytac te pozycje, ktore mnie interesowaly.
                                  No wlasnie widzisz, ja nie musialam miec rodzicow jako nauczycieli, na etapie kiedy szkola to byla dla mnie instytucja do ktorej chodzilam tylko dlatego, ze bylam zobowiazana przez prawo i nie mialam ZADNEJ alternatywy, moglam spokojnie SAMA uskuteczniac nauke. Moje wypracowania z polskiego byly oceniane, czy nie ma tam bledow ortograficznych, czy gramatycznych, bo za jeden blad ocena szla w dol. Nikt tak na prawde z nami nie pracowal, zeby poprawiac styl, jakosc wypowiedzi, dyskutowac JAK przedstawic swoja analize. Bylo nas 39 uczniow w jednej klasie i 2 obowiazkowe lektury do przegnania w miesiac, bo z materialem trzeba sie bylo wyrabiac.
                                  Poza tym nadmiar "przedmiotow", ktore nijak sie ze soba nie wiaza, uczy sie szczegolow, dat, faktow, mnostwo zapamietywania nieistotnych rzeczy (w jednym z watkow mama zeznala uczenia dzieci w drugich klasie nazwy panstw i stolic europejskich, po jaka cholere pytam, nie uczylo sie analizy, laczenia faktow i wyciagania wnioskow, tylko tloczenia niepowiazanych ze soba faktow. Na historii daty bitew, warunki traktatow, na geografii danych fizycznych ile wegla wydobywa sie w Chinach, a ile w Wenezueli, na chemii, calej tablicy Mendelejewa, odpytywanie z tablicy odwroconej tylem na srodku klasy pozniej sprawdzanie. Totalna bzdura.

                                  Kazdy schemat lekcji to: odpytywanie, wyklad nauczyciela, zadanie pracy domowej i przerwa, na drugi raz powtorzyc. Uczniowie nastawieni na to jaka ocene dostana, nieciekawi co lekcja przyniesie i czego sie dowiedza. Nauczyciele nie ukierunkowali, nie podsuwali


                                  Wszystko zalezy od formy, jak bedziesz otwarcie krytykowala, to narobisz szkody czy jak nauczyciel czy jako rodzic. Wtlaczanie takiej ilosci materialu jak sie to robi w szkolach jest zupelnie bez sensu. Nauka powinna sie odbywac od ogolu do szczegolu, szkola podstawowa to bezwzglednie powinny byc rzeczy ogolne i uczenie dzieci jak zdobywac wiedze, jak przekladac na zycie, jak analizowac i jakie zadawac pytania i jak fajnie jest wiedziec i sie uczyc.

                                  Ciekawe, jak dlugo dorosli wytrzymaliby chodzenie do pracy, ktorej nie znosza, bo robia tam rzeczy, ktore ich zupelnie nie interesuja, jest nudna, bez specjalnych wyzwan, z kierownictwem, ktore nie ma specjalnie nic do zaoferowania, poza naciaganiem terminow coraz bardziej. A to robia dzieci w szkole, przynajmniej od poznej podstawowki, kiedy zaczynaja sie sztywne podzialy na przedmioty , ktore spokojnie mozna wprowadzic w liceum, albo i nie.

                                  Szkoly nie ucza zadnej wiedzy praktycznej. Ktory maturzysta zna podstawy ekonomii, wie jak zbalansowac ksiazeczke czekowa, jak dziala prawo bankowe, jak wyypelnic podatki, zalozyc wlasny business, ulozyc plan finansowy (nawet na wlasne zycie) zeby miec wystarczajaca ilosc srodkow przy przejsciu na emeryture. Znaja za to mnostwo bzdurnych dat historycznych, ktore sa dostepne przez kilka klikow na .... telefonie, nie potrafia natomiast dopatrzyc sie zwiazkow przyczynowo-skutkowych. I TU mam problem.

                                  Uczyc w podstawowce mozna tak, ze dziecko nie wie, ze jest uczone, bo nie wsadza sie je w schematy, dzieci maja naturalna ciekawosc swiata, ktora szkola skutecznie zabija. Chca sie dowiadywac, chca eksplorowac, wystarczy im po prostu nie przeszkadzac i pokazywac zrodla. My uskuteczniamy ED od poczatku, korzystam z materialow ED, bo maja bardzo fajne pomysly. I nie jest to na zasadzie dzisiaj uczymy sie matematyki, to jest pojscie za dzieckiem, matematyki mozemy sie nie tykac przez miesiac, albo dwa.
                                  Merytorycznie jestem 100% pewna, ze zrobilabym owiele lepsza robote niz szkola, i dziecko nawet nie zauwaza, ze jest uczone, bo jest uczone, ale nie odpytywane i testowane caly czas .Nie musi niczego udowadniac, ani testowac

                                  Dlaczego zerowkowicz na przestrzeni 2 miesiecy mial juz 2 testy oceniajace jego rozwoj, z tym, sa nieustajaco sa testowani, nieustajaco rankingowani, na wywiadowce dostalam ... .wykres pokazujacy technicznie jak jego progres postepuje "decoding 3 sylable words using phonemes". Przy czym on nauczyl sie czytac sam, uzywajac metody, ktora JEMU odpowiadala, a my mu po prostu nie przeszkadzalismy, uczyl sie przez programy komputerowe, czytajac, wlasciwie bez zadnej metody. Tak jak ucza go w szkole, po prostu dla NIEGO nie pasuje, bo pewnie mozg mu inaczej pracuje.
                                  Sa ludzie wzrokowcy, sa sluchowcy, sa tacy co musza czuc i wtedy najlepiej sie ucza, ale przeciez programy szkolne nie sa dostosowane do indywidualnych zdolnosci ucznia, tylko do..... jednej, rutynowej metody, ktora bedzie dzialala na jednego ucznia i bedzie totalnie chybiona dla innego. Dlatego tak gdzies okolo 4-5 klasy wiekszosc uczniow uczy sie dla ocen, przestaje byc ciekawa i otwarta na wiedze, bo im sie to totalnie obrzydza. Zabija sie zainteresowania, albo uczen rozwija je na wlasna reke, bez zaangazowania nauczyciela.

                                  Dlaczego nauczycielka biologii w liceum NIGDY nie pokazala nam JEDNEJ opublikowanej pracy? Bo pewnie sama poza skryptami nie przeczytala. Ja regularnie czytalam Wiedze i Zycie, bo tylko takie czasopismo popularno naukowe wtey istnialo i ja czesto zaginalam wiedza, co nie bylo mile widziane, i zwrocono mi na to uwage, jak sie wtracalam z czyms ciekawym podczas jej "wykladu", zebym powtrzymala sie od komentarzy.

                                  Dobry nauczyciel mowi, " to rzeczywiscie ciekawe, nie znalam tej pracy, przeczytam i porozmawiamy szerzej pozniej" tego nigdy nie doswiadczylam.

                                  Ide pobiegac, bo znowu mi sie adrenalina zaczyna wydzielac.
                                  • maksimum Re: Indywidualna nauka dziecka... 21.11.10, 17:16
                                    myelegans napisała:

                                    > No wlasnie widzisz, ja nie musialam miec rodzicow jako nauczycieli, na etapie k
                                    > iedy szkola to byla dla mnie instytucja do ktorej chodzilam tylko dlatego, ze b
                                    > ylam zobowiazana przez prawo i nie mialam ZADNEJ alternatywy, moglam spokojnie
                                    > SAMA uskuteczniac nauke.

                                    Takich ludzi jest bardzo malo i ja ,ktory SGH skonczylem spiewajaco do ED sie nie nadawalem,bo mnie sie zaczelo chciec uczyc dopiero na studiach.Wczesniej nauka przeszkadzala mnie w zyciu i byla koniecznoscia z ktora musialem sie uporac.
                                    Chyba podobnie jest z moim synem.Ma 16 lat i nie wie co chce studiowac,a zostalo mu tylko 1,5 roku do studiow.SAT pisze bardzo dobrze,ale nie ma specjalnych zainteresowan poza sportem.

                                    > Kazdy schemat lekcji to: odpytywanie, wyklad nauczyciela, zadanie pracy domowej
                                    > i przerwa, na drugi raz powtorzyc. Uczniowie nastawieni na to jaka ocene dosta
                                    > na, nieciekawi co lekcja przyniesie i czego sie dowiedza. Nauczyciele nie ukier
                                    > unkowali, nie podsuwali

                                    Tak bylo w kazdej szkole i chyba do tej pory jest.
                                    Corka w swojej klasie dla specjalnie uzdolnionych miala jedna czy dwie nauczycielki w podstawowce,ktore wychodzily poza program i prowadzily ciekawe lekcje.

                                    > Merytorycznie jestem 100% pewna, ze zrobilabym owiele lepsza robote niz szkola,
                                    > i dziecko nawet nie zauwaza, ze jest uczone, bo jest uczone, ale nie odpytywan
                                    > e i testowane caly czas .Nie musi niczego udowadniac, ani testowac

                                    Nauczyciele w szkolach musza sie czyms wykazac,a wszystkie szkoly publiczne podlegaja ocenie i sa w rankingach i po to sa wlasnie testy by szkola i rodzice wiedzieli gdzie w danej chwili jest dziecko w rozwoju.
                                    Poza tym nie musisz chodzic do szkoly bo masz az 3 strony internetowe,ktore sledza rozwoj twojego dziecka:

                                    arisparentlink.org/parentlink
                                    www.edline.net/Index.page
                                    www.acuityforschool.com/
                                    > Dlaczego zerowkowicz na przestrzeni 2 miesiecy mial juz 2 testy oceniajace jego
                                    > rozwoj, z tym, sa nieustajaco sa testowani, nieustajaco rankingowani, na wywi
                                    > adowce dostalam ... .wykres pokazujacy technicznie jak jego progres postepuje
                                    > "decoding 3 sylable words using phonemes". Przy czym on nauczyl sie czytac sam,
                                    > uzywajac metody, ktora JEMU odpowiadala, a my mu po prostu nie przeszkadzalis
                                    > my, uczyl sie przez programy komputerowe, czytajac, wlasciwie bez zadnej metody

                                    Teraz jest tyle stron internetowych,ze jesli ktos wie czego chce sie nauczyc,to moze to duzo lepiej i szybciej zrobic w domu niz w szkole.
                                    Ale...ja musze synowi tych stron szukac,bo on w tym czasie gra w parku w kosza lub hokeja.

                                    • maksimum Re: Indywidualna nauka dziecka...acuity 21.11.10, 17:20
                                      nyc-acuity.mcgraw-hill.com/index.jsp
                          • maksimum Re: Indywidualna nauka dziecka... 20.11.10, 08:10
                            "Nauczanie w szkole jest sztywne i sztuczne, sorki. tzw uspolecznianie jest mitem. na wczesnym etapie podstawowki, dziecku wystarczy mala spolecznosc kompletow z palcem w cytopyge, a nie kolos szkoly z 1000 uczniow i 30 uczniami w klasie (standard). Tak trzeba poszukac lepszej szkoly, z mniejszymi klasami, indywidualnym podejsciem nauczycieli itd. "
                            -----------
                            Niestety nie masz racji,bo najlepsza szkola na Brooklynie a moze i w calych USA ma 1.000 uczniow i klasy 33 osobowe.

                            www.greatschools.org/new-york/brooklyn/
                            Moj syn chodzil do niej 3 lata a teraz corka chodzi juz trzeci rok i NIKT NIKOMU tam nie dokuczal.
                            Znajdz szkole w swoim rejonie,ktora ma takie wyniki jak IS-187 to pogadamy o edukacji w USA.

                            www.greatschools.org/cgi-bin/cs_compare/ny/?level=m&area=t&city=Brooklyn&sortby=NYSA_MATH&tab=acad
                            Oczywiscie do takich szkol za pieniazki sie nie dostaje tylko trzeba przejsc ostro sito selekcji,ktore matolow i kombinatorow przesiewa.

                            insideschools.org/index12.php?fs=852
                            "Wlasnie ostatnio w moim stanie weszlo szeroko zakrojone prawo "anti-bullying", bo na przestrzeni kilku ostatnich lat wzrosla liczba somobojstw wsrod gimnazjalistow i licealistow, nie z powodu fizycznego molestowania, ale wirtualnego, poczatek zawsze byl szkole, i nie konczyl sie poza szkola. I byly to szkoly te male, z indywidualnym podejsciem, rodziny dobrze sytuaowane w bogatych suburbiach."

                            A w tych szkolach na tzw dobrze sytuawanych suburbiach sa srednio zdolne dzieciaki,ktore hcialyby byc najlepsze,ale im w zaden sposob to nie wychodzi,wiec zajmuja sie terroryzowaniem innych.



                            Kary sa surowe, bardzo surowe. Rodzice zabieraja dzieci ze szkol i coraz wiecej jest tych z ED.
                            To uczniowie nie lubia szkoly, bo szkola ich nie lubi, bo szkola tylko jest zainteresowana przerabianiem programow, testowaniem i rankingami, tymi sportowymi rowniez. nauczyciele zawaleni praca administracyjna i otoczeni zwiazkami zawodowymi jak murem ochronnym.
                            • maksimum Re: Indywidualna nauka dziecka...IS-187 20.11.10, 08:12
                              Poszukaj w swoim rejonie szkoly z takimi wynikami z testow jakie ma IS-187.

                              www.greatschools.org/cgi-bin/cs_compare/ny/?level=m&area=t&city=Brooklyn&sortby=NYSA_MATH&tab=acad
                              i wtedy porozmawiamy o edukacji w USA.
                              • maksimum Cambridge,Boston 20.11.10, 08:30
                                www.greatschools.org/cgi-bin/cs_compare/ma/?level=m&area=t&city=Cambridge&sortby=name&tab=acad
                                to sa Cambridge schools z zenujacymi wynikami.

                                i Boston
                                www.greatschools.org/cgi-bin/cs_compare/ma/?level=m&area=t&city=Boston&sortby=name&tab=acad
                                Brookline

                                www.greatschools.org/cgi-bin/cs_compare/ma/?level=m&area=t&city=Brookline&sortby=EC20&tab=acad
                                Somerville

                                www.greatschools.org/cgi-bin/cs_compare/ma/?level=m&area=t&city=Somerville&sortby=EC20&tab=acad

                                Newtonville-zenada

                                www.greatschools.org/cgi-bin/cs_compare/ma/?level=m&area=t&city=Newtonville&sortby=name&tab=acad
                                Belmont-zanada

                                www.greatschools.org/cgi-bin/cs_compare/ma/?level=m&area=t&city=Belmont&sortby=EC20&tab=acad
                                Belmont HS jeszcze w miare dobra:

                                www.greatschools.org/cgi-bin/cs_compare/ma/?level=h&area=t&city=Belmont&sortby=EC20&tab=acad
                                Chestnut Hill-jedna w miare dobra szkola

                                www.greatschools.org/cgi-bin/cs_compare/ma/?level=m&area=t&city=Chestnut+Hill&sortby=EC20&tab=acad
                                • myelegans Re: Cambridge,Boston 20.11.10, 14:41
                                  NIe bede sie z Toba kopac, bo mnie rankingi nie ruszaja. Dziecko chodzi do szkoly, ktora jest daleko w rankingu, polowa dzieci w klasie jest ELL.
                                  • maksimum Re: Cambridge,Boston 20.11.10, 17:47
                                    A rankingi dzielnic pod wzgledem wartosci cen domow Cie ruszaja?
                                    Bo jesli piszesz,ze jakas szkola w bogatej dzielnicy ma nawiedzonych dzieciakow,to chyba dosc dobitnie swiadczy,ze nie trzeba byc madrym aby byc bogatym-co zreszta widac po dzieciach.
                                    A reszta to juz zwykly brak selekcji,ktorej rodzice z tych bogatych dzielnic sie boja.
                                    Jesli polowa dzieci w klasie jest ELL,to musi byc klasa dobrze wymieszana i wielce rozrywkowa.

                                    www.netc.org/focus/challenges/ell.php
                                    Ja jestem za selekcja bo widze ze w szkolach moich dzieci nikt nikogo nie szykanuje i dzieciaki zajete sa nauka a nie dokuczaniem innym dzieciom.

                                    Ja jestem z tych ,co nie padaja na kolana jak slysza slowa:Boston czy Cambridge.
                                    • myelegans Re: Cambridge,Boston 20.11.10, 19:15
                                      Kompleksy z Ciebie wylaza i tyle.

                                      Nie, pisze, ze takze te wybrane, male szkoly maja problemy.

                                      > A rankingi dzielnic pod wzgledem wartosci cen domow Cie ruszaja?
                                      Nie, nie ruszaja

                                      > Ja jestem za selekcja bo widze ze w szkolach moich dzieci nikt nikogo nie szyka
                                      > nuje i dzieciaki zajete sa nauka a nie dokuczaniem innym dzieciom.
                                      Bo wiesz dokladnie, co sie z innymi dzieciakami dzieje? Masz podglad ich iPhonow i facebookow. W szkoly, gdzie dzieci popelnily samobojstwo, tez nie bylo problemow, szykan, nikt nikomu nie dokuczal.
                                      • maksimum Re: Cambridge,Boston 21.11.10, 03:32
                                        myelegans napisała:

                                        > Kompleksy z Ciebie wylaza i tyle.

                                        Tez chcialem to napisac,ale odwagi mi zabraklo.

                                        > Bo wiesz dokladnie, co sie z innymi dzieciakami dzieje? Masz podglad ich iPhono
                                        > w i facebookow. W szkoly, gdzie dzieci popelnily samobojstwo, tez nie bylo prob
                                        > lemow, szykan, nikt nikomu nie dokuczal.

                                        Wiem,bo te same dzieci ,ktore chodza z corka do szkoly,chodza rowniez do parku i one mnie znaja.
                                        Poza tym szkola o WSZYSTKIM informuje rodzicow.Nawet jak sporo dzieciakow ma grype,czy ktos zaczepial jakies dzieciaki w drodze do szkoly.
                                        Jeden chlopak,ktory gra ze mna w kosza zostal zawieszony za przyniesienie sprayu do szkoly.
                                        • izamoyska Re: Cambridge,Boston 23.11.10, 22:20
                                          roznie to bywa, w zaleznosci od stanu. wy macie w nyc selekcje do lepszych liceow, na podstawie egzaminow, co mi sie podoba, bo to automatycznie oznacza, ze do tej szkoly chodza lepsi uczniowie, ktorym zalezy. natomiast w nj jest rejonizacja liceow i o te selekcje, rodzice musza zadbac sami kupujac dom w "dobrym" miasteczku. ale to chyba osobny temat jakby wink
                                          • myelegans Re: Cambridge,Boston 24.11.10, 04:26
                                            Jezeli nie znasz maxa to on kazda dyskusje odwroco n/t edukacji jego dzieci w szkolach brooklynskich.
                                            Oczywiscie, ze poaz njc wszedzie obowiazuje rejonizacja wszkolach publicznych, ale max przelewa edukacje w njc na reszte stanow.
                                            • izamoyska Re: Cambridge,Boston 24.11.10, 21:52
                                              jako ze sie doskonale orientuje, moge czasem z maksiem polemizowac. nyc jest specyficzne, ale i tak bym sie nie zamienila a ty? wink
                                            • maksimum Re: Cambridge,Boston-District 20 24.11.10, 21:54
                                              myelegans napisała:

                                              > Jezeli nie znasz maxa to on kazda dyskusje odwroco n/t edukacji jego dzieci w s
                                              > zkolach brooklynskich.
                                              > Oczywiscie, ze poaz njc wszedzie obowiazuje rejonizacja wszkolach publicznych,
                                              > ale max przelewa edukacje w njc na reszte stanow.
                                              ------------
                                              Gimnazja i licea z egzaminami mozna zrobic tylko w duzych miastach,bo jak mieszkasz na prowincji to musi byc rejonizacja,bo za daleko jest od jednej szkoly do drugiej ,no i walka o lokalne podatki by sie zaczela.

                                              schools.nyc.gov/schoolsearch/Maps.aspx?grade=ALL&borough=K&q=
                                              Ja mieszkam w dystrykcie 20,a takich dystryktow na Brooklynie jest chyba 10.
                                              No wiec niektore szkoly zastrzegaja sobie by mieszkac w danym dystrykcie,inne ze mozna mieszkac gdziekolwiek na Brooklynie,a jeszcze inne tzw "specialized" przyjmuja kazdego z NYC niezaleznie gdzie mieszka.
                                              Syn chodzi do Brooklyn Tech HS i jest to szkola "specialized"

                                              en.wikipedia.org/wiki/Brooklyn_Technical_High_School
                                              czyli kazdy zamieszkaly w NYC moze do niej zdawac.

                                              Szkola corki jest natomiast regionalna,czyli trzeba mieszkac w rejonie 20 na Brooklynie by do niej zdawac.

                                              www.is187.com/pages/IS_187
                                              W rejonie 20 jest chyba ze 20 lub wiecej roznych gimnazjow.

                                              • izamoyska Re: Cambridge,Boston-District 20 24.11.10, 22:16
                                                suma sumarum, jesli rodzice dbaja o edukacje dziecka, to zadbaja tez by chodzilo do dobrej szkoly i jest to prawda uniwersalna, a czesto lepsze, znaczy drozsze. oczywista oczywistosc i nikt tu ameryki nie odkryje. rozne sa tylko niuanse, czy to kwestia podatkow w miasteczku czy czesnego w prywatnej szkole.
                                          • maksimum Re: Cambridge,Boston 24.11.10, 21:26
                                            izamoyska napisała:

                                            > roznie to bywa, w zaleznosci od stanu. wy macie w nyc selekcje do lepszych lice
                                            > ow, na podstawie egzaminow, co mi sie podoba, bo to automatycznie oznacza, ze d
                                            > o tej szkoly chodza lepsi uczniowie, ktorym zalezy. natomiast w nj jest rejoniz
                                            > acja liceow i o te selekcje, rodzice musza zadbac sami kupujac dom w "dobrym" m
                                            > iasteczku. ale to chyba osobny temat jakby wink
                                            -----------
                                            NJ jest wioskowe i ma tam takiego duzego miasta jak NYC stad rejonizacja.
                                            M.Bloomberg sporo zmienil w systemie edukacyjnym w NYC na lepsze i teraz dla bardzo zdolnych dzieci szkoly publiczne sa rajem.
                                            Na Brooklynie to sie dobrze sprawdza,ale juz na Staten Island jest podobnie jak w NJ-dyrektorzy szkol nie potrafia sie zorganizowac i stworzyc sieci dobrych szkol.
                                            Ale Staten Island jest takie wlasnie bardziej wioskowe jak NJ.
                                            • izamoyska Re: Cambridge,Boston 24.11.10, 22:09
                                              >w NYC na lepsze i teraz dla bardzo zdolnych dzieci szkoly publiczne sa rajem.

                                              P.S.-198 rajem na pewno nie jest, inne liczne z ocena 2 na podstawie greatschools.com tez nie.
                                              • maksimum Re: Cambridge,Boston 24.11.10, 23:04
                                                > P.S.-198 rajem na pewno nie jest, inne liczne z ocena 2 na podstawie greatschoo
                                                > ls.com tez nie.
                                                --------
                                                Napisalem dla bardzo zdolnych jest rajem,a kazdy znajdzie szkole na swoim poziomie i co w tym zlego.
                                                • izamoyska Re: Cambridge,Boston 25.11.10, 02:30
                                                  a ja napisalam, ze nie wszystkie szkoly publiczne na brooklynie sa rajem dla bardzo zdolnych, poniewaz rodzina ktora mieszka w rejonie szkoly P.S.-198, majaca dziecko bardzo zdolne, ktoremu zalezy, musi znalezc inna szkole, na jego poziomie. to bedzie sie wiazalo albo z poslaniem go do prywatnej, albo z przeniesieniem sie w inny rejon, w ktorej publiczna jest z tych lepszych, albo poszukaja takiej z egzaminami.
                                                  • maksimum Re: Cambridge,Boston 25.11.10, 05:13
                                                    PS-198 to jest rzeczywiscie slaba podstawowka,ale do podstawowek nie ma egzaminow,sa dopiero do gimnazjow i liceow.

                                                    www.greatschools.org/new-york/brooklyn/2619-P.S.-198-Brooklyn/
                                                    Najprostszym rozwiazaniem jest przeniesie sie do lepszego regionu na tym samym Brooklynie,szczegolnie ze w PS-198 jest 92% czarnych i latynosow.

                                                    www.greatschools.org/cgi-bin/ny/other/2619#students
                                                    Niech sie rodzinka przeniesie w biala dzielnice i przestanie narzekac.

                                                    Za to gimnazja i licea z egzaminami nie podlegaja rejonizacji.


                                              • maksimum Brooklyn vs Staten Island 24.11.10, 23:24
                                                Niby ten sam NY a jednak SI nie ma dobrych gimnazjow.

                                                www.greatschools.org/cgi-bin/cs_compare/ny/?level=m&area=t&city=Staten+Island&sortby=NYSA_MATH&tab=acad
                                                Sprawa o tyle ciekawa,ze mieszka tam moj kuzyn,bo to spokojna biala dzielnica,jedyny problem w tym,ze ich corka jest w gimnazjum i kuzyni nie sa za bardzo ze szkoly zadowoleni.

                                                A wszystko lezy w dobrej organizacji.
                                                Urzadza sie egzaminy do 4-rech najlepszych gimnazjow i przyjmuje wg ilosci zdobytych punktow na egzaminie.
                                                I wtedy z tych 4-rech najlepszych jedno byloby bardzo dobre,drugie dobre a dwa pozostale poszlyby troche w dol.
                                                Tak wlasnie zrobiono w dystykcie 20 na Brooklynie,ze do 4-rech najlepszych gimnazjow jest wspolny egzamin.

                                                A ze w NJ czy Massachusetts dyrektorzy szkol nie potrafia sie zorganizowac tak jak na Brooklynie,to pewno moja wina.

                                                By stworzyc dobry system edukacyjny w jakims miescie czy kraju wcale nie potrzeba extra pieniedzy,wystarczy miec dobre pomysly na rozwoj i umiec je zrealizowac,a nie klocic sie i gadac w nieskonczonosc o tym jak "u nas jest zle".
                                                • izamoyska Re: Brooklyn vs Staten Island 25.11.10, 02:45
                                                  > By stworzyc dobry system edukacyjny w jakims miescie czy kraju wcale nie potrzeba extra pieniedzy,wystarczy miec dobre pomysly na rozwoj i umiec je zrealizowac

                                                  w ny sprawdzaja sie inne pomysly, a w nj inne, to wszystko zalezy od specyfiki stanu i rejonu. w nj tez mamy licea z egzaminami, ale...no wlasnie nie w kazdym rejonie sie to sprawdza i nie w kazdym jest to potrzebne.
                                                  • maksimum Re: Brooklyn vs Staten Island 25.11.10, 05:28
                                                    izamoyska napisała:

                                                    > w ny sprawdzaja sie inne pomysly, a w nj inne, to wszystko zalezy od specyfiki
                                                    > stanu i rejonu.

                                                    Cala specyfika polega na wielkosci miast w ktorych sie mieszka.
                                                    Czym wieksze miasta tym latwiej o rankingi i selekcje.
                                                    Musi byc minimum 3 gimnazja czy licea w miescie by wprowadzic egzaminy i selekcje wstepna.
                                                    W Ozarowie Maz gdzie sie wychowalem sa tylko dwa gimnazja i jedno jest z egzaminem i na bardzo wysokim poziomie.

                                                    www.szkola-ozarow.pl/zasady_rekrutacji_GIM.html

                                                    > w nj tez mamy licea z egzaminami, ale...no wlasnie nie w kazdym
                                                    > rejonie sie to sprawdza i nie w kazdym jest to potrzebne.

                                                    Podaj mnie 1 powod dlaczego sie to nie sprawdza.
                                                  • izamoyska Re: Brooklyn vs Staten Island 25.11.10, 16:48
                                                    bo poza wielkimi miastami nie ma takiego zageszczenia ludnosci. jesli w danym rejonie/okolicy/masteczkul szkoly (jedno liceum zazwyczaj) nie jest satysfakcjonujace, rodzina przenosi sie tam, gdzie sa. nie ma sensu robic jeszcze dodatkowo egzsminy, chyba ze to liceum specjalistyczne.
                                                  • maksimum Re: Brooklyn vs Staten Island 25.11.10, 18:19
                                                    W NYC nawet wewnatrz poszczegolnych szkol jest zroznicowanie poziomow,bo nawet przecietna szkola ma klasy dla najzdolniejszy,oddzielne dla zdolnych i oddzielne dla reszty uczniow.
                                                  • izamoyska Re: Brooklyn vs Staten Island 25.11.10, 19:03
                                                    tak jest chyba we wszystkich w stanach, poczawszy od gimnazjum.
                                                  • maksimum Re: Brooklyn vs Staten Island 26.11.10, 03:58
                                                    Tez mysle,ze we wszystkich stanach tak jest,bo to bardzo dobre rozwiazanie,tylko cos w Polsce niemozliwe do wprowadzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka