Dodaj do ulubionych

permanentny brak czasu :(

15.10.13, 09:40
nie wiem czy jestem źle zorganizowana, ale czas ucieka mi przez palce. czas pracy mam dostosowany do zerówki córki, czyli mała na rano to i ja pracuję do 15. jak córka ma dwa dni na 12 to jadę do pracy po odstawieniu jej. w dni kiedy córka ma na rano jesteśmy w domu o 16-16.30, jeśli robimy jakieś zakupy to później. jak idzie na popołudnie to rano zanim się obejrzę już jest 11 i musimy zbierać się do wyjścia. są dni, że w domu siadam tylko wtedy kiedy jem, a nierzadko bywa, że jem w biegu. nie wyobrażam sobie jak to będzie jak ola pójdzie do pierwszej klasy i dojdzie jeszcze nauka w domu. chwilę dla siebie mam jak mąż i córka pójdą spać, ale tego jest niewiele bo zazwyczaj ok 22 zasypiam na stojąco.
wiem, że nic się nie zmieni, że tak po prostu jest. najchętniej wyniosłabym się z gdańska i zamieszkała w jakiejś małej miejscowości. jak jadę do rodziców (średniej wielkości miasteczko na mazurach) to mam wrażenie, że tam czas zwalnia. samochód przez cały pobyt stoi nieużywany, szkoła blisko, a tu wszystko daleko sad .
Obserwuj wątek
    • majarzeszow Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 09:55
      >to rano zanim się obejrzę już jest 11

      i tu jest pies pogrzebany. Jestes niezorganizowana i masz tlyko jedno dziecko. JA jestem praktycznie non stop sama (teraz maz na 2 tygodniowej delegacji), mam dwoje dzieci (zerowka i 3 klasa), swoją pracę (etat - 8 godzin), dowozenie na tance, obskakuje zakupy, pranie, lekarzy itp. i mam jeszcze czas smile
      • jagabaga92 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:12
        > JA jestem praktycznie non stop sama

        Pamiętam z zamierzchłych czasów rozmowe mojej mamy z sąsiadką. Mama mówiła, że jeśli chłop jest w domu, to robota stoi w miejscu, a dzień przepływa przez palce. Teraz mam swoją rodzinę i potwierdzam to, co mama kiedyś mówiła. Bo jeśli np. jestem po południu sama z dzieckiem, to mam zrobione mnóstwo rzeczy - i obiad zrobiony, i podłoga wytarta, i pranie wstawię, i prasowanie obskoczę. A gdy mąż "oddycha mi na kark", to robota nijak się nie klei.

        Natomiast w weekendy, gdy dłużej poleżymy w łóżeczkach, to tez nic nie ogarnięte. Wolę wstać rano, małż sobie wtedy jeszcze chrapie, dziecko usadowi sie przez TV, ja sprawnie porobię co trzeba, a na łóżeczku leżę sobie po południusmile.
      • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:16
        a ja poza pracą i odwiezieniem dziecka do szkoły siedzę i nic innego nie robię... też pracuję na pełen etat, z ta różnicą, że mam ruchomy czas pracy i mogę go sobie dopasować do szkoły córki. mąż jest, ale raczej dokłada obowiązków niż pomaga, poza odebraniem córki jak kończy o 17. nie wymieniałam tego co robię w domu i w drodze do pracy bo to chyba jest oczywiste. u nas pożeraczem czasu są dojazdy. jak wygląda twój zorganizowany dzień, że masz jeszcze czas dla siebie? jak jestem w domu ok 16.30 to jemy obiad o 17, po czym córka idzie do koleżanki lub koleżanka przychodzi do niej, w tym czasie sprzątam, przygotowuję rzeczy na kolejny dzień, przygotowuję jakiś obiad na jutro. o 18.30 przygotowuję szybką kolację córce, pomagam jej w kąpieli i kładę ją spać. przed spaniem czytam i o 20 wychodzę z jej pokoju. sprzątnę po kolacji, przygotuję jej jedzenie do szkoły na następny dzień, jak wcześniej tego nie zrobię to prasuję ubrania na rano. ok 21 idę się wykąpać, jak nie padam to czytam w wannie. po wykąpaniu czytam/oglądam coś w tv i idę spać. wstaję o 5. rano podobnie, pranie, odkurzanie (kot i jego żwirek jest wszędzie więc odkurzam co drugi dzień) itd. śniadanie, przygotowanie córki do szkoły i zanim się obejrzę jest 11, trzeba myć kły, ubierać się i jechać do szkoły/pracy, w te dni bywa, że jestem w domu ok 22 (kiedyś muszę te 40h tygodniowo wypracować). basen zaliczam z córką w weekend. zajęcia dodatkowe córka ma w szkole (kółko plastyczne oraz angielski). w weekend staram się jak najwięcej czasu spędzić z córką, poza basenem jeździmy na spacery, na krótkie wycieczki itd. niestety jeździmy ponieważ na osiedlu, na którym mieszkamy jest co prawda wielkie oczko ze spacerniakiem, ale córka już nie chce tam chodzić, chyba, że idziemy na rower.
    • lee_a Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:05
      ja mam dwoje dzieci i pracę na etat (z dojazdami 10 godzin). I chyba prawda jest w takim powiedzeniu "przy jednym dziecku nie masz czasu na nic, przy dwojgu masz czas na wszystko a przy trójce to jeszcze możesz komuś pomóc" smile

      • kajka271 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:16
        hihi, dokładnie smile
        Ja mam trójeczkę, ale bez przesady, czasu mi za wiele nie zostaje... ot, pogodziłam się z tym.
        Pracuję normalnie na etacie, do 16tej, mąż pracuje dłużej, ale aktualnie z domu, więc lekko mobilny jest...
        Ja zawożę córkę do przedszkola, bo mam po drodze do pracy, on zaprowadza młodego do szkoły (specjalnie wybraliśmy szkołę blisko, by nie tracić czasu na dojazdy). Najmłodszy z nianią zostaje. Zakupy robię w trakcie pracy jak gdzies musze wyskoczyć, albo w drodze do przedszkola, ale tak ekspresowo... po drodze odbieram córkę i syna. W domu jesteśmy o 17tej, robimy szybki obiad. Do 18tej jesteśmy po obiedzie (można to kolacja nazwać, bo my potem już nie jemy, a dzieci jedzą tylko jogurciki wieczorem). Czasem 18.30. godzinka na lekcje, zabawę i idziemy spać.
        Pranie wstawiam rano i niania wiesza. Podłogi ogarnia niania. Łazienke sprzątam jak dzieci sie kąpią. Reszta gdzies pomiędzy... wiecznie jestem niewyrobiona z czymś, wiecznie mam liste rzeczy do zrobienia... ale sobie tłumaczę, MASZ trójkę małych jeszcze stosunkowo dzieci, pracujesz, i tak jest super! smile Jak to mąż mówi, jak narzekam że cos nie zrobione: trzeba po prostu obniżyć standardy smile
        btw, z Gdańska jestesmy smile
        • kajka271 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:18
          hmm, napisałaś, że w dni jak córka ma na rano to jestęscie o 16.30 w domu... to przeciez ful czasu jeszcze do wieczora macie. Gdzie ten brak czasu?
          A rano na 11 też dużo da się zrobić... co w tym przeszkadza duże miasto? Ile czasu tracicie na dojazd? Po prostu u rodziców nie masz na głowie prania, sprzątania, rozładwania zmywarki itp... to czasu masz wiecej smile
          • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:31
            ful czasu? ok 17 jemy obiad, do 18.30 mam czas na ogarnięcie mieszkania. wypada tak nieco ponad godzinę. od tej 18.30 do 20 jest czas dla córki. później już mam "wolne" . jeśli na drugi dzień jedziemy na popołudnie to tylko sprzątam po kolacji, oporządzam kota (muszę go codziennie czesać ), kąpię się i mam czas na książkę, tv. jak jedziemy na rano to przygotowuję rzeczy na kolejny dzień dodatkowo. rano nie będę tego robić ponieważ i bez tego wstaję o 5.
            dojazd to ok 2h gdy nie robię zakupów i nie dochodzi mi nic innego.
          • kajka271 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:31
            eee, czyli masz czas na książkę w wannie, na spacer z córkę... trochę kwestia ustalenia co to znaczy brak czasu. Na co ci brakuje czasu? Nie żebym miała czasu dla siebie, pełno, tez wiecznie nie wyrabiam i czasu na książkę nie mam. Ale to kwestia priorytetów i uświadomienia sobie, że mam dziecko więc zdecydowałam się na taki styl zycia i musze się nim zajmowac. Mam trójkę dzieci, więc teraz, póki sa małe, musze im poświęcać cały swój czas. Brakuje mi na książkę, to np. odpuszczam prasowanie (od 3go dziecka nie prasujemy prawie wcale, wieszam prosto, strzepuję, potem wygładzę przy składaniu, i różnicy nie widać, prasuje tylko eleganckie koszule)... dzieci idą spać, to ja olewam wszystko i kładę się z książką. Jeden dzień dopieszczę siebie, poczytam, czy poszydełkuję, bo to lubię... inny posprzątam. Grunt to pogodzić się z tym, że nie musi być idealnie.
            Brakuje nam wyjść razem. Ok, załatwiliśmy koncert, babcię do dzieci, i cóż... dziś rano rozgardiasz, bo my zmęczeni, dzieci spały jakoś dziwnie, nie w swoich łóżkach, ale żyja i szczęśliwe, my też smile
            Mamy dzień zakręcony, bo balet, zajęcia dodatkowe syna (jest w klasie komunijnej, to ma np 3 razy w tygodniu różaniec itp)... to robimy na obiad pierogi z mrożonki albo zamawiamy pizzę. Raz w tygodniu nie zaszkodzi... następnego dnia zrobimy dobry obiadek.
            Ja dziś w dobrym nastroju to może ci sypać przykładami... czasem tez narzekam, że trudno smile
            A, opowiem ci nasz piątek. W czwartek kupiłam nową szafke do dzieci i w piątek ją skręcałam (lubię to robić), mąż zajmował się dziećmi. One się bawiły, on siadał na kanapie z książką i co 5minut ktoś cos od niego chciał. I wkurzał się, że co usiądzie, nzajedize gdzie czyta, przeczyta jedno zdanie, to musi przerywać... moja rada, nie wkurzaj się, tylko zajmij się dziećmi na 100%, a poczytasz jak pójdą spać. Po prostu trzeba przyjąć, mam 3 dzieci, nie dam rady czytać w godzinach 17-20 i tyle. Ja tez nie czytam wtedy.
            • kajka271 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:39
              No ale przecież nie codziennie trzeba sprzątać... jednego dnia posprzątaj, drugiego ten czas do 18.30 możesz przezanczyć na cos innego... wieczorem czytasz książkę. TO na co brakuje ci czasu. Na nudzenie sie?
              No bo wyrabiasz się ze wszystkim, masz czas na spacer z córką, książkę, kąpiel...
              Też mam kota, może nie trzeba go czesać, ale karmić i piasek czyścić trzeba...
              Może jak ci brakuje czasu to zceduj coś na męża?
              Co on robi?
              U mnie mało ale walcze z tym wiecznie. Wyrzuca śmieci, w takie dni jak jade ba balet z córką to robi obiad, zwykle robi co mu powiem. Facetom trzeba wyraźnie wskazać, bo nie widza co można by zrobić... u nas o to wiecznie afery, ale może trzeba im wskazać.
              Dzis np. syn miał na 9.50, to kazałam eMowi zrobić mu śnaidanie i po drodze kupić mu wodę. Nie wszystko musi być na twojej głowie.
              Ja też biegam, pędzę, ciągle cos do zrobienia, tu pranie do pochowania, tu zmywarka do opróznienia... ale czasem staję i myślę sobie: chwilka, sama mieszkam w tym domu. I rozdzielam zadania. Syn zmywarkę, ojcie pranie, maluchy zabawki smile z pomocą oczywiście.

              cóż życie jest teraz w biegu, z permamentym brakiem czasu... ale sami sobie to fundujemy mając wysokie oczekiwania, wszystko musi być na tip top. My, jako kobiety, wywalcyzłyśmy równouprawnienie, czyli 'możemy pracować' ale obowiązki domowe tez chcemy jak najlepiej zrobić. Cóż nie da się wszystkiego. Doba ma tylko 24 godziny. Trzeba się pogodzić z tym smile
              • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:53
                co robi mąż? wyrzuca śmieci jak już zaczynają wychodzić z koszy... odbiera córkę jak jest do 17 w szkole, a ja w tym czasie w pracy. co poza tym? odpoczywa po pracy, ucina sonie drzemkę popołudniową. zdarza się 1-2 razy w tygodniu, że schowa naczynia do zmywarki. a tak poza tym to po prostu jest i na tym koniec. szeroki temat, na który niekoniecznie chce mi się pisać.
                • jagabaga92 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 11:04
                  silje78 napisała:

                  > co robi mąż? wyrzuca śmieci jak już zaczynają wychodzić z koszy... odbiera córk
                  > ę jak jest do 17 w szkole, a ja w tym czasie w pracy. co poza tym? odpoczywa po
                  > pracy, ucina sonie drzemkę popołudniową. zdarza się 1-2 razy w tygodniu, że sc
                  > howa naczynia do zmywarki. a tak poza tym to po prostu jest i na tym koniec. sz
                  > eroki temat, na który niekoniecznie chce mi się pisać.

                  Miałam bardzo podobną sytuację z mężem. Przeprowadziłam z nim "rozmowę dyscyplinującą", podczas której jasno i wyraźnie wypowiedziałam się, czego od niego oczekuję. Dołożyłam mu 1 obowiązek na stałe (na początek jeden, żeby małż się nie zbuntował i oswoił ze zmianąwink) - taki, który mnie już nie będzie interesował, co nie zmienia faktu, że MUSI być zrobiony. Ku mojemu zaskoczeniuwink od kilku tygodni małżonek wykonuje ten obowiązeksmile - ja dzięki temu zyskałam 2 godziny w tygodniusmile, a i obojgu nam domowe humory się poprawiłysmile. Faceci nie rozumieją aluzji, przygadywań - krótko i jasno trzeba im powiedzieć, co mają robićsmile.
                  • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 11:18
                    wiem jak mówić do mężczyzn big_grin . niestety na mojego męża to nie działa, a mi się nie chce walczyć uncertain . najwyżej co jakiś czas się buntuję i omijam szerokim łukiem jego rzeczy, czyli nie piorę, nie prasuję itd. on jest przekonany, że robi bardzo dużo.... jak zaczynam temat to zaraz jest foch bo się czepiam, więc się nie czepiam. jak powiedziałam, że sprowadził się do samobieżnego portfela to się obraził bo się czepiam.... wg niego to, że odbierze córkę jak jest taka potrzeba, posiedzi z nią w domu jak ja jestem w pracy (zajmowaniem się tego nie nazwę), wyniesie śmieci jak się tego domagają i sporadycznie schowa naczynia do zmywarki, czyni z niego męża/ojca roku. do tego nie szlaja się, nie pije, nie kłócimy się. taki chodzący ideał, że nie mam podstaw wymagać czegokolwiek więcej.
                  • kajka271 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 11:26
                    A ile razy córka ma na popołudnie?
                    Spróbuj sobie chyba te poranki lepiej zorganizować, żeby robić to co zrobiłabyś gdyby to było popołudnie.
                    A te 15minut na kawę to na pewno da się znaleźć smile Ja ostatnio robię sobie kawę na koniec pracy, bo w domu nawet jak zrobię to pije zimną, bo ciągle ktoś mnie czymś odciąga...
                    Ps. No właśnie... jak to jest, że mąż ma czas na poobiednią drzemkę... a ty na kawe nie masz czasu. Ja jak tak biegam, a on siedzi to robię awanturę... albo i nie awanturę, na wesoło komentuję, że fajnie tak mieć służącą... pan i władca siedzi i patrzy... to zaraz się rusza i pyta co pomóc smile Faceci naprawdę nie widzą tego ogromu pracy w domu! Uświadom mu to.
                    Mój po takie dyskusji miał jako stały obowiązek sprzątanie łazienki... zabił mnie raz jak mu przypomniałam, a on mówi: Przecież w zeszłym tygodniu sprzątałem. Oni nie wiedzą, że łazienke myje się częściej niż raz na miesiąc. Tak mogli sobie a akademiku sprzątać smile
                    • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 11:32
                      pisałam jak wygląda sprawa z mężem. odpuściłam o po kilku latach. dla niego wyrzucanie śmieci do zbyt wiele. jak mówię żeby odkurzył to stwierdza, że wg niego nie ma potrzeby... nie mam ochoty się z nim użerać, a nie mogę pozwolić by dziecko mieszkało w brudzie, pomijam, że mnie by szlag trafił.
                      • joanna_poz Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 11:40
                        w sytuacji, takiej jak Twoja, kiedy mąż w ogole nie bierze się za jakiekolwiek prace domowe (umowmy się - wyniesienie smieci to zadna filozofia, bo zajmuje moze minutę) zapowiedziałabym, że w takim razie bierzecie panią do sprzątania, ktora Ciebie musi odciążyć, tak żebyś i Ty mogla sobie pozwolić na ten poobiedni odpoczynek.

                        może się skusi - na kiwnięcie palcem w domu w trochę szerszym zakresie albo wyciągnięcie tych paru stówek z kieszenismile
                        • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 11:50
                          niereformowalny typ. naprawdę.
                          • kajka271 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 11:57
                            O dokładnie. Jak eM narzeka, że tyle roboty, to mówię, że może potrzebujemy pomocy... wtedy mu szkoad kasy i zabiera się za sprzątanie smile
            • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:49
              tak jak napisałam w pierwszym poście. czytam w wannie wieczorem jak już wszyscy pójdą spać. na co mi brakuje czasu? choćby na to, żeby po pracy usiąść na 15min i wypić kawę. prasowania nie odpuszczę. nie lubię chodzić wygnieciona, mąż też nie może iść do pracy w polarku lub swetrze.
              dla mnie "święty" jest ten czas 18.30-20 jako czas dla córki. no i chyba nie potrafię cały czas odnaleźć się z tymi godzinami w zerówce. wcześniej córka chodziła do przedszkola i wszystko miało swoje miejsce i czas. po 15 ją odbieraliśmy i jechaliśmy do domu. czasami szłam do pracy dodatkowo żeby wyrobić godziny. teraz mam wrażenie, że wszystko jest postawione na głowie. za cholerę nie mogę wyrobić sobie schematu dnia, a robię to nawet na urlopie uncertain .
              • enut Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 13:30
                > dla mnie "święty" jest ten czas 18.30-20 jako czas dla córki.

                Czyli co robisz w tym czasie z corka? Siedzisz jej caly czas nad glowa? Dlaczego corka przez 15 minut nie moze pobawic sie sama (lalki/klocki/malowanie/lepienie/) czy nawet ponudzic sie sama (wbrew pozorom to jest wazna "czynnosc"), a ty w tym czasie wypilabys kawe? Moze warto nauczyc dziecko, ze mama musi miec czas takze dla siebie, na swoj odpoczynek.
                Albo inaczej: czemu w czasie tej 1,5 godziny nie mozesz z kawa w reku przypatrywac sie corce, jak sie bawi, jesli musisz byc tak blisko niej? Tez bys wtedy odpoczela.
                • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 14:52
                  źle wszystko sformułowałam. ten brak czasu to brak większej ilości czasu dla dziecka, o to chodziło.
                  czy 1,5h to tak dużo? wydaje mi się, że bardzo mało. w tym czasie córka je kolację, siedzę razem z nią, czasami jem też, ale głównie rozmawiamy. później idzie się kąpać. pomagam jej i po tym ląduje w łóżku. do 20 czytam i ona idzie spać. ten czas jest nie do ruszenia, chyba, że coś się wydarzy.
                  • abiela Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 15:05
                    Myślę, że czas dla córki jest świety, bo jest go mało.
                    U mnie jest podobnie od momentu wejścia do domu o 17:45 do momentu jak zasną jestem do dyspozycji dzieci, bo uważam, że mają mnie mało. Ale jestem do dyspozycji, tzn. jeśli chcą się bawić same to ok, jeśli nie, to razem coś robimy. Najczęsciej coś mało aktywnego, bo jestem zmęczona. Też bym chciała po pracy się przysłowiowo walnąć na fotel i nic nie robić, ale staram się zresetowac przez te 40-45 minut w aucie, w drodze powrotnej.
              • emonik Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 13:56
                > prasowania nie odpuszczę. nie lubię chodzić wygnieciona, mąż te
                > ż nie może iść do pracy w polarku lub swetrze.

                Mój mąż niestety z gatunku Twojego mężą, niereformowalny, a na dodatek bardzo wysokie mniemanie o sobie i swojej pracy. Dlatego też prasowaniem swoich koszul i spodni do pracy musi zająć się sam, przyzwyczaił się. Tak samo kanapki do pracy. Skoro ja wstaję o 6.00 i szykuję siebie i 2 córki, a on śpi godzinę dłużej i szykuje tylko siebie - musi być samowystarczalny. Chyba, że gotuję owsiankę czy robię jajecznicę - wtedy ma szczęście i załapuje się na śniadanie. W weekendy oczywiście śniadania jemy wspólnie.
                ---
    • iwoniaw Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:12
      Cytatsilje78 napisała:

      > nie wiem czy jestem źle zorganizowana


      Dobrze wiesz wink że tak - jesteś źle zorganizowana. Podejrzewam, że najbardziej ci umykają te poranki, gdy zamiast wstać i po kolei odhaczać punkty do zrealizowania, snujesz się do 11.00 i właściwie nic z tego nie wynika. Musisz to przemyśleć i przemodelować.
      • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:21
        snuję się pomiędzy praniem, wieszaniem, składaniem, przygotowaniem jakiegoś posiłku i odkurzaniem. pytanie jak wy to ogarniacie? co z tego, że spiszę na kartce co mam do zrobienia skoro i tak robię to bez kartki?
        • olena.s Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:31
          A może zaciśnij zęby i przez tydzień - dwa zmierz, na co ile czasu ci schodzi? A potem rozważ, co możesz zmienić? Może nie wszystko musisz prasować, może warto przeorganizować gotowanie - robić szybkie potrawy? Może dasz radę w coś wciągnąć resztę rodziny? Może nie musisz tak często odkurzać?
        • mama303 Re: permanentny brak czasu :( 17.10.13, 19:12
          silje78 napisała:

          > snuję się pomiędzy praniem, wieszaniem, składaniem, przygotowaniem jakiegoś pos
          > iłku i odkurzaniem. pytanie jak wy to ogarniacie? co z tego, że spiszę na kartc
          > e co mam do zrobienia skoro i tak robię to bez kartki?

          Ja bym sama tego nie ogarnęła. W ogóle np. nie sprzątam w domu, tym sie zajmuje małzonek szanowny. Co robi Twój mąż? Sporadycznie cos prasuję: np. bluzke koszulową. Gotuję co drugi dzień, no i nie tracę az tyle czasu na komunikację.
    • budzik11 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:15
      silje78 napisała:

      > nie wiem czy jestem źle zorganizowana, ale czas ucieka mi przez palce.

      Zastanów się nad tym, co robisz z czasem. Albo sobie jakiś grafik zajęć ustal i się go trzymaj.
      Nie wiem, czy w małej miejscowości żyje się wolniej, czy miasto jest jakieś bardziej czasochłonne - ja mieszkam właśnie na wsi, mam dwoje dzieci (mój młodszy jest rówieśnikiem twojej córki, chodzi do I klasy, starsza do 3, też wymaga pomocy i dopilnowania w nauce), poza lekcjami (każde na inna godzinę) mają jeszcze 2x w tygodniu basen (jazda pół godziny samochodem w jedną stronę) i 2x karate, dodatkowe zajęcia w bibliotece publicznej raz w tygodniu, w sobotę starsza chodzi na piłkę - i daję radę. To jest kwestia organizacji.
      • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:25
        dojazdy zajmują mi rano ok 1h i powrót podobnie, chyba, że wracam wieczorem. tak więc odpada mi ok 2h dziennie uncertain. jeśli muszę podjechać na zakupy to do tego doliczam ok 1h. wszelkie zakupy ubraniowe staram się zaliczać wtedy gdy córka jedzie na popołudnie, sporadycznie po południu. w weekendy są tłumy w sklepach więc odpada. głównie problem jest w tygodniu, w weekend chciałabym nadrobić czas z córką.
        • joanna_poz Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 10:39
          jeśli muszę podjechać na zakupy to do tego
          > doliczam ok 1h.

          rob zakupy raz, dwa razy w tygodniu większę, a codzien wpadaj tylko na 5 minut do sklepu po pieczywo czy co tam zabraknie
          codziennie też chyba nie musisz prać/w iesza/ prasowac. ja piorę tylko w weekendy, w weekendy prasuję też hurtem ciuchy dla syna, my się obsługujemy z prasowaniem rano po 5 min. jak wstajemy.
          obiady - przygotowanie pol godziny.
          sprzatanie - niech kazdy ogarnie kawalek po sobie, to tez pojdzie szybciej.

          tez mieszkam za miastem, dojezdzam po 40 min., jestem w domu ok 16:30 i mam poczucie, ze jednak mam trcogę tego czasu dla siebie, dziecka , rodziny i nawet na wyjście 2 razy z psemsmile
          • budzik11 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 11:16
            joanna_poz napisała:


            > rob zakupy raz, dwa razy w tygodniu większę,

            dokładnie - skoro to zajmuje codziennie godzinę, będzie dodatkowe 5 godzin! My jeździmy na duże zakupy raz na 2 tygodnie, w weekend - jak pojedzie się rano (8-9) to nie ma ludzi, sklepy są prawie puste. Wtedy zakupy trwają godzinę.
    • abiela Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 11:16
      I ja uważam, że nie mam czasu, ale u mnie inaczej.
      Wstaję ok 7:20, do 8 jesteśmy wszyscy wybrani i wychodzimy z domu (dwoje dzieci 3 klasa i przedszkole). M. jedzie do pracy, ja zawożę dzieci do szkoły i prosto do pracy. M. odbiera dzieci o 16:30, ja wracam do domu 17:45. Wpadam zmachana i od razu do dzieci - przeglądanie tornistra, opmawianie dnia, jakieś czytanie i kolacja o 19, potem kąpiel, usypianie. Młodszy zasypia ok 20-20:30, potem do starszej, rozmowa, czytanie. Najwcześniej o 21 schodzę do kuchni. M. najczęściej posprzatał więc jakąś tam drobnicę robię. Raz w tygodniu prasuje, pranie robię w tzw międzyczasie. Potem mam czas dla siebie - idę do kompa i pisze recezneje, robię jakieś zakupy, odpowiadam na najpilniejsze maile, pilnuje terminów, rachunków. Chodzę spać po północy. I jestem ciągle potwornie zmęczona.
      Do tego, raz lub jak mi się uda dwa razy w tygodniu chodzę na 20 na zumbę, wtedy M kładzie dzieci, raz na portugalski, jadę prosto z pracy i jestem w domu ok 20, kłądę dzieci wtedy. Czasem mam dodatkowe terminy, np. dziś w szkole spotkanie przedstawicieli klas.
      Żeby być fair, mam panią , która raz w tygodniu ogarnia dom, gotuję tylko w weekendy, bo w tygodniu dzieci jedzą w szkole, robię za to większe kolacje - staram się, żeby kilka razy w tygodniu było coś ciekawszego niż kanpaki.

      Myślę, że jestem b. dobrze zorganizowana, czas rnao jest rozplanowany co do minuty, dzieci lubią się zamyślać i rozłazić więc dość ich pilnuję - wiem, że ma to swoje złe strony ale taki mamy rytm wypracowany.
    • di_kormia Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 14:38
      1. a po co tyle sprzatasz??? co chciwle caly czas. wynajmij panią, mniej sprzataj.
      2. a gdzie wkład męzą/partnera? jak nie pomga- rozwiedz sie, to bedzie przynajmniej czysciej...
      3. dlaczego tyle ci zajmuja dojazdy? zmien szkole dziecku, lub kup autko- choc nie wiem jak tam u ciebie z korkami
      • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 14:50
        1. sprzątam ok 1h dziennie-w tym także pranie i inne prace w domu
        2. mąż jest jaki jest, zmiany nie wchodzą w rachubę
        3. szkoły nie zmienię, raz, że w pobliżu jest szkoła bardzo przepełniona, poza tym ma bardzo kiepską opinię, poza tym szkoła jest na trasie dom - praca zarówno moja jak i męża, dodatkowo przy szkole mieszkają dziadkowie, którzy dwa razy w tygodniu odbierają córkę. auto mam autobusem jechałabym z 1,5h jak nie więcej (trzy środki komunikacji uncertain ) .
        • di_kormia Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 16:11
          no to cierp.
          i skarz sie na forum.
        • joa66 Re: permanentny brak czasu :( 15.10.13, 16:20
          Przestan prasować koszule mężowi.
    • celice73 Re: permanentny brak czasu :( 16.10.13, 09:10
      Może mogłabyś zapisać córkę na świetlicę? Zyskałabyś czas na zrobienie zakupów i sprzątanie, a po szkole miałabyś czas tylko dla dziecka.
      • kajka271 Re: permanentny brak czasu :( 16.10.13, 10:16
        hmmm, no tego nie zmienisz... zobacz, w kolejnych kalsach córka bedzie miała tylko więcej zajęc. Mój syn jest w drugiej klasie. 2 razy w tygodniu kończy o 16.25, ale raz z tego ma potem kółko matematyczne i zuchy - wraca do domu o 19tej. Drugi raz ma na 16.50 dodatkową religię w kościele, więc go odbieram i zawożę do kościoła. Kończy o 17.30. Do tego np. teraz ma 3 razy w tygodniu różaniec, w piątki ma angielski, czyli kończy szkołę o 14.30, odbiera go niania, ja wpadam biegiem do domu (pod drodze zgarniając młodszą z przedszkola), zawożę na 17 na różaniec, 17.20 jedziemy do domu, na 18 ma angielski, na szczęście w bloku. Na takie posiedzenie razem mamy naprawdę mało czasu. Ale jak jedziemy autkiem, albo czekamy na religie chwilkę, itd... mąż odbiera go z zuchów czasami nie autkiem tylko joggingując i razem sobie biegiem wracają... Czas dla dziecka, to też ten taki spędzany razem, nawet w biegu, gdzie da się chwilkę porozmawiać. No nie musi być siedzenie na przeciwko siebie i rozmawianie (podkolorowałam). Całe popołudnie jestes z córką. Spokojnie. Dopieszczona jest smile
    • mruwa9 Re: permanentny brak czasu :( 16.10.13, 17:59
      chyb lubisz byc Wiecnie Zagoniona Cierpietnca. Albo zbyt wysoko postawilas sobie poprzeczke, w jakim stanie ma byc wasz dom.
      Ja bym sie ze smierdzacym leniem nie rozmnazala. Albo pchamy ten wozek razem, albo do widzenia.
      Nie znioslabym matkowania wlasneu mezowi.Traktuje go jak doroslego i oczekuje doroslych zachowan, doroslej odpowiedzialnosci.
      Nie wiem, skad tyle sprzatania przy zaledwie jednym i o calkiem duzym dziecku. Gdy moj maz wyjezdza i zabiera ze soba chociazby jedno z dzieci, niewazne ktore, w kazdym razie zostaje sama z dwojka w domu, w pare godzin ogarniam dom i przez kolejny tydzien , poza przejechaniem odkurzaczem niewiele wiecej trzeba robic. Lazienke ogarniam asystujac dziecku podczas kapieli.
      Ubran nie prasuje.
      • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 19.10.13, 17:14
        nie wiem czy przesadą jest przeznaczenie godziny dziennie na ogarnięcie mieszkania, uprasowania rzeczy na kolejny dzień itd.
        mężowi nie matkuję, jest samoobsługowy, czasami też odpuszczam mu prasowanie, wtedy sam sobie koszulę uprasuje ponieważ w wygniecionej nie pójdzie.
        poza tym sprzątaniem nie mam powodów do narzekania na niego i rady żeby rozwieść się z mężem bo nie sprząta tyle ile bym oczekiwała są raczej dziwne.
    • kanna Re: permanentny brak czasu :( 16.10.13, 20:52
      Pani do sprzątania (praktycznie nie sprzątam w tygodniu, tylko ogarniam po wierzchu), suszarka do ubrań (nie prasuję), mąż robi zakupy w czasie zajęć dzieci, dzieci rozpakowują zmywarkę, noszą ubrania, śmiecie ...

      10 lat zajęło mi praca nad rodzina wink, ale głównie nad sobą, żeby DOPUŚCIĆ innych do pomocy - i tak, mam teraz więcej czasu. Zachęcam do prób zmiany zastanego stanu.
    • wuwujama Re: permanentny brak czasu :( 17.10.13, 13:26
      To co opisujesz w tym watku, to dla mnie normalne zycie. Ani zap.....el ani lajcik. Doskonale cie rozumiem, sama bym chciala miec wiecej czasu dla siebie, dla dziecka, dla meza, dla przyjaciol, ale takie jest dorosle zycie. Pracujemy, gotujemy, pierzemy, zmywamy, sprzatamy, zajmujemy sie dzieckiem. Ja odpoczywam w weekend, wtedy zwalniam. Moja corka jest juz w 5 klasie, ale w klasach 1-3 chodzila na zmiany a ja w pracy tez na zmiany 6-14 lub 14-22, dojazd pol godziny w jedna strone, maz pracuje w godzinach 9-17.
    • kocio-kocio Re: permanentny brak czasu :( 17.10.13, 18:35
      Ja mam pierwszaka, który chodzi do szkoły na 8.30.
      Sama pracuję od 11 do 19.
      Zazdroszczę Ci, że masz tak dużo czasu dla dziecka.
      • silje78 Re: permanentny brak czasu :( 19.10.13, 17:19
        jak dziecko to znosi? pytanie całkowicie pozbawione złośliwości i drugiego dna.
        mnie właśnie najbardziej martwi ten brak czasu dla dziecka. trzy razy w tygodniu po ok 1,5h i weekend.
        • kanga_roo Re: permanentny brak czasu :( 22.10.13, 10:53
          po pierwsze, co to znaczy "czas dla dziecka", bo dla mnie to czas, kiedy jestem dostępna, czyli rano około godziny (od pobudki do zostawienia w przedszkolu), i po południu pięć godzin (od odebrania z przedszkola do zaśnięcia). przecież i w samochodzie można miło spędzać czas - my z młodszą rozmawiamy, śpiewamy, słuchamy muzyki, ja czasem coś opowiadam, jemy kanapki. przecież i na zakupach jeśli jesteśmy razem z dziećmi, to spędzamy wspólnie czas. na placu zabaw nie muszę włazić na drabinki, a jestem z nimi. spacer z psem jest dla psa, ale gadam z dzieciakami, a nie z futrzakiem wtedy. w domu rzadko się zdarza, że wypraszam towarzystwo z kuchni, zwykle są ze mną, kiedy gotuję, albo i pomagają w szykowaniu posiłków. i tak dalej. czas wyłącznie dla dzieci, kiedy mogę się zająć nimi i tylko nimi, jest:
          - kiedy tego potrzebują (porozmawiać, potulić się, poćwiczyć wspólnie, pomóc w nauce),
          - kiedy idą spać (poczytać).
          wspomnianą przez Ciebie kawę wypiłabym po prostu w towarzystwie dziecka. dzieciom zwykle w takich sytuacjach robię kawę zbożową, ale reszta po dorosłemu, nawet jakieś ciasteczka do kawy są.
          no i przyznam na koniec, że nie sprzątam codziennie. i nie prasuję. za to często pracuję jeszcze po parę godzin wieczorami. i po prostu muszę codziennie przed zaśnięciem poczytać.
          nie narzekam na brak czasu. bardziej przeszkadza mi moje zmęczenie, ale to dlatego, że rzadko sypiam więcej, niż 5 godzin na dobę smile
        • kocio-kocio Re: permanentny brak czasu :( 25.10.13, 17:28
          Szczerze?
          Wolę się nie zastanawiać, jak on to znosi, bo jestem przerażona.
          Niestety nie zanosi się na zmiany.
          Takie życie.
    • frestre Re: permanentny brak czasu :( 25.10.13, 14:31
      organizacja i świadomość CZASU...do zastanowienia...

      DOM:
      kupuj rzeczy, które sie nie gniotą...tak robię i prasuję raz na kilka miesięcy- gdy już MUSZĘ wink
      po wypraniu BARDZO dokładnie rozwieszam ( nie wiruję prania na maksa - góra 800 obrotów)
      sprzątanie rzecz względna...można i codziennie, ale czy trzeba?...
      czas spędzony z dzieckiem w samochodzie? bezcenny - sam na sam...śpiewanie, gry słowne, pogaduchy
      zakupy raz na tydzień - MAX...nie rozumiem ludzi, który codziennie muszą iść do sklepu
      kupuję np puszki pomidorów, kukurydzy, sosy itp po 2,3 szt, warzywa raz w tygodniu na rynku, mięso poporcjowane i pomrożone, pieczywo nie trzeba jeść codziennie świeże...
      gotuję zawsze więcej...rsztę porcjuję i zamrażam...
      gdy nie mam czasu ani ochoty wyciągam np zupę lub spagetti...
      mężowi rozpisałabym na DUŻEJ kartce co robię ja a co on przy tym samym rozkładzie godzinowym.....czymże on różni się ode mnie?!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka