nie wiem czy jestem źle zorganizowana, ale czas ucieka mi przez palce. czas pracy mam dostosowany do zerówki córki, czyli mała na rano to i ja pracuję do 15. jak córka ma dwa dni na 12 to jadę do pracy po odstawieniu jej. w dni kiedy córka ma na rano jesteśmy w domu o 16-16.30, jeśli robimy jakieś zakupy to później. jak idzie na popołudnie to rano zanim się obejrzę już jest 11 i musimy zbierać się do wyjścia. są dni, że w domu siadam tylko wtedy kiedy jem, a nierzadko bywa, że jem w biegu. nie wyobrażam sobie jak to będzie jak ola pójdzie do pierwszej klasy i dojdzie jeszcze nauka w domu. chwilę dla siebie mam jak mąż i córka pójdą spać, ale tego jest niewiele bo zazwyczaj ok 22 zasypiam na stojąco.
wiem, że nic się nie zmieni, że tak po prostu jest. najchętniej wyniosłabym się z gdańska i zamieszkała w jakiejś małej miejscowości. jak jadę do rodziców (średniej wielkości miasteczko na mazurach) to mam wrażenie, że tam czas zwalnia. samochód przez cały pobyt stoi nieużywany, szkoła blisko, a tu wszystko daleko

.