bominka
06.03.14, 20:37
Witajcie,
Z uwagą przyglądam się postawie zwłaszcza zwolennikom, którzy cieszą się z faktu posłania 6-latka do kl. 1.
Szczerze też bym tak chciała: cieszyć się, że dziecię wkracza w edukację szkolną już tak na poważnie. Mam córkę z lutego 2008, która wg pani wychowawczyni z p-la i psycholog z poradni mówią, ze jest świetnie przygotowana do kl. 1, super skupiona na zadaniach itp. Jednak mam w sobie niepokój czy faktycznie sobie poradzi. I tu z naciskiem na sferę emocjonalną. Nie uważam, żeby moja córa jakoś niedomagała, ale mam też córkę w klasie 5 sp (z wybitnymi wynikami w nauce) i wiem jak edukacja wygląda dalej, jak bywa ciężko, jakim kosztem to się odbywa. Obawiam się podobnych "problemów". Pierwszym zderzeniem jest kl. 4 - kiedy edukacja wczesnoszkolna się kończy, zatem dzieciom "dowalają" większą ilość podręczników, a jednocześnie pozbywają ich szafek szkolnych. Dzieci noszą te 7 kg na plecach, bądź ciągną w stelażach. Wtedy częstotliwość ważenia plecaków dziwnie maleje. Ciężko zmierzyć mi się z myślą, ze kiedyś moja córka, która pójdzie rok wcześniej do szkoły w klasie 5 będzie musiała np. przeczytać lekturę "W pustyni i w puszczy" albo będzie siedzieć pare godzin nad lekcjami, bo akurat tego dnia więcej ich się skumuluje.
Wiadome jest, że kl. 4 jest wielkim wyzwaniem, ale jak zmierzą się z tym nasze "młodsze" dzieciaki. Czemu ma służyć ta przyszła trudność?
Czy w waszym otoczeniu są rodzice odraczający dzieci na przekór reformie ot tak, dla przedłużenia dzieciństwa?
Zależy mi szczególnie na opinii rodziców, którzy mają również dzieci w starszych klasach.
Obecnie jeszcze mamy wizyty do "odbębnienia" w poradni, jednak skłaniamy się ku kl 1. Chciałabym się móc z tego cieszyć, a nie "rozpaczać" po cichutku.