Wreszcie po prawie ośmiu miesiącach udało mi się zapisać córkę do ortodonty. I to na kwiecień. Jestem przeszczęśliwa, bo u nas dostać się do dobrego, polecanego ortodonty, to jak wygrać w totka. Od sierpnia dzwoniłam średnio co 2 miesiące i wciąż słyszałam, że nie ma miejsc, nie zapisują nowych pacjentów.
Dzwoniłam najpierw w sierpniu, kazali dzwonić w grudniu. Zadzwoniłam w grudniu, kazali w styczniu. Zadzwoniłam w styczniu (dwa razy) kazali w czerwcu. Dziś spróbowałam i kazali znowu w styczniu! No i wkurzyłam się i mam termin na kwiecień, po wielkich bojach.
Oczywiście jest to wizyta prywatna.
Moje koleżanki, które nie są tak wytrwałe jak ja

albo musiały na już, jeżdżą z dzieciakami do innych miast, a nawet poza województwo.
Czy u Was w miastach też jest taka sytuacja, że nie można się dostać do dobrego ortodonty, PRYWATNIE?