Dodaj do ulubionych

Jestem bezradna

06.05.15, 09:41
Zjecie mnie, a co mi tam. Ale na pewno niektóre z Was to przeżyły - w wykonaniu własnym lub dzieci.
"Nie pójdę w takich włosach do szkoły" - mówi dziecko po wyjściu od fryzjera - nie powiedziała słowa podczas pracy fryzjerki, sama jej tłumaczyła wcześniej, jak ma fryzura wyglądać, najwyraźniej efekt był inny, niż oczekiwania - i faktycznie nie idzie do szkoły.

Spieszyłam się do pracy, nie miałam siły na awanturę. Została w domu sama, bez jedzenia i bez pieniędzy - obiady jada w szkole. Zbuntowana i nieszczęśliwa.

Czuję się totalnie bezradna i niewydolna wychowawczo.
Rozumiem, że coś spieprzyłam wcześniej. Ale co robić TERAZ?
Obserwuj wątek
    • ewa_mama_jasia Re: Jestem bezradna 06.05.15, 09:46
      Wyluzuj, jeden dzień pod koniec roku (czy nawet dwa) nie spowodują strasznej wyrwy w edukacji. Współczuję problemu, bo wbrew pozorom to jest problem u dorastającej panny. Daj jej do czytania "Anię z Zielonego Wzgórza", niech wie, ze nie ona pierwsza ma taki problem. I zostaw w domu. Jeden dzień czy dwa a nawet trzy - może zatęskni za szkołą.

      A tak obok tematu - pamiętam jak Twoja córka chciała iść do szkoły kadetów w Moskwie. Wczoraj mój syn stwierdził, ze pojedzie do Moskwy do szkoły - bo chce do takiej wstąpić. Ręce mi opadły smile
    • truscaveczka Re: Jestem bezradna 06.05.15, 09:48
      Jak dla mnie nic tu nie jest spieprzone, poza tym, że ja bym dziecku z ciepłym słowem pozwoliła nie iść do szkoły w tym dniu. A potem albo poszła do fryzjera na poprawkę, albo poszukała takiego sposobu czesania, żeby jej pasował.
      Bo to dla nie ważne, nie?
      A po szkole - spokojna rozmowa, że szkoły opuszczać się nie powinno, że to wyjątkowo, bo taka sytuacja, że ci zależy, żeby się czuła ok, ale trzeba być solidnym jeśli idzie o obowiązki.
      Gorzej, że została bez kasy i jedzenia, nie ma na to jakiejś rady?
      • triss_merigold6 Re: Jestem bezradna 06.05.15, 10:42
        Z całokształtu opisów układów domowych u Kocianny wynika, że tu w ogóle nie chodzi o fryzurę. Fryzura jest tylko pretekstem do wysunięcia roszczenia/żądania i sprawdzenia reakcji matki (i ojca, o ile on tam jeszcze w ogóle jest).
        To dziecko całą sobą od lat błaga o postawienie granic, o wyznaczenia hierarchii w rodzinie.
        • truscaveczka Re: Jestem bezradna 06.05.15, 10:48
          Dlatego napisałam o rozmowie z dzieckiem. Nie jestem fanką zmuszania, wiesz.
          • triss_merigold6 Re: Jestem bezradna 06.05.15, 10:55
            A o czym tu rozmawiać jeśli dziecko komunikuje, że oto nie idzie do szkoły rano - wtedy, kiedy nie ma czasu, matka się spieszy itd. Specjalnie wybrała taki moment, idealny do sprawdzenia po raz fefnasty reakcji i poziomu stanowczości matki i po raz fefnasty dostała sygnał, że matka jest bezradna.
            Rozmawiać tak, po tym jak dziecko wykona polecenie i pójdzie do szkoły normalnie.

            Ja się zastanawiam, co jeszcze ma zrobić ta dziewczynka, żeby rodzice się obudzili. Prowokuje ich na wszelkie możliwe sposoby, cóż będzie starsza, będzie miała większy repertuar.
            • truscaveczka Re: Jestem bezradna 06.05.15, 11:54
              Ty to tak interpretujesz, a ja - że postawiona w obliczu "prawdy", że za chwilę ośmieszy się straszliwie przed towarzystwem w szkole - spanikowała i jej odwaliło.
              Nie stać mnie emocjonalnie na zakładanie złych intencji w dzieciach, załamałabym się sto razy w swoim rodzicielskim życiu.
    • mama-ola Re: Jestem bezradna 06.05.15, 10:21
      Może usiądźcie obie przed lustrem i przyjrzyjcie się tej fryzurze jeszcze raz. Może nie jest tak źle? Spróbujcie dobre strony znaleźć. Zawsze możesz powiedzieć córce, że jest oryginalna, taka jaka nikt przedtem smile

      A wagarami się nie przejmuj aż tak...
      • tagliatele Re: Jestem bezradna 06.05.15, 10:51
        He, he, a próbowałaś szukać dobrych stron z 11-latką w sytuacji, która jej nie odpowiada? I wmawiać, że jest oryginalna? Może na inne dzieci to działa, na moje nie wink
        • mama-ola Re: Jestem bezradna 06.05.15, 12:00
          Mam chłopców, to z fryzurami łatwiej smile
          Też ostatnio fryzjerka fatalnie ścięła mojego 10-latka. Wmówiliśmy mu, że jest ok., a nazajutrz babcia nieco poprawiła.
    • triss_merigold6 Re: Jestem bezradna 06.05.15, 10:22
      Normalnie, wziąć za frak i wyprowadzić do szkoły. Z obietnicą, że na poprawkę fryzjerską udacie się po południu, tego samego dnia. Ostatecznie mogłaby iść w chustce - ze stosownym wpisem do dzienniczka, w razie gdyby ktoś się czepiał.

      Wiesz co, mam syna w IV klasie, prawie 11-latka. Nie wyobrażam sobie, że oświadcza że coś nie idzie do szkoły, bo mu się coś uroiło. W wykonaniu czterolatki zresztą też sobie nie wyobrażam.
    • mama2na6 Re: Jestem bezradna 06.05.15, 10:41
      Rozumiem ja doskonale dobrze ze nie poszła do szkoły ..moja sytuacja podobna byłam w 4 kl przyszła sąsiadka podciac mi włosy....wyszło tragicznie ..płakałam też nie chciałam iść do szkoły jednak musiałam cały dzień siedziałam w czapce zmyslilam ze mam uszy przewiane ...na lekcji nawet przeszło .Ale na przerwie kolega ściągnął mi czapkę o matko co ja wtedy przeżyłam te smiechy.. po południu mama poszła ze mną do fryzjera i już było ok. Także moim zdaniem dobrze ze córką została w domu ..a po powrocie pokombinujcie z włosami może też poprawka.
    • srubokretka Re: Jestem bezradna 06.05.15, 10:53
      Glodowki sa lecznicze. Miejmy nadzieje, ze ta bedzie skuteczna juz po 1 dniu wink
      Nie znam osoby, ktora by szoku pofryzjerowego nawet raz nie przezyla.
      Ja naleze do nielicznych bab , ktore fryzjera unikaja skuteczniej niz lekarza.
    • morekac Re: Jestem bezradna 06.05.15, 12:18
      Ale co robić TERAZ?

      Nic. Poza czymś z włosami. Jeden dzień to nie jest tragedia.
      • czarne-jagody Re: Jestem bezradna 06.05.15, 12:22
        Jak sobie wychowałaś tak masz, takie akcje mogą za rok czy dwa przybrać na sile.
        • franula Re: Jestem bezradna 06.05.15, 13:41
          gdybym innych postów i wątków nie czytała to napisałabym - odpuścić

          ale wobec pozostałych wyskoków dziecięcia wątpię by było to faktycznie zwykła rozpacz po nieudanej fryzurze raczej sprawdzanie jak daleko jeszcze może się posunąć

          Nie wiem co bym zrobiła. Fakt, reagowałabym wcześniej a nie odpisywała adwersarzom, że wszystkie wcześniejsze akcje to pikuś.
          • triss_merigold6 Re: Jestem bezradna 06.05.15, 14:03
            O to chodzi.
            Gdybym nie znała wcześniejszych wątków, to również napisałabym odpuść, zostaw dziecko w domu i daj kasę na zamówienie pizzy, bo pamiętam własne wczesnonastoletnie porażki fryzjerskie.
            Ale ponieważ czytałam wcześniejsze wątki, to ten wyskok jest kolejnym, jest następnym sprawdzeniem czy matka w ogóle dopuszcza istnienie jakichś granic.

            Mnie jest córki Kocianny zwyczajnie żal, ona się męczy sama ze sobą i z niewydolnymi, rozwalonymi psychicznie i emocjonalnie rodzicami, którzy nie potrafią pozwolić jej na pełnienie właściwej roli społecznej - roli dziecka.
          • verdana Re: Jestem bezradna 06.05.15, 14:05
            Jeden dzień bym odpuściła. Nawet wyrazająć współczucie Jeden. Można iść na poprawkę do fryzjera. Wieczorem zaś powiedziała,że następnego dnia dziecię idzie do szkoły, a jesli nie -
            w domu siedzisz bez telewizji, tabletu i bez jedzenia.
            W razie oświadczenia, ze nadal nie idzie, dzwonimy do wychowawczyni, aby zapytać, czy dziecko aby nie wykorzystuje pretekstu, zwiewając przed klasówkami.

            • asia_i_p Re: Jestem bezradna 06.05.15, 22:48
              Bez telewizji i tabletu OK, bez jedzenia to jednak przegięcie, dla dzieciaka w okresie szybkiego wzrostu to jest zwyczajnie niezdrowe.
              Nawet Maryla zamykając Anię na ścisły szlaban w pokoju, jednak ją karmiła. wink
              • morekac Re: Jestem bezradna 06.05.15, 23:35
                Ania też odmówiła chodzenia do szkoły z powodu włosów.
                • asia_i_p Re: Jestem bezradna 06.05.15, 23:51
                  Ja miałam na myśli ten moment, kiedy jest zamknięta w pokoju za zgubienie broszki i Mateusz się niepokoi, czy Maryla zamierza zanieść jej kolację. wink
                  Ale generalnie też nie była łatwym dzieckiem.
    • kocianna Jak zacząć stawiać granice? 06.05.15, 14:19
      Triss, ja się z Tobą zgadzam jak nigdy.
      Jakie macie pomysły na stawianie granic? Na warsztatach umiejętności wychowawczych mówiono nam, że granice mają być naturalne - zagrożenie życia i zdrowia. I że wąskie granice w przedszkolu należy stopniowo poszerzać w szkole. Ja mam poczucie, że jest odwrotnie - zagrożenie życia i zdrowia to była świetna granica dla dwulatki, ale starsze dziecko ma większy świat, i od przestrzegania granic nie tylko życie i zdrowie zależy, ale też np. jakość przyszłego życia, czego dziecko nie ogarnia.

      Jak w takiej sytuacji zmusić dziecko do pójścia do szkoły?
      Albo - od czego zacząć stawianie granic?
      Na tyle uporządkowałam własne sprawy, że jestem gotowa "wziąć się" za dziecko - czuję, że mam wystarczająco dużo siły. Ale nie chcę wojny i obozu koncentracyjnego, a obawiam się, że tak mógłby wyglądać początkowy etap.

      W poprzednim moim wątku dyskutowałyście o systemie kar i nagród, zwanym czasem umową, i wyszło, że nie jest to metoda idealna.

      Dobrego psychologa chyba już znalazłam, ale kolejne badania, diagnozy i tak dalej zabierają czas, a ja rady potrzebuję dzisiaj, od ematek, które znają moją niewydolność wychowawczą od lat.
      • triss_merigold6 Re: Jak zacząć stawiać granice? 06.05.15, 14:26
        Bierzesz za rękę i prowadzisz do szkoły. Nie wierzę, że nie jesteś silniejsza od 11-latki.
        Umowa nie, bo tworzy iluzję partnerstwa, a dziecko nie jest Twoim partnerem.

        Granice wcale nie muszą być tylko naturalne - dotyczą komfortu własnego i otoczenia, wynikają z przyjętych zwyczajów i systemu, z osobowości rodziców (rodziny) dziecka, światopoglądu i przyjętych zasad.

        Na szybko "Książeczka dla przestraszonych rodziców" Samsona.
      • verdana Re: Jak zacząć stawiać granice? 06.05.15, 14:29
        Zagrożenie życia i zdrowia? Tylko? To przecież bzdura - granicą jest też dobre samopoczucie innych (przynajmniej czasem) , wypełnianie obowiązków.
        W tym wypadku zacznij od bycia nieugiętą. Dziecko mówi - nie pójdę do szkoły - Mówisz "Ależ pójdziesz, nie dyskutuję na ten temat". Nie dyskutujesz więcej , odpowiadasz "Idziesz jutro do szkoły, kropka, nie rozmawiam na ten temat, nie ma żadnych negocjacji. Idziesz do szkoły".
        Problem zaczyna się, jak dziecko rano stawia opór. Nie wiem, czy jesteś w stanie wystawić je siłą za drzwi. Pewnie nie, a należałoby. Nie jestem zwolenniczką kar, ale w tym wypadku chyba należałoby dziecko postraszyć - na przykład wykonaniem telefonu do szkoły, że dziecko odmawia wypełniania obowiązku szkolnego. Idealnie byłoby umówić sie z wychowawczynią, aby zadzwoniła do dziecka i powiedziała, że ma natychmiast stawić się w szkole, o ile nie chce mieć problemów.
        Poza tym oczywiście nie dajesz żadnego usprawiedliwienia nieobecności w szkole. Przeciwnie - piszesz w dzienniczku "Córka odmówiła pójścia do szkoły. Proszę o nieusprawiedliwianie jej nieobecności".
        Innymi słowy, musisz w sprawach nienegocjowalnych zacząć być twarda jak głaz, a odpuścić wszystko to, co niezbyt istotne.
      • ewa_mama_jasia Re: Jak zacząć stawiać granice? 06.05.15, 14:29
        A może zacząć od pogadania z dzieckiem? Na czym jej zależy? Co by tak naprawdę chciała i jak to się ma do tego, czego chcesz Ty i co jest możliwe do osiągnięcia?
        I spróbować wypracować wspólne stanowisko?
        To nie są już małe dzieciaki - zaczynają miewać nastroje nastoletnie. Widze po moim. Już miewa humory nastolatka, reaguje czasami zbyt emocjonalnie, czasami głupio.
        Bo zabronić i zmusić - nie można już w tym wieku. Nawet jak zmusisz do wyjścia albo podwieziesz pod szkołę - nie masz gwarancji, że wejdzie i wyjdzie jak odjedziesz.
        Twoja córka jest mądra, dorasta, teraz się miota pomiędzy byciem dzieckiem a dorosłym.

        A jak to nie wypali, to może chwilowo kontrolnie odpuścić na zasadzie "złotej wolnosci" i niech zobaczy, jak wygląda życie bez zakazów, gdzie nikogo nie interesuje to, co robi. Istnieje możliwość, że nie będzie chciała zyć poza zainteresowaniem rodziny i sama się włączy w jej zycie.
        • verdana Re: Jak zacząć stawiać granice? 06.05.15, 15:22
          Ale tu jest jednak inna sytuacja - to nie jest ogólnie zgodne dziecko, któremu raz odbiło. Sądząc z poprzednich postów, problem wygląda na naprawdę poważny.
          I nie jest prawdą, że nie można zmusić, bo jeśli dziecko nie będzie do szkoły chodziło, to grożą poważne konsekwencję - od kuratora do zabrania z domu.
          • ewa_mama_jasia Re: Jak zacząć stawiać granice? 06.05.15, 15:32
            Ja wiem, że można. Ale nie wiem, czy dziecko ma świadomość co to jest kurator, sąd rodzinny, dom dziecka czy pogotowie opiekuńcze. A mamy tak zwariowaną rzeczywistość, szczególnie tę okołodzieciowa, ze boje się że rozpoczęcie nawet treningowe akcji z włączeniem szkoły (telefon nauczycielki czy kogoś innego do dziecka, jeden ,drugi) może zaskutkować wprawieniem machiny w ruch. I poleci za daleko i nie będziemy mogli jej zatrzymać. Ja bym nie ryzykowała. Wolałabym spróbować dogadać się z dzieckiem.
      • olga727 Re: Jak zacząć stawiać granice? 06.05.15, 15:29
        kocianna napisała:
        > Jak w takiej sytuacji zmusić dziecko do pójścia do szkoły?
        > Albo - od czego zacząć stawianie granic?
        Zadając TO pytanie,Żartujesz prawda ?

        > Na tyle uporządkowałam własne sprawy, że jestem gotowa "wziąć się" za dziecko -
        > czuję, że mam wystarczająco dużo siły. Ale nie chcę wojny i obozu koncentracyj
        > nego, a obawiam się, że tak mógłby wyglądać początkowy etap.
        A gdzie jest jej ojciec ? Utrzymuje z nią kontakty,ma wpływ na wychowanie ?
        > W poprzednim moim wątku dyskutowałyście o systemie kar i nagród, zwanym czasem
        > umową, i wyszło, że nie jest to metoda idealna.
        W poprzednim wątku,było o podręczniku politologii.
        > Dobrego psychologa chyba już znalazłam, ale kolejne badania, diagnozy i tak dal
        > ej zabierają czas, a ja rady potrzebuję dzisiaj, od ematek, które znają moją ni
        > ewydolność wychowawczą od lat.
        • kocianna Re: Jak zacząć stawiać granice? 06.05.15, 15:51
          Dla celów tego wątku możemy przyjąć, że ona nie ma ojca.
          Pytanie mam jak najbardziej poważne. Dziecko ma jazdy od paru lat i wtedy piszę rozpaczliwe posty na forum, bo zwykle nie muszę jej stawiać granic, bo one są zrozumiałe same przez się, i nie muszę jej karać, bo ona tych granic nie narusza. Jakoś oczywiste było w naszej rodzinie, że pewnych rzeczy się nie robi, bo są niebezpieczne albo naruszają cudze prawa. Potem jest jazda, moja bezradność, jazda samoistnie się wycisza i znów mam spokojne, grzeczne, bezproblemowe dziecko. W cyklach półrocznych, przerywanych miesięcznymi okresami dziczy.
          • triss_merigold6 Re: Jak zacząć stawiać granice? 06.05.15, 17:08
            Możesz tak przyjmować, ale ten nieobecny albo dziwnie obecny ojciec jest postacią z waszej układanki. Twoja córka dostawała sprzeczne komunikaty, z jednej strony tej ojciec jakoś był, z drugiej wiedziała że on się właściwie nie liczy, nie ma na nic wpływu, nie ogarnia codzienności, nie jest autorytetem.
            Co do jazd: u dorosłego powiedziałabym żeby diagnozować pod kątem paranoi maniakalno-depresyjnej (dzisiejsza nazwa: afektywna dwubiegunowa), u dziecka - pod kątem schizofrenii wczesnodziecięcej.
            Albo jazdy wynikają ze skoków rozwojowych i gwałtownego tracenia w tym momencie poczucia bezpieczeństwa.
            • helenaizuza Re: Jak zacząć stawiać granice? 06.05.15, 19:43
              Tia. Ja miewałam jazdy jako dziecko i miewam humory jako dorosła osoba, z tą różnicą, że jako dorosła potrafię nad sobą panować i rozumiem w pełni konsekwencje swoich zachowań. Nigdy nie chodziłam jak w zegareczku, bo tak by sobie ktoś życzył, bo wg niektórych wszystko jest czarnobiałe, a dziecko MUSI być posłuszne zawsze, bo tak. Mam prawie 40 lat i mam się całkiem ok. Nie mam problemów psychicznych. Jestem względnie normalna i takie też życie prowadzę, także może spasuj nieco z tymi diagnozo-sugestiami, bo ktoś śmie odbiegać od Twojego obrazu. Nieumiejętność radzenia sobie z emocjami jest całkowicie normalna u dzieci. Labilność emocjonalna też - zwłaszcza w okresie pokwitania lub tuż przed nim.Wraz z wiekiem wzrasta umiejętność kontrolowania emocji i stabilność emocjonalna. Schizofrenia, bo dziecko miewa wybuchy i nie jest wytresowane niczym ratlerek? Dobre sobie.
            • lily-evans01 Re: Jak zacząć stawiać granice? 09.05.15, 10:02
              Hej, dziecko jest u progu okresu dojrzewania, jazdy, kaprysy i wahania nastrojów oraz bunt w imię buntu są jak najbardziej elementem składowym tegoż. Problem w tym, że mama musi pomóc córce faktycznie dojrzeć i przejść przez ten okres, proponować (a też i narzucać, jeśli trzeba) rozwiązania w sposób przemyślany, a nie stawiana w podbramkowej sytuacji, spiesząc się do pracy. Po przeczytaniu tego postu mam wrażenie, że mama ma więcej problemów niż dziecko - które niestety szybko stanie się bardzo zagubioną nastolatką, z braku silnego oparcia w rodzicach.
              • triss_merigold6 Re: Jak zacząć stawiać granice? 09.05.15, 10:57
                Tyle, że córka Kocianny odwala takie cyrki od zawsze więc zrzucenie na karb progu dojrzewania jest lekko śmieszne.
                Bunty są naturalne, ale równie naturalna jest hierarchia i pewien podział ról. W układance którą Kocianna opisuje nikt nie jest obsadzony na stałe w roli rodzica. Tam nawet nikogo dorosłego nie ma więc dzieciak od lat rozpaczliwie próbuje uzyskać stabilność.
                • lily-evans01 Re: Jak zacząć stawiać granice? 09.05.15, 11:43
                  No i to jest przyczyna, a nie możliwość schizofrenii dziecięcej wink.
          • olga727 Re: Jak zacząć stawiać granice? 06.05.15, 19:50
            Ale przecież,w jakiejś przestrzeni ten Ojciec jednak istnieje. To po co Takie założenia ? No chyba,że Ty NIE CHCESZ aby istniał w waszej/córki przestrzeni życiowej..
            Był Psychopatą,pijakiem,czy jakimś innym marginalnym typem ? Bo jeśli był normalny i CHCE MIEĆ kontakt z córką,to dlaczego nie istnieje w życiu córki ? Kiedyś pisałaś o dziadkach:To byli Jego,czy Twoi rodzice ?
          • asia_i_p Re: Jak zacząć stawiać granice? 06.05.15, 22:58
            Jeżeli to jest cykliczne, czyli możesz mieć względną pewność, że za tydzień-dwa wróci do normy, to nie zaczynałabym w ogóle ostrej walki w okresie nierównowagi. Poczekałabym na powrót okresu równowagi i wtedy omówiła to, co się działo i ustaliła z dzieckiem zasady, jakie obowiązują, niezależnie od tego, czy czujemy się dobrze, czy źle. Z jakimś wentylem bezpieczeństwa - czyli do szkoły chodzimy, ale jeżeli jest ci bardzo źle, to mi powiedz, coś wymyślimy. Ale nie rano w dniu, w którym nie chcesz pójść, tylko wcześniej i nie może się to powtarzać częściej niż raz na dwa miesiące/ trzy miesiące/ półrocze (w zależności od tego, jak często dziecko choruje, żeby jednak tych nieobecności nie było za dużo).

            Moja córka też ma okresy nierównowagi, słabsze, ale ma. Jednak nawet kiedy jest bardzo nakręcona, to zauważyłam, że w tych kwestiach, które wprost omówiłyśmy, trzyma się naszych ustaleń, jeśli nie, starczy jej skrótowo przypomnieć.
      • lily-evans01 Re: Jak zacząć stawiać granice? 08.05.15, 17:06
        Hm, ja dzisiaj "zmusiłam" 9-latkę wzrostu 150 cm do pójścia na kółko angielskiego wink.
        I obiecałam, że przemyślimy w wakacje ewentualną rezygnację - bo tak naprawdę chodzi o to, że pani zadaje słówka, normalnie skandal (kilka z każdych zajęć) big_grin big_grin big_grin.
        Mogę ustąpić, jeśli dziecko bardzo się czegoś boi, przeżywa albo faktycznie wyglądałoby jak idiota w wypadku fryzjera. Ale jeśli tak nie było, powinna iść.
        • verdana Re: Jak zacząć stawiać granice? 09.05.15, 22:06
          Hm, naprawdę dziecko nie moze zrezygnować z kółka z angielskiego, źle prowadzonego, bez "przemyślenia" tego z matką (czytaj - bez zgody matki)?
          • lily-evans01 Re: Jak zacząć stawiać granice? 09.05.15, 22:52
            Kółko jest dobrze prowadzone.
            Pani ma ze swoimi klasami dobre wyniki, także w zewnętrznych konkursach itp., jest fachowcem.
            U naszego pana, przekochanego zresztą człowieka, jest z kolei za duży luz - i naprawdę zależałoby mi na tym, żeby dziecko korzystało z angielskiego w pełni.
            Problem w tym, że dziecko ma taki charakter, że jak cokolwiek się oczekuje poza przeciętne wymagania, to szuka pretekstów, żeby nie zrobić, nie dowiedzieć się, nie nauczyć się więcej na centymetr.
            Jak czytam tu nieraz na forum o egzemplarzach, które rwały się do czytania, pisania, angielskiego, matematyki czy czego tam jeszcze, to moja córka to mały, wygodny leniuszek.
            Czasami jest to bardzo przykre - bo tu wcale nie chodzi o wyniki i zdobywane umiejętności, ale o zapał, chęć do jakiejkolwiek aktywności intelektualnej, tak samemu z siebie.
            Możesz mnie teraz ukamienować, ale młoda naprawdę nie ma takich obciążeń, żeby nie mogła wiedzieć ciut więcej z tego angielskiego - w domu odrabia lekcje szybko, chwilę pogra na instrumencie, czas w przedziale 16-19.30 lub 17-19.30 jest dla niej i tylko dla niej.
            Gdybyśmy mieli mniej godzin, zapisałabym ją na kurs języka. Ale skoro są te godziny, to grzechem jest nie korzystać (z językiem nie ma najmniejszych trudności - i z drugiej strony wciąż od niej słyszę, że na lekcjach jest "za łatwo").
    • olga727 Re: Jestem bezradna 06.05.15, 15:15
      W czasie gdy ty byłaś w pracy,ona mogła przejrzeć gazety i wybrać taką fryzurę jak by jej mniej więcej odpowiadała;wyciąć zdjęcie z tą że fryzurą (widoczną dokładnie) i po południu iść do fryzjera raz jeszcze. A następnego dnia normalnie(bez marudzenia ! ) do szkoły,choćby na głowie miała "bocianie gniazdo". wink
    • joa66 Re: Jestem bezradna 06.05.15, 16:00
      kocianna, wybacz - moim zdaniem masz problem z identyfikacją problemu i odróżniania go od du..reli.
      • joa66 Re: Jestem bezradna 06.05.15, 16:03
        p.s. sorry, ale od dłuższego czasu mam wrażenie, że robisz wszystko, żeby ślizgać się wokół właściwego problemu, ale tak, żeby go przypadkiem nie dotknąć, za to robiąc zamieszanie przy pie..ołach.
        • kocianna Re: Jestem bezradna 06.05.15, 16:09
          Spoko, ja się doskonale znam od tej strony. Możesz mi na priv napisać, jak wygląda problem zasadniczy z tego, co opisuję na forum.
          • morekac Re: Jestem bezradna 06.05.15, 16:44
            Kocianna weź sobie na jutro urlop albo zadzwoń, że się spóźnisz ewentualnie (jeśli to możliwe). W ostateczności wypraw młodą do szkoły wcześniej - musisz mieć trochę luzu czasowego, by wykopać młodą do szkoły na spokojnie. Nie może być, że ona w ostatniej chwili strzela focha i nie idzie do szkoły, bo się śpieszysz.
    • budyniowatowe Re: Jestem bezradna 06.05.15, 17:06
      kocianna napisała:

      > "Nie pójdę w takich włosach do szkoły" - mówi dziecko po wyjściu od fryzjera -
      > nie powiedziała słowa podczas pracy fryzjerki, sama jej tłumaczyła wcześniej, j
      > ak ma fryzura wyglądać, najwyraźniej efekt był inny, niż oczekiwania - i faktyc
      > znie nie idzie do szkoły.
      >

      Pytanie zasadnicze, kto wybieral fryzure, bo ja to Twoim opisie mam wrazenie, ze mama z fryzjerka.
    • berdebul Re: Jestem bezradna 06.05.15, 19:18
      Tteraz to po jabłkach. Trzeba było dać czapkę i wysłać do szkoły. Kto decyduje o tym czy dziecko chodzi do szkoły? Kto w ogóle podejmuje decyzje? Ty jestes dorosła, ona jest dzieckiem, a traktujesz ją jak partnera.
    • mama303 Re: Jestem bezradna 06.05.15, 19:55
      no dobra, została w domu. A pytałaś jej jaka jest jej dalsza propozycja? Co dalej?
    • camel_3d i jak dlugo nie pojdzie do szkoly? 06.05.15, 22:20
      bo wiesz..wlosy nie odrastaja w dwa dni...

      kiedys bedzie musiala.
      • joa66 Re: i jak dlugo nie pojdzie do szkoly? 06.05.15, 22:35
        Kilka lat temu po wizycie u fryzjera sama zadzwoniłam do koleżanki ze słowami "rzucam pracę, muszę, bo nie mogę wychodzic z domu przez dwa miesiące"

        A kiedy wróciłam do domu mój syn zamiast "cześć' powiedział "nie przejmuj się" big_grin

        Moim zdaniem dosyć standardowa reakcja jeżeli ktoś czuje się oszpecony.
        • joa66 Re: i jak dlugo nie pojdzie do szkoly? 06.05.15, 22:45
          p.s. wyobraźcie sobie, że przed ważnym spotkaniem z koleżankami (np spotkanie klasy 20 lat po maturze) w nocy jakiś czarodziej obcina was na 'rondelek" i robi trwałą ondulacje "na pudelka". Pewnie pędziecie jak na skrzydłach na to spotkanie, prawda?
          • camel_3d Re: i jak dlugo nie pojdzie do szkoly? 07.05.15, 06:42
            zakladasz czador...
    • asia_i_p Re: Jestem bezradna 06.05.15, 22:45
      Pogadać, kiedy się już uspokoi.
      Najpierw daj jej się wygadać o tych nieszczęsnych włosach, potem powiedz, co ciebie boli,ustalcie, co na przyszłość robicie w takich sytuacjach; to jest mądre dziecko i w końcu do czegoś dojdziecie.
    • kocianna Re: Jestem bezradna 06.05.15, 22:59
      Dobra, jutro idzie do szkoły w czapce/chustce/buffie/czymkolwiek.
      Okazuje się, że są w klasie wredne dziewczyny, które mamią ją przyjaźnią, ale nie przyjęły do klubu "debesciar", bo ma beznadziejne talenty i za dużo waży (BMI ma w normie wiekowej, tyle że jest w 90 centylu), i teraz z całą pewnością nazwą ją grubą świnią, bo "dokładnie tak wygląda".
      Dobrowolnie też wykonała wszystkie "kopciuszkowe" zadania, które zwykle ma do zrobienia kiedy wagaruje legalnie (wysprzątała cały dom, ułożyła wszystkie rzeczy w swojej komodzie, odrobiła lekcje, posortowała lego, była z psem na dwugodzinnym spacerze, przeczytała połowę lektury, ugotowała obiad dla siebie i dla mnie).

      Cieszę się, że nie zawlokłam jej za kudły do szkoły, na co miałam ogromną ochotę rano. Cieszę się, że w poniedziałek rozpoczynamy diagnozę w PPP.
      Napisałam maila do wychowawczyni, może coś zaradzi.
      • asia_i_p Re: Jestem bezradna 06.05.15, 23:13
        Czyli w sumie dziecko zareagowało dosyć racjonalnie, popracować musicie nad tym, żeby ci takie rzeczy mówiła. Żeby nie walczyła z tobą, kiedy jej świat doskwiera, tylko szukała twojej pomocy.

        Też mam w domu taką hardą skrytą naturę, od czwartego roku życia jeżeli coś ją wzruszyło lub zasmuciło, przewracała się albo uderzała "przypadkiem" w coś głową albo łokciem, żeby mieć usprawiedliwienie dla płaczu, bo płacz z powodu bólu psychicznego był za bardzo odsłaniający.

        Pogadałyście, żeby na przyszły raz mówiła, bo w takiej sytuacji nie wiesz, co się dzieje i masz mocno zdezorganizowany dzień?
        • truscaveczka Re: Jestem bezradna 07.05.15, 09:59
          Ja moim mówię "Jestem tutaj. Mogę spróbować pomóc. Wiesz, gdzie mnie szukać." i jak już wydrą złość na świat i tynk ze ścian przestaje odpadać, przychodzą.
          Zawsze jestem za tym, żeby zrozumieć, dlaczego i po co, co nie oznacza, że toleruję niektóre, godzące w innych, zachowania.
          W tej sytuacji Kocianna IMO postąpiła rozumnie i zrobiła pierwszy krok do tego, o czym piszesz, Asiu.
      • niktmadry Re: Jestem bezradna 07.05.15, 09:05
        Kocianna - jak już jej pozwoliłaś na dzień leniuszka to powinien on takim pozostać, niech się pobyczy, odpowcznie i zrobi tylko to co konieczne czyli nadrobi zaległości szkolne, ogarnie własny pokój i zastanowi się nad tym jak chciałaby rozwiązać sprawę fryzury. Każdy potrzebuje czasami dnia dla siebie a już gotowanie przez 10-latkę obiadów dla całej rodziny uważam za przegięcie. Po pracy powinnaś ją zabrać do fryzjera - niech zrobi coś co sobie corka wymyśliła tak by ona czuła się dobrze a następnie iść z nią na pizzę/do KFC gdzie tam chcecie na obiad i wykorzystac ten czas na rozmowę - niech CI mówi jak się czuje, co u niej słychać....
        • kocianna Re: Jestem bezradna 07.05.15, 09:17
          Ja jej nie pozwoliłam... Nie tym razem.
          Ona ma prawo do legalnych wagarów od czasu do czasu - ale albo jest Kopciuszkiem, albo idzie do szkoły - wybór należy do niej. Obiad gotuje dla siebie, a dla mnie czasem coś zostaje - bo nie zjada go wtedy w szkole. Biorąc pod uwagę fakt, że kopciuszkowe zadania zajmują jej ze trzy godziny, a szkoła 6-7, to i tak jej się to opłaca smile
      • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 08.05.15, 19:31
        Cóż, najwyraźniej debeściary to durne wredoty.
        Może zastanów się, dlaczego szuka ich towarzystwa.
        Mojej córce takie pajacówy imponowały, kiedy była jedną z najmłodszych w klasie i słabo sobie radziła, z przyczyn pozaintelektualnych i pozaszkolnych, że tak powiem. Im ktoś był bardziej krzykliwy, chamski, dominujący, a przy tym lekceważący szkołę - tym większe miał u niej notowania. Po wzroście samooceny zdecydowanie odrzuciła takie "przyjaciółki", a teraz, w nowej klasie, zaprzyjaźniła się błyskawicznie z bardzo spokojną, dobrze uczącą się, zrównoważoną, pogodną i rozsądną dziewczyną, w dodatku dzieckiem nauczycielki (miód na moje serce wink ).
        Czy Twoja córka ma jakiś krąg fajnych i doceniających ją koleżanek poza klasą? Jak jest teraz w muzycznej? Czy też wszystkie udane znajomości niestety zostały w Rosji?
        • morekac Re: Jestem bezradna 09.05.15, 06:45
          >Może zastanów się, dlaczego szuka ich towarzystwa
          Wcale nie musi szukać ich towarzystwa. wystarczy, że one poszukają jej. Aby się nieco ponabijać.
          • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 09.05.15, 10:06
            Tym bardziej trzeba pracować nad samooceną, poczuciem własnej wartości itp. Niestety, ale takie nabijające się zołzy ciągną jak muchy do miodu do dość określonego typu dzieci, z których usiłują robić swoje ofiary.
            • morekac Re: Jestem bezradna 09.05.15, 10:11
              Albo może po prostu są nieco wredne. Dlaczego za agresję ma odpowiadać ofiara?
              • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 09.05.15, 10:22
                Nie, absolutnie nie odpowiadać.
                Ale radzić sobie z nią.
                Z własnego doświadczenia i obserwacji środowisk szkolnych mojej własnej córki - agresja i zaczepki ustępują w jednym i tylko jednym przypadku, kiedy potrafisz dać im odpór albo pokazać, że czyjś wred zwisa ci i powiewa (ale tak naprawdę, nie jako autokreacja wink). W innym wypadku, nauczyciele, rodzice itp. itd. mogą sobie gadać do oporu, mogą wyciągać sankcje, a wredoty i tak znajdą sposób, żeby komuś dokuczyć. I to tak subtelny sposób, że nawet nie jesteś w stanie udowodnić, że ktoś ci robi przykrość.
                I jeszcze jedno - pewnych siebie nikt się nie czepia. A pewność siebie u dziecka można w jakimś stopniu budować.
                Ja bym zaczęła od walki z nadwagą w tym wypadku, jak nie w tym, to w innym środowisku dorastającej dziewczynie nie dadzą żyć z tego powodu, a potem będzie tylko gorzej.
                PS. To, że opisuję stan faktyczny, jaki widzę i widziałam w wielu sytuacjach szkolnych, nie znaczę, że go usprawiedliwiam czy obwiniam prześladowane dziecko za jakieś "braki". Po prostu nie wierzę w cudowną serdeczność, empatię, wrażliwość i wyrozumiałość w grupie szkolnej w dość krytycznym wieku. A przy tym - to jest moment, kiedy samoocena młodej osoby zaczyna się budować w odniesieniu do tego, jak odbiera ją grupa i warto uczyć dziecko funkcjonować tak, żeby ta grupa odbierała je jak najlepiej.
                • morekac Re: Jestem bezradna 09.05.15, 10:54
                  Ja bym zaczęła od walki z nadwagą w tym wypadku, jak nie w tym, to w innym środowisku dorastającej dziewczynie nie dadzą żyć z tego powodu, a potem będzie tylko gorzej.

                  BMI w normie, tylko panna duża. I nie ma to jak walczyć z nadwagą (zwłaszcza wyimaginowaną) u początkującej nastolatki - anoreksja i kompleksy na całe życie niemal gwarantowane.
                  A dziewczynka może czuć się niepewnie (jeśli się tak czuje) z powodu mieszkania przez kilka lat w innym kraju. Coś z tym zrobisz? Powodów mogą być tysiące. Bo dzieci w tym wieku robią się niepewne i labilne emocjonalnie, raz pokłócą się z najlepszą koleżanką na wieki wieków, w przyszłym tygodniu o tym zapomną. Albo przystanie do debeściar i uzna fryzurę za najpiękniejszą pod słońcem.

                  > warto uczyć dziecko funkcjonować tak, żeby ta grupa
                  > odbierała je jak najlepiej.
                  No. mogłaby jeszcze - celem przypodobania się debeściarom - podokuczać jakiejś innej dziewczynce.
                  • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 09.05.15, 11:26
                    Hm, przy moim wzroście norma BMI ma rozpiętość mniej więcej ponad 10 kg. I uwierz, że nawet te 10 czyni sporą różnicę wink.
                    Też zawsze byłam wysoką dziewczyną, niestety dobrze zbudowaną, na przestrzeni od 13 do ok. 26 roku życia pilnowałam figury, nie głodziłam się, ale np. sporadycznie jadłam słodycze, nie przejadałam się, miałam zapewnioną w domu raczej zdrową dietę, a później sama wprawiałam się w gotowaniu, też raczej zdrowo, chudo. Wszystko się spiep... ło, kiedy zaczęłam naprawdę dużo pracować i nieregularnie jeść, a przy małym dziecku to już w ogóle była tragedia. I teraz usiłuję wrócić do zdrowych nawyków, bo chcę się czuć dobrze sama ze sobą, ileś kg więcej przeszkadza! A, jako nastolatka czułam się fatalnie, zawsze za wielka, za potężna, więc w końcu własną siłą woli i przy wsparciu matki doprowadziłam do tego, że byłam z tych szczuplejszych i zwinniejszych - bez uszczerbku na zdrowiu. I czułam się dobrze ze sobą.
                    Kocianna kiedyś już opisywała, że córka lubi wszelkie kluski, kopytka, smażone ziemniaki itp. - jak dla mnie kaloriami zajada stres. A tu trzeba dać coś innego, inny rodzaj wsparcia zamiast tych kalorii, żeby ten stres nie był aż tak duży. Generalnie - dziecko z fajnej szkoły, z inną metodyką nauczania, z możliwością rozwijania uzdolnień i sporą dbałością o uczniów w Rosji trafiło do bardzo przeciętnej polskiej szkoły zbiorczej, z najwyraźniej niespecjalnie fajnym środowiskiem. Dla 10-latki to na pewno spory cios. I tu by trzeba jej pomóc, wspierać, umacniać, może nawet zmienić to środowisko na bardziej wartościowe - a nie liczyć, że jej "przejdzie" i że raz się pokłócą, a raz pogodzą. Dziecko zaliczyło zmianę na gorsze, nie oszukujmy się i jakoś trzeba by to teraz naprawić.
                    • morekac Re: Jestem bezradna 09.05.15, 11:46
                      Przypomnij mi, ile razy zmieniałaś dziecku szkołę, bo się jakoś nie mogło dostosować do otoczenia?

                      >rozwijania uzdolnień i sporą dbałością o uczniów w Rosji trafiło do bardzo p
                      > rzeciętnej polskiej szkoły zbiorczej, z najwyraźniej niespecjalnie fajnym środo
                      > wiskiem
                      To może być wyłącznie twoja nadinterpretacja. Szkoła nie musi być straszna, mogą być w niej tylko niezbyt miłe dziewczynki z całkiem fajnych domów. Trzy starczą. A córka Kocianny może mieć przechlapane ze względu na pobyt w innym kraju, a nie ze względu na dowolne cechy jej charakteru.

                      -------------------------------------------------------------
                      "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                      • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 09.05.15, 11:57
                        No widzisz, ale znalazłam taką, w której dziecko ze swoimi cechami charakteru czuje się super, ma przyjaciółki i świetnie rozwija się intelektualnie - czasem warto szukać dalej wink.
                        Szkoła, którą kocianna kiedyś tu opisała to niestety dokładne przeciwieństwo tej rosyjskiej, gdzie dziecku było ok.
                        Aha, w jednej ze szkół było trochę dzieci z innych krajów, w naszej klasie mieszanka prawdziwie egzotyczna - dwójka o korzeniach orientalnych, wychowywana wcześniej w LA, więc w iście amerykańskim, luźnym stylu, mówiąca głównie po angielsku: nie było tępienia, nieakceptacji itp. - ale klasa była ogólnie fajna, poza świrniętym na tle seksualnym synkiem jednej z nauczycielek (i to była przyczyna rezygnacji, a nie niedostosowanie do klasy - nie może być tak, że za wybryki karze się dzieci, a królewicz może ściągnąć gacie koledze, ośmieszyć go i nie ponieść konsekwencji albo namawiać dzieci do rozbierania się za słodycze itp., a szkoła nie robi NIC w temacie)
                    • jakw Re: Jestem bezradna 09.05.15, 15:21
                      lily-evans01 napisała:
                      > Generalnie - dziecko z fajnej szkoły, z inną metodyką nauczania, z możliwośc
                      > ią rozwijania uzdolnień i sporą dbałością o uczniów w Rosji trafiło do bardzo p
                      > rzeciętnej polskiej szkoły zbiorczej, z najwyraźniej niespecjalnie fajnym środo
                      > wiskiem. Dla 10-latki to na pewno spory cios. I tu by trzeba jej pomóc, wspiera
                      > ć, umacniać, może nawet zmienić to środowisko na bardziej wartościowe - a nie l
                      > iczyć, że jej "przejdzie" i że raz się pokłócą, a raz pogodzą. Dziecko zaliczył
                      > o zmianę na gorsze, nie oszukujmy się i jakoś trzeba by to teraz naprawić. Moż
                      I to naprawianie, tudzież dodawanie pewności siebie, ma polegać na stwierdzeniu "Jesteś za gruba"? A jak się odchudzi i nadal nie będzie "debeściarą" - bo "niewystarczające talenty" to co?
                      • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 09.05.15, 16:08
                        Uważasz, że aby dziecko wyszczuplało, trzeba mu koniecznie walnąć z grubej rury, że jest grubasem wink ? Łomatko. Wystarczy zmienić ciutkę dietę domowników. U mnie np. w ogóle prawie nie je się ziemniaków, żadnych kopytek, żadnej smażeniny, ciasta tylko takie, których dominujący składnik to owoce, oprócz tego ryż, kaszę, ciemne makarony, chude mięso, dużo warzyw.
                        Moja córka akurat ma podobną sylwetkę i budowę do mojej (niestety) - ale z przyjemnością stwierdzam, że jest o wiele szczuplejsza i zwinniejsza niż ja w jej wieku (wzrost identyczny).
                        Nie czepiaj się, proszę, bo kocianna pisała kiedyś dużo tym jedzeniu plus kupowaniu ciągle słodyczy w drodze do szkoły - typowe zajadanie stresów.
                        Co do debeściar - to znowuż była decyzja matki, żeby posłać dziecko do bardzo przeciętnej szkoły, mogła posłać dalej do muzycznej i byłoby doceniane, w swoim świecie - albo chociaż do jakiejś podstawówki na naprawdę wysokim poziomie, dziecko jest inteligentne, ma różne zainteresowania, szkoda, żeby się marnowało starając się dorównać pustym i złośliwym kretynkom.
                        • jakw Re: Jestem bezradna 09.05.15, 19:07
                          Po prostu wydaje mi się, że chcesz zaczynać od skutków, a nie od przyczyny.
                          Jeśli dziecko ma skłonności do zażerania stresu to zmiana diety domowników pewnie nie pomoże. Chyba że ktoś będzie konwojował dziecko do/z szkoły i jeszcze może w szkole pilnował. Btw Kocianna chyba też pisała w tamtym wątku, że obiadów w domu nie gotują , dziewczę ma fazę na pichcenie (np. pizza jak matki w domu nie ma) więc kto ma pilnować, żeby dziecko stresów nie zajadało? Samo dziecko. Realne bez wsparcia psychicznego? Wątpię. Kupi sobie po drodze do domu jakąś czekoladę, a nawet jak nie będzie miała pieniędzy to zrobi sobie w domu zapiekankę choćby i z ciemnego makaronu.Ja bym chyba szukała wsparcia psychologicznego (co chyba się dzieje) to może to i pomóc na zajadanie stresów. Dziewczyna jest nowa w szkole i przyjechała zza granicy - to prawdopodobnie bardziej rzutuje na sytuację niż jakieś dodatkowe kilogramy, których prawdopodobnie nie ma. W każdej szkole byłaby nowa i zza granicy i nikt nie da gwarancji , że w innej szkole nie miałaby dokładnie takich samych problemów z rówieśnikami choćby była anorektyczną chudziną. A tamte dziewczątka może są puste i złośliwe, ale wcale nie muszą być takie skretyniałe jak piszesz. W zerówce mojego młodsze dziecka było dziewczątko, które swoją inteligencję wykorzystywało też na gnębienie innych. A poza tym była istnym wzorem cnót przedszkolno-szkolnych.
                          • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 10.05.15, 09:20
                            Ns pewno jest tak jak piszesz, ale nie może być tak, że problem jest pozostawiony samemu sobie, bo dziecko będzie cierpiało. Rówieśnicy i opinia grupy są właściwie najważniejsi w wieku dorastania, jeśli dzieciak jest rozsądny, będzie się hamować przed naśladowaniem osób wagarujących czy biorących różne używki - ale cała reszta zachowań koncentruje się wokół zdobycia akceptacji grupy i pozycji w niej. Tego nie odczarujesz.
                            BTW, dziwi mnie bardzo taka niefajna reakcja na dziecko przyjeżdżające zza granicy. Bo po pierwsze, ta szkoła kocianny to chyba jakaś nowiutka zbiorówka na całą Białołękę, o ile dobrze pamiętam, więc chyba nie ma tam dzieci, które chodziłyby razem od zerówki i byłyby zgrane na śmierć i życie? Po drugie, w poprzedniej szkole mieliśmy też cudzoziemców, często różniących się kolorem skóry, słabo mówiących po polsku - niemal w każdej klasie 1-2 sztuki. I te dzieciaki były mega atrakcją dla pozostałych. U nas wszystkie dziewczynki były "zakochane" w braciach - pól Azjatach, ślicznych jak marzenie, mimo że komunikacja szwankowała przez prawie rok wink.
                            • jakw Re: Jestem bezradna 10.05.15, 11:03
                              lily-evans01 napisała:

                              > Ns pewno jest tak jak piszesz, ale nie może być tak, że problem jest pozostawio
                              > ny samemu sobie, bo dziecko będzie cierpiało. Rówieśnicy i opinia grupy są właś
                              > ciwie najważniejsi w wieku dorastania, jeśli dzieciak jest rozsądny, będzie się
                              > hamować przed naśladowaniem osób wagarujących czy biorących różne używki - ale
                              > cała reszta zachowań koncentruje się wokół zdobycia akceptacji grupy i pozycji
                              > w niej. Tego nie odczarujesz.
                              > BTW, dziwi mnie bardzo taka niefajna reakcja na dziecko przyjeżdżające zza gran
                              > icy. Bo po pierwsze, ta szkoła kocianny to chyba jakaś nowiutka zbiorówka na ca
                              > łą Białołękę, o ile dobrze pamiętam, więc chyba nie ma tam dzieci, które chodzi
                              > łyby razem od zerówki i byłyby zgrane na śmierć i życie?
                              To nie jest I klasa - te dzieci gdzieś przedtem chodziły. Prawdopodobnie do szkoły rejonowej tylko rejon był w innej szkole. W każdym razie mogą znać się wystarczająco (przynajmniej w podgrupach). Córka Kocianny jest dla nich nowa, a oni nowi dla siebie aż tak nie są.

                              Po drugie, w poprzedni
                              > ej szkole mieliśmy też cudzoziemców, często różniących się kolorem skóry, słabo
                              > mówiących po polsku - niemal w każdej klasie 1-2 sztuki. I te dzieciaki były m
                              > ega atrakcją dla pozostałych. U nas wszystkie dziewczynki były "zakochane" w br
                              > aciach - pól Azjatach, ślicznych jak marzenie, mimo że komunikacja szwankowała
                              > przez prawie rok wink.
                              Ale córka Kocianny nie jest ślicznym chłopcem tylko dziewczynką. Jako taka nie musi stanowić obiektu adoracji innych dziewczątek. W szkołach na tym etapie to raczej dziewczynki prześladują dziewczynki, a chłopcy chłopców.
                              • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 10.05.15, 11:13
                                W naszej nowej szkole córka dostała w październiku na samym starcie tyle życzliwości i forów od dziewczyn, że poczuła się tam naprawdę bezpiecznie i dobrze. Teraz uczestniczy w różnych kłótniach, podgrupach i przegrupowaniach, ale robi to powiedziałabym z zapałem, bez uszczerbku dla siebie wink. Fakt, że to młodsze dziewczynki, ale po drugie - wychowawczyni bardzo nam pomogła na samym początku, bo jej się chciało.
                        • morekac Re: Jestem bezradna 09.05.15, 19:54
                          > Co do debeściar - to znowuż była decyzja matki, żeby posłać dziecko do bardzo p
                          > rzeciętnej szkoły, mogła posłać dalej do muzycznej i byłoby doceniane, w swoim
                          > świecie - albo chociaż do jakiejś podstawówki na naprawdę wysokim poziomie, dzi
                          > ecko jest inteligentne

                          Nawet najlepsza szkoła nie da gwarancji, że wszystkie dzieci będą jak Ania Shirley i Diana Barry, a nie jak Józia Pye. Sama to przetestowałaś, nieprawdaż?
                          • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 09.05.15, 20:18
                            Prawda. Ale jeśli masz np. część otoczenia denną i wredną, a część doskonale rozumiejącą Twoje pasje, bo jedziecie razem na jednym wózku - to jest trochę inaczej. Musi być coś, co by chociaż trochę przypominało to, z czego dziecko musiało zrezygnować, co dawałoby się oswoić.
                            Właśnie widzę coś takiego w obecnej szkole, gdzie w klasie jest razem kilka osób uczęszczających do popołudniowej muzycznej - i córka trafiła "na swoich", miała od razu temat do zagajenia, jakiś wspólny punkt odniesienia, to było bardzo cenne na początku.
                            Nie jest łatwo znaleźć dobrą szkołę i z sensownym środowiskiem klasowym, fakt, coś o tym wiem wink. A zamożność czy wykształcenie rodziców wcale nie musi przekładać się na sensowność klasy, niestety.
                            • morekac Re: Jestem bezradna 09.05.15, 21:30
                              Sama przyznałaś, że poziom szkoły nie ma specjalnego znaczenia. Wrednych ludzi można spotkać w każdej, miłych także. Trochę kwestia przypadku.
                              • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 10.05.15, 08:48
                                Tyle, że w takich miejscach jak np. ogólnokształcące szkoły muzyczne dzieci na tyle są popychane w kierunku pracy, rozwijania się i spełniania pewnych wymagań, że nawet nie do końca mają czas na tworzenie się takich klik opartych wyłącznie na tym, że ktoś jest bardziej bezczelny czy złośliwy.
                                Może i będą tam debeściary, ale raczej dlatego, że mają wyniki w konkursach, że dobrze grają, że wyróżniają się na poziomie intelektualnym.
                                Rywalizacja i ustalanie porządku dziobania są nie do uniknięcia w grupach nastolatków, ale ja już zdecydowanie wolę, jak ten porządek dziobania ustala się w oparciu o umiejętności i możliwości intelektualne, a nie w oparciu wyłącznie o to, kto jest bardziej bezczelny i jak kogo potrafi wyśmiać.
                                Mamy kontakt z dzieciakami i rodzicami z OSM, bo córka ma w ich budynku jedne z zajęć w tym roku, czasem grają coś wspólnie w kilka osób - wymagania w ich szkole (też z przedmiotów ogólnokształcących) a w przeciętnej rejonówce plus ogólny kapitał kulturowy tych dzieci, to po prostu niebo a ziemia.
                                • morekac Re: Jestem bezradna 10.05.15, 09:40
                                  Naiwność przez ciebie przemawia. W szkole u dzieci nie było patologii - ze względu na okolicę, rodzice ok , szkoła dobra, a kliki czy dokuczanie się zdarzały. Nie, żeby szkoła nic z tym nie robiła, ale naprawdę to, co reprezentują rodzice, ma stosunkowo niewielki wpływ na dynamikę grupy w szkole. Być może była tylko większa szansa, że w razie wykrycia przejmą się tym i rodzice, i nauczyciele.
                                  Koleżanka kiedyś strasznie bolała nad tym, ze jej córka została przywódczynią takiej dokuczającej grupy. Miła, kulturalna kobieta, dziecko po prostu spożytkowało swoje uzdolnienia przywódcze w złym kierunku, Oczywiście, dziecko zostało przywołane do porządku, ale mama długo nie mogła przejść nad tym do porządku dziennego.
                                  BTW: młoda jest w tej chwili w dobrym warszawskim liceum, nie można zatem powiedzieć, że nie była w stanie imponować bardzo dobrymi wynikami w szkole.
                                  • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 10.05.15, 10:03
                                    Idę jednak o zakład, że dziecko interesujące się dyplomacją i grające na instrumencie znalazłoby jednak więcej zrozumienia i wspólnych tematów wśród sobie podobnych, wyselekcjonowanych wśród podobnie zdolnych, niż w szkole zbiorczej typu mini kołchoz dla całej dzielnicy - i nie byłoby dziwakiem ze "słabymi" zainteresowaniami, czy jak tam to zostało nazwane wink. Lepiej być w środowisku, które ma zbieżny z Tobą kod kulturowy, co nie znaczy, że wszyscy w nim będą aniołkami, ale masz więcej szans na to, żeby być w nim cenionym.
                                    Za dobrze pamiętam czasy własnej podstawówki - kołchozu, dzieciaki głównie ze środowiska roboli (zakładowe osiedle) - w każdej klasie zaledwie po parę osób wyróżniających się in plus i egzystujących we własnym kręgu, bo reszta im żyć nie dawała i starała się tępić (dwa ostatnie lata, kiedy nasi chłopcy byli już zdolni przekrzyczeć każdego nauczyciela i zamienić każdą lekcję w bałagan były totalnie stracone pod kątem np. przygotowania się do liceum - im nie zależało, szli do zawodówek).
                                    • jakw Re: Jestem bezradna 10.05.15, 11:14
                                      Ogólnie z infrastrukturą szkolną (publicznych szkół muzycznych także) jest na Białołęce problem. Prawdopodobnie należałoby jeździć kawał drogi dzień w dzień - przypominam, że mówimy o 10-latce. Z komunikacją z Białołęki też bywa problem. Być może , biorąc pod uwagę dojazdy do innych szkół, ta szkoła była jedyną sensowną opcją.
                                      • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 10.05.15, 11:26
                                        Fakt, pamiętam, że też chodziło o dojazdy do szkoły.
                                        To bywa faktycznie problemem, jeszcze z rok i też będę musiała jakoś taki sam problem rozwiązać, chyba tylko przeprowadzka pozostaje wink.
                                        U mnie z kolei sam środek starej zabudowy, szkoły oddalone, np. o 30 min. na nogach, ze słabym dojazdem, dużą liczbą przejść dla pieszych itp. W dodatku słabe, stare, średnio wyposażone. Beznadzieja. Na razie jeździmy do szkoły, dojazdy zajmują po 20 min., a potem muszę wrócić i codziennie marnuję prawie godzinę rano zamiast zająć się pracą. Ideałem byłoby samodzielne docieranie do szkoły, ale na to są marne szanse. Mam tylko nadzieję, że mieszkanie się sprzeda wink.
                                        • bergamotka77 Re: Jestem bezradna 10.05.15, 16:58
                                          jezu lily ewvans dla ciebie 20 min.dojazdu do szkoly to duzo? Dla mnie, mieszkajacej na przedmiesciach Wawy, to kosmos - od vwrzesnia starszy idzie do stolecznego gimnazjum i bedzie dojezdzal ok. 1h smile w jedna strone...
                                          • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 10.05.15, 18:02
                                            Moje miasto to wioska z tramwajami, tak więc dzielnica odległa o 20 min. komunikacją to już naprawdę jest odległa, uwierz wink.
                                            Rzecz w tym, że jadę 20 min. plus dojście, wracam 20 min. plus oczekiwanie na tramwaj i dojście do domu, potem znowu jadę 20 min. ... Na pracę zostaje mi ze 3,5-4 godziny, trochę mało, nadrabiam wieczorami (w nocy).
                                            Zanim powiesz, że są świetlice - po pierwsze tylko do III klasy włącznie, po drugie córka najczęściej zaraz po szkole jedzie do drugiej szkoły, na 14.30 lub 15.
                                            I choćbym nawet chciała zrezygnować z dobrej podstawówki na rzecz byle jakich w mojej dzielnicy - nigdzie nie ma szybkiego/bezpośredniego dojazdu, a na nogach jest ok. pół godziny, w zimie to już robi się naprawdę dużo. Ja szłam do szkoły 5 minut, matka przez większość tej drogi widziała mnie z okna.
                                            Za to mam tuż za domem bardzo dobre gimnazjum i liceum w jednym wink.
                                            • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 10.05.15, 18:05
                                              Aha, aha, no i nie mam gimnazjalisty, tylko niespełna dziewięciolatkę, a to trochę zmienia postać rzeczy, jeśli chodzi o samodzielne podróże przez całe miasto tongue_out.
    • koza_w_rajtuzach Re: Jestem bezradna 07.05.15, 06:03
      Nie jesteś dla niej za mało wyrozumiała?
      Dla dziecka taki problem to może być naprawdę duży problem... Może wstydzi się pokazać w takiej fryzurze.
      • verdana Re: Jestem bezradna 07.05.15, 15:22
        No daj spokój. Dziecko ma problem, to musi go odpracować?
        Ja rozumiem sankcje w kolejnym dniu wagarów, ale w pierwszym?
        I dlaczego idzie w chustce, a nie zafundowałaś jej fryzjera dla poprawienia fryzury?
        • kocianna Re: Jestem bezradna 07.05.15, 15:36
          Toż mówię, że te wagary nie były legalne, a dziecko je odpracowało samo z siebie - żeby mi pokazać, że to nie był bunt przeciwko mnie, tylko rozpacz. Poszła w chustce, bo do jej wymarzonej fryzury włosy muszą być dłuższe i tej nie da się już poprawić, ale zdaje się dziewczyny jednak ją zaakceptowały, bo wróciła bez chustki.
          A w ogóle to sobie pogadałyśmy szczerze ("bo gdybyś mnie rano przytuliła, to bym poszła do szkoły" - "jak ja mam przytulać wierzgające nogami stworzenie ukryte pod kołdrą?") i jest git.
          Poszłam sobie do biblioteki i wróciłam z 10 poradnikami o wychowywaniu nastolatków i już pierwszy był idealnie dostosowany do naszych problemów.

          Fajne zresztą mają tytuły, typu "mieć nastolatka i przeżyć" albo "być rodzicem nastolatka i nie zwariować".
          • joa66 Re: Jestem bezradna 07.05.15, 16:33
            Ciekawe kiedy powstanie poradnik dla nastolatków "Jak przeżyć z rodzicami i nie zwariować"wink
          • awesome810 może ty lepiej 07.05.15, 20:15
            częściej pogadaj z dziewczyną tak "od serca", przytulaj (nawet jeśli pozornie nie oczekuje czułości) zamiast czytać 10 takich samych poradników. Już straciłaś czas na jakieś przedziwne warsztaty.
            Tymczasem w trakcie jednej awantury dowiedziałaś się, że córka ma jakiś problem z koleżankami, kuj żelazo tej szczerości póki gorące...
    • volta2 Re: Jestem bezradna 08.05.15, 11:35
      kocianno, czemu pozwoliłaś córce zostać w domu? może ty z tej okazji też byś z nią została, skoro nie taka fryzura powoduje branie wolnego?

      no cóż, staram się nie wypowiadać, żeby cię nie dobijać w innych wątkach o waszych problemach z dzieckiem - ale widać, że co rok to gorzej.

      i ty uczyłaś w szkole? to chyba nie było miejsce dla ciebie - jesteś kompletnie niewydolna wychowawczo.
      • truscaveczka Re: Jestem bezradna 08.05.15, 12:15
        Myślę, że głównie dlatego, że jest jej matką, a nie opiekunką w poprawczaku.
      • kocianna Re: Jestem bezradna 08.05.15, 12:36
        Volta... a w jaki sposób zaprowadzisz do szkoły rosłą 10-latkę? To nie dwulatek, którego wkładasz pod pachę i pakujesz do auta. I na dictum "Możesz mnie zabić, ale ja nigdzie nie pójdę" - co, faktycznie zabijesz?
        • tafasola Re: Jestem bezradna 08.05.15, 13:04
          Kocianno, zachowaj dystans do rad. Ktoś kto mówi o nastolatku lub prawie nastolatku "dlaczego jej nie kazałaś" nie zdaje sobie pewnie sprawy, że a i owszem, kazałaś wink
          Oczywiście, siłą i za wszarz może i byś dała radę, ale z pewnością nie zapobiegłoby to podobnym sytuacjom w przyszłości.
          jestem cichą fanką wypowiedzi "u nas to nie do pomyślenia" "nie wyobrażam sobie aby moje dziecko"... No własnie, nie wyobrażasz sobie człowieku to sobie nie wyobrażasz a życie lubi zaskakiwać i nie życząc nikomu źle - bywa że najbardziej modelowi rodzice najlepiej "prowadzonych" dzieci muszą się niekiedy skonfrontowac z problemami, przy których owe wagary czy stawianie się córki to zabawa z trzylatkiem.
          Przykładów wokół mnóstwo.
          A tak naprawdę wystarczy mieć więcej niż jedno dziecko, żeby zejść z piedestału pewności wychowawczej. Ja mam dwoje. Oba w kwestiach domowo - rodzinno - współpracujących - super dzieciaki. Wiekowo - wczesna nastolatka i środkowy nastolatek. Jeśli chodzi o sprawy okołoszkolne, w tym właśnie niechodzenie do szkoły, zadania domowe, ogólnie nauka to jest tak:
          jakbym miała tylko synka, to strzeliłabym sobie w łeb z przekonaniem, że nie umiałam, nie umiem, nie nadaje się na matkę, że nie wychowałam
          jakbym miała tylko córeczkę, to pewnie pławiłabym się w samozachwycie, jak to "zakorzeniłam w dziecku obowiązkowość" "jak to nie do pomyślenia jest, aby dziecko" "od małego się tłumaczyło to teraz widzę efekty" itd.
          Ale mam dwoje to i samopoczucie pośrodku. Trzymaj się.
          • truscaveczka Re: Jestem bezradna 08.05.15, 13:12
            Bardzo mi się podoba twój wpis. Mądrze prawisz smile
            • tafasola Re: Jestem bezradna 08.05.15, 13:34
              Dzieki, ale tak jak czytam to czasem mam wrażenie, że kociannie brakuje kogoś, kto "miał podobnie" a dziecko wyrosło i problemy minęły albo udało się je pokonać. A za moim wpisem stoi nie tylko dwoje dzieci kompletnie rożnych i generujących zupełnie rożne trudności, ale też dużo ciężkich przepraw, ileś nieprzespanych nocy, rodzicielskie stresy ale i miłe zaskoczenia.
              • morekac Re: Jestem bezradna 08.05.15, 14:33
                Pisałam już kiedyś, że dla mnie z dorastania moich córek najtrudniejszy był czas, kiedy miały 10-11 lat. i naprawdę, młodsza córka miała 'wszystko to, a nawet więcej' - z tego wątku o konsekwencjach dla 10-latki. wink
                I wcale nie jest gorzej teraz, gdy ma lat 16 niż 6 lat temu.
          • mama2na6 Re: Jestem bezradna 08.05.15, 13:35
            Podpisuje się pod tą wypowiedzią w 100%😃
            • verdana Re: Jestem bezradna 08.05.15, 15:35
              I prawdę mówiąc "osoba niewydolna wychowawczo", "osoba, która nie radzi sobie z dzieckiem" nie miałaby takiego finału sprawy - dziecka , które grzecznie i potulnie odrabia pracą na rzecz domu nieuzasadnione wagary (u mnie nie do pomyślenia, że tak powiem), a potem szczerze opowiada matce o swoich problemach.
              Może inne dziecko poszłoby do szkoły - ale sukcesem wychowawczym nie jest zmuszenie dziecka do pójścia, tylko dokładnie to, co napisała Kocianna.
              • truscaveczka Re: Jestem bezradna 08.05.15, 15:53
                Zgadzam się całkowicie. To, co zaszło, świadczy o prawidłowym działaniu relacji rodzic-dziecko.
              • tafasola Re: Jestem bezradna 08.05.15, 18:00
                Bardzo krzepiące jest dla mnie to co napisałaś. Relacja, więź, to podstawa. Wtedy jest szansa i na większą szczerość i na nauczenie się konstruktywnego rozwiązywania problemów a przede wszystkim na to, że kiedy czas burzy i naporu minie, dziecko dorośnie, to panie będą mogły być blisko ze sobą.
                Drakońska dyscyplina, siłowe rozwiązania na pewno przyniosą efekt "na teraz", z dużym prawdopodobieństwem skutecznie zrywając relację. Wiem co mówię. Byłam bardzo grzecznym zdyscyplinowanym dzieckiem smile
                Rzecz jasna idealnie byłoby, gdyby i więź była i problemy nie były takie wybuchowe. Ale o to niezwykle trudno.
                Ja w takich bardzo trudnych chwilach zadaję sobie od pewnego czasu kontrolne pytanie: czy to samo zachowanie/przewinienie/kłopot poirytowałoby mnie tak samo, gdyby dotyczyło córki?
                Z reguły odpowiedź brzmi nie. Widzę dzięki temu, jak duży jest udział rodzica w swoistym generowaniu konfliktów i opcja "kolegę trzeba ostro do pionu postawić" wyłącza mi się od razu.
                Ale to od niedawna. A wcześniej...
        • volta2 Re: Jestem bezradna 09.05.15, 11:31
          kocianno, tymi pytaniami tylko się pogrążasz,
          szczególnie jak sobie spojrzę na swojego prawie 13 latka, wyższego ode mnie o 2 glowy, i silniejszego też ze dwa razy. ja fizycznie od roku, dwóch nie mam z nim żadnych szans i mieć już nie będę.

          wiadomo było, że kiedyś te moje chlopy urosną tak, że stosowanie jakiegokolwiek przymusu bezpośredniego możliwe nie będzie i trzeba tak wychować dzieci, by na nakazy/zakazy/ograniczenia reagowało bez konieczności wiązania pasami. ty naprawdę nie wiesz, co zrobić by dziecko zrobiło to co każesz? to powodzenia, bo zdaje się czas burzy i naporu to nie przypada na 10 latki.

          cale szczęście, że ma cię tu na forum kto pogłaskać po główcesmile

          • verdana Re: Jestem bezradna 09.05.15, 13:37
            Przepraszam bardzo, ale dziecko Kocianny właśnie grzecznie poszło po jednym dniu do szkoły. To chyba lepiej, niz tak wychować dziecko, aby poszło do szkoły zawsze, niezależnie od wszystkiego, bo zostało tak wychowane, ze zawsze zrobi jako nastolatek bez namysłu to, co każe mama...
            • volta2 Re: Jestem bezradna 09.05.15, 18:05
              no cóż, jeśli wyprawienie dziesieciolatki do szkoły uznajesz i sprora część forumek za sukces - to po co powstał cały wątek startowy?

              żeby pochwalić się świetnie wychowanym dzieckiem?

              tak kocianno, rób tak dalej, szczerze rozmawiaj z córką(to do tej pory nie było szczerze?), nawiązuj relację(to do tej pory nie zdążyłąś nawiązać relacji?) i pozwalaj jej robić co chce bo inaczej się zabije(to do tej pory to dziecko nie mogło robić czego chciało, byłaś wyjątkowo restrykcyjnym rodzicem? wow!
              • verdana Re: Jestem bezradna 09.05.15, 22:04
                Uznaję za sukces to, ze dziecko po jednym dniu buntu grzecznie poszło do szkoły, zwierzyło sie matce z tego, co ją martwi i nękane wyrzutami sumienia wolny dzień spędziło na ogarnianiu domu.
                Jeśli za sukces uważasz tylko wypełnianie wszystkich poleceń rodziców, niezależnie od samopoczucia dziecka i bezwzględne posłuszeństwo, to mamy inną definicję sukcesu wychowawczego.
                • volta2 Re: Jestem bezradna 10.05.15, 00:24
                  no właśnie ty za sukces uważasz sprawy, które są normą

                  a nie bezwzględne posłuszeństwo, bo wybacz, ale zwierzanie się matce i grzeczne chodzenie do szkoły dla 10 latki normą jest.

                  może lepiej przyznać, najpierw samej przed sobą, że własne dziecko nie jest w normie i zakasać rękawy do roboty a nie zadawać pytania "co byś zrobiła". nie ten etap po prostu.(i nie wmawiaj mi jak wygląda normalny 10 latek, bo takiego aktualnie też mam na stanie w domu i "atak buntu" jaki i groźby "zabicia się" nie występują. u starszaka może jakiś cień niespokojności w tym wieku już był, ale od wcielania gróźb w życie to mogłabym być ja a nie 10latek.



                  • jakw Re: Jestem bezradna 10.05.15, 08:39
                    Z opisów nie wynika jakieś nienormalne dziecko. Bajzel zrobi ,coś odpysknie, nie wywali śmieci, zapomni o lekcjach i czasem zdefrauduje zakupową kasę na czekoladki. Podłożem problemów "nie pójdę do szkoły" okazały się problemy z rówieśnikami i temu pewnie trzeba się przyjrzeć. A że twoje 10-latki nie wypowiadały czy nie wypowiadają tekstów świadczących o "cieniu niespokojności" to nic nie znaczy. Ty masz chłopców - to jest dziewczynka. Na dziewczynki w tym wieku działa już czasem całkiem spora ilość hormonów.
                    • verdana Re: Jestem bezradna 10.05.15, 09:36
                      No tak - mam w domu dziecko, które jest normą, każde inne od normy odbiega. Przecież to absurd.
                      Ja nie zwierzałam sie rodzicom z problemów z rówieśnikami, moje dzieci też mi wszystkiego nie mówiły. Nie dlatego, że stosunki między nami były złe, ale zwierzanie sie ze wszystkiego wcale nie jest normą i być nią nie musi. Przeciwnie, uwazam, ze mówienie przez 11 latka wszystkiego mamie wcale nie musi byc pozytywnym zjawiskiem. Drobne bunty natomiast są pozytywną normą, u mnie tego nie było i wcale nie uwazam,że to było dobrze.
                      Zacznę zaraz twierdzić, że dziecko, które nie napisało książki w wieku 13 lat nie jest w normie intelektualnej. Bo moje napisało.

                    • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 10.05.15, 10:06
                      Dziewczynka jest pewnie w normie emocjonalnej właściwej dla swojego wieku, jak najbardziej wink.
                      Ale z kolei mama wygląda na kogoś, kto od początku nie umie pokazać granic i powiedzieć: to jest ok, a to już nie jest ok. Toteż i jest bezustannie testowana, bo wiadomo, że w większości przypadków ustąpi - a to już niekoniecznie jest dobre.
                  • morekac Re: Jestem bezradna 10.05.15, 10:16
                    >ale zwierzanie się matce i grzeczne chodzenie do szkoły dla 10 latki normą jest.

                    Ja wiem? Moja młodsza - panna od urodzenia z zamiłowaniem do pewnej przesady i efektów dramatycznych (w sytuacjach, w których starsza po prostu chlipnęła czy była smutna, musiała wypaść zawsze okazalej w kwestii płaczu - taki typ po prostu), w wieku lat 10 miała podobne numery na koncie:
                    1. zdefraudowała pieniądze na zapłacenie obiadów w szkole (i nie było to 10 zł) oraz powysyłała sms z ojcowego telefonu na jakieś grubsze pieniądze. Dwa razy.
                    2. ciągle coś gubiła, zapominała, bez przerwy pytała 'a dlaczego ja mam to zrobić' i nigdy po sobie nie sprzątała sama z siebie. Gonić trzeba było i wcielać się w macochę Kopciuszka (cytat z córeczki. Drugi cytat: "To pokaż mi, gdzie jest napisane, że dzieci muszą pomagać w domu.Praca nieletnich jest nielegalna" ) .
                    Starsza też w tym wieku była nieogarnięta, ale przynajmniej trochę mniej dyskutowała.
                    3. Czasami nie szła do szkoły, bo się pokłóciła z najlepszą koleżanką ("aż po grób i nie będę w stanie znieść widoku tej wredoty"). Notorycznie nie odrabiała matematyki.
                    4. Mniej więcej raz na kwartał żądała oddania do domu dziecka /rodziny zastępczej/wyprowadzała się z domu .
                    Posiadanie w domu 16-latki jest znacznie łatwiejsze... smile
                    Niestety, wpadła w przesadę i teraz poucza mnie, gdzie i jak powinnam sprzątać.
                    • lily-evans01 Re: Jestem bezradna 10.05.15, 11:20
                      To ja ze wszystkich znajomych dzieci znam tylko taką jedną pannicę, która używa podobnych argumentów i straszy matkę, uważaj, policją, bo "na dzieci nie wolno krzyczeć ani zmuszać ich do sprzątania". Patrzę z lekkim przerażeniem, pani jest bardzo dumna z elokwencji swojej latorośli - a summa summarum tego wszystkiego po prostu jest za dużo, za dużo bezczelności, cwaniaczenia i stawiania się jak na jedno dziecko.
                      Aha, w życiu bym nie zostawiła dzieciaka w domu z powodu kłótni z koleżanką, prędzej nie poszłoby np. jeden raz w semestrze, bo w nawale obowiązków nie zdążyło się przygotować do jakiegoś szalonego sprawdzianu, a jest to przedmiot, nad którym trzeba posiedzieć.
                      • morekac Re: Jestem bezradna 10.05.15, 11:43
                        Widzisz, a ja jakoś nie narzekam na 16 latkę (no, czasami 😉wink, nauczyciele też nie narzekają na jej zachowanie i stosunek do obowiązków szkolnych. Nie ma jednego sposobu na wychowanie dzieci.
                        Pytania, dlaczego dzieci muszą chodzić do szkoły też były. Wytłumaczyłam dziecku, na czym polega obowiązek szkolny i czym grozi jego notoryczne nierealizowanie, znalazłam też przepis dotyczący sprzątania i innych prac domowych. Jakoś przekonałam pannę i przyjęła to do wiadomości. No, ale na słowo uwierzyć nie chciała, dyskusje z nią zawsze były wymagające, ale - jeśli już przyjmie coś do wiadomości, to się zasadniczo stosuje. Legalistka i tyle.
                        • verdana Re: Jestem bezradna 10.05.15, 12:17
                          Moje dzieci musiały chodzić do szkoły zawsze, nie było zmiłuj.
                          Ale ja mam dorosłe dzieci i teraz wiem, ze córka przez ostatnie dwa tygodnie szóstej klasy wychodziła do szkoły, ale nigdy do niej nie docierała, a syn z przyczyn taktycznych opuszczał co drugi francuski.
                          Patrząc z perspektywy czasu, oboje postępowali bardzo racjonalnie i słusznie.
                          • morekac Re: Jestem bezradna 10.05.15, 12:30
                            Popełniły niewybaczalną zbrodnię oszukiwania mamusi. Niewyobrażalne.😄
                            • verdana Re: Jestem bezradna 10.05.15, 12:45
                              Bardzo słusznie oszukiwały mamusię, co mamusia przyznaje po latach, a zapewne zmusiłaby dzieciątka do udania sie do szkoły.
                              A potem miała problemy. Wychowawcze.
                              Nie mówienie wszystkiego rodzicom bywa bezcenne dla obu stronsmile
    • tititu Re: Jestem bezradna 13.05.15, 00:08
      Moje też nie poszło do szkoły jak uważało, ze wygląda kompletnie do bani. Pierwszy raz w życiu widziałam taki płacz u fryzjera i chowanie się w kaptur. Jestem twarda ale potrafię zrozumieć człowieka. uncertain
      Niewielką róznicą w sytuacji było to, ze dziecko trochę sie przeziębiło więc i ja miałam pretekst, żeby nie wysyłac gościa do szkoły ;P
      Nie przeżywam tego jako swojej porażki wychowawczej. Raczej żałuję, że w trakcie strzyżenia nie stalam nad dzieckiem i nie pytalam co 20 sekund czy tak właśnie chce być obcięty. Przez to, że babce zaufałam, zrobiła po swojemu a nie wg. zyczenia klienta.
      Po tygodniu-dwóch dzieciak przyzwycził się do swojego wyglądu i wrócił na łono szkoly.
      • tititu Re: Jestem bezradna 13.05.15, 00:19
        Wpisz swoją odpowiedźPo tygodniu-dwóch albowiem lekkie przeziębienie ładnie rozkręciło się w chorobę, ku zadowoleniu potomka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka