Cecha hipochondrii chodzi po rodzinie...Najsilniej widoczna u teściowej z którą o niczym porozmawiać się nie da poza jej samopoczuciem i zdrowiem, i niewielki katar urasta do rangi zagrożenia życia. Z teściową mam układ bardzo dobry. Nie chodzi o analizę Jej osoby.
Mój prawie 8-letni synek cechuje się przesadną obawą o własne zdrowie. Małe zadrapanie, lekko rozcięty palec, wszelakie dolegliwości są podstawą do wielokrotnych pytań czy to na pewno nie jest jakaś poważna choroba. Zawsze tak było. Choruje jeśli chodzi o częstotliwość statystycznie, zgodnie z wiekiem.
Przy okazji zasłyszanej rozmowy o szczepieniach (wiadomości TV) zamartwia się czy na pewno jest zaszczepiony na to co trzeba, czy my jesteśmy zaszczepieni. Ostatnio po słońcu pojawiła się wysypka (jak zwykle) i kilkakrotnie musiałam zapewniać że to nic poważnego.
Nie jest to wpływ przebywania z babcią bo nie widują się bardzo często, a jak się widują to synek głównie bawi się z kuzynem. Ja z mężem nigdy nie roztrząsaliśmy chorób/dolegliwości, nie ma osoby przewlekle chorej w naszym otoczeniu. Jest to po prostu cecha charakteru i już.
Zazwyczaj przytulaliśmy, pocieszaliśmy, odwracaliśmy uwagę... Synek nie jest już taki mały. I zastanawiam się czy nie warto jakoś bardziej stanowczo zacząć reagować, żeby zrozumiał że przesadza. Jednocześnie rozumiem, że reaguje paniką bo czuje realne zagrożenie... nie chciałabym być za zimna, za szorstka.. Czuję że coś trzeba zrobić/zmienić, poprowadzić go jakoś żeby nie był w przyszłości osobą trzęsącą się nad swoimi przeziębieniami... Jestem przeciwna stawianiu mu za przykład "prawdziwe" problemy ciężko chorych dzieci czy głodujących dzieci z Afryki..
Poza tym jest radosnym, odważnym, energicznym, chłopcem uwielbiającym ruch, piłkę nożną, rower..
Potrzebuję podpowiedzi - jak teraz traktować ataki paniki/lęku przy niewielkich skaleczeniach, błahych urazach czy objawach....proszę bardzo o pomysły... Będę wdzięczna