Dziewczyny, potrzebuję rady doświadczonych mam.
Mój synek za rok ma iść do pierwszej klasy, ale już teraz robię "badania terenu" jeśli chodzi o możliwe szkoły podstawowe w naszej okolicy. Do wyboru mam 2 państwowe z mocno przeciętnymi wynikami testów 6-sto klasistów i 1 prywatną, w której poziom jest o wiele wyższy.
Państwowe to nie typowe molochy, raczej średniej wielkości, w 1 z nich dzieci chodzą na zmiany, w drugiej, wszystkie na 8. Obie, niestety, opinie mają raczej słabą, ale są najbliżej nas i synek już jako starszak mógłby sam do nich chodzić i wracać. Niestety od 12 siedzenie na świetlicy - czas nie jest dzieciom organizowany.
No i prywatna - oczywiście wizualnie super, też w odległości spacerowej, klasy - po 1 w każdym roczniku, szesnaścioro dzieci w klasie, klasy 1-3 na osobnym piętrze. Mnóstwo zajęć dodatkowych, ang 5x w tygodniu. Od 12 do 16 dzieci mają zajęcia dowolne - sami sobie wybierają (ping pong, karate, judo, plastyka, akrobatyka, hip-hop), nie ma siedzenia na świetlicy. Cały materiał realizowany jest podczas zajęć, więc nie ma zadawania pracy domowej. No, ale jest jest jedno "ale"... Może mam coś nie po kolei w głowie, ale najbardziej ukłuło mnie w oczy, to że sala gimnastyczna jest bardzo mała - nie ma w niej koszy do koszykówki, o grze w siatkówkę można zapomnieć. Czy to rzeczywiście jest problem, czy się czepiam? Gdyby nie ta sala, to pewnie już bym synka zapisała, a tak mam cień wątpliwości, czy może lepiej dać do szkoły państwowej bez indywidualnego podejścia, z bezczynnym siedzeniem na świetlicy, ale za to z wielką salą gimnastyczną, czy może do kameralnej szkoły prywatnej? Ratunku