tronu
14.02.16, 12:10
Mamy problem szkolny. 4 klasa. Piętrzące się problemy szkolne i totalna niechęć do nauki. Zarówno na codzień (prace domowe) jak i tym bardziej do sprawdzianów, które są bez przerwy. Córka nie ma żadnego ulubionego przedmiotu i niczego nie uczy się chętnie. Do tego wszystkiego radzi sobie słabo - jeśli idzie na sprawdzian bez przygotowania wraca zwykle z oceną 1 lub 2. Lekcje w szkole są nudne więc nie specjalnie się angażuje i niewiele z nich wynosi. Pracujemy bardzo dużo w donu. W zachęcanie motywowanie do nauki jest zaangażowana cała rodzina. Efekty szkolne na koniec są jakieś, ale ogromym kosztem (awantury, 100% naszego zaangażowania), ale w żadnym razie nie zmienia to jej podejścia zniechęcenie wręcz rośnie - mimo sukcesu, który np osiągnie dostajac 4 bo sie przygotowala. Stopnie są oczywiście drugorzędne no ale są jakimś tam odzwierciedleniem tej sytuacji.
Co robić w tej sytuacji? Czy utrzymać to zaangażowanie nasze motywować zachęcać mimo jej buntu i czekać aż da to efekty? Czy przeciwnie dać odczuć, że pracuje na wlasne konto, nie chcesz sie uczyc to trudno - ty poniesiesz konsekwencje. Oba modele obserwuję u koleżanek córki i nie wiem co myśleć. Dzieci są chyba za małe by umieć zrobić pożytek z tej wolności - puszczone robią co chcą zupełnie nie przejmując się skutkami. Dlatego boję się takiego podejścia.
Jeśli ktoś wie co robić w takiej sytuacji to proszę o poradę - nam kończą się pomysły.