Dodaj do ulubionych

Adopcja - trudna decyzja...

18.04.02, 11:39
Postanowiliśmy z mężem po roku nieudanych prób na własne dziecko, że
adoptujemy. Jesteśmy juz po rozmowach w ośrodku adopcyjnym. Potrzebuję kontaktu
z osobami, które same adoptowały, były dziećmi adoptowanymi lub mają jakieś
doświadczenie czy wiedzę w tym temacie.
Otoczenie, dziecko, my - wokół tego jest dużo nadziei i obaw, radości i
smutków. Nie wiemy jak sobie z tym wszystkim poradzimy i co nas tak naprawdę
czeka, ale cieszymy się na myśl, że jakiś maluszek będzie miał mamę i tatę i że
to my nimi będziemy. Proszę o kontakt każdego, kto może coś wiedzieć na temat
adopcji.
Obserwuj wątek
    • Gość: drozd Re: Adopcja - trudna decyzja... IP: *.wloclawek.sdi.tpnet.pl 18.04.02, 16:48
      Pracuję w pogotowiu opiekuńczym.Gdy patrzę na "swoje" dzieciaki ,to chciałabym
      każdemu dać dom.To bardzo dobra decyzja o adopcji.Na pewno dacie sobie radę,
      tylko miejcie cały czas kontakt z psychologiem.Na początku dziecko będzie Was
      sprawdzało ,na ile może sobie pozwolić i czy nie oddacie go wtedy z powrotem do
      domu dziecka.Pozwólcie dziecku na kontakt z rodzicami(jeżeli jest starsze i ich
      posiada).W ogóle to chyba z adoptowanym dzieckiem, człowiek jest bardziej
      przeczulony niż z własnym.Powodzenia w załatwianiu adopcji.Oby nie ciągnęła się
      zbyt długo.
    • Gość: AGA Re: Adopcja - trudna decyzja... IP: 217.153.35.* 18.04.02, 17:19
      Zapraszam na portal: www.nasz-bocian.pl
      Są to strony i forum nt. niepłodności i adopcji - większość forumowiczów to
      nadal ci walczący z niepłodnością, ale znajdziesz tam również - zwłaszcza na
      forum - odpowiednie działy poświęcone adopcji i doświdaczeniom rodziców
      adotujących. Pozdrawiam.
      • Gość: dodo Re: Adopcja - trudna decyzja... IP: 209.226.65.* 18.04.02, 17:56
        zacytuje tu, co napisalam dokladnie (nomen omen?) miesiac temu
        w dziale "kobieta" w watku "adopcja-poprzeczytaniu artykulu".
        to sa tylko uwagi ogolne, zadaj moze szczegolowe pytania - bedzie latwiej cos
        konkretnego napisac.

        Re: adopcja
        • violka+ Re: Adopcja - trudna decyzja... 19.04.02, 07:27
          Gadatliwa? O to mi właśnie chodziło, żeby ktoś mógł i chciał pogadać!
          Dzięki wszystkim za listy!
          A Tobie szczególnie i pozwól, że "pomęczę Cię" jeszcze smile
          Powiedz mi, jak zareagowało otoczenie, rodzina, bliscy, bo szczerze mówiąc u
          mnie jest dezaprobata naszej decyzji i próba odradzenia nam tej adopcji. Który
          okres wychowania jest najtrudniejszy w adopcji i jak się układały relacje
          między rodzeństwem - jakby nie było - przybranym.
          Rozumiem, że mieszkacie w Kanadzie?
          Czy jest możliwość pogadania z Tobą poza forum (mailowo...)?
          Zaglądnę tu dopiero wieczorem i cieszę się, że znalazłam pierwszą osobę, która
          ma informacje z "pierwszej ręki".
          Pozdrawiam smile))
          • Gość: anma Re: Adopcja - trudna decyzja... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.04.02, 14:02
            Czy to trudna decyzja? Bardzo. Ale wierz mi, że nigdy niczego w życiu nie
            byłam tak pewnajak tego, że warto ją podjąć! Mam tę decyzję za sobą i od
            trzech lat jestem mamą najcudowniejszego (wiem,wiem..wszystkie są
            najcudowniejsze) na świecie synka.A że czekają nas też kłopoty? A czy rodzice,
            którzy maja biologiczne dzieci są pozbawieni kłopotów z nimi? CZy biologiczne
            dzieci nie sprawiają kłopotów, wszystkie świetnie się uczą, są miłe....itd.?
            NIE! Nie masz gwarancji że jak urodzisz sama to dziecko spełni wszystkie Twoje
            oczekiwania. Dlatego wierzę, że uda mi sie wychować synka na szczęśliwego
            człowieka i tylko na tym tak naprawdę mi zależy. To czy będzie miał same
            piątki w szkole naprawdę nie jest takie ważne. A czego sie boję? Boję się czy
            uda mi sie uchronić go przed złem, przemocą, narkotykami, ale o to boją się
            wszyscy rodzice- i ci adopcyjni i ci biologiczni.
            Jeśli masz jakieś pytania, a ja będę mogła okazać się pomocna - pisz!
            (najlepiej na kamilinio@poczta.onet.pl)
            Pozdrawiam.
            • Gość: dodo Re: Adopcja - trudna decyzja... IP: 209.226.65.* 19.04.02, 17:31
              problem #1 - rodzina. rodzina blizsza i dalsza. ten problem tak naprawde
              zaczyna pojawiac sie gdy dziecko jest starsze a zwlaszcza gdy po drodze
              przytrafia ci sie wlasne dzieci. dla wielu dziadkow i cioc - twoje to twoje
              a adoptowane to adoptowane i zawsze jakos to wyjdzie. oczywiscie w najmniej
              odpowiednim momencie i potem ty musisz zbierac wszystko do kupy, bo nie chcesz
              zrywac stosunkow z rodzina a dziecku chcesz okazac, ze oni sa glupi choc niby
              chcesz zeby jakis pozytywny uklad trwal - sporo szamotania.
              problem #2 - szkola i koledzy. dzieci maja specjalna umiejetnosc wykrywania
              slabszych stron "przeciwnika" wiec potrafia dokuczyc wszelkimi mozliwymi
              haslami typu "znajda", "wlasna matka cie nie chciala" itd. trudno sie o to
              zloscic - trzeba nauczyc sie z tym zyc.
              problem #3 - wlasne dzieci. gdy sie moja corka rodzila, moj adoptowany syn mial
              6 lat. byl mocno zdegustowany, ze to jest dziewczynka i ze jest biala (moj syn
              nie jest caucasian) ale opiekowal sie nia zawsze bardzo dzielnie i do dzis sa
              najlepszymi przyjaciolmi choc bywalo bardzo niemilo gdy oboje dorastali.
              pojawialy sie rozne pytania typu "kogo kochasz bardziej" albo "czy mozemy go
              oddac z powrotem" itd. mam jeszcze najmlodszego syna, ktory przez oboje
              starszych dzieci zawsze traktowany byl jak maskotka do zabawy, co wreszcie
              powoli (ma 16 lat) zaczyna mu doskwierac i sam zaczyna wyrastac z takiej roli.
              problem #4 - on jest inny. to sie zaczyna tak naprawde dostrzegac dopiero
              w okolicach 7-8 roku zycia, gdy dziecko zaczyna pokazywac swoje cechy wrodzone,
              o ktorych nie mielismy pojecia i ktorych nie mozemy skojarzyc z niczym podobnym
              w naszych wlasnych rodzinach. wbrew pozorom to czasem bardzo przeszkadza. moja
              corka ma taki sam charakter pisma, jak moja ciotka. moj najmlodszy syn jest
              uczulony na zadlo pszczol tak samo jak moj dziadek. to sa drobiazgi, ktore
              jakos lacza nas wszystkich w rodzine. w przypadku adoptowanego dziecka
              taka "nic pajecza" - "siatka wspomnien" nie istnieje. i nie da sie jej
              zbudowac, trzeba funkcjonowac bez niej.
              problem #5 - oczekiwania. gdy sie oczekuje dziecka (swojego lub adoptowanego)
              najczesciej kazdy sobie mowi "byle tylko bylo zdrowe". to jest jednak dopiero
              poczatek. oczekiwania wobec wlasnych dzieci buduje sie na dotychczasowych
              osiagnieciach w rodzinie - dziadek skonczyl studia, mama skonczyla studia -
              naturalne jest, ze nawet nie bierzemy pod uwage, ze nasz syn czy corka studiow
              nie ukoncza. niby sie tego nie oczekuje, gdy sie jest w ciazy ale jest to po
              prostu oczywiste. i to bardzo ladnie brzmi (samej mi sie tak zdarzalo mowic),
              ze "niechby i rowy kopal byle tylko byl szczesliwy" ale to nie jest prawda. nie
              tego chcemy dla naszych dzieci. a w kazdym razie - nie tego rodzaju szczescia.
              i gdy wlasne dziecko zaczyna byc trudne w okresie dorastania, zawsze jest owa
              rodzinna przeszlosc, na ktorej mozna sie jakos tam wesprzec.gdy adoptowane
              dziecko nie chce sie uczyc i staje sie trudnym partnerem w rozmowach, czlowiek
              jest kompletnie bezradny. nie mozna sie pocieszyc, ze np. wujek jozek byl
              trudnym nastolatkiem a wyrosl na wspanialego czlowieka. jest sie samym z
              najczarniejszymi myslami.
              problem #6 - poszukiwanie tozsamosci. przychodzi moment pytan "dlaczego mnie
              nie chcieli?", "gdzie oni sa?", "czy jest jakas rodzina, ktora moglbym poznac?"
              itd. dla wielu rodzicow adopcyjnych (po 15-16-19 latach chuchania i dmuchania,
              i kochania, i traktowania jak swoje wlasne) sa to bardzo bolesnpytania. bo to
              jest kolejna rzecz, do ktorej trudno sie przyznac ale tak naprawde przez te
              lata bycia razem wiekszosc z nas (rodzicow) stara sie zbudowac wysooooki mur,
              za ktorym jest przeszlosc, o ktora niech on nie pyta. bo przeciez jest mu
              dobrze z nami, prawda? ale zapyta. i to czesto w bolesnej, nawet niegrzecznej
              formie typowej dla np. zbuntowanego nastolatka. i to nie bedzie raz. to bedzie
              wracac, jatrzyc i dla wielu rodzin stanie sie duzym cieniem w porozumieniu
              z adoptowanymy dzieckiem.
              problem #7 - niepowodzenia. kazdemu sie czasem cos nie uda ale gdy sie ma
              adoptowane dziecko trzeba sie bardzo pilnowac zeby albo nie stawiac zbyt
              wysokich, albo zbyt niskich wymagan. wiekszosc poznanych rodzicow adopcyjnych
              cierpi na te druga przypadlosc na zasadzie "on jest taki biedny, nie udalo mu
              sie, bo jest adoptowany itd." - nikt tego nie mowi glosno ale wiekszosc tak
              czuje. trzeba miec bardzo duzo samodyscypliny zeby wszystko gralo. duzo wiecej
              niz przy wlasnych dzieciach, wobec ktorych nie ma sie tego rodzaju ciagot do
              usprawiedliwiania zlych stopni w szkole czy zlego zachowania u cioci na
              imieninach.

              moja generalna rada jest taka - trzeba to zrobic na zimno. przekalkulowac sobie
              to, co sie o sobie wie. o wlasnych reakcjach na ludzkie niedoskonalosci, na
              nieprzyjemne niespodzianki, na sytuacje, w ktorych nie ma sie zadnej kontroli
              itd. przyjzyj sie najbardziej rozwydrzonym nastolatkom w autobusie i pomysl
              sobie - "to moze byc moja corka/moj syn - czy umielabym kochac i miec
              cierpliwosc dla takiego "potwora" z pryszczami i zlym humorem od rana do
              wieczora". bo to nie bedzie twoja krew z twojej krwi ani twoja kosc z twojej
              kosci - a odczujesz to naprawde, gdy taki nastolatek potraktuje cie jak
              powietrze albo odezwie sie po chamsku do twojego meza. rozne ma sie wtedy
              mysli, na ktore warto sie przygotowac.
              i nie poddawaj sie chciejstwu - jezeli ty bardzo, bardzo chcesz adoptowac a
              jednak wyczuwasz, ze np. twoj maz zrobi to, bo cie kocha ale nie jest do konca
              przekonany do tej decyzji - nie jestescie gotowi. musicie oboje wiedziec w co
              sie pakujecie, bo za duzo mozna stracic. i wzajemnie - jezeli myslisz, ze skoro
              nie mozesz miec dzieci, to powinnas adoptowac ale nie jest o tym tak do konca
              przekonana - nie poddawaj sie zadnej wewnetrznej presji.
              ludzie sie skarza, ze proces adopcyjny trwa dlugo. ja uwazam, ze powinien trwac
              co najmniej rok a moze i dwa lata zeby kazdy mial szanse jeszcze raz i jeszcze
              raz przemyslec swoja decyzje. argument, ze ludzie sie mnoza bez zastanowienia
              jest dla mnie nie do przyjecia w kontekscie adopcji. tu mamy szanse zrobic cos
              madrze i rozsadnie wiec nie nalezy sie spieszyc.
              upisalam sie za wszystkie czasy. jak chcesz wiecej, bede kontynuowac.
              • Gość: Jola Re: Adopcja - trudna decyzja... IP: *.chello.pl 19.04.02, 20:45
                Dodo. Ja nie jestem gadatliwa, więc powiem krótko: PODZIWIAM CIĘ I ZAZDROSZCZĘ
                TAKIEJ ZYCIOWEJ MĄDROŚCI. Z całego serca pozdrawiam.
                • Gość: mamusia Re: Adopcja - trudna decyzja... IP: *.proxy.aol.com 19.04.02, 22:22
                  zgadza sie w zupelnosci, tylko zeby sie dodo upisala do nieprzytomnosci to nie
                  zaszczepi mlodej matce 20 (?) lat doswiadczenia.
                  zajrzalam tu bo moja ciocia adoptowala moja kuzynke - i nigdy jej o tym nie
                  powiedziala. kuzynke jakies aluzje otoczenia/lub fakty pewnie od lat draza,
                  ciotka teraz sie boi - stosunki rodzinne obu sa dramatyczne. mam nadzieje ze
                  obecnie rodzice adopcyjni sa jakos monitorowani rowniez po akcie prawnym.
              • violka+ Re: Adopcja - trudna decyzja... 20.04.02, 09:13
                Swoim "upisaniem się" bardzo nam pomagasz! Widzę po tych dwóch listach, że masz
                dużą wiedzę z zakresu psychologii i wychowania dziecka. To chyba nie samo
                doświadczenie..., czy wspierałaś się na literaturze, pomocy pschylogów,
                pedagogów czy coś takiego? Przydałoby nam się dowiedzieć jak najwięcej, ale
                myślę że poradniki dotyczące samego wychowania dziecka to za mało. Tu problem
                jest bardziej złożony - tak jak piszesz - pojawią się problematyczne pytania,
                sytuacje, reakcje otoczenia. W pierwszym liście pisałaś, że korzystaliście z
                pomocy odpowiednich instytucji, psychologów. Jak to wyglądało? Czy poleciłabyś
                jakieś poradniki?
                Myślę, że musimy mieć mocne podstawy, żeby napotykane w przyszłości przeszkody
                nie przygniotły nas swym ciężarem.
                Te problemy, które wymieniłaś pojawią się i my o tym wiemy. Na pewno będą
                zmagania, dlatego chcemy się do tego przygotować najlepiej jak możemy.
                Adopcja w Polsce to nadal temat nieoswojony. Ludzie rozczulają się oglądając
                dokumentalne historie o adopcji w telewizji, podziwiają "gest" roniąc łezkę.
                Ale już taka sama historia jeśli pojawi się w rodzinie czy po sąsiedzku,
                stanowi dziwaczne zjawisko i powód do dociekań, niezdrowego zainteresowania
                oraz wścibskich pytań.
                Pierwsza rzecz, jaka na nas spadnie z chwilą pojawienia się u nas adoptowanego
                dziecka, to przekonanie otoczenia o niemożności posiadania przez nas własnych
                dzieci - w formie politowań czy dociekań. Stopień zainteresowania znajomych
                naszym problemem (bo na pewno dopatrzą się w tym PROBLEMU) będzie zależał od
                stopnia ich dobrego wychowania.
                Dojdzie też na pierwszy rzut ciekawość znajomych - jak to dziecko wygląda...
                Nie da się chyba z tym walczyć, ale jak przejść w miarę normalnie - bez szkody
                dla dziecka i sensacji w rodzinie (tego drugiego chyba i tak nie unikniemy...)
                Chciałabym mieć coś z dobrego pedagoga, psychologa itd. żeby czuć się pewniej,
                jak układać zdrowe relacje zarówno z dzieckiem jak i naszym bliskim otoczeniem.

                Bardzo zależy mi na dzieleniu się Twoim doświadczeniem i przemyśleniami, cieszę
                się że możesz pisać i nie żałujesz klawiatury smile))
                Każdy problem jaki poruszysz na temat adopcji będzie cenną informacją.
                Pozdrawiam i czekam na c.d.
              • spulka Re: Adopcja - trudna decyzja... 20.04.02, 11:11
                Ja też dziękuję Ci Dodo za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Są one dla
                mnie bardzo cenne, bo sama myślę o adopcji. W chwili obecnej najważniejsze jest
                dla mnie, by i mój mąż dojrzał do tej decyzji. Niestety usłyszałam to, co
                napisałaś: "Zrobię to tylko dla Ciebie". Nie chcę do niczego zmuszać mojego
                męża, ale nie chcę też zrezygnować z rodzicielstwa. Bardzo pragnę dziecka.
                Niestety jak dotąd nie doczekaliśmy się własnego potomka. Mąż nie chce zgodzić
                się na dalsze leczenie. Ja zresztą też jestem już tym zmęczona. Poza tym nie
                stać nas na zapłodnienie pozaustrojowe in vitro. Dlatego pomyślałam o
                adoptowaniu dziecka.
                To są dla mnie bardzo trudne chwile. Wiem, że decyzja o adopcji powinna być
                obopólna. Gdy uprę się przy dziecku postawię nasze małżeństwo przed poważną
                próbą, gdy zrezygnuję z macierzyństwa... nie wiem czy będę potrafiła z tym
                beztrosko żyć...
                • Gość: dodo Re: Adopcja - trudna decyzja... IP: *.sympatico.ca 21.04.02, 23:35
                  bardzo dziekuje za mile slowa. nie jestem psychologiem. moje
                  obserwacje i wnioski wynikaja z doswiadczen, obserwacji i rozmow.
                  nie wiem jak to jest w polsce ale naprawde warto spotykac sie z
                  ludzmi, ktorzy juz adoptowali dzieci lub to planuja.
                  wiem, ze np. w kanadzie niektore agencje posredniczace w adopcji
                  zagranicznej (glownie z chin) organizuja przedwyjazdowe spotkania
                  dla przyszlych rodzicow zeby mogli sie poznac i pogadac a potem co
                  jakis czas zapraszaja ich na kolejne spotkania juz z dziecmi. to naprawde
                  pomaga zwlaszcza jesli ma sie problemy z rodzina lub samemu
                  doswiadcza jakichs watpliwosci "po".
                  jesli chodzi o mojego syna, to przyjazd do kanady byl dla niego
                  wielkim szokiem kulturowym, ktory zbiegl sie z poczatkiem okresu
                  dojrzewania. wszystko to razem sie nalozylo i bylo... trudno nam
                  wszystkim. jak wspominalam, pomogla nam bardzo szkola jak rowniez
                  przychodnie psychologiczne polecone przez psychologa szkolnego
                  (nie wiem jak to przetlumaczyc - school counsellor). przeszukalam tez
                  caly internet i znalazlam kilka roznych organizacji dzialajacych w
                  kanadzie - z dwoma wciaz mam kontakt.
                  moj maz jest pediatra i ten jego zawod rowniez byl zrodlem kolejnych
                  kontaktow z ludzmi lub organizacjami polecanymi przez jego
                  kolegow lekarzy i psychologow ze szpitala.
                  ogolnie moge powiedziec, ze nie ma sie czego wstydzic - kwestia
                  adopcji nie jest niczym do ukrywania czy zatajania. im bardziej sami
                  bedziecie sie czuc wygodnie w roli rodzicow adopcyjnych, tym latwiej
                  znajdziecie pomoc i zrozumienie w otoczeniu.
                  coz, tak sie zdarza ze nie kazdy moze miec wlasne dziecko (my zreszta
                  przezylismy wielkie zaskoczenie, gdy w jakims momencie okazalo sie,
                  ze jednak mozemy), decyzja o adopcji jest poczatkowo jakims
                  kompromisem z natura, czyms w rodzaju "zamiast" ale tak jest tylko na
                  poczatku. pozniej po prostu jest codziennosc z malym czlowiekiem,
                  ktory rosnie obok i jest czescia naszego zycia. dlatego bardzo was
                  zachecam do rozmawiania o waszych planach z rodzina, do wywlekania
                  wszystkich watpliwosci i zahamowan juz teraz. to nie jest tak, ze jesli
                  sie o czyms nie mowi, to to nie istnieje, wrecz przeciwnie - milczenie
                  bywa niebezpieczne, bo najczesciej konczy sie spontanicznym
                  wybuchem raniacym wszystkich zainteresowanych.
                  jesli wyczuwacie, ze czesc rodziny lub znajomych moze was traktowac
                  jak interesujace obiekty do obserwacji, poruszcie te kwestie juz teraz.
                  zakladam, ze nie macie do czynienia z ludzmi z gruntu zlymi lub glupimi
                  - wiele zachowan wynika czesto z niewiedzy, leku lub... zazdrosci.
                  jestem pewna, ze mozecie spotkac sie ze zwierzeniami tych, ktorzy
                  zawsze o tym mysleli ale jakos tak wyszlo...
                  chec posiadania dziecka to jest bardzo wielka sila. ale jak kazda sila
                  moze i niszczyc, i budowac.
                  nie obejdzie sie bez bolesnego patrzenia w lustro i wypunktowywania
                  sobie "do jakiego domu przyniose tego obcego czlowieczka" - czy do
                  domu, w ktorym bedzie mogl sie czuc bezpiecznie i spokojnie
                  niezaleznie od tego, co sam ma w swoim "bagazu"? czy do domu, w
                  ktorym juz teraz nie wszyscy sa pewni, czy go naprawde chca i czy sa
                  gotowi chciec go przez nastepnych 20-25-100 lat?
                  od czerwca moj syn zamieszka ze swoja dziewczyna w condominium,
                  ktore sobie we dwoje kupili. juz teraz zaczal powoli pakowac swoje
                  ksiazki, ubrania zimowe itd. moje baby idzie w swiat - nawet jak to
                  pisze to mam lzy w oczach, bo wciaz pamietam te 24 lata, ktore minely
                  - kazdy kolejny rok, kazdy krok... eh, rozczulilam sie - ide zobaczyc
                  jak moja trojka przygotowuje piwnice na impreze urodzinowa
                  najmlodszego, ktory w przyszly weekend zaprosi grupe swoich
                  kolegow i my wszyscy wyniesiemy sie z domu. to dopiero jest
                  dramatyczna sytuacja smile
                  • violka+ Re: Adopcja - trudna decyzja... 22.04.02, 08:25
                    Dzięki, dzięki za listy - wszystkie.
                    Dodo to mnie zawsze końcówką listu rozbawi na całego...
                    Mam nadzieję, że nie wyczerpałaś jeszcze tematów i się odezwiesz smile
                    Nie ma dnia, żebym nie myślała o tej adopcji i nie rozważała jej słuszności.
                    Pewność i zwątpienia mieszają się, ale jakoś tak zawsze zwycięża poczucie
                    słuszności decyzji. Jakby mnie jakaś siła do tego pchała...

                    Zastanawiam się czy niańka jest dobrym rozwiązaniem, bo dziecko prawdopodobnie
                    będzie małe, a my chcemy oboje pracować. Żłobka boję się jak diabeł święconej
                    wody! A na przedszkole będzie jeszcze za małe.
                    I tak sobie rozważam (już teraz) jak tu dobrą niańkę znaleźć...
                    Myślę też jak "uświadomić" otoczenie. Bo z doświadczenia wiem, że im mniej
                    ludzie wiedzą o moim życiu tym lepiej. Szczerość i otwartość w tym brutalnym
                    świecie niestety niepopłaca, przyjdzie czas i człowiek żałuje że "się z czymś
                    wygadał". Ale ten przypadek jest szczególny, więc nie wiem co i ile można
                    powiedzieć ludziom i w jaki sposób?
                    Nie chcę przy dziecku np. tłumaczyć komuś napotkanemu akurat na ulicy - skąd je
                    mam, albo - czyj to chłopczyk...? Bo nie jestem w stanie wszystkich uprzedzić.
                    Trudna sprawa, muszę przemyśleć ewentualne sytuacje i wymyśleć rozwiązania.

                    Co do listu Spulki:
                    myślę, że mąż nie powinien tego robić tylko ze względu na Ciebie, bo dziecko to
                    kiedyś odczuje - że Ty je chciałaś, a Twój mąż jedynie nie stawiał sprzeciwu.
                    Pogadajcie, jak on widzi waszą przyszłość, czy na pewno woli być tylko z Tobą
                    bez dzieci do końca życia, bo może i taką wersję uważa za słuszną. Może daj mu
                    czas bez naciskania. Może podrzuć mu jakieś listy z forum, gdzie ludzie podjęli
                    taką decyzję i co się z tym naprawdę wiąże.
                    Może ma obawy, które dałoby się rozwiać...
                    trzeba rozmawiać, dużo rozmawiać bo to trudna i ważna decyzja.
                    Jeśli powiesz mu, że tylko w ten sposób będziesz szcześliwa to on kochając cię
                    zgodzi się, ale nigdy nie dowiesz się, na ile był gotów na tą decyzję a na ile
                    do niej przymuszony.

                    Może jeszcze ktoś się odezwie w tym temacie...?
                    • spulka Re: Adopcja - trudna decyzja... 23.04.02, 08:14
                      Dzięki Violu za rady. Staram się rozmawiać z mężem, ale w tym też muszę
                      zachować umiar, żeby nie czuł się przyciśnięty do muru.
                      Szukasz ludzi zainteresowanych adopcją a czy byłaś już na stronie www.nasz-
                      bocian.pl?
                      A czytałaś "Wieżę z klocków"?
                      Aśka
                      • violka+ Re: Adopcja - trudna decyzja... 24.04.02, 13:14
                        Na tej stronie byłam, ale jako� nic nie znalazłam, nie mogę się tam połapać a
                        nie mam zbyt dużo czasu na poszukiwania.
                        A tę ksišżkę można kupić w księgarniach?
                        Ciekawe czy odezwie się kto� kto sam był adoptowany...
                        • spulka Re: Adopcja - trudna decyzja... 24.04.02, 22:16
                          Książkę można zamówić w sklepie internetowym www.mediarodzina.com.pl
                    • Gość: Kami Re: Adopcja - trudna decyzja... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.02, 20:56
                      Nie chcę nic narzucać ale myślę że niania to bardzo kiepski pomysł. Między
                      dzieckiem a Tobą musi nawiązać się jakaś więź. Dziecko nie zrozumie że jesteś
                      mamą, ale nigdy Cię nie ma bo jesteś w pracy. Dla niego mamą będzie właśnie
                      niania. Adopcja jest trudna i tę więż trzeba starać się budować jak
                      najwcześniej. Dla takiej dzidzi pierwsze miesiące są bardzo trudne, musi poczuć
                      się bezpiecznie, mieć stałego opiekuna. Sama jestem adopcyjną mamą, moja
                      córeczka ma 6 miesięcy. Gdy zabrałam ją do domu miała 2 i była tak znerwicowana
                      że całe noce rzucała się w łóżeczku i biła rękami po twarzy - u niemowląt tak
                      objawia się brak poczucia bezpieczeństwa. Teraz śpi bardzo spokojnie, jest
                      bardzo radosnym dzieckiem a ja jestem bardzo szczęśliwa.
                      Myślę że adopcji nie trzeba się bać, może jest trochę inaczej ale też
                      wspaniale, może będą kłopoty ale kto nie ma kłopotów z dziećmi. Ja jestem
                      spokojna - co będzie to będzie, wiem że kocham moją córeczkę nad życie i jeśli
                      będą kłopoty to jakoś sobie z nimi będziemy radzić chcę tylko zrobić wszystko
                      co mogę żeby była szczęśliwa.
                      Powinnaś się tylko upewnić czy na pewno tego chcesz, adopcja to nie może być
                      środek zastępczy. Musisz być przekonana że są 2 drogi aby zostać mamą i żadna z
                      nich nie jest lepsza ani gorsza. Jesli będziesz czuła jakiś niedosyt to w
                      pewnym momencie sobie z tym nie poradzisz. Pomyśl że dziecko to największy dar
                      i każde zasługuje na taką samą miłość - nie ma "gorszych" dzieci.
                      Pozdrowienia
                      • Gość: Aśka Re: Adopcja - trudna decyzja... IP: *.pai.net.pl / 10.7.1.* 21.09.02, 23:03
                        Kami zgadzam się z Tobą w zupełności. Tym bardziej, że sama niedługo zostanę
                        adopcyjną mamą smile
                        Podobnie jak Ty uważam nie ma "gorszych" dzieci. Jednak obie doskonale zdajemy
                        sobie sprawę, że większość ludzi myśli inaczej. Taki nasz polski stereotyp.
    • ewencja Re: Adopcja - trudna decyzja... 24.09.02, 17:38
      Hej!!!
      Jest to bardzo trudna decyzja, ale popatrz jakie to piękne, uratujesz życie
      jakiemuś maluszkowi. A ja przepraszam za pytanie czy może myśleliście o
      dziecku niepełnosprawnym?
      Przepraszam może nie powinnam oto pytać...
      Mogę tylko tyle powiedzieć, że będzie dużo pracy, bo te dzieci są chore,
      okaleczone w pewnym stopniu, potrzebują dużo ciepła, miłości, zrozumienia...
      Pozdrawia ciepło i życzę powodzenia
      Ewa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka