Nie wiem za bardzo, jak sobie radzić z pewną przyjaźnią mojego dziecka. Mój syn ma rocznikowo lat 8, kolega, rocznikowo 11 (chodzi do klasy 3, ze względu na fakt, iż rodzice posłali go o rok niżej do klasy po powrocie zza granicy). Mieszkamy obok siebie, i siłą rzeczy, moje dziecko z kolegą widzi się, i bawi, właściwie codziennie i do wieczora. Kolega nie ma innych kolegów - m.in. dlatego, ze prawie rok temu dopiero wrócił do Polski, dwa - tam, gdzie mieszkamy, nie ma jego kolegów z klasy, ani też za dużo dzieci w wieku owego kolegi. No i moje dziecko stało się najlepszym, i właściwie jedynym przyjacielem przyjacielem/kolegą, z którym tamten się bawi. Ew. bawi się jeszcze, z rzadka pojawiającymi się, rówieśnikami - kolegami mojego syna, ew. ze sporadycznie pojawiającymi się innymi dziećmi (rzadko).
Problemem jest fakt, że spędzają ze sobą (za) dużo czasu. Mój syn trzy razy w tygodniu chodzi a na zajęcia dodatkowe (zajęcia sportowe - wybrane przez siebie, lubiane, bardzo chce na nie chodzić. A kolega na żadne zajęcia chodzić nie chce, ma nadmiar czasu, i usilnie stara się namówić moje dziecko, aby rzuciło zajęcia dodatkowe i spędzało z nim cały czas. Nadmienię, że raz w tygodniu, na jedne zajęcia, ten kolega chodzi z nami, tj. zabieram go z moim dzieckiem. Dzieci do siebie chodzą, bawią się na polu, przesiadują w domu...no słowem, są ze sobą bardzo często

Doszło już do sytuacji, że przed zajęciami dodatkowymi, moje dziecko, namówione przez kolegę (obaj wiedzieli, ze mają się bawić niedaleko) po prostu gdzieś sobie poszli dokładnie w tym czasie, gdy moje dziecko miało jechać. Mam podejrzenie, że kolega celowo namówił syna

Nie raz słyszałam, syn też wspominał, że kolega nie jest zadowolony z wyjazdów mojego dziecka na zajęcia dodatkowe.
Coraz bardziej wkurza mnie i męża ta sytuacja, nie bardzo wiemy, jak to wszystko poukładać. Jesteśmy właściwie zależni od kolegi, bo moje dziecko w weekendy też chce spędzać z nim czas, a rodzice kolegi, z nami zaprzyjaźnieni, też by chcieli, bo dla nich jest to także wygodne - ich dziecko ma towarzystwo, a oni spokój. Chociaż bardzo lubię rodziców kolegi, nie jestem w stanie nie zauważyć, że wychowują dziecko baaaaardzo na luzie, właściwie robi co chce, gra w co chce (gry - strzelanki, zabijanki, dla dużo starszych dzieci), dzieciak ma też sporo pieniędzy od ojca i dziadków zza granicy, które codziennie przepuszcza na fast foody, chipsy i colę - a moje dziecko chce tak samo...Zachowanie też ma baaaardzo lajtowe, nie chce mi się pisać o wszystkim, ale serio się zastanawiam, czy jestem sztywniarą z kijem w... że mi niestety sytuacja zaczyna po prostu przeszkadzać?
Nie wiem, jak mam im ograniczyć czas spędzany wspólnie, syn kończy lekcje bardzo wcześnie (1 klasa SP), chodzi na świetlicę, ale nie mam serca trzymać go tam przez 3 godziny, jak ma 3 godziny lekcji, a później jeszcze 3 godziny na świetlicy...