Dodaj do ulubionych

oddam dziecko na wychowanie

24.11.04, 10:40
ten tytul to zart, ale... przyznam sie,ze nie raz mialam takie mysli, nie mam
juz cierpliwosci ani sily, coraz czesciej zachowanie syna budzi we mnie gniew
i wstyd sie przyznac ale wczoraj przez moment poczulam do niego nienawisc.
Nie potrafie go wychowac, nie umiem wplynac na niego, on nie traktuje chyba
mnie powaznie skoro moje krzyki puszcza mimo uszu po czym robi dokladnie to
samo czyli NIC!!! Lekcje- matematyka- robimy razem, jak mu wytlumacze to niby
rozumie i umie rozwiazac zadanie , jak tylko odejde zaraz popelnia smieszne
bledy tlumaczac sie, ze nie zauwazyl...do niczego sie nie przyklada, zeszyty
pobazgrolone, pismo tragiczne, wszystko jest zrobione byle jak i on zdaje
sobie z tego sprawe ale wg niego nie ma sensu sie starac i tak jakos to
bedzie. Caly weekend potrafi "przebimbac" zeby o 19.00 w niedziele zasiasc do
lekcji z placzem, ze tyle tego jest i sobie nie poradzi. Lekture "czyta" juz
trzeci tydzien, stwierdzil, ze ta ksiazka jest "porypana" i przeczytal tylko
jeden rozdzial (ksiazka "klamczucha" rzeczywiscie jest bardziej dla
dziewczynek), jak bedzie zblizal sie termin to uslysze :mamo, pomoz,
przeczytaj mi, bo ja nie dam rady, a ja MAM JUZ TEGO DOSYC!!! I jego
zainteresowan typu gierki-strzelanki, glupie filmiki w necie z serii
animowanej dla przyszlych mordercow (nie wiem jak one sie nazywaja, w
zartobliwy sposob pokazuja mordowanie zwierzakow itp.) ale on w
rzeczywistosci bardzo kocha zwierzeta, wiem, bo mamy cale stado w domu i sie
nimi dobrze opiekuje okazujac milosc i zainteresowanie. W tej chwili na topie
jest marichuana, rysuje listki, zasiega informacji na jej temat. Mam
wrazenie, ze on zyje w jakims swoim swiecie. Mam przeczucie, ze wyrosnie na
chuligana- co powinnam zrobic??? Chcialam isc do psychologa, dzwonilam, mily
pan powiedzial , ze najpierw trzeba zrobic porzadek w moim malzenstwie, ze to
stad wywodza sie problemy, klopot w tym, ze ja dla swojego malzenstwa nie
widze ratunku (przemoc psychiczna w stosunku do mnie i dzieci, szczegolnie
wlasnie do Tego syna). Poza tym koszt wizyty 70zl za godzine zwazywszy na to,
ze terapia ma byc dlugotrwala przerasta moje skromne mozliwosci finansowe a
maz na "takie glupoty" nie da mi pieniedzy.Mam tez corke, jest starsza od
syna o kilka lat, z nia moj syn tez ma ciagle na pienku, zreszta tak naprawde
to on ma ze wszystkimi, wlacznie z babcia. Wiecznie nic mu sie nie chce, zero
obowiazkow, brak jakiejkolwiek systematycznosci, wieczny balagan nie tylko w
swoim pokoju ale np. rzuca kurtke, spodnie, bluze tam gdzie stoi, mozna mu
100 razy powtarzac aby powiesil na miejsce to w koncu zrobi to z
nieszczesliwa mina ale tylko ten jeden jedyny raz... On w srodku nie jest
zly, on jakby robil na przekor wszystkim, przeklina, beka i na zwrocona uwage
twierdzi, ze to nic takiego, bo nie slyszalam, co jego koledzy wyprawiaja. Po
kolejnych moich wrzaskach na temat marichuany (chcial zakladac strone
internetowa poswiecona temu tematowi) stwierdzil, ze powinnam sie cieszyc, bo
on tylko narkotykami sie interesuje a jego koledzy to jeszcze porno ogladaja!
No tak , w sumie to powinnam byc szczesliwa.... Prosze, poradzcie, bylam juz
na pogadance wraz z mezem w szkole z psychologiem i wychowawca. Stwierdzili,
ze syn jest inteligentny, w szkole bardzo grzeczny i ze potrzebuje
stanowczosci i mocnej reki (ku uciesze mojego meza, ktory wyprowadzony z
rownowagi wyzywa syna od gnoi)i ze klaps od ojca jest tu jednym z
wazniejszych lekarstw w terapii, a ja nie powinnam sie wtracac, bo ojciec
krzywdy dziecku nie zrobi... Syn potrafi swoim chamstwem i zlosliwoscia
wyprowadzic wszystkich domownikow z rownowagi, mnie wczoraj tez,
stwierdzajac, ze powie wszystkim, ze zatrudniam na "czarno" nianie do dziecka
(znajoma przychodzi raz, dwa razy w tygodniu i za oplata bawi sie z moim
najmlodszym synkiem abym mogla w tym czasie ogarnac dom i zrobic pranie).
Powiedzial to z tak zlosliwym usmiechem, ze obudzil we mnie najgorsze
uczucia, powiedzialam mu, ze natychmiast ma isc do lozka i o dziwo
posluchal!!! Kocham Go ale nie daje rady, naprawde myslalam o tym, ze chyba
lepiej byloby dla niego gdybym poslala go na przyklad do szkoly z internatem,
gdyby przy sobie nie mial kochanej mamusi, ktora i jedzonko pod nosek poda,
ubranka wypierze i lekcje zrobi. Moze ktos umialby go wychowac i moze wtedy
wyroslby na porzadnego czlowieka, boje sie, ze go zmarnuje... Gdzies w glebi
duszy czuje, ze on potrzebuje autorytetu meskiego, ktorego w domu nie ma,
maz "olewa" nas wszystkich, corki sie nie czepia ale tez i nie chwali za tak
super wyniki w nauce traktuje to jako normalnosc, natomiast zauwaza tylko zle
rzeczy, w wyniku czego synowi ciagle sie obrywa, a w tej chwili to oni obaj
nie przebieraja w slowach (przyklad: syn wczoraj niechcaco nadepnal na
zabawke mlodszego brata, zabawka pekla, maz nie przyjal tlumaczenia, ze to
bylo niechcaco, wyzwal syna od gnoi, ze go zaraz kopnie w d... ze jest
tchorzem i klamczuchem skoro sie nie chce przyznac, syn wyzwal ojca od
debili, stwierdzil, ze chetnie by go zabil i asekurujac sie przed grozba
przemocy od ojca uciekl na dwor na bosaka i w koszulce....)Co mialam robic,
poszlam po dzieciaka zaplakanego i stojacego na mrozie... Nie moglam inaczej
ale on (syn) w tej sytuacji wie, ze zawsze moze na mnie liczyc, ze zawsze go
obronie i dlatego tez w innych sytuacjach wykorzystuje to wiedzac, ze z mama
zawsze mozna sie dogadac i mama bedzie mu poblazac. Jestem zalamana, nie mam
pojecia jak z tego wybrnac, jak mam pomoc swojemu synowi, ktorego tak bardzo
kocham. Kolejny paradoks: szczegolnie dla niego (syna) czuje , ze powinnam
rozejsc sie z mezem i wlasnie dla niego czuje, ze powinnam zostac z mezem
wiedzac jak on bardzo ojca kocha, na najdrobniejszy czuly ojcowski gest (jest
ich naprawde niewiele, moze kilka w ciagu miesiaca) reaguje jak pies,
szczesliwy, ze Pan raczyl go zauwazyc i nawet nie pochwalic, bo to sie raczej
nie zdarza tylko np. zagadac dobrym slowem,doslownie, widze to w jego
oczach... CO ROBIC??!!
Obserwuj wątek
    • konkursowe Re: oddam dziecko na wychowanie 24.11.04, 14:52
      bardzo ci wspolczuje, szarpiesz sie miedzy ojcem i synem i nic nie mozesz
      poradzic.
      Porozmawiaj z mezem uswiadom mu, co robi i tobie i dzieciom, prosto, klarownie
      i bez emocji ( moze napisz sobie najpierw tak bedzie latwiej) daj mu troche
      czasu i zaznacz ze jesli sie nie zmieni to musicie sie rozstac, bo zyc tak
      dalej nie powinnas i ze wzgledu na siebie i na dzieci.
      Z synem rozmawiaj, mow mu co czujesz gdy cie nie slucha, dzieciaki zapominaja,
      ze matka tez czlowiek i to nie zawsze doskonaly. Robcie cos razem, cos co on
      zaproponuje i lubi, powoli , powolutku wejdz w jego swiat, i znajdz mu jakies
      zajecia po za domem, niech tam sie wyzyje ( moze sport np. karate jest super,
      trener staje sie silnym autorytetem, a zasady sa klarowne i duzy nacisk na
      samodoskonalenie). Pamietaj, jesli tobie jest zle to i w domu dobrze nie bedzie
      trzymaj sie cieplo
    • beata2005 Re: oddam dziecko na wychowanie 29.11.04, 09:57
      Droga Magdo,

      pierwszy raz jestem na tym forum dziecko starsze, przeczytałam Twój post. Boże,
      jak ja Ciebie rozumiem. Mam podobne problemy, a może i większe. W wieku 20 lat
      urodziłam dziecko-synka, niestety jego tatuś zginał tragicznie, gdy byłam w 3
      m-cu ciąży. Więc całą niemalże ciążę przeszłam sama w smutku, miałam od samego
      początku świadomość, że moje dziecko nie pozna swojego ojca...Na szczęście obok
      siebie miałam całą rodzinę, równiez rodzinę ojca dziecka, która przez całą ciążę
      opiekowała się mną.
      Mój synek mas obecnie 14 lat, od samego początku był traktowany ulgowo, z tego
      względu, że tak biedny, że bez taty. Miał i ma prawie wszystko co chce. Jest
      bardzo dobrze ułożony w stosunku do obcych. Co do mnie – owszem kochający, ale
      też i tyran. Interesują go tylko gry komputerowe i nic więcej, żadne propozycje
      innych zajęć. A jeśli ma karę i zabronię mu grać, odmawia jedzenia. Niejadkiem
      jest już od ok. 13 lat(liczne wizyty u lekarzy itp. Po czasie wydaje mi się, ze
      to manipulacja, szantaż emocjonalny w stosunku do mojej osoby).
      Szesć lat temu wyszłam za mąż, mąż we mnie jest mocno zakochany i nie może
      patrzeć co ze mną wyczynia mój syn, nie może również zaakceptować mój brak
      konsekwencji w stosunku do dziecka. Zaczęły się awantury miedzy nim a moim
      synem, oczywiście ja uczestniczę w nich i jestem za synem, bo mi go szkoda, że
      nie ma prawdziwego ojca…
      Za 4 miesiące urodzę drugie dziecko, jesteśmy z męzem szczęśliwi, syn również
      się cieszy. I wszystko jest pięknie, dopóki nie poprosimy go o coś np. o
      wyrzucenie śmieci (jeden jedyny obowiązek). Wtedy zaczyna się buntować, ze nie
      teraz, że później. Grałby non stop na komputerze, zaniedbuje lekcje. Sprawdzam
      mu zeszyty, czy ma wszystko co potrzebne jest w plecaku, budzę go do szkoły,
      proszę by wstał, denerwuję się, ze spóźni się do szkoły, albo, ze zapomni cos.
      Jest przyzwyczajony do ciągłego wyręczania go. Teraz mam mniej siły, to już
      połowa ciąży. A nie chcę by mąż widział, że robię cos za syna, co on powinien
      sam robić. Boje się, że jak przestanę pilnować jego spraw, on opuści się w nauce.

      Ostatnio bardzo się denerwuję, mam straszny żal do syna, płaczę przez niego i on
      to widzi.
      Wiem, ze to chora sytuacja, proszę również i ja o poradę.

      beata

      • gosza26 jakbym czytała o sobie choć może nie dokońca.. 29.11.04, 13:15
        W naszym domu stuacja jest równiez skomplikowana, ale postanowiłam napisac, bo
        czytająć Wasze historie to jakbym czytała o naszym 14-latku. Własciwie to
        podobieństwem do Was jest tylko to że ma 14 lat i podony stosunek do szkoły i
        chyba trudne przejścia związane ze światem dorosłych. Ale pokolei ,żeby nie
        namieszac...

        rumikub
        Ja jestem Macocha dla chłopca, ale właściwe nic mnie nie rózni od mamy
        zastępczej ze wszystkim obowiązkami i przywilejami. Matka chłopca zyje ale to
        osob o dosyć toksycznym charkaterze która wielokrotnie podwazyła swój autoryet
        rodzica. Młody dorastał w dosyc chorej atmosferze(matak wyprowdziła sie do
        mężczyzny z którym wiele lat miała romans). Ponadto chłpak zawsze był
        nadpobudliwy(choc nie stwierdzono u niego adhd). Z ojcem dziecka poznałam sie 4
        lata temu.

        Początki były, co tu duzo mówić bardzo ciężkie, ojciec miałą nieustające
        kłopoty finansowe(wywołane oszustwami matki dziecka), ponadto wielokrotnie
        będąc sam był nachodzony przez policję i wierzycieli, którzy szukali kobiety.

        Dla mnie zrozumiałąe było to że dziecko sprawia kłopot wychowawcze, ponieważ
        spędzałąm z nim duzo czasu poznałam dosyc dobrze jego mozliwości. Miał również
        kłopoty z jeedzeniem. Miał kilka wybranych potraw, które ojciec mu
        przygotowywał. Powoli aczkolwiek konsekwentnie uczyłam go jeść wszystkiego,
        zachowywac sie odpowiednio w miejscach publicznych, no i przede wszystkim
        obowiązków szkolnych.

        Dzisj po 4 latach efekty są zadziwiające, nie ma kłopotu z jedzeniem i z tym
        jak sie zachowuje. natomiast olbrzymi kłopot sprawia mu szkoła. Ja sie
        denerwuję bo latem na testach dyslektycznych okazała sie że sposób myslenia
        logicznego jest u niego wyższa niz przeciętna, ale jgo zachowanie i wyniki w
        szkole pozostaje wiele do zyczenia...

        Pewnie nie unikniemy wiyty u psychologa. Te kilka które jest za nami przyniosły
        wymierne skutki, więc może w sprawach szkoły coś z tego wyjdzie.

        Poza tym nie mam z nim kłopotu, tzn akceptuje mnie i w domu podporządkowuje sie
        do tego co zostaje ustalone. Natomiast szkoła ech...

        Ostatnio poszłam do szkoły i powiedziałam że jesli Młody sie spóznia tzn ze
        robi to celowo i absolutnie nie nalezy mu pobłażać, ponieważ ciężką sytuacje(i
        materialna i prawna, i rodzinna) mamay już za sobą i absolutnie nie należy sie
        nabirać na jego numery. Nie wytrzymałam, jak mu obiecałam tak
        zrobiłam...Poprostu nie ma powodu żeby go w szczególny sposób traktować...

        Przykład..ortografia..miał zadatki na dysletktyka, po 3 miesiącach codzinnych
        dyktand potrafi nie zrobić ani jednego błedu...

        To tyle gdyby któras z pań chciała porozmawiać to moje gg 4909591
        • linka9 Re: jakbym czytała o sobie choć może nie dokońca. 29.11.04, 15:26
          Obawiam się, że oprócz współczucia, niewiele nasze wypowiedzi realnie Ci
          pomogą. Problem jest na tyle złożony, że mając słabą psychikę lub będąc na
          skraju wytrzymania, nie da się naprawić skutecznie wszystkiego od podstaw na
          podstawie kilku przeczytanych zdań, a takich zmian potrzeba chyba u Was. Na
          początek proponuję lektury, dużo, dużo czytania i pracę najpierw nad sobą.
          Mając dużo szczęścia można trafić na dobrego psychologa w ramach bezpłatnej
          pomocy medycznej, który odpowiednio pokieruje. Może uda się również stworzyć
          niejaką grupę wsparcia? Natomiast juz od dziś możesz starać się być bardziej
          konsekwenta. Mniej krzyczeć i kontrolować osiągnięcia szkolne syna, a bardziej
          wymagać przestrzegania pewnych reguł, narzucić konkretne zasady, stworzyć
          wspólny front z mężem itp (choć z pewnością będzie Ci ciężko).
          W gruncie rzeczy Twój syn czuje się pewnie niezrozumiały, może odrzucony,
          nieakceptowany. Należy okazać mu dużo CIEPŁA i miłości, ale przy tym również
          SILNĄ RĘKĘ.
          Życzę powodzenia!
        • linka9 Re: jakbym czytała o sobie choć może nie dokońca. 29.11.04, 15:32
          gosza26 napisała:
          > Przykład..ortografia..miał zadatki na dysletktyka, po 3 miesiącach codzinnych
          > dyktand potrafi nie zrobić ani jednego błedu...

          Gratuluję! Nie z każdego zrobimy geniusza, ba nie każdy zaśpiewa bez fałszu
          gamę, ale też bez pracy nie ma kołaczy - o czym niestety, często
          zapominają "dyslektycy" (czyt. mniej pojętni na tym gruncie) i ich rodziny.
          Życzę dalszych sukcesów!
          • verdana Re: jakbym czytała o sobie choć może nie dokońca. 29.11.04, 16:05
            W kwestii formalnej. Żaden "zadatek na dyslektyka" nie opanuje ortografii w
            trzy miesiące. W trzy miesiące nauczy się ortografii dziecko, które jej po
            prostu nie znało. Bardzo bym nie chciała, zeby po raz kolejny "dyslektycy"
            funkcjonowali w swiadomosci jako osoby, którym sie nie chce, bo jakby chcieli,
            to trzy miesiące i po sprawie.
            • gosza26 Re: jakbym czytała o sobie choć może nie dokońca. 29.11.04, 16:19
              Ja mam brata ,,prawdziwego,, dyslektyka i stąd wiem z czym to sie je- to po 1.
              Po 2)sformułowanie ,,zadatek na dyslektyka,, ukuła wychowawczyni-nauczycileka
              j.polskiego- Młodego-nie ja. Natomiast ja uzywając tego okreslenia jak i
              sposobu-ćwiczeń, który opisalam, pokazałam jaka droge przeszliśmy, ale dopiero
              po specjalnych badaniach w poradni pedagog.-psychologicznej.
            • linka9 Re: jakbym czytała o sobie choć może nie dokońca. 29.11.04, 18:52
              Droga Verdano!

              Obawiam się, że moje ogólne uwagi zbytnio osobiście odbierasz. Nie znam ani
              Twojego syna, ani innych dzieci tu opisanych i nie podejmuję się wyrokować,
              dlaczego nie opanowali oni w odpowiednim stopniu pisowni. Nie uważam też, że
              prawdziwych dyslektyków nie ma. Natomiast z całą stanowczością będę twierdzić,
              że dużej grupie ludzi po prostu jest wygodnie posiadać etykietkę dyslektyka
              zamiast lenia, osby roztargnionej, mającej kłopoty z koncentracją, czy inne
              ułomności. Nauczycielom również jest to na rękę.
              Podam Ci przykład. Dyslektyk (?), w wieku 10 lat trudności sprawia napisanie
              nawet jednego zdania bez błędów, różnego rodzaju (literówki, połykania, nie
              mówiąc już o ortografii). W domu prawie nie ćwiczy, w szkole dyktanda
              przeprowadzane są na zasadzie ... wstawiania brakujących liter. Zaczyna uczyć
              się jezyka angielskiego (nikt mi nie wmówi, że tam pisownia jest łatwiejsza).
              Po stosownych ćwiczeniach (żmudnych i czasochłonnych) jest w stanie pisać znane
              słowa, zdania w miarę bezbłędnie. Czyżby dyslekcja "jednojęzykowa"?
              • gosza26 Re: jakbym czytała o sobie choć może nie dokońca. 29.11.04, 19:54
                linka9 napisała:

                > Droga Verdano!
                >
                > Obawiam się, że moje ogólne uwagi zbytnio osobiście odbierasz. Nie znam ani
                > Twojego syna, ani innych dzieci tu opisanych i nie podejmuję się wyrokować,
                > dlaczego nie opanowali oni w odpowiednim stopniu pisowni. Nie uważam też, że
                > prawdziwych dyslektyków nie ma. Natomiast z całą stanowczością będę
                twierdzić,
                > że dużej grupie ludzi po prostu jest wygodnie posiadać etykietkę dyslektyka
                > zamiast lenia, osby roztargnionej, mającej kłopoty z koncentracją, czy inne
                > ułomności. Nauczycielom również jest to na rękę.
                > Podam Ci przykład. Dyslektyk (?), w wieku 10 lat trudności sprawia napisanie
                > nawet jednego zdania bez błędów, różnego rodzaju (literówki, połykania, nie
                > mówiąc już o ortografii). W domu prawie nie ćwiczy, w szkole dyktanda
                > przeprowadzane są na zasadzie ... wstawiania brakujących liter. Zaczyna uczyć
                > się jezyka angielskiego (nikt mi nie wmówi, że tam pisownia jest łatwiejsza).
                > Po stosownych ćwiczeniach (żmudnych i czasochłonnych) jest w stanie pisać
                znane
                >
                > słowa, zdania w miarę bezbłędnie. Czyżby dyslekcja "jednojęzykowa,,

                ---------------------------------------------------------

                Nie wnikająć w powyzszy spór czyżbyś linko9 była u nas w domusmile Dokładnie taka
                sama sytuacja, z tymże bes żadnych mozolnych ćwiczeń okazał sie Młody jednym z
                najlepdszych uczniów na j.angielskim.
              • verdana Re: jakbym czytała o sobie choć może nie dokońca. 29.11.04, 20:03
                Z faktu, ze są dzieci leniwe i "zapobiegliwi" rodzice nie nalezy wnosić, ze
                dolegliwość nie istnieje. Tak rozumuje, niestety, duża część nauczycieli.
                Efektem sa prawdziwe dramaty uczniów, którzy z góry są ocenianie jako "leniwi".
                To, ze jedno dziecko się nauczy, bo może, nie jst dowodem, ze pozostałe
                też "oszukują".
                Obawiam się, że obecnie wszystko idzie w odwrotną stronę. Napisałaś "dużej
                grupie ludzi po prostu jest wygodnie posiadać etykietkę dyslektyka
                > zamiast lenia, osby roztargnionej, mającej kłopoty z koncentracją, czy inne
                > ułomności." Ale w opinii wielu osób (w tym i Twojej) to dyslektycy od razu są
                podejrzani, przyczepiasz im etykietkę lenia. Nie rzyczę Ci dziecka z
                prawdziwymi kłopotami, ale pamietaj, że to trochę tak, jakbyś wymagała, aby
                dziecko z jedną nogą niesprawną biegało na stopień na sto metrów, bo jakby
                dostatecznie długo ćwiczyło, to noga by od razu była sprawniejsza. Pewnie
                dlatego powłóczy nogą, bo jemu i rodzicom nie chciało się rahabilitować. A
                najlepszy dowód to to, że drugą nogę przecież ma sprawną. A jego kolega po
                złamaniu doszedł do siebie, to i on by mógł.
                A najśmieszniejsze jest to, że w dysortografii tak bywa - dziecko ma kłopoty z
                pisaniem we własnym języku, a w tym, którego się uczy na pamięć - mniejsze.
                Dlaczego? Nie wiadomo.
                • linka9 Re: jakbym czytała o sobie choć może nie dokońca. 30.11.04, 10:03
                  >Nie rzyczę Ci dziecka z
                  > prawdziwymi kłopotami, ale pamietaj,

                  Nie odkryję tutaj Ameryki, jeśli napiszę, że jak świat światem istniały
                  jednostki mniej i bardziej uzdolnione w poszczególnych dziedzinach. Niektórzy
                  opanowywują pewne umiejętności niemalże machinalnie, inni muszą pouczyć się
                  kilka godzin, jeszcze inni poświęcić danemu zaganieniu tydzień, czy miesiąc, a
                  są i tacy, którzy nawet, jeśliby całe życie spędzili na ćwiczeniach to i tak
                  pewnych umiejętności nie osiągną. I pisownia nie jest tu jakimś specjalnym
                  wyjątkiem.

                  > A najśmieszniejsze jest to, że w dysortografii tak bywa - dziecko ma kłopoty
                  z
                  > pisaniem we własnym języku, a w tym, którego się uczy na pamięć - mniejsze.
                  > Dlaczego? Nie wiadomo.

                  Właśnie: uczy się na pamięć. Poprawna pisownia to w dużej mierze właśnie
                  pamięciowe, wzrokowe opanowanie poszczególnych wyrazów, struktur, a potem
                  machinalne, odruchowe pisanie. Chociażby jednostka nie wiem jak była wybitna,
                  nie jest w stanie dojść sama, na zasadzie słuchu fonetycznego do poprawnej
                  pisowni w języku angielskim. Pozostaje więc pamięciowe opanowywanie całych
                  wyrazów. Tymczasem w języku polskim duża część dzieci uważa, że co tu ćwiczyć,
                  przecież słychać, jak się pisze, a błędy ortograficzne - komuż to przeszkadza
                  (takie czy inne u, wiadomo o co chodzi).

                  Zawsze w indywidualnym przypadku należy rozważyć, na ile opłaca się skórka za
                  wyprawkę i czy nie lepiej poświęcić czas i zdrowie na co innnego, tymbardziej,
                  że żyjemy w dobie komputerów, programów wspomagajacych, autokorekt i innych
                  udogodnień. Trudno przecież żyć w poczuciu niedowartościowania tylko dlatego,
                  że odpuściło się studia, ortografię, czy też ...mistrzostwo świata w pływaniu,
                  poświęcając czas na inne przyjemne i pożyteczne rzeczy.

                  Odbiegłyśmy od tematu, a główny wątkowy problem dalej zapewne będzie spędzał
                  sen z oczu autorce...


    • jswm Re: oddam dziecko na wychowanie 01.12.04, 18:03
      może faktycznie warto by było spróbować coś naprawić w małżeństwie, spróbuj
      tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl/
      • gosza26 Re: oddam dziecko na wychowanie 02.12.04, 09:25
        jswm napisała:

        > może faktycznie warto by było spróbować coś naprawić w małżeństwie, spróbuj
        > tutaj: www.spotkaniamalzenskie.pl/
        ----------------------------------------------------

        Dziekuje bardzo przeydatny adres smile
        • mruczesobie Re: oddam dziecko na wychowanie 28.01.05, 12:25
          Odnoszę wrażenie,że zamiast pomóc kobiecie kłócicie się bezsensownie o to,czy
          dzieciaki umieją pisać,czy nie!Będąc w podstawówce miałam wielka ochotę byc
          dyslektyczką,dysgraficzką,ale właśnie okazało się,że to moje lenistwo i nic
          więcej więc już potrafie pisać,ale mój kuzyn,lat 24 nie jest w stanie czytać na
          głos,liczyć i pisać g,b,p,d ć,ś,ż,ź,ą,ę,ó.Po prostu będąc dzieckiem malusim
          (środkowym)miał kłopoty z dostosowaniem się do aktywnego życia rodziny(tata
          muzyk,koncerty...),1 i 3 dziecko są bardzo ekspansywne i nie dawali mu nigdy
          szansy,a on był spychany na boczek...Spadł kilka razy z łóżka piętrowego i
          zdaniem neurologa to yeż jest niebagatelne.Finiszując,mimo 24 lat ma tak
          fatalne problemy,nie skończył nawet zawodówki,mimo wykształconej całej rodziny
          (nie mieli jednak czasu,by mu pomóc,to jest fakt),jedyne co robi dobrze,to mówi
          po angielsku(ale nie pisze) i gra.I co?A jeśli chodzi o oddanie dziecka na
          wychowanie,to raczej oddałabym męża,póki on sam sie nie odstawi!
    • marcysia5 Re: oddam dziecko na wychowanie 21.01.05, 17:12
      Bardzo,bardzo Ci współczuję,mój synuś ma 4 latka,jesteśmy małżeństwem 6 lat,ja
      mam 26,bob 32.Oprócz kłopotów finansowych mamy też czasem kłopoty z dogadaniem
      się,a konkretnie o wychowanie,co wolno dziecku a czego nie,a kiedy si
      przemawiamy to mam dosyć,choć robimy to żartobliwie,mam ochotke się
      rozwieść,więc ja bym dawno zostawiła faceta który w tak obelżywy sposób lży
      nasze wspólne dziecko,masz jeszcze inne dzieci,nie pozwól by na to
      patrzyły,pamiętaj,że dla nich to jest norma...cześć
    • inguna2 Re: oddam dziecko na wychowanie 01.02.05, 17:01
      Moze to wyraz buntu i prosba o wieksza uwage,zwlaszcza ze strony ojca,potrzeba
      bycia szanowanym czlonkiem rodziny.Duzo rozmawiaj na spokojnie ,powaznie jak z
      doroslym czlowiekiem.Rozwaz spokojnie pomysl z internatem.Moze mu sie to
      spodoba i pomoze nabrac dystansu do domowych problemow.Wytlumacz,ze malzenskie
      klopoty to jedno a to,ze kochasz syna to inna sprawa.Mow mu o tym CZESTO!
      I uwazaj na zainteresowanie marihuana.To tez NARKOTYK!mysle,ze skoro sie z tym
      nie kryje to chce,zebys to zobaczyla i zareagowala.Zeby wiedzial ze ci zalezy i
      jestes po jego stronie.Zycze duzo cierpliwosci a przede wszystkim spokojnych
      rozmow.
    • olkit Re: oddam dziecko na wychowanie 04.02.05, 16:23
      Poszukaj wsparcia dla siebie, nie wiem jak w Twoim mieście, ale polecam
      instytucje zajmujące się osobami uzależnionymi (w Bydgoszczy taką działalność
      prowadzi BORPA, prócz alkoholizmu zajmuje się innymi uzależnieniami i głównie
      profilaktyką - w jej ramach zajęcia socjoterapeutyczne dla dzieci, terapia
      indywidualna, psycholog, psychiatra, dla rodziców po akademii grupy wsparcia,
      gdzie można poradzić się co inni robią w podobnych sytuacjach) . Mam wrażenie,
      że jeśli opowiesz o niezdrowej fascynacji syna marihuaną, to znajdzie się dla
      Ciebie i syna miejsce w grupie wsparcia lub na terapii, a później - kto wie -
      może terapia obejmie całą rodzinę. BORPA prowadzi również zajęcia "Akademii
      Rodzica", poszukaj podobnej działalności w pobliżu swego miejsca zamieszkania,
      dowiesz się z nich, że 14 lat to wcale nie za późno (nigdy nie jest za późno)
      na wprowadzenie w domu zasad, nauczenie obowiązków i dobrego współżycia w
      rodzinie.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia!
    • magdmaz Re: oddam dziecko na wychowanie 06.02.05, 13:24
      Magda, dopisuje się tutaj, bo bardzo, bardzo Ci współczuję - ale męża, nie
      syna. Znam doskonale sytuację, w której opadaja ręce i nie wiadomo co robić, bo
      jakąkolwiek decyzję podejmę, na pewno okaże się zła.
      Ja byłam na progu ciężkiej depresji, gdyby coś mnie nagle nie otzreźwiło,
      skończyłabym jako samobójczyni albo morderczyni własnego męża. Też znęcał się
      psychicznie, zdarzało się, że mnie uderzył. Ostatniej wiosny pobił mnie dwa
      razy i to przeważyło szalę. nie chciałam czekać, kiedy zacznie bić dzieci.
      Odeszłam od niego. Właściwie uciekłam po kryjomu, bo inaczej się nie dało.
      Teraz wyszło na jaw, że ma oznaki paranoi, to się z wiekiem pogłębia.Najgorzej
      pewne rzeczy widać z bliska.Teraz niby się leczy, ale ja juz nie będę królikiem
      doświadczalnym.
      Dzieci sprawiają kłopoty - a jakże. Zawsze wychowywałam je sama, słysząc tylko,
      że robię to źle. Wiem, że byłam i jestem zbyt pobłażliwa i mało konsekwentna,
      że kocham te dzieci do szaleństwa i niezbyt mądrze.
      Magdo, jednak Ktoś nad nami czuwał cały czas. Spotkałam mężczyznę - normalnego,
      dobrego, jest dla nas oparciem i ostoją. Moje dziecko po raz pierwszy w życiu
      usłyszało: "jak ty się zwracasz do matki??!". Moje dzieci czują się bezpieczne,
      kiedy widzą, że dorosły ustanawia zasady, przestrzega ich bez wyjątku, nie daje
      się wciągać w targi (ja się daję!!!) i jak trzeba, to ukarze. Świat zrobił się
      stabilny, dzieci spokojniejsze. I wierzę, że odtąd już będzie tylko lepiej.
      Magdo, faktycznie pewnie Twój problem z synem ma źródła w Twoim małźeństwie i
      jego relacjach z ojcem. Nie umiem Ci radzić. Wiem tylko, że kobieta MUSI być
      twarda, twarda jak skała. Nawet dla własnych dzieci. A KOCHAĆ, to także WYMAGAĆ.
      Pozdrawiam i tzrymam kciuki- Magda

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka