magdas36
24.11.04, 10:40
ten tytul to zart, ale... przyznam sie,ze nie raz mialam takie mysli, nie mam
juz cierpliwosci ani sily, coraz czesciej zachowanie syna budzi we mnie gniew
i wstyd sie przyznac ale wczoraj przez moment poczulam do niego nienawisc.
Nie potrafie go wychowac, nie umiem wplynac na niego, on nie traktuje chyba
mnie powaznie skoro moje krzyki puszcza mimo uszu po czym robi dokladnie to
samo czyli NIC!!! Lekcje- matematyka- robimy razem, jak mu wytlumacze to niby
rozumie i umie rozwiazac zadanie , jak tylko odejde zaraz popelnia smieszne
bledy tlumaczac sie, ze nie zauwazyl...do niczego sie nie przyklada, zeszyty
pobazgrolone, pismo tragiczne, wszystko jest zrobione byle jak i on zdaje
sobie z tego sprawe ale wg niego nie ma sensu sie starac i tak jakos to
bedzie. Caly weekend potrafi "przebimbac" zeby o 19.00 w niedziele zasiasc do
lekcji z placzem, ze tyle tego jest i sobie nie poradzi. Lekture "czyta" juz
trzeci tydzien, stwierdzil, ze ta ksiazka jest "porypana" i przeczytal tylko
jeden rozdzial (ksiazka "klamczucha" rzeczywiscie jest bardziej dla
dziewczynek), jak bedzie zblizal sie termin to uslysze :mamo, pomoz,
przeczytaj mi, bo ja nie dam rady, a ja MAM JUZ TEGO DOSYC!!! I jego
zainteresowan typu gierki-strzelanki, glupie filmiki w necie z serii
animowanej dla przyszlych mordercow (nie wiem jak one sie nazywaja, w
zartobliwy sposob pokazuja mordowanie zwierzakow itp.) ale on w
rzeczywistosci bardzo kocha zwierzeta, wiem, bo mamy cale stado w domu i sie
nimi dobrze opiekuje okazujac milosc i zainteresowanie. W tej chwili na topie
jest marichuana, rysuje listki, zasiega informacji na jej temat. Mam
wrazenie, ze on zyje w jakims swoim swiecie. Mam przeczucie, ze wyrosnie na
chuligana- co powinnam zrobic??? Chcialam isc do psychologa, dzwonilam, mily
pan powiedzial , ze najpierw trzeba zrobic porzadek w moim malzenstwie, ze to
stad wywodza sie problemy, klopot w tym, ze ja dla swojego malzenstwa nie
widze ratunku (przemoc psychiczna w stosunku do mnie i dzieci, szczegolnie
wlasnie do Tego syna). Poza tym koszt wizyty 70zl za godzine zwazywszy na to,
ze terapia ma byc dlugotrwala przerasta moje skromne mozliwosci finansowe a
maz na "takie glupoty" nie da mi pieniedzy.Mam tez corke, jest starsza od
syna o kilka lat, z nia moj syn tez ma ciagle na pienku, zreszta tak naprawde
to on ma ze wszystkimi, wlacznie z babcia. Wiecznie nic mu sie nie chce, zero
obowiazkow, brak jakiejkolwiek systematycznosci, wieczny balagan nie tylko w
swoim pokoju ale np. rzuca kurtke, spodnie, bluze tam gdzie stoi, mozna mu
100 razy powtarzac aby powiesil na miejsce to w koncu zrobi to z
nieszczesliwa mina ale tylko ten jeden jedyny raz... On w srodku nie jest
zly, on jakby robil na przekor wszystkim, przeklina, beka i na zwrocona uwage
twierdzi, ze to nic takiego, bo nie slyszalam, co jego koledzy wyprawiaja. Po
kolejnych moich wrzaskach na temat marichuany (chcial zakladac strone
internetowa poswiecona temu tematowi) stwierdzil, ze powinnam sie cieszyc, bo
on tylko narkotykami sie interesuje a jego koledzy to jeszcze porno ogladaja!
No tak , w sumie to powinnam byc szczesliwa.... Prosze, poradzcie, bylam juz
na pogadance wraz z mezem w szkole z psychologiem i wychowawca. Stwierdzili,
ze syn jest inteligentny, w szkole bardzo grzeczny i ze potrzebuje
stanowczosci i mocnej reki (ku uciesze mojego meza, ktory wyprowadzony z
rownowagi wyzywa syna od gnoi)i ze klaps od ojca jest tu jednym z
wazniejszych lekarstw w terapii, a ja nie powinnam sie wtracac, bo ojciec
krzywdy dziecku nie zrobi... Syn potrafi swoim chamstwem i zlosliwoscia
wyprowadzic wszystkich domownikow z rownowagi, mnie wczoraj tez,
stwierdzajac, ze powie wszystkim, ze zatrudniam na "czarno" nianie do dziecka
(znajoma przychodzi raz, dwa razy w tygodniu i za oplata bawi sie z moim
najmlodszym synkiem abym mogla w tym czasie ogarnac dom i zrobic pranie).
Powiedzial to z tak zlosliwym usmiechem, ze obudzil we mnie najgorsze
uczucia, powiedzialam mu, ze natychmiast ma isc do lozka i o dziwo
posluchal!!! Kocham Go ale nie daje rady, naprawde myslalam o tym, ze chyba
lepiej byloby dla niego gdybym poslala go na przyklad do szkoly z internatem,
gdyby przy sobie nie mial kochanej mamusi, ktora i jedzonko pod nosek poda,
ubranka wypierze i lekcje zrobi. Moze ktos umialby go wychowac i moze wtedy
wyroslby na porzadnego czlowieka, boje sie, ze go zmarnuje... Gdzies w glebi
duszy czuje, ze on potrzebuje autorytetu meskiego, ktorego w domu nie ma,
maz "olewa" nas wszystkich, corki sie nie czepia ale tez i nie chwali za tak
super wyniki w nauce traktuje to jako normalnosc, natomiast zauwaza tylko zle
rzeczy, w wyniku czego synowi ciagle sie obrywa, a w tej chwili to oni obaj
nie przebieraja w slowach (przyklad: syn wczoraj niechcaco nadepnal na
zabawke mlodszego brata, zabawka pekla, maz nie przyjal tlumaczenia, ze to
bylo niechcaco, wyzwal syna od gnoi, ze go zaraz kopnie w d... ze jest
tchorzem i klamczuchem skoro sie nie chce przyznac, syn wyzwal ojca od
debili, stwierdzil, ze chetnie by go zabil i asekurujac sie przed grozba
przemocy od ojca uciekl na dwor na bosaka i w koszulce....)Co mialam robic,
poszlam po dzieciaka zaplakanego i stojacego na mrozie... Nie moglam inaczej
ale on (syn) w tej sytuacji wie, ze zawsze moze na mnie liczyc, ze zawsze go
obronie i dlatego tez w innych sytuacjach wykorzystuje to wiedzac, ze z mama
zawsze mozna sie dogadac i mama bedzie mu poblazac. Jestem zalamana, nie mam
pojecia jak z tego wybrnac, jak mam pomoc swojemu synowi, ktorego tak bardzo
kocham. Kolejny paradoks: szczegolnie dla niego (syna) czuje , ze powinnam
rozejsc sie z mezem i wlasnie dla niego czuje, ze powinnam zostac z mezem
wiedzac jak on bardzo ojca kocha, na najdrobniejszy czuly ojcowski gest (jest
ich naprawde niewiele, moze kilka w ciagu miesiaca) reaguje jak pies,
szczesliwy, ze Pan raczyl go zauwazyc i nawet nie pochwalic, bo to sie raczej
nie zdarza tylko np. zagadac dobrym slowem,doslownie, widze to w jego
oczach... CO ROBIC??!!