Dodaj do ulubionych

Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitros...

05.10.02, 12:16
Przeczytałam ten artykuł i tylko się zdenerwowałam.Obejrzałam
kilka przedszkoli w kwietniu, zanim zdecydowała sie złozyć
podanie, ale żadne w ogóle nie zblizało się do ideału opisanego
w artykule. Wybrałam, moim zdaniem, jeszcze nie takie najgorsze,
ale do ideału jeszcze mu daleko. Moi synowie zadebiutowali w
przedszkolu we wrzesniu i bardzo źle to znieśli. Na moją
propozycję, że może trochę z nimi zostanę, pani stwierdziła, że
inne dzieci będą płakać, jak zobacza, że jedne dzieci są z mamą,
a one nie i to jej będzie przeszkadzać w pracy. Zabierałam więc
ich wczesniej przez tydzień, po 2-3 godzinach, o co tez pani
miał pretensje, bo inne dzieci płaczą, jak widzą, że oni
wychodzą, a one muszą zostać i pani nic nie może już zrobić z
grupą, bo dzieci juz nic nie chcą robić, tylko czekają na
rodziców. Teraz moje dzieci były cały czas chore, ale cały czas
się zastanawiam, czy w ogóle ich jeszcze posłać do tego
przedszkola. Jednak znalezienie innego nie jest łatwe, dzwoniłam
do kilku i nie ma miejsc. Chyba, że w społecznych, ale na to
mnie nie stać. Dziwi mnie jeszcze jedno, dlaczego w społecznych
przedszkolach, które przewaznie mają gorsze warunki lokalowe,
można zabrac dziecko, które nie chce leżakować, do innej grupy
na czas leżakowania, a "naszym" przedszkolu jest to niemozliwe,
bo dezorganizuje zajęcia, jest ciasno ( a sale mają po 80m kw.,
osobna sala gimnastyczna, językowa, aula...)
Obserwuj wątek
    • Gość: Jolka Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.02, 18:17
      Małgosiu pamiętaj, że przedszkole jest dla twoich dzieci a nie
      odwrotnie. Gdy widzisz i czujesz, że tak wiele rzeczy nie
      pasuje Tobie i twoim dzeciom a one chyba są tu najważniejsze to
      porozmawiaj z innymi rodzicami i starajcie się razem wywrzeć
      presję na personeli wprowadzić interesujące Was zmiany. Dziecko
      spędza w przedszkolu tyle czasu i musi!!! tam czuć się dobrze.
      Przecież to jeden z ważniejszych okresów w jego życiu! Jest w W-
      wie sporo przedszkoli odpowiadających ideałowi z artykułu a w
      tych pozostałych już chyba najwyższy czas na zmiany. No cóż
      znowu mają coś robić rodzice, no ale chyba jesteśmy najbardziej
      zainteresowani. Gazeta prowadzi świetną akcję jeśli chodzi o
      szkoły może już pora na przedszkola. W przypadku szpitali
      położniczych pomogliście bardzo! Jestem pedagogiem i po
      obejrzeniu kilku odcinków telenoweli
      dokumentalnej "Przedszkolandia", gdy zobaczyłam jak pani
      dyrektor i jej personel postępuje z dziećmi to ręce mi opadły.
      Ja na jej miejscu zapadłabym się ze wstydu pod ziemię!
      Pozdrawiam twoje dzieciaczki! Głowa do góry!
    • Gość: mamusia Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.proxy.aol.com 05.10.02, 18:45
      latwo mi mowic, bo pisze z niemiec, gdzie przedszkola sa genialne. otwarte
      grupy wiekowe, kazda zabawa to propozycja a nie przymus, dzieci wychowuje sie
      do samodzielnosci etc etc. moja corka nie zaplakala ani raz, ze chce do mamy i
      jak ja wczesniej odbieram to jest rozczarowana.
      co do odbierania - ustalone sa godziny o 12 odbiera sie maluchy (jak sie chce),
      o 13 dzieci, ktore nie jedza w przedszkolu obiadu, o 14 te z obiadem. moze to
      jest jakis kompromis - przejrzysty i logiczny dla dzieci.
      nie pozostaje ci nic innego jak sie postawic -jest moze taka nielubiana
      instytucja jak komitet rodzicielski ? wykorzystaj go do swoich celow -
      przedszkole jest czesto zdane na pomoc tego komitetu (wycieczki etc) wiec sie
      musi z nim liczyc, poza tym taki jest jego status - komitet ma pomagac i
      uczestniczyc w pracy przedszkola, a konstruktywna krytyka to nieoceniona pomoc.
      • Gość: Beata Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.02, 19:26
        Kochane mamy, ja znam przedszkole idealne, jest to społeczne przedszkole
        integracyjne przy ul. Wolumen 3. Obecnie wożę tam(z dosyć daleka) moje drugie
        dziecko, a będę woziła i trzecie. Polecam- sprawdżcie.
    • Gość: Nauczycielka liceu Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.02, 22:31
      Do tej pory dostawalo sie w mediach tylko nauczycielom, ktorzy
      jak powszechnie wiadmo znecaja sie nad dziecmi w szkole i tylko
      kombinuja jak dokuczyc rodzicom. A teraz zabrali sie za
      przedszkolanki. Nie jest to jednak zadna dla mnie pociecha ze
      nie naleze do jedynej grupy zawodowej, ktora jest obiektem
      nagonki w mediach.
      Oto moj skromny postulat: wyrzucic z pracy te wszystkie niedobre
      pszedszkolanki!!!! Albo ustawic pregierz i zakuwac w dyby te
      zlosliwe malpy, ktore nie dosc ze zarabiaja krocie to jeszcze
      nie umieja sie zajmowac dziecmi.
      • Gość: agnieszka z małego Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.zgora.dialog.net.pl 06.10.02, 02:16
    • Gość: Danuta Hołub Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.02, 10:59
      Z dużym zainteresowaniem przeczytałam artykuł poświęcony
      pobytowi dzieci w przedzszkolu. Sama jestem matką prawie
      dorosłych dzieci, ale mam kontakt z przdszkolem w Krzeszowie
      kamiennogórskim, ucząc, a właściwie bawiąc sie z dziećmi w język
      obcy. Przedszkole małe, wiejskie i jak większośc tego typu
      placówek, biedne. Co roku wisi nad nim wizja likwidacji. Ale
      jakie jest? To najwspanialsza placówka jaką kiedykolwiel
      widziałam, a mam kontakt z wieloma. Przedszkole jednooddziałowe.
      Grupa licząca 25, a czasami i więcej dzieci. Do dyspozycji dwie
      sale, w tym jedna przechodnia.Jednak klimat tej placówki
      tworzony jest przez pracowników. To jedna wielka rodzina.
      Rodzice mogą przebywać ze swoimi dziećmi jak długo chcą. Nikt
      nie zmusza dzieci do brania udziału w zajęciach. Dzieci
      angażowane sa w proste prace domowe. razem sprzatają , nakrywają
      do stołu, opiekują się małuchami. Dzwonią do mam jeżeli jest im
      smutno. uczą sie godzin na zegarku oczekując na powrót rodziców.
      Decydują o jadłospisie. Posiłki układane są pod upodobania
      kulinarne dzieci. Każde dziecko może wypłakać się na kolanach
      pani dyrektor, wychowawczyni, pani kucharki czy woźnej. Dyrektor
      bez skrępowania potrafi leżeć na podłodze "obłożony" dziećmi i
      czytać im bajki. Robi na własny kosz remonty, "żeby było
      ładniej". Najlepszym dowodem na to, że dzieci kochają swoje
      przedzkole jest fakt, iż w dniach wolnych od pracy najchętnie
      przyszłyby do przedszkola, w okresie wakacji i ferii kiedy cześć
      dzieci mogłaby zostać ze starszym rodzeństwem przychodzi do
      przedszkola. W tym przedszkolu szanuje sie uczucia dzieci,
      traktuje je jako małych ludzi mających swoje prawa i obowiązki.
      To nie maszyny mające spełniać życzenia pań nauczycielek.
      Dlaczego nie jest tak we wszystkich przedzszkolach? Może
      dłatego,że nayczyciele za bardzo skupiają sie na stronie
      dydaktycznej chcą nauczyć , a nie zachęcić dzieci do poznawania
      świata. Traktują dzieci jako grupę , a nie jako jednostki mające
      swoje upodobania i potrzeby. Bulwersujący był dla mnie fakt, nie
      zapisania przez mamę do tego przedszkola dziecka ponieważ pani
      psycholog, z którą mama rozmawiała stwierdziła, że wysoce
      niekorzystne jest dla rozwoju psychicznego dziecka przebywanie w
      mieszanej grupie. Zastanawiam sie tylko czy w domu rodzinnym
      znajdują się osoby w tej samej grupie wiekowej. Przedszkola
      reklamują sie dzisiaj ilością grup, liczebnością dzieci
      posiadaniem stron internetowych, pomocy dydaktycznych, udziałem
      w zajęciach dodatkowych, za które mają płacić rodzice Nie mam
      nic przeciwko takie reklamie. Jest to walka o byt każdego
      przedszkola . Jednak przy wyborze przedszkola zachęcam rodziców
      aby nie kierowali sie samą reklamą, bo każda jest
      atrakcyjna.Pytajmy innych rodziców o przedszkole. Sami
      sprawdźmy jak jest stosunek kadry do dzieci. Zobaczmy czy
      zostaniemy wpuszceni na salę czy pozostawi się nas za drzwiami
      nie wpuszczajac do środka ze względu na wypastowane podłogi.To
      jedyna możliwośc uchronienia naszych dzieci przed niepotrzebnymi
      stresami.

      Danuta Hołub
    • mirka12 Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr 06.10.02, 11:10
      Bylo mi przykro po przeczytaniu artykulu. Ja wspominam czas
      spedzony w polskim przedszkolu bardzo pozytywnie, ale moze
      teraz po latach jest to idealizacja. Najgorsze jest jednak to,
      iz do tej pory twierdzilam, ze nie ma wielkich roznic miedzy
      polskimi przedszkolami a dunskimi. O jakze sie mylilam. W swoim
      doroslym zyciu nie mialam do czynienia z ta instytucja w
      Polsce, natomiast mam doswiadczenie dunskie. Jestem pania
      przedszkolanka w dunskiej instytucji. Trudno jednak "moje"
      przedszkole nazwac instytucja. Nawet w mowie potocznej mowimy o
      przedszkolu jako o domu i rzeczywiscie jest to dom. Rodzice,
      jesli tylko zaistnieje taka potrzeba, moga pozostac w
      przedszkolu jak dlugo tylko zechca. Jedynym "przymusem" sa
      wspolne posilki, ale jesli maluch nie ma ochoty jesc, to nie
      jest zmuszany. Dzieci maja mozliwosc przebywania na swiezym
      powietrzu ile tylko dusza zapragnie i nie wazne jest, ze pada
      deszcz, jesli dziecko to lubi, to trzeba mu to umozliwic.
      Dlatego obowiazkiem rodzicow jest zaopatrzenie dziecka w
      kombinezon przeciwdeszczowy. A my przedszkolanki, coz, tez mamy
      takie kombinezony, tylko w wiekszych rozmiarach i naprawde
      niemal bawimy sie w blocie z tymi maluchami. Efekt jest taki,
      ze wiekszosc, podkreslam wiekszosc dzieci chce bardzo chodzic
      do przedszkola. Sa oczywiscie pojedyncze wypadki, ze maluch
      placze i chce do mamy, ale wowczas bardzo precyzyjnie staramy
      sie tlumaczyc temu malemu czlowieczkowi kiedy mama przyjdzie.
      Innym zagadnieniem jest integracja dzieci innojezycznych.
      Przedszkole, w ktorym pracuje jest jedynym w naszej
      miejscowosci, ktore ma specjalny program integracyjny dla
      dzieci nie mowiacych po dunsku. Miejscowosc nie jest duza, w
      sumie znajduja sie tutaj 3 przedszkola, kazde ma 3 grupy
      niejednolite wiekowo, w grupie jest nie wiecej niz 20 dzieci i
      3 opiekunki na te "20". W moim urozmaiconym pod wzgledem
      narodowsci przedszkolu jest 8 dzieci, ktorych pierwszym
      jezykiem nie jest dunski i te dzieci wraz z kilkorgiem dunskich
      dzieci, ktore tez maja problem z mowieniem po dunsku (nie sa to
      problemy logopedyczne) biora udzial w specjalnych zabawo-
      lekcjach jezykowych. Takie zajecia odbywaja sie raz w tygodniu
      po 20-30 minut. Ponadto codzienne zabawy, zajecia sa bardzo
      czesto ukierunkowane na poznawanie jezyka. I w takiej
      instytucji pracuje ja, ktora sama ma czesto problemy z
      jezykiem, ale uczucia i pomysly nie sa artykulowane w zadnym
      znanym nam jezyku.
    • Gość: binka Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.gdynia.mm.pl 06.10.02, 14:56
      Uważam ,że artykuł przedstawia stan idealny a nie rzeczywistość polską.Mam
      przedszkole blisko,słyszałam o nim dużo dobrego,ale na moje pytanie w czerwcu o
      możliwosć początkowego przebywania z synem odpowiedziano mi ,że lepiej nie,bo
      dzicko dłużej się będzie przyzwyczajać.Po czasie dowiedziłam się,że jakieś mamy
      przychodziły w sierpniu z dziećmi.Mój synek bardzo przeżywa pójście do
      przedszkola i ciągle nie wiem czy to był dobry pomysł choć ma 4 lata i wiem ,że
      ma tam szansa na rozwój jakiego babcia- z którą był do tej pory-mu już nie
      zapewni.Jest jedynakiem i nie ma kontaktu z dziećmi a w przedszkolu ma szanse
      na naukę takich kontaktów.W grupie jest 30 dzieci!!! i jedna opiekunka
      +pomoc ,na ogół jednak obecnych jest ok.20.Nigdy pani nie wyprosiła mnie kiedy
      siedziałam z nim/raz 1,5 godz/,ale faktem jest,że inne dzieci zaczęły płakać
      patrząc na moją obecnosć a mój wcale lżej nie zniósł rozstania.Brakuje mi tam
      pomocy psychologa,który widząc zachowania mojego synka umiał mi doradzić czy
      faktycznie w tym roku to niewypał czy tylko próba szantażu z jego strony i bunt
      przeciwko temu,że nie jest w centrum zainteresowania jak dotąd.Panie
      przedszkolanki sa kompetentne i zawsze rozmawiają ze mną na temat moich
      watpliwości i syna.Jesli on nie chce się bawić to nie jest do tego
      zmuszany,choć oczywiście nie mają czasu,żeby się nim indywidualnie zająć przy
      tylu dzieciach.A przedszkola prywatne są niestety za drogie.Ciężko być mamą
      przedszkolaka/póki co/.mam nadzieję,że z czasem będzie coraz lepiej.Pozdrawiam
      wszystkich.
    • Gość: kasia Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.02, 18:53
      Rzeczywiście wszystko zależy od pani przedszkolanki i przedszkola.
      Przykład 1 z zeszłego roku: mój zastraszony synek mocno trzymający się mnie
      został powitany słowami: no i cooo....? uda się ciebie wreszcie oderwać od
      cycusia mamusi?
      A gdy wreszcie zajął się budową klockami i chcąc sobie przynieść samochodzik z
      półki (ku mojej uciesze - stałam obok) został skarcony, że jak się bierze nową
      zabawkę, to się tą sprząta itd.
      To był jedyny dzień mojego syna w tym przedszkolu (co go widzę z okna).
      Przykład 2 z tego roku (do przedszkola dowożę): ta sama sytuacja - synek stoi
      zastraszony i kurczowo się mnie trzyma. Ku niemu biegnie pani dyrektor z
      radosnym okrzykiem: o cześć Piotrek! Fajnie, że jesteś. Jestem ... .
      (mój syn do dziś się pyta, skąd znała jego imię).
      Ja do przedszkola chodziłam przez trzy tygodnie (od rana do obiadu), w ramach
      poznawania zawodów rodziców wszystkie przedszkolaki pracowały z naszym tatą,
      przed wrześniem odbył się festyn rodzinny, gdzie razem z mężem i dziećmi
      startowaliśmy w różnych konkurencjach, co jestem święcie przekonana dało
      poczucie, że nie jest to tylko przechowalnia, a co do pobytu w przedszkolu, to
      są tam najsmaczniejsze zupy (syn jest wielkim niejadkiem), a piosenek po
      miesiącu wyśpiewuje ze sto.
      Pozdrawiam serdecznie i radzę szukać, szukać, zwłaszcza w przypadku dzieci
      wrażliwych.
    • Gość: Gosia Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.ncia.net 06.10.02, 19:15
      Problem wyboru przedszkola dla mojego dziecka jeszcze mnie nie
      dotyczy, mam 24 lata,rodziny na razie nie zamierzam powiekszyc
      ale chcialabym sie podzielic moimi wlasnymi przedszkolnymi
      przezyciami,ktore do dzis wywoluja zimne dreszcze na mojej
      skorze,gdy tylko o tym wspominam. Gdy mialam 5 lat,rodzice
      przeniesli sie do miasta.Opiekuncze skrzydla babci, dom z
      ogrodem,totalna wolnosc i ukochane podworko zamienilismy na
      mieszkanie w bloku, betowy plac i oczywiscie przedszkole.
      Poniewaz nie bylo miejsca w grupie dla 5 latkow przeniesiono
      mnie do zerowki,mlodsza siostra zostala w innym budynku.
      Pamietam to straszne uczucie kiedy nasze 2 grupy spotykaly sie
      na placu zabaw, ja po jednej stronie plotu, ona po drugiej,
      panie przedszkolanku usilnie probowaly nas rozdzielic, dwie
      wrzeszczace uczepione plotu siostry. Potem za wszelka cene
      unikano takich spotkan a moja mama zupelnie nie rozumiala
      dlaczego odstawiamy taka histerie. W mojej grupie byli sami 6
      latkowie, pamietam ze bardzo chcialam robic to robili oni,
      zajecia z pisania literek wydawaly mi sie o wiele ciekawsze niz
      zabawa lalkami. Nie pozwalano mi robic tego co robili oni, nie
      bardzo umialam sie znalezc w grupie i tesknilam za siostra. Do
      dzis troche zarzucam rodzicom, ze nie pozwolili mi zostac z
      dziadkami, chociaz to nie stanowilo problemu, rodzice wiecznie
      zapracowani, nie mieli dla nas czasu, a dom moich dziadkow
      stanowi nawet po kilkunastu latach ciagle prawdziwy dom do
      ktorego wracam z przyjemnoscia jak tylko pozwala na to czas.
      Teraz tylko wspomnieniami bo dzieli mnie od niego 8 godzin lotu
      samolotem. Jesli bede musiala w przyszlosci podjac decyzje do
      jakiego przedszkola wyslac moje dziecko polskiego czy
      amerykanskiego- jesli podejme dezycje o pozostaniu w Stanach,
      gdzie akurat przebywam decyzja ta bedzie naprawde trudna, ale na
      pewno bede chciala oszczedzic mojemu dziecku przezyc, ktore byly
      moim udzialem.
    • Gość: Tata szesciolatka Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.toya.net.pl 06.10.02, 21:35
      Przedszkole w Polsce jest miejscem, gdzie zostawiaa sie dzieci,
      kiedy rodzice ida do pracy. Nie jest miejscem, gdzie zostawia
      sie dzieci, zeby nauczyly sie zycia w grupie. Zeby poznaly inne
      dzieci. Nauczyly sie z nimi bawic. To z pewnoscia krzywdzace dla
      wielu opiekunek. Krzywdzace dla pani Ani, opiekunki mojego
      szescioletniego dziecka. Pani Ania, jak wiekszosc opiekunek w
      przedszkolach, codziennie rano musi podjac sie zorganizowania
      czasu 25. dzieciom. To wszystko w jednej sali. Dosc
      niefrasobliwie i ubogo wyposazonej. Pani Ania jednak jakos sobie
      z tym radzi. Powiem wiecej, radzi sobie doskonale. Jasnowlosa,
      usmiechnieta, pyzata, czasami nieco rubaszna, pani Ania, zdaje
      sie sprawiac wrazenie, ze weekend spedza w oczekiwaniu na
      poniedzielek. Ze wyruszajac rano z domu mysli juz o Julce, ktora
      nie rozstaje sie ze swoja lalka, o dosc krnabrnym i wiecznie
      zwracajacy na siebie uwage grupy, Igorze, o nieco zagubionym i
      zamyslonym Adasiu.. I mysli wcale nie ze wstretem. Mysli czule i
      tak samo, jak dzieci, ona rowniez, czeka na to spotkanie. Moze
      wychwalam ja za bardzo. Chociaz nie sadze. Chwale ja, zeby
      pokazac, ze przedszkolu jest rowniez pani Dorota. Ona opiekuje
      sie dziecmi w grupie na przemian z pania Ania. Na pozor wyglada,
      ze dzieci bawia sie z pania Dorota dobrze. Klaszcza, machaja
      raczkami, cwicza rozne figury gimnastyczne. Jednak, kiedy
      zajrzec im w oczy, sa smutne. Robia to wszystko, te wszystkie
      zaprogramowane "dzialania tworcze", bo pani Dorota im to
      narzuca. Nie maja z reszta wyboru. Pani Dorota rzadzi, pani
      Dorota realizuje program. Moje dziecko jednak wychadzac z
      przedszkola, w ktorym byla pani Ania, opowiada chetnie o tym, co
      robilo i czego sie nauczylo, jest usmiechniete. Kiedy bylo z
      pania Dorota, nie pamieta nic. No, moze jakas piosenke, czy
      wierszyk. Ale opowiada o tym ze smutkiem i z radoscia, ze jutro
      w przedszkolu znow bedzie pani Ania.
      Wiem, troche przydlugo sie zwierzam. Chce jedynie powiedziec, ze
      owszem, wazne jest wyposazenie przedszkola, wazne sa pomoce
      naukowe, duze, ladne sale i dobre jedzonko. Najwazbiejesze jest
      jednak, aby wychowczynie umialy robic to, za co dostaja
      pieniadze. Wiem, wiem, zaraz odezwia sie nauczyciuelki,
      przedszkolanki, wozne, ze dostaja grosze. Jednak bez wzgledu na
      to, ile zarabiaja przedszkolanki, powinny umiec nie tylko
      realizowac program. Powinny umiec kochac dzieci...
      • Gość: ela Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.02, 22:17
        Szukłam najlepszego przedszola dla mojego trzylatka, ale
        zapisałam Go do najbliższego, bo poszły tam również dzieci,
        które dobrze znał z piaskownicy, bo nie mogłam go odwozić na
        drugi koniec miasta... Było mi łatwiej, gdy widziałam jak się
        wita ze znajomymi i razem - choć przez pierwsze dni ze łzami -
        wchodzi do sali. Było gorzej, bo ja nie mogłam być z nim, bo
        zamykano mi drzwi przed nosem, tłumacząc, że inne dzieci będą
        płakać, co było prawdą. Przez pierwszy tydzień zza krzaków
        przypatrywałam się synkowi czy dobrze się bawi, czy nie dzieje
        się mu żadna krzywda, choć wolałabym to robić jawnie. Pierwsze
        dwa tygodnie były trudne i często zastanawiałam się nad innym
        rozwiązaniem. Życie przyniosło je samo - okazało się, że będę
        miała drugie dziecko i dzięki temu, że jestem na zwolnieniu
        lekarskim mogę po mojego Malucha przychodzić o 12. Odbieram Go
        zadowolonego, w domu śpiewa mi piosenki, których się nauczył,
        uczymy się nowych. Z chęcią chodzi do przedszkola natomiast
        kategorycznie nie chce leżakować. Póki będę mogła nie zmuszę Go
        do tego. Pamiętam jaką dla mnie zmorą było leżakowanie w
        przedszkolu.
        Ciągle mam nadzieję, że może jednak nie wybrałam tak najgorzej,
        choć wolałabym, żeby było bardziej jak w przeczytanym artykule.
        • Gość: MAMA Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: 212.160.143.* 07.10.02, 07:29
          Moja córeczka poszła do przedszkola najbliższego domu i chodziła
          do niego 4 dni - w kwietniu siedziała samotna w samych
          rajtuzkach w piaskownicy, a sznowne panie przedszkolanki
          zajmowały się poprawą makijażu i sobą nawzajem (było ich 4).
          Kiedy chciałam porozmawiać o adaptacji mojego dziecka w nowym
          dla niej środowisku, te panie w ogóle nie chciały rozmawiać, a
          w końcu usłyszałam "przystosuje się". Zrobiło mi się strasznie
          szkoda mojej córeczki. Zabrałam ją z tej "przechowalni".Teraz
          uczęszcza do przedszkola u Sióstr Prezentek (zakonnic). TO
          NAJLEPSZE PRZEDSZKOLE, jakie znam. Chodziłam z nią tam przez 2
          tygodnie na kilka godzin, następne dwa płakała strasznie, a
          teraz jest naprawdę strasznie, kiedy przedszkole ma np. wakacje.
          W tym przedszkolu przy obiedzie są wszystkie akurat będące w
          domu siostry, które pilnują, by dzieci zjadły, dzieciaczki są
          wyprzytulane, siostry rozmawiaja z nimi jak z partnerami,
          wszystko tłumaczą i bardzo ciepło się do nich odnoszą. Nawet
          tarzają się po dywanach z dzieciaczkami. Te zakonnice NIE
          ŚPIESZĄ się do domu, do męża, po zakupy - mają czas dla naszych
          dzieci.
          To przedszkole w Świdnicy przy ul.Piekarskiej.
          Myśle, że nie zaprowadziłabym dziecka do przedszkola, gdzie nie
          mogłabym być z nim i nie sprawdziłabym, jak tam naprawdę jest,
          choć sama mam bardzo dobre wspomnienia z mojego przedszkola.
          • Gość: NAJLEPSZE Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.02, 15:48
            A moje NAJLEPSZE PRZEDSZKOLE, jakie znam to Anielinek prowadzony przez Siostry
            Benedyktynki Misjonarki w Otwocku.
          • Gość: ollie Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.swidnica.sdi.tpnet.pl 21.10.02, 15:15
            Droga MAMO!
            Też jestem ze Świdnicy. Słyszałam co nieco o przedszkolu Sióstr Prezentek.
            Gdybyś mogła jednak przedstawić mi dokładniejszą opinię na jego temat byłabym
            wielce wdzięczna. Od września 2003 planujemy z mężem wysłać tam naszego synka.
            Podaję maila akbar1@wp.pl i czekam
    • kataa Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr 07.10.02, 12:14
      Mnie w przedszkolu zmuszano do jedzenia zupy mlecznej(nawet raz
      zmuszona przez panią "przedszkolankę" jadłam ją w toalecie). Mój
      synek jeżeli czegoś nie lubi lub nie chce jeść nie musi tego
      robić, może dlatego czasami przychodzi do domu z przedszkola
      taak bardzo głodnysmile
    • olga03 na prawdę można inaczej 07.10.02, 19:18
      Cieszy mnie, że ktos ma identyczne zdanie jak ja. Sama podjęłam ten wątek kilka
      tygodni temu, po obejrzeniu pierwszego odcinka i zbulwersowałay mnie dokładnie
      te same fragmenty (patrz wątek z 16.09).
      I NAPRAWDĘ MOŻNA INACZEJ.
      Mój synek poszedł do najbrzydszego przedszkla w okolicy i byłam tym
      zrozpaczona. Było to jednak jedyne przedszkole, które zgodziło się bez
      najmniejszych protestów przyjąć dziecko na diecie bezglutenowej.
      Bez najmniejszych problemów mogłam z nim zostać tak długo jak chciałam, odberać
      i oddać go wtedy, kiedy chciałam. Zaczynałam od pozostawienia, go na 1 godz.,
      aby po dóch tygodniach djść do całego dnia. Był szczęśliwy i wierzcie mi,
      płakał, kiedy zbierałam go z przedszkola. To wszystko dzialo się w maju i
      czerwcu, a ja żeby miećna to czas wzięłąm 2 tygodnie urlopu, który zaplanowałm
      sobie już w styczniu.
      We wrześniu trafił do nowej grupy, gdzie większość dzieci płakała od rana do
      15. I niestety nie była to wina pań w przedszkolu, ale rodziców którzy
      zostawial dziecko niefrasobliwie, bo "popłacze i mu przejdzie". Myślę, że
      większość z nas ma właśnie takie podejście do dzieci.
      Nie zgadzam się również z tym, że przedszkole to miejce pobytu podczas pracy
      rodziców i nie ma co wymagać. Można i należy wymagać. A właściwie wspłópracować
      z przedszkolankami i negocjować z nimi co można i co należ robić dla
      przedszkola.
      • Gość: binka Re: na prawdę można inaczej IP: *.mpsz.pl / *.gdynia.mm.pl 08.10.02, 16:49
        olga03 napisała:

        >
        > tygodni temu, po obejrzeniu pierwszego odcinka i zbulwersowałay mnie
        dokładnie
        > te same fragmenty (patrz wątek z 16.09).
        > I NAPRAWDĘ MOŻNA INACZEJ.
        > Mój synek poszedł do najbrzydszego przedszkla w okolicy i byłam tym
        > zrozpaczona. Było to jednak jedyne przedszkole, które zgodziło się bez
        > najmniejszych protestów przyjąć dziecko na diecie bezglutenowej.
        Olgo! Niestety sama przyznajesz ,że dałaś go jedynego przedszkola jakie
        zgodziło się na dietę-więc jak widzisz nie wszystko można negocjować.Jesli mi
        pani dyrektor przedszkola przy zapisie mówi,że nie będzie potrzeby bycia z nim
        i potwierdza to przedszkolanka to znaczy,że takie są warunki ale też ogólne
        podejście-nie tylko rodziców-popłacze to nic mu nie będzie! Ja czułam bunt ,ale
        miałam nadzieję ,że tego płaczu nie będzie dużo.Skoro takie doświadczone osoby
        mi o tym mówiły!!!Moje dziecko płacze dużo - jak nikt w grupie.Niestety czasu
        nie cofnę.Pracuję w szkole i urlopu nie mogę wziąć.Rozumiem twoją złosć na
        innych rodziców ,ale być może winne jest pokutujący stereotyp ,który należy
        zmienić poprzez media.Ale ja też jestem winna-faktycznie powinnam walczyć o
        swoje dziecko.
        > We wrześniu trafił do nowej grupy, gdzie większość dzieci płakała od rana do
        > 15. I niestety nie była to wina pań w przedszkolu, ale rodziców którzy
        > zostawial dziecko niefrasobliwie, bo "popłacze i mu przejdzie". Myślę, że
        > większość z nas ma właśnie takie podejście do dzieci.
        > Nie zgadzam się również z tym, że przedszkole to miejce pobytu podczas pracy
        > rodziców i nie ma co wymagać. Można i należy wymagać. A właściwie
        wspłópracować
        >
        > z przedszkolankami i negocjować z nimi co można i co należ robić dla
        > przedszkola.
    • Gość: konstanze absurd leżakowania IP: *.SNVACAID.covad.net 07.10.02, 20:23
      Chodziłam do przedszkola 4 lata i pamiętam, że tylko jeden jedyny raz udało mi się usnšć w czasie leżakowania.
      Pamiętam zimne stopy, nudę i totalnie zmarnowany czas. Do dzis nie wiem, w imię czego musiałam się tak męczyć.
      Myslałam, że to przeszłosć, ale tu czytam, że dzieci nadal muszš się w srodku dnia kłasć do łóżek, czego nie robiš w
      domu w soboty i niedziele. Czy to jakies zalecenie pediatrów sprzed 40 lat czy czas na kawę i ciastka dla pań
      przedszkolanek?
      • Gość: Joanna Re: absurd leżakowania IP: *.wshe.lodz.pl 08.10.02, 11:43
        Moje dzieci (5,5 i 2,5 roku) chodzą do przedszkola, gdzie nie ma
        leżakowania, nie ma tez zupy mlecznej ani rozdzielania
        rodzenstwa. Są płatki śniadaniowe, dziecko jak nie chce brać
        udziału w niektórych zajęciach, to może się bawić, a jak jest
        zmeczone to może poleżec na materacu specjalnie do tego
        przygotowanym. Nie jest to przedszkole prywatne, tylko normalne,
        miejskie, z taką jak w każdym inny opłatą.
        Uważam, że paniom się chce i wiem, że na kawę też mają czas jak
        dzieci są np na zajęciach dodatkowych.
        Wszystkie mają co najmniej dwie specjalności.
        I myślę, że tu leży klucz. Nasze społeczeństwo jest
        niewykształcone, nikomu nic sie nie chce. Chcieliby dostać na
        życie od państwa... , czyli od siebie ale tu już wchodzimy w
        zupełnie inny temat...
        • Gość: Shigella Re: absurd leżakowania IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 08.10.02, 13:19
          Zajmowalam sie dziecmi nieco starszymi (zuchy). Z moich doswiadczen wynika, ze dzieci po posilku nie musza (chyba ze chca)
          lezec, natomiast zalecana jest jakas spokojna zabawa, np maluchy siedza a pani czyta ksiazke z bajkami. Obiad powinien sie "ulezec"
          w brzuszku mlodego czlowieka, bowiem zdarzalo sie nam nie raz i nie dwa, ze dziecie dostawalo torsji pod wplywem wysilku.
          Co do zmuszania dzieci do jedzenia - uwazam, ze czasem trzeba. Moj brat byl zywiony przez matke zgodnie z haslem "niech je co
          chce", wiec zywil sie chlebem z dzemem i makaronem. Efekt jest oplakany - smarkacz ma zniszczone i niewyksztalcone porzadnie
          zeby, uklad kostny (oprocz skoliozy i plaskostopia, ktore sa wadami postawy) tez pozostawia wiele do zyczenia.
          Niestety dziecko nie zawsze zdaje sobie sprawe z tego, co jest dla niego dobre, a przedszkole oprocz bycia pokojem zabaw pelni role
          Przed Szkoly - wdrozyc dziecko do rygoru szkolnego. Najlepiej oczywiscie jezeli odbywa sie to spokojnie i z poszanowaniem
          godnosci dzieciecia, jednak dziecko musi sie dowiedziec, ze oczekuje sie od niego pewnych zachowan. Tu duza pomoca powinni byc
          rodzice, wprowadzajacy powtarzalny rytm dnia dziecka najwczesniej jak to mozliwe. Pamietam, ze duzo lepiej czulam sie u dziadka,
          gdzie posilki otrzymywalam o okreslonych porach, przed snem byla obowiazkowa bajka opowiadana przez dziadka a zabawki
          nalezalo uporzadkowac i ulozyc, niz w domu rodzinnym, gdzie dostosowywano sie do moich zachcianek (albo i nie).
          Rodzice powinni rozwijac samodzielnosc dziecka i wdrazac je do obowiazkow, zeby dziecko w wieku lat 19 nie bylo kaleka
          spoleczna, ktora nie umie zrobic sobie kanapki i butow zawiazac.
          Pozdrawiam
          Shigella
      • Gość: dorota Re: absurd leżakowania IP: *.gda.computerland.pl 08.10.02, 15:25
        "Czy to jakies zalecenie pediatrów sprzed 40 lat czy czas na
        kawę i ciastka dla pań przedszkolanek?"

        Leżakowanie nie jest absurdem ani czasem na kawę (nb. czy my
        zawsze musimy kogos obrazić, wyrażając swoją opinię?).
        Moje dziecko ma trzy lata i od miesiąca uczęszcza do
        przedszkola. Nie wyobrażam sobie żeby moja mała Misia nie spała
        przynajmniej 1,5h w ciągu dnia (w weekendy, w domu śpi 3h). Jest
        bardzo aktywnym dzieckiem i gdy minie południe zaczyna być
        marudna i senna, zasypia w ciągu pięciu minut. Nie przeszkadza
        jej to zasnąć wieczorem zaraz po dobranocce i kolacji.
        Sen i leżakowanie nie został wymyślony za karę i nie wynika
        głupoty przeszłych pokoleń. To że obecenie dzieci nie śpią w
        ciągu dnia szybciej przypisałabym rodzicom którzy nie mają
        czasami siły i ochoty przekonać dziecka do swoich słusznych
        racji.
        • Gość: Agusia Re: absurd leżakowania IP: *.proszynski.pl 08.10.02, 15:58
          Moja córka zawsze spała podczas leżakowania i nawet niedawno mówiła mi, że
          czasem była tak zmęczona, że nie mogła się doczekać kiedy pani rozłozy
          leżaczki.Teraz jest w 3 gtupie i nie ma leżakowania - jakoś się przyzwyczaiła,
          chociaż w domu w soboty i niedziele wciąż kładzie się po południu, choćby na
          pół godziny.
          Jeden jest plus braku leżakowania w przedszkolu: wieczorem udaje mi się ją
          wcześniej położyć do łóżka, do tej pory miałam z tym kłopot.
          W przedszkolu, do którego chodzimy problem spania rozwiązano w ten sposób, że
          śpią te dzieci, których rodzice wyrażą taką wolę. Reszta może się bawić. Myślę,
          że to jest rozwiązanie najlepsze z możliwych.
          A jesli chodzi o atmosferę w przedszkolu, to WSZYSTKO zależy od pani. U nas
          jedna jest wspaniała, kochana a druga - nie. I kiedy rano ma dyżur ta gorsza
          pani, to córeczka wpada w rozpacz i nie chce zostać w przedszkolu; kiedy jest
          pani Bogusia - zostaje z radością. Tylko jak to zrobic, żeby w przedszkolu były
          same panie Bogusie?
          pozdrawiam.
          • Gość: Magda Re: absurd leżakowania IP: 5.1R2D* / *.blueyonder.co.uk 10.10.02, 02:55
            No tak, ja przez 4 lata przedszkola rowniez nie zmruzylam oka wiec jest chyba absurdem zmuszanie dzieci do spania
            kiedy tego nie potrzebuja. Dwie godzinny lezakowania dziennie wspominam raczej jako nude i frustracje niz
            regeneracje i relax. Zaczne swoja wypowiedz od dwoch wspomnien ze swojego przedszkola. Bylo to jedno ze
            szczecinskich (pominmy ktore), ponoc wzorcowych, przedszkoli. Trzech chlopcow, 4-5 latkow bawi sie w
            pokazywanie suisiakow i pup reszcie grupy. Jak to dzieci ktore odkrywaja tajemnice swego ciala. Panie
            przedszkolanki jak tylko dowiaduja sie o tym incydencie decyduja ze wszyscy trzej beda stac nadzy i pokazywac
            swoje genitalia calej grupie przez pol lezakowania. Jakze dokladnie pozostal w mojej pamieci ten obraz ich trzech -
            jeden z majtkami na udach, drugi na kolanach a trzeci na kostkach - wrzeszczacych w nieboglosy z upokorzenia i
            wstrzasu emocjonalnego jakim byla owa kara. Mam wielka nadzieje ze ta metoda wychowawcza, polegajaca na
            ponizeniu i glebokim dotknieciu psychiki malego czlowieka to juz przeszlosc. Drugie wspomnienie jest jeszcze bardziej
            bolesne - doswiadczone na wlasnej skorze. W czasie lezakowania panie wychodza (na kawe? na omowienie
            waznych spraw? Bog wie po co) i daja za zadanie jednemu z bardziej przebojowych chlopakow opieki nad cala
            grupa. Tenze postanawia uzyc twardej reki - kazdy kto ma otwrte oczy, odzywa sie, smieje lub po prostu Jackowi nie
            podoba sie dostaje porzadne pregi skakanka. Ja miedzy innymi. Co tu mowic, glupota ludzka nie zna granic.. Mam tylko
            nadzieje ze dzisiaj jakas tam pani Lila, Maryla czy Eulalia maja wyrzuty sumienia. Ale nie o tym chcialam mowic. Moj
            trzyletni syn jest w przedszkolu w Anglii. Nie twierdze ze jest to ideal, ale daleko mu do przedszkola mojego
            dziecinstwa. Pomijajac juz wspominane przez innych sprawy, np. ze w jego przedszkolu jest jedna pani na 4 dzieci,
            ze dzieci nie musza zmieniac butow (choc moga jesli chca i my to praktykujemy), ze nikt ich nie zmusza do
            lezakowania, ze jest czas przystosowania dziecka, ze grupy sa wiekowo zmieszane - u nas akurat od 2 do 5, ze
            przedszkole ma dwadziescioro dzieci, ze nikt nie zmusza ich do jedzenia czy tez robienia tego co pan/i sobie
            zaplanowal/a, jest kilka innych istotnych, jak mi sie wydaje, pozytywnych cech. (1) Duza wage przyklada sie do
            samodzielnosci i niezaleznosci dzieci; nie ma mycia rak na komende tylko dzieci wtedy ida do lazienki kiedy akurat
            tego potrzebuja. Na stoliku zawsze stoi dzbanek z woda i kto jest spragniony wlewa sobie do kubeczka i juz.
            Kazdego ranka rozstawionych jest kilka roznych kacikow w ktorych mozna robic co sie chce - malowac, wycinac,
            budowac, moczyc sie w wodzie, lepic z gliny, bawic sie na komputerze czy tez drewnianym pociagiem. Oznacza to
            ze dzieci idac rano do przedszkola wiedza ze na poczatku beda robic to co lubia - daje im to lagodne przejscie do
            bardziej spolecznej i wymagajacej aktywnosci. No i maja wybor - jakze nam tego zawsze brakowalo w polskim
            szkolnictwie. (2) Ostatnio, kiedy odwiedzilam Polske i jedna z moich kolezanek powiedziala mi ze zabrala swoje
            dziecko z pewnego przedszkola bo panie nigdy nie raczyly sie do dzieci nachylic, zejsc do ich poziomu, zdalam sobie
            sprawe ze tutaj jest to na porzadku dziennym. Opiekunowie sa zawsze na podlodze, przy malych stolikach, na
            kuckach. Sadze, ze to bardzo wspomaga pierwsze kroki w partnerskim traktowaniu. Co ciekawe, moj syn nie
            podkresla, wprost nie robi, zadnej roznicy pomiedzy jego kolegami/zankami a opiekunami. Panie w przedszkolu sa tez
            kolezankami. (3) W angielskim systemie duzy nacisk kladzie sie na uczestniczenie i zaangazowanie rodzicow w
            proces edukacji. Rodzice moga byc w przedszkolu kiedy i ile chca, moga przychodzic i pomagac w czasie obiadu,
            musza przyniesc co tydzien pol kilo owocow (to raczej dla przypomnienia ze powinni sie udzielac), ktore dzieci jedza
            rano i na podwieczorek i zawsze sa proszeni o rekwizyty w powiazaniu z aktualnym tematem zajec, np zdjecia
            swojej rodziny, dziwne przedmioty, tradycyjne warzywa ze swojego kraju itp. (4) Nie wiem czy w Polsce jest taki
            sam system, ale tutaj kazdy opiekun ma swoich wychowankow - zwykle 4-5 i rejestruje ich rozwoj w ich ksiegach
            przedszkolnych, rozmawia z rodzicami na ich temat, spedza z nimi ciut wiecej czasu niz z innymi, jest odpowiedzialny
            za "przejmowanie" dziecka rano od rodzicow i ogolnie dba zeby np zaden blad w sztuce nie uszedl uwadze. (5) W
            kazdym semestrze sa organizowane party dla dzieci wraz z ich opiekunami. Moze to byc impreza noworoczna czy
            wiosenny wyjazd. Dzieki temu poznalismy wielu rodzicow z ktorymi utrzymujemy kontakt. No i dzieci sa dumne. (6) No
            i ostatnia i dla mnie chyba najwazniejsza kwestia - w naszym przedszkolu nikt nie krzyczy i nie podnosi glosu.
            Wszelkie konflikty rozwiazywane sa droga pokojowa. Moj 3-letni synek jak i inne dzieci uwielbia swoje przedszkole,
            wszystkich swoich przyjaciol, nie chce wracac do domu, jest zawsze pochloniety zabawa i pewny siebie. Mysle
            wiec ze powyzsze metody zdaja egzamin. Na koniec dodam ze opiekunowie w angielskich przedszkolach sa czesto
            wysylani na szkolenia i tam dowiaduja sie o nowych badaniach, trendach i metodach. Dzieki temu staja sie coraz
            lepszymi specjalistami z coraz szerszymi horyzontami. Moze polskim paniom przedszkolankom tez by sie to przydalo?
            Nie watpie jednak ze i w Polsce sa dobre przedszkola. Pozdrawiam wszystkich zaangazowanych.
            • Gość: maga Re: absurd leżakowania IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 19.10.02, 16:48
              No tak, w Anglii są opiekunowie (jak to dostojnie brzmi, a w Polsce -
              "przedszkolanki" (czyli mniej wartościowe nauczycielki). Ciekawe dlaczego?
              Przejrzałam cały wątek i nikt nie nazwał pań pracujących w przedszkolach
              nauczycielkami. Coś w tym jest, ten lekki odcień pogardy odczuwam bardzo często
              w kontaktach z rodzicami i niestety z niektórymi dziećmi, przy których (jak
              przypuszczam) dyskutuje się w domach o nauczycielkach z przedszkola.
              • Gość: malgosia87 Re: absurd leżakowania IP: *.auth-el-0209568.acn.pl 20.10.02, 10:10
                Gość portalu: maga napisał(a):

                > No tak, w Anglii są opiekunowie (jak to dostojnie brzmi, a w Polsce -
                > "przedszkolanki" (czyli mniej wartościowe nauczycielki). Ciekawe dlaczego?
                > Przejrzałam cały wątek i nikt nie nazwał pań pracujących w przedszkolach
                > nauczycielkami. Coś w tym jest, ten lekki odcień pogardy odczuwam bardzo
                często
                >
                > w kontaktach z rodzicami i niestety z niektórymi dziećmi, przy których (jak
                > przypuszczam) dyskutuje się w domach o nauczycielkach z przedszkola.

                O przepraszam, jak przeczytałaś też mój list napisałam Panie Przedszkolanki
                (wielkimi literami) tak właśnie , żeby podkreślić szacunek dla kompetencji
                tych Pań. Ale zgadzam się, że jest coś lekko lekceważącego w tym określeniu,
                myślę jednak, że zamiast szukać innych określeń (opiekunka, nauczycielka) osoby
                pracujace w przedszkolach powinny same zadbać o poprawę wizerunku swojego
                zawodu i zwalczyć stereotyp, iz do pracy w przedszkolu (bardzo odpowiedzialnej
                i trudnej) trafiaja osoby przypadkowe i często niedouczone.
    • Gość: binka Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.mpsz.pl / *.gdynia.mm.pl 08.10.02, 17:00
      może faktycznie dobrze by było zrobić listę przedszkoli i przyznawac im
      serduszka jak w akcji " rodzić po ludzku"?
    • Gość: oma Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.lubin.dialog.net.pl 08.10.02, 22:28
      Witam wszyskich. Pracuję w przedszkolu, jestem przedszkolanką i ze sporym
      zainteresowaniem czytam wszystkie wątki dotyczące przedszkoli. Zresztą sama mam
      dzieci i na to jak jest w przedszkolu patrzę z dwóch stron- jako matka i jako
      nauczyciel. Wiem, że przedszkola są i lepsze i gorsze, ale zależy to przede
      wszyskim od tych , którzy tam pracują, jak traktują swoją pracę, jaką
      wytwarzają atmosferę. Dziwie sie bardzo niektorym rodzicom , którzy narzekają
      na przedszkole, do którego chodzi ich dziecko, ale nic nie robią aby cokolwiek
      zmienić, ze zmiana przedszkola łącznie. W kilku wątkach pisaliście, że nie
      pozwolono wam przebywać z dziecmi w piwerwszych dniach, wtedy kiedy ono jest
      zagubione, zrozpaczone i traci poczucie bezpieczeństwa, gdy zostaje samo z
      obcymi ludźmi w obcym środowisku. Powiem wam szczerze , że gdyby moje dziecko
      płakało, nie chciało zostać w przedszkolu, a ja nie mogłabym z nim wejśc na
      salę i tam z nim zostać, to zbrałabym je odrazu z szatni i więcej do tego
      przedszkola ne wróciła. Powiedzenie pań tam pracujących, że inne dzieci bedą
      płakać gdy zobaczą, że są inne mamy nie jest do końca prawdą. Do przedszkola, w
      którym pracuję rodzice wchodzą i wychodzą kiedy chcą, przyprowadzają dzieci i
      zabierają tak jak im to odpowiada, siedzą z dziećmi w przedszkolu godzinę, dwie
      albo i cały dzień jeżeli jest taka potrzeba. Ale jest jedna niepisana zasada,
      której wszyscy rodzice przestrzegają. Otóż biorą aktywny udział w zabawach i
      zajęciach, szybko uczą sie imion innych dzieci, poznają je i traktują je tak
      samo jak swoje. Nie siedzą ze swoim dzieckiem na kolanach tylko wspóldziałają
      razem z personelem przedszkola, współtworzą przedszkolny dzień. Niejednokrotnie
      są pomysłodawcami ciekawych zabaw, wycieczek, imprez, zajęć otwartych dla
      wszystkich rodziców. A problem spania? Śpią tylko te dzieci, które chcą spać i
      wtedy kiedy chcą spać, kiedy czują się zmeczone. Jednym dzieciom odpoczynek
      jest potrzebny ok.10 po drugim śniadaniu, innym po obiedzie, a są też takie ,
      które kładą się na leżak zaraz po przyjściu do przedszkola i dosypiają sobie do
      śniadania. Napradę wszystko da się zrobić i zorganizować - tylko trochę dobrej
      woli i elastyczności potrzeba ze strony personelu przedszkola. A tymczasem
      pozdrawiam wszystkich rodziców i życzę powodzenia w poszukiwaniu takiego
      przedszkola dla wszych pociech , z którego bedziecie naprawdę zadowoleni.
      Zapewniam , ze takie istnieją smile
    • Gość: monia Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: 217.98.97.* 09.10.02, 10:22
      Jestem mamą przedszkolaka z tego przedszkola gdzie kręcono
      film "Przedszkolandia".Córka moja chodzi już do ostatniej grupy
      i nieodczułam jako matka żeby była znechęcona do przychodzenia
      do przedszkola.Wręcz przeciwnie nawet w dni wolne chciała by do
      niego chodzić.Natomiast Panią Katarzynę która wypowiadała się na
      temat przedszkola i filmu chętnie zaprosiłabym do naszego
      przedszkola żeby przekonała się że nie jest tak jak to
      wygląda.Gdyby pracowała w polskim przedszkolu może nie
      porównywała by go do amerykańskich.
      • Gość: mama sześciolatki Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: 217.98.97.* 09.10.02, 10:43
        Nasze przedszkole jest najlepsze i nawet złe opinie na temat
        filmu "Przedszkolandia" kręconego w naszym przedszkolu nie
        pogorszy opinii o nim.Dzieci są zadowolone i niechcą wracać do
        domów.Tak więc niech niewypowiada się ktoś o przedszkolach
        polskich jeśli w nich niebył.
        • Gość: iza2 Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.k.mcnet.pl 09.10.02, 13:33
          Te same adresy IP, czyzby to Pani Dyrektor robila akcje
          na rzecz obrony swojego przedszkola ? Obowiazkowa
          pozytywna opinia od kazdej mamusi...
          Bez nerwow, polozne tez sie oburzaly, ze mezowie chca byc
          przy porodach, szpitale, ze mamy chca byc przy lozkach
          dzieci. Gleboko wierze, ze i polskie przedszkola wreszcie
          beda zmuszone zaakceptowac rodzicow na sali. I nie ma to
          nic wspolnego z pieniedzmi, z naduzywana "polska
          rzeczywistoscia" i niewiadomo czym jeszcze. Jest to tylko
          brak dobrej woli przedszkoli i beznadziejna edukacja
          pedagogow i przedszkolanek. Juz na studiach powinni miec
          zajecia ze wspolpracy z rodzicami, z podmiotowego
          podejscia do dzieci, poszanowania ich osobowosci itd.
    • Gość: imajagoda@wp.pl Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.02, 23:23
      Sz. Pani Górnicka – Boratyńska
      Redakcja „Wysokich Obcasów”


      Bardzo dziękuję Katarzynie Mitros, autorce materiału „Mamo chodź
      do przedszkola” za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami o
      naszych przedszkolach, nauczycielkach, ale przede wszystkim
      dzieciach. Pisze o potrzebie uczenia dzieci samodyscypliny,
      negocjacji, współpracy , odpowiedzialności za własne decyzje, o
      prawie do doświadczania , eksperymentowania i akceptacji oraz o
      dziecięcej wrażliwości i ciekawości świata.
      Kiedy zamkniemy oczy i postaramy się choć na chwilę wrócić do
      czasów, kiedy sami byliśmy dziećmi, lubiliśmy zabawy w błocie,
      wodzie, zbieranie nikomu wydawało by się niepotrzebnych rzeczy,
      gdzie najważniejsze było dotknąć, spróbować, doświadczyć może
      uda nam się popatrzeć na nasze dzieci pełniej, ze zrozumieniem,
      aprobatą i pozwolić na to, na co sami kiedyś mieliśmy ochotę..
      Już słyszę głosy, że w przedszkolu jest tyle dzieci, że nie
      można pozwolić na to, żeby każdy robił co chce, że są pewne
      zasady, reguły i organizacja pracy. To wszystko można zmienić,
      kiedy wiemy, co jest najważniejsze. Ze nauczycielki realizują
      program, że przecież mają coraz lepsze wykształcenie (coraz
      częściej podyplomowe) i wiedzą, co dzieciom jest potrzebne.. No
      cóż oczywiście wiedzą, ale często mam wrażenie, że ważniejsze
      jest to, co jest im potrzebne, a nie dziecku. Często też po
      prostu nie posiadają odpowiednich umiejętności, chociażby
      radzenia sobie z płaczem dziecka, jego złością czy uporem,
      radzenia sobie z własnymi, w tym negatywnymi emocjami.
      Wiedza teoretyczne znowu wygrywa z praktyką. W dalszym ciągu w
      programach studiów pedagogicznych za mało jest treningów np.
      umiejętności wychowawczych, sztuki rozmowy z dzieckiem i
      słuchania. Nie wiem też czy ktokolwiek sprawdza przydatność
      kandydata do tego zawodu., a skoro jest to praca mająca olbrzymi
      wpływ na osobowość dziecka, jego np. przyszłe postrzeganie i
      odbieranie świata taka weryfikacja powinna być bardzo wnikliwa.
      Zdarza mi się słyszeć w sklepie, autobusie rozmowy mam o
      przedszkolach, nauczycielkach i przykro powiedzieć, są to często
      uwagi krytyczne. Przeczytałam wiele wypowiedzi nauczycieli
      przystępujących do programu „Szkoła z klasą”, gdzie mówili bez
      fałszywego wstydu o swoich osiągnięciach ale i problemach.. Może
      warto, żeby środowisko nauczycieli przedszkoli z troską, uwagą i
      szczerością przyjrzało się sobie, swoim mocnym i słabym stronom,
      żeby zaczęło wyciągać wnioski i dążyć do poprawy jakości naszych
      przedszkoli. Przydało by się u nas więcej „Przeszkoli z klasą”,
      bo na szczęście są i też takie.
      Sama jestem nauczycielką przedszkola z wieloletnim stażem, a od
      8 lat dyrektorką przedszkola i jestem dumna z tego kim jestem.

      Jadwiga Dybysławska



    • Gość: noam Wychowanie bezstresowe+rozhisteryzowane mamusie IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 10.10.02, 09:32
      Jedyna rozsądna informacja w tym artykule to to, że w polskich
      przedszkolach bez sensu kręci się mnóstwo "personelu
      pomocniczego", który nic nie robi (tzn. ma roboty na mniej
      więcej 2 h dziennie, a pensje bierze za cały dzień). Skutkiem
      tego grupy dziecięce są bezsensownie duże. Cała reszta to
      bzdury, na dodatek mające pozory racjonalności.

      Fascynacja amerykańskimi przedszkolami i - szerzej -
      amerykańskim modelem wychowania jest ujmująca. Szkoda tylko, że
      nie podzielają jej sami Amerykanie. Bywam często w USA, jakiś
      czas tam mieszkałem i nie znam Amerykanina, który dobrze
      mówiłbym o tamtejszym wychowaniu przedszkolnym. A o szkołach
      mówią jeszcze gorzej. Zresztą, przede wszystkim model
      kształcenia sprawia, że amerykańskie dzieci przegrywają w
      konkurencji z dziećmi imigrantów.

      Osobna sprawa to pęd do "wychowania bezstresowego". Zachodnie
      społeczeństwa już dawno zrozumiały, że to droga do egoizmu
      całych pokoleń i zarzuciły ten model. Niemcy myślą, jakby tu
      naprawić swoje szkoły, bo wskutek działań pokolenia '68 mają
      jedno z nagorzej wykształconych społeczeństw w Europie. Ale co
      Amerykanin wymyśli to Polak polubi, choćby nawet juz idea
      zbankrutowała w samej Ameryce. Mieliśmy pobłażliwość dla
      bandytów, mamy polityczną poprawność w języku (Afroamerykanin),
      mamy prymitywny feminizm rodem z późnych lat osiemdziesiątych,
      teraz będziemy zaszczepiać zbankrutowany model wychowania
      przedszkolnego. Tako rzecze Gazeta Wyborcza.

      Pogarda, jaką żywi pani pedagog z Ameryki dla "realizowania
      programu" też jest charakterystyczna. Rzecz w tym, że żeby pójść
      do szkoły i móc normalnie funkcjonować potrzebna jest pewna
      baza. Nie chodzi nawet o wiedzę (trudno jej uczyć trzy-,
      czterolatka), ale o pewien zbiór zachowań społecznych - np.
      szacunek dla przyrody, respekt dla pracy innych, umiejętnośc
      słuchania co ktoś ma do powiedzenia. Zamiast kształcenia tych
      umiejętności pani pedagog proponuje "podążanie za dzieckiem".
      Łamie gałężie - proszę bardzo, może lubi? Wylewa zupę - ależ
      tak, to wspaniały pomysł! Nie chce myć zębów po posiłku -
      świetnie, przecież nie będziemy tłamsić indywidualności.

      Jeżeli chłopczyk porozrzucał pracowicie poskładane przez innych
      klocki bo "lubił sprzątać", pani uważa, że należy mu
      przyklasnąć - furda praca innych dzieci, furda zasady, chłopiec
      ma się bawić i realizować swoją indywidualność. Za paręnaście
      lat ten chłopiec pojedzie pożyczonym od tatusia porschakiem
      dwieście na godzinę, wpadnie na inny samochód i zabije rodzinę z
      dwójką dzieci. Ale czemu macie pretensje, przecież on TYLKO
      CHCIAŁ SIĘ REALIZOWAĆ. Patologie takie wzmacniane są przez
      rozhisteryzowane mamusie (których nie brak i na tym forum),
      które uważają, że zwrócenie uwagi ich kochanemu misiowi
      ptysiowi, że nie powinien sypać piaskiem na inne dzieci, to już
      zbrodnia nad zbrodnie. Olaboga, stresują moje dziecko!

      Polskie przedszkole nie jest ideałem. Sam mam wiele zastrzeżeń
      do przedszkola mojego syna. Dlatego często rozmawiam z
      wychowawczyniami, z dyrektorką i z innymi rodzicami - co
      poprawić, co zmienić, czego nie chcemy (np. udało nam się
      wytrzebić z przedszkola japońskie i amerykańskie kreskówki i w
      to miejsce wprowadzić Krecika, Żwirka i Muchomorka oraz Bolka i
      Lolka). Generalnie jednak muszę powiedzieć, że panie z
      przedszkola swój rozum i swoje argumenty mają i często im
      zdarzało się mnie przekonać, że tak jak one robią jest jednak
      lepiej.

      Na szczęście polscy rodzice mają dość rozsądku, żeby dzieci
      wychowywać podobnie do tego, jak wychowywano ich. Większych
      szkód w polskich rodzinach nie wyrządził dr Spock i jego
      książka, pewnie też szkód nie wyrządzą pani pedagog i Wysokie
      Obcasy.
      • Gość: Asia Re: Wychowanie bezstresowe+rozhisteryzowane mamus IP: *.dhcp.unc.edu 10.10.02, 21:34
        No i na koniec udalo mi sie dojsc do jakiejs zdroworozsadkowej
        opinii...
        Przyznaje, ze podzielam po czesci poglady Noama. tym
        bardziej,ze sama mam doswiadczenia zwiazane z wysylaniem synka
        do polskiego i amerykanskiego przedszkola. Przy czym to polskie
        bylo typowa placowka publiczna, a pierwsze amerykanskie, do
        ktorego trafil Alek - elitarna (nawet jak na warunki USA). I
        musze przyznac, ze najbardziej odpowiadalo nam wszystkim (tj.
        Alkowi i nam - jego rodzicom) polskie przedszkole - moze i
        tradycyjne, ale na pewno nie w zlym tego slowa znaczeniu. Alek
        wracal z niego radosny, mial przyjaciol, nikt nie tlumil jego
        osobowosci , z pania mozna bylo porozmawiac zawsze i na kazdy
        temat, odebrac dziecko kiedy sie chcialo (za uprzedzeniem -
        zeby nie dezorganizowac pracy i - co wazniejsze - nie przerywac
        dziecku zabawy w najciekawszym momencie); natomiast
        rzeczywiscie niewykorzystany jest potencjal pozostalego
        personelu i moze nalezaloby sie nieco skupic na jego lepszym
        wykorzystaniu... Z amerykanskiego przedszkola integracyjnego
        mamy zas jak najgorsze wspomnienia - brudno, grupy male (8
        dzieci), ale stale zmieniajace sie w nich dzieci (system
        rotacyjny), brak jakiegos stalego wlasnego miejsca , koszmarna
        kuchnia (hamburgery i hot - dogi niemal na okraglo),
        horrendalne czesne (nawet jak na Ameryke)i do tego - w ramach
        tzw. kooperacji rodzicow z przedszkolem - dodatkowe 6 godzin
        miesiecznie do odpracowania (mozliwe do zamiany na dodatkowa
        oplate $60). Oczywiscie o zadnej pomocy jezykowej (Alek
        niemowil wowczas po angielsku)nie bylo mowy - oczywiscie
        zostalo to ukryte pod przykrywka teorii naturalnego oswajania
        sie z jezykiem etc. Staralismy sie znalezc inne miejsce dla
        naszego synka tak szybko jak to bylo mozliwe. I udalo nam sie
        znalezc inne - zdecydowanie lepsze - a jednoczesnie blizsze
        modelowi polskiego przedszkola. Tam Alek spedzil nastepne 1,5
        roku i dzis jest szczesliwym uczniem klasy kindergarten.
        Tak wiec - drodzy rodzice - nie zapatrujcie sie tak w Ameryke -
        nie warto - sami Polacy tez maja sporo do zaoferowania - a
        naprawde wiele kompromisow jest mozliwych. Warto rozmawiac z
        nauczycielami - zazwyczaj sa oni milymi ludzmi, dosc otwartymi -
        i - co najwazniejsze - maja obiektywny stosunek do Waszych
        dzieci !! A dobre i zle przedszkola sa wszedzie - pod kazda
        szerokoscia geograficzna!
        Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich rodzicow przedszkolakow!
        • Gość: Ewa Re: Wychowanie bezstresowe+rozhisteryzowane mamus IP: warspite.ch.u* 11.10.02, 17:07
          A ja mysle, ze prawda lezy jak zwykle po srodku. Bardzo duzo zalezy od osoby
          kierujacej przedszkolem jak i nauczycielek. Moja corka chodzila do przedszkola
          w Polsce i w Anglii. I jej wlasne spostrzezenie po pierwszym dniu pobytu w
          przedszkolu zagranicznym, "Fajnie jest bo do niczego nie zmuszaja" wprawilo
          mnie w oslupienie bo uwazalam i nadal uwazam, ze chodzila do dosc dobrego
          przedszkola publicznego w Polsce. W tym wlasnie przedszkolu pozwalano mi
          zostawac rano do momentu kiedy dziecko sie nie oswoji z nowa sytuacja itd.
          Pierwsza pani nauczycielka byla cudowna i ciepla osoba, ktora dzieci
          uwielbialy, niestety nie moge tego powiedziec o nastepnej pani, ktora wyraznie
          dala rodzicom do zrozumienia, ze za pieniadze jakie zarabia nie ma zamiaru
          nadmiernie sie wysilac. I to jest jakies nieporozumienie. Oczywiscie ze
          nauczyciele sa fatalnie oplacani w Polsce ale przeciez podpisuja umowe o prace
          i tym samym wyrazaja zgode na prace na okreslonych warunkach!! i wysokosc
          pensji nie moze decydowac o tym, ze beda wykonywac swoja prace na cwierc
          gwizdka.
          Inna sprawa jest czasami kompletny brak oktywnosci rodzicow (w Polsce),
          przeciez po to istnieja zebrania i rady rodzicow zeby dyskutowac rozne
          problemy.
          Natomiast mysle, ze przedszkole Angielskie wcale nie wychowywalo bezstresowo,
          przeciwnie dyscyplina byla tam wymagana nawet od calkiem malych dzieci, ale w
          nieco inny sposob niz w Polsce. Przedwszystkim nie bylo rownania w dol i
          wytykania, co niestety wydaje mi sie dosc charakterystyczna nasza cecha
          narodowa. Nie bylo tez obsesji czystosci, lakierowanych parkietow i ukladania
          zabawek natychmiast po zainteresowaniu sie inna, owszem na koniec wszyscy
          sprzatali ale nie tak zeby dziecko musialo co chwila przerywac zabawe bo wzielo
          nowa zabawke z polki. Dlatego uwazam, ze dobre przedszkole to nie tylko dobry
          personel ale tez aktywni choc nierozchisteryzowani rodzice.
    • Gość: tomek Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.10.02, 19:43
      Nareszcie !!!
      Cieszę się że nie tyko ja mam takie zdanie na temat
      "Przedszkolandii".
      Moje doświadczenia przedszkolne są dość duże, sam pracowałem w
      przedszkolu jako wychowawca a i posiadam troje dzieci z czego
      najmłodszy syn jeszcze jest przedszkolakiem. W karierze moich
      dzieci było to Dobre przedszkole - w którym sam pracowałem i
      było to Złe przedszkole do którego trafili moi dwaj synowie z
      przyczyn ekonomicznych (to dobre kosztowało dwa razy tyle co
      złe). Dobre jest tym z artykułu p. Katarzyny a Złe tym
      z "Przedszkolandii".
      W dobrym we wrześniu dzieci płaczą sporadycznie, rodzice mogą
      zostać w nim ile chcę - w czasie mojej w nim pracy jedna mama
      która była Czeszką i której dziecko słabo mówiło po polsku
      spędziła w naszym przedszkolu ok. 2 miesięcy ( zaczęła pomagać w
      kuchni).
      O Złym wolę się nie wypowiadać za dużo. Mój młodszy syn spędził
      w nim miesiąc po tym czasie oboje z żoną podieliśmy decyzję o
      przeniesieniu syna do Dobrego przedszkola.
      Nie wytrzymaliśmy, cierpieliśmy wszyscy, Teofil i my.
      W Dobrym przedszkolu Teofil poczuł się dobrze od razu i tak jest
      do dziś.
      Zastanawiam się na czym polega różnica między przedszkolem
      dobrym i złym na pewno nie jest to sprawa pieniędzy, bo to dobre
      mimo że jest dwa razy droższe od złego jest tym biedniejszym
      (ciekawe?), nie jest też to za sprawą wielkości grup i ilości
      personelu bo to jest ilościowo tak samo, może inaczej się go
      nazywa. Myślę ze tez nie jest to sprawa przepisów bo jednak te
      Dobre istnieją legalnie.
      Różnica według mnie polega na podejściu do dziecka. W Dobrym
      jest ono osobą. W złym jest zadaniem dla pań wychowawczyń.
      W Dobrym dziecka się słucha, rozmawia się z nim, nie polega to
      na pozwalaniu mu na wszystko – zasady są jasne i przejrzyste-
      uczy się odpowiedzialności za swoje postępowanie.
      W Złym dba się żeby dziecko nie płakało – stosuje się różne
      sposoby – kłamstwo, kary, przekupstwo,
      Było czyste i pięknie powiedziało wierszyk na akademii z
      udziałem władz gminy. To jak to dziecko odbiera jest miej
      istotne, liczy się wynik. Dzieci i ryby głosu nie mają. Niestety
      tak myśli duża częśc polskich rodziców odprowadzających swoje
      dzieci do przedszkola do którego one wcale nie chcą pójść –
      czasami płacz dzieci trwa cały rok albo i dłużej - to te
      bardziej odporne które nie mogą przystosować się do sytuacji
      która panuje w przedszkolu. Czasami są to warunki ekonomiczne bo
      jednak nie wiele osób ma szczęście mieś w pobliżu własnego domu
      Dobre przedszkole.
      Zróbmy akcję na wzór „Rodzić po Ludzku”.
      Z oddziałami położniczym się udało – są dla ludzi – zróbmy to
      samo z przedszkolami.

      Jestem do dyspozycji
      Tomasz Kiliś
      022 835 49 53 lub 0502 025 163
      • Gość: Kasia Re: Mamo, chodź do przedszkola - do Tomka IP: *.chello.pl 16.10.02, 22:52
        Tomku,
        Napisz coś więcej o tym Dobrym przedszkolu. Gdzie ono się mieści? Masz zdaje
        się żoliborski numer telefonu, ja mieszkam na Bielanach. Od września mój synek
        chodzi do przedszkola. Niby wszystko jest ok, a jednak ja nadal mam masę
        wątpliwości, czy dokonałam dobrego wyboru. Maluch początkowo miał iść do
        przedszkola prywatnego, ale po roku chodzenia na zajęcia adaptacyjne, doszliśmy
        do wniosku, że tak naprawdę nie jest takie super - za to bardzo drogie.
        Zdecydowaliśmy się na przedszkole państwowe, podobno dobre. Ale czy napewno....
        Pozdrawiam - Kasia.
      • Gość: Kasia Re: Mamo, chodź do przedszkola - do Tomka IP: *.chello.pl 16.10.02, 22:55
        Tomku,
        Napisz coś więcej o tym Dobrym przedszkolu. Gdzie ono się mieści? Masz zdaje
        się żoliborski numer telefonu, ja mieszkam na Bielanach. Od września mój synek
        chodzi do przedszkola. Niby wszystko jest ok, a jednak ja nadal mam masę
        wątpliwości, czy dokonałam dobrego wyboru. Maluch początkowo miał iść do
        przedszkola prywatnego, ale po roku chodzenia na zajęcia adaptacyjne, doszliśmy
        do wniosku, że tak naprawdę nie jest takie super - za to bardzo drogie.
        Zdecydowaliśmy się na przedszkole państwowe, podobno dobre. Ale czy napewno....
        Pozdrawiam - Kasia.
        • Gość: tomek Re: Mamo, chodź do przedszkola - do Tomka IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.10.02, 13:55
          witaj Kasiu
          To dobre przedszkole to Społeczne Przedszkole Integracyjne na
          ul. Wolumen 3 tel. o ile sie nie mylę to 663 55 21
          pozdrawiam
          Tomek
      • Gość: Maria Lehman Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.chello.pl 18.10.02, 15:12
        Gratuluję podjęcia tematu !!!!

        Dobrze znam funkcjonowanie przeciętnych, polskich przedszkoli ze swoich
        kontaktów zawodowych. Pracuję w Poradni Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i
        Młodzieży. Co roku we wrześniu i październiku przychodzą do Poradni przerażeni
        rodzice z małymi dziećmi, u których występują zaburzenia lękowe, trudności ze
        snem, poranne wymioty podwyższona temperatura, zaburzenia apetytu, itp.. Są to
        dzieci, które zaczęły chodzić do przedszkola i często według słów
        nauczycieli „do niego się nie nadają”

        Dwa razy w tygodniu w Poradni prowadzimy dla rodziców grupy wsparcia, aby
        ich „zreanimować” po kontakcie z przedszkolami. Dzieci i rodzice w przeciętnych
        polskich przedszkolach czują się źle.
        Rzadko w przedszkolach prowadzony jest specjalnie przemyślany i zorganizowany
        okres adaptacji.
        Rodzice, bez względu na godzinę rozpoczęcia pracy muszą przyprowadzać dzieci
        rano, bo inaczej „dezorganizują pracę przedszkola”.
        Rodzice MUSZĄ wysłuchiwać słów krytyki, ( !!! przeważnie nad głową
        dziecka !!!) jakie jest ono niegrzeczne i co źle zrobiło.
        Dzieci MUSZĄ się przyzwyczaić najlepiej od razu, MUSZĄ jeść tyle ile dorośli
        sobie życzą i to co dorosły im da, MUSZĄ spać w dzień (koszmar
        leżakowania), MUSZĄ brać udział w zajęciach, MUSZĄ wyjść na dwór, często
        nie mogą iść do toalety kiedy chcą.
        Z opowieści rodziców, z obserwacji zabaw projekcyjnych dzieci, a także z
        kontaktów z nauczycielami, wynika wyraźnie, że w przedszkolach stosowana jest
        wobec dzieci na szeroką skalę przemoc psychiczna, a czasem i fizyczna.

        DZIECI SĄ SZARPANE I POTRZĄSANE
        DZIECI SĄ SZANTAŻEM, RÓŻNORODNYM NACISKIEM, A TAKŻE GROŹBAMI ZMUSZANE DO
        JEDZENIA
        OGRANICZANA JEST ICH AKTYWNOŚĆ RUCHOWA
        WŚMIEWANE SĄ ICH UCZUCIA
        ZAKAZUJE SIĘ IM OKAZYWANIA SMUTKU, TĘSKNOTY, ZŁOŚCI, A TAKŻE NADMIERNEJ
        RADOŚCI – przecież w przedszkolu nie wolno płakać, ani zbytnio się śmiać.

        Dzieci są głównie krytykowane, uwłaczająco porównywane, nadawane są im
        ośmieszające przezwiska, komentowany jest publicznie ich wygląd. Wobec nich są
        stosowany krzyk i częste groźby:
        - Jak będziesz tak się zachowywać, to mama po ciebie nie
        przyjdzie !!!!!!!!!!!

        Ostatnio, z września 2002 znana jest mi historia dziecka, które zostało
        zamknięte w schowku ponieważ nie chciało leżakować !!!!!!!!!!!!!!

        Takie zachowania dorosłych wynikają: z bardzo silnych stereotypów wychowania
        zwanych przez panią Alice Miller czarną pedagogiką, z bardzo niskiego poziomu
        wiedzy nauczycieli dotyczącej rozwoju emocjonalnego dzieci, z trudności
        emocjonalnych samych nauczycieli ect.
        Oczywiście my psychologowie wielokrotnie próbowaliśmy i próbujemy interweniować
        na różnych szczeblach nadzoru nad przedszkolami (dyrektorzy, naczelnicy
        Oświaty, Kuratorium) ale bez rezultatu. Wygodniej udawać, że wszystko w
        porządku i robić kolejną akcję - ostatnio o prawach dziecka smile)))))))))


        Może by tak rodzice i dzieci (lub media) dawali przedszkolom tak jak hotelom
        gwiazdki, albo odznaki „Przedszkole przyjazne dzieciom i rodzicom”



        Maria Lehman
        Kliniczny Psycholog Dziecięcy

        PS.
        Po Warszawie krąży anegdota o znanej pani wizytator, która oddała niedawno
        swego wnuka do przedszkola i zaczęła walczyć o to by:
        NIE MUSIAŁ jeść
        NIE MUSIAŁ leżakować (patrz wyżej)
        Wcześniej jakoś nie mogła zrozumieć, że konieczny jest szacunek dla uczuć
        każdego dziecka, że każde dziecko ma własny rytm snu i czuwania, własny
        indywidualny apetyt i smak.

        Ewentualny kontakt:
        Poradnia Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży
        Tel. 822 83 35

        • malgosia87 Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr 19.10.02, 10:58
          Witam wszystkie mamy

          Moja córka (lat3) i ja mamy już za sobą roczne doświadczenie przedszkolne. Z
          tego co przeczytałam na forum najbardziej poruszyło mnie:
          1) traktowanie dziecka przedmiotowo:
          jak leżakujemy to wszyscy, jak tańczymy to wszyscy , masz to i to zjeść,a jak
          będziesz płakać to mama po ciebie nie przyjdzie, itd.
          2) jak mama będzie zostawać z dzieckiem to ono się przyzwyczai a innym
          dzieciom będzie przykro
          A teraz napiszę o naszych doświadczeniach. Zaczełysmy przychodzic kiedy Julka
          miała 2 lata,dlatego że chciałam dać jej mozliwosc obcowania z równieśnikami,
          ona sama takiej potrzeby nie przejawiała. Na poczatku wydawało się, że pójdzie
          gładko i jest już gotowa do rozsatnia z mamą na 2-3 godz.x2tyg. Ale potem było
          niestety gorzej, nie było mowy zebym wyszła z sali na dłużej niż 5 minut, a do
          tego dochodził strach przed grupa (cytat:bo dzieci moga mi zrobic cos złego),
          od razu dodadam, że nie poparty żadnym traumatycznym doswiadczeniem. Ale ja
          postanowiłam, że bedziemy jednak kontynuować edukację przedszkolna, do niczego
          jej nie zmuszałam ani ja ani Panie Przedszkolanki, mogła patrzeć jak np. tańcza
          inni, albo w tym czasie zajmowac się czymś innym. No i teraz będzie happy end:
          W sierpniu Julka zaprzyjaźniła się z Paniami Przedszkolankami , nawet mogłam
          na godzinę wyjśc, potem przestała dostrzegać w dzieciach zagrozenie, a potem
          przyszedł czas na nawiązywanie kontaków towarzyskich. No i teraz mamy niemalze
          sielankę, buziaczek na do widzenia, krotkie pytanie (coraz Krótsze) kiedy
          wrocisz mamo i zdanie którego myślałam że nigdy nie usłyszę: Lubię chodzic do
          przedszkola. to wszystko udało się nam osiągnąc poprzez dyskretne sugestie,
          pokazywanie pozytywów, nie zmuszanie do niczego i nie wyśmiewanie zadnych
          nawet najbardziej absurdalnych (z punktu widzenia dorosłego) lęków. Ale i co
          jest bardzo ważne nie ma to nic wspólnego z wychowaniem bezstresowym, to że
          szanuje się dziecko i widzi w nim małego człowieka z prawem do odczuwania całej
          gamy uczuć, to nie znaczy że wszystko mu wolno a rodzice są tylko do
          spełniania jego zachcianek. Chyba że ktos za kazde wychowanie bezstresowe
          uważa wychowanie bez krzyków, grózb czy klapsów. W kontekscie tego co powyżej
          aż mnie ciarki przechodzą jak czytam i słyszę co się dzieje w innych głównie
          państwowych przedszkolach. Przedszkole do którego chodzi Julka uważam za
          prawie idealne, jedyny mankament to spore opłaty miesieczne, niemniej jednak
          warto, szczególniwe jeśli ktoś ma wrażliwe i trudno adaptujące się dziecko.
          • Gość: Monika Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.chello.pl 20.10.02, 16:56
            Jest takie przedszkole w Warszawie - działa od wielu lat na Ursynowie - tutaj
            dzieci naprawdę są szczęśliwe. Czytalam artykul i wszystko sie zgadzalo! Moje
            dzieci (12 i 9 lat) byly tu szcsesliwe. ul Dunikowskiego 4. 644 66 32. Monika.
            • Gość: mama Re: Mamo, chodź do przedszkola - z Katarzyną Mitr IP: *.kabaty.2a.pl 20.10.02, 22:56
              To przedszkole przy Dunikowskiego 4 to "Baśniowy świat dziecka". Mój synek
              chodzi tu już trzeci rok. Delikatny,wrażliwiec zaadaptował się błyskawicznie.Tu
              lubi się dzieci i traktuje się je po prostu jak osoby. Rozmawia się z nimi i
              słucha co mają do powiedzenia. Dzieci mają czas na swobodną zabawę, są aktywne
              i twórcze. A jednocześnie jest też tu miejsce na zorganizowane zajęcia, ale
              elastycznie bez nacisków,ciągłego oceniania i przymusu. Złoty środek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka