robertmar1
02.12.05, 16:44
Problem jest, przyznać trzeba, głupi, ale jest, a z doświadczenia wiem, iż
takie najtrudniej rozwiązać. W moim sąsiedztwie jest chłopak niemal dorosły
(17 lat), który niby ma wszystko w porządku z głową, ale zadręcza się
problemem braku dziewczyny. Domyślam się, że jest to spowodowane tym,
że "każdy kogoś ma, a on jeszcze nie", ale mogę się mylić. Ten ktoś całe swe
życie pozaszkolne poświęca temu, żeby sobie znaleźć, jak to się szumnie mówi,
drugą połówkę. Chodzi na dyskoteki i podobne imprezy, błąka się po znajomych
i miejscach popularnych wśród młodzieży, ale z tego co wiem, to bez efektu.
Młody popada w coraz większą depresję i choć bez zarzutu wywiązuje się ze
swych obowiązków, to do załamania totalnego mu niewiele brakuje, a jego
rodzice to już całkiem gonią w piętkę. Moim zdaniem gość po prostu ma dużego
pecha i tyle, ale fakt faktem, że tym tłumaczeniem nie polepszy się jego
samopoczucia. Szkoda mi go, bo jeszcze nie tak dawno był całkiem do rzeczy, a
teraz... Jak mu można pomóc?