09.08.06, 20:33
witam
mam problem. wlasnie dzwonil moj syn, 9 lat, po raz drugi na koloniach, z
placzem ze chce juz wracac. pierwszy raz byl udany, bardzo sobie chwalil, w
tym roku jednak pojechal tylko ze wzgledu na dobrego kolege. kolega byl juz
wczesniej z ta grupa, mial znajomosci z zeszlego roku. i teraz moje dziecko
sie czuje odrzucone. placze. mowi ze teskni, koch i chce zeby przyjechac...
jestem sklonna to zrobic ale z drugiej strony wiem ze on czeka na zaproszenie
do zabawy, sam nie podejdzie, nie poprosi. a moze powinien przejs taka szkole
zycia? tylko jakim kosztem? a mnie sie serce kraje...
jechac?
Obserwuj wątek
    • 5_monika Re: kolonie 10.08.06, 15:03
      nie odpowiem Ci co masz zrobić.
      Ja zawsze jeździłam na kolonie i zawsze nie chciałam, nawet nie dlatego że tam
      było źle, ale byłam chyba wstydliwa i nie lubiłam.Ja swojego jeśli nie będzie
      chciał "na siłę nie poślę".Za to z rodzicami lubiłam jeździć smile
    • kasiapfk Re: kolonie 10.08.06, 18:56
      Mój był po raz pierwszy w zeszłym roku i zabraliśmy go po 4 dniach.
      W tym roku jest obecnie - dzwoni codziennie, ale nie che za nic wracać i już
      mówi, że nastepnym razem tez jedzie.
      Może Twój syn potrzebuje trochę więcej czasu by poczuć się fajnie na koloniach?
      • katka1971 Re: kolonie 10.08.06, 19:28
        Mój syn jeszcze nie dorósł do kolonii.Jest nie samodzielny ma 8 lat.
        Bardzo bym chciala aby pojechal na takie kolonie ale jest jedno ale...
        nie umie sobie podcierać pupy.Jego stolce są aż tak żadkie że nie wiem kiedy
        się nauczy to samodzielnie robić.
        Może któraś z mam ma pomysł jak go tego nauczyć zaznaczam że raz już próbował i
        cały się wymazał.
        • dagbe do katka 10.08.06, 20:27
          Ja mam tylko jedna rade - niech probuje w domu a zaraz potem do wanny i umyc
          sie. Jak nie bedzie probowal, to marne szanse, ze sie nauczy...

          Pozdrawiam,
          Dagmara
    • rycerzowa Re: kolonie 10.08.06, 21:58
      Zadzwoń do kierownictwa kolonii i opowiedz wychowawcom o problemie.
      Powinni pomóc.
    • myszmusia Re: kolonie 11.08.06, 08:43
      nic na siłę.Powiniem sam chcieć a nie "przechodzić szkołę" i to na życzenie kochających rodziców.Dziecko powinno odpocząć a nie byc gdzieś na siłę.
    • dorotakatarzyna Re: kolonie 11.08.06, 19:53
      Byłam w tym roku wychowawcą na koloniach, miałam grupę dziesięciolatków.
      Zdarzało się, że dzieci płakały, dzwoniły do rodziców, a po chwili radośnie się
      bawiły. Telefon komórkowy to na koloniach wręcz przekleństwo. Dziecko dzwoni do
      rodziców z każdym drobiazgiem, a rodzic dzwoni do wychowawcy. Tymczasem dziecku
      naprawdę nie dzieje się żadna krzywda. To normalne, że tęskni. To normalne, że
      pokłóci się z kolegą. Czy jeśli w szkole dziecko kłóci się z kolegami, to
      przenosicie je do innej klasy?
      To nie jest szkoła życia. Na pewno nie jest tak źle, jak się wydaje. Najbardziej
      cierpią 7-8 latki, te starsze świetnie sobie radzą. A po odwiedzinach dziecku
      jest jeszcze trudniej się pozbierać.
      Myślę, że przez telefon powinnaś dodać dziecku otuchy, zapewnić o swojej miłości
      i tęsknocie. I powiedzieć, że pojechało tam odpocząć i dobrze się bawić. Prawie
      na pewno wszystko będzie dobrze, a później będzie miło wspominał ten wyjazd.
      • ibulka Re: kolonie 11.08.06, 21:23
        Pierwsza sprawa - telefony.
        Kiedy Piętnastolatka z naszej rodziny miała lat 8, pojechała na Zieloną Szkołę
        do Czech. Ze swoją panią wychowawczynią, ze swoją klasą. Mieszkała w pokoju z
        ówczesną przyjaciółką, nie było więc źle.
        Problemy: brudne toalety. Myć szli się wszyscy do takiej na drugim końcu
        korytarza, bo tam było czysto. Ale w nocy inne panie pilnujące dzieci nie
        pozwoliły chodzić do tamtej toalety dzieciom z pokoji, do któych 'należała'
        łazienka obok pokoju Piętnastolatki.
        Ta łązienka była brudna, nie zamykały się drzwi, a dzieci bały się albo
        wstydził powiedzieć o tym wychowawczyni - nie wnikam dlaczego, to nie moja
        córka.
        Telefony komórkowe były na ZS nieobecne - ośmiolatki takowych nie posiadały.
        Rodzice mogli dzwonić do ośrodka na kilka minut codziennie wieczorem, i tak
        było. Jednakże to nie wystarczało takim maluchom. Telefon był na górze,
        stołówka na dole. Rodzice mogli dzwonić podczas kolacji. Panie kucharki nie
        zawsze wołały dzieci, bo 'Jedzą, dobrze się bawią, nie nie, nie płaczą,
        wszystko ok!'
        I dziecko myślało, że rodzic zapomniał zadzwonić, nie chciało mu się itd.
        Dlatego moim zdaniem - komórka to dobre rozwiązanie, nawet taka jakaś stara,
        badziewna - żeby tylko mieć jakiś kontakt z dzieckiem.

        W 5 klasie Piętnastolatka była na Zielonej Szkole w Borowicach. Nie miała wtedy
        komórki. Jej mama dzwoniła na komórkę koleżanki, bądź do ośrodka o ustalonych
        godzinach. Wtedy jednak Piętnastolatka nie potrzebowała już takiego kontaktu,
        miała 11 lat smile

        W 6 klasie Piętnastolatka miała już komórkę, ale znowu w Nowej Morawie - tam,
        gdzie byli na Zielonej Szkole - nie było zasięgu.


        Twój synek ma dopiero 8 lat. To mało. Dzwoń do niego często, pytaj jak się
        bawi, opowiadaj, że w domu wszystko ok, cieszysz się, że wypoczywa itd.
        Nie mów, że tęsknisz, że szkoda, że go nie ma itd., po może poczuć się winny,
        że Tobie sprawia przykrość swoją nieobecnością.
        Być może za rok będzie lepiej? smile

        Gdyby było beznadziejnie, to jedź i zobacz jak się sprawy mają.
        Moim zdaniem wszystko się ułoży, powodzenia życzę! :o)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka