Dodaj do ulubionych

Siedem żyć ematki

25.06.25, 14:03
1. Zleciałam z roweru na beton na łeb.
2. Jako dziecko topiłam się, gdy kolega na środku jeziora wbił mnie pod wodę. Wyciągnął i odholował do brzegu. Nikt z opiekunów kolonii nic nie zauważył.
3. Będąc w podstawówce zeszłam z chodnika (remonty, wykopy), by przejść brzegiem ulicy. Zrobiłam dwa kroki i zatrzymałam się. Przed moim nosem przejechał tramwaj, nawet nie zauważyłam, że akurat tędy przejeżdżał.

Zostały mi 4, ale mogłam o czymś zapomnieć, nie wziąć pod uwagę. Teraz wy.
Obserwuj wątek
    • sitniczek Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 14:07
      Na studiach miałam 3cie. Było wziuuummm... jeden krok i nie byłoby co zbierać, bo nawet nie hamowałam..
      • mamaafg Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 14:10
        To samo. Wracalismy z zajec, bylam zagadana. W ostatniej sekundzie kolezanka krzyknela "uwazaj!".
    • black.emma Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 14:07
      1. Przed samym nosem spadła mi antena telewizyjna z dachu.
      2. Ten numer z tramwajem tez wykręciłam big_grin
      Mam jeszcze 5.
    • sitniczek Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 14:10
      Ah, no i wzburzony Bałtyk po pijaku, przed studiami..
      Więcej grzechów nie pamiętam..
    • gulcia77 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 14:14
      Numery z tramwajem wyczerpały limit. Całe studia byłam zaprzyjaźniona z tramwajem nr 6, jak w starej piosence Universe. Zresztą wiele razy jechałam razem z Mirkiem Bregułą.
      Do tego wygrzebałam się z przełomu tarczycowego i zaliczyłam "interesujący" lot na Rodos, z ostatecznym lądowaniem na Kos. Chyba trzeba zacząć szanować pozostałe życia. 😉
      • daniela34 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 14:29
        Mnie ta pogoda na Rodos spotkala dzien po wyładowaniu. Wesoło mieliście
      • abasia0 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:32
        Ha! do mojej pierwszej pracy rok jeździłam szóstką😀
        Jako wczesne podstawówkowe dziecko prawie wlazłam pod autobus, w średniej szkole pod dostawczaka.
        • ga-ti Re: Siedem żyć ematki 26.06.25, 21:41
          Też do pierwszej pracy jeździłam 6 🙂 Mogłam niby szybciej, z przesiadką, ale mi się nie chciało, zwłaszcza rano. Wsiadałam na jednym z pierwszych przystanków, miałam miejsce siedzące i sobie dosypiałam, wlekąc się przez pół miasta 😄
      • wirlan Re: Siedem żyć ematki 27.06.25, 06:57
        gulcia77 napisała:

        > Do tego wygrzebałam się z przełomu tarczycowego

        Czy mogłabyś napisać o tym coś więcej?
        Czy miałaś wczesniej ( tzn przed przełomem ) rozpoznaną nadczynność i leczyłaś ją ? I jak się przełom tarczycowy zaczyna ?
      • szarsz Re: Siedem żyć ematki 27.06.25, 08:26
        Nie ja, ale za to wczoraj. Stara ogromna sprochniala wierzba przewróciła się na dziecko przejeżdżające rowerem. Nic poważnego mu sie nie stało.

        A ja sama szlam kiedyś z synem, gdy tuż przed ni kierowca dostawczaka stracił na moment panowanie nad kierownicą i wjechał w pobocze, którym szliśmy.
    • primula.alpicola Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 14:19
      Ja mam chyba 70 żyć, i/lub z 5 aniołów stróżywink
    • sitniczek Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 14:32
      I dachowanie..
      No to będą 3..
      Małżeństwo się liczy??
    • daniela34 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 14:37
      Szczepionka "na palio." Podobno "wycofana." Podobno w moim mieście spośród nią zaszczepionych dzieci zmarło 2. Ja sobie odchorowałam ale żyję.

      Szklany żyrandol spadł mi tuż koło głowy (klęczalam na podłodze), rozbijając się na milion kawałków.

      No i jedna hipoglikemia "z odpłynięciem." Ale pogotowie pomogło.
    • majenkirr Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 14:50
      Nigdy nie miałam takich przygód, chyba mam szczęście😅
    • bi_scotti Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 14:57
      Ja tu chyba najstarsza wiec ten limit 7 juz dawno mam za soba - zyje na kredyt big_grin Z tych moze more interesting to Krakow, zima, rog Sw. Anny i Rynku, z samego dachu spada gigantic sopel lodu muskajac moj nos & trafiajac dokladnie pomiedzy moimi butami - na nosie dluuuugo mialam slad jak po oparzeniu wink Skubany nawet sie az tak nie rozstrzaskal jak mozna by sie bylo spodziewac - twarda sztuka big_grin
      Z podobnych attractions: Kazimierz Dolny, fara kompletnie pusta tylko ja & taki jeden trzymany za reke, chodzimy ogladamy, jest milusinsko - gdzies spod stropu spada ciezka, twarda deska nabita gwozdziami (chyba nie rozebrano rusztowan po jakichs naprawach) dokladnie za nami.
      Reszta malo spektakularna: zatrucia, wypadki w gorach, zebro wbite w pluco & brak pomocy overnight etc. etc. etc. A i tak gdy porownam moje spotkania z eternity z zyciem & podobnymi rendez-vous mojego Sredniego to pozostaje malym pikusiem. I tak trzymac wink Cheers.
    • elinborg Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 15:22
      1.Jako szesciolatka spadłam że schodów budowanego domu, wyladowałam kawałeczek od dwóch sterczących rurek na betonie. Krwi było pełno, ale tylko rozciełam skórę na głowie
      2. Wpadłam pod lód na stawie, może z 10 lat miałam. Koleżanka mnie wyciagneła za pomocą gałezi. Staw może nie był głęboki, ale i tak byłam przerażona i nalykalam się wody.
      3. Jako nastolatka we Włoszech wyplynelam dość daleko w morze i z powrotem złapał mnie jakiś prąd wsteczny, odpływ? Nie wiem, co to było, w każdym razie walczyłam o wyjście z wody. Podtopiłam się trochę, byłam z kolezanką, ona wyszła wcześniej i padłysmy na piasek. Żadnych ludzi wokół, wieczór, nikt nie wiedział, że poszłyśmy nad wodę.
      • danaide2.0 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 15:31
        Czytam was, czytam, ale komentarze zbędne, człowiek ma ciary, a jeszcze jak zaczyna na boku liczyć życia swego dziecka...
    • danaide2.0 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 15:30
      Nagle pomyślałam, że ten kot miał dziewięć żyć a nie siedem? Wpisałam do gugla. W obu wypadkach AI powypluwała wyjaśnienia aż miło. 7 to taka szczególna liczba, 9 było muz a kot cośtam cośtam.

      Jak w gruzińskich toastach.
      • anajustina Re: Siedem żyć ematki 26.06.25, 21:41
        9 było też walkirii 😉
    • szarmszejk123 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 15:35
      O losie, tego było tak dużo, że ciężko spamiętać.
      Np. Przebywałam sam na sam z seryjnym mordercą i gwałcicielem .
      • daniela34 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:02
        Phi!
        • daniela34 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:04
          *nie żebym lekceważyła ale jak rozumiem - przebywałaś ale nie byłaś obiektem agresji
          Czy byłaś? Bo jeśli tak to przepraszam!!!
          • szarmszejk123 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:11
            Nie byłam, na szczęście, my wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to on morduje. To wyszło dużo później. Inna znajoma dziewczyna została przez niego zgwałcona ( "tylko" , na szczęście, miała 12 lat wtedy), ale jeszcze wtedy też nie było wiadomo, że to on ( zawsze kominiarka) i wyszło dopiero później.
            • szarmszejk123 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:29
              O niego chodzi:
              www.google.com/amp/s/www.rmf24.pl/fakty/newsamp-po-raz-drugi-dozywocie-dla-wampira-ze-swinoujscia,nId,154975

              Pracował w stajni, gdzie przychodziłam jako dziecko i młoda nastolatka.
              • daniela34 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:40
                Pamiętam tę sprawę od strony "naukowej." Profesor na kryminalistyce ją omawiał. To były jednak dość wczesne etapy badań DNA w procesach karnych i wtedy to bylo wielkie WOW.
                • szarmszejk123 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:42
                  Ja do dziś nie mogę tego zrozumieć. Bo to nie był ( jest, chyba jeszcze żyje?) jakoś wybitnie bystry człowiek, wrażenie robił raczej lekko upośledzonego czy opóźnionego w rozwoju, taki wioskowy głupek, a tyle czasu nie mogli go załapać...
    • asia_i_p1 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 15:41
      1. Na Śnieżnych Kotłach w zimie nie zauważyłam, gdzie kończą się skały. Stałam na nawisach śnieżnych.
      2. Piłam sok u ciotki na tarasie, kiedy poczułam w ustach jakąś grudkę. Stwierdziłam, że okruchy ciasta i już miałam przełknąć, kiedy do mnie dotarło, że nie ma ciasta. Wyplułam osę, przysiadła mi na górnej wardze, użarła mnie, ale raczej tak bez przekonania i poleciała sobie.
    • arthwen Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 15:54
      Nigdy nie miałam poważniejszych wypadków, nigdy nie miałam nic złamane, nigdy nie wlazłam pod samochód ani nie spadłam z żadnej wysokości.
      Jasne, zdarzało mi się przewrócić, potknąć, skręcić kostkę, ale tylko takie pierdoły właśnie.
      Może mam szczęście, a może po prostu bardziej uważam i jestem ostrożniejsza tongue_out
    • aandzia43 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 16:17
      Urodziłam się w zamartwicy w latach sześćdziesiątych. Wszystkie numery które zyciu wywinęłam, i które uszły mi na sucho (albo prawie na sucho) mają się nijak do tego pierwszego.
    • heca007 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 16:31
      No to ja mam chyba dużo żyć jeszcze wink Prowadziłam raczej nudne życie.
      Pierwsze bym straciła w wieku dwóch tygodni. Po zastrzyku z penicyliny doznałam wstrząsu anafilaktycznego. Drugie jak miałam wypadek. Z przeciwka staranował mnie facet samochodem. Zepchnął na pobocze gdzie odbiłam się od innego auta i przeleciałam aż na przeciwny pas gdzie spotkałam się ze ... scanią. A ja w tico big_grin Na szczęście kierowca już wcześniej widział, że z facetem przed nim jest coś nie tak i jechał w większym odstępie. Dzięki temu ja zdążyłam zjechać a on zahamować.
      No i to by było na tyle wink
    • bulzemba Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 16:58
      Na lodowisku dziewczyna przede mną zrobiła jaskółkę. Rozcięła mi skórę na powiece. Nadal mam dwoje oczu.

      Schodząc z pasów na zielonym poczułam na pięcie oponę auta które nie powinno tam jechać (miał czerwone).
      • szarmszejk123 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:04
        Ja powiekę miałam rozcietą szybą z windy. A sklejał mi ją do kupy lekarz ubrany w siatkową koszulę, jakby przed chwilą wyszedł z gay club'u:p
    • pursuedbyabear Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:00
      Tonęłam w morzu jako nastolatka. Uratował mnie jakiś obcy gość.
      Parę lat temu tuż pod moje stopy spadł konar. Wracałam do domu po burzy.
      • daniela34 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:09
        O to jest okropne. Bo w czasie burzy to wiadomo, że jest ryzyko. Ale po burzy wydawałoby sie, że można juz spokojnie iść. Człowiek przecież nie wgapia się w każdej drzewo...
        • bi_scotti Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:18
          Od razu napisze, ze mnie nigdy nic sie nie stalo ale odbylam iles tam jazd autem po ice storm (Montreal, Ottawa, Toronto & pare mniejszych places). To jest uber stresujace na ulicach ze starymi drzewami, ktorych konary prawie sie dotykaja nad glowa/autami/jezdnia. Gdy to wszystko jest covered with ice (ciezkie, uber ciezkie!), wiatr tym rusza, skrzypi a obok sa jeszcze slupy i kable elektryczne & ma sie poczucie, ze zaraz, za chwile cala ta ice creation spadnie na pol ulicy including moje wlasne auto & moje cialo w tym aucie ... too much imagination wink Of course, ludziom sie pozdarzaly takie wypadki & to juz nie bylo funny uncertain To tak wspominajac konary po burzach smile Cheers.
    • migafka357 Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:27
      Też kiedyś nie zauważyłam tramwaju, na szczęście byłam szczupła i zmieściłam się w przestrzeni między tramwajem a tym takim płotkiem, który często oddziela tramwaje od samochodów. Dwa razy potrącił mnie samochód, raz wleciałam między peron a pociąg, na szczęście zanim ruszył, ludzie mnie wyciągnęli. Raz nie zauważyłam pociągu, przechodząc przez tory na dziko, na szczęście zdążyłam przebiec przed nim. Raz o mały włos nie wpakowałam się rowerem pod autobus na skrzyżowaniu, na szczęście zdążyłam przejechać przed nim, ale jadący za mną kolega mało nie dostał zawału, widząc to i opierd.lił mnie od góry do dołu. Wychodzi na to, że chodzę i jeżdżę z głową w chmurach, bo w kółko się ładuję pod jakieś pojazdy, dobrze, że bezskutecznie.
    • marooska Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:36
      1.W wieku 6 lat przechodziłam bezobjawowe zapalenie płuc. Kiedy wreszcie zaczęły się jakiekolwiek objawy, okazało się że jest źle. Bardzo źle. Ledwo udało się mnie odratować, dochodziłam do siebie 3 miesiące.
      2.W wieku 12 lat na środku pasów na (moim) zielonym świetle porącił mnie pijany kierowca, który zwiał. Udało się go jednak namierzyć, bo byli świadkowie. Pan, jakąś wtedy lokalna szycha po 89 roku (potrącił mnie w 1990), wykręcił się od konsekwencji - zrobiono z niego trzeźwego, a auto z usterką, która przeszkodziła w hamowaniu. Nie widział, żeby kogokolwiek potrącił, więc odjechał. Ja stałam się lokalną gwiazdą, plotkowano na mój temat w całym mieście. Niestety wszędzie dowodzono mojej winy, powtarzając plotę, że to ja weszłam na czerwonym. Niektórzy w szkole byli wprost rozczarowani, że przeżyłam (poszła juz plotka, że zginęłam na przejsciu).
      3.W wieku 38 lat doznałam wstrząsu anafilakrycznego po użądleniu szerszenia. Dodatkowo noga spuchła mi tak, że przez 6 tygodni bylam wyłączona z życia.
      4.W wieku 41 lat zachorowałam na nowotwór złośliwy. Mija 6 lat...
    • turkusowozlota Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 17:36
      Tylko siedem życ? Eeee, to ja już więcej wykorzystałam. Na każdych wakacjach zwykle raz się topię.
      Na drodze (jako pieszy i jako kierowca) też już zginęłabym parę razy.
      Najgorszy raz pamiętam w czasie ciąży. To byl chyba 6 miesiąc, jadę sobie autem przez las, wyjeżdżam zza zakrętu, a tam na wprost mnie dwa tiry obok siebie. Wyprzedzają się na podwójnej ciągłej, przed zakrętem. Zahamowalam, całkowicie się zatrzymałam i już miałam wrzucić wsteczny i uciekać tyłem, ale ten jeden przyhamował i tego wyprzedzającego wpuścił o metry przed moją maską. Stwierdziłam, że jak wtedy nie umarłam to chyba mi nie pisane zginąć w aucie.
    • taje Re: Siedem żyć ematki 25.06.25, 21:49
      Rzeka Raba - topiłam się jako kilkulatka. Uratował mnie przypadkowy mężczyzna. Nad rzekę poszłam sama samiutka (wakacje u babci, takie wtedy były standardy bezpieczeństwa).

      7 klasa podstawówki - metalowe drzwi w szatni wypadły z szyn i spadły 10 cm ode mnie.

      Grudzień 2004 Tajlandia - gdybym nie zachorowała byłabym na statku w drodze na wyspę, która została zniszczona następnego dnia przez tsunami.

      2005 USA - byliśmy w drodze do Luizjany, kiedy uderzyła Katrina

      2018 wiadukt niedaleko Genui - mieliśmy nim jechać następnego dnia w drodze do Cinque Terre.

      2024 Islandia - jaskinia lodowa - kilka dni po naszej wizycie zawaliła się zabijając turystów. Pamiętam, jak zapytałam się patrząc na strużki wody spływające po lodzie, a co by było, gdyby się zawaliła.

      Czyżby została mi tylko jedna szansa?

      • danaide2.0 Re: Siedem żyć ematki 26.06.25, 20:48
        Dziewięć żyć kota, dziewięć...

        Ja to przez chwilę chciałam się zamienić z tobą na jeden dzień, poprzymierzałabym twoje ciuchy, napiłabym się dobrej kawki z twojego kubeczka, zjadłabym coś od Ottolenghiego z twojej miseczki... ale już nie chcę!
        • taje Re: Siedem żyć ematki 26.06.25, 21:32
          Ach, nie ma to jak być kotem! Zawsze mi się wydawało, że koty są uprzywilejowane smile
    • unaluna Re: Siedem żyć ematki 26.06.25, 20:39
      Raz wypłynęłam w morze i potem prąd nie dawał mi wrócić. Wtedy kompletnie nie wiedziałam co trzeba robić, ale opadałam z sił szybko. Szczęśliwie nie panikuję, więc jakoś intuicyjnie popłynęłam w bok i udało się wrócić. To była dobra nauczka. Najlepsze było to, że mój ówczesny chłopak był sobie na plaży i w ogóle nie zainteresowany był moim losem, bo czytał książkę. Jak wyczołgałam się i spytałam czy nie słyszał i nie widział co się ze mną dzieje oznajmił, że przecież umiem pływać, więc nie patrzył.
      Po wypadku nabawiłam się okropnej zakrzepicy. Choć czułam, że dzieje się źle odsyłali mnie od SORu to SORu mówiąc, że nic takiego się nie dzieje. Gdybym nie była wystarczająco upierdliwa i nie zdobyła prywatnego telefonu lekarza prowadzącego, zadzwoniła do niego i wymusiła konsultację nie wiem jakby to się skończyło. Jak mnie zobaczył był oburzony, że nikt nie przepisał mi leków przeciwzakrzepowych. Hmm...on wcześniej też nie. Zresztą parę lat później lekarze doprowadzili swoimi procedurami do tego, że miałam płyn w opłucnej. Czułam , że się duszę. Znów nikt nie mi nie wierzył, że się źle czuję, ale znów byłam upierdliwa i pamiętam, że w desperacji tak wjechałam na lekarza, że w końcu zadziałał.
      Szczerze mówiąc nie uznaję powyższych sytuacji chyba za darowanie życia...jak widać samej udało mi się wybrnąć.
      Jedyna akcja przy której czyjaś przytomność umysłu mnie uratowała miała miejsce jak miałam z 8 lat. Uciekałam przed bratem i wbiegłam na pasy na ulicy, takie bez świateł. W tym amoku nie zarejestrowałam, że ulicą pędzi karetka na sygnale. Wyminęła mnie na centymetry. Pamiętam, że byłam w szoku, bo szybko zdałam sobie sprawę, że niewiele mnie dzieliło od potrącenia, pewnie nie byłoby co zbierać.
    • bazia_morska Re: Siedem żyć ematki 26.06.25, 22:09
      Tylko raz kombinowałam z tamtym światem, skończyło się na śmierci klinicznej, bo "postanowiłam" wrócić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka