Dodaj do ulubionych

Szkoła jak "twierdza", rodzic intruzem-u Was też?

08.09.06, 12:19
Jak wyglądają w szkolach Waszych dzieci kwestie organizacyjne/sprawy
bezpieczeństwa? U nas-rodzice schodzą z dziećmi do szatni, stamtąd zabierane
są przez nauczycieli (dzieci oczywiściesmile. Robi się dziki tłum, gdy kilka
klas na moment przed 8.00 ma się w ciasnym korytarzu ustawić w pary;
pierwszaki wystraszone, część płacze wczepiona w rodziców....Przypuszczam, że
gdyby rodzic mógł podejść pod klasę ze swoim dzieckiem, tam się pożegać,
cmoknąć i pójśc -tych płaczy byłoby mniej-no ale "zarządzenie pani dyrektor",
rodzice na korytarze wchodzić nie mogą. Po lekcjach, chcąc odebrać ze
świetlicy-trzeba przez domofon u woźnej, zatem cały dzień nie ma szans
kogolwiek zapytać o swoje dziecko-jak się sprawoało, czy jest coś ważnego o
czym rodzic wiedzieć powinien itp. Wszyscy zatem napadają na wychowawczynię
gdy zbiera dzieci przed lekcajmi i chaos się potęguje.Ogromnie mnie taka
poltyka wkurza, czuję, że rodzic tylko wtedy przestanie być traktowany jak
intruz, gdy będą akcje w stylu malowania klasy, finansowania czegoś tam i
innych takich. Zasłanianie się względami bezpieczeństwa to dla mnie bzdura-
kto chce to i tak do szkoły wejdzie schodami od szatni więc po co takie
idiotyzmy mnożyć? Dodam, że wygoda pań sprzątjacych jest dla mnie sprawą
mniej ważną niż dobre samopoczucie dzieci, które od kilku dni są uczniami.
Mamy zmiar poruszyć takie teamty na zebraniu, ale czy skostaniałe obyczaje
uda się zmienić? Jak jest u Was? Pzdr

Obserwuj wątek
    • komyszka z perspektywy nauczyciela 08.09.06, 12:45
      1. Pierwszoklasiści przez pierwsze 2-3 tygodnie nauki (góra!) sa przyprowadzane
      do klasy przez rodziców. Później wszyscy razem ida własnei z szatni razem z
      panią. Podobnie jest po zakończonych lekcjach- nauczyciel sprowadza do szatni.
      "Dziki tłum" w szatni jest niczym w porównaiu z zamieszaniem jakie powstaje przy
      przyprowadzaniu dzieci przez rodziców bezpośrednio do klasy (my z utęsknieniem
      czekamy przyprowadzania z szatni). Nota bene "dziki tłum" niesamowicie szybko
      uczy sie zeby stać przy "wlasnej" pani, za (a nie razem!) z dziećmi. Oczywiscie
      zdarzają sie wyjątki- np. kiedy dziecko jest emocjonalnie zupełnie niegotowe na
      rozłakę, codzienność szkolna itp. Wówczas rodzic takiego egzemplarza moze nawet
      przez jakiś czas pozostawac na lekcjach.
      2.W kwestii "info o dziecku". U nas każde dziecko posiada tzw. dzienniczek =
      czyli kajecik szesnastokartkowy, służący właśnie do korespondencji z rodzicami.
      Dopóki dzieci w miare sprawnie nie potrafia przepisywac, drukujemy im małe
      karteczki z różnymi zawiadomieniami które dzieci wklejają do kajecików. Później
      piszą juz same a my każdemu sprawdzamy jak przepisało i sygnujemy. Ponadto gdy
      dzieje sie cos niepokojącego kontaktujemy sie z rodzicem albo przez właśnie
      wspomniany kajecik lub telefonicznie a rodzic zajwia sie w szkole w umówionym
      wspólnie terminie. Od informowania o postepach (kłopotach)dzieci w nauce, ich
      zachowaniu, sa wywiadówki szkolne, gdzie rodzice otrzymuja karty osiągnięć, moga
      przeglądać segregatory z pracami, rozmawiać z nauczycielem. Na bieżąco mogą
      zaglądać w dzieniczki ucznia swych pociech gdzienotowane sa bieżace rezultaty
      ich nauki zkolnej. Naturalnie w razie uzasadnionej potrzeby rodzic moze pojawić
      sie na indywidualnej konsultacji z nauczycielem poza terminem wywiadówki, w
      uzgodnionym wspólnie terminie.
      3. Każdy wchodzący do szkoły jest pytany o cel wizyty przez dyżurujacego non
      stop przy wejściu do szkoły woźnego. Nie ma domofonu.
      To chyba tyle. Tak jest u mnie w szkole.
      Widzę ze jesteś świeżo upieczona "mamą-pierwszoklasistki"smile Gratuluje! I dam
      radę- SPOKOJNIE. To dopiero pocżatki jej nauki. Które nie tylko dla dziecka ale
      i również dla rodzica sa nowością i mogą nastręczać trudności. Lecz to kłopoty
      przejściowe powodowane często specyficzna perspektywą spojrzenia na nową
      sytuację. Ochłoń, poczekaj troche, poobserwuj. Bedzie dobrze smile
      pozdrawiam!
      • 5_monika Re: z perspektywy nauczyciela 08.09.06, 16:08
        u nas tak samo, dla mnie jest to normalne, od kontaktów jest dzienniczek,
        ponadto zawsze był 1 dzień w tygodniu , jakaś godzinka gdzie wychowawca ma
        dyżur, więc można przyjść.
    • scher Re: Szkoła jak "twierdza", rodzic intruzem-u Was 08.09.06, 17:20
      mafrolka napisała:

      > Mamy zmiar poruszyć takie teamty na zebraniu

      Jeżeli to wygląda tak, jak opisujesz, to też bym poruszył. Szkoła nie może być
      jakąś twierdzą, maszynerią, która "zabiera" dzieci rodzicom.

      Sz.

      PS. > wygoda pań sprzątajacych

      Te panie to _sprzątaczki_, pisz po ludzku smile
      • ibulka Re: Szkoła jak "twierdza", rodzic intruzem-u Was 09.09.06, 21:39
        Powiedziałabym pani wychowawczyni, że moje dziecko boi się jeszcze szkoły i
        będę podprowadzać je pod salę... :]
        I koniec.
        To moje dziecko, a moim obowiązkiem jest dbać o jego dobre samopoczucie i
        bezpieczeństwo.
    • nangaparbat3 Re: Szkoła jak "twierdza", rodzic intruzem-u Was 09.09.06, 22:01
      W polskich szkołach nie ma miejsca dla rodzicow. Jesli przyjdziecie do szkoły,
      bedziecie rozmawiac o najwazniejszej dla Was osobie - dziecku - na stojaco, w
      pospiechu, czasem przycupnieci na ławce na korytarzu, czasem w sali lekcyjnej
      (wtedy rodzic siada jak uczen w ławce, nauczyciel za stolem), czasem w pokoju
      nauczycielskim, gdzie wkolo siedzą jacuyś inni nauczyciele i rodzice czuja sie
      jak intruzi.
      • ibulka Re: nangaparbat 09.09.06, 22:03
        W podstawówce, do której chodziła Piętnastolatka, a do której teraz chodzi
        prawie Jedenastolatek z mojej rodziny, tak właśnie jest.
        W gimnazjum, do którego teraz w/w Piętnastolatka uczęszcza sytuacja jest już
        zupełnie inna wink
        Na szczęście...
        • nangaparbat3 Re: nangaparbat 09.09.06, 22:28
          A to cud jakiś w tym gimnazjum. Jak tam jest?
          • ibulka Re: nangaparbat 09.09.06, 22:30
            Gimnazjum numer 27.
            Przychodzisz po lekcjach. Zazwyczaj rozmowa odbywa się w klasie, jednakże na
            normalnej wielkości krzesłach. Jeśli nie w klasie - w pokoju nauczycielskim, na
            fajnych, miękkich krzesłach. Naprawdę miło. I wygodnie.
            • nangaparbat3 Re: nangaparbat 09.09.06, 22:49
              To sie cieszę.
              Moje dziecko chodzi na razie do społecznej, tam jako tako. Ale moze tylko
              dlatego, ze wszystkich malo - i dzieci, i rodziców.
      • judytak Re: Szkoła jak "twierdza", rodzic intruzem-u Was 10.09.06, 09:32
        bo ja wiem...
        to może i niezły pomysł, żeby mieć "pokój do spotkania z rodzicami", który
        trzeba by rezerwować, jak salki konferencyjne w firmach...

        w każdym razie, jak dla mnie, w szkole, gdzie moje dzieci chodzą, okazji do
        rozmowy mi nie brakuje
        a) jest dzienniczek, wpisy regularne, czyli o zwykle informacje "co, gdzie,
        kiedy" nie trzeba nikogo męczyć
        b) co miesiąc jest zebranie lub dzień otwarty, na przemian
        c) każdy nauczyciel podaje uczniom, kiedy jest osiągalny w szkole, wychowawca
        klasy podaje praktycznie wszystkie swoje "dziury"
        d) w sytuacjach, kiedy wskazany jest częsty kontakt, pedagog wspomagający,
        psycholog szkolny itp. podaje prywatny numer telefonu
        e) w nagłym wypadku można "zapolować" na nauczyciela, znając plan lekcji, jest
        to niewygodne i nieprofesjonalne, ale nagłych wypadków nie ma znów aż tyle...

        pozdrawiam
        Judyta
        • owocoskala Re: Szkoła jak "twierdza", rodzic intruzem-u Was 10.09.06, 10:33
          Ja myślę że szkoła opisana przez mafrolkę jest dość przeciętna. U nas co prawda
          tylko było powiedziane że rodzice nie mogą wchodzić poza szatnię ale nikt
          kompletnie tego nie przestrzega, można było odprowadzać pierwszoklasistów itd.
          Niektóre dzieci były lekko przerażone, nawet płakała jedna.
          Gorzej że moja mała w wieku 3 lat chodziła do takiego przedszkola - twierdzy i
          bardzo źle znosiła to ze nie mogę jej odprowadzić do klasy....Co do braku
          sprawozdania opiekuna szkolnego na bierząco - mozna się do tego przyzwyczaić. J
          taki "szok" przechodziłam rok wcześniej, jako że cóka chodziła do zerówki w tej
          samej szkole. Ogólnie chwalę sobie to, bo dziecko przyszło teraz do znanego
          miejsca bez stresu a i my mogliśmy przetestować czy szkoła się nam podoba.
          • owocoskala Re: Szkoła jak "twierdza", rodzic intruzem-u Was 10.09.06, 10:34
            "bieżąco" miało być, przepraszam smile
          • judytak Re: Szkoła jak "twierdza", rodzic intruzem-u Was 10.09.06, 11:36
            a u nas po pierwszych dwóch tygodniach rano rodzice nie wchodzą nawet do szatni
            co mi bardzo odpowiada, bo wtedy dopiero kończą się te całe ściski,tłumy i
            dantejskie sceny, i jest spokojnie

            poza porankiem rodzice moga wchodzić, jak mają coś do załatwienia

            wchodzą też rodzice z zerówkowiczami, właśnie dlatego zerówki zaczynają o 8.15

            pozdrawiam
            Judyta
            • ibulka Re: Szkoła jak "twierdza", rodzic intruzem-u Was 10.09.06, 12:41
              I to jest dobre rozwiązanie - żeby zerówkowicze zaczynali na przykład
              kilkanaście minut później niż 'normalni' uczniowie, którzy są już bardziej
              zaznajomieni z nowym miejscem, dziećmi, nauczycielami itd.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka