Jak wyglądają w szkolach Waszych dzieci kwestie organizacyjne/sprawy
bezpieczeństwa? U nas-rodzice schodzą z dziećmi do szatni, stamtąd zabierane
są przez nauczycieli (dzieci oczywiście

. Robi się dziki tłum, gdy kilka
klas na moment przed 8.00 ma się w ciasnym korytarzu ustawić w pary;
pierwszaki wystraszone, część płacze wczepiona w rodziców....Przypuszczam, że
gdyby rodzic mógł podejść pod klasę ze swoim dzieckiem, tam się pożegać,
cmoknąć i pójśc -tych płaczy byłoby mniej-no ale "zarządzenie pani dyrektor",
rodzice na korytarze wchodzić nie mogą. Po lekcjach, chcąc odebrać ze
świetlicy-trzeba przez domofon u woźnej, zatem cały dzień nie ma szans
kogolwiek zapytać o swoje dziecko-jak się sprawoało, czy jest coś ważnego o
czym rodzic wiedzieć powinien itp. Wszyscy zatem napadają na wychowawczynię
gdy zbiera dzieci przed lekcajmi i chaos się potęguje.Ogromnie mnie taka
poltyka wkurza, czuję, że rodzic tylko wtedy przestanie być traktowany jak
intruz, gdy będą akcje w stylu malowania klasy, finansowania czegoś tam i
innych takich. Zasłanianie się względami bezpieczeństwa to dla mnie bzdura-
kto chce to i tak do szkoły wejdzie schodami od szatni więc po co takie
idiotyzmy mnożyć? Dodam, że wygoda pań sprzątjacych jest dla mnie sprawą
mniej ważną niż dobre samopoczucie dzieci, które od kilku dni są uczniami.
Mamy zmiar poruszyć takie teamty na zebraniu, ale czy skostaniałe obyczaje
uda się zmienić? Jak jest u Was? Pzdr