Dodaj do ulubionych

Współpraca z panią i szczerość - warto?

09.10.06, 21:34
Po raz pierwszy zapaliło mi się żółte światełko ostrzegawcze i stąd znak
zapytania, po zdaniu, które było dla mnie zawsze stwierdzeniem oczywstego faktu.
Bo z panią trzeba współpracować jeśli chodzi o nasze własne dziecko.
Nie zamierzam podważać jej autorytetu, i nawet jak się nie zgadzam, to nie
dzielę się tym z dzieckiem. Podkreślam lojalność wobec pani.
W rozmowie z panią na temat mojego dziecka wielokrotnie podkreślałam, że nie
jestem typem mamy bezkrytycznej i chętnie podejmę współpracę i "wspólny front"
wobec cech niepożądanych. wink
Kiedy dowiedziałam się, że dziecko nie szanuje zabawek, "potępiłam" to. Nawet
zgodziłam się z sugestią pani, że jeśli coś zniszczy, to przyniesie swoją.
No, ale dzisiaj pani sprowadza dzieci i mówi patrząc na mnie, że 3 zabawki są
popsute. Spytałam, czy jedno dziecko je zniszczyło (mając na myśli moje i
naszą poprzednią rozmowę), na co usłyszałam, że "nie wiem, ale ktoś zniszczył,
pochował części zepsute pod inną zabawke".
Inni rodzice oglądali swoje buty w tym momencie albo ściany. Oczywiście ja
wyraziłam żal, temat został ucięty przez jaką sytuację.
Ale po rozmowie z dzieckiem zastanawiam się, czy warto być tak surowym wobec
dziecka, bo okazuje się, że owszem brał kiedyś udział wspólnie z chłopcami w
popsuciu jakieś zabawki, choć nie wiem, czy skutecznie, ale twierdzi, że
troszkę ją pokiereszowali. Natomiast nic ponad to nie było później, może
pomogła rozmowa ostrzegawcza. Być może, jak twierdzi, ktoś z poprzedniej
grupy, bo on tego nie miał w ręku. Oczywiście też tego nie wiem na 100%, ale
muszę mu ufać.
Nie chcę się przykładać do tego, że moje dziecko stanie się etatowo
odpowiedzialny za niszczenie, nawet jak nie ma jego winy.
Zastanawiam się, czy taka bezwzględna szczerość i opowiadanie o własnym
dziecku opłaca się w życiu szkolnym.
Jesteśmy debiutantami szkolnymi, a syn chodzi do zerówki.
Jak więc umiejętnie mówić o swoim dziecku. Muszę się tego nauczyć przed I
klasą. wink
Obserwuj wątek
    • zonaniezona1 Re: Współpraca z panią i szczerość - warto? 09.10.06, 22:14
      słuchaj , współpracuj...ale zawsze bierz pod uwagę interes swojego dziecka.
      • verdana Re: Współpraca z panią i szczerość - warto? 10.10.06, 11:32
        I absolutnie zapomnij o szczerości, jesli chodzi o ujawnianie wad dziecka. To
        tylko dziecku szkodzi - jezeli cos robi żle, pani powinna to sama zauwazyć, a
        nie podpierać się opinia mamy "ze on na pewno", "on tak zawsze". Tym bardziej,
        że dziecko wcale nie zachowuje sie tak samo w domu i w przedszkolu czy szkole.
        Niestety, z doswiadczenia i swojego i dzieci wiem, ze bywają nauczycielki,
        które wykorzystuja negatywne opinie rodziców o dziecku.
        Jesteś poza tym zobowiązana wobec wlasnego dziecka - to co dzieje się w domu,
        jest jego prywatną sprawą i pani nie musi interesować. Cienka jest tu linia
        pomiędzy współpracą, a donoszeniem na własne dziecko.
        Nie oznacza to, że gdy nauczycielka pyta o jakieś konkretne zachowania, musisz
        kłamać - ale na pewno nie "wychodź przed szereg". Ty masz byc rzecznikiem
        dziecka - a nie jego oskarżycielem.
        • pal_ma Re: Współpraca z panią i szczerość - warto? 10.10.06, 11:43
          No zdaje się, że mój idealizm jak zwykle zwiódł mój instynkt samozachowawczy. wink
          Ciągle zapominam, że przecież jesteśmy na wojnie, wszyscy ze sobą.
          No cóż, już sobie z panią tak nie porozmawiam. wink
          • laicrist Re: Współpraca z panią i szczerość - warto? 14.10.06, 09:40
            >I absolutnie zapomnij o szczerości, jesli chodzi o ujawnianie wad dziecka. To
            >tylko dziecku szkodzi - jezeli cos robi żle, pani powinna to sama zauwazyć, a
            >nie podpierać się opinia mamy "ze on na pewno", "on tak zawsze".

            Bzdura! Szczerym zawsze trzeba być... ale większości rzeczy mówić po prostu nie
            trzeba. Jeżeli chodzi o mojego syna to na przykład mówię pani, że jak chce do
            toalety, to trzeba go wypuścić, bo inaczej może być nerwowy i przeszkadzać. Na
            pytanie dlaczego odpowiadam, że mogę przyniesć zaświadczenie od lekarza i się
            nie tłumaczę (to nie moje fiufiu, on pod wpływem emocji po prostu musi siusiu i
            to bardzo smile ale dlaczego tak jest, wiem ja, lekarz i dziecko). O wadach nie
            należy mówić (chyba, że bedą wymagać dużej ilości pracy i współpracy ze srtony
            rodziców i nauczycieli) - dziecko nawet 7 letnie niekoniecznie w domu jest
            takie, jak w szkole smile. A nauczyciel jest od tego, żeby do niektórych rzeczy
            dojść samemu. I to nie ty masz mówić nauczycielowi o (na przykład) tym, że
            dziecko może być niegrzeczne, tylko on Tobie, jak naprawdę będzie (a przede
            wszystkim ma sobie z tym poradzić prowadząc ciekawezajęcia). Mam syna w 1 klasie
            podstawówki, do tego sama jestem nauczycielką (gimnazjumsmile). I naprawdę widzę -
            szczerość jest konieczna, ale nie zawsze trzeba wszystko mówić (pani nie musi
            wiedzieć wszystkiego).

            > No zdaje się, że mój idealizm jak zwykle zwiódł mój instynkt samozachowawczy.
            > Ciągle zapominam, że przecież jesteśmy na wojnie, wszyscy ze sobą.
            > No cóż, już sobie z panią tak nie porozmawiam. wink

            Bzdura. Nie jesteśmy na wojnie. Z panią powinnaś przeprowadzić poważną rozmowę,
            że fakt, iż Twoje dziecko nie szanuje zabawek nie jest dla Ciebie wystarczającym
            powodem do odkupywania każdej zniszczonej zabawki. I albo wprowadzi
            odpowiedzialność "każdy za siebie" (co jest ciężkie, zwłaszcza w przypadku
            upartych rodziców, którzy twierdzą, że "moja córeczka jest naj, a pani się
            pewnie przywidziało, że rąbnęła tamtą lalką o parapet, niech ktoś inny odkupi" -
            i wtedy są zgrzyty, bo jedni odkupią i mają pretensję, że inni nie odkupią),
            albo odpowiedzialność zbiorową - raz na pół roku zrzutka po złotówce, lub dwa
            złote i można odkupić conieco (na wszystko nie starczy, ale wtedy dzieci wiedzą,
            że bezkarnie niszczyć nie można).

            A ty przede wszytkim nadal kochaj swoje dziecko i nie przejmuj się. Jesteś
            najlepszą mama na świecie (bo każda mama jest najlepszą mamą na świecie dla
            swojego dziecka smile) i tak trzymać. Dziecko jest najważniejsze, a nauczyciel jest
            od tego, żeby uczyć i w dużej mierze wychowywać, a nie stroić do jednego rodzica
            fochy, że 3 zabawki KTOŚ zniszczył wink

            pozdrawiam
    • olamka1 Sprawdź czy nauczycielka nie jest... GŁUPIA :( 10.10.06, 20:33
      Tak... tak... smile
      Bo ja przedwczoraj kompletnie zdyskwalifikowałam nauczycielkę (zerówka) mojej
      córki sad
      Już WIEM, że z tą osobą NIE będę dyskutować "na poważnie", gdyż jest ... co tu
      owijać w bawełnę... po prostu głupia!

      Następująca sytuacja:
      Córka poprzedniego dnia wróciła smutna, ze pani zabroniła TYLKO JEJ przynosić
      lalki do przedszkola. Postanowiłam wyjaśnić kwestię i po zajęciach rozmawiam z
      przedszkolanką. Okazuje się, że Pani ma kłopot z zabawkami przynoszonymi przez
      dzieci z domu - dzieci je gubią, niszczą, wprowadzają zamieszanie itp. OK.
      jestem w stanie ZROZUMIEĆ i ZAAKCEPTOWAĆ. Mówię babce, żeby powiedziała jednak
      WSZYSTKIM dziewczynkom, żeby lalki zostawiały w domu. Mówię: cytuję: "Bo wie
      Pani, moja Anitka wczoraj bardzo przeżywała fakt, że tylko ona nie może zabierać
      zabawek z domu. Zinterpretowała to w ten sposób, ze Pani jej po prostu nie lubi...."
      W tym momencie kobieta mi przerywa i ... zaczyna się krygować: "Ależ jakże można
      by nie lubic Pani córki!!!???... ja Anitkę bardzo lubię! Oczywiście powiem innym
      dzieciom..." Bla... bla...bla...
      Szczena mi opadła sad
      Więc moja rada:
      Najpierw oceń poziom nauczycielki. Ja już wiem niestety, że... NO COMENTS sad

      • mallard Olamka! 11.10.06, 18:05
        Szybko ferujesz wyroki! Od takich wolę z dala. Sorry, -jeden incydent, niejasny
        do końca (przynajmniej w Twoim opisie), a ty już diagnozujesz komuś głupotę?!
        • olamka1 Nie... 11.10.06, 19:16
          Ja opisałam TYLKO ten JEDEN incydent...
          Podejrzenia to ja miałam od pierwszego tygodnia... i wierz mi ... NIE wyssane z
          palca...

          A w tym incydencie co opisałam niczego niejasnego nie ma smile
          Niestety sad
          ...i klonom by ręce opadły...
    • judytak Re: Współpraca z panią i szczerość - warto? 11.10.06, 13:32
      jeśli nie wiadomo, kto zabawki zniszczył, to nie wiadomo, i tego się trzymaj
      zapytaj dziecko, jak mówi, że to nie on, to możesz przy okazji wspominać pani,
      że "porozmawiałam z Jasiem, on już wie, co i jak, i mówi, że tych zabawek, to
      nie on, a ja mu wierzę"
      koniec, kropka

      a dziecku 6-latniemu już spokojnie możesz wyjaśnić, że
      a) panie też mogą się czasami pomylić
      b) pani w tej konkretnej sprawie miała prawo myśleć, że to może on, bo przecież
      to on wcześniej itd.

      ty, jako rodzic, stoisz sobie po środku, i musisz mieć swój własny rozum ;o)

      pozdrawiam
      Judyta
    • olamka1 Więc wychodzi, że jednak nie warto... 11.10.06, 17:01
      Niestety...
      • pal_ma Re: Więc wychodzi, że jednak nie warto... 12.10.06, 10:13
        W sumie szkoda.
        Ale trudno.
        I tak sami tworzymy sobie to błędne koło fałszu, pozorów i wiecznej wojny.
        wink
        • verdana Re: Więc wychodzi, że jednak nie warto... 12.10.06, 13:45
          To nie jest tylko kwestia fałszu. Jeżeli mówisz nauczycielce coś niekorzystnego
          o własnym dziecku, to jest oczywiste, ze ona jednak patrzy na to dziecko przez
          pryzmat tego, co mowila mama. Zamiast zastanawiać się "Dlaczego niszczy
          zabawki, może sie nudzi, może jest zazdrosny, może powinnam z nim pogadac" po
          prostu myśli "On taki jest, ale kłopotliwe dzieko mi się trafiło, w domu tez
          sobie z tym nie radzą".
          • ela_tuptus Re: Więc wychodzi, że jednak nie warto... 12.10.06, 14:20
            powiedziałam Pani, że moje dziecko jest jak żywe złoto- jest cudownym miłym
            chłopcem o ogromnej energii, która go rozsadza. co jest prawdą i co widać.
            chciałam, żeby Pani z nimi robiła więcej na zajęciach, bo wyraźnie dzieciaki
            się nudziły. Wiadomo jak się dzieci nudzą to zaczynają przeszkadzać. Dodałam,
            że też zapisujemy go na zajęcia sportowe żeby mógł rozładować emocje.
            Efekt: jak Pani mówi o tym, że chłopcy rozrabiają, gadają itp. patrzy zawsze na
            mnie.
            Na prośbę rodziców (w tym moją) o dokładniejsze sprawdzanie czy dzieciaki
            zaznaczyły zadanie domowe (Iklasa). Pani powiedziała, że ona sprawdza ale
            dzieciaki albo rozmawiają albo już robią coś innego. i tekst do mnie "Pani wie,
            że oni są cudowni tylko tacy rozgadani" no nie wiem bo mnie nie ma na lekcjach :
            ( Totalnie nie zajęła się jak sprawę rozwiązać. sad((

            Natomiast w przedszkolu Wychowawczyni zawsze powtarzała, że to dobrze i niech
            mu ta energia zostanie jak najdłużej, bo będzie mu potrzebna w dorosłym życiu.
            Nie miała problemu z jego aktywnością smile
            Dlatego moim zdaniem to czy mówić czy nie zależy od Wychowawcy. Od tego jakie
            ma podejście do uczniów i czy sobie potrafi radzić z dzieciakami.
            Nasza rola natomiast to "rozpoznanie" nauczyciela i dopiero wtedy bardziej lub
            mniej współpracować.Oczywiście w sensie rozmowy o wadach i zaletach naszych
            dzieci smile
        • judytak Re: Więc wychodzi, że jednak nie warto... 12.10.06, 14:22
          pal_ma napisała:

          > I tak sami tworzymy sobie to błędne koło fałszu, pozorów i wiecznej wojny.

          w moim rozumieniu fałszem, pozorem jest, jeśli udajesz, że zgadzasz się z
          nauczycielką we wszystkim...

          ja nic nie udaję, i z nikim nie wojuję

          uczę dzieci tego, że dorośli, tak nauczyciele, jak i rodzice, dziadkowie, pani
          w sklepie, pan w telewizji itp. itd., to jedynie ludzie, więc zdarza im się
          mylić, i do tego nie lubią, żeby im tego wypominać, więc żeby to robić tylko,
          jeśli sprawa jest tego warta

          a nauczycielce, która np. przypisuje mojemu dziecku moim zdaniem nieprawdziwe
          intencje, mówię, że "być może, ma pani rację, chociaż ja sądzę, że on itp.itd.;
          tak, oczywiście porozmawiam z nim" i sprawa załatwiona (rozmawiam potem z
          dzieckiem dla wyjaśniania sprawy, dla zrozumienia, co i jak się naprawdę
          działo, i dla udzielania rad i instrukcji, jak takie rzeczy rozwiązać, a nie
          dla "wyciągania konsekwencji" - uważam, że za szkolne grzechy szkoła ma karać,
          a za domowe - dom)

          pozdrawiam
          Judyta
          • pal_ma Re: Więc wychodzi, że jednak nie warto... 12.10.06, 15:32
            Nie zgadzam się z nauczycielką we wszystkim. Wręcz przeciwnie. Ale uważam, że
            nie powinnam podważać jej autorytetu. Mogę wytłumaczyć dziecku z czym się nie
            zgadzam, ale bez podważania tego, że to czasem ona "rozdaje karty". Bo ona jest
            na lekcji, bo ona patrzy z innej perspektywy i może widzi to inaczej niż ja.
            Myślę, że w jakimś sensie jesteśmy na wojnie, i tkwimy w grze pozorów. brak
            szczerości. No, ale cóż, taka cecha gatunkowa.

            A panią rozgryzliśmy z mężem. Atak wyprzedzający. Z rónych względów. Pani się
            bała , niesłusznie, że możemy być osobami, które będą podważać jej autorytet.
            I dlatego też zupełnie błędnie oceniła nasze dziecko i jego intencje w innych
            sprawach.
            Myślę, że teraz już widzi swoją pomyłkę, natomiast, ja będę czujniejsza i już
            nie tak szczera. Życie społeczene jest ciężkie 0- to jest ta woja właśnie. wink
            • judytak Re: Więc wychodzi, że jednak nie warto... 13.10.06, 23:26
              niby mówimy tak samo0, a jednak całkiem inaczej...
              no, bo
              pal_ma napisała:

              > Nie zgadzam się z nauczycielką we wszystkim. Wręcz przeciwnie. Ale uważam, że
              > nie powinnam podważać jej autorytetu. Mogę wytłumaczyć dziecku z czym się nie
              > zgadzam, ale bez podważania tego, że to czasem ona "rozdaje karty". Bo ona
              jest
              > na lekcji, bo ona patrzy z innej perspektywy i może widzi to inaczej niż ja.

              uważam tak samo
              i mówię dzieciom tak samo, praktycznie od początku przedszkola
              nie uważam za podważanie autorytetu wskazanie, że dane stwierdzenie nauczyciela
              jest ewidentną pomyłką, albo, że nie jest jedynym możliwym poglądem na dany
              temat
              nauczycielowi też tak mówię, ale tylko jeśli muszę - w ogóle rzadko się
              spotykam z nauczycielami...

              > Myślę, że w jakimś sensie jesteśmy na wojnie, i tkwimy w grze pozorów. brak
              > szczerości.

              absolutnie nie mam takiego odczucia
              po prostu ja robię swoje, i nauczyciel też robi swoje
              kiedy to konieczne, to się spotykamy i uzgadniamy stanowiska, a kiedy nie ma
              takiej potrzeby, to się z tego cieszymy ;o)

              > A panią rozgryzliśmy z mężem. Atak wyprzedzający. Z rónych względów. Pani się
              > bała , niesłusznie, że możemy być osobami, które będą podważać jej autorytet.

              nigdy by mi nie przyszło do głowy podejrzewać nauczycielkę o coś takiego
              tzn. wcale nie wykluczam, że to jest możliwe, ale ja bym o tym na pewno nie
              pomyślała
              może dlatego mam łatwiejsze życie, i beztrosko podważam wszelkie autorytety ;oP

              pozdrawiam
              Judyta
              • pal_ma Re: Więc wychodzi, że jednak nie warto... 13.10.06, 23:38
                Spoko. wink Mam podstawy, a nie chcę wchodzić w szczegóły, że tak istotnie jest.
                Myślę, że w sumie mówimy o tym samym, tyle, że ja może bardziej przykładam wagę
                do podkreślania należności szacunku dla pani, za sam fakt, że jest nauczycielką
                i ma tę swoją "funkcję". Myślę, że bez rozbierania autorytetu na części pierwsze
                czasem warto mieć dyscyplinę, bo ona potem w życiu dorosłym jest na porządku
                dziennym.
                Zadziwiające, że moje dziecko wcale nie uważa, że jej się to należy, szok. Znak
                czasu naszego, bo przecież ode mnie ma inne przekazy, więc jednak środowisko,
                otoczenie, "czas" to one decydują. Ta rozbieżność mnie rozbraja, ale i dostraja. wink

                Mówiąc o wojnie nie miałam na myśli pani, ale nas wszystkich wzajemnie, bardziej
                tych rodziców, którzy nie podejemują dyskusji, oglądają buty i kombinują.
                Brakuje nam szczerości. Bo boimy się, że zaszkodzimy, w tym przypadku naszym
                dzieciom.
                Wojna zaczyna się w piaskownicy. wink
            • laicrist Re: Więc wychodzi, że jednak nie warto... 14.10.06, 10:00
              > Nie zgadzam się z nauczycielką we wszystkim. Wręcz przeciwnie. Ale uważam, że
              > nie powinnam podważać jej autorytetu.

              Hola! Czy to, że Pani się może pomylić to podważanie autorytetu? Pani to
              człowiek, tak jak my i ma prawo się czasem machnąć smile Wystarczy to tylko
              odpowiednio dziecku przekazać (Nie, że pani nie ma racji, tylko no trudno, pani
              też się może zdarzyć pomyłka). Ja się ze swoimi wpadkami nie chowam i dzieciaki
              mają (cytat smile) "respekt do mnie". I nie mam problemów z uczniami większych (z
              normalnymi rodzicami też nie).

              > A panią rozgryzliśmy z mężem. Atak wyprzedzający. Z rónych względów. Pani się
              > bała , niesłusznie, że możemy być osobami, które będą podważać jej autorytet.
              > I dlatego też zupełnie błędnie oceniła nasze dziecko i jego intencje w innych
              > sprawach.

              Widać trafiali jej się 'wspaniali' rodzice wcześniej. Polecam albo szczerą
              rozmowę, tylko z panią (nigdy przy klasie - to czasem jest podważanie
              autorytetu, sam na sam nie ma nic z autorytetem wspólnego smile), albo czujność i
              częste rozmowy z dzieckiem (przecież rodzic powinien się interesować
              dzieckiem... interesować, nie znaczy przesłuchiwać, co w szkole bo mądrzy
              dzieciak szybko się połapie).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka