alinawk
13.12.06, 11:21
Moje dzieci (córka 15 lat i syn 12) dostały na Mikołaja po dużej paczce
słodyczy z mojego zakładu pracy. No cóż, moje dzieci lubią słodycze, ja
niestety też, toteż często (niestety) kupuję i się nimi dzielimy. Ale do
czego zmierzam. Przyjęłam za pewnik, że skoro ja normalnie jestem
dostarczycielem słodyczy, to ja też mogę skorzystać z ich zapasów.No cóż...
Z synem nie było problemów - jasne, mamo , weż sobie michałka (czekoladkę ).
Córka miała całkiem inne podejście - wszystko sobie pochowała, a na moją
prośbę o poczęstowanie odparła, że sobie schowała na póżniej, nie będzie
otwierać i mi nie da...Przyznam się, że mi się przykro zrobiło....Nie chodzi
mi oczywiście o głupie cukierki, sama sobie kupię gdy będę chciała, ale o
podejście. To nie chodzi tylko o ten przypadek, ogólnie zauważyłam, że jeśli
chodzi o syna , nie ma on problemów z dzieleniem się czymkolwiek.Dzieci
dostają małe kwoty czasami od babci, syn kupuje sobie czasem np. słodycze lub
colę .Zawsze przyjdzie do mnie zaproponować np. kawałek batonika, daje też
siostrze, sam z siebie. Natomiast córka nigdy nie przychodzi...A wiem, że
sobie też czasami kupuje, zawsze chowa żeby nikomu broń boże nic nie dać,
czasami przypadkiem zauważam pochowane gdzieś na półce u niej w pokoju...Skąd
się bierze taka postawa, nie rozumiem? Przecież w domu było zawsze tak: jest
kupione coś dobrego, chcesz to sobie weż...No cóż przychodzi mi do głowy
tylko jedno - niestety córka jest egoistką. Z cudzego owszem i skorzysta,
swojego nie da ruszyć...I nie chodzi tylko o głupie słodycze.Co o tym
myślicie, a może robię z igły widły, sama juz nie wiem?