fionna
07.07.03, 22:58
Moze pamietacie moje perypetie szpitalno-jedzeniowe na Dzialdowskiej - dzis
wypisano nas z CZD - na szczescie cytomegalia nie jest grozna (organizm sam
zwalczyl wirusa). Niestety od 4 tygodni moje dziecko nic nie zjadlo
samodzielnie. W CZD zrobiono wszystkie mozliwe badania mogace wyjasnic
przyczyny niejedzenia i nic....
Mlody odmawia jedzenia czegokolwiek czymkolwiek (wyprobowalismy wszystkie
smoczki dostepne na rynku). Przez 2 tygodnie byl karmiony sonda, a kiedy
badania wykluczyly przyczyny somatyczne (poza niewielkim refluksem z ktorym
wiekszosc dzieci zyje i tyje) mam go karmic na sile (lyzeczka, strzykawka),
aby moze go w ten sposob pobudzic do jedzenia. Na szczescie przybywa na
wadze, ale to jest takie bierne jedzenie, a nawet nie bierne, bo z dosc
silnym oporem - mlody krzyczy, placze, nalyka sie powietrza, odbija sie mu
strasznie, po paru lyzeczkach (lub strzykawkach) trzeba go pionizowac, bo
moze za chwile wszystko zwymiotowac (a wlasciwie ulac). Poza karmieniem jest
wesolutki, usmiecha sie, gaworzy itd.
W szpitalu zrobila sie z tego moja obsesja - wazenie przed jedzeniem i po
jedzeniu, zyje od karmienia do karmienia, nie wiem jakl dlugo to potrwa, czy
on sie "przelamie"? Czy mnie znienawidzi?