Prawdopodobnie się czepiam bo nie mam większych problemów

ale zauważyłam coś takiego: syn (II kl. podstawówki) sam odrabia
lekcje, bez pomocy. I sam pisze odpowiedzi do zadań matematycznych.
na przykład: Jest 10 bocianów, 7 ma gniazda na dachach a reszta na
słupach, ile bocianich gniazd jest na słupach? Syn pisze odpowiedź,
po wykonaniu działania: 3 bociany mają gniazda na słupach. A pani
poprawia na: 3 bocianie gniazda są na słupach. Syn się wkurza i ja
się wkurzam, odpowiedź była poprawna, język polski ma setki sposobów
żeby wyrazić tę samą treść różnymi słowami, co za różnica czy
powiedzmy, "3 bocianie gniazda są" czy " 3 bociany mają gniazda"
skoro zadanie rozwiązane prawidłowo. Uczyłam kiedyś angielskiego i
uczono mnie żeby uznawać każdą możliwą poprawną i zrozumiałą
odpowiedź ucznia. A tu nie wiem - czy pani robi dobrze nie uznając
wersji nie sformułowanych identycznie jak w zadaniu (może to uczy
ścisłego myślenia czy coś? może pani jest pedantyczna i dzieci też
powinny być?) a ja się czepiam, czy pani zabija w dziecku twórcze
myślenie narzucając mu jedyną wersję odpowiedzi.