Dodaj do ulubionych

Brak hamulców moralnych

30.04.08, 12:21
Syn ma 11 lat.
I nie wiem gdzie popełniłam błąd. Syn nie ma poczucia moralności.
Bierze pieniądze mnie i bratu, kłamie.
Jestesmy rodzina katolicką, a on jakby w ogóle nie brał pod uwagę pojęcia grzechu - przystępuje do komunii mimo kradzieży, mimo jedzenia mięsa w piątek, mimo wyzywania brata.
Wiem co napiszecie, ze może się nie zgadza z naszą wiarą, ale w takim razie niech to powie, a nie robi takie rzeczy. Nie zmuszam go nawet do chodzenia do kościoła, a co dopiero do przyjmowania komunii (poza okresem Wielkanocy nie wspominam w ogóle o spowiedzi, zresztą on sam chodzi do spowiedzi prawie w każdy pierwszy piatek i co z tego). Tłumaczę, mu, ze tak nie można, że przecież nie musi przyjmować komunii, a on na to, ze w takim razie po co ma iść. Mówię to lepiej nie idź, a on i ak idzie i robi swoje. Już nie wiem jak z nim rozmawiać.
A te kradzieże? Zabiera mi pieniądze z portfela i wydaje na głupoty, nawet nie ma z tego powodu poczucia winy. Nie potrafi sobie niczego odmówić, jak jest dobre jedzenia w lodówce, to zje, chocby było mówione, ze to dla brata, bo tamten nie jadł, a ty jadłeś.
Na razie nie pali raczej i nie pije, ale nie mam złudzeń, że zacznie przy pierwszj nadarzającej się okazji. Jestem załamana nie wiem co mam zrobić. Jak z nim rozmawiać? Skąd się biora takie dzieci? Nie jest na pewno dzieckiem zaniedbanym, bo ja mam prace w domu, mało absorbujacą jestem z nim odkąd się urodził, mąż tez dużo przebywa w domu. Ma kolegów, ma swój pokój, tylko zainteresowań żadnych nie ma poza komputerem i telewizorem. Ograniczm mu, ale co z tego. Jak nas nie ma w domu to od razu włącza komputer, nawet jak na zabronione. W ogóle nie przejmuje się jakimikolwiek zakazami.
Obserwuj wątek
    • sion2 Re: Brak hamulców moralnych 30.04.08, 13:22
      Tak gwoli ścislosci post od miesa w piątki obowiazuje dzieci od 14
      roku zycia a w ogole jest wątpliwe aby zjedzene miesa w piatek bulo
      grzechem ciezkim.
      Wiesz co tak na pierwszy rzut oka, u was w domu chyba nie ma żywej
      wiary a religia to tylko zbior zasad i zakazow. nic dziwnego ze
      chlopak sie buntuje. Mysle ze on nie nawiazal zadnej wiezi osobowej
      z Bogiem i pewnie nie ma kolo siebie nikogo kto by żył w przyjazni
      z Bogiem a nie tylko "przestrzegal zasad religii". Byc moze syn nie
      uwewnetrznil wcale zasad moralnosci, wie jakie są, potrafi wymienic
      ale nie rozumie po co mialby sie do nich stosowac, jego sumienie
      nie zostalo uksztaltowane wlasciwie.
      Nie przekreslaj tak łatwo spowiedzi i Komunii syna. To są
      sakramenty a w nich działa takze Bóg. Dzieci w tym wieku maja rozne
      pomysly i przygody ze spowiedzia i Komunią św. - pamietam siebie z
      tego okresu i widze i slysze teraz po dzieciach znajomych. I choc
      czasami dorosly obserwujac postepowanie dziecka wlosy z glowy
      rwie "jak on/ona tak moze" to z czasem gdy dziecko dojrzewa
      emocjonalnie i spolecznie a takze dopuszcza do siebie dzialanie
      łaski... Pan Bóg wszystko prostuje smile. Nie masz prawa dziecku
      zabraniac przystepowac do spowiedzi badz oceniac jego praktyki
      religijne. Owszem powinnas go formowac i powtarzac az do bolu że są
      grzechy ciezkie po ktorych nie mozna przystepowac do Komunii zanim
      sie czlowiek nie wyspowiada (dlaczego? bo zrywaja przyjazn z
      Bogiem, sprowadzaja stan smierci duchowej na dusze), ale jesli syn
      idzie mimo wszystko do Komunii po kradziezy, modl sie za niego ale
      nie komentuj bezposrednio.
      Moze syn widzi w was jakas hipokryzje wiekszego kalibru i dlatego
      nie widzi potrzeby zmieniania swojej postawy?
      Nie mysl o swoim dziecku ze na pewno bedzie kradlo, pilo i paliło,
      mam nadzieje ze mu tego nie mowisz bo inaczej samospelniajaca sie
      przepowiednia gotowa.
      Moze dobrm pomyslem bedzie podsuniecie syowi lektury religijnej
      stosownej do jego wieku, jakies histrorie o swietych za
      dziecinstwa, są takie ksiazki w kazdej ksiegarni katolickiej.
      Polecam na przyklad ksiazki o św. Dominiku Savio i św. Janie Bosco.
      Takie pisane dla dzieci i mlodziezy w formie ciekawych przygod.
      • kkokos Re: Brak hamulców moralnych 30.04.08, 13:38
        >>>>>>Moze syn widzi w was jakas hipokryzje wiekszego kalibru i
        dlatego nie widzi potrzeby zmieniania swojej postawy?
        >>>>>>Nie mysl o swoim dziecku ze na pewno bedzie kradlo, pilo i
        paliło, mam nadzieje ze mu tego nie mowisz bo inaczej
        samospelniajaca sie przepowiednia gotowa.

        pod tym cytatem podpisuję się czterema kończynami.
        tak jak to opisujesz, to robi wrażenie, jakby chłopiec za wszelką
        cenę chciał na siebie zwrócić uwagę.
        sion, litości, historie o dzieciństwie świętych to łykają chyba
        tylko baaardzo religijne dzieci w baaardzo religijnych rodzinach.
        nie wyobrażam sobie nudniejszej lektury dla 11-latka.
        • verdana Re: Brak hamulców moralnych 30.04.08, 13:57
          Alez tu religia nie ma nic do rzeczy. Nalezy być porzadnym
          człowiekiem nawet bez religii, a tu rzeczywiscie jest problem - np.
          kradzież dziecku w tym wieku moze sie zdarzyc, ale powinno ono
          odczuwac wyrzuty sumienia. Choćby wątłe. Wyjadanie porcji brata to
          tez zachowanie nizebyt eleganckie.
          Moze za duzo w domu mowi się o grzechu, za dużo rzeczy klasyfikuje
          sie jako "złe", tak że dziecko już samo nie odróznia prawdziwego zla
          od drobnych wykroczeń?
          • croyance Re: Brak hamulców moralnych 07.05.08, 01:44
            A mnie to wyglada na tzw. 'delegata do terapii'.
            Wiesz, cos w rodzaju 'mamy problem z synem' - a potem sie okazuje,
            ze w rodzinie problem ma kazdy oprocz syna, ktory po prostu pokazuje
            objawy choroby systemu.
        • sion2 Re: Brak hamulców moralnych 30.04.08, 14:18
          Ależ kkokos co ty mowisz wink. Naprawde istnieja CIEKAWE ksiazki o
          dziecinstwie swietych, napisane jezykiem mlodziezowym, nie
          umoralniajace gadki ale histroie z zycia wziete. Na przyklad taki
          Jan Bosco zyl w XIX wieku, zajal sie "złą" włoską mlodzieża,
          konkretnie chlopcami z najubozszych turynskich dzielnic, takim
          marginesem spolecznym. Myslisz ze historie o tym jak pracowal z
          pijącą, palącą i bezrobotna mlodzieżą nie bedą ciekawe? a Dominik
          Savio to chlopiec ktory umarl w wieku 15 lat, zachowalo sie mnostwo
          opowiadan z jego zycia bo byl na co dzien zwykylm nastolatkiem,
          uwielbial grac w pilke nozną smile. Ja nie mowie ze kazdemu 11-latkowi
          przypasuje ta lektura no ale mozna sprobowac..
          A jak nie ksiazka to jest mnostwo filmow religijnych animowanych
          przygodowych pokazujacych ze Bog moze byc najlepszym przyjacielem i
          ze mozna przestrzegac Jego przykazan a jednoczesnie byc zwyklym
          radosnym i lubianym (sic!) przez rowiesnikow.

          Mnie sie wydaje ze chlopiec zna religie tylko od strony nakazow i
          zakazow a to bez sensu. Przeciez chodzi o to aby motywacja do
          przestrzegania np. przykazan bylo zaufanie Bogu jako Komus
          mądrzejszemu od nas kto wie co dla nas dobre, i głebkie przekonanie
          że kazdy czlowiek jest przez Boga kochany. Gdy sie wie i wierzy ze
          Ktos mnie kocha, pojawia sie motywacja "nie chce zranic tej Osoby",
          oczywiscie stopniowo ale 11-latek ma cale zycie przed sobą...
          • kkokos Re: Brak hamulców moralnych 30.04.08, 14:58
            sion, naprawdę sądzisz,że jak 11-latek nie rozumie, dlaczego nie
            należy kraść matce pieniędzy, to zrozumie to pod wpływem
            umoralniającej lektury o świętym 15-latku? (ten Dominik to chyba
            ten, co nie tak dawno podróżował w postaci woskowej lalki w szklanej
            trumnie, prawda?) tak czy siak, obawiam się, że sprowadzasz dyskusję
            na tory właściwe raczej na forum "wychowanie w wierze". a tu tak
            naprawdę nie wiadomo, do jakiego stopnia sahara patrzy na problem
            przez pryzmat religijny, a do jakiego jest to dla niej po prostu
            problem z dzieckiem. jeśli to pierwsze, to w zasadzie proponowałabym
            sie przenieśc na "wchowanie w wierze", bo tam naprawdę są matki,
            które zrozumieją (tu niekoniecznie). jeśli to drugie - powtórzę, dla
            mnie ten chłopiec chce na siebie zwrócić uwagę, choćby małymi
            złośliwościami (typu jeśli dla matki ważne jest niejedzenie mięsta w
            piątek, to on je). może uważa, że ma za mało swobody, mniej niż
            rówieśnicy. może jego brat jest faworyzowany i dlatego chłopiec
            wyjada rzeczy pozostawione dla brata, a może zwyczajnie jest
            egoistą - nie wiem, za mało danych.
            • sion2 Re: Brak hamulców moralnych 30.04.08, 15:21
              Ja nie twierdze ze NA PEWNO problem jest natury religijnej. Macie
              racje ze dziecko potrafi kazda dziedzine zycia wykorzystac co by
              zademonstrowac swoje zdanie, zwrocic uwage na siebie lub w
              niefortunny sposob dac doroslym znak ze ma jakis problem. Moze byc
              tak ze chlopiec widzi iz rodzicom szczegolnie zalezy na prakttkach
              religijnych no to znalazl sobie sposob na cwiczenie swojej woli...
              ale matka pisze ze raczej nie zmusza do chodzenia do kosciola.

              Ale problem moze byc - hipotetycznie - religijny. Nie wiem czemu na
              tym forum pisac o Bogu jest nie "cool". Matka sie pyta o sprawy
              zwiazane z religia to religijnie odpowiadam. Oczywiscie inni moga a
              nawet powinny naswietlic sprawe z innego punktu widzenia, nie
              zabraniam.
              • kkokos Re: Brak hamulców moralnych 30.04.08, 15:34
                >>Nie wiem czemu na
                > tym forum pisac o Bogu jest nie "cool".

                potraktuj to, co napisałam dosłownie - na tamtym forum sahara
                znajdzie więcej zrozumienia, tu mniej. i tyle.
              • sahara3 Re: Brak hamulców moralnych 30.04.08, 15:45
                Dziękuje za odpowiedzi.
                Na wychowanie w wierze nie moge się przenieść, bo nie mam dostepu. Poza tym problem nie jest tylko religijny. Kraść się nie powinno bez względu na wyznanie. Podałam przykład religijny, bo jest to dla mnie dziwne. Syn zachowuje się, jakby zupełnie nie wierzył w Boga, jednocześnie nie uchylając się od praktyk religijnych (co byłoby dla mnie bardziej zrozumiałe). A on chodzi do kościoła, czasem nawet w tygodniu, przyjmuje komunię i tyle. Nie odmawia pacierza, nic nie robi sobie z przykazań.
                Na pewno w domu nie mówi się ciągle o grzechu, jesteśmy rodziną przeciętną, Bóg jest obecny w naszym życiu, ale nie jesteśmy jakoś bardzo zaangażowani. Nie wydaje mi się też żebyśmy byli hipokrytami, nie robimy nic niezgodnego z zarówno z wiarą jak i z ogólnie przyjętą moralnością.
                Zastanowiłam się nad tym, czy nie ma za dużo zakazów, ale chyba raczej nie, ma dość dużo swobody, może chodzić do kolegów, zapraszać ich do siebie, nie ma żadnych zajęć dodatkowych, poza tymi na które sam się zapisał, jedyne czego zabraniam (jak chodzi o rozrywkę) to nadmiaru komputera i telewizora, bo zostaiony sam sobie nie robiłby nic innego. Nie czepiam się szkoły, mimo że on nie przejmuje się nią kompletnie, ale dopóki jedzie na czwórach i mocnych trójach to nie widzę powodów do interwencji. Albo raczej staram się gryźć w język...
                Dostaje kieszonkowe, które wydaje błyskawicznie, głównie na słodycze i czipsy. Jak mu się skończą to bierze pieniądze z mojego portfela lub brata (brat wolniej wydaje).
                Nie zdaje sobie sprawy (nie chce?) że nie jestesmy ludźmi zamożnymi i nie stać mnie na to, żeby mu codziennie 10 zł dawać na przyjemności.

                Proszę o jakieś rady jak do niego dotrzeć.
                Sion, dzięki, ale nie sądzę, żeby żywoty śiwętych, nawet tych "młodzieżowych" do niego dotarły. Przeczytać może nawet przczyta, ale spłynie po nim jak woda po kaczce. Tak jak wszystko.
                Jeszcze jedno. Ma wrażenie, że on zupe łnie nie ma żadnych uczuc do nas, swoich blikich. Pobyt męża w szpitalu z powodu poważnej choroby skwitowł "komputer będzie wolny". Kilka lat temu ja byłam wszpitalu przez jakiś czas, nawet mu się nie chciało mnie odwiedzać, wolał zostawać w domu. Nie piszcie, że nie chciał pokazać po sobie, że się przejmuje i był to sposób na odreagowanie, bo to nie prawda. Zupełnie go nie obchodzi los i smaopoczucie innych. Natomiast jak on jest chory chciałby, zeby wszyscy się użalali i mu dogadzali.
                Naprawdę nigdy mu żadnej krzywdy nie zrobiłam, żeby się tak zachowywał.

                • mama-123 Re: Brak hamulców moralnych 30.04.08, 16:08
                  Z tego, co piszesz wyglada mi to raczej na problem rodzinny, brak
                  wiezi miedzy Wami, niz problem moralny. Mysle, ze forum tego nie
                  rozwiaze. Moze powinnas porozmawiac najpierw z psychologiem. Wyglada
                  na to, ze i Ty jakos spisalas syna na straty, choc z drugiej strony
                  martwisz sie i tez chcialabys zeby sytuacja sie zmienila.
                  pomyl o dobrym psychologu i pamietaj, ze nie jest problem syna, to
                  raczej problem calej rodziny.
                • croyance Re: Brak hamulców moralnych 07.05.08, 01:49
                  'Syn zachowuje się, jakby
                  > zupełnie nie wierzył w Boga, jednocześnie nie uchylając się od
                  praktyk religij
                  > nych (co byłoby dla mnie bardziej zrozumiałe). A on chodzi do
                  kościoła, czasem
                  > nawet w tygodniu, przyjmuje komunię i tyle. Nie odmawia pacierza,
                  nic nie robi
                  > sobie z przykazań.'

                  Jejku, Sahara, wymagasz spojnosci swiatopogladowo-zachowaniowej od
                  11-latka? Ile znasz doroslych osob, ktore maja cos takiego? Nie
                  znasz nikogo, kto jest wierzacy-niepraktykujacy, albo niewierzacy-
                  praktykujacy, albo inne mozliwe kombinacje?
                  Od dzieciaka wymagasz dojrzalej, zintegrowanej osobowosci?
                • croyance Re: Brak hamulców moralnych 07.05.08, 01:52
                  'Pobyt męża w szpitalu z powodu poważnej choroby skwitowł "komputer
                  będzie wolny". Kilka lat temu ja byłam wszpitalu przez jakiś czas,
                  nawet mu się nie chciało mnie odwiedzać, wolał zostawać w domu. Nie
                  piszcie, że nie chciał pokazać po sobie, że się przejmuje i był to
                  sposób na odreagowanie, bo to nie prawda. Zupełnie go nie obchodzi
                  los i smaopoczucie innych.'

                  Skad wiesz, ze to nieprawda?
                  Znowu - nie za duzo wymagasz od dzieciaka?
    • rycerzowa Re: Brak hamulców moralnych 30.04.08, 19:25
      Są na świecie daltoniści, są dyslektycy, są ludzie bez poczucia humoru, są
      również tacy bez zmysłu moralnego. Nie jest to ich wina, po prostu tacy się
      urodzili.
      Rodzaj dysfunkcji, bardzo dla danego osobnika przykry.
      Nie rozumie, czego od niego chcą, nie wie, czemu nie jest traktowany przez
      innych z należną estymą. A nie jest, bo trudno lubić kogoś bez serca.

      Co robić? Pozostaje rodzaj tresury, to wolno, tego nie wolno, zwykłe, proste
      kary i nagrody, tłumaczenie, że przyzwoite zachowanie się zwyczajnie "opłaca".

      Znam taką dziewczynę, obecnie dwudziestoparoletnią. Moim zdaniem zero uczuć,
      zero wrażliwości, wszystko wyuczone. Bardzo inteligentna, wie, jak się zachować.
      I dobrze, bo co jej pozostało.
      Trudno mieć do niej żal,że nie odczuwa, skoro nie odczuwa.
      I tylko matka niedawno zapłakała: " Ona ma jakiś defekt".
      Jasne,że ma, ja zauważyłam to 10 lat temu.
      • sion2 Re: Brak hamulców moralnych 30.04.08, 20:01
        Musze powiedziec że ja tez znam osobe, obecnie juz 61-letnią, która
        jest wlasnie "bez serca" ale doskonale wytresowana co wypada a co
        nie. Tylko ze ona pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny, czasami jak
        opowiada jak byla traktowana to wlos sie jeży na głowie. Nie w
        sensie tortur ale panujacego w domu kultu osob starszych i pogardy
        dla praw wieku dzieciecego. Ot dzieci to byly tacy "slużący" tylko
        jeszcze placic im nie trzeba bylo. Ta osoba teraz sama wymaga dla
        siebie takiego szacunku, nie jest wrazliwa na cierpienie, zas zasad
        kultury przestrzega tylko wtedy gdy zachowujac sie niekulturalnie
        cos by stracila.
        Nie wiem czy jest mozliwe urodzic sie z defektem braku wrazliwosci..
        wedlug mnie w normalnym domu gdzie ludzie sobie okazuja uczucia
        (taka przecietna krajowa) dziecko raczej naturalnie przesiaka
        atmosferą.
        Wiesz mnie sie wydaje ze chyba troszke za surowo syna oceniasz, mam
        wrazenie ze magazynujesz w sobie urazy do niego, ze przewidujesz juz
        jaki bedzie zly i nieczuly... Jesli on to odczuwa (nie musisz mowic
        wprost) to moze dziala na zasadzie "jestem taki jakim mnie widzisz".
        Naprawde klasyfikowanie nastolatka w wieku 11-lat do
        osob "nieczulych" czy przewidywanie jakie grzechy popelni za 2-3
        lata jest zbrodnia na dzieciecej jeszcze psychice. Moim zdaniem
        powinnas pomyslec nad swoim nastawieniem do syna. On musi wiedziec i
        widziec ze jest wartosciowym czlowiekiem, poczucie wlasnej wartossci
        wynosi sie z domu!
    • rycerzowa Re: Brak hamulców moralnych 01.05.08, 11:30
      A tak naprawdę , to czy można mówić o "braku hamulców moralnych" w odniesieniu
      do 11-letniego dziecka"?
      Dziecko jest z natury niedojrzałe, a w odniesieniu do moralności niedojrzałość
      oznacza skrajny egoizm, brak empatii, brak samokontroli, opanowania.
      Dziecko przed wiekiem dojrzewania generalnie nie jest zdolne do refleksji, czyli
      do oceny swojego postępowania w kategoriach dobre-złe.
      Stąd dzieci, szczególnie chłopcy, robią różne straszne rzeczy, np. dręczą
      zwierzęta, bawią się w podpalaczy , okradają sady owocowe, etc. Z jakiejś
      książki pamiętam, jak jedna dziewczynka "okradła Matkę Boską", tzn. wzięła
      pieniądze z ofiary kościelnej.
      Posłuchaj wspomnień swoich znajomych o grzechach dzieciństwa.
      W większości wyrośli z nich normalni, przyzwoici obywatele.

      Przeciętny rodzic nie raz łapie się za głowę, zgorszony, że dziecko jest takie
      bez sumienia, bez wyobraźni.
      Sumienie trzeba kształtować przez tłumaczenie, przykład, nagradzanie i karanie.
      Ale do posiadania sumienia czasem trzeba też zwyczajnie dojrzeć.
      Jednym dzieciom udaje się to wcześniej, innym - nie.
      Na razie rób swoje i bądź optymistką.
      • croyance Re: Brak hamulców moralnych 07.05.08, 01:55
        Ja mysle, ze autorka watku zadaje zle pytanie - zamiast zapytac, co
        dzieje sie z jej synem, powinna zapytac, co dzieje sie z jej
        rodzina. Rodzina to system naczyn polaczonych, zachowanie syna nie
        jest wyizolowane, ale jest czescia systemu. W systemie cos musi nie
        grac, skoro mlody ma takie zagrywki. Jak pisalam wczesniej, mnie to
        wyglada na delegata do terapii. Mlody kumuluje w sobie wszystkie
        problemy rodziny i - jako najslabsze ogniwo - pokazuje objawy. Ale
        trzeba leczyc przyczyne, a nie symptomy.
    • kol.3 Re: Brak hamulców moralnych 01.05.08, 18:26
      Podkreślasz że jesteście rodziną katolicką, ale czy tylko biegacie
      do kościoła, czy jesteście religijni w sposób naturalny, tzn.
      zachowujecie się przyzwoicie i uczciwie na codzień? Może syn
      nieposzanowanie reguł wynosi jednak z rodziny, może ma zły przykład
      z domu? Przeanalizuj to. Znam wiele osób ostentacyjnie deklarujących
      swoje przywiązanie do religii, co jednak nie znajduje
      odzwierciedlenia w ich przyzwoitości i zachowaniu codziennym.
      • marina2 Re: Brak hamulców moralnych 01.05.08, 19:16
        to co mi się rzuciło w oczy w Twojej wypowiedzi to taki dystans do
        dziecka jabyś pisała trzymając go z daleka na kiju -bierzesz na
        ręce ,ale nie przytulasz.tak czuję klimat Twojej wypowiedzi.
        mam w domu między innymi i 10 latka i 12 latka i nigdy nie mieli
        takich jak opisujesz zachowań.są empatyczni ,kradzież nie do
        pomyślenia.niechętnie o tym piszę,ale skoro pewna część Twojej
        wypowiedzi dotyczy religii to odpowiem,że staramy się być
        katolikami.synowie mają raczej wąskie sumienie.o mszy,spowiedzi nie
        przypominam najwyżej logistycznie jeśli najmłodsze jest chore.
        na ogół jest tak,że dzieci biorą przykład z rodziców.widzą,że
        rodzic się modli,dzieli z innymi ludźmi,widzi jak pochyla się nad
        innymi.może po prostu Twoja religijna postawa jest jakoś tak
        zamknięta przed nim.dzieci widzą czy rodzic czyta prasę
        religijną ,uczestniczy w rekolekcjach.prosty przykład
        przeczytałam "Świętego mordercę" i podałam książkę córce,potem
        pamiętniki Fescha i znowu dałam córce.Potem sobie o tym
        rozmawiałyśmy.cokolwiek podczytuję dzieci widzą pytają.w wielu
        sprawach jak dzieci rozrabiają jestem w stanie podeprzeć się
        dekalogiem,ok skracam.ale schemat jest waśnie taki.
        podkreślam dla mnie Twoja wypowiedź to troska,ale też chłód.
        • croyance Re: Brak hamulców moralnych 07.05.08, 01:59
          Tez odnioslam takie wrazenie, przyznam, stad moje komentarze o
          delegacie. To tak wyglada, jakby to jego zachowanie pelnilo jakas
          wazna funkcje w ukladzie rodzinnym Autorki watku - i jakby
          podswiadomie oczekiwala, ze nie ustanie. Jakby pytala na forum tylko
          po to, zeby uciszyc sumienie (probowalismy naprawde wszystkiego, ale
          nic nie wyszlo).
    • tarkiina.arawis Re: Brak hamulców moralnych 02.05.08, 00:06
      A ja bym szukała problemu gdzie indziej niż poprzednicy: Skoro kradnie pieniądze to może po prostu w pewien nieświadomy sposób okazać, że po prostu nie dostaje czy też dostaje zbyt małe kieszonkowe? Chłopiec 11-letni chce mieć możliwość dysponowania jakąś własną, względnie adekwatną kasą. Wydaje pieniądze na pierdoły jak każde dziecko, w jakiś sposób musi się nauczyć wydawać pieniądze i realizować za ich pomocą swoje potrzeby, na razie w taki a nie inny sposób.

      Pazerność na coś z lodówki to też jest efekt niezaspokajanej chęci posiadania. Pamiętam z dzieciństwa, że moja babcia wydzielała od zawsze porcje ciastek na dany dzień - gdy tylko dorwałam opakowanie, pożerałam wszystko bez względu na innych, wręcz do bólu brzucha... przeszło kiedy w domu zrozumieli że stawianie ograniczeń a la ciastka, tv, gry czy takie rzeczy nie przynosi żadnych efektów wychowawczych. Popuścili i sytuacja znormalniała.

      Religię chłopiec najwyraźniej traktuje instrumentalnie, jako rodzaj takiej samej tradycji jak np w niektórych rodzinach odwiedziny u dziadków w niedzielę "bo tak było od zawsze" i do tego jest przyzwyczajony, a jednocześnie na swój sposób nieco opacznie łapie, że pełne uczestnictwo we mszy wymaga przyjęcia komunii. Z jedzeniem mięsa w piątek: jest to polska tradycja, wynikająca z naszych zwyczajów i zaszłości przedrozbiorowych, niegdyś przez kościół podjęta. Obecnie nie wymaga się przestrzegania tego (z wyjątkiem postów ogólnokośc. typu Wielki Piątek), równie dobrze można się w środę pozbawić słodyczy, chodzi w końcu o efekt wyrzeczenia, a nie mięso jako takie.

      Włączanie komputera jak nie ma rodziców? Robi to każde dziecko. Może zamiast stawiać zakazy niemożliwe de facto do wyegzekwowania, warto zająć chłopca innymi rzeczami. Jesteś matką, wiesz co go w tej tv czy komputerze interesuje, spróbuj mu znaleźć jakieś tematycznie powiązane zajęcia. W tej chwili uczysz go tylko, że matka gdera, a on jak będzie chciał to i tak zrobi co chce. 11 lat to w zasadzie ostatnia pora żebyś mogła się zająć nieco jego zainteresowaniami, potem naprawdę będzie miał cię głęboko gdzieś

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka