sahara3
30.04.08, 12:21
Syn ma 11 lat.
I nie wiem gdzie popełniłam błąd. Syn nie ma poczucia moralności.
Bierze pieniądze mnie i bratu, kłamie.
Jestesmy rodzina katolicką, a on jakby w ogóle nie brał pod uwagę pojęcia grzechu - przystępuje do komunii mimo kradzieży, mimo jedzenia mięsa w piątek, mimo wyzywania brata.
Wiem co napiszecie, ze może się nie zgadza z naszą wiarą, ale w takim razie niech to powie, a nie robi takie rzeczy. Nie zmuszam go nawet do chodzenia do kościoła, a co dopiero do przyjmowania komunii (poza okresem Wielkanocy nie wspominam w ogóle o spowiedzi, zresztą on sam chodzi do spowiedzi prawie w każdy pierwszy piatek i co z tego). Tłumaczę, mu, ze tak nie można, że przecież nie musi przyjmować komunii, a on na to, ze w takim razie po co ma iść. Mówię to lepiej nie idź, a on i ak idzie i robi swoje. Już nie wiem jak z nim rozmawiać.
A te kradzieże? Zabiera mi pieniądze z portfela i wydaje na głupoty, nawet nie ma z tego powodu poczucia winy. Nie potrafi sobie niczego odmówić, jak jest dobre jedzenia w lodówce, to zje, chocby było mówione, ze to dla brata, bo tamten nie jadł, a ty jadłeś.
Na razie nie pali raczej i nie pije, ale nie mam złudzeń, że zacznie przy pierwszj nadarzającej się okazji. Jestem załamana nie wiem co mam zrobić. Jak z nim rozmawiać? Skąd się biora takie dzieci? Nie jest na pewno dzieckiem zaniedbanym, bo ja mam prace w domu, mało absorbujacą jestem z nim odkąd się urodził, mąż tez dużo przebywa w domu. Ma kolegów, ma swój pokój, tylko zainteresowań żadnych nie ma poza komputerem i telewizorem. Ograniczm mu, ale co z tego. Jak nas nie ma w domu to od razu włącza komputer, nawet jak na zabronione. W ogóle nie przejmuje się jakimikolwiek zakazami.